Trzy przyjaciółki umówiły się w „Filiżance”. Tak było najprościej. Nikt nie przeszkadzał, nie wtrącał się. Jagna i Marysia przebywały tu przez dzień cały i tylko Bogna musiała się pofatygować z domu.
– Ale jak to? Maryśka! Ty chcesz się na zawsze wyprowadzić do Szczawnicy? – wykrzyknęła zaskoczona Jagna.
– Tak, chcę. Nie wiem czy na zawsze, ale na jakiś czas na pewno – spokojnie odpowiedziała Marysia.
– I co tam będziesz robić? Na urlop to rozumiem, nawet na bardzo długi urlop. Ale na dłużej?
– Po pierwsze: będę miała męża – uśmiechnęła się pod nosem patrząc na przyjaciółkę, której wyraz twarzy wyrażał najwyższe zdumienie. – Zaś mąż to zajęcie na pełen etat, nie uważasz?
– Zgłupiałaś? – Jagna byłaby jeszcze bardziej zaskoczona usłyszanymi słowami gdyby to było możliwe. – Ty żartujesz, prawda?
– No pewnie, że żartuję – parsknęła śmiechem Marysia. – Możesz się odprężyć. Wyobrażasz sobie mnie w charakterze pełnoetatowej kury domowej?
– Nie wyobrażam sobie, w żaden żywy sposób sobie nie wyobrażam – Jagna z ulgą wypuściła powietrze z płuc. – Zrobiłaś ze mnie wariata!
– Jeśli już to wariatkę – Marysia była rozpromieniona czego do końca Jagna pojąć nie mogła. – Moja droga Jagienko, sama jesteś sobie winna. Najwyraźniej zwątpiłaś we mnie i masz za swoje.
– Najwyraźniej – zgodziła się Jagna. – Ale wiesz jak jest, zakochane kobiety robią często głupoty…
– No! Tylko ta myśl cię usprawiedliwia.
– Maryśka! Powiedz teraz co ty tak naprawdę wymyśliłaś.
– Wspólnie wymyśliliśmy…
– Co takiego wymyśliliście? I kto? – włączyła się Bogna, która dołączyła do przyjaciółek. – Przepraszam za spóźnienie, ale nie mogłam się wcześniej urwać, Doman dopiero dotarł do domu. Zdążyłam nakarmić Ewelinkę i przyleciałam do was jak na skrzydłach. Co to za nowiny?
– Nareszcie jesteś. Bogna, czy ty wiesz, że ja przez chwilę myślałam, że ona oszalała? – poskarżyła się Jagna.
– W jakim sensie?
– W takim, że na zawsze wyprowadzi się do Szczawnicy!
– Jagna, to nie jest żadne szaleństwo, to jest genialny pomysł – klasnęła w ręce Bogna.
– Nie! Wy obydwie strugacie ze mnie wariata!
– Wariatkę – sprostowała Marysia. – Już cię drugi raz poprawiam. A teraz słuchajcie, bo nie będę powtarzać. Skupcie się. Oboje z Hubertem wpadliśmy na pomysł, żeby… – zamilkła na chwilę jakby zbierając myśli. – Inaczej. Pamiętacie taki piękny, duży dom z bali za potokiem?
– Jak mam pamiętać, skoro w nim nie byłam? – z żalem spytała Jagna.
– Pokazywałam ci zdjęcia. A zobaczysz na własne oczy jak pojedziesz. Bo przyjechać musisz, bez względu na to czy ci się podoba czy nie. No więc dom jest cudowny, jeszcze nie wykończony, można go dopasować do własnych potrzeb…
– Aha, wiem już, niedaleko dziadka Horacego – ucieszyła się Bogna. – Przepiękny, i co z nim?
– Jest na sprzedaż.
– I co z tego? – Jagna nie widziała w tym nic dziwnego. – Widocznie właściciel zmienił plany.
– Właśnie! I nam to odpowiada jak najbardziej, spadło jak gwiazdka z nieba – buzia Marysi rozjaśniła się niczym małej dziewczynki na widok ulubionych łakoci. – Podjęliśmy decyzję o kupnie tego domu.
– Co? – rozległ się zgodny dwugłos. – Po co?
– Żeby go mieć – Marysia z zadowoleniem przyjęła reakcję przyjaciółek.
– Co z nim chcecie zrobić? Zamieszkać? – spytała Bogna.
– Wykończyć – oświadczyła przymrużając lewe oko.
– Wykończysz to ty mnie za chwilę jeśli nie zaczniesz mówić po ludzku – jęknęła Jagna. – Mogłabyś się zacząć streszczać?
– Właśnie – przytaknęła Bogna. – Powiedz wreszcie, bo mam w głowie mętlik.
– Już dobrze, powiem. Widzę, że płoniecie z ciekawości i niczego nie pojmujecie.
– Jak mam pojąć coś, o czym nie mam zielonego pojęcia – tym razem jęknęła Bogna.
– Postanowiliśmy urządzić w tym domu…
– Pensjonat – domyśliła się Jagna.
– Prawie zgadłaś. Chcemy tam urządzić dom pracy twórczej.
– Aaa – znów dał się słyszeć zgrany dwugłos.
– Byłam kiedyś w takim domu w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, mam dobre wspomnienia. Wpadliśmy oboje na ten sam pomysł, więc na pewno jest dobry.
– Zaskoczyłaś mnie zupełnie. A co na to twój tata? – zainteresowała się Bogna.
– Rwał włosy z głowy, ale już się pogodził. Zrobiłam mu symulację na komputerze jak będzie wyglądał bez włosów – wesoło odpowiedziała Marysia.
– I co, zostawisz „Filiżankę” na pastwę losu – zatroskała się Jagna.
– Nie, nie na pastwę losu. W tej sprawie właśnie chciałam się do ciebie zwrócić, kochana Jagienko. Otóż bardzo, ale to bardzo cię proszę, abyś zajęła się „Filiżanką” w większym wymiarze.
– To znaczy? – Jagna wciąż nie rozumiała intencji Marysi.
– To znaczy, że byłabym szczęśliwa, gdybyś przejęła „Filiżankę” całkowicie w zarząd zamiast mnie. Oczywiście ciotki cię wspomogą, żebyś się nie stresowała za bardzo na początku. Przecież mają połowę „Filiżanki”. Ale jestem przekonana, że skoro do tej pory świetnie się dogadujecie, nic się w tym względzie nie zmieni. Ustalimy warunki, czas, spiszemy umowę, żeby formalnie wszystko było w porządku. Co ty na to?
– Nie wiem co. Nie potrafię myśleć w tej chwili. Zaskoczyłaś mnie. Jestem oszołomiona…
– Jagna, ty się „odoszołom” – wtrąciła się Bogna. – To jest genialne wyjście z sytuacji. Dopiero co mówiłaś mi, że nie chcesz wracać do żadnej korporacji, w żadne obce miejsce bo pokochałaś „Filiżankę” jak własną córkę…
– No tak, ale mam się teraz deklarować na zawsze? Tak nagle i bez zastanowienia?
– A nad czym się tu zastanawiać? – rzuciła Bogna. – Przecież Alan przenosi się do kraju, tutaj planuje życie i coś o tym wiesz, prawda?
Jagna skinęła głową.
– Zostajesz więc na miejscu.
– I nie na zawsze – wtrąciła Marysia. – Tylko na jakiś czas.
– Na jaki? – chciała wiedzieć Jagna.
– A skąd mam wiedzieć na jaki? Może na taki, żeby odchować dziecko zanim pójdzie do szkoły…
– Stop! Maryśka, jakie dziecko? – Bogna podskoczyła na krześle z przejęcia.
– Jakie? Mam nadzieję, że mądre i ładne – Marysia wyraźnie delektowała się zaskoczeniem po raz kolejny malującym się na twarzach przyjaciółek. – Przecież powinno wziąć po mamie najlepsze cechy.
– Co ty mówisz, co ty mówisz – do Jagny dotarł sens Marysinych słów. – Maryśka, co ty mówisz?!
– To, co słyszysz – chichocząc odpowiedziała sprawczyni zaskoczenia. – Tylko czy ty rozumiesz coś z tego, co słyszysz?
– Powinnaś stopniowo dawkować swoje sensacje – powiedziała Jagna z pretensją w głosie. – To dla mnie za dużo jak na jeden raz.
– Zapomnij o jednym, skup się na drugim, a ona ci jutro powtórzy to pierwsze – poradziła Bogna.
– Wariatka. Tego się nie da odzobaczyć ani odsłyszeć!
– O, proszę bardzo, już tworzysz. Jagienka, dom pracy twórczej dopiero w planie jest, a ty już tworzysz neologizmy – żartowała Marysia. – Słuchajcie, jak już wyrzuciłam z siebie to, co najważniejsze…
– Niemożliwe! Maryśka będzie miała dziecko – powiedziała głośno Jagna jakby sama sobie chciała wytłumaczyć co się dzieje, jakby dopiero teraz dotarł do niej cały sens. – Gratulacje!
Obydwie przyjaciółki zaczęły ściskać przyszłą mamę wśród wybuchów radości, narobiły przy tym tyle hałasu i zamieszania, że wszystkie obecne osoby zwróciły wzrok w ich stronę.
– Marysia będzie miała dziecko – powtórzyła Jagna zwracając się do wszystkich obecnych, co spotkało się z uśmiechami i brawami.
– Wariatki, uduszą mnie zanim zdążę spisać z Jagną umowę – jęczała Marysia z błyskiem radości w oczach jakiego przyjaciółki jeszcze nigdy u niej nie widziały.
Gdy minęła chwila uniesień, zgiełku, gratulacji usiadły wreszcie spokojnie przy stoliku świadome, że oto stało się coś ważnego w życiu i Marysi i Jagny. Obydwie zakończyły pewien etap i rozpoczynały zupełnie nowy.
– Pomyśleliśmy, że wykończymy nowy dom, rozruszamy, rozkręcimy interes i wtedy będzie się już sam kręcił wymagając oczywiście dozoru, lecz po zatrudnieniu zaufanych osób będzie to miało inny charakter.
– A skąd takich zaufanych weźmiecie? – powątpiewającym tonem spytała Jagna.
– O to już się dziadek Horacy postara. No i będzie miał oko na bieżąco..
– Słusznie, przecież pańskie oko konia tuczy – wtrąciła Bogna.
– Potrzeba na to sporo czasu. Dlatego ja zamieszkam u dziadka Horacego, będziemy doglądać prac i organizować wszystko na miejscu. Hubert nie zrezygnuje z pracy, będzie nas wspierał z Krakowa i w weekendy. W międzyczasie przygotuje pod wynajem swoje krakowskie mieszkanie. Za rok będzie miejsce w nowym muzeum, z którym od dawna współpracuje i planuje podjąć tu pracę.
Jagna wracała do domu mając w głowie kompletny mętlik, ale serce wypełnione morzem ciepłych uczuć. Jak to się stało, że w życiu całej trójki – tu miała na myśli siebie, Jagnę i Bognę – zaszły nieprzewidziane wydarzenia. To z pewnością wina zawirowań w kosmosie, przemieszczania się planet i różnych innych dziwnych rzeczy, o których mówi astrologia. Nie może być inaczej.
cdn.