„Babie lato i kropla deszczu” – 77

Tymczasem młodzi uknuwszy spisek dopracowywali jego szczegóły.

– Pozwólmy trochę rodzicom odpocząć – powiedział Doman.

– Należy się, ostatnio babcia daje im nieźle popalić – dodała Bogna.

– Wy wiecie najlepiej – wtrącił Hubert trzymający Marysię za rękę.

– W końcu kilka dni nie sprawi różnicy skoro przez kilkadziesiąt  lat się nie znali. Niewiarygodna historia – powiedziała z zadumą Jagna.

– To może bardzo chcieliby się poznać? – zapytał  Alan.

– Przecież nic nie wiedzą o sobie. Jeszcze nie wiedzą – Marysia wyswobodziła rękę. – Na razie tylko Bogna i Hubert wiedzą, że są kuzynami. Trzymaliśmy przecież całą historię w tajemnicy, dopóki nie zyskaliśmy absolutnej pewności co do stopnia pokrewieństwa i nie zgraliśmy wszystkiego do końca.

– Maryśka, – Jagna była wyraźnie wzruszona, – Maryśka, właściwie to oni  – wskazała na „odzyskanych” kuzynów – tobie zawdzięczają rozwiązanie tej niezwykłej zagadki. Gdybyś nie pojechała wtedy na rozmowę z panem Horacym…

– Gdybyś nie zastąpiła mnie w „Filiżance”…  – uśmiechnęła się Marysia.

– Gdybyśmy nie pojechały do Szczawnicy na zimowe ferie… – dołączyła Bogna.

– Gdybyście nie spotkały na promenadzie pana Horacego… – Doman spojrzał na podekscytowaną żonę.

– Gdyby twoja mama nie znalazła zdjęcia, a mój dziadek nie pokazał mi swojej tajemniczej fotografii –  dodał Hubert

– Gdyby Hubert przed laty nie wpadł do Dunajca – zachichotała Marysia.

– Gdyby Ewa nie zjadła jabłka z zakazanego drzewa, to by z Adamem w raju zostali – wykazał się Alan.

– No, moi drodzy, jeśli dotarliśmy do czasów biblijnych, to z nami źle – zarechotał Doman. – Najwyższa pora wrócić do rzeczywistości.

– Nie na darmo mądrzy ludzie mówią, że nie ma przypadków i że wszystko dzieje się w najbardziej odpowiednim czasie – poważniejąc powiedział Hubert. – Moja mama zdecydowała, że wraca do Polski. Pomyślcie, akurat teraz! Przylatuje za cztery dni i tym sposobem będzie uczestniczyć w tym całym przedsięwzięciu pod tytułem spotkanie rodziny, która nic o sobie nie wiedziała.

– Moja mama całe życie chciała mieć rodzeństwo – powiedziała Bogna. – Teraz się dowie, że ma siostrę prawie, no, stryjeczną chyba.

– Przyrodnią? – zapytał Alan.

– Nie, przyrodnimi braćmi są mój dziadek Lidek i pan Horacy, stryjek Horacy, nie, dziadek stryjeczny? O matko, jakie to skomplikowane – jęknęła Bogna.

– Mów mu wuju – powiedział Hubert grubym głosem na co wszyscy roześmiali się mając jednoznaczne skojarzenie z panem Zagłobą.

– Strasznie komplikowali sobie życie nasi przodkowie takim dokładnym nazywaniem  pokrewieństwa. Najlepiej jest najprościej, bo można różne gafy popełnić i mieć kłopoty  – stwierdził Alan. –  Na szczęście teraz się  nie przywiązuje już tak wielkiej wagi do tych różnych nazwań.

– Na szczęście. Jest wiele rodzin tak zwanych patchworkowych  – zauważyła Jagna. – W tym przypadku nie dojdzie się do ładu kto jest kim dla kogo i jak go nazywać.

– Właśnie, pomyślcie tylko kim byłyby dla siebie Bogna jako ta… przyrodnia kuzynka, czy coś… i Marysia, jako partnerka Huberta –   kontynuował Alan.

– Żona, człowieku, przyszła żona – sprostował Hubert.

– Mówiąc szczerze wisi mi i powiewa jak się kto nazywa, ważne, żeby nam wszystkim było dobrze. Mogę być nawet świekrą – zaśmiała się Marysia.

– Racja, to przecież jest najważniejsze –  przyznała Bogna. – A świekrą może kiedyś będziesz.

– Hubert, – zainteresował się Doman, –  czy ty swojej mamie opowiedziałeś o tym całym pomieszaniu z poplątaniem?

– Tak, ze szczegółami i dlatego zdecydowała się przyspieszyć powrót. Poza tym chce koniecznie poznać Marysię..

– No nie wiem, może lepiej z tym zaczekać na po ślubie – zaśmiała się Jagna. – Z teściowymi różnie bywa. A po ślubie to twój ci on i żadna teściowa, czy inna  świekra nie będzie ci straszna.

– Toś wykombinowała – skrzywiła się Marysia. – Nie znasz mnie? Ludożerców się nie bałam, a mamy Huberta mam się bać?

– Jak to ludożerców – niepewnie spojrzał Hubert na narzeczoną. – Czy to ja powinienem zacząć się bać?

– Hi hi, jak chcesz to się bój. Ale ja ludożercą nie jestem.

– Robiła reportaż, była na wyprawie w Nowej Gwinei – pospieszyła z wyjaśnieniem Bogna. – Genialne zdjęcia stamtąd przywiozła…

– Aha, już wiem, nagroda National Geographic, przecież wiem tylko nie skojarzyłem – uderzył się w czoło dłonią.

– Nie bij się po głowie, bo będziesz miał głupie dzieci – poradziła Jagna.

– Nie on będzie miał tylko Maryśka – zaśmiała się Bogna.

– Dajcie już spokój wygłupom i wróćmy do tematu – powiedział Doman. –  Mamy tydzień na zorganizowanie spotkania. Jak to rozegramy, żeby starsi zawału z wrażenia nie dostali?

cdn.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Babie lato i kropla deszczu, Powieści. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *