30 dzień października


Dzień 30 października 2014 roku zaliczam do najszczęśliwszych dni mojego życia, był to bowiem pierwszy dzień prawdziwej wolności, czyli pierwszy dzień emerytury 😊 Po wielu koszmarnych przeżyciach (dla mnie, nadwrażliwca) w ostatnim okresie pracy, nareszcie nie musiałam tam iść. Żeby było jasne – wykonywanie swoich służbowych czynności baaardzo lubiłam, do tego stopnie, że nie wyobrażałam sobie zmiany nawet za cenę następujących potem nieprzyjemnych, trudnych sytuacji. Przeżyłam, przetrzymałam, żal pozostał o zniszczenie ośrodka kultury niegdyś prężnie działającego i zaspokajającego potrzeby ogromnej liczby mieszkańców stolicy. Skończyło się, koniec, kropka, amen. Zaczął się dla mnie nowy etap życia choć jeszcze do tej pory koszmary pracowe mi się czasem śnią, ale coraz rzadziej, tak jak matura z matematyki albo egzamin z gramatyki historycznej czy opisowej. Na szczęście budzi mnie z tego szczekanie Skitka wołającego najczęściej, że Franek przyszedł 😊 Teraz – choć czasu wciąż brak, obowiązki nowe przybyły, kondycja nie taka jak dawniej i dochodzą różne problemy dnia codziennego – jestem szczęśliwa 😊

… Franuś śpiący mi na nogach podczas rozmowy z Magdą 🙂 …

Wpisując się w trend dbania o naszą matkę Gaję (czyli Ziemię), co zresztą staram się robić codziennie w miarę swoich skromnych możliwości, zrobiłam własnoręcznie wiązankę dla siostry (oraz jej męża i teścia) wykorzystując bluszcz i gałązki tui z ogródka, piękne liście zebrane w lasku, do tego MS uciął kilka gałązek z owocami róży. Wyszła piękna i kolorowa dekoracja, sama się nie spodziewałam takiego efektu. Żartowałam, że może Lucy mi się przyśni i powie czy jej się podoba 🙃 Siostra mi się nie przyśniła, ale nocą znowu byłam w Tenczynku. To jest niesamowite uczucie. Zastanawiam się czy przypadkiem nie straszę nocami obecnych właścicieli babcinego domku 😉

… wyszła ładna i kolorowa wiązanka …

W naszym osiedlu padła propozycja, aby w halloween wywiesić jakieś dekoracje w tych domkach, do których  dzieciaki mogą przyjść po cukierki, żeby nie dzwoniły tam gdzie ich nikt nie chce. Zrobiłam więc straszydło i powieszę pod oknem przy drzwiach wejściowych. Cukierki już kupiłam, nie widzę powodu odmawiania dzieciakom odrobiny radości. Tym bardziej, że zwyczaj z dynią i świeczką w środku znam z opowiadania taty i dziadka. Na polskich wsiach był taki zwyczaj i najwyraźniej razem z emigrantami powędrował do Ameryki. Teraz stamtąd powrócił w postaci zmodyfikowanej nieco i nie rozumiem skąd tyle hałasu. To znaczy rozumiem, rzecz w objęciu „rządu dusz” w każdej dziedzinie i pod każdym względem, co ze zgrozą obserwuję w sejmie chociażby od ostatnich kilku lat, słuchając idiotyzmów nie mieszczących się w normalnej głowie, ale za to pasujących do głów wypełnionych rozpełzłą pajęczyną… Staram się „odrywać” od tego, ale nie bardzo wychodzi. Najbardziej boję się brunatnienia wokół, jestem przerażona tym, że z najdalszych kątów wyłażą zupełnie jawnie i z akceptacją widma brunatnej przeszłości, że po ulicach Warszawy znów będą maszerowały brunatne bojówki depcząc po kościach ofiar nazizmu wciąż jeszcze znajdujących się głębiej w ziemi, pod budynkami, brukiem ulic… Przecież przelana tam krew  jest i będzie…

