„Widocznie tak miało być” – 65

Przygotowując mieszkanie, a właściwie duży pokój, na przyjęcie maleństwa, Aldona przeglądała swoje rzeczy. Sprawdzała czego mogłaby się jeszcze pozbyć, bo miejsca wciąż brakowało po rozplanowaniu gdzie stanie łóżeczko, gdzie szafeczka z ubrankami i przyborami dziecka. Wiadomo, że w początkowym okresie maleńka i jej „dobytek” zdominują całą przestrzeń. Podczas owych czynności trafiła na zeszyt ze swoimi zapiskami, które robiła, kiedy rozum zaczął się jej mącić – tak przynajmniej wtedy myślała – po powrocie Agaty. Otworzyła na chybił