Kolejny odcinek z Alzheimerem w domu… Piszę te słowa w niedzielę rano. Minął tydzień leżenia babci D. w łóżku, tydzień po upadku. Nic nie jest lepiej. Wyszły na wierzch okropne siniaki. Wygląda jakby z wysokiego drzewa skakała okrakiem na lufę czołgu obijając się po drodze o wieżyczkę… Zachodzimy w głowę jak ona tego dokonała. To jest niepojęte. W pokoju stoi wersalka, mały stolik, regalik na książki z tej strony, z której upadła. Z drugiej są dwie komódki obok siebie i tam się na nic wejść nie da. Może z wersalki chciała się wspiąć po coś na regalik, straciła równowagę i uderzyła w stolik? Nigdy się nie dowiemy jak było. Nie dość, że nie pamięta, nie umie już powiedzieć, to zawsze zmyślała, żeby ukryć jeśli uważała, że coś zrobiła nie tak jak trzeba. Kiedy rozbiła np. kubek – od razu było „to nie ja”, kiedy nie zakręciła wody w łazience – „to nie ja”, albo „nie wiem kto”, albo „ty to zrobiłaś” itd., itp. Taka forma samoobrony, być może wynikająca jeszcze z przeżyć z dzieciństwa w czasie wojny. Do tego nie da się z nią porozumieć, bo nie słyszy. Czytać jeszcze potrafi, piszę więc kartki w rodzaju – „zawołaj jak będziesz chciała siusiu”, „musisz jeść, żeby ci się noga zagoiła”, „tabletkę połknij, żeby cię nie bolało”, „to lek na serce” itp., itd. Co z tego, że kiwa głową, jeśli za chwilę zsuwa się z łóżka, ściąga pampersa i kilka razy zsikała się na podłogę. MS ustawił lampki z czujnikami ruchu, żeby się zapalały, kiedy zacznie się kręcić.
MS nie przespał ani jednej całej nocy. Mnie dopadło przeziębienie i dwa dni przeleżałam w łóżku, oczywiście wyskakując z niego gdy trzeba było babcię D. do łazienki zaprowadzić. Opracowaliśmy taki system, że ona łapie MS za szyję, on bierze ją pod pachy i prowadzi, ja otwieram łazienkę, podnoszę klapę, ściągam jej bieliznę, MS ją sadza na sedesie. Potem on ją podnosi, ja spuszczam wodę, klapę, zakładam bieliznę, MS do łóżka prowadzi. Taka operacja nie trwa mgnienie oka, ale już mamy opanowane działanie.
Z jedzeniem też problem, Dwa kęsy i – „już dziękuję”. No nie, „nie ze mną te numery” 😊 W końcu dzieci wykarmiłam, nawet Calineczka coś je od czasu do czasu 😊 Kupiłam w słoiczkach zupki dla niemowląt, serki homogenizowane, kaszki mleczno ryżowe mam w domu zawsze, sama czasem jem, gdy jestem głodna, a brak mi czasu na rozdrabnianie się. Właściwie to mieszam z mlekiem i wypijam zanim zgęstnieje, tak zyskuję na czasie. Od zawsze tak robiłam, jeszcze gdy chłopcy chodzili do szkoły.
Tak więc np. na śniadanie wmuszam serek, na obiad zupkę, na kolację kaszkę, albo w odwrotnej kolejności. W ciągu tygodnia dwa razy zjadła po pół kromki chleba bez skórki, raz z wędzonym łososiem, drugi – z pasztetówką, które to produkty zawsze lubiła. Jajecznicę z jednego jajka raz zrobiłam, ale trzymała w ustach i wypluła na stolik kiedy wyszłam z pokoju. A w ogóle, stolik ma szklany blat. Gdyby rąbnęła tak, że szkło by pękło… aż nie chcę myśleć jakby wyglądał pokój po takim upadku…
Ponieważ nie ma żadnej poprawy, wbrew protestom babci D. trzeba będzie wezwać lekarza. Smaruję ją Altacetem, dostaje na zmianę Apap i Pyralginę – takie zalecenia miał MS po złamaniu. Zaczęłam ją smarować Linomagiem w miejscu, które się zaczerwieniło od leżenia. Z przerażeniem myślę, że trzeba będzie ją znowu włożyć do wanny, na razie używam nawilżanych chusteczek dla niemowląt.
Żal serce ściska gdy na nią patrzę. Już nie jest ważne co było, złośliwości, obrażanie itd. Teraz mam przed sobą cierpiącego człowieka u schyłku życia, co do tego nie ma się co oszukiwać, 94 lata swoje robią. Nie ma jak zagłuszyć bólu jeśli tabletki go nie przyćmią, nie czyta już od dawna, ostatnio przerzucała tylko kartki książek i gazet, nawet do góry nogami, zaginając rogi stron wszystkie po kolei (zniszczyła w ten sposób kilka książek zanim się zorientowałam). Do tego nie słyszy i nie można się z nią porozumieć. Pozostaje we własnym świecie, z własnymi nie wiadomo jakimi myślami, nie można jej pomóc. Dziś w nocy zaprowadziliśmy ja do łazienki, lampka dała sygnał, że się babcia D. kręci. Potem długo siedziałam przy niej aż usnęła, zaś ona łapała mnie za ręce jakbym była jedynym punktem zaczepienia…
❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️
„Co tam panie w polityce” – to aż myśleć się nie chce. Poza tym, że „Chińczyki trzymają się mocno” ( z pamięci cytuję), to jankesi myślą, że Najjaśniejszą Rzplitą na swoją kolonię przerobią, zaś Jaśnie Wielmożny Naćpan wiecznie naćpany – kontakt z realem dawno utracił mając umysł zasnuty snusami i robi co mu zdrajcy Ojczyzny podpowiadają. Mam nadzieję jednak, że – jako mówił pan Onufry Zagłoba – „… nie masz takowych terminów, z których by się viribus unitis przy boskich auxiliach podnieść nie można”.
(viribus unitis – wspólnymi siłami, auxilium – pomoc, wsparcie )
❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️
Pieskom wszystko jedno kto im pomaga, aby pomógł. Wiecie, że całym sercem jestem po stronie zwierzaków. Wspieram Centaurusa i Fundację „Duch Leona” jak mogę. Dziś pokażę Wam wspaniałego Czejena, mastifa tybetańskiego, który po koszmarnym życiu miał szczęście trafić do psiego raju czyli do Duchowej rodziny.
CZEJEN #shorts #fundacjaduchleona #helpingdogs
Czejen – fantastyczny pies szuka wirtualnych opiekunów!
Mam nadzieję, że uda się obejrzeć filmiki z Ducha.
Dziękuję za odwiedziny i życzę udanego tygodnia mimo znów padającego śniegu i nadchodzącej ślizgawicy ❤️🐈⬛❤️🐕❤️