… straszydło zrobiłam z kartek starego kalendarza 😵…

Mam marzenie, że Święto Niepodległości będziemy obchodzić radośnie i wesoło – jak choćby w Stanach – ale to tylko marzenie. Jesteśmy tak porąbaną zbiorowością, że to niemożliwe. Nie piszę „narodem”, bo do tego nam daleko. Może kiedyś, w przyszłości… ale bardzo dalekiej. Lekcji historii nie przerobiliśmy przez dziesięciolecia i nie grozi nam to na razie. Mamy wybitne jednostki, to prawda, ale one najczęściej wyjeżdżają za granicę, żeby móc działać, tworzyć, rozwijać się, tutaj zostaną utrącone, stłamszone, ukarane za inność, bo inności w żadnym wymiarze nie tolerujemy jako ta zbiorowość co ma pajęczyną mózgi powleczone… Ale marzenia są po to, żeby je mieć… No i tak to…

Trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 Responses to 30 dzień października

  1. BBM pisze:

    Aniu! Marzenia się spełniają! Nie zawsze, ale czasem… więc jest nadzieja! Zawsze jest jakaś nadzieja… Spokojnych, dobrych dni, Aniu !

  2. Ja jestem akuratnie w drugim miesiącu ciąży – w połowie czerwca powinnam urodzić sobie emeryturkę 🙂 🙂 🙂
    Szkoda, że to zmieni sytuację jedynie trochę finansowo, w sensie pracować muszę dalej, tyle że będę lepiej zarabiać… tak że ani nie próbuję myśleć o przyszłości w kategoriach „co będę robić z wolnym czasem”. W momencie, gdy zacznę mieć wolny czas, stanę się jednocześnie klientką opieki społecznej 🙂 Ale kichać na to!

    Wczoraj kolega był ostatni dzień w pracy i mówiłam mu, że zazdroszczę uczucia, jakie go ogarnie po wyjściu – że od tej pory nic nie musi. To jest taka sytuacja, której sobie na razie ani nie potrafię wyobrazić!

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Hi hi, dwa razy musiałam przeczytać początek 🙂 Widać na starość traci się umiejętność czytania ze zrozumieniem 😉
      Wolnego czasu i tak nie mam, ale ten co jest to zupełnie inaczej płynie. Oczywiście zbyt szybko, wiadomo, ale choć bardzo wcześnie wstaję to dlatego, że chcę a nie, że muszę. I z domu nie muszę wychodzić – chyba, że muszę coś załatwić, ale rzadko i nie codziennie itd. Nie lubię musieć! Jest wspaniale, a ja w ogóle nie wiem co to znaczy nudzić się, nigdy nie wiedziałam, takie zboczenie 😉

  3. jotka pisze:

    To ja tez mam takie marzenie, ale powiem Ci, że przeżyłam taki dzień Niepodległości w Poznaniu, Wielkopolanie umieją świętować, nawet drzewa na osiedlach domków były ozdobione czerwonymi kokardami. Tłumy ludzi, koncerty, grupa rekonstrukcyjna, wesoło i smacznie, bo rogali w bród!
    Mam nadzieje, że na emeryturze odżyję psychicznie i zajmę się tym, co lubię.
    Zdrówka, Aniu i dobrych dni:-)

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Aż wierzyć się nie chce, że można tak normalnie, wesoło „świątecznie świętować”. W Warszawie znów będą burdy, zniszczenie, bijatyki, chamstwo, obrzydliwe hasła – jednym słowem koszmar.
      Na wolności na pewno odżyjesz i zaczniesz naprawdę żyć. Oby zdrowie i siła były. Pogody i uśmiechu nawet w te smętne najbliższe dni 🙂

  4. Urszula97 pisze:

    Wspomnienia, pracując zastanawiałam się jak to jest ze emeryci nie mają czasu, jednak to prawda no nie ? Wiązanka Super.Co do swieta Halloween to w sumie nic nie mam tylko niech się odbywa w pewnych granicach.Mojej siostry kiedyś nie było w domu w tym dniu to jej do 2 okna jajkami pobrudzili , rzadko do mnie przychodzą.Pozdrawiam serdecznie.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Brudzenie okien to już jest chuligaństwo a nie psikus. Nie podoba mi się. U nas było w tym roku najwięcej grup, jeszcze nigdy aż tyle się nie pojawiało i to w różnym wieku. Mają dzieciaki tyle frajdy, że dlaczego im zabraniać? Muszą pomyśleć nad przebraniem, wykonać, włożyć w to wszystko sporo wysiłku i wyobraźni. Pamiętam emocje Wery kiedy jeszcze się przebierała i z koleżankami biegała, a potem było liczenie cukierków, próbowanie, opowiadanie 🙂
      Już się bałam dziś, że mi cukierków zabraknie 😉
      Ciepłe z Puchatym posyłam!

  5. Lucia pisze:

    Aniu przepiękny wpis. I wspomnieniowy i aktualny i pełen refleksji. Jak napisała u siebie Kasia „samo życie’. Całusy.

  6. Krystyna 7 8 pisze:

    Święta są od swieta, a na codzień… Czy pamiętamy. Chyba nie zawsze.

  7. Pola pisze:

    To Ty też? Myślałam, że tylko ja, skądinąd zakochana w swojej pracy, odeszłam, bo nie dało się tam wytrymać. A za mną kilka wspaniałych osób. Zostali tylko tacy, którymi można łatwo manipulować… i siedzą cicho… echhh… To historia na pisaną opowieść. Nie raz miałam ochotę zacząć… Ale to bez sensu, zapomnieć raz na zawsze, to byłoby dobrodziejstwo…
    P.S. Piękny bukiet jesienny wykreowałaś 🙂 Ściskam Cię serdecnie Anuśko!

    • anka pisze:

      Polinko:-) Ja też… a moją pracę kochałam bardzo… Cóż, życie polega na nieustannych przemianach i w końcu to do mnie dotarło. Staram się już nie myśleć, ale czasem jeszcze mi się śni…
      Jakże mi miło, że chwalisz wiązankę 🙂 Przytulanki 🙂

  8. Mysza w sieci pisze:

    Też nic nie mam do halloween, kto chce niech świętuje:) Myślałam, że Franek to tylko na jedzenie zagląda, a on jednak o wiele bardziej zaprzyjaźniony! Wiązanka wyszła bardzo ładna i w klimacie jesiennym jej do twarzy. Straszydłu też 😉 Miłej kolejnej niedzieli na wolności, ja doceniam każdy jej dzień, ale w kieraty jeszcze wrócić muszę. Uściski dla Was i serdeczności od naszej trójki:)

    • anka pisze:

      Myszko:-) Franuś to na jedzonko i na spanie przychodzi. Już zaczął okazywać wyższy stopień sympatii, bo czasem wskakuje mi na kolana. Nie na długo, ale jednak 🙂 A zasłużyć na kocią sympatię to jest coś!
      Dzieciaków było tyle po cukierki jak jeszcze nigdy, już się bałam, że słodyczy zabraknie. Może już odpuszczą, bo po 20-ej. Śmiech, przebrania fajne i dobrze, w końcu to się dzieciom po prostu należy! Wiązanka i straszydło dziękują za uznanie 🙂
      A Ty, Myszko miła, ciesz się wolnością póki możesz, a MK dzięki temu jest szczęśliwy. Serdeczności dla całej trójki 🙂

  9. zamyślona pisze:

    Do nas też przyszły poprzebierane dzieciaki. Z cukierków i ciastek, które im dałam były bardzo zadowolone. Niech się bawią i cieszą.

  10. Stokrotka pisze:

    Dopiero dzisiaj przeczytałam ten tekst Anko….
    Dużo by pisać o emeryturze która dla jednych jest wyjściem z więzienia a dla innych właśnie tym więzieniem.
    Dla mnie z pewnością jest odzyskaniem wolności…
    A jeśli chodzi o Halloween to zapukały do nas dzieci z krzykiem „Cukierek albo psikus” ale powiedziałam im z żalem przez zamknięte drzwi że w tym mieszkaniu zadomowił się Covid… więc szybciutko przeprosiły i uciekły.
    Przytulanki serdeczne na odległość 🙂

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Już trochę minęło czasu, więc niedługo będzie po kwarantannie 🙂
      Dla mnie też jest odzyskaniem wolności, żeby tak jeszcze dawną kondycję odzyskać… echhh, to byłby raj na ziemi. Ale z całą pewnością nie chciałabym być zagrożona zajściem w ciążę. I wiesz, cieszę się, ze moja młodość i „młoda dorosłość” przypadły na normalne czasy, bo tak je określę z czystym sumieniem w porównaniu z dzisiejszymi. Mimo kartek i pustych półek w sklepach. Człowieczeństwo i życzliwość były wokół, a dziś zdają się być towarem deficytowym.
      Przytulam Stokrotko 🙂

  11. L.C. pisze:

    Aniu Kochana, nie odwiedzałam stronki kila dni, ale często myślę o Tobie, a ostatnio w związku z Dniem Wszystkich Świętych była dodatkowa okazja. Ale Ty masz talenty plastyczne! super!
    Listopad daje się już we znaki, dni strasznie krótkie, chłodno rano i wieczorem, drzewa łyse. Dobrze, że słońce nie odmówiło swojego ciepła przez południe.
    Ja poszłam na emeryturę w czerwcu!!! dopiero niedawno dowiedziałam się , że to najgorszy miesiąc na takie działania. Niestety nie miał mi kto doradzić. Jak wiesz ciągle jeszcze pracuję mimo to, ale już od 1 stycznia to będzie prawdziwa emerytura i wolność. Będę umawiała pacjentów na wybrane dni, a jak będę chciała to zrobią sobie wolne, a nie praca na okrągło, bo taka umowa.
    Ściskam ciepło.T.

    • anka pisze:

      Tereniu:-) Fajnie, że zajrzałaś 🙂 Dzięki za pieskowe fotki, Twoje przystojniaki są po prostu zabójcze, o wyglądzie oczywiście myślę, hihi 😉
      Widzę, że też złożyłaś papiery jak tylko mogłaś. Skąd człowiek może wiedzieć, kiedy lepiej a kiedy gorzej odchodzić na wolność. Ja tylko patrzyłam kiedy już minie mi termin (bo wciąż go wydłużali) i nie czekałam ani chwili dłużej. Do stycznia już blisko, czas pędzi nieubłaganie. Dopiero początek tygodnia a za chwilę weekend. Zupełnie mi to nie przeszkadzałoby, gdyby nie świadomość kołacząca się z tyłu głowy, że on się kurczy a tyle jeszcze do zrobienia…
      Uściski serdeczne i głaskanki dla piesków 🙂

  12. Kasia Dudziak pisze:

    Teraz tylko mozna odpoczywac z pieknym czarnym kotem na kolanach 🙂 Moj narazie przychodzi o 5 nad ranem na mizianie jak mi sie chce lulac jeszcze. A jak mnie wyrwie ze snu to koniec. On pol dnia przesypia cwaniak. Wszystko ma w nosie ten moj kicius. Juz rok minal odkad jest z nami. Ciesze sie razem z Toba twoja emeryturka. Pozdrawiam serdecznie.

    • anka pisze:

      Kasiu:-) Franuś jest cudny tylko ożywia się w nietypowych porach. To typ włóczęgi, powsinoga – jakby moja babcia powiedziała. Wysypia się u nas albo u siebie, najczęściej u nas, bo u niego niemowlaczek widocznie mu trochę przeszkadza, hi hi Przychodzi albo wychodzi koło np. czwartej rano. O jego chęci wyjścia oznajmia Skitek 🙂 Tak więc atrakcji nie brakuje. Ale na kolana zaczął wskakiwać od niedawna, takiego zaszczytu dostąpiłam 🙂 i dumna jestem z tego 🙂 🙂 🙂
      Twój kotuś jest śliczny! Już rok? Zdawało mi się, że dopiero do Was trafił.
      Uściski serdeczne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *