Tyle różnych myśli skacze po głowie (szukając rozumu 😄:) ) i nie wiadomo które uchwycić (i „rozkminić” jak to dziś się mówi), a które puścić, żeby leciały dalej. Nie chcę polityką się zajmować już od dawna, lecz… polityka wchodzi drzwiami i oknami. Jak zamknąć drzwi to się wciska przez dziurkę od klucza, jeśli okno nawet uszczelnione to jakąś szparę zawsze znajdzie.. No, samo życie… Od 26 stycznia wg astrologii mamy nowy układ na niebie wpływający na ludzkie życie, który będzie trwać przez około 20 lat. Potem ma wrócić normalność. Cóż, już nie za mego pobytu na niebieskiej kulce w obecnej postaci, ale pocieszające, że dzieci i wnuczki doczekają lepszych czasów. Nie wymyślam sama niestworzonych historii. Na kanałach YT nie mających nic wspólnego z obrotem ciał niebieskich wciąż jest mowa o zmianach, kryzysach, zagrożeniach. MS śledzi wiadomości bardzo „uziemione” pod każdym względem, ja raczej od strony rozwojowej, duchowej itd. Doszłam do wniosku, że się pokrywają choć używane są inne słowa, a zwolennicy jednej będą się odżegnywać od drugiej i uciekać jak przysłowiowy diabeł przed święconą wodą. Gołym okiem widać, że w naszym życiu zachodzą zmiany, szaleństwo informacyjne sprawia, że to, co było ważne wczoraj, dziś traci znaczenie. Chwieje się porządek świata, dochodzą do głosu antywartości, o których myślałam, że już łba nie podniosą, brunatnieje kraj. Za oceanem, gdzie zdawało się, że jest raj na ziemi, że „od pucybuta do milionera”, doszedł do władzy szaleniec pozwalający na strzelanie do własnych obywateli, na rozdzielanie rodzin, zabieranie dzieci rodzicom, już nawet jego ludzie określani są mianem SS czy gestapo.
Interesuję się od zawsze astrologią o tyle, że lubię słuchać interpretacji, komentarzy, prognoz w odniesieniu do „obrotów ciał niebieskich” i ich powiązania z różnymi sytuacjami w dziejach dawnych i aktualnych. Na samych „ciałach” się znam, nie zapamiętam i nigdy nie będę się nawet starała nauczyć. Od czego w końcu są fachowcy? Najbardziej lubię słuchać Piotra Gibaszewskiego (męską stroną życia się bardziej zajmuje, m.in. związkami z polityką) i Honoraty Nothdurfter, która patrzy na świat po kobiecemu. Pomyślałam, że jej słowa zacytuję, bo tak mi pasują do tego, co napisałam wyżej.
„Wolność nie znika wtedy, gdy ktoś ją zabiera. Znika wtedy, gdy przestajemy ją czuć.” (Honorata Nothdurfter) To nagranie nie jest zwykłą prognozą astrologiczną. To ostrzeżenie i zaproszenie do przebudzenia. Wchodzimy w czas, w którym Saturn (14.2.26) i Neptun (26.1.26) przekraczają próg „0” Barana – znak początku, impulsu i decyzji. Świat przyśpiesza. Technologie wyprzedzają świadomość. A wolność… nie znika nagle….W Erze Powietrza najcenniejsze nie będzie to, co szybkie i nowoczesne, lecz to, co prawdziwe, zakorzenione i wewnętrznie spójne.”
2026- 2044 Nie zabiorą Ci wolności siłą. Oddasz ją sam?? WYDANIE SPECJALNE
❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️
Zmiana tematu. Zima jakiej nie było bardzo dawno. Mróz rano (w niedzielę) był taki, że tylko na chwilkę wyszłyśmy z Szileczką i biegiem do domu. Taki to był bieg po lodzie, że każdy żółw wygrałby ze mną 🙂 Kiedy wreszcie zrobi się cieplej? Ma być jeszcze większy mróz, teraz (niedzielny wieczór) jest -15, rano – prognozują – nawet -19!
❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️
Teraz będzie o urokach życia z Alzheimerem pod jednym dachem. W sobotę babcia D. po śniadaniu poszła do siebie. Za jakiś czas rozległ się odgłos czegoś spadającego. Niby normalka, ciągle coś zrzuca na podłogę, lecz tym razem odgłos był taki, że MS szybko poszedł sprawdzić co to. Za chwilę dołączyłam słysząc głos MS. Babcia D. spadła nie wiadomo z czego, bo tylko łóżko stoi, prawdopodobnie weszła, żeby do czegoś dosięgnąć, może na oknie (wiesza obrazki z gazet), może na półce, nikt się od niej niczego nie dowie przecież. W każdym razie upadek był na tyle dotkliwy, że podniesienie jej na łóżko było przeżyciem koszmarnym. Raz – że bezwładne ciało trudno dźwigać, dwa – że krzyczy, iż noga boli. Udało się wreszcie, ale lekarza – nie! Za skarby świata! Pogotowie – nie! No dobrze, nie to nie, obejrzeliśmy, obmacaliśmy. MS po niedawnym złamaniu biodra i ręki prawie fachowiec 😊 Gipsu się teraz nie zakłada, trzeba leżeć i tyle. Zobaczymy za chwilę, może tylko stłuczenie? Napisałam kartkę (właściwie tekturkę, żeby mocniejsza była) POTŁUKŁAŚ SIĘ I MASZ LEŻEĆ W ŁÓŻKU, postawiłam tak, żeby widziała. Narzekała, że boli, ale kilka razy próbowała siadać i z łóżka schodzić. Wreszcie trzeba było ją do łazienki zaprowadzić, oboje ledwo tego dokonaliśmy starając się, by nie stanęła na bolącej nodze. Zrobiłam kaszkę ryżową na śniadanie, zjadła kilka łyżek. Na obiad marchewkę, ziemniaki ugniotłam, rybki kawałek pysznej – odrobinę tylko i więcej nie chce. Na kolację znowu kaszka tym razem malinowa – i „już nie mogę”… Cóż, człowiek po przeżyciu ma prawo odreagować… Dostała pyralginę (MS wg wskazań doktora przyjmował po złamaniu), dostała tabletki na spanie (z apteki bez recepty). Pomyślałam, że pośpi i wreszcie będę miała poranek dla siebie, odetchnę, posiedzę spokojnie, bo nie zejdzie… Ledwo wróciłam z Szilunią (niedziela), dałam suni śniadanie, wypiłam kawę… jakiś ruch na górze. Idę więc sprawdzić… już na schodach czuję zapach… ona zdjęła pampersa, siedzi we własnych odchodach, depcze bosymi nogami po tym… Boże! MS wyskoczył z łóżka na mój krzyk (a miał nockę odespać), nie wiadomo było w pierwszej chwili co robić, od czego zacząć. Ja zaczęłam od tego, że założyłam maseczkę (po covidzie są w domu), rękawiczki gumowe, MS też, zanieśliśmy ją do wanny gdzie MS się nią zajął, a ja zajęłam się sprzątaniem pokoju i przedpokoju. Pościel poszła do wora, ręcznik, nowiutkie kapcie też, ubranie jakie miała na sobie również. Błogosławię tego, co wymyślił ręczniki papierowe i płyny do czyszczenia w sprayu… Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić, że własną kupę można włożyć do książki?! To niech sobie nie wyobraża, bo tego się nie da odzobaczyć… Wreszcie wykąpana, w czystej koszuli, w świeżej pościeli spoczęła w łóżku. My oboje padnięci, jakby cała siła życiowa z nas uszła… ani ręką, ani nogą…
❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy grała jak co roku, wspaniała, niepowtarzalna akcja, przynosząca mnóstwo dobrego. Niestety przy tej okazji uruchamiają się wszelkie złe moce i widać ile tego paskudztwa jest w naszym pięknym kraju. Na zasadzie psa sołtysa – sam nie zeżre i drugiemu nie da. Ale kiedy trafi do szpitala i może pożegnać się z wędrówką na tym padole będzie chwytać się pazurami nadziei na pozostanie tutaj i nawet się chwyci aparatury z serduszkiem. Mam nadzieję, że zbiórka znów okaże się rekordowa tym bardziej, że przeznaczona na gastroenterologię. Mój Mały synek taki oddział w Centrum Zdrowia Dziecka odwiedzał wielokrotnie. Tylko tam był sprzęt pozwalający mu pomóc, zdiagnozować i leczyć. Czy naprawdę „ludzi dobrej woli jest więcej”? Przy okazji WOŚP-u wydaje się, że tak ❤️❤️❤️
❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️❄️
Szczęśliwego tygodnia życzę i dziękuję za odwiedziny ❤️ Oby do wiosny ❤️