Listopadowy wpis

Mamy listopad, czy nam się to podoba czy nie, jest i zostanie do swego ostatniego dnia, więc akceptuję go ze wszystkim. Nie mam innego wyjścia. Przygotowana jestem na słotę, mam książki, ciepły kocyk i kupiłam świeży imbir. Oby tylko chwile bezdeszczowe były, żeby z psami dało się wyjść.

… nasionka od Magdy, pudełeczko zrobione przez nią, uwieczniona piwonia Magdy gotowa do zawieszenia, oparta o piękność dostaną kiedyś w prezencie od znajomych …

Miałam już dawno pokazać cudny upominek od Magdy  https://pomiedzypatrzeawidze.home.blog/ , która talenty manualne ma jak mało kto, ja mogę sobie tylko pomarzyć 😢 Nigdy nie potrafiłam nawet równo nożyczkami uciąć papieru, choćbym wyraźną linię miała narysowaną, taki feler 😒 Robiłam różne rzeczy, które były/są przypisane kobietom czyli używałam szydełka, drutów, szyć mi się nawet zdarzało dla siebie i chłopców, nawet powłoczki ze zdobytego materiału (przecież w sklepach nie było) szyłam. Plotłam coś w rodzaju „makramowych koszyczków” kiedy mi zachciało się mieć w oknach wiszące doniczki z kwiatkami. Pamiętam, że koleżanka z gazet robiła kapelusze (ja tego nie umiałam), wyglądało to obłędnie, jak z plisowanego materiału, super było na lato na plażę.  Dlaczego mi się przypomniało? Rozbił się klosz od lampy i pomyślałam, że zrobię sama abażur i zaczęłam przeglądać w necie „ten temat”. Ileż tam jest różnych cudeniek,  nie do uwierzenia, że coś takiego można tworzyć, np. koszyczki, pojemniczki, nawet stojące komódki, półeczki z papieru, z gazet. Wystarczy wpisać np. wyplatanki z papierowej wikliny i można oczopląsu dostać. Nie na moją obecną cierpliwość i brak czasu to zajęcie, ale zachwyt pozostaje. Szkoda, że dawno temu nie wiedziałam, że coś takiego da się stworzyć.

Pogoda jeszcze dopisuje, spacery są przyjemnością dopóki nie pada. Można natknąć  się na różne niespodzianki. MS wypatrzył małego pełzacza (czyli coś, co pełza) leżącego bez ruchu, ja nie zauważyłam oczywiście. Jak już zobaczyłam to zanim zdążyłam zrobić zdjęcie – się ruszył i zniknął w trawie. Na pewno miał przy główce żółte plamki, czyli był to zaskroniec. Potem MS zobaczył coś leżącego bez ruchu i długiego. Ja o mało trupem ze strachu nie padłam, potwornie boję się wszystkiego co pełza (pociąg i tramwaj też budzą we mnie strach, choć już oswojony). Ponieważ od kilku dni leży to znaczy, że są to pełzacze zwłoki. I nie wiadomo co to. Zygzakowate nie jest, na żmiję chyba za długie, może to „żmij” znaczy on? Bo żmija to ona – tak mi się zdaje😏

… żmij …

W Szczawnicy spotkaliśmy padalca, pojawił się nie wiadomo skąd, ale przynajmniej dał się sfotografować.

… ten był zdecydowanie żywy, nawet bardzo 🙂 …

Z kuchennych – nie rewolucji tylko prób – mam nowy wypróbowany przepis i mogę go polecić z czystym sumieniem. Placuszki cytrynowe wyszły przepyszne, miałam składniki w domu, zrobiłam na kolację i zniknęły natychmiast, nie zdążyłam zrobić fotki. Tylko zamiast jogurtu ( nie było w lodówce) wykorzystałam śmietanę.   Przepis był ze strony https://www.o2.pl/kuchnia/prosty-przepis-na-fit-placki-cytrynowe-6700834167712704a

Wczoraj niebo wyglądało niesamowicie. Żałuję, że nie byłam na otwartej przestrzeni dopiero wtedy zdjęcia byłyby przepiękne.

… miałam wrażenie, że jestem w górach otaczających jezioro …

Dzień krótki, szybko ciemno się robi. A jak ciemno to spać mi się chce, bo ja z kurami spać bym najchętniej chodziła. Jednocześnie jestem zła, że nie mogę dłużej siedzieć w nocy, bo mi szkoda życie. Ileż jeszcze mogłabym zrobić, gdybym nie była wieczorem nieprzytomna.  Kawa nie pomaga, nawet myśli buzujące w ciągu dnia cichną… to akurat dobrze. Ileż można wytrzymać. Strach rano  włączyć tv bo znów coś…

Ucieszyłam się z projektu Jurka Owsiaka, z tego, że jednak są ludzie, którzy nie zatracili człowieczeństwa.

A Franuś ma wszystko w nosie i przychodzi ze swoim tajemniczym spojrzeniem 🙂

… jak czarna pantera …

… Franuś i pelargonia …

Kończę pierwszy listopadowy wpis i życzę Wam i sobie dobrych wiadomości. Trzymajcie się zdrowo!

 

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno, Szczawnica. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 Responses to Listopadowy wpis

  1. Niebo przepiękne! Łączę się w bólu, bo i że mnie beztalencie i prace ręczne to nie moja bajka:)

    • anka pisze:

      Piranio:-) Dawniej robótki lubiłam, teraz mi na to szkoda czasu. Tyle rzeczy jest do zrobienia i zobaczenia, a czas się kurczy. Głaskanki dla wszystkich zwierzaków 🙂 🙂 🙂

  2. to-znowu-ja pisze:

    Ja z kolei nie mam ochoty nocą kłaść się spać, ale za to rano nie można mnie dobudzić…
    Zdjęcia przepiękne. Super, że chociaż takimi widokami można się jeszcze pozachwycać!
    Dużo zdrowia!

    • anka pisze:

      To-znowu-Ty:-) Wyraźnie jesteś sową, ja skowronkiem i tego się nie da przeskoczyć. To znaczy można, tylko po co się męczyć?
      Natura nam serwuje tak piękne widoki, że słów brak i mam ochotę bezustannie uwieczniać je na zdjęciach 🙂
      Serdeczności moc posyłam !

  3. BBM pisze:

    Wiatry nie sprzyjają spokojowi. Drzewa już całkiem pozbawione liści… Smutna ta pora roku. A jeszcze pożyczyłam książkę o Polkach, które stały się ortodoksyjnymi Żydówkami /zupełnie się pogubiłam, kiedy się pisze małą a kiedy wielką literą/ i usiłuję trenować zrozumienie dla ich wyborów. Zresztą średnio mi to wychodzi…
    A plotę trzy po trzy- przepraszam. Może zwalę na listopad…
    serdeczności jesienne.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Nic nie pleciesz kochana. Jeszcze Żydówkami to małe piwo, gorzej jak stają się muzułmankami i chodzą w szmatach zakrywających twarz. Jakoś nie mogę na nie patrzeć (brak tolerancji, strach? ), mam wrażenie, że zaraz wysadzą w powietrze siebie i wszystko wokół… Tak się porobiło 🙁 A kiedyś byłam zafascynowana światem z „Baśni z 1001 nocy”. Mam książkę, którą dostałam gdy jeszcze do szkoły nie chodziłam i dziadek czytał na głos, a my z babcią słuchałyśmy z zapartym tchem…
      Nie staram się już rozumieć podobnych decyzji, o których mówisz, to są bardzo indywidualne sprawy. Motywy mogą być najprzeróżniejsze, nawet wywodzić się z przeżyć we wczesnym dzieciństwie, być rezultatem jakichś doświadczeń, przeczytanych książek, które zrobiły wrażenie. Może echem wcześniejszych wcieleń… Może to miłość? Wszystko jedno, oby znalazły szczęście i nie krzywdziły innych. To wydaje mi się najważniejsze.
      Listopad minie i będzie bliżej do wiosny 🙂 Przytulam 🙂 🙂 🙂

    • Mysza w sieci pisze:

      Listopad od siedmiu lat mocno polubiłam 🙂 W przeciwieństwie do pełzaczy. Te z daleka owszem, mogę obejrzeć, ale zdecydowanie wolę zwierzęta futerkowe i z nogami. Jak Franek 🙂 Z tą pelargonią jakże dostojnie wygląda. Taki elegancki w czarnym fraku i z kwiecistą muchą. Niebo też niesamowite. O ileż bardziej by się dało tym światem i widokami zachwycać, gdyby nie te wszystkie straszne wieści. Spokojności Aniu, uściski i dobrej nocy..

  4. jotka pisze:

    A wiesz, że brązowy cukier jest dokładnie taki sam, jak biały, tylko droższy? program taki widziałam…ale placuszki pychota!
    Listopad zaskoczył nieprzyjemnie, musimy kraść pogodne chwile, a wiatry nie dają spać.
    Aniu, nie wszyscy musimy umieć wszystko, u Ciebie i tak talentów mnóstwo, a pracowitość wzorcowa:-)

    • anka pisze:

      Jotuś:-) No co Ty! Byki są leniwe z natury, pracują zrywami jak im coś do głowy strzeli 🙂 Zawsze zazdrościłam innym systematyczności i konsekwencji. Jak mi „odwali” to mogę świat przewracać do góry nogami, ale na ogół mi się nie chce 😉 „Robiem bo muszem”, hi hi 😉
      Cukier biały użyłam, brązowy kiedyś kupowaliśmy, ale już zrezygnowaliśmy właśnie po informacji, że to jedno licho. Placuszki przepyszne, będzie powtórka. Robiłam też kombinację placków z jabłkami z białym serem. Miałam kostkę na granicy terminu ważności i wykorzystałam w ten sposób. Były rewelacyjne 🙂 W sam raz na jesienne wiatry, krótki dzień i poprawę nastroju 🙂

  5. Ewa pisze:

    Piekne zdjecia niebianskie I Franus jak gwiazda filmowa. Tylko pelzacza szkoda… Aniu, macham z Hiszpanii

    • anka pisze:

      Ewuś:-) To nareszcie jesteś w swoim żywiole 🙂 Cieplej tam niż u nas teraz? Pokaż zdjęcia, których na pewno robisz dużo. Odmachuję 🙂

  6. Urszula97 pisze:

    Zdjęcia bezcenne, cudowne.O jak mi się nie chce, dzisiaj do południa były szkodniki, ile oni mają energii, dopiero ogarnęliśmy mieszkanie i teraz dopiero mi się nic nie chce .Nauczona jestem innej soboty ale jak trzeba to trzeba póki sił starczy.Buziaki

  7. anka pisze:

    Uleńko:-) Ja mogę wszystko robić od rana. Po obiedzie i po wyjściu z psami już nic mi się nie chce. Kawa nie pomaga, chyba jakiś pawer drink kupię czy co? W każdym razie Red Bulla użyłam w Wiśle (na urlopie) i nigdzie nie poleciałam, hi hi, skrzydeł nie dodał 😉 Muszę coś innego wypróbować 😉 Buziaki!

  8. Na placuszki cytrynowe nabrałam ochoty 🙂 Tylko zawsze mam problem ze starciem skórki z cytryny – właściwie nie wiem, na których oczkach tarki się to robi?
    Też nic nie umiem zrobić TYMI RĘCAMI i ubolewam nad tym. Ludzie faktycznie potrafią cuda różne wyprodukować, a ja taka upośledzona!

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Wcale nie tarłam skórki cytrynowej tylko ją zwyczajnie drobno pokroiłam. Wycisnęłam sok po czym obkroiłam skórkę i podziabałam 😉
      Teraz już tymi ręcami nic nie zrobię, bo po pierwsze ślepa jestem, po drugie nie mam cierpliwości, po trzecie mi się nie chce. Myślę sobie jeszcze, że w młodości miałam przed sobą długą perspektywę, to mogłam robić „na zaś” różne rzeczy, teraz już szkoda czasu… Ale podziwiać u innych – jak najbardziej 🙂

  9. 7 8 Krystyna pisze:

    Piękne zdjęcia nieba, a placuszki cytrynowe muszę wypróbować. Serdeczne pozdrowienia

  10. Stokrotka pisze:

    Taki listopad z prezentami i z pięknym niebem to cudo przecudne :-))
    Najgorszy taki listopad wietrzny i deszczowy gdy nosa się nie chce spod kołderki wystawić….
    Ale słucham sobie pięknych utworów muzycznych i wspominam miłe chwile…. i jakoś daję radę :-)))

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Pewnie, że dasz radę 🙂 Wspominaj miłe chwile ale jednocześnie wyobrażaj sobie następne miłe, które przyjdą 🙂
      U mnie wiatr, mży, lecz zdążyłam z „dzieciakami” wyjść zanim zaczęło. Teraz śpią, a Franuś przyszedł rano, poszedł na swój fotel i też śpi. Zresztą wszyscy śpią i tak lubię najbardziej, to taka moja chwila 🙂 Jaguniu, wiosna coraz bliżej 🙂
      Przytulam 🙂

  11. Mo. pisze:

    Też nie lubię ciemnych dni chociaż bywają klimatyczne. Najgorzej jest w weekendy bo przez tę ciemność mam wrażenie, że jest noc i już w okolicach południa mam ochotę wskoczyć w piżamę. Kawa na mnie nie działa, piję jedną dziennie, rano, a bywają dni, że nie. Za to na herbatę muszę uważać bo uwielbiam czarną i jak wieczorem się opiję, to później nie mogę spać a co za tym idzie rano wstać.
    Piękne niebo a Franusiowi do twarzy z pelargonią.
    Moc pozdrowień.

    • anka pisze:

      Mo:-) Dokładnie mam tak samo – jak ciemno to trzeba spać i z trudem udaje się nie zasnąć 😉 Im dłuższy dzień tym dłuższa moja aktywność. Kawy piję dwie-trzy, mogłabym więcej, bo lubię. Herbatę zresztą też, ale nie pomaga nic na senność. Aa, zapomniałam, yerba mate pomaga. Muszę kupić, skończyła się i dlatego zapomniałam. Taka zwykła w torebkach, nie żeby jakieś mecyje podczas parzenia, hi hi 😉
      Franuś to przystojny facet jest i dlatego ze wszystkim mu ładnie 🙂
      Uściski!

  12. pola pisze:

    Anuśko, jakie piekne niebo uchwyciłas w kadr! Jesiennie i kolorowo, ja to lubię i już! Wiec nic mi nie wadzi…
    Placuszki świetne polecasz, jak mi przyjdzie ochota na słodkie, to sobie przypomnę…
    Żdrówka i pomyślnych dni życzę!

    • anka pisze:

      Polinko:-) Wypróbuj a nie pożałujesz, bo placuszki pyszne były.
      Do tej pory jesień była piękna, dziś już mżawka, wiatr – taki prawdziwy listopad. Cóż, jak co roku trzeba przetrwać i szukać dobrych stron. O, np wczoraj „połknęłam” po południu jedną powieść dla oderwania się od realu.
      Uściski serdeczne!

  13. Mysza w sieci pisze:

    Listopad od siedmiu lat mocno polubiłam W przeciwieństwie do pełzaczy. Te z daleka owszem, mogę obejrzeć, ale zdecydowanie wolę zwierzęta futerkowe i z nogami. Jak Franek Z tą pelargonią jakże dostojnie wygląda. Taki elegancki w czarnym fraku i z kwiecistą muchą. Niebo też niesamowite. O ileż bardziej by się dało tym światem i widokami zachwycać, gdyby nie te wszystkie straszne wieści. Spokojności Aniu, uściski i dobrej nocy..

  14. anka pisze:

    Myszko:-) Jeszcze raz urodzinowe przytulanki dla Małego Księcia 🙂 🙂 🙂 Rozumiem dlaczego od siedmiu lat lubisz listopad 🙂 Dzisiaj 4 latka kończy pierwsza wnusia Królowej Marysieńki 🙂
    Myszko kochana, wieści są straszne i to z różnych stron. Ale „… nic nie może przecież wiecznie trwać…”, czasem wystarczy jeden kamyk, żeby uruchomił lawinę…
    Ciesz się MK i nie myśl o reszcie, na którą chwilowo nie ma wpływu. Przytulam 🙂

  15. Kasia Dudziak pisze:

    Witaj Aniu listopadowo. Ostatnio byla piekna pogoda, taka wiosenna bym powiedziala. Sloneczko, wietrzyk. Ja ostatnio chorowalam wiec niewiele skorzystalam. Licze ze listopad nie bedzie tragiczny. Zdjecia nieba przeobledne, serio. Tesknie znow za Szczawnica, Beskidem Sadeckim, Pieninami. Mam nadzieje ze jeszcze w tym roku sie gdzies wybiore podreptac. Sciskam najmocniej.

    • anka pisze:

      Kasiu:-) Pogoda już się jesienna zrobiła, ale jeszcze przyjemna. Mgły, przyćmione niebo, perłowoszare poranki i dnie – takie lubię, oby nie lało, żeby psy nie mokły.
      Do Szczawnicy planujemy wiosną wyskoczyć. Ale nie wiadomo jak będzie z różnych względów, ogólno-zewnętrznych i zdrowotnych. W każdym razie już się cieszę na samą myśl 🙂 Tobie niech się uda!
      Uściski mooocne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *