Niby zwyczajny dzień

Niby taki zwyczajny dzień. No nie, sobota, to zawsze dzień miły sercu był, nawet wtedy gdy jeszcze nie było „gierkowej soboty”. Ktoś pamięta, że pierwsze wolne od pracy soboty tak były nazywane? Wydawało mi się, że to dzień najpiękniejszy w świecie, mogłam zostać z dziećmi w domu, nadgonić tygodniowe zaległości, których się zawsze uzbierało. W końcu praca i dojazd zabierały mnóstwo czasu, metra nie było jeszcze, zakupy – do łatwych i szybkich  nie należały – robione na dodatek z myślą co też te moje Brysie w domu narobiły…  A przecież wiadomo, że chłopcy plus sąsiedzkie towarzystwo po powrocie ze szkoły to zawsze jakieś niesamowite pomysły 😊 jak choćby zbiorowe bieganie po dachu czteropiętrowego bloku czy skupianie promieni słonecznych szkłem optycznym aż do zapalenia na balkonie gazety wniesionej potem na butach do pokoju razem z płomieniem… O szkole i związanych z nią „atrakcjach” wolałabym zapomnieć, ale się nie da. Awersję do instytucji mam do dziś, szczególnie w obecnym kształcie i współczuje młodzieży z całego serca.

Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy z innego powodu – to urodziny mojego taty, zapaliłam świeczkę na kominku jak zawsze robię. Wspomnienia o tacie są tu:    http://annapisze.art/?p=2171 oraz tu:    http://annapisze.art/?p=3006

Za oknem w tej chwili świeci słońce, zimno nie jest choć wiatr jeszcze mocno wieje. Zaraz wyskoczę do Biedronki, puszki dla psiepsiołów mi się skończyły i to podstawowy zakup będzie. Wróciliśmy z łąki i śpią sobie w najlepsze po śniadanku 🙂

… gdzie może być lepiej niż tu? …

… jak mi robią fotkę wolę otworzyć oczy, tak na wszelki wypadek muszę mieć wszystko pod kontrolą 🙂 …

W ogródku ostatnie przekwitnięte marcinki wyrwałam, „panienek” nie ruszam, jeszcze kilka kwitnie. Zauważyliśmy z MS prześliczne małe ptaszki, które nasionka zajadały ze smakiem. Nie wiem kto one zacz 😉 lecz cudne. Nie udało mi się zrobić zdjęcia, nie chciałam ich płoszyć, a na zrobionych przez szybę nic nie dało się zobaczyć. Całe stadko, chyba ze 12 ich było, sfrunęły i potrafiły się utrzymać na wiotkich gałązkach kwiatków 🙂

… marcinki jeszcze pięknie kwitnące …

 

… rozchodniki , czyli pancerne kwiatki, kwitną nadal i będą sobie tak stały do wiosny, wyglądają ładnie obsypane śniegiem …

Weekend może będzie słoneczny i da się iść na dalszy spacer w ramach poprawy formy własnej i psiepsiołów. One są cudne gdy się namawiają do wspólnego działania. Spoglądają na siebie, coś sobie dają do zrozumienia po czym np. zapierają się w miejscu co oznacza „ani kroku dalej”, albo „biegniemy” 🐕🐕😁  Przed wejściem do domu sprawdzają czy nie ma w pobliżu Franka. Ponieważ było zimno i deszczowo ostatnimi czasy Franuś spędzał u nas sporo czasu i… niespodzianka, wskoczył MS na kolana i spał pełen zaufania 😍😍😍

… i jak Franusia nie kochać? 🙂 🙂 🙂 …

Spokojnego weekendu mimo wszystko i na przekór. Trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 Responses to Niby zwyczajny dzień

  1. BBM pisze:

    Ciepły, serdeczny, dobry wpis. Dziękuję! Miłego weekendu i dobrego nowego tygodnia, Aniu!

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Dla Ciebie też, kochana, spokoju i lepszych chwil, odcięcia się choć na chwilę od złych wiadomości. Uściski! I oczywiście mizianki dla Bąbelka 🙂

  2. Lucia pisze:

    Jaki śliczny jesienny ogród. A psiaki i Franus przyjacielscy wszyscy.
    Wolne soboty. To był rarytas na początku. Nawet soboty kiedy pracowało się krócej też były radością. Szybko się przyzwyczajamy do dobrego . Wolnych sobót, długich weekendów.
    Uściski Aniu.
    Wspomnienia o Tacie wzruszające.

    • anka pisze:

      Luciu:-) Sobota w ogóle była radosnym dniem, nawet jeszcze w czasach szkolnych, bo zawsze było mniej lekcji więc powód do radości 🙂
      Dziękuję Luciu. Uściski 🙂

  3. Urszula97 pisze:

    Oczywiście pamiętam te soboty, nawet radość była przy sobotach 6 godzinnych.Przedszkole było na moim podwórku i dzieci w soboty też chodziły
    Było to przedszkole zakładowe.Pieski cudne a kotek zaskoczył.Pozdrawiam ,milego weekendu.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Każdy krótszy dzień pracy/szkoły był powodem do radości 🙂 Wesoło miałaś mieszkając koło przedszkola i pewnie głośno. Ale dzieciaki są cudowne zawsze 🙂
      Serdeczności posyłam!

  4. Krystyna 7 8 pisze:

    Oh Aniu sobota-niedziela są ważne w życiu każdego człowieka, każdej rodziny. Wtedy wszystko inaczej się dzieje, nie trzeba nic załatwiać, nigdzie nie można chodzić. Odkrywa się na nowo siebie i swoją rodzinę. Pozdrawiam

  5. Mysza w sieci pisze:

    Te rozchodniki muszę Zosi polecić do ogródka. Psiepsioły (i Franka – jak się da) wyściskaj od nas mocno, u Was mają raj.. :)) Życzenia za Tęczowy Most wysyłam, a dla Was spokojnej niedzieli życzę:)

    • anka pisze:

      Myszko:-) Rozchodniki są o tyle wygodne w użyciu, że wbrew nazwie się nie rozłażą na boki tylko siedzą tam gdzie im się każe 🙂
      Szila i Skitek po spacerku i śniadanku zapadły w drzemkę, Franka dziś nie było jeszcze, nockę widocznie spędził u siebie, a Puchaty już na czatuje obok jego domu. Widziałam idąc na łąkę z psiepsiołkami. Często Franuś korzysta z naszej ochrony chowając się za psiaki i maszeruje wtedy do nas oglądając się za siebie. Zupełnie jakby chciał rywalowi powiedzieć: „spróbuj mnie teraz zaczepić, no, spróbuj!” 🙂
      Dziękuję najserdeczniej za życzenia wysłane za Tęczowy Most… Przytulam 🙂

  6. Stokrotka pisze:

    Takie dni pełne wspomnień są jednocześnie i piękne i … smutne…
    I ja zawsze lubiłam sobotę i to bardziej niż niedzielę….
    I doskonale pamiętam te soboty o których piszesz…
    Pięknej niedzieli Anko….:-)

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) I … pełne tęsknoty…
      Niedzielę lubiłam tylko do obiadu. Potem już myślami do szkoły/pracy biegłam, czyli do poniedziałku i tego co mnie czeka. A przecież „jak ja nie lubię poniedziałku”! Tzn. nie lubiłam, teraz wystarczy sobie uświadomić, że już nie muszę nigdzie …. i od razu lepiej.
      Serdeczności i dużo Ciepłego z Puchatym 🙂

  7. jotka pisze:

    Aniu, tez pamiętam ten zwariowany cykl, z sobotą łącznie, a czasami praca jeszcze w domu. Ciągle kogoś wspominamy, a z upływem czasu do wspominania jest coraz więcej .
    Wczorajszą sobotę spędziliśmy aktywnie w miłym towarzystwie i od razu humor lepszy na cały tydzień, który nie będzie zawodowo łatwy.
    Miłych spacerów, Aniu 🙂

  8. Mo. pisze:

    Pracuję w hotelu i tam obowiązuje siedmiodniowy tydzień pracy zatem bywa, że sobotę mam w poniedziałek a we wtorek niedzielę :). Ten weekend sobota i niedziela jak u wszystkich. Wszystkie kochane i mające szczęśliwe domy psy i koty przez całe życie mają soboty :). Serdeczności.

    • Mo. pisze:

      I nawet mi się rymło na koniec 🙂

      • anka pisze:

        Mo:-) Fajnie się rymło 🙂
        Taka sobota w poniedziałek też dobra, bo 1. poniedziałek z reguły jest trudny, 2. można załatwić różne sprawy, na które nie ma czasu w tygodniu. Zwierzaczkom domy się należą i kochające rodziny też. Zresztą tak samo jak dzieciom, miejsce dzieci nie jest w lesie …
        Uściski 🙂

  9. L.C. pisze:

    Aniu,
    zawsze dobrze zaglądnąć na twojego bloga. Podobne mamy przemyślenia, no to przecież lata 50-te ubiegłego wieku się kłaniają. Zawsze ciarki mnie przechodzą, gdy słyszę ten „ubiegły wiek”. Sobota była słoneczna, zwłaszcza, że spędziliśmy ją na Podlesiu, gdzie zwykle jest pogodniej, a i niedziela była ciepła, tak więc życzenia miłego weekendu spełniły się co do joty. Teraz pozostaje mi życzyć spokojnego zdrowego tygodnia i do kolejnej soboty! Szkoda, że straszą oziębieniem. Całusy dla całej ferajny- człowieczej i zwierzęcej. Chociaż patrząc na nasze zwierzaki, to czasami one mają więcej cech ludzkich, niż ci co tak się zwą.

    • anka pisze:

      Legendarna:-) Moja kochana 🙂 Nie da się ukryć, że ten „zeszły wiek” brzmi strasznie. Ale pocieszmy się, że my z drugiej połowy, hi hi 😉 Dziadkowie to jeszcze z XIX wieku! A wszystko wydaje się tak blisko, niedawno, właściwie przed chwilą…
      Fajnie, że pogoda się trafiła Wam dobra. Dziś rano już czułam wręcz mroźne powietrze gdy wyszłam z psiepsiołami. Za to niebo było przepiękne o wschodzie. „Dzieciaki” zapadły w drzemkę, Franuś też się grzeje na ciepłej podłodze 🙂
      Wieczorem oglądałam wstrząsający reportaż znad granicy… masz rację, że nasze psiaki lepsze od wielu ludzi, którym tego człowieczeństwa wyraźnie brakuje. Co innego wykonywać obowiązki, a zupełnie co innego z własnej woli i chęci dokładać od siebie… i jeszcze atakować tych, co tego człowieczeństwa w sobie znaleźli tyle, by pomagać.
      Przytulanki dla Was wszystkich, zdrowia i pogody 🙂

  10. kacper137 pisze:

    ja już troche zapomniałem czym jest sobota. każdy dzień wygląda u mnie podobnie. szczęście w nieszczęsciu jestem na rencie. musiałem nauczyć się siedzieć w domu. i co? poza rozrywkami potrzebuje rozwoju. i pracuje nad sobą na różne sposoby. jednymz nich jest blogowanie.

    • anka pisze:

      Kacprze:-) Rozwój i praca nad nim to chyba najważniejsze co możemy robić. To praca nad sobą i dla siebie, coś co zabieramy ze sobą zawsze i wszędzie. Powodzenia Ci życzę. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *