Już lipiec 🍒

Lipiec już jest. Przegonił czerwiec na cały rok tak jak czerwiec wcześniej przegonił maj.        A ja jeszcze o wczesnej wiośnie w Szczawnicy 😀  Zabiorę Was na krótki spacer od Osiedla do Parku Górnego, normalną trasę pokonywaną z psiepsiołami podczas porannego spaceru. Oczywiście kiedy nie pada deszcz, albo nie sypie śnieg zamieniając wiosnę w zimę jak to się zdarzyło w tym roku 🙂

O Dworku Gościnnym  wspominałam wcześniej, fotki z Parku już też były. Miałam wstawić linki do wpisów, ale byłoby tego zbyt dużo, więc po prostu kto ma chęć to uprzejmie proszę o spojrzenie w kategorię SZCZAWNICA 💗🙂💗

… alejką idziemy w stronę Parku Górnego …

Alejka wychodzi wprost na Dworek Gościnny, obok którego rosną niesamowite drzewa.

Dworek Gościnny od tyłu …

… na tyłach Dworku Gościnnego, w oddali widać budynek Hotelu Batory

Dworek Gościnny z przodu …

… fragment Dworku i widok na drzewa pokazane wcześniej, a na nich jeszcze jesienne liście …

…w prawo do Parku do schodkach, na wprost żółty budynek pensjonatu Lala

… schodki prowadzące do alejki Parku Górnego, za drzewami widać dawne sanatorium Hutnik, obecnie się ma nazywać (po remoncie) Pieniny Grand

… chłopaki idą w pierwszej parze, my z Szilunią robimy im fotkę …

… powrót do domu, czyli ta sama alejka od drugiej strony …

… jeszcze drobne zakupy po drodze, Szilunia i Skituś czekają z MS aż baba wyjdzie ze sklepu, ileż można czekać 😀

Sobota była chłodniejsza, nocą burze, grzmoty i błyskawice tak straszyły Szilunię i Skitka, że MS siedział z nimi chyba do drugiej w nocy. Ja padam wieczorem i mnie nie ma, żadne grzmoty mi nie przeszkadzają, śpię na stojąco, nawet prawie „na idąco” potrafię, byle kijek mieć pod ręką 🙂 ewentualnie drugą połowę 💗

Dziękuję za odwiedziny i komentarze  🌸🍀🌺  Miłej niedzieli i spokojnego tygodnia życzę.  Bądźcie zdrowi i bezpieczni 💗💗

💙💛

 

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 6 komentarzy

Czerwiec w stronę lipca zerka🍓

Po pierwsze – zachciało mi się wypróbować przepisy na serek robiony w domu. Oczywiście pamiętam babciny ser – niebo w gębie i nic się z jego smakiem porównać nie da. Najpierw nastawiała mleko na zsiadłe, a mleko było od krowy pani Banasiowej, nie ze sklepu. Jak się już zsiadło to można było kroić płaty, takie było! Najpierw babcia zbierała śmietanę, potem mleko podgrzewała, przelewała do woreczka lnianego czy bawełnianego, tego nie wiem, ale pamiętam, że żółty był. Jak babcia serwatkę z grubsza wycisnęła, to kładła woreczek z serem między dwie deszczułki i przyciskała czymś ciężkim. Reszta serwatki obciekała, a ser miał kształt serca jak już „doszedł do siebie” i był gotowy do spożycia 🙂 Na YT znalazłam mnóstwo propozycji robienia serka w domu ze zwykłego mleka. Podjęłam dwie próby. Za pierwszym razem użyłam czerwone mleko (czyli 3,2%) z butelki, 3 jajka, kwaśną śmietanę, łyżeczkę soli. Kiedy mleko się zagotowało wlałam rozbełtane jajka ze śmietaną i mieszałam, aż się grudki pojawiły, po czym je wyłowiłam na szmatkę  i odcisnęłam.  Konsystencja była dobra, smak zbyt łagodny, taki nijaki, ale serek i tak został zjedzony, udało mi się ostatnie trzy plasterki sfotografować. Do drugiej próby przygotowałam się inaczej. Wycisnęłam cytrynę, użyłam dwóch łyżeczek soli, a mleko miałam tylko żółte z kartonu. Długo nie chciały się tworzyć żadne grudki, więc spanikowałam i rozkłóciłam jedno jajko i wlałam. Pomyślałam, ze może mleko za mało tłuste i dodałam trochę masła. Kiedy już prawie zwątpiłam i miałam się poddać, grudki poczęły się pokazywać 🙂 Co to jednak znaczy wytrwałość! Wyraźnie prowadzi do sukcesu! Tym razem uwieczniłam cały (prawie) proces tworzenia. Aha, serwatkę wykorzystałam do placków z jabłkami.

… serek wyłowiony, umieszczony w ściereczce, odciśnięty …

… przyciśnięty moim kamieniem wszechstronnego zastosowania …

… po odciśnięciu tak się prezentował …

… ostatnie trzy plasterki pierwszego serka …

Po drugie – ogórki po raz drugi w słoju się znajdują, po czym znikają zostawiając wodę, którą daję do picia MS i babci D, sama też używam i sensacji żołądkowych nie mam. Dużo wody jest, właściwie soku czy sosu, jak zwał tak zwał, ale że to zdrowe – święta prawda. Zupy ogórkowej dwa razy wielki garniec gotowałam i pyszna była z koperkiem 🥣

Po trzecie – jeśli chodzi o dania obiadowe – również pochodzą z YT, od Kasi Opolanki. Weszłam na jej kanał właśnie dlatego, że Opolanka i już zostałam, ma bardzo fajne przepisy. Do tego mówi piękną śląską gwarą aż miło posłuchać 🙂  Pierwsza była zapiekanka z cukinią, wyszła naprawdę smaczna, ale nie została uwieczniona,      https://www.youtube.com/watch?v=hoyg1iZpqp0&list=PLUAnVvHNlbULgJ-SckPsDvAosbMJYv84X&index=29

Drugą potrawą był kisz z ziemniakami i tuńczykiem. Ten „twór” został uwieczniony i też zostaje na stałe ponieważ to świetny sposób na szybki obiad z wykorzystaniem różnych resztek z lodówki odpowiednio doprawionych. Potrzebne tylko ciasto na pizzę, może być kupne, na takim upiekłam i było smaczniejsze w tej wersji niż jako tradycyjna pizza.   https://www.youtube.com/watch?v=RNzh5SdSwfY&list=PLUAnVvHNlbULgJ-SckPsDvAosbMJYv84X&index=21

 

… przygotowane składniki, cytryna załapała się „na krzywy ryj” …

… składniki wymieszane czekają na dalszą obróbkę …

… w foremce na tartę, przygotowane do upieczenia …

… gotowe! …

Ze słodkości przygotowałam – idąc po najmniejszej linii oporu – znowu deser na herbatnikach. Do nadzienia użyłam ser z wiaderka i masę kakaową jak na murzynka przed dodaniem mąki i jajek. Wymieszałam wszystko razem … ups, skłamałam, bo MS wymieszał  😜 Część została do polania wierzchniej warstwy herbatników. To jest rewelacyjna pychotka! Ciastka łączą się z masą w jeden krem i nie można się oderwać… tylko…  potem nie można dopiąć spodni, należy więc ćwiczyć silną wolę ewentualnie bardzo intensywnie mięśnie brzucha…

W mojej Biedronce nie trafiłam (dwa razy!) na naturalne tofu, które jest mi niezbędne ponieważ Mały przyjedzie i koniecznie muszę mu zrobić gulasz. Moje młodsze dziecko powiedziało, że robię gulasz z tofu najlepszy na świecie 😀😀😀 i sobie zamówiło 😊 W takiej sytuacji musiałam koniecznie tofu zdobyć, czyż nie? Nie udało mi się kupić w zielarni, dawniej było lecz już nie sprowadzają, podczas zarazy ludzie przestali kupować.  Wybrałam się więc do Lidla. Działa już chyba od roku, mimo to nie zaszczyciłam go do tej pory swoją obecnością. Nie było takiej potrzeby, podstawowe zakupy robię w mojej Biedronce idąc z kartką, żeby licho nie podkusiło, bo przecież licho nie potrafi liczyć ile można wydać bez uszczerbku na domowym budżecie 😉 Tofu kupiłam, również inne produkty wege, które od dawna polecała Królowa Marysieńka, ale Lidl po drodze nie był i już. Tym razem siła wyższa zmusiła mnie, nie ma to tamto 🙂 Oprócz owych spożywczych produktów nabyłam ściereczki takie gumowato-gąbczaste, które są bardzo przydatne w kuchni oraz… jeansy za niecałe 30 zł. Tylko babę do sklepu posłać… No, sama się posłała 😁 hi hi 😁

Czerwiec do końca swego zmierza i mnie się to wcale a wcale nie podoba! Dzieci szczęśliwe (babcia mówiła „szkolniki”), przecież wakacje i „…niech żyją wakacje, niech żyje pole, las, i niebo, i słońce, swobodny letni czas…” – co jest prawdą, ale dzień zacznie się skracać i tego już nie lubię 😢 Wpływu jednak nie mam i zamartwiać się nie będę znając prawa Natury i jej cykle powracające w ustalonym porządku. Przyjemniej pomyśleć, że czerwiec zerka w stronę lipca, bo go może lubi? Cieszmy się zatem latem  🌞🍀

Dziękuję za odwiedziny, pięknej pogody Wam życzę, bądźcie zdrowi i bezpieczni 💗

💙💛

 

 

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 24 komentarze

Szczawnicka wczesna wiosna 3

U Magdaleny –  https://okularnicawkapciach.wordpress.com/   trafiłam na ciąg dalszy relacji z majówki w Szczawnicy i zatęskniłam za ulubionym miasteczkiem. Wróciłam do zdjęć, z przyjemnością oglądałam i dotarło do mnie, że przecież tyle miałam jeszcze pokazać, a tu rzeczywistość me myśli zajęła czym innym i wprost uwierzyć trudno, że byłam tam miesiąc temu.

W Szczawnicy co wieczór oglądałam inny zachód słońca z tego samego okna, istna bajka, zaczarowany świat, cudne obrazy przesuwające się przed oczami. Niby wszędzie każdy zachód jest inny, nie ma dwóch identycznych jak podobno nie ma dwóch takich samych śnieżynek, lecz w ukochanym miejscu wszystko zdaje się być wyjątkowe. Prawda Stokrotko?

W najbliższej okolicy domu jest tak ładnie, że czasem nie chce się – albo nie można z różnych przyczyn – wyruszać gdzieś dalej, lecz i tak jest co podziwiać i czym cieszyć oczy.

… kiedy drzewa pokryją się liśćmi nie można zobaczyć tego co wtedy, gdy jeszcze listeczki śpią 😉 …

… kocham takie klimaty…

… w „Pienińskim Maku” był Duży z dziewczynami i bardzo im się podobało, mnie zresztą też, mogłabym mieć taki dom do mieszkania na zawsze 🙂

… to pod samym blokiem, mam nadzieję, że nic wysokiego tu nikt nie wybuduje…

Poniższe zdjęcie specjalnie dla Agi   https://terazjestinaczej.home.blog/    😀 Poznajesz Aguniu „swoje” okna? Przed blokiem był sklepik, ale pan odszedł na emeryturę, zresztą kiedy duże sklepy powstają w pobliżu małe sklepiki tracą rację bytu, tak było też w tym przypadku. Mały budyneczek zostaje rozbudowany, nadbudowany, a co będzie w nim – zobaczymy kiedy się znowu uda odwiedzić miasteczko. W każdym razie zawsze patrzę czy się „u Agi” świeci światło 😀

Dedykacja dla Stokrotki, bo stokrotki są szczawnickie 🙂 http://stokrotkastories.blogspot.com/

