Tymczasem młodzi uknuwszy spisek dopracowywali jego szczegóły.
– Pozwólmy trochę rodzicom odpocząć – powiedział Doman.
– Należy się, ostatnio babcia daje im nieźle popalić – dodała Bogna.
– Wy wiecie najlepiej – wtrącił Hubert trzymający Marysię za rękę.
– W końcu kilka dni nie sprawi różnicy skoro przez kilkadziesiąt lat się nie znali. Niewiarygodna historia – powiedziała z zadumą Jagna.
– To może bardzo chcieliby się poznać? – zapytał Alan.
– Przecież nic nie wiedzą o sobie. Jeszcze nie wiedzą – Marysia wyswobodziła rękę. – Na razie tylko Bogna i Hubert wiedzą, że są kuzynami. Trzymaliśmy przecież całą historię w tajemnicy, dopóki nie zyskaliśmy absolutnej pewności co do stopnia pokrewieństwa i nie zgraliśmy wszystkiego do końca.
– Maryśka, – Jagna była wyraźnie wzruszona, – Maryśka, właściwie to oni – wskazała na „odzyskanych” kuzynów – tobie zawdzięczają rozwiązanie tej niezwykłej zagadki. Gdybyś nie pojechała wtedy na rozmowę z panem Horacym…
– Gdybyś nie zastąpiła mnie w „Filiżance”… – uśmiechnęła się Marysia.
– Gdybyśmy nie pojechały do Szczawnicy na zimowe ferie… – dołączyła Bogna.
– Gdybyście nie spotkały na promenadzie pana Horacego… – Doman spojrzał na podekscytowaną żonę.
– Gdyby twoja mama nie znalazła zdjęcia, a mój dziadek nie pokazał mi swojej tajemniczej fotografii – dodał Hubert
– Gdyby Hubert przed laty nie wpadł do Dunajca – zachichotała Marysia.
– Gdyby Ewa nie zjadła jabłka z zakazanego drzewa, to by z Adamem w raju zostali – wykazał się Alan.
– No, moi drodzy, jeśli dotarliśmy do czasów biblijnych, to z nami źle – zarechotał Doman. – Najwyższa pora wrócić do rzeczywistości.
– Nie na darmo mądrzy ludzie mówią, że nie ma przypadków i że wszystko dzieje się w najbardziej odpowiednim czasie – poważniejąc powiedział Hubert. – Moja mama zdecydowała, że wraca do Polski. Pomyślcie, akurat teraz! Przylatuje za cztery dni i tym sposobem będzie uczestniczyć w tym całym przedsięwzięciu pod tytułem spotkanie rodziny, która nic o sobie nie wiedziała.
– Moja mama całe życie chciała mieć rodzeństwo – powiedziała Bogna. – Teraz się dowie, że ma siostrę prawie, no, stryjeczną chyba.
– Przyrodnią? – zapytał Alan.
– Nie, przyrodnimi braćmi są mój dziadek Lidek i pan Horacy, stryjek Horacy, nie, dziadek stryjeczny? O matko, jakie to skomplikowane – jęknęła Bogna.
– Mów mu wuju – powiedział Hubert grubym głosem na co wszyscy roześmiali się mając jednoznaczne skojarzenie z panem Zagłobą.
– Strasznie komplikowali sobie życie nasi przodkowie takim dokładnym nazywaniem pokrewieństwa. Najlepiej jest najprościej, bo można różne gafy popełnić i mieć kłopoty – stwierdził Alan. – Na szczęście teraz się nie przywiązuje już tak wielkiej wagi do tych różnych nazwań.
– Na szczęście. Jest wiele rodzin tak zwanych patchworkowych – zauważyła Jagna. – W tym przypadku nie dojdzie się do ładu kto jest kim dla kogo i jak go nazywać.
– Właśnie, pomyślcie tylko kim byłyby dla siebie Bogna jako ta… przyrodnia kuzynka, czy coś… i Marysia, jako partnerka Huberta – kontynuował Alan.
– Żona, człowieku, przyszła żona – sprostował Hubert.
– Mówiąc szczerze wisi mi i powiewa jak się kto nazywa, ważne, żeby nam wszystkim było dobrze. Mogę być nawet świekrą – zaśmiała się Marysia.
– Racja, to przecież jest najważniejsze – przyznała Bogna. – A świekrą może kiedyś będziesz.
– Hubert, – zainteresował się Doman, – czy ty swojej mamie opowiedziałeś o tym całym pomieszaniu z poplątaniem?
– Tak, ze szczegółami i dlatego zdecydowała się przyspieszyć powrót. Poza tym chce koniecznie poznać Marysię..
– No nie wiem, może lepiej z tym zaczekać na po ślubie – zaśmiała się Jagna. – Z teściowymi różnie bywa. A po ślubie to twój ci on i żadna teściowa, czy inna świekra nie będzie ci straszna.
– Toś wykombinowała – skrzywiła się Marysia. – Nie znasz mnie? Ludożerców się nie bałam, a mamy Huberta mam się bać?
– Jak to ludożerców – niepewnie spojrzał Hubert na narzeczoną. – Czy to ja powinienem zacząć się bać?
– Hi hi, jak chcesz to się bój. Ale ja ludożercą nie jestem.
– Robiła reportaż, była na wyprawie w Nowej Gwinei – pospieszyła z wyjaśnieniem Bogna. – Genialne zdjęcia stamtąd przywiozła…
– Aha, już wiem, nagroda National Geographic, przecież wiem tylko nie skojarzyłem – uderzył się w czoło dłonią.
– Nie bij się po głowie, bo będziesz miał głupie dzieci – poradziła Jagna.
– Nie on będzie miał tylko Maryśka – zaśmiała się Bogna.
– Dajcie już spokój wygłupom i wróćmy do tematu – powiedział Doman. – Mamy tydzień na zorganizowanie spotkania. Jak to rozegramy, żeby starsi zawału z wrażenia nie dostali?
cdn.
Ale trzymasz w napięciu !!
Magduś:-) W napięciu to ja jestem i już się „odpiąć” nie potrafię 😉 Buuu….
Koligacje rodzinne są czasami bardzo skomplikowane. Mój dziadek miał dwóch braci, każdy od innej matki czy ojca, już nie pamiętam…
Co ciekawe, zawsze źle mówi się o teściowych, a synowe lub zięciowie?
Jotuś:-) Z dzieciństwa pamiętam, że na brata dziadka mówiliśmy – stryjek. Od strony babci były ciocie i wujkowie. Mama i tata byli jedynakami, więc mieli tylko cioteczne rodzeństwo, stryjeczne chyba też 🙂 Co do teściowych to z reguły o nich się źle mówi, bo są często toksycznymi osobami, co szczególnie na starość wychodzi 🙁 Chociaż moja pierwsza teściowa była bardzo dobrym człowiekiem 🙂
Bardzo się staram, żebym sama nie była paskudną teściową …
Uściski niedzielne i słoneczne♥️
O Aniu, ależ rodzinka! Stopnie pokrewieństwa to tu wyższa szkoła jazdy i bez rozrysowanego drzewa genealogicznego ani rusz;-) A do tego jeszcze piękne i oryginalne imiona:-) Marysia to twarda dziewczyna, żadna teściowa jej niestraszna!
Pozdrawiam serdecznie, przytulam i ślę moce, Aniu!
Anetko:-) Moce łapię, chwytam i nie puszczę, bo potrzebne są w ilościach niezmierzonych 🙂 Drzewo genealogiczne dziś niewiele pomoże, już nawet nie znamy nazw stopni pokrewieństwa. Najlepiej: ciocia, wujek i załatwiona sprawa szczególnie w naszych czasach, gdy życie szaleńczo pędzi do przodu, piszemy skrótami, używamy emotek zamiast długich wypowiedzi.
Co do imion to się staram, żeby w różnych powieściach się nie powtarzały, bo już sama się gubię 🙂 Zresztą moi bohaterowie żyją własnym życiem i ja nie mam nic do powiedzenia 🙂
Dziękuję kochana i przytulam mooocno ♥️
Co za ciekawa historia ,jakie będą kolejne spotkania z nowymi członkami rodziny ? Czekam na ciąg dalszy, buziaki i przytulasy Anusiu.
Uleńko:-) Już się sprężę i niedługo się wszystko wyjaśni 🙂
I dziękuję, że oglądasz filmiki na YT, zawsze mi to radość sprawia. Nie mam czasu na pisanie, ale czasem coś przy okazji nakręcę dla pamięci. Bo przecież organ nieużywany zanika i za chwilę zapomnę jak się używa różnych sprzętów łącznie z nagrywaniem i wstawianiem na kanał 😉 Buziaki kochana 🙂 ♥️
Oni wszyscy naprawdę są świetni. Rewelacyjna lektura Aniu. Nie ma to jak sympatyczni bohaterowie. Już się nie mogę doczekać tych spotkań. Mam nadzieję że mama Huberta polubi Marysię. Będzie się działo jejku. Pozdrawiam najserdeczniej Kochana ♥️
Kasiu:-) Już niedługo się wszystko wyjaśni. Zaczęłam następną część, ale życie pomieszało mi szyki i nie wiem czy kiedykolwiek pójdę dalej. Zobaczymy co czas przyniesie. Cieszę się przeogromnie, że lubisz tę moją wesołą gromadkę, bo ja też ich lubię i dlatego nie chcę się rozstawać z nimi wciąż im jakieś nowe sytuacje dając do przeżycia. Przytulam Kasieńko ♥️
Po prostu dobrze mi tu.Zatrzymałem się przy tym wpisie na dłużej. Doceniam brak zbędnych ozdobników. Są miejsca w sieci, gdzie się wraca – myślę, że właśnie tu znalazłem kolejne.