W sobotę wieczorem (czyli 4.12) przyjechał rzetelny i sumienny pan Wojtek i założył termoregulator, który wcześniej MS kupił w hurtowni znalezionej w necie, upewniwszy się uprzednio, że takowy posiadają „na stanie”. Z kolei pan, który okazał się nie być godnym zaufania fachowcem oddał 100 zł. Niech mu tam bozia w dzieciach wynagrodzi. Tak więc dzięki panu Wojtkowi zrobiło się ciepło. Dopóki ogrzewanie nie działało z konieczności musieliśmy się ratować przed zamarznięciem żywym ogniem, który (dopóki jest pod kontrolą) daje oprócz ciepła wspaniałe efekty wizualne.


Można powiedzieć, że właściwie życie wróciło do normy. Sprzęty działają, babcia D. nie chce zrobić tomografii, nie pamięta czemu telewizor nie działa i chwilę po kolejnym wyjaśnieniu dochodzą do głosu w chorej głowie teorie spiskowe. Normalka. Franuś przychodzi już w dobrej formie i – to nowość – po tej chorobie zaczął spać u nas na kolanach i traktować nas jak całkiem „swoich ludzi”. Dziś też po południu przybiegł chowając się przed Puchatym, który wyraźnie nie daje mu spokoju. Takie podwórkowe walki o panowanie na terenie uznawanym przez każdego za swój. Franek – jak każdy kot – uwielbia pudełka. Nie ma większej frajdy niż wykorzystanie każdego, jakie się trafi.

… Franuś wypasiony 😀😀😀…
Ciepło w domku i przyjemnie, a jak kotuś grzeje bolące kolano to jeszcze przyjemniej 😀 W kwestii „bolenia” poszczepiennego to go właściwie nie było, trochę oboje z MS „czuliśmy rękę” pod dotykiem, ale to się nie liczy, w niczym nie przeszkadzało.
Kolejną pizzę udało mi się sfotografować przed zniknięciem. Poprzednie były „czerwone”, bo z sosem pomidorowym. Ta była „biała” – z tuńczykiem, pieczarkami, cebulką i serem oczywiście.

… przed włożeniem do piekarnika …

… po upieczeniu, dla mnie najlepsza ze wszystkich …
Co jeszcze zrobiłam? Próbuję sobie przypomnieć, bo jak nie zapiszę to nie pamiętam, za dużo się dzieje. Aa, już wiem, upiekłam pasztet z selerów, akurat miałam 4 małe i szukałam inspiracji, kotletów mi się nie chciało smażyć. Inspirację znalazłam tu: – https://aniagotuje.pl/przepis/pasztet-z-selera

To 1/3 całości, bo kiedy sobie przypomniałam o zrobieniu zdjęcia to tylko tyle zostało. Był naprawdę smaczny i nawet MS jadł 😀 sam z siebie i bez wstrętu 😀
Kupiłam imbir, pokroiłam drobno i zasypałam cukrem. Teraz jest świetny do herbaty, której już nie trzeba słodzić. Próbuję ograniczać cukier, słodzę pół łyżeczki. Całkiem bez cukru nie mogę, drapie mnie w gardle po całkowicie gorzkiej. A kiedyś słodziło się dwie łyżeczki, normalnie ulepek.

A to już grudniowe obrazki. Świt w sobotę 4 grudnia.


Po południu przez błota musieliśmy się przeprawić, żeby dojść do lasku. Nie wracaliśmy tą samą drogą do domu, żeby uniknąć powtórnej przeprawy. Spotkaliśmy takie drzewko z owocami jak maleńkie jabłuszka. Czy to rajskie jabłuszka? Nie wiem, ale śliczne 🙂


… nie wiem czy te bloki to jeszcze Piaseczno czy już Julianów …
Wczoraj o szóstej rano Skituś dostał ataku padaczki. Nie miał od marca zeszłego roku, więc długo się udało. Widać, że nie za dobrze się czuje, musi odreagować, bo taki atak kosztuje bardzo dużo energii. Dziś rano nie chciało mu się nawet wyjść, tylko do ogródka wyskoczył. Teraz śpi bidulek, oby się lepiej poczuł kochany 🐕
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny oraz zostawienie śladu swego pobytu 🌺
Trzymajcie się zdrowo!






























