… było całe pole stokrotek 🌼🌼🌼 …

Skoro zrobił się „koncert z dedykacją” to dla Myszki  https://kotimyszkot.wordpress.com/  kwiatki i najlepsze życzenia z okazji rocznicy ślubu 💗 i urodzin 🌺

Specjalnie dla Poli   https://wokolciebie.blogspot.com/  moje ostatnie odkrycie 😀 z racji naszego zachwytu dla chłopaków z długimi włosami 😀 ale nie tylko oczywiście. Uwielbiam muzykę irlandzką i z Ameryki Płd., właśnie takie brzmienie – nie wiem czemu – porusza mnie do głębi. Może we śnie albo w innym życiu miałam jakoweś związki z tymi terenami, kto wie? No nikt nie wie, ja tym bardziej, a we śnie ostatnio byłam w Tenczynku i w Opolu. Nic to, kto chce niech posłucha i popatrzy jak gra Leo Rojas…

https://www.youtube.com/watch?v=6FtWunBEIxg

Dodatkowo – dla Tereni  jaśmin już pięknie kwitnący. Pewnie mu się zrobiło wstyd, że tak się nieładnie zaprezentował 😃😉

Zorientowałam się, że zaczyna się długi weekend. I tak miałam dziś w planie zakupy, wypisałam sobie produkty potrzebne do wypróbowania przepisu z YT, ale o tym w odcinku kulinarnym będzie, bez względu na to jak wyjdzie (czy nic nie wyjdzie) 😁😁😁 co jest bardzo prawdopodobne 🙈

Dziękuję za odwiedziny, życzę udanej „czerwcówki” 🌞🌞🌞

Trzymajcie się zdrowo i bądźcie bezpieczni!

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 22 komentarze

Od weekendu do weekendu (4-10.VI. 22r.)

Moje wpisy przeradzają się ostatnio w przegląd tygodnia. Nic nie poradzę, że nie mam czasu na więcej, przynajmniej na razie. Zresztą chyba u większości z Was wiosna i lato to pory, które spędza się na zewnątrz, na powietrzu jeśli tylko jest taka możliwość, a komputery idą w odstawkę. Jeśli ktoś radzi sobie dobrze z pisaniem w telefonie to ma większe pole do popisu, mnie to nie dotyczy i tak musi zostać. Zresztą oczy mnie bolą jeśli zbyt długo „wgapiam się” w telefon, dlatego teraz patrzę na zieleń ile się da 🍀🍀🍀

Dzieje się coś każdego dnia i nie można narzekać na nudę czy monotonię (ja w ogóle nie wiem co to znaczy się nudzić, nie znam takiego stanu 😃 ). W weekend Duży dziewczynki przywiózł zgodnie z obietnicą. Zrobiłam „eksperyment deserowy”, którego nie uwieczniłam, bo zniknął w mgnieniu oka taki był pyszny. Zainspirował mnie filmik z YT –    https://www.youtube.com/watch?v=m969EfgkAls  

Oczywiście zrobiłam po swojemu. Użyłam śmietankowego budyniu, do środka cząstki pomarańczy zamiast truskawek, a polewę taką jak do murzynka, czyli masło/margaryna (co kto woli) z cukrem, kakao i odrobiną mleka/wody rozpuszczone w rondelku na kuchence. Pyyycha!!! Wchodzi na stałe do jadłospisu, właściwie deserospisu 😀 i będzie robione w dużej formie jak zawsze budyniowy deser na herbatnikach. Dla małej porcji to w ogóle szkoda roboty 😁😁😁

Wera siedziała w kąciku pogrążona w czytaniu, nikt jej nie przeszkadzał – dobrze siebie pamiętam, jak podczas wakacji w Tenczynku siedziałam z książką na jabłoni, żeby mnie nikt nie widział i wtedy miałam święty spokój, mogłam czytać do upojenia  😃 Za to Calineczka zajmowała nas niezmiernie. Oczywiście jeść nie chciała, to normalka przecież, choć wcześniej zamówiła sobie „kluski z dziurką” czyli śląskie. Wyszło ich 108! Policzyłam dokładnie 🙂 Zjadła może z pięć, w życiu bym nie wpadła na taki pomysł – krem czekoladowy wkładała do dziurek i jadła na słodko 🙂 Ale muszę powiedzieć, że ani jedna kluska z tych 108 nie została!

Calineczka gotowała zupki z kamyków, trawy i czegoś tam jeszcze. Potem poszła z nami i psiepsiołami na spacer zabierając hulajnogę. Tam gdzie się dało jechała sama, a gdzie z jazdą był problem ze względu na teren, MS ciągnął  na smyczy hulajnogę razem z wnuczką (tzn. wnuczka na hulajnodze), ku jej wielkiej radości 🙂

… babciu, żjeś ziupkę z lobaków? uparła się na mnie z tymi robakami …

… dziadkowi dodam musielkę ślimaćka …

… w lasku …

… czerwona kropeczka w oddali to Calineczka na hulajnodze …

… wyraźnie widać, że sama jedzie 🙂 …

W poniedziałek (6.06) byłam na rtg i zdziwiłam się, że nie ma kolejki. Pani powiedziała, że tak jest od zarazy, ludzie się poprzenosili do innych przychodni i szpitali, bo ten był jednoimiennym czyli „dedykowanym” dla covidowców.  Dlatego „dedykowany” wzięłam w cudzysłów, że mnie strasznie denerwuje, jakby nie mógł być normalnie „przeznaczony”. Tak jak „aplikowanie” i „aplikacja” kojarzyły mi się z ozdobnymi haftami, koronkami przy bieliźnie… tak to się zmienia znaczenie słów i częstotliwość ich używania bądź wychodzenia z użycia. Ale nie o tym miałam mówić. Podczas powrotu do domu specjalnie zwracałam uwagę na na damskie obuwie pań znajdujących się akurat na trasie mego przejazdu. Słuchajcie, jedna jedyna kobieta miała buty na koturnie, żadnych innych obcasów nie zauważyłam, cała reszta nosiła płaskie! Albo sportowe obuwie, albo balerinki.  Może te „szpilkowe” były w pracy 😀😉 … Takim spostrzeżeniem chciałam się podzielić. Od siódmej klasy szkoły podstawowej – kiedy znalazłam na strychu u babci mamy ślubne buty i przemalowałam je na czarno – chodziłam na obcasach niższych, wyższych, najwyższych jakie były możliwe, dopiero na emeryturze tak naprawdę nauczyłam się chodzić na nowo bez obcasów. Teraz (w obecnej rzeczywistości) jest wszystko odwrotnie, w sumie na pewno wygodnie, jednak adidasy czy trampki założone do sukienki jakoś mi się nie podobają. Zauroczona byłam damską modą z naszych przedwojennych filmów i chciałam też być taka piękna i kobieca jak tamte kobiety… Dziś by takie czarnki i inne zera powiedziały, że prowokujesz i nie dziw się, jeśli dojdzie do gwałtu, bo taka szpilka to prowokacja… Oj, nie powiem gdzie bym im te szpilki wsadziła!

We wtorek rozpoczął się cyrk z aparatem słuchowym babci D. Zaginął po raz tysięczny chyba, potem się jedna część znalazła, były szlochania, oskarżenia, obrażania itd, (podręcznikowy przypadek), potem znalazła się inna część od innego aparatu, wreszcie Babcia D. odkryła brakujące ogniwo … pod własną poduszką… ale bez żyłki łączącej obie części, bez której nie da się słyszeć. Tak więc we czwartek MS pojechał kupić żyłkę do aparatu i wreszcie działa. Do następnego razu.

Poza tym rozkwitły wreszcie piwonie i różyczkowy krzew

Pogrzmiało w czwartek z daleka. Miała być burza z piorunami, ale sobie poszła gdzie indziej. Może wrócić, więc nie trzeba chwalić dnia przed zachodem słońca. Mogę chwalić o wschodzie, bo ranki są prześliczne.

… porankiem po wyjściu za osiedlową furtkę …

🍀🍀🍀🍀💗💗💗💗🍀🍀🍀🍀

Na koniec specjalnie dla Tereni jaśmin i mnóstwo najserdeczniejszych życzeń z okazji piątkowego święta 💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗

… gałązki wystrzeliły ponad bez i dopiero rozkwitły …

… takie kwiatuszki są z bliska …

Dziękuję za odwiedziny i komentarze 🙂 Dobrego weekendu i spokojnego tygodnia życzę

🌹🌹🌹

Trzymajcie się zdrowo i bądźcie bezpieczni!

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 24 komentarze

Jeszcze wiosna – już nie majowa 🌺

Właśnie, nie majowa lecz czerwcowa. Dobrze, że piękna w dalszym ciągu, ale jaka Wiosenka ma być? Musi być zielona świeżą zielenią, kolorowa kwitnącymi kwiatami i pachnąca. Wprawdzie już nie bzem lecz na przykład akacją (muszę zrobić zdjęcie). Idąc na wieczorny spacer z psiepsiołami w stronę działek rozglądałam się skąd płynie taka niesamowita woń i aromat, i znalazłam! To akacje, które się same rozsiały i rozrosły na nieużytku – jeszcze pamiętam zboże tam rosnące – który zamienił się w gęsty busz, zarośla nie do przejścia dla ludzi. Ale dla zwierzaków raj, dla lisków na przykład 🦊 w zeszłym roku sarenkę tam widziałam 🦌, żyje też w gąszczu dużo różnych maleńkich stworzonek oraz ptaków.

Maj zatem pożegnaliśmy, cieszymy się czerwcem 😀 Ja się będę cieszyć jutro, bo Duży napisał, że przywiezie rano dziewczynki 😀💗 słoneczka moje kochane 🌞🌞 Ciekawe co Calineczka zażyczy sobie do jedzenia, ostatnio chciała „kluski z dziurką”, czyli śląskie. I dopytywała się o „śłodycie” 😃

Tydzień przeminął oczywiście piorunem, jak z bicza strzelił, czyli w ogóle nie wiem kiedy się stało, że już znowu piątek. Ciekawe, że kiedy pracowałam to każdy tydzień ciągnął się jak sparciała guma w starych majtkach… Jak już wspomniałam – bez zbrązowiał, trzeba go  obciąć, jaśmin nie rozkwitł jeszcze, piwonie też wciąż w pąkach. Za to niespodziankę sprawiły irysy, rozkwitły aż cztery, tyle jeszcze nie było. Są śliczne, liliowe, delikatne.

Ileż z tymi fotkami mam problemu kiedy próbuję jakoś inaczej je ustawić 😒  Jedną pod drugą potrafię, ale wszelkie inne kombinacje grożą śmiercią lub kalectwem, bo ze złości jestem w stanie cisnąć Lapkiem (Bogu ducha winnym) w kogokolwiek kto się napatoczy, albo dokonać innej przerażającej czynności 😒😒😒 wrrrr…  No dobrze, żeby osłodzić gorzką rzeczywistość powiem, że placki z jabłkami zrobiłam wrzucając do ciasta biały ser i resztkę śmietany z pojemniczka, wyszły przepyszne 🙂

Franuś zagląda z daleka i biega za własnymi sprawami 😺

… zdjęcie zrobiła jego pańcia ukochana 🙂 …

Kochane psiepsiołki chodzą pomału po lasku – jak na istoty w wieku słusznym przystało, dalej im się już iść nie chce.

… czasem ogłaszają strajk po uprzednim porozumieniu się wzrokiem …

… ale idą po chwili, bo tak jest zielono…

… że nasycić oczy trzeba tą zielonością świeżą …

💗🌸💗🌷💗🍀💗

Wiosna to moja pora roku.

Naprawdę. Od świtu aż do zmroku,

potem do ranka dnia następnego,

wszak i noc ma moc czaru wiosennego.

Pewnie tak czują uczucia one

istoty wiosną właśnie zrodzone.

Choć urok innych pór roku widzę

(i wcale tego się nie wstydzę),

Wiosna najmilsza jest memu sercu,

Wiosna szalona w kwiatów kobiercu,

pachnąca, mieniąca się kolorami

w tańcu z  kwiatowymi duszkami,

z różnoskrzydłymi  owadami.

Z tego zachwytu słów mam za mało,

więc pójdę zrobić sobie kakao 😊

Pierwszy tegoroczny napotkany mak życzy Wam dobrego, pogodnego weekendu a ja się przyłączam 🌞🌞🌞

Trzymajcie się zdrowo i bądźcie bezpieczni!

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, wierszydełka | 32 komentarze

Jeszcze wiosna – majowa i domowa 🌷

Zupełnie nie mogę się dogadać z czasem, on (czas) jest niereformowalny. Pędzi, leci, nie słucha próśb, by zwolnił choć trochę. Dopiero była majówka, a tu już wczoraj Dzień Matki  minął. Światełko zapaliłam jak zawsze w domu, właściwie dwa, dla mamy i dla cioci Eli, mojej chrzestnej mamy, obydwie Po Drugiej Stronie Tęczy machają do tych, co na ziemi… Na pewno im się nie nudzi, bo już tam całą ferajną przebywają jak za młodych lat i rodzinę mają wokół siebie… 💗💗💗 Tak to już jest…

A po naszej stronie deszcz pada, tęczy nie widać, zimno się zrobiło. Duży bez zbrązowiał całkiem, mały ledwo zakwitł – od razu deszcz go „posiekał”, wiatr bardzo silny kwiateczki malutkie częściowo oberwał i żal, bo mógłby dłużej cieszyć oczy.  Zdążyłam uwiecznić na zdjęciu. Pelargonie posadziłam, są śliczne i babcia D. – która  częściowo widzi je ze swego okna – wczoraj rano „zwiała” przed dom. Na szczęście nie zniszczyła kwiatów 😃 Musimy jeszcze bardziej uważać w ciągu dnia. Nocą nie wyjdzie, kiedy nas nie ma też, ale okazuje się, że kiedy jesteśmy  w domu też możemy stracić czujność, a potem będziemy babci D. szukać po okolicy.  Czyli – czujność do poprawki 😉 MS w poniedziałek zawiózł ją (babcię nie czujność 😃 ) na wizytę pierwszą po zarazie do endokrynologa, udało się bez zakłóceń 🙂 Nie jest najgorzej biorąc pod uwagę wiek (w tym roku 90!!! ). Przestała marudzić przy jedzeniu, je chwilami aż jej się uszy trzęsą. Z tabletkami trzeba kombinować tak, żeby nie wypluwała, więc MS daje tuż przed jedzeniem, przy stole i obserwujemy jej poczynania, a i tak czasem potrafi jakimś sposobem ukryć w kieszeni. Jednym słowem pomysłowość nie ma granic. Koleżanka dawno temu (w czasie studiów) pracowała w domu opieki z chorymi na Alzheimera i opowiadała, co potrafią zrobić, np. odkręcili w łazience  śrubki od sedesu samymi palcami… coś niesamowitego, na co nikt inny by nie wpadł. Po prostu należy być przygotowanym na niespodzianki nie z tej ziemi… 😃 innej rady nie ma.

W niedzielę były wszystkie dzieciaki, byłam szczęśliwa mając ich razem. Potem Wera zrobiła niespodziankę i spędziła z nami dwa dni. Oczywiście towarzyszyłam jej w oglądaniu serialu, zapowiedziała na wstępie, że mi nie odpuści 🙂 Specjalnie się nie broniłam, choćby po to, żeby trochę nadążyć za współczesnością, za zainteresowaniami nastolatków i przekonać się, że … właściwie nie powinno się mówić o różnicy pokoleń tylko o różnicy poglądów i preferowanych wartości, o podejściu do życia w różnych jego przejawach, o tolerancji bądź jej braku, o akceptacji ludzkich ułomności i niedoskonałości, o człowieczeństwie w ogóle… Zawsze mnie ta moja Wercia czegoś nauczy i czymś zadziwi 💗

… torcik pomarańczowy …

Z torcikiem… no cóż… muszę powiedzieć, że było różnie 🙂 Do tego, który robiła mama podobny był tylko ze względu na smak pomarańczy… Krem usiłowałam stworzyć z masła i mascarpone, cukru pudru, dodałam żółtko (ze sparzonego wrzątkiem jajka)  i smak był fajny, ale gdy dodałam sok wyciśnięty z pomarańczy to się zwarzył (tak mi się przynajmniej wydawało). Zaczęłam więc miksować dodając galaretkę rozpuszczoną w minimalnej ilości wody. W sumie całość się „chwyciła”, wyglądała apetycznie i np. babci D. bardzo smakowała. Mnie też, Duży stwierdził, że zużyje smarując chleb i chętnie weźmie trochę na wynos, żeby MS się nie musiał męczyć i żeby nam się żyły od nadmiaru masła nie pozatykały 😃 😃😃 Drożdżowe przezornie upiekłam, więc sobie je smarował masą torcikową i smakowało 🙂

… mały lilaczek krzaczek 😀 …

… pelargonie są cudne, przypominają róże …

Przy okazji podjechania do miasteczka w celu załatwienia kilku spraw odwiedziliśmy park. Obok parku jest chyba jedyny parking jeszcze niepłatny, korzysta kto może 😏 Park jest piękny, zrobiłam kilka fotek, więcej zamieściłam tu – http://annapisze.art/?p=3113

Franuś nas odwiedził od razu po naszym powrocie i zachodzi gdy jest zimno, albo pada deszcz, albo chce sobie w spokoju pospać. Puchaty w tym czasie często krąży wokół i szuka Frania, żeby się z nim znów kłócić 😺😺

Jeszcze się pochwalę, że od poniedziałku (czyli dziś szósty dzień) ćwiczyłam z Imi marsz, nie zniechęciłam się i za tydzień się zważę, i powiem czy coś się zmieniło – https://www.youtube.com/watch?v=j7v69B-CWAs&list=PLlx9n0UuTzKDTzW7SI2ThDHoOoE-THDrl

Naturalnie muszę pokazać upominek od Magdy – https://pomiedzypatrzeawidze.home.blog/

… serduszko i papużki nierozłączki były z okazji rocznicy MS i mojej, czyli naszej wspólnej 🙂 …

Magda robi przeróżne cudeńka i ma talent w rękach dla mnie nie do wyobrażenia 🙂 Ponieważ jutro Magdusi imieniny to ślemy z MS cały wagon Ciepłego z Puchatym i mnóstwo najlepszych życzeń 🌹🌹🌹

… róże dla Magdy 💗💗💗 …

💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Niech weekend będzie pogodny i słoneczny (u mnie wieje i jest chłodno), a nadchodzący tydzień przyniesie duuużo dobrych chwil 🌞

Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie!

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno | 16 komentarzy

Wiosna domowa 2022

Ostatnie dni są naprawdę piękne, prawdziwie wiosenne, ciepłe. W cieniu trochę mniej ciepłe rano oraz wieczorem, ale za to dzień jest długi. Dla mnie mogłoby tak być przez cały rok i na pewno by mi się nie znudziło. Wstaję raniutko, idę z psiepsiołami na łąkę, potem chwila dla siebie (wiem, już to mówiłam…) i dzień się zaczyna.  Jak ja kocham takie zwykłe, normalne dni, w których pozornie nic się nie dzieje. Jeśli rano uświadomię sobie, że nigdzie nie muszę się spieszyć, niczego załatwiać, że nie idę do pracy (!!!), że mogę spokojnie po prostu ŻYĆ – to jestem najszczęśliwszą istotą, no, jedną z najszczęśliwszych, na planecie Ziemia 😀 Oczywiście nie leżę do góry brzuchem nic nie robiąc (mimo niechęci do pewnych czynności), ale jako Byk zodiakalny odczuwam, że wszystko co w domu i dla domu to jest dla mnie i moje, więc tym samym świadomość możliwości spokojnego przebywania w domu (ze wszystkimi wymaganiami dnia codziennego )  jest powodem do odczuwania stanu szczęśliwości 😀 Nawet „kreatywne” działania babci D. nie mogą tego stanu zakłócić na dłużej. A wesoło jest, że hej! Wieczorem np. przyszła z pretensją, że zabraliśmy jej nocną lampkę. Ktoś zgadnie gdzie była? W babci D. szafce ukryta. Najpierw musiała ją zdjąć ze ściany i ukryć, więc trochę zachodu to wymagało. Ale po co, dlaczego tak zrobiła – nikt nie wie, ona najmniej, bo przecież to nie ona…

Bratki ocalały, cztery krzaczki rosną przed drzwiami wejściowymi w butach, piąty na oknie w skrzynce.

Pelargonie też uratowałam, a w czwartek dokupiłam jeszcze dwie. Przesadzę je rano kiedy babcia D. jeszcze będzie spała. Popędziłam do KiK-a (wracając kupiłam kwiatki) głównie mając na myśli skarpetki dla babci D. (poginęły) i dla siebie (poprzecierały się). Zrobiłam zapas 🧦, ale muszę stwierdzić, że towaru jest mniej niż zwykle było. Nie kupiłam bielizny 🩲 dla babci D., a naprawdę chciałam, zawsze był duży wybór. Trafiłam za to na kamizelkę (zwaną kufajką), w której się zakochałam i musiałam zabrać ze sobą, choć w planie jej nie było 🙂

 

Pozostałe ślicznotki-pelargonie uwiecznię jak przesadzę. Już dokładnie wiem, gdzie będą rosły i  piękniały 😃 Ponieważ w ogródeczku babcia D. je natychmiast zerwie, będą ozdabiały tzw. przedogródek. W ogródeczku jest głównie zielono, ale w niczym to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, zieleń kojąco wpływa na oczy i pozwala na głębszy relaks.  A jak pachnie!

… siatka zarosła bluszczem, stanowi idealną ochronę i osłonę, na dodatek tyle liści produkuje sporo tlenu …

… po spacerze kochane staruszki sobie smacznie śpią na trawie …

… ostatnia pełnia uchwycona na wieczornym psim spacerze …

… to jest tegoroczny dmuchawiec, sprzed dwóch dni …

Na łące rosną piękne trawy, dmuchawce wyglądają bajkowo. Rok temu nawet uwieczniłam takiego jednego „typka” wierszydełkiem na melodię piosenki Zbyszka Wodeckiego. Nie będę się powtarzać, tylko wkleję  – http://annapisze.art/?p=4496

Jeszcze bez!  Jak mogłabym zapomnieć o cudownie pachnącym bzie! Uwielbiam zapach, uwielbiam kwiaty, a w tym roku pierwszy raz zakwitł biały, malutki jeszcze ale zakwitł i też pachnie 😀

Mały przywiózł mi słój na ogórki (albo na co innego, według potrzeb i uznania) z ursynowskiej piwnicy. Od razu wspomnienia, bo tata kupił kilka takich chyba gdzieś w Mińsku Mazowieckim … targ tamtejszy mi się przypomniał, lasy okoliczne, chłopcy urzędujący tam z Dziadkiem w czasie wakacji… Nastawiłam w słoju ogórki i już połowy nie ma 😀

Koniec przynudzania 😃 Wieczór już, kolację trzeba robić i z psami wyjść. Uświadomiłam sobie, że blog stał się takim trochę pamiętnikiem, mogę zerknąć co się działo odkąd istnieje, potem doszły zdjęcia (po bloxie), jak mam chwilę to się cofam i czytam wasze komentarze, co jest fajnym przeżyciem. Dziękuję za nie serdecznie, cieszę się, że jesteście, że się spotkałyśmy/spotkaliśmy (chłopaki też się czasem odzywają 😃) w tym wirtualnym świecie.  Pięknego weekendu 🌞🌞🌞

 Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie!

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno | 22 komentarze

Szczawnicka wczesna wiosna 2

Zgodnie z obietnicą ciąg dalszy wiosennych zdjęć ze Szczawnicy ukochanej mej 😀 Wczoraj przygotowałam wpis, zdjęcia wkleiłam, nawet babcia D. fotki oglądała i albo sobie coś przypominała, albo udawała, że sobie przypomina. Nie ma znaczenia, musiała trochę wysilić przy tym szare komórki.  Aktorka z niej wspaniała w dalszym ciągu 😀  Dziś otworzyłam Lapka, żeby dokończyć i nie mogłam wejść na edycję wpisu, cały zniknął! Pewnie przypadkiem go skasowałam i muszę odtworzyć, co nigdy się nie udaje, bo pierwszy zawsze jest najlepszy. Tyle tylko, że zdjęcia są przygotowane to szybciej pójdzie.

… nowy dom, stał dość długo w stanie surowym, był do sprzedania, a teraz jest bardzo ładnie wykończony …

… w stronę Czardy

… ta sama droga do Czardy, idealna na spacery, tuż za Osiedlem …

… też nowe domki, niedawno pasły się tam kozy …

… baba zmierza do Osiedla …

… za Osiedlem widać ośnieżoną jeszcze trasę zjazdową Palenica 2 …

… przez zieloną łąkę z Jarmutą w tle …

… cudne miejsce i to przy samym Osiedlu …

W ogródku trawa po pierwszym koszeniu,  wszelkie kwiatki zerwane przez babcię D., nie ostał się żaden a piwonie dopiero mają pąki. Wygląda, że jest ich mniej niż rok temu. Za to bez kwitnie jak szalony, pachnie tak samo 😀 czyli przecudownie! Królowa Marysieńka zadzwoniła i kazała mi zrobić olejek bzowy. Spróbowałam, niestety, nie udało się. Wyszło coś śmierdzącego a nie pachnącego. Najwyraźniej źle przeczytałam instrukcję, zawsze miałam problem z czytaniem wszelkich instrukcji ze zrozumieniem, a wypełnianie jakichkolwiek druków to już w ogóle koszmar, nigdy nie wiem „co autor miał na myśli”, bo ja z reguły co innego 🙁  Tak samo – kiedy jeszcze dziergałam – żadnego wzoru z opisu nie potrafiłam się nauczyć, musiała mi pokazać któraś koleżanka (to w czasie kiedy  pracowe koleżanki wszystkie dziergały dla siebie i rodziny, bo niczego w sklepach nie było) i wtedy już umiałam.

Na deser zrobiłam w sobotę deser budyniowy i prawie od razu zniknął, taki wyjątkowo dobry „się zrobił”, może dlatego, że miałam inne herbatniki? Jeśli trafię na biszkopty szampanki (takie długie) to ich użyję. myślę, że będzie pysznie. Takich biszkoptów moja mama używała gdy robiła przepyszny torcik pomarańczowy. Nie mam przepisu, ale mam ochotę 🙂 Muszę popróbować, na pewno do kremu wykorzystywała masło, tak się wtedy robiło kremy. Aż ślinka cieknie na samo wspomnienie, przymierzę się na przyszły weekend, Duży obiecał przyjechać z dziewczynami, więc będzie okazja do mojej mobilizacji.

… sobotni deser …

… taki sam deserek tylko w Szczawnicy przygotowany w wersji świątecznej …

Moje wiosenne roślinki będą w następnym wpisie, bratki posadziłam w „przedogródku”, gdzie babcia D. sama nie wychodzi, a jak my idziemy z psami to zamykamy na zamek, który się od środka nie otwiera.  W razie czego może wyjść tarasem, ale miejmy nadzieję, że takiej potrzeby nie będzie, bo nie zostaje sama na dłużej. Musi być „na oku”, nieustannie jakieś atrakcje się przytrafiają, a to woda odkręcona sobie płynie w nieskończoność, a to czajnik „sam” się włączy, a to babcia zrobi jedną kawę i schodzi po następną, bo już nie wie, że zrobiła i zaniosła do siebie, a to urwie drzwi balkonowe, a to rozbije coś, a to zatka wannę… itd… Zamiast zwykłej kawy jest w słoiczku Inka, pije mnóstwo razy dziennie nie sypiąc łyżeczką, tylko prosto ze słoiczka. Ile poleci tyle jest, więc po takich ilościach prawdziwej kawy padłaby chyba trupem kilka razy. Lucia podpowiedziała sposób z Inką, za co jej dziękuję bardzo 🌺🌺🌺 Dzięki temu może sobie babcia D. pić tę kawę ile jej się zamarzy.

Dziś raniutko wcześnie  poszłam przez naszą przyosiedlową łąkę do pani z kwiatkami i kupiłam cztery piękne pelargonie, też je w bezpiecznym miejscu posadzę, poza zasięgiem babcinych rąk.  Mówię „też”, bo zeszłotygodniowe bratki tak właśnie umieściłam, a jak wyglądają to pokażę w następnym wpisie, podobają mi się ogromnie 😀 A babcia D. patrzy przez okno i mówi, że takie piękne są te bratki… No tak, są piękne, bo ich nie urwała i rosną 🌞

To na razie tyle, słyszę wodę w babci D., łazience, dobrego tygodnia wszystkim 😀🌞

Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie!

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Szczawnica | 24 komentarze

Szczawnicka wczesna wiosna 1

Majówka była cudna. I wcześniej też było cudnie 😀😀😀 Udało się na trochę wyskoczyć do Szczawnicy 😀😀😀 !!! Miałam duszę na ramieniu na samą myśl o drodze, w końcu babcia D. i dwa stare psy na tylnym siedzeniu podczas kilkugodzinnej jazdy to nie przelewki. Szczęście dopisało, wszyscy przeżyli, poprowadził nas GPS (pierwszy raz, bo zawsze jeździliśmy „na czuja” i według mapy) zupełnie nieznanymi bocznymi, lokalnymi  drogami przez różne malowniczo położone miejscowości i dzięki temu nie tylko ominęliśmy Kraków, ale i skróciliśmy sobie drogę. Czyli dwie korzyści za jednym zamachem, w Krakowie z reguły traci się dużo czasu, bo korki, bo roboty drogowe, bo coś tam jeszcze – a tym razem było rewelacyjnie.

Po przyjeździe radość, że psiepsioły o własnych siłach wdrapały się na ostatnie piętro (windy nie ma), MS nastawił się, że będzie Szilkę wnosił, ale dzielnie „własnonożnie” sama wchodziła. Trochę przodem, trochę tyłem, ale dała radę. Skituś człapał pomału, odpoczywaliśmy na każdym półpiętrze i do przodu! A raczej do góry 😀 !  Szilunię wniósł MS chyba dwa razy, kiedy coś jej się stało w nóżkę (chyba stawy się odezwały po dłuższym spacerze) i nie dała rady iść. Poratowałam sunię pyralginą, uprzednio poszukawszy w necie co mogę w takim przypadku podać. Wyczytałam, że właśnie pyralgina jest dopuszczalna, pognał więc MS do apteki i lek kupił.

Pojechaliśmy szukać Wiosny w Pieninach, a za nami podążała Zima! Na szczęście Wiosna nie dała się pani Zimie i w ciągu kilku godzin pogoniła ją gdzie pieprz rośnie 🌞

Dni były różne, deszczowe i słoneczne, ale wszystkie piękne w ukochanym miasteczku. Babcię D. prawie codziennie MS zabierał na spacer i chodziła! Ze trzy  razy tylko „muchy w nosie” nie pozwoliły jej wyjść, nawet czasem drugi raz szła  z nami i z psami.  „I chcecie wierzcie, chcecie nie wierzcie” po schodach wchodziła szybciej niż my z psiakami i jeszcze zdążyła urwać listek z pelargoni rosnącej na korytarzu. Bowiem babcia D. ma teraz manię zrywania wszystkich kwiatków i ładnych listków jakie tylko napotka na swej drodze.  Już w zeszłym roku pozrywała w ogródku aksamitki, kwiaty pelargoni z doniczek na oknach i co tylko wpadło jej w oko i pod rękę, kwiatki z trawnika również.

Napatrzyłam się, oczy nasyciłam, nawdychałam świeżego powietrza i cudnych zapachów, poprawiałam kondycję (zakwasy czuję do tej pory). Ćwiczyłam z Imi i Olgą Stępińską (o nich w poprzednim wpisie) – czyli relaks pełną gębą 🙂  Wprawdzie zmarszczki nie zginęły, wagi nie zgubiłam, lecz humor mi się poprawił, dystans większy  złapałam do spraw codziennych i ogólnie było wspaniale. Jakby mogło być inaczej! Przecież nie może, bo Szczawnica ukochanym naszym miejscem jest 💗🌞😀😀😀

…. sarenki nas przywitały zaraz na wstępie 🙂 …

… i jak tu nie kochać Szczawnicy za takie widoki? …

Ciąg dalszy (zdjęć) oczywiście nastąpi, teraz się spieszyłam rano, żeby dać Wam znać, że jeszcze żyję 😘 Dopiero wczoraj wieczorem wyciągnęłam Lapka z zamknięcia zmuszona wewnętrzną potrzebą dania głosu 🐕 🙂  Po powrocie tyle roboty, że szok. Wiosna się zadomowiła wokół, trawa urosła, ale o tym potem. Na razie pozdrawiam i serdecznie wszystkim dziękuję za odwiedziny i komentarze 🌞💗🌞

Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie!

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 26 komentarzy

Dobrej majówki 🌞

Przełom kwietnia i maja to moje rodzinne święto. Babcia urodziła się 30 kwietnia 1898 roku, a dziadek 1 maja 1895 roku. Więcej o nich wspominałam  http://annapisze.art/?p=2743

W takich dniach tęsknota za bliskimi odżywa ze zwiększoną siłą. Tak to już jest zawsze…

… babcia kochała kwiaty i miała ich dużo w ogródku …

💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗

Ewa spytała jeszcze przed świętami jak zrobię kotlety bezmięsne. Wysłałam jej zdjęcia obrazujące jak i z czego (czyli akurat z tego co miałam pod ręką). Pomyślałam, że może jeszcze komuś się pomysł przyda, więc warto pokazać.

… to są wszystkie składniki: utarta marchewka, resztka ziemniaków z poprzedniego obiadu, cebula, papryka …

… uduszona na oleju marchewka z cebulką i papryką …

… kotleciki lepione z masy, do której dołożyłam trochę mąki ziemniaczanej i jajko, oraz przyprawy …

… tyle wyszło …

… gotowe…

Doszłam do takiej wprawy, że ze wszystkiego co mam pod ręką potrafię zrobić kotleciki albo placuszki. Już wiem, że cała tajemnica tkwi w dobrym przyprawieniu według własnego gustu. Teraz nawet MS konsumuje i mówi, że da się zjeść 🙂

… tu są przygotowane składniki, poza przyprawami …

… składniki w miseczce ( + sól, pieprz, czosnek, lubczyk, koperek) …

… gotowe placuszki …

Nie chciało mi się lepić kotletów, więc w charakterze placków masa zrobiła hop! na patelnię 😀 Rezultat był zadowalający.  Właśnie gotują się plastry selera na następne kotlety.

Pogodnej majówki życzę, spokojnej i smacznej, obfitej w same dobre i przyjemne chwile –

🍷🍷🍷🥘🥣🍜 🥧🍦🍧🍨🎂 🍷🍷🍷

… spotkane po drodze …

Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie!

💙💛

 

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 28 komentarzy