„Babie lato i kropla deszczu” – 72

– Patuś, może pójdziesz ze mną po chłopaków do babci Beni? – spytał Karol.

Patrycja właśnie wróciła z pracy i prawdę mówiąc marzyła o spokojnym popołudniu spędzonym w ogródku na huśtawce. Ale tak było tylko do chwili, w której ujrzała swego gościa. Wypoczęty, opalony, w czarnej koszulce z krótkim rękawem opinającej jego niewątpliwie piękną męską sylwetkę – swoim pojawieniem się natychmiast odgonił wszelkie myśli o spokoju i lenistwie.

– A gdzie Darka” – rozejrzała się nie widząc siostry ani siostrzenicy.

– Poleciały z Olgą do Kika, no, tego sklepu niedaleko stąd, wiesz o co mi chodzi. Przynieśli nową gazetkę reklamową i dziewczyny tak się zachwyciły jakimiś szmatkami, że zerwały się nagle i już ich nie było – wyjaśnił.

– Skoro tak, na pewno prędko nie wrócą – stwierdziła Patrycja. – Właściwie mogę z tobą pójść, tylko najpierw muszę coś zjeść.

– Ale palant ze mnie – palnął się ręką w czoło. –  Przecież dla ciebie Daria zostawiła obiad  na kuchence. Oczywiście, że najpierw musisz zjeść. Już ci podgrzewam – zniknął w kuchni.

Patrycja stała przez chwilę nieruchomo. Jak to? Karol jej podgrzeje obiad? Nie żąda, żeby ona jemu tylko bez pytania on jej?! To ewenement na skalę kraju – podsumowała w myślach i poczuła miłe ciepełko w okolicy serca… Coś podobnego…

Poszła za nim, usiadła i z przyjemnością patrzyła. Poruszał się po jej własnej kuchni z pewnością siebie jakby tu spędził całe lata…   Mało tego, wyglądał jakby wiedział co robi i jeszcze to lubił…

– Lubię gotować – powiedział jakby odgadywał jej myśli. – Najpierw musiałem. Dla chłopaków. A potem polubiłem.

– Chciałam zauważyć, że tylko odgrzewasz – uśmiechnęła się przekornie.

– Teraz tak, ale nie widzę przeszkód, żebyś spróbowała moich autorskich dań – odwrócił twarz w jej stronę. – Od dziecka podpatrywałem mamę i teraz jak znalazł.

Nie gap się jak sroka w gnat – strofowała samą siebie. Ale co mogła poradzić, skoro sprawiał jej ogromną przyjemność widok Karola krzątającego się z taką prostotą i naturalnością, jakby to robił nie wiadomo od kiedy i dokładnie w tym miejscu, w którym powinien…  Zaczarował mnie, czy jak?… Nie mogła oderwać oczu od zgrabnej, szczupłej ale mocnej postaci…Czuła się jak po lekkim drinku… Jaki on ma uśmiech…  Wyczuwała w nim naturalną dobroć, taką jakby wrodzoną, odziedziczoną po mamie, którą poznała w Krakowie… Ten uśmiech… ten uśmiech ma jak… jak mały chłopiec, który wie, że nawet gdy coś zbroi, to jest świadom swego uroku  i jest pewien, że mu ujdzie płazem… zupełnie jak  Bonzo Alicji, wie, że jak przewróci wielkimi ślepiami to na pewno dostanie przysmak…zupełnie jak Bonzo…

– Chętnie spróbuję przy okazji, czemu nie – uśmiechała się do swoich myśli.

Z przyjemnością zjadła posiłek w towarzystwie Karola, który przysiadł obok i opowiadał o rozmowie z babcią Benią, o tym co się zdarzyło podczas jej nieobecności.

– Smakuje? Darka pozwoliła mi doprawić po mojemu.

– Pycha – wymamrotała z pełnymi ustami.

– Nie wiem co mówisz, ale przyjmuję, że to pochwała – i znowu ten uśmiech…

Nawet nie zauważyła kiedy podzieliła się z nim swymi myślami na temat planowanego artykułu i tak czas im płynął niepostrzeżenie szybko, że zdziwienie obojga wywołało spojrzenie na zegar.

– Jak późno się zrobiło – zauważył zdziwiony Karol. – Muszę pędzić po chłopaków, wezmę samochód, będzie szybciej.

– Niepotrzebnie – powiedziała Patrycja. – Przecież zapraszałeś mnie na spacer. Pójdziemy na skróty przez lasek. Zadzwoń i powiedz, że już idziemy, żeby się nie denerwowali bez potrzeby.

– Ale gorąco – jęczał Karol zanim dotarli do lasku.

– W zimie narzekamy, że zimno, a teraz znowu, że za ciepło – skrzywiła się Patrycja. – Lato jest po to, żeby był upał i ja się z tego cieszę!

Po kilku chwilach ogarnął ich chłód leśnego powietrza i cudowny, świeży zapach jaki unosi się w lesie nawet podczas największych upałów.

– Widzisz tę okrągłą dziurę w drzewie?

– Gdzie? Tak, widzę. Co to takiego? Ktoś wiertarką robił otwory w drzewie? – zdziwił się Karol. – Po co?

– To dzięcioł – zaśmiała się. – To domek dzięcioła, właściwie jego rodziny. Podpatrywałam od wiosny,  stąd wiem.

– Nie dworujesz sobie ze mnie waćpanna? – spytał z tym swoim zniewalającym uśmiechem.

– Ależ skąd! Nic a nic!

Potknęła się o wystający korzeń. Zdążył ją chwycić, zanim zaryła nosem w piasek na ścieżce. Silnie odebrała jego dotknięcie, jakby prąd ją przeszył… Zgłupiała czy co? Przecież postanowiła, że nigdy więcej nikt nie będzie na nią wywierał wrażenia aby nie wywierać nacisku… wybrała los singielki, żeby mieć święty spokój i spokojną głowę… Tymczasem od „sceny wózkowej” w supermarkecie Karol wkroczył w jej myśli i zaburzył spokój… Jest to miłe i … no, miłe… ale wystarczy.

Po przyjemnie spędzonym wieczorze u babci Beni, która okazywała Patrycji dużo sympatii, wrócili do domu. Darka z Olgą już czekały, aby pokazać Patuli swoje zakupy, wśród których były dżinsy, kolorowe koszulki,  kamizelka i modne sportowe buty.

Wszyscy zjedli kolację przyrządzoną przez Karola, co dla chłopców było normalką, jednak dla sióstr zdarzeniem niecodziennym. Toteż obydwie doceniły talenty „kucharza” obsypując go komplementami, z których był dumny jak paw.  Potem przenieśli się na taras, gdzie siedzieli  napawając się urokiem lata, rozmawiając, żartując, wspominając i uspokajając dzieci w międzyczasie, żeby nie hałasowały. Na szczęście sąsiadów w okresie wakacyjnym nie było w domach i nikomu nie przeszkadzały wygłupy młodszego pokolenia.

Późną nocą udali się na spoczynek. Patrycja przewracała się w pościeli, nie mogła usnąć widząc wciąż przed oczyma uśmiech Karola…Wreszcie pomyślała, że przecież może sobie pozwolić na niezobowiązujący flirt, w niczym to nie zmieni jej planów… Wreszcie wtuliła głowę w poduszkę i usnęła.

cdn.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Babie lato i kropla deszczu, Powieści. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *