„Babie lato i kropla deszczu” – 74

Korzystając z pięknego, słonecznego dnia Inga wybrała się z psami na dłuższy spacer. Feliks zaoferował swoje towarzystwo, na co żona z radością przystała. Zawędrowali do Chyliczek, skręcili w boczną drogę i szli z wielką przyjemnością odkrywając zupełnie nieznane miejsca. Wreszcie – ze zdziwieniem przeczytali napis na zielonej tabliczce: Konstancin-Jeziorna.

– Feluś! Zobacz gdzie nas przyniosło – zdziwiona powiedziała Inga. – Coś podobnego!

– Trafiliśmy na nowe dla nas przejście – uśmiechnął się do żony. – Fajnie czasem odkryć coś nowego tak blisko domu.

– Musisz przyznać, że gdyby nie psiaki, nigdy nie wybralibyśmy się na taką daleką wędrówkę.

– Przyznam, przyznam, nie chciałoby mi się ruszyć z domu. Na samą myśl, że miałbym piechotą iść do Konstancina odechciałoby mi się wszystkiego.

– Ruch to zdrowie, przecież wiesz – wzięła męża pod rękę. – A nam zdrowia trzeba dużo, więc powinniśmy chodzić na długie spacery.

– Już teraz dokładnie wiem gdzie jesteśmy. Starochylicka. Wiesz, kiedy byłem w podstawówce jeździłem na kolonie tu gdzieś niedaleko… No nie, nie poznam przecież, ale na pewno w Skolimowie byłem. Pamiętam, że dziadek z mamą odwiedzali mnie w niedzielę, zawsze przywozili jakieś smakołyki. Pękałem z  dumy, że potem mogłem poczęstować kolegów.

– Wspomina się z rozrzewnieniem takie chwile, prawda? Ja nigdy nie byłam na koloniach. Rodzice mówili, że jeżdżą tylko te dzieci, które nie mają do kogo pojechać na wakacje. A ja miałam. Do dziadków jeździłam, do cioci, z rodzicami nad morze. Na kolonie pierwszy raz pojechałam w ramach praktyk studenckich jako pomocnik wychowawcy, od razu stanęłam po drugiej stronie barierki… O, zobacz jaka dróżka, chodźmy tamtędy. Może dojdziemy do równoległej i zawrócimy w stronę domu.

– Czemu nie? Potem dojdziemy  „książętami” i łąką. Jestem pewien, że na łące natkniemy się na którąś z twoich przyjaciółek – uśmiechnął się do żony. – Akurat jest „psia godzina”.

– Udali nam się sąsiedzi, prawda? Cieszę się, że dziewczyny tak się zaprzyjaźniły. Myślę o naszej Bognie, Jagnie i Marysi. Same o sobie mówią, że są siostrami z wyboru.

– Chwilami zachowują się jakby były w wieku Honoratki – powiedział Feliks bez przygany w głosie, co Inga natychmiast wychwyciła i skwitowała radosnym uśmiechem.

– Inguś, a czemu się tak uroczo uśmiechasz? – Feliks najwyraźniej dobrze się czuł.

– Bo cię kocham, skarbie mój, to mało?

– Oj, chyba nie tylko dlatego

– Bo mi w tej chwili dobrze, wyszliśmy razem na wycieczkę krajoznawczą…

– Chyba drogoznawczą – wtrącił.

-… bo ty się uśmiechasz, bo psiaki mają szczęśliwe pysie, bo jest piękna pogoda, bo…

– Bo?

– Bo może cud się stanie i pojedziemy na urlop.

– Wiem, że chciałabyś, zresztą ja też.

– Kasia z Mikołajem wczoraj znowu na mnie napadli wracając od dzieciaków. Powtórzyli, że mieszkanko aktualnie stoi puste, bo nikt nie może pojechać w tym terminie. W związku z czym oni byliby bardzo zadowoleni, gdyby ktoś tam posiedział, bo zwyczajnie szkoda, żeby puste stało.

– Tym „ktosiem” mamy być my?

– Czemu nie? Może by się udało jakimś cudem?

cdn.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Babie lato i kropla deszczu, Powieści. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *