Wrześniowe zapiski 24.IX.2026🍁🍂

Tęsknię za Szczawnicą – żadna nowina przecież. Już nawet z MS rozmawialiśmy, że jeśli Szilunia będzie miała problem z chodzeniem to po prostu kupimy jej wózek. Obejrzałam modele w necie i nie macie pojęcia ile tego jest! Chyba cały przemysł powstał, widocznie takie zapotrzebowanie istnieje. Wózki inwalidzkie dla piesków widziałam wcześniej, ale nie myślałam, że zobaczę taki duży wybór  zwykłych, codziennych – że tak powiem – spacerowych wózków jak dla dzieci.

Prosiłam dzieci, żeby mi przysłały zdjęcia z pobytu, a najbardziej z okna. Śmiało się dziecko ze mnie, że widok jest taki sam jaki był 😀 Cóż, na miłość nie ma lekarstwa, więc przysłał 🙂 Faktycznie, nic się nie zmieniło, ale radość miałam🏞️

Najpiękniejsze z Palenicy zdjęcia przysłał.

… rzut oka w stronę Krościenka …

… widać białą wieżę kościoła w Krościenku …

… pięknie Tatry z Palenicy widać …

… Dunajec oczywiście cudownie szemrze po swojemu …

🌺🌺🌺

Studentka moja jeszcze ma wakacje, wybrały się z koleżankami jak rok temu – do Japonii. Tak im się spodobało, że postanowiły drugi raz pojechać i pozwiedzać. Odetchnę spokojnie dopiero kiedy wróci do domu 🙂

🌺🌺🌺

Calineczka jak powiedziała tak zrobiła i przyjechała 🙂 Nie macie pojęcia jak się cieszyłam tą moją „małą” dziewczynką. Z jedzeniem  jest o tyle lepiej, że – poza makaronem – zjadła łososia. Wiem, że lubi, więc zaopatrzyłam się odpowiednio. Chodziła ze mną i Szilunią na spacery (krótkie, ale zawsze to wyjście ), pomagała w ogródku kiedy deszcz nie padał. Akurat sobota trafiła się ładna i udało się skosić trawę i ogarnąć co nieco. Najbardziej była zachwycona maleńkim szczeniaczkiem, czarnym sznaucerkiem u sąsiadki. Podobny do mojego  Browcia z okresu gdy był malutkim pieskiem.

… skok ze schodów przy użyciu parasola w charakterze spadochronu 🙂 …

… dziewczynki odpoczywają po spacerze 🙂 …

… gdzie mój klapek? …

… jeszcze niedawno była taka malutka ♥️ …

Calineczka z białym tygrysem, a my z Szilą miałyśmy rano przygodę z innymi czworonogami. Nie chodzę już rano na łąkę od kiedy mi „coś” chrumkało tuż za bramką osiedla, idę na ulicę. Tak też i dziś było. Przeszłyśmy kawałeczek, tylko do przejścia na drugą stronę ulicy przy Biedronce. Szilunia stanęła na trawniku, a ja kątem oka zobaczyłam ruch. Odwróciłam głowę i… dosłownie na wprost nas stał dzik. Pociągnęłam Szilę za reklamę cyrku przyczepioną na słupie na poziomie trawnika, na szczęście nie wyżej. Skryłyśmy się za tym, pamiętałam z obejrzanego niedawno filmu o dzikach, że mają słaby wzrok i wystarczy zejść im z oczu. Na przystanku ludzie stali i filmowali, a ja się zastanawiałam nad wycofaniem się z ledwo chodzącą sunią. A tu  podchodzi drugi, mniejszy osobnik, raczej osobnica, jak się po chwili domyśliłam, bo za nią przebiegł przez ulicę maluch. Nie taki pasiasty słodziak, bo już porośnięty szczecinką, ale wyraźnie dzieciak jeszcze. Czyli cała rodzinka się pojawiła. Tata dzik odwrócił się od nas i razem z żoną i potomkiem poszli obok Biedronki w stronę paczkomatu. Nie czekałam dłużej tylko oddaliłam się tak szybko jak szybko Szilunia mogła iść, oglądając się zresztą co chwilę. Obok Biedronki rośnie jabłoń, co roku owocująca dużą ilością jabłek. Została z czasu, kiedy był tu czyjś ogród i to właśnie po owe jabłka przychodziła dzicza rodzinka. Takie to atrakcje miałyśmy z samego rana 🙂

🌺🌺🌺

Trzmiel na kwiatku🐝

🌺🌺🌺

Zaczęła się jesień kalendarzowa, ale nie tylko, bo zimno się zrobiło, wieje, leje niczym w listopadzie, co dla ciepłolubnych istot miłe nie jest. Cóż, oby do wiosny! Jednakowoż życzę wszystkim miłej jesieni, może jej się odmieni, tej Pani Jesieni i ozłoci nas jak na Złotą Jesień przystało. Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa 🍂🍁♥️

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | Dodaj komentarz

Wrześniowy czas 2026

Już wrzesień. Znów czas przeleciał, dni przeminęły… Szilunia zdecydowanie czuje się lepiej. Dalej śpi całymi dniami, lecz sama przychodzi kiedy czuje potrzebę opuszczenia domu (ogródek to też dom). Udajemy się niedaleko, cieszy mnie, że ona idzie pewniej i szybciej, choć łapeczki rozjeżdżają jej się w dalszym ciągu na śliskiej posadzce. Trawienie się chyba unormowało, przez kilka ostatnich dni przynajmniej tak było.

🍀🐕🍀

Babcia D. po raz drugi omdlała na „tronie”, lecz udało nam się ją docucić. Leży teraz wygodnie na materacu przeciwodleżynowym, kupiłam zabawkę jak dla niemowlaka i obraca ją w rękach, albo gładzi kwiatki na poszewce kołdry. Orzeczenie o niepełnosprawności już jest, teraz czekamy na decyzję sądu.

🍀🍀🍀

Będąc w Szczawnicy Kordian zrobił wycieczkę i odwiedził Tenczynek, swoich dziadków i pradziadków na przykościelnym cmentarzyku. Zrobił kilka zdjęć, na których zobaczyłam jak bardzo zmieniły się dobrze znane miejsca. W mojej wyobraźni, pamięci, w sercu mam zachowany obraz świata, który przeminął. Jedynie kościółek pozostał taki sam, dzwonnica odremontowana też wygląda jak dawniej. Kościółek nie jest duży, ale pamiętam moment  kiedy byłam małą dziewczynką i z babcią stałam na zewnątrz, wydawało mi się, że wieża jest taka ogromna i zaraz na mnie się przewróci. Dzieci mają inne spojrzenie na świat.

… za „moich czasów” na terenie dawnego i obecnego browaru mieścił się Zakład Przetwórstwa Owocowego, do którego zawoziłam podczas wakacji (na wózku pożyczonym od wujka) jabłka zebrane w ogródku, a sporo tego było …

… nawet tu dotarła betonoza 🙁 …

Nie widać na zdjęciu, ale obecny Dom Handlowy stał dużo wyżej niż reszta otoczenia. Mieściły się w nim dwa sklepy. Wejście widoczne prowadziło do tzw. żelaznego, gdzie były najróżniejsze narzędzia, śrubki itp. cuda, natomiast po prawej stronie (zakrywa tablica i znak drogowy) był tekstylny, czyli materiały, pasmanteria, ciuchy itp. Budynek po prawej jest nowy, nie znam, a dalej (obok widocznej stodoły) drogą tzw. gościńcem szło się przez wieś do babci domku.

… tu była piekarnia i sklep spożywczy …

W czasie wakacji chodziłyśmy z Lucy około południa po świeży chleb. Pewnego dnia tak nam pachniał świeżutki, chrupiący, że łamałyśmy po kawałku i zanim doszłyśmy nie było większej części. Zapukałyśmy więc do koleżanki Lucyny, Danki (Dania na nią wołali), pożyczyłyśmy nóż i zaczęłyśmy odkrawać obgryzione kawałki. W rezultacie została mniej niż połowa 🙂 W domu tłumaczyłyśmy, że nie było w piekarni więcej chleba… Mama z babcią miały niezły ubaw 🙂

… obok dawnego domu cioci, za rzeczką, powstaje jakiś budynek…

Koło mostku – jakby przed ławeczką, której oczywiście nie było –  stał tzw. bunkier, w którym „mieszkał” samochód pożarniczy zanim wybudowano nową siedzibę OSP. Z tyłu powstającego nowego obiektu obok ciocinego domu, za rzeczką, był mały (nie wiem czy jeszcze stoi) budyneczek, a tam sklep z butami i drugi, spożywczy. Babcia mówiła : idź do „jedynki” po drożdże czy inny produkt.

W Tenczynku z przeszłości często bywam we śnie… Już kiedyś mówiłam Wam, że wielokrotnie wyganiałam z domku babci i z ogródka obcych ludzi, którzy tam się znaleźli. Były to niesamowicie realistyczne obrazy… Natomiast gdy domek przeszedł w obce ręce (nic o tym nie wiedziałam) śniła mi się babcia wielokrotnie noc po nocy, a ja nie rozumiałam wtedy co mi chciała przekazać…

🍀🍀🍀

Calineczka z rodzicami wróciła ze Szczawnicy, odwiedzili nas w niedzielę i moja najmłodsza wnusia bardzo chciała zostać u nas. Ale… szkoła czeka, poza tym obawiam się cały czas konfrontacji dziecka z chorobą i stanem babci D. Mimo to, ponieważ bardzo rozpaczała w domu mówiąc, że nie wiedziała, iż tak bardzo za nami tęskni, spróbujemy w weekend zmierzyć się z rzeczywistością.

Calineczki tata przysłał link do kolejnych rozdziałków wytworu swej wyobraźni.  Przybyli w ostatniej chwili — powieść science fiction w odcinkach

I jeszcze takiego kota przysłał 🙂https://photos.google.com/photo/AF1QipPcEx7zYdJ005aFrQlz1yHXt95T44Zuyqluq9Wv

🍀🍀🍀

Pokażę Wam  – Szilunia i nawłoć w niedzielny poranek 🐕♥️

Dziękuję za odwiedziny i komentarze ♥️ Spokojnych, szczęśliwych dni życzę wszystkim zaglądającym do mojego kącika ♥️🐕🐈‍⬛🌺🙋‍♀️

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Tenczynek | 14 komentarzy

29 sierpnia 2026 – też zapiski 🌞🐈‍⬛🐕♥️

Jest sobota, 29 dzień sierpnia, godzina za pięć szósta rano. Wypiłam pyszną kawę od Magdy zaparzoną w kawiarce od Magdy  (imieninowe prezenty), tak więc poranek spędzam z naszą artystką  – Pomiędzy patrzę a widzę – między słucham a słyszę    Siedzę przy otwartych balkonowych drzwiach, słyszę kukanie kukułki. Siedzi gdzieś w lasku i sobie kuka, ma w nosie głupie ludzkie sprawy, przecież ci ludzie wiecznie się kłócą, narzekają zamiast się cieszyć, że teraz nie pada, jeszcze jest ciepło, słoneczko wstało ubarwiając purpurą niebo, można siedzieć na samym czubku drzewa, huśtać na najwyższej gałęzi… kuku…kuku…😊

Szilunia nockę spędziła na trawie w ogródku. Za nic nie chciała spać w domu. Dziś rosy nie ma, nie wiem czemu, nie znam się, ale trawa jest sucha, więc i teraz, od razu po krótkim spacerku poszła na trawę. Najważniejsze, że kupa była prawidłowa 😊Pomału wykańczamy leki, to znaczy zmniejszamy ilość podawanych. Wygląda na to, że problemy jelitowo-zębowo-paszczowo się kończą. Pozostał problem z kręgosłupem. Okazało się, że to właśnie zwyrodnienia bolącego kręgosłupa są przyczyną osłabienia tylnych łapek, które wyraźnie chwilami nie utrzymują reszty ciałka choć waga spadła tak znacznie. Dostała silny lek przeciwbólowy i przeciwzapalny (właśnie się skończył), steryd jeszcze bierze, do tego lek podawany przy padaczce (miała epizody takiego jakby otępienia, spowolnienia jak Skitulek po ataku padaczki),   Euthyrox na tarczycę od dawna przyjmuje i trzeba będzie zrobić badanie krwi pod kątem ewentualnej zmiany dawki.

Jest osłabiona bardzo, na szczęście  przez ostatnie trzy dni je sporo, wyraźnie apetyt jej wrócił co mnie cieszy i co traktuję jako dobrą wróżbę. Po porannym króciutkim wyjściu śpi do południa, nie chce nawet spojrzeć na śniadanie, ale potem nadrabia. Mam nadzieję, że dziś też tak będzie.

🍀 Z babcią D. bez zmian. Urzędy wciąż życzą sobie jakichś nowych papierów…

🍀 Jutro dzieciaki wracają ze Szczawnicy, koniec wakacji się zbliża, a 5 września moja Calineczka ma urodziny, już 9 lat skończy a przecież dopiero się urodziła ♥️♥️♥️

SZCZĘŚCIE SIĘ URODZIŁO!!! | Anna Pisze

Malutka skończyła tydzień:) | Anna Pisze

Teraz fruwa jak ptaszek pod niebem, wspina się na ściankach, jak małpka chodzi na linach 😀🙈

… Calineczka jest schowana za uśmiechniętą buźka na TAKIEJ wysokości …

🍀 Z kuchennych nowości – przegląd lodówki przed zakupami zrobiłam. Znalazłam kilka pieczarek, podeschniętą paprykę, trochę dymki, zdechłego pomidora. Sałaty rzymskiej nie musiałam szukać, bo to moje ostatnie odkrycie, czosnek i czerwona cebula też na wierzchu były.  Co zrobiłam? Podsmażyłam cebulę i dymkę, odłożyłam, Usmażyłam pieczarki, odłożyłam. Następnie paprykę wrzuciłam na patelnię, po chwili dodałam pomidora, odłożyłam. Na końcu porwałam na kawałki rzymską sałatę, podsmażyłam chwilkę na maśle, dodałam  odłożone  składniki, wcisnęłam czosnek, przyprawiłam i dosłownie przez chwilkę pozwoliłam całości posiedzieć – na ogniu chciałoby się powiedzieć, ale na płycie 🙂  Wyszło coś tak smacznego, że nawet MS zjadł na obiad i stwierdził, że „nawet dobre” 🙂 Jemu do tego podsmażyłam drobiową kiełbaskę. Została odrobinką i nazajutrz wbiłam do tego jajko, dodałam trochę bułki tartej i miałam kotleciki dla siebie, mięsnych przecież nie jadam.

…  składniki wykorzystane  …

… rezultat kuchennej improwizacji …

🍀 Niestety, po południu spadł deszcz i pomieszał mi szyki. Zdążyłam zrobić zdjęcie obrośniętych wilcem pni uschniętych iglaków.

… niczym tajemniczy ogród …

🍀 Kora skończyła 3 latka, oczywiście to piękna przyjaciółka Królowej Marysieńki 🙂

… Kora i jej tort urodzinowy 🙂 …

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa. Samego dobrego życzę ♥️🍀♥️

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 14 komentarzy

Zapiski kolejne – 19.08.2026🌞

Ewa ma rację, powinnam przedstawić aktualną sytuację. Skoro zaczęłam telenowelę, nie, „ankonowelę” 🙂  to moim obowiązkiem jest regularne publikowanie kolejnych odcinków. Czas mam tak zajęty, że nie wiem jaki dzień. ile go upłynęło (tego czasu) i dopiero MS mi uświadomił dziś – pytając  czemu nic nie napisałam – gdy zajrzał na bloga. Jak to czemu? Bo nawet jak usiądę to nie mogę zebrać myśli? Bo padam na buzię wieczorem? Bo mi się nic nie chce? Bo mi różne dziwne myśli chodzą po głowie, ale nie dają się utrwalić i znikają kiedy próbuję? Bo muszę się wziąć w garść i przestać marudzić, ot co. Samodyscyplina i konsekwencja – to ma być priorytetem, aby przejść przez ten trudny etap w życiu bez późniejszych wyrzutów sumienia. Za to ze świadomością, że zrobiłam wszystko co do mnie należało, że mam prawo mieć emocje i tylko ode mnie zależy co z nimi zrobię. Taka lekcja.

Babcia D. leży bez zmian. Raz tylko omdlała na tronie i naprawdę mieliśmy obawy, że nam odejdzie tu i teraz. Ale udało się ją ocucić, donieśliśmy do łóżka, dostała elektrolity do picia, mokry zimny okład na czoło zmieniany co chwilę i jest OK.

Szilunia operację usunięcia narośli i kilku zębów przeżyła na szczęście bez komplikacji po narkozie. Przynajmniej na razie żadnych  nie widać. USG nie wykazało wzrostu guza w śledzionie, trzeba będzie za jakiś czas zrobić powtórkę i sprawdzić co się z diabelstwem dzieje. W woreczku kamienia nie widać tylko piasek, więc się tabletkami rozkruszył, Chyba, tak na zdrowy rozum. Nerki są czyste, więc z tego można się cieszyć. Zaczęła jeść, może nie rzuca się na żarełko, ale zgadza się uprzejmie przełykać kiedy jej pod nos podsuwam. Przedtem uciekała na sam widok jedzenia i głowę odwracała kiedy próbowałam jej wciskać. Teraz wciskam już tylko tabletki.  Pani doktor pieskowa powiedziała, że jest nadzwyczaj zadowolona z leczenia, bo kiepsko Szilka na początku wyglądała. Ale… jak nie urok to przemarsz wojsk – jak mawiała babcia. Zaczęły jej tylne łapki odmawiać posłuszeństwa i współpracy z resztą ciała. Zrobiło mi się słabo, bo u Skitusia tak się zaczęło w piątek a w niedzielę poszedł za Tęczowy Most… Dałam suni pyralginę, pomyślałam, że bolą ją stawy biodrowe. Już jakiś czas temu zauważyłam, że czasem „zarzuca zadem”, że lewą tylną łapkę dziwnie prostuje i na chwilę siada. W poniedziałek po USG zapisaliśmy się do ortopedy na jutro, czyli na czwartek. Ciekawa jestem co stwierdzi. Aha, wyniki narośli już do lecznicy trafiły, nie jest to nic złośliwego, ufff.

🍀🌺🍀🌺🍀

Lipiec był deszczowy, w sumie tylko trochę upalnych dni i już chłodno 🙁 Mnie się to wcale nie podoba. Nie zdążyłam się wiosną  nacieszyć, a tu jesień zaczyna pukać do drzwi. Rano było wręcz zimno, nie dosyć, że mokro po całonocnym deszczu  to jeszcze zimno! Kufajkę na bluzę musiałam założyć wychodząc z Szilunią tuż po piątej (kufajką nazywam ocieplaną kamizelkę). Wiem, że część z Was czeka na jesień i chłodniejsze dni, ale ja jako istota ciepłolubna jestem niepocieszona i już zaczynam czekać na następną wiosnę 😀Nawet nie zdążyłam wyjąć wszystkich letnich bluzek, tych na wyjątkowo upalne dni! Nic to Baśka, nic to, przyjdzie kolejne lato i będzie pięknie, może wreszcie w Szczawnicy.

🍀🌺🍀🌺🍀

Z jabłek i rabarbaru (dostałam sadzonkę od sąsiadki), który się przyjął i rośnie, zrobiłam nadzienie/farsz. Czyli udusiłam z odrobiną masła i cukru. Jak stwierdziłam, ze wystarczy, dosypałam do gorącego galaretkę cytrynową, wmieszałam dokładnie i zostawiłam do ostygnięcia. Potem – idąc po najmniejszej linii oporu – rozłożyłam ciasto francuskie z mojej Biedronki, rozłożyłam to „coś” z patelni „kupkami”  i przyłożyłam drugim płatem ciasta. Z boków posklejałam, koło „kupek” przejechałam kółkiem do krojenia, posmarowałam całość żółtkiem z odrobiną mleka i upiekłam. Wyszły bardzo fajne ciastka. Można do nich lukier zrobić albo bitą śmietanę, ale to już ponad moje obecne siły, więc odpuściłam, a i tak było dobre i zjedliśmy z przyjemnością posypane cukrem pudrem.

… tak wyglądało po wyjęciu z piekarnika …

Nie ma jak dobre sąsiadki. Od pańci dwóch małych suczek dostałam przywiezione z działki śliczności i pewnie dobroci, ale na razie stanowią dekorację. pomidorki dojrzewają a pięknej cukinii nie mam serca pociąć. Na razie, przecież nie pozwolę, żeby się takie cudo zmarnowało 🙂

… jak się nie zachwycić takimi plonami? …

Moim „plonem” są hortensje, które kwitną w tym sezonie. Nawet te, które kupiłam w mojej Biedronce (no bo gdzie?) rok temu nie dosyć, że się przyjęły to i zakwitły :)👍Mają cudne, delikatne kwiaty.

🍀🌺🍀🌺🍀

Dziękuję serdecznie za odwiedziny i Wasze wsparcie słowno-mentalno-duchowe♥️♥️♥️ Niech ostatnie dni wakacji będą ciepłe, piękne i szczęśliwe 🍀♥️🍀

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 16 komentarzy

Zapisków ciąg dalszy – VII/VIII 2026 🐕♥️

 30 lipca 2026      Wiecie co? Już naprawdę przyjdzie oszaleć z nadmiaru przeżyć dostarczanych przez życie. Mamy do karmienia teraz dwie istoty. Babcię D. karmi najczęściej MS, ja przygotuję – on nakarmi, taki podział pracy 😊 Chyba, że on musi coś „na mieście” załatwiać to go zastępuję. Do konieczności karmienia dołączyła Szilunia 🙁 A to nie jest prosta sprawa jak z babcią, która otwiera usta i połyka. Szilka odmawia  jedzenia, mimo dwóch dożylnych kroplówek, jednej podskórnej nie jest lepiej. Widać, że się źle czuje. Widać po zachowaniu i po wyglądzie. Dziś też wizyta ją czeka i następne jakieś medykamenty zapewne. Niby na pobieżnym usg nie wyszło nic strasznego, ale w poniedziałek będzie dokładne i profesjonalne zrobione przez specjalistkę. Mam nadzieję, że to tylko przez zapalenie dziąsełek. Umówiona jest ze stomatologiem pieskowym na zabieg. Teraz poza tabletkami próbuję jej wcisnąć do pysia papkę ze zmielonego indyka z warzywkami dla niemowląt ze słoiczka, żeby nie urazić bolącego miejsca, ale to walka z wiatrakami. No prawie. Rano wcisnęłam jej ze trzy łyżeczki. Na 12-tą jedziemy na kolejną wizytę.

Na szczęście znalazłam nową klinikę weterynaryjną blisko domu, w nowym budynku. Zobaczyłam ją jakiś czas temu wracając do domu autobusem i teraz sobie przypomniałam. Skorzystaliśmy, bo nasza dotychczasowa pieskowa pani doktor jest nieobecna w klinice na Ursynowie. Poza tym nie mam jak dojechać z Szilunią, przecież prawa jazdy nie zrobiłam  – czego najbardziej żałuję i zrobię natychmiast w następnym wcieleniu jak tylko będzie to możliwe 😊Szilka wymagała natychmiastowej pomocy i taka została jej udzielona. Jak potoczy się dalej – zobaczymy, pewnych spraw nie da się przewidzieć. W tej chwili leży na trawie w ogródku, do domu nie chce wchodzić, od razu ucieka na zewnątrz. Noc też w ogródku spędziła, na szczęście nie padało.

Pojechaliśmy do lecznicy razem z MS wychodząc z założenia, że babcia D. najwyżej spadnie z łóżka jak zostanie sama, daleko nie poleci. W tym momencie Szilunia jest najważniejsza. Od wielu miesięcy pierwszy raz byliśmy gdzieś wspólnie…

🌺🌺🌺🌺🌺

Poza tym – Calineczka jest na obozie, Duży w Szczawnicy i z tego się cieszę przeogromnie. To zaleta zdalnej pracy, można ją wykonywać gdziekolwiek gdzie jest dostęp do sieci. MS  dowiózł do Starostwa zaświadczenie o leczeniu matki (na szczęście uzyskał bez problemu) i czekamy na decyzję albo na kolejne pismo, że coś tam, coś tam…

🌺🌺🌺🌺🌺

Spojrzałam w górę i chmury ułożyły się w kształt orła jak na naszym godle… Może to dobra wróżba, bo płynął spokojnie i dostojnie po niebie… W rzeczywistości przerażenie ogarnia na  widok nienawiści sączonej przez kremlowskich trolli, albo ludzi otumanionych, ogarniętych wręcz fanatyczną nienawiścią, albo płatnych zdrajców itd. Dzieje się coś bardzo złego, jeśli demokratyczna strona się nie ogarnie to czeka nas okropny, brunatny czas, powtórka z lat trzydziestych zza zachodniej granicy. Oby cud się stał i to zło zostało zatrzymane. Przecież nie przez coraz większe „święte” figury stawiane w różnych miejscach kraju, ponoć jakiś rekord się zbliża i ma powstać jeszcze większa figura niż ta co już jest…

🌺🌺🌺🌺🌺

Pytałyście o serki grillowe. Kupuję w mojej Biedronce oczywiście, bo niby gdzie miałabym kupować jeśli tylko ją mam pod ręką. Ale to „moja” Biedronka, żadna inna nie może się z nią równać i to pewnie zasługa pracujących tu fajnych ludzi.

🌺🌺🌺🌺🌺

2.08.2026    Nie miałam kiedy skończyć wpisu. Szilunia codziennie ma kroplówki, karmię strzykawką do pysia (od tygodnia nie chce jeść), leki wciskam. Ostatecznej diagnozy jeszcze nie ma, wyszedł guz w śledzionie i trzeba powtórne usg zrobić za jakiś czas, żeby sprawdzić czy gad przebrzydły rośnie, czy siedzi spokojnie. Nie on jest jednak przyczyną jej fatalnego stanu. Winą może być zapalenie jelit, zapalenie dziąsełek, narośl na wewnętrznej stronie wargi i nie wiadomo co jeszcze. Pieskowa pani doktor zadzwoniła wieczorem, że już umówiła stomatologa i zabieg będzie we wtorek (przy asyście anestezjologa oczywiście), zaś jutro, czyli w poniedziałek jeszcze przed zabiegiem echo serca i pobranie krwi, trzeba sprawdzić czy zmienić ilość leku na tarczycę, który Szilka bierze od dawna.

Tak więc biegiem mija każdy dzień na toalecie babci D., karmieniu jej, praniu pościeli i pajacyka jeśli pielucha nie wytrzyma, wizycie w lecznicy z Szilunią (w piątek nawet dwa razy, pani doktor zadzwoniła, że możliwe jest wieczorem profesjonalne usg), karmienie, przygotowanie jadła dla obu chorych „dziewczyn”, dla nas też, przecież szczególnie MS musi się odżywić przy tych wszystkich stresach, bo jeszcze do tego jego badania i zabiegi  doszły. Pocieszające jest, że wczoraj przyszła pani z sądu zrobić wywiad w sprawie babci D. Może się chociaż „papiery babciowe” ruszą i rozpocznie się oczekiwanie na miejsce w ośrodku. Ona wymaga już naprawdę profesjonalnej opieki, nie słyszy, nie rozumie, nie ma z nią kontaktu a więc w żaden sposób nie współpracuje, jedynie usta otwiera przy karmieniu. Poza tym, że my już nie mamy siły – to moglibyśmy zrobić jej niechcący krzywdę, bo np. skórę ma tak cienką, że pęka podczas kąpieli kiedy ją wkładamy do wanny, albo złamać kości przy nieumiejętnym chwycie, lub gdy nie mam np. siły, żeby ją utrzymać i mi wypadnie z rąk.

W tej chwili jest godz. 6.36. O 3.14 wstałam słysząc pazurki Sziluni na podłodze. Wieczorem MS z nią siedział. Udało mi się ją uśpić i śpi spokojnie po raz pierwszy od tygodnia. Poczekam aż sama wstanie i podam leki, spróbuję wyjść z nią na siusiu. Może przesilenie nastąpiło i będzie lepiej? Dotąd cały czas chodziła jak nieprzytomna, zupełnie jak Skituś, kiedy  po ataku padaczki niczego nie poznawał i musiał jakby od początku sprawdzić gdzie jest, poznać wszystkie kąty.

Aha, babcia D. z łóżka ani raz nie spadła, jest jej wszystko jedno gdzie się znajduje i kto się przy niej krząta. A jeszcze niedawno, kiedy 7 lutego się leżenie zaczęło, reagowała strachem na panią doktor, która do niej przychodziła, jeszcze z „tronu” wołała. Teraz nic kompletnie. Co się może dziać w głowie takiego człowieka ? To jest dla mnie niepojęte…

🌺🌺🌺🌺🌺

Calineczka Frankowi zrobiła nowy domek 🙂 🙂 🙂

… użyła do „budowy” mojej starej falbaniastej spódnicy 🙂 …

Dla uśmiechu – nowy sposób suszenia butów po praniu 🙂

… suszą się w pełnym słońcu, gorzej gdy niespodziewanie spadnie deszcz 🙂 , aha, to nie moje suszenie jakby kto pomyślał 🙂 :)…

Jeszcze cudowne Duchowe pieski ♥️♥️♥️

Wyżaliłam się trochę, ale takie jest życie i „co poradzisz jak nic nie poradzisz” – cytując klasyka. Dziekuję za Waszą obecność, odwiedziny i pozostawione słowa. Mimo deszczu – życzę pięknych wakacji sierpniowych 🌞🍀♥️

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 18 komentarzy

Zapiski jeszcze lipcowe 2026 – 3 🌞🌺

22 lipca. Przestało padać, jak obeschnie wreszcie Szilunia będzie mogła wyjść na trawę. Jest jej tam zdecydowanie lepiej, cały czas mówi (po swojemu), że chce opuścić pokój. Tłumaczymy, że jest mokro, że będą ją boleć stawy, że nie będzie mogła wstać bez bólu, ale nie przyjmuje naszych argumentów, lecz cóż może bidulka zrobić? Z westchnieniem kładzie się na swoim posłaniu patrząc na nas z wyrzutem. Dostaje na osłodę smaczka 🐕 Za chwilę sytuacja się powtarza… 😊

🌹🌹🌹

Papierkowo-urzędowe sprawy w kwestii babci D. ruszyły i pewnie się będą toczyć miesiącami. Zobaczymy. Jak się coś wyjaśni to powiem.

🌹🌹🌹

Jako powrót do normalności traktuję wypieki. Nie jakieś cuda, z jednego przepisu na drożdżowe testuję co mogę zrobić. Przepis łatwy, ciasto dobre, nie czerstwieje nawet po trzech dniach. Wypróbowałam już z jabłkami i rabarbarem, z masą makową, ostatnio z budyniem i borówkami. Wszystkie smaczne. Przydatne szczególnie, gdy ma się ochotę coś przegryźć bez szykowania.

… z makiem  pyszne były …

… mogłyby być z cukrem pudrem albo z lukrem, borówki słodkością nie grzeszyły, lecz staramy się ograniczać cukier …

W Biedronce zobaczyłam mini pieczarki i kupiłam. Przysięgam, że nigdy więcej. Co się namęczyłam, żeby je oczyścić!

… wyglądają i smakują dobrze, ale nigdy więcej 😀…

Serki grillowe kupuję dość często, smażę na patelni i na obiad są bardzo dobrym ładunkiem białka. Pierwszy raz trafiłam na serek z kurkami i po prostu rewelacja!

… potem jeszcze bardziej się przypiekł i miał piękny, złocisty kolor tylko fotki nie zrobiłam …

🌹🌹🌹

Dawno nie pokazywałam Duchowych piesków, bo wiecie, że od dawna nie mogłam się pozbierać w tej mojej rzeczywistości. Pora na zmiany i dziś filmik z Mosiem i jego ośmiornicą 🙂 ♥️🐕 Zabawki psów w Fundacji Duch Leona

🌹🌹🌹

Dziękuję za odwiedziny i komentarze ♥️ Szczęśliwych wakacyjnych i urlopowych dni, a nawet w pracy niech będzie milej niż zwykle 🌞🍀🙋‍♀️

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 16 komentarzy

Lipcowe zapiski 2026 – 2🌞🙋‍♀️

Znów minął tydzień. Usiłuję sobie przypomnieć czy coś się działo ciekawego, niespodziewanego (poza polityką) i nie wiem. Padało na pewno i Szilunia zmokła kilka razy na krótkim spacerku. Męczyła się podczas deszczu, bo koniecznie chciała wyjść na trawie się położyć, a tu nic z takich przyjemności, bo mokro i kałuże. Ja wreszcie masę prasowania załatwiłam, przecież podczas upału nie dałam rady się z tym uporać. Poza tym – codzienność. W sumie lubię, nie znoszę niespodzianek, do każdego wydarzenia wolę się przygotować. Zaskoczona – jestem zła jak przysłowiowa osa, wściekła, nieprzyjemna i w ogóle okropna, chyba, że chodzi o „wpadnięcie” dzieci. To sama radość i szczęście ♥️

🍀🌹🍀

My z MS pozostajemy w nieustającej tęsknocie za Szczawnicą. Telefon sam robi krótkie filmiki ze zdjęć i czasem mu to ładnie wychodzi. Akurat wziął Szczawnicę na tapetę.

(1) Szczawnica moja miłość ♥️🍀 – YouTube

🍀🌹🍀

Calineczka pojechała z tatą do Polańczyka i tam się wyżywa m.in. wspinając się w „małpim gaju”, a mnie się kręci w głowie od samego oglądania filmików z jej wyczynami przesłanymi, żeby sobie dziadkowie pooglądali.

Kiedy już przy Calineczce i jej tacie jesteśmy, to postanowiłam  pierworodnemu dziecku zrobić małą reklamę. Bowiem napisał książkę, z której ani słowa nie rozumiem. No, może  znaczenie części słów do mnie dociera, ale sens za czorta nic a nic 😀😀😀

Na swojej stronie, na której pisze o takich rzeczach, że równie dobrze mógłby po chińsku pisać i tyle samo bym zrozumiała – zaczął też zamieszczać swoją twórczość SF, na blogu. Pomyślałam, że może ktoś lubi takie tematy i zajrzy. Nawet ja czytałam z zainteresowaniem, wciągnęło mnie choć niby nie moja bajka 😊 Blog – Kordian Zadrożny

… pięknie, prawda? …

Nad zaporą jest kolejka linowa w postaci zamkniętych wagoników całych przeszklonych, żeby nic nie zasłaniało widoku. Calineczce bardzo się podobała taka jazda, a szczególnie wesołe miasteczko widoczne z góry jak zabawki dla lalek 😀

Dzięki za odwiedziny i życzę radosnych wakacji (albo urlopów), w ogóle samego Dobra 🍀♥️wszystkim zaglądającym 🌞🌞🌞

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 18 komentarzy

Zapiski lipcowe 2026🙋‍♀️

Zagadka: co to jest?

🍀🍀🍀🍀🍀

Ciężko na duszy. Niepokój drży w powietrzu, odzywają się dawne strachy, budzą się demony przeszłości. Młodzi tego nie czują. Urodzili się w wolnym kraju, wielu nie pamięta życia poza Unią Europejską i nie wyobrażają sobie, że mogliby nie mieć tego co mają: sklepów pełnych towaru, swobody podróżowania, możliwości studiowania gdzie dusza zapragnie a finanse pozwolą, dostępnego internetu, kontaktów z mediami społecznościowymi itd., itp. Mnie się uruchamia wyobraźnia i wspomnienia rodziców z okresu wojny stają się na powrót ożywione jak na pokolorowanym filmie… Zaczynam się naprawdę bać. Kiedy Putler zaatakował Ukrainę, kiedy dzikusy mordowały niewinnych ludzi, kiedy uciekający przed śmiercią i wojną zwykli, normalni ludzie znaleźli pomoc i ratunek po naszej stronie granicy –  myślałam, że dokonała się historyczna sprawiedliwość, wyrównanie krzywd z przeszłości i czas najwyższy zacząć patrzeć do przodu, budować nową przyszłość. To było niesamowite i piękne – rodacy otworzyli  całe serca. Minęły cztery lata i politycy w te serca wlewają tony nienawiści. Tylko i wyłącznie dla własnych korzyści chcą nam zafundować koszmarny świat rządzony przez nacjonalistów, homofobów, antysemitów, fanatyków religijnych, narazić na brak kasy z Unii, bo marzą o polexicie, żeby żadnej kontroli nie mieć nad sobą  i kraść bez zahamowań i groźby jakiejkolwiek odpowiedzialności za czynione zło. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia jesteśmy podzieleni i przez to możemy się stać łatwym łupem, bo gdzie spojrzeć to zdrada… Już tak było i skończyło się utratą niepodległości na 120 lat.

🍀🍀🍀🍀🍀

Czas nie zwraca uwagi na głupoty ludzkie i biegnie swoim torem, pogoda też ma ludzi w nosie i po upałach zalała nas strugami deszczu. Dobrze, że podlało ogródek, oszczędziłam na opłatach za wodę 🙂 Zakwitła piękna lilia, którą w zeszłym roku posadziłam.

Z Szilunią spotkałyśmy jaszczureczkę wygrzewającą się w promieniach słońca.

…śliczna, prawda?…

🍀🍀🍀🍀🍀

Jak Wam się podoba nowy pomnik na Ursynowie przy stacji metra Imielin? 🤣🤣🤣 Modelka ma na imię Kora, piękna jest, prawda?

🍀🍀🍀🍀🍀

Dziękuję za odwiedziny i komentarze, dużo miłych chwil życzę 🍀♥️🍀

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 18 komentarzy

Zapiski ostatnich dni czerwca 2026 🙋‍♀️

Poniedziałek, 29 czerwca – Miałam szczery zamiar od poniedziałku zacząć porządnie, przyzwoicie ponowić kontakty i współpracę z moim – ostatnio zaniedbanym – kochanym kącikiem. Ale… Można sobie planować  🙁 W tej chwili jest godzina szesnasta czterdzieści dziewięć kiedy zapisuję na kartce te słowa, żeby znowu nie zapomnieć co powiedzieć chciałam. Do tej pory przebieg mego dnia wyglądał następująco: o czwartej Szilka zapragnęła  wejść do domu (nockę spędziła na trawie gdzie jej było chłodniej) więc ją wpuściłam i o piątej wyszłyśmy na poranny  spacer. Pięknie było, bez upału, tak w sam raz, świeżo, przyjemnie, pachniało wakacjami u babci. Po powrocie zrobiłam sobie kawę, usiadłam na tarasie, włączyłam zaległe słuchowisko (czyli po dzisiejszemu podcast). Ledwo się skończyło MS woła, że się matka rusza. Trzeba ją wtedy szybko na „tronie” posadzić, żeby się obyło bez powodzi w łóżku, prania pajacyka i prześcieradeł jak się ostatnio kilkakrotnie zdarzyło. W upały babcia D. pije więcej to i pampersy nie zawsze wytrzymują ciśnienie, co szczególnie widać po nocy jeśli się zagapimy. Posadziliśmy więc ją na „tronie”, usiadłam na schodkach mając delikwentkę na oku. MS poszedł do garażu po zgrzewkę  wody, czego się domyśliłam słysząc otwierającą się bramę garażową, bo specyficzne odgłosy ona wydaje. I… okazało się, że bojler zaczął przeciekać! Woda zalała całą kotłownię. Dobrze, że MS przytomnie prąd wyłączył.

Dokonaliśmy babciowych ablucji i poleciałam na dół. Jak dobrze, że mam szczawnickie niebieskie kaloszki nabyte w DT”Halka” 🙂 idealne w takich niespodziewanych przypadkach oraz na poranny spacer z Szilką, gdy od rosy przemakają wszystkie buty łącznie ze skarpetkami. Zabrałam się za wynoszenie, wycieranie, osuszanie, pot płynął strumieniami, założyłam więc opaskę na czoło, bo nie nadążałam wycierać i piekły mnie oczy… Temperatura powietrza podskoczyła  do 33 stopni. Nawiasem mówiąc już wiem po co biegacze używają opasek, dotąd myślałam, że dla urody 😀 W tym czasie MS nakarmił matkę i znalazł hudraulika, który powiedział, że będzie koło 10-ej. Zrobiłam sobie drugą kawę, MS złapał parówkę, żeby o pustym żołądku spraw nie załatwiać 🙂

Ileż się w takiej małej kanciapie nazbierało rzeczy! Trzeba było opróżnić całość, żeby osuszyć podłogę i zrobić wolny dostęp do bojlera. Nagromadzone klamoty są prawie w całości przeznaczone do wywiezienia do PSZOK-u, tam są dwa stare odkurzacze, spalone elektryczne czajniki, plątanina kabli nie wiadomo od czego, jakaś stara klawiatura i inne „cuda”, tak więc nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło, bo MS będzie musiał się tym zająć.

Co jeszcze robiłam? Obiad dla nas to szybka była sprawa. Miałam indyka dla MS, do tego makaron i ogórki, z Biedronki, ale z własnego słoika i z własnym chrzanem z ogródka 🙂 Dla babci D. też, podgrzać tylko i nakarmić, to już MS zrobił, a poza tym siedział w necie i szukał bojlera. Wyszłam z Szilką, bo chciała. Tylko na chwilę do lasku, tam jest cień pod drzewami. Potem znów babcię D. na „tron” posadziliśmy, ja jej pilnowałam, MS prowadził rozmowy w swoich kwestiach medycznych i dalej szukał bojlera. Aha, rano jeszcze brama garażowa stwierdziła, że nie zamknie się, bo ma taką fanaberię „i co mi zrobicie”! Na szczęście gdy MS zaczął szukać do niej naprawiacza zmieniła zdanie i się zamknęła 😀 Mały stwierdził (esemesowo), że widocznie porządnie na nią nakrzyczałam 😀😀😀

Tak wyglądał poniedziałek do tej chwili. Podam link do filmiku „sztucznego pana doktora”, który bardzo mi pomógł w innym spojrzeniu na babcię D., na sytuację przez jaką obecnie przechodzimy. Uważam, że to wartościowy materiał. Może komuś się przyda nawet po to, by przestać wracać do przeszłości i czynić sobie wyrzuty…  JEŚLI NA CIELE STARSZEJ OSOBY NAGLE POJAWIA SIĘ TO, PRZYGOTUJCIE SIĘ NA NAJGORSZE…

Wtorek, 30 czerwca już dziś mamy. MS pojechał po bojler. Chciał jechać od razu wczoraj, ale mu pomysł wybiłam z głowy przekonując, że nazajutrz rano będzie chłodniej, a przecież on upałów nie znosi. Przywiezie sam i zamówił już ekipę do zainstalowania na piątek, poprzedni też oni instalowali i nie za takie niebotyczne pieniądze. Z tym zakupem z jednoczesną usługą montażu w hipermarketach wcale nie jest jak w reklamach 🙁 W jednym dowożą ale nie montują, w drugim owszem, ale żeby zamontować to najpierw gościu ma przyjechać obejrzeć, zdecydować i na kiedyś tam (nie wiadomo za jaki czas) się umówić za… 1000zł. !  No to uprzejmie MS podziękował i wpakował pudło z bojlerem w auto.

Brak ciepłej wody podczas upału to mały problem. Dawniej latem zawsze przeprowadzano  remont sieci ciepłowniczej (czy jakkolwiek się to zwie) i ciepłej wody nie było przynajmniej przez dwa tygodnie. Miałam małe dzieci i dawałam radę. Teraz – pralka sama grzeje wodę, zmywarka też więc o ile łatwiejsze jest życie, prawda? Zagrzać tylko trzeba do umycia się. Oby tylko babcia D. niespodzianki nie zrobiła z koniecznością nagłej kąpieli 🙁 Na tarasie woda w konewce nagrzała się do tego stopnia, że kiedy sprawdziłam temperaturę palcem (na szczęście!) chcąc polać Szilkę w celu schłodzenia – to się normalnie sparzyłam!

Dostałam od sąsiadki sadzonkę rabarbaru i rośnie! Użyłam pierwszy raz swojego do nadzienia bułeczek, usmażyłam razem z jabłkami i wyszły pyszne. Babcia zawsze nam piekła latem drożdżowe bułki i uwielbiałam je z mlekiem na kolację.

… takie ładne wyszły jak ze sklepu …

… różyczka pięknie zakwitła …

Szilunia pozdrawia i życzy dobrego tygodnia ♥️A ja dziękuję za odwiedziny i komentarze🌞🌹♥️

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 12 komentarzy

Czerwiec też pędzi 🌻🌼🍀

Sobota, 20 czerwca. Wiosna odchodzi lato przychodzi, taka kolej rzeczy. Dziś piękna pogoda, nareszcie ciepło i  słoneczko zaświeciło po ostatnich deszczowych dniach,  trawę skosiliśmy, przesadziłam też pelargonie do większych doniczek. Wprawdzie alarm na telefon przyszedł, że burze, wiatry i ulewy grożą w naszej okolicy, ale nie sprawdziła się tym razem prognoza, przynajmniej do tej pory.

Obiecałam resztę kwiatków „obzdjęciować” i pokazać. Zdjęcia zrobiłam. Takich ładnych kwiatów jeszcze nie było. Prawda jest taka, że babcia D. nie zrywa i dlatego kwitną i cieszą oczy. Babcia D. leży, odpływa już całkowicie, sadzamy ją „na tronie” w dalszym ciągu trzy razy dziennie. To dla niej rodzaj gimnastyki, bo długo pozwalamy jej siedzieć. Wtedy się rozgląda, porusza ile może, ale wiecie co? Najgorsze jest takie kompletnie puste spojrzenie, takie szklane oczy. Jeszcze niedawno z „tronu” coś mówiła, kilka słów umiała wypowiedzieć, teraz nic.

…nowa piwonia, kupiona i posadzona w zeszłym sezonie w tym już pięknie zakwitła…

… pelargonia od Małego …

… z tyłu piwonie widać, czerwone kwiatki w doniczce nie wiem jak się zwą, ale ślicznie kwitną…

… też nie znam jego imienia, ale cudownie kwitnie…

… pelargonie…

…pelargonie…

…pelargonie…

…pelargonie…

Dla MS zrobiłam kolację z tortilli upieczonej we Fryci. Bardzo ją lubię, tę Frycię,  ułatwia życie i sprawia przyjemność.

…prezentuje się apetycznie, prawda?…

…bułeczki maślane też wyglądają ładnie i smaczne były, ale już zgubiłam przepis, więc inny muszę wypróbować…

Mało udzielam się kuchennie, smutas się ze mnie zrobił i wciąż brak energii mnie męczy. Mam ochotę coś zrobić, ale za chwilę słyszę w głowie „nie chce mi się”. Ciekawe kto tak sabotuje moje poczynania. Mądrzy ludzie mówią, że nasze Ego nie lubi zmian i sobie nie życzy tego czego nie zna. No to mu mówię „idź spać i daj mi spokój” 😀😃Może wreszcie  pokonam szkodnika i przestanie mi robić pralkę w głowie 😃

Niedziela, 21 czerwca. Popadało trochę, ale już po deszczu. Szilunia szuka ochłody kładąc się na mokrej trawie i nie chce z niej zejść. Trudno, niech leży, skoro jej tak lepiej. Duszno i parno jest w dalszym ciągu, ale nie narzekam, lato jest po to, żeby było ciepło 🌞☀️Wyszłam z nią jeszcze przed południem, żeby jej nie męczyć upałem. Miałam do odebrania książkę w paczkomacie, którą MS zamówił,  więc za jednym zamachem załatwiłyśmy dwie sprawy.

Szilunia w pelargoniach życzy Wam dobrego tygodnia, a ja dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa 🌹♥️

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 16 komentarzy