Pierwsze grudniowe dni

W sobotę wieczorem (czyli 4.12) przyjechał rzetelny i sumienny pan Wojtek i założył termoregulator, który wcześniej MS kupił w hurtowni znalezionej w necie, upewniwszy się uprzednio, że takowy posiadają „na stanie”. Z kolei pan, który okazał się nie być godnym zaufania fachowcem oddał 100 zł. Niech mu tam bozia w dzieciach wynagrodzi.  Tak więc dzięki panu Wojtkowi zrobiło się ciepło. Dopóki ogrzewanie nie działało z konieczności musieliśmy się ratować przed zamarznięciem żywym ogniem, który (dopóki jest pod kontrolą) daje oprócz ciepła wspaniałe efekty wizualne.

Można powiedzieć, że właściwie życie wróciło do normy. Sprzęty działają, babcia D. nie chce zrobić tomografii, nie pamięta czemu telewizor nie działa i chwilę po kolejnym wyjaśnieniu dochodzą do głosu w chorej głowie teorie spiskowe. Normalka. Franuś przychodzi już w dobrej formie i – to nowość – po tej chorobie zaczął spać u nas na kolanach i traktować  nas jak całkiem „swoich ludzi”. Dziś też po południu przybiegł chowając się przed Puchatym, który wyraźnie nie daje mu spokoju. Takie podwórkowe walki o panowanie na terenie uznawanym przez każdego za swój. Franek – jak każdy kot – uwielbia pudełka. Nie ma większej frajdy niż wykorzystanie każdego, jakie się trafi.

… Franuś wypasiony 😀😀😀…

Ciepło w domku i przyjemnie, a jak kotuś grzeje bolące kolano to jeszcze przyjemniej 😀 W kwestii „bolenia”  poszczepiennego to go właściwie nie było, trochę oboje z MS „czuliśmy rękę” pod dotykiem, ale to się nie liczy, w niczym nie przeszkadzało.

Kolejną pizzę udało mi się sfotografować przed zniknięciem. Poprzednie były „czerwone”, bo z sosem pomidorowym. Ta była „biała” – z tuńczykiem, pieczarkami, cebulką i serem oczywiście.

… przed włożeniem do piekarnika …

… po upieczeniu, dla mnie najlepsza ze wszystkich …

Co jeszcze zrobiłam? Próbuję sobie przypomnieć, bo jak nie zapiszę to nie pamiętam, za dużo się dzieje. Aa, już wiem, upiekłam pasztet z selerów, akurat miałam 4 małe i szukałam inspiracji, kotletów mi się nie chciało smażyć. Inspirację znalazłam tu:  – https://aniagotuje.pl/przepis/pasztet-z-selera

 

To 1/3 całości, bo kiedy sobie przypomniałam o zrobieniu zdjęcia to tylko tyle zostało. Był naprawdę smaczny i nawet MS jadł 😀 sam z siebie i bez wstrętu 😀

Kupiłam imbir, pokroiłam drobno i zasypałam cukrem. Teraz jest świetny do herbaty, której już nie trzeba słodzić. Próbuję ograniczać cukier, słodzę pół łyżeczki. Całkiem bez cukru nie mogę, drapie mnie w gardle po całkowicie gorzkiej. A kiedyś słodziło się dwie łyżeczki, normalnie ulepek.

A to już grudniowe obrazki. Świt w sobotę 4 grudnia.

Po południu przez błota musieliśmy się przeprawić, żeby dojść do lasku. Nie wracaliśmy tą samą drogą do domu, żeby uniknąć powtórnej przeprawy. Spotkaliśmy takie drzewko z owocami jak maleńkie jabłuszka. Czy to rajskie jabłuszka? Nie wiem, ale śliczne 🙂

… nie wiem czy te bloki to jeszcze Piaseczno czy już Julianów …

Wczoraj o szóstej rano Skituś dostał ataku padaczki. Nie miał od marca zeszłego roku, więc długo się udało. Widać, że nie za dobrze się czuje, musi odreagować, bo taki atak kosztuje bardzo dużo energii. Dziś rano nie chciało mu się nawet wyjść, tylko do ogródka wyskoczył. Teraz śpi bidulek, oby się lepiej poczuł kochany  🐕

Pozdrawiam serdecznie  i dziękuję za odwiedziny oraz zostawienie śladu swego pobytu 🌺

Trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

47 Responses to Pierwsze grudniowe dni

  1. Ela pisze:

    Witaj Aniu. Poczytuję Cię od dawna, ale pierwszy raz piszę komentarz. Sunia córki miała ataki padaczki. Mimo leczenia poprawy nie było. Weterynarz (Kortowo w Olsztynie) powiedział, żeby spróbować olejek CBD. Mało, że obecnie bez ataków 🙂 to Mamba, jakby odmłodniała mimo prawie 14 lat. Może warto spróbować. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Elu:-) Witam Cię serdecznie w moim kąciku 🙂
      Co to za olejek? Bardzo bym chciała Skitusiowi pomóc, bo serce się kroi kiedy takie stworzonko choruje i nie bardzo wiadomo jak pomóc. Jego wet powiedział, że jak ma takie rzadkie ataki to nic nie trzeba robić, a jak się nasilą to leki się daje. Ale po lekach to już jest jakby „sztuczny”, otumaniony pies.
      Gapa ze mnie, już sprawdziłam co to za olejek 🙂 Dziękuję baaardzo i pozdrawiam serdecznie 🙂

      • anka pisze:

        Elu, jeśli możesz to powiedz jaki ten olejek (firma itd) i w jakiej ilości sunia dostaje.

        • Ela pisze:

          Aniu, olej konopny CBD 5%. Mamba jest sznaucerką miniaturą. Waży ok.6 kg, podaje się 1 (jedną kropelkę) oleju codziennie rano. Kiedyś ceregiele, jedna kropelka do buzi, 5 minut oczekiwania i dopiero karma. Teraz jedna kropelka na karmę i wystarczy. Olej, to brzmi dumnie opakowanie zawiera 10 ml preparatu. Weterynarz ostrzegał, że do czasu nasycenia organizmu może się atak pojawić. Jednak od początku kuracji nic się nie przytrafiło. Córka kupuje różnych firm. Zwykle kieruje się ceną. Zawsze jakieś ekologiczne. Ostatnio mamy cannabibox. Wpisz w wyszukiwarkę to znajdziesz do wyboru. Kuracja nie jest bardzo kosztowna. Przepraszam, że dopiero odpisuję. Wcześniej nie było mnie w domu. Jeszcze raz pozdrawiam

          • anka pisze:

            Elu, dziękuję Ci bardzo za dokładne wyjaśnienie. W ogóle za to, że podpowiedziałaś, bo nie przyszłoby mi do głowy podobne rozwiązanie. Skoro pomogło Mambie (czy była słodka jak guma do żucia stąd imię?) – i jeszcze się dowiedziałam o kolejnym przypadku – to i Skitkowi pomoże na pewno. Jeszcze raz dziękuję i serdeczności wysyłam moc!!!

          • Czarna Mamba była jedną z bohaterek filmu Tarantino „Kill Bill” 🙂

          • anka pisze:

            Czarna Mamba to też Iwona Pavlovicz (nie wiem jak się pisze), jurorka „Tańca z Gwiazdami” 😉

          • Ela pisze:

            Mamba to imię na cześć olsztynianki Iwony. Sunia w młodości była czarna jak węgiel. Imię z rodowodu jakieś nie do nazwania, coś jak Juranta albo podobnie. I była tak cmokana. Poszukiwania imienia trwały. Kiedy pierwszy raz zobaczyła sunię Kasia (przyjaciółka córki) powiedziała: czarna jak Czarna Mamba. Została tylko Mamba. Tym sposobem w Olsztynie mieszkają dwie Mamby :)) Jestem pewna, że pomoże Skitusiowi. Moim zdaniem weterynarię w Olsztynie mamy naprawdę dobrą. A ten pomysł na kurację to właśnie od wykładowcy.

          • anka pisze:

            Elu, czyli miałam dobre skojarzenie 🙂 A czy dwunożna Mamba o tym wie ? 😉
            Weterynarz tak jak lekarz – może być z prawdziwego zdarzenia, z powołania, ale też – niestety – konowałem. I oby nie trafiać na tych drugich.
            Dzięki serdeczne za wszystkie wyjaśnienia i głaskanki dla Mamby 🙂

      • Ela pisze:

        Aniu, w imieniu Mamby dziękuję 🙂 za głaskanki. Leciwa i łasa na pieszczoty. Zdarzało mi się osobiście spotkać dwunożną Mambę. Jednak nie miałam odwagi jej tego powiedzieć. Muszę (z przykrością?) stwierdzić, że na co dzień to Ona nie „wyględna”. Nie to, że brzydka, czy zaniedbana, ale umęczona na twarzy jak i my wszystkie. Makijaż bardzo skromny albo i brak. Raz pod Makro to w jakiejś sprzeczce z mężem. Niech żyje w nieświadomości 🙂 Tylko na ekranie telewizora to rakieta na co dzień kobieta +50 i tyle. I żeby nie było, że oczekuję aby celebryci po koperek chodzili w pełnym rynsztunku. Pozdrawiam

        • anka pisze:

          Każda z nas (prawie) idąc do pracy starała się jakoś wyglądać i najróżniejsze własne przeżycia ukrywać po warstwą kosmetyków… Ale na co dzień już nie czuję potrzeby bycia na „wysoki połysk”, teraz mogę bom emerytka i dobrze mi z tym 🙂 Dlatego nie dziwię się, że dwunożna Mamba wygląda jak człowiek – a nie jak przebieraniec – w normalnym życiu. Ciekawa jestem jakby zareagowała na wieść o Twojej Mambie: czy by się uśmiała (ja bym się bardzo ucieszyła), czy zrobiłaby obrażoną minę.
          Miłego wieczoru 🙂

  2. Urszula97 pisze:

    Dobrze ze juz normalnosc, ciężko bez prądu.Zdjecia przesliczne.Kul8naria wracają, czyli idzie ku lepszemu.Zdrowka dla pieska.Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Twoje dzieła pokazane to dopiero są wspaniałe. Wszystkie! Któż takie torty piękne piecze jak Ty i robi takie cudeńka z włóczki? 🙂 🙂 🙂
      Skituś dziękuje i łapką macha, hau 😉
      Uściski dla Ciebie i duuużo CiP 🙂

  3. jotka pisze:

    Aniu, u Ciebie tez grudniowy przekładaniec, bardzo sympatyczny, tylko info o piesku trochę gorzkie, ale oby już napad się nie powtórzył, szkoda zwierzaka!
    Wyobraź sobie, ze tez robiłam pizzę:-)

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Nasze życie to taki przekładaniec 😉 Taki sznurek koralików różnego koloru i wielkości… Skituś śpi, ale już w w swojej ulubionej, wygodnej pozycji, nie skulony i widać, że snem mocnym, to idzie ku lepszemu mam nadzieję.
      Pizzę robię teraz częściej, bo kupuję gotowy spód. Ale sama też mam ambicję do wprawy dojść, choć tak – jest błyskawicznie 😉

  4. ikroopka pisze:

    Herbatę od roku piję bez cukru, za to z cytryną i powiem ci, smakuje wybornie, ba, jak prze pomyłkę posłodziłam, to dopiero wtedy poczułam, jak cukier zmienia smak na …. ohydny, naprawdę:)
    Trzymam kciuki za Skitusia:)

    • anka pisze:

      Ikroopko:-) Dziękuję w imieniu Skitusia 🙂 Już lepiej ciapulek wygląda.
      Całkiem bez cukru herbaty jeszcze nie mogę. Za to zieloną, wszystkie ziołowe tak, znaczy bez cukru piję. Masz rację, za bardzo słodka jest okropna, fuj… 😉

    • Chciałabym tak umieć – bez cukru.
      A co to jest ulepek, to nie wiecie nawet 🙂
      Właściwie przez całe życie piłam z 3 łyżeczkami!
      Jakiś czas temu zeszłam do półtorej, ale znowu wróciłam do dwóch…

  5. Lucia pisze:

    Aniu współczuję tego zimną, bo wiem i znam. Najważniejsze, że już ciepelko. Skitus biedaczek a Franus przepiękny do zapakowania na Gwiazdkę.
    Pizza bianca jednym słowem była.
    Uściski

    • anka pisze:

      Luciu:-) Wiem, że znasz aż za dobrze. Zobacz, a nasze ogólne pojęcie o Italii wyklucza słowo „zimno”! A przecież starych, bardzo grubych murów nie da się ogrzać niczym wielkiego średniowiecznego zamczyska. Na samą myśl mnie trzęsie z zimna i przerażenia 😉
      Skituś już dzis skakał i szalał na spacerze, odreagował przymusowy brak sił i leżenie. A pizza była nie tylko bianca ale doskonała 😉
      Buziaki 🙂

  6. Pola pisze:

    Czuję się u Ciebie Anuś cudownie. Zjadłam kawałek pizzy, bo wege. Imbir kocham więc do herbatki nieco dodałam. Ja nie słodzę, ale jeden raz nic się nie stanie 🙂 Psy , koty i wszystkie żywe istoty uwielbiam, więc wygłaskałam, wytuliłam i wyniańczyłam 🙂 No i na koniec poszłam z Tobą na spacer w te cudne plenery przy zachodzącym słońcu. Cała przyjemność po mojej stronie! Bye! Ściskam…

    • anka pisze:

      Polinko:-) No cóż Ci mogę powiedzieć na Twe piękne słowa? Cieszę się, że byłaś, próbowałaś, kosztowałaś i towarzyszyłaś, tylko muszę Cię zmartwić, że nie zachód to był a wschód słońca 😉 Tak się najadłaś (to znaczy, że smakowało), że straciłaś rachubę czasu, hi hi 🙂 Ale jakże mi miło z tego powodu, wszak szczęśliwi czasu nie liczą!
      Uściski ślę!

  7. Mo. pisze:

    Ostatnio bezustannie myślę o tym, żeby ograniczyć cukier w herbacie ale niestety gorzka nie smakuje mi w ogóle a herbaty niestety piję dużo. Teraz również tej z cytryną, która przecież wymaga zwiększonej ilości cukru. Testowałam słodzik ale ten jego gorzki posmak wywołuje we mnie tylko jedno – chęć posłodzenia. Imbir uwielbiam, na zimę zalewam miodem.

    • anka pisze:

      Mo:-) Słodziki są szkodliwe, lepiej je omijać z daleka i nie używać. Herbaty też dużo używamy, od słodzenia dwiema łyżeczkami odzwyczajałam się stopniowo czyli bez szoku dla organizmu 😉 Pomału ograniczałam ilość cukru i to się da przeżyć. Teraz zmniejszam dalej. Z kawą było tak samo, ale czasem mam ochotę na bardzo słodką, więc sobie nie żałuję, a co!

  8. fusilla pisze:

    Trochę sobie szaleję przy herbacie, bo na zmianę piję z syropem lub miodkiem mniszkowym, galaretką z czarnego bzu lub syropem z wiśni. Ten ostatni, to rzadko – wolę zostawić do lodów! Pizza Twoja smakowita, u mnie tylko pizzerinki robią za nią, bo ile pojedyncza osoba może jeść!
    Współczuję Skitkowi, wszak to członek rodziny, o którą dba się zawsze z sercem – posmyraj go popod bródkiem proszę!
    Zdjęcia piękne! Macham serdecznie!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Takie szaleństwo to dobre szaleństwo 🙂 Czasem sobie zaparzam czarną z jakąś owocową i też mi smakuje. Pizzerinki to bardzo fajny pomysł jest jak się ma chęć przekąsić coś innego niż kanapki na przykład.
      Skitek wygłaskany i wyprzytulany serdecznie dziękuje 🙂 Już mu dzisiaj lepiej, a nawet zupełnie dobrze na szczęście.
      Odmachuję!!!

  9. BBM pisze:

    Cieszę się, że wszystko wróciło do normy. I bez tego macie dość problemów.
    Zdjęcia- bardzo sympatyczne! Uściski! :))

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Też się cieszę, jeszcze jak! W drugim zdaniu masz absolutną rację – wróżka czy jasnowidząca? 🙂 🙂 🙂
      Dziękuję i odściskuję 🙂

  10. Mysza w sieci pisze:

    Pasztet z selera! Tego jeszcze nie próbowałam :)) Ale skoro z soczewicy dało się zrobić, to i taki może być pyszny.. Cieszę się, że z powrotem macie ciepło – trzymałam kciuki. A na pizzę zrobiłaś mi ogromnego smaka. Tylko w tym moim puklocie już nie próbuję niczego upiec, w weekend zrobimy zamówienie na taki obiad. A z pieczeniem poczekam na nowy sprzęt :)) Grudzień zaczyna mrozić, trzymajcie się więc ciepło i w zdrowiu – Wy i zwierzaczki (powrotu sił dla Skitka).. Uściski serdeczne!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Naprawdę był udany, ten pasztet i wskakuje do zeszytu ze sprawdzonymi przepisami.
      Twoje kciuki na pewno pomogły, dziękuję 🙂 Pizza ostatnia dla mnie jest najpyszniejsza ze wszystkich dotychczasowych, choć wszystkie smaczne były.
      Temperatura już -6st. naprawdę zimno, czego nie lubię. Nawet bardzo 🙁
      Skitusiowi lepiej i dziękuje wszystkim za życzenia i głaskanki.
      Zdrówka i ciepełka!

  11. wilma pisze:

    Aniu, choroba czworonogiego członka rodziny jest bardzo stresująca.
    Czasem bardziej, niż choroba „normalnego” członka.
    Bo jednak zwierze nie powie co go boli i jak się czuje i nie zrozumie, ze jego złe samopoczucie jest przez chorobę, dlatego chore zwierzątka są zazwyczaj bardzo zestresowane (mam to na co dzień z Vicią).
    Niech więc Skitek wraca do sił i zapomni, przynajmniej na rok, o padaczce.
    Imbir robię podobnie jak Ty, tylko zalewam go miodem i wciskam do tego sok z cytryny.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Masz rację, kochana, absolutną rację, że takie biedne stworzonko nie powie co mu jest, trzeba się domyślać przyczyn, eliminować je, próbować przynieść ulgę co nie zawsze się od razu udaje. A wierne ślepka patrzą w człowieka jak w tęczę i czekają na pomoc. Psia miłość jest czymś tak niesamowitym, że nie pojmie nikt, kto nie czuł. Kocia też, choć inaczej okazywana i trzeba mieć tę świadomość. Ja się czuję nobilitowana faktem, że Franek zaczął mi wskakiwać na kolana (i MS też) 😉 Bo to jest tak, że pies myśli, że człowiek jest bogiem ponieważ go karmi i opiekuje się nim. A kot myśli, że to on sam jest bogiem, bo ludzie go karmią i się nim opiekują 😉
      Kocham i jedne i drugie 🙂
      Taki imbir jak zrobiłam to zalewam kilka razy zmieniając tylko torebkę z herbatą, stwierdziłąm, że da się wykorzystać kilkukrotnie.
      Uściski Wilmo serdeczne 🙂

  12. Stokrotka pisze:

    Anko – taki atak padaczki u pieseczka to nie jest nic dobrego….. obym się myliła.
    Cieszę się, że poza tym wydarzeniem z pieseczkiem wszystko u Ciebie w porządku.
    No i te zdjęcia piękne – jak zwykle.
    Serdeczności

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Takie ataki nie zdarzają mu się często. Na szczęście. Poprzedni miał półtora roku temu. Ten nie był najgorszy, bo reagujemy natychmiast i wiemy już o co chodzi. A jak pomyślę co z bidulami co domów nie mają i chorują…
      W domu najważniejsze, że już ogrzewanie działa 🙂
      Przytulanki Jaguniu 🙂

  13. L.C. pisze:

    Aniu Kochana, przeczytałam sobie hurtem kilka wpisów i serdecznie współczuję. Podoba mi się porównanie majstrów do scenki z „Dudka”. Uśmiałam się. Dwa dni temu wieczorem u nas też w połowie domu nie było prądu. Najgorsze to, że lodówka nie miała zasilania. U nas mamy Taurona. Interweniując w mojej sprawie dowiedziałam się, że prąd dochodzi wszędzie dobrze i powinnam sprawdzić jak jest u sąsiadów. Na szczęście nie wszyscy sąsiedzi są tacy jak za ścianą i po rozeznaniu ponownie wykonałam telefon i na szczęście zgłoszenie zostało przyjęte . Po jakiejś 1,5 godzinie przywrócono fazę. Dobrze, że nie był to dzień przyjęć w gabinecie. Teraz bez prądu ani rusz, internet też wtedy nie działa, a ja bez komputera i internetu nie istnieję, nawet kasę fiskalna mam już online. W telewizji oglądam głównie mecze, skoki ( ale kicha w tym roku!), stare seriale, teleturnieje, a informacje rzadko. Niepotrzebnie się stresuję. Taka moja głowa w piasek, żeby nie zwariować.
    Psiakom dużo zdrówka – takie bezbronne stworzenia zdane na nas. Pozdrawiamy ciepło – całuski.

    • anka pisze:

      Tereniu:-) Czy wiesz, że kilka nocy pod rząd śnił mi się Tenczynek, moja mama i obie babcie, czyli Twoja i moja. Ciekawe, że dziadek mi się nie śni. Pożegnałam się z nim osobiście, fizycznie i może nie ma między nami żadnych niedomówień? Przyśnił mi się tylko ten jeden raz, gdy przyjechaliśmy zaraz po wiadomości, że odszedł. Bałam się wejść do pokoju, spać poszłam do cioci Rózki. Wtedy mi się przyśnił i powiedział: „dlaczego się mnie boisz, przecież ja cię zawsze bardzo kochałem” – naprawdę tak było. Na drugi dzień byłam z nim sama w pokoju bez żadnych obiekcji, mówiłam do niego… Tak mi się jakoś przypomniało. A potem się stuknęłam w głowę, przecież był 6 grudnia! Dlatego mi się śniła mama z ciocią Władzią. Zrozumiałam. Zapaliłam świeczki na kominku dla wszystkich jak zawsze robię, gdy mam wrażenie, że tego potrzebują nasi bliscy…
      A dziś się wzięłam za przemeblowanie, świąteczne sprzątanie – nareszcie mnie naszło 🙂 Do tej pory nie byłam w stanie zmusić się do czegokolwiek, od razu na myśl o sprzątaniu brałam się za gotowanie 😉 Zimno jest, ślisko czego nienawidzę i pewnie dlatego sprzątam, żeby z domu nie wychodzić 😉 Nie ma znaczenia z jakich powodów – ważne, żeby był rezultat 🙂
      Skituś już nie pamięta, że coś mu było, szaleje na śniegu i apetytu dostał jeszcze większego niż zwykle. Wygłaszcz od ciotki Twoje śliczne piesule. Was ściskam serdecznie 🙂

  14. L.C. pisze:

    Dzięki, wygłaskałam piesiule od ciotki!
    Mnie powtarza się co jakiś czas sen o dziadkach B. W tym śnie oni są sami nieporadni, nikt ich nie odwiedza, w domu ciemno, brudno, zimno, a ja jakoś na to patrzę z boku, nie wchodzę do środka. Dziwne…
    Ale dość smutków, idzie Nowy Rok! Na pewno będzie lepszy, no bo jakże by inaczej miało być. Dni będą powoli coraz dłuższe, a i do wiosny bliżej się zrobi. Całusy.

    • anka pisze:

      Dziwny sen, faktycznie. Może we śnie powinnaś do nich wejść i zaprowadzić ich w jakieś szczęśliwe, miłe miejsce? Zdarza mi się w różnych odstępach czasu mieć jakiś sen i budzę się ze świadomością, że już to miejsce mi się kiedyś śniło, że już tam byłam. Takie cuda 😉
      W związku ze snami to Ci powiem, że Franuś przyszedł wieczorem (cudne ogromne oczy widoczne w ciemności za oknem), podjadł i ułożył się na fotelu do snu. Pewnie około 4-ej rano wyjdzie, takie ma swoje pory 🙂 Skitek czasem też korzysta dzięki czemu mogę dłużej pospać 🙂
      Uściski i dobrej nocki 🙂

  15. Eliza pisze:

    Jak w domu ciepło to i pomysły kulinarne przychodzą łatwiej. Ja imbir też robię do herbatki jeszcze dodaję miód i kurkumę, bo taka znajoma lekarka powiedziała mi że kurkuma na ten czas pandemii jest zbawieniem. Szkoda pieska że takie coś go dopadło, wiem że bardzo dbasz o zwierzaki, a jednak . Pozdrawiam cieplutko !

    • anka pisze:

      Elizo:-) Bez ciepełka w domu żyć się nie da, ręce zamarzają, a co dopiero o mózgu mówić! Myśleć się nie da, a co dopiero robić 😉 Masz rację z kurkumą. Jeszcze doczytałam, że musi być odrobina pieprzu, żeby kurkuma odpowiednio działała.
      Kocham moje psiepsioły, bo jakby inaczej? Na choroby jednak nic nie poradzisz, na szczęście ataki rzadko mu się zdarzają, może tak zostanie.
      Serdeczności posyłam 🙂

  16. Ewa pisze:

    Skitulek kochany, psiaczek biedny. Ten olejek cbd o którym pisała Ela to dobry pomysł. Znam ludzi, którzy go biorą i twierdzą, że pomaga na wszystko. Tylko ta cena, ech.
    Ściskam ciebie i twoje wszystkie stworzenia, z MS łącznie.

    • anka pisze:

      Ewuś:-) No właśnie widziałam, że jesteś tylko jeszcze nie miałam kiedy zajrzeć do Ciebie. Fajnie, że wróciłaś 🙂 Kupię Skitusiowi ten olejek, tylko nie w tej chwili. Mam nadzieję, że atak się szybko nie powtórzy.
      Wyściskani wszyscy i dziękują 🙂 Buziaki!

  17. Kasia Dudziak pisze:

    Nasza sunia tez miala padaczke. Trzeba bylo ja pilnowac, bo mocno rzucala glowa o podloge. Zawsze mialam stracha ze dostanie ataku jak bede z nia sama i ze sobie nie dam rady. Gloria byla huskym z lekka nadwaga z powodu tarczycy. Mielismy dwa husky dwanascie lat temu. Amur umarl ze starosci a Gloria dostala raka. Musielismy ja uspic zeby nie cierpiala. Mam nadzieje ze nasz kot bedzie zyl dlugo w zdrowiu. Franek jest piekny. Pozdrawiam Cie serdecznie

    • anka pisze:

      Kasiu:-) Husky są piękne (jak zresztą wszystkie psiaki), kochałaś je bardzo, prawda? Zresztą jakby mogło być inaczej. Ciekawa jestem czy Ci się kiedyś śniły. Moje wszystkie zwierzaczki zza Tęczowego Mostu są na zawsze w sercu. PO PROSTU SĄ …
      Twój Kotuś jest prześliczny, taki cudowny, jeszcze młodziutki łobuziak z pięknymi oczkami 🙂 Uściski serdeczne przesyłam i drapanki dla Lucyferka!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *