”Błogosławieństwo pod przykryciem”
Słowa mają moc. To szczera prawda, niby wiem o tym od zawsze, staram się bardzo, aby moje słowa nie robiły krzywdy, ale… nie da się np. nie kląć w niektórych sytuacjach 🙁 Tym razem słowa zamieszczone w tytule wpisu pomogły właśnie mnie, zupełnie przypadkiem na nie trafiłam. Nie pamiętam czy przeczytałam, czy usłyszałam w jakimś słuchanym podcaście. Przyszły do mnie wówczas, gdy miałam kompletnie dość, czułam się kompletnie wykończona i myślałam, że dłużej nie wytrzymam i słysząc, że babcia D. wcześnie rano zaczyna się kręcić u siebie i za chwilę zejdzie na dół miałam ochotę wyć…. I wtedy przyszły do mnie te słowa. Przecież wiem, że dostajemy w udziale sytuacje trudne, czasem bardzo, bardzo trudne. Są to doświadczenia mające na celu nasz wzrost, nasz rozwój. Podobno nie ma przypadków, każdy napotkany człowiek ma znaczenie, każde wydarzenie niesie za sobą skutki, których nie znamy od razu, być może dopiero po latach połączymy kropki i zrozumiemy po co to wszystko było… „Błogosławieństwo po przykryciem”… Odtąd spokojniej podchodzę do wszystkiego co się dzieje wokół.
W normalnym życiu było fajnie, święta, po świętach, odwiedziny dzieciaków. Calineczka zapowiedziała się na Sylwestra i na cały tydzień, tak sobie zażyczyła. Oczywiście tak też się stało, dziecko odpoczęło, przecież w krainie o nazwie LENIWIA trzeba odpocząć i mieć same miłe chwile😄😊 Oczywiście pomagała – swoją obecnością – dziadkowi w odśnieżaniu 😄 Również OCZYWIŚCIE szalała w kuchni, lubi te czynności lecz jeść wytworów swej wyobraźni i rączek – już niekoniecznie.

… Calineczka wspierająca mentalnie odśnieżanie 🙂 …

… dzieło rączek Calineczki, (biszkopty z kremem budyniowym), dekorację zrobiła sama…

… Calineczka kryje się za swoim prezentem gwiazdkowym …

… plastyczne działania są na pierwszym miejscu …
Mróz nas nawiedził okrutny, nas – w sensie cały kraj. Póki śnieg był „śniegowy”, biały, miękki, przyjemny, mogłam go nawet lubić. Teraz jednak jest okropnie, nie dosyć, że zimno, to ślisko tak, że przejść trudno, normalnie jak na lodowisku. Śnieg zmienił się w twardą, lodową powłokę załamującą się pod naporem kijka, pod ludzkimi nogami i pod psimi łapkami. Boję się, żeby Szilka sobie łapek nie pokaleczyła, bo lód ostry jak szkło.
Tak zimno ma być jeszcze w następnym tygodniu. W związku z tym pomogliśmy sąsiadom, prawowitym opiekunom Franka (który już całkiem się do nas przeniósł) przygarniając rankiem młodszego synka, żeby mama nie musiała z dwoma krasnalami jechać do przedszkola. Dzięki temu jedzie tylko z jednym i szybko wraca 😊A ja stwierdzam, że zdecydowanie powinnam poprawić kondycję.

… krasnalek ogląda bajkę o kotkach…
Dwie nowe książki na gwiazdkę dostałam i choć ślepia się buntują – czytam 😊 Jedną już skończyłam i nie oddam. To „Jestem z gwiazd” Roberta Bernatowicza. Możecie o nim myśleć i mówić co tylko chcecie, ja go znam od czasu „Nautilusa radia zet”, czyli wieki całe, i moja sympatia dla Kapitana Roberta jest niezniszczalna bez względu na wszystko 😊Poza tym otworzył oczy wielu ludziom na sprawy utrzymywane w cieniu, w tajemnicy, wyśmiewane, zaś obecnie okazuje się, że nauka dochodzi do podobnych wniosków…


Drugą czytam w wolnych chwilach ze szczerym zachwytem. Autorkę darzę ciepłymi uczuciami. Za spokój, za właśnie ciepło bijące z całej postaci, za dobro przekazywane całym jej życiem. Z ciekawością poznaję jej korzenie, jej niesamowite przodkinie, po których odziedziczyła niecodzienne dary, a którymi dzieli się z ludźmi pomagając w przeróżnych życiowych sytuacjach. Zacytuję słowa z okładki książki „… to zapis historii jej rodu, pełen mistycznych zdarzeń, wizji, tradycji, obrzędów i mądrości przodków przekazywanej z pokolenia na pokolenie. To również poruszający opis doświadczeń z jej gabinetu, gdzie ludzie przynoszą swoje troski, pytania i wątpliwości. Ta opowieść to fascynujący kalejdoskop ludzkich historii – tak niezwykłych, zawiłych, zaskakujących i pięknych, jak tylko ludzkie historie być potrafią.”

U Franka rodziny po odejściu Lolka pojawiła się Lola, tak bardzo podobna do Lolka, że na zdjęciach wyglądają identycznie.

… jestem malutka, śliczna Lola 😽…

… przytuliłam się do cioci Ani …
Zdegustowany Franek 🐈⬛😻

… wymyślają ludzie jakieś szczepienia i muszą koty wozić do weta nie wiadomo po co miauuu …
Już wieczór, ciemno, zimno, mroźny wiatr na zewnątrz. Jestem przeszczęśliwa, że wieczorem MS wyjdzie z Szilunią. Jeszcze przez tydzień mają być takie duże mrozy. Zaproponowałam, żeby krasnalek jutro też u nas poranek spędził zamiast tłuc się autobusem w taki mróz, żeby odwieźć brata do przedszkola. Znowu będziemy oglądać śliczne bajki o kotkach, lepsze to niż polityka, dobrze wpływa na poprawę nastroju.
Dziękuję Wam za odwiedziny, życzę udanego tygodnia i trzymajcie się ciepło ❤️❤️❤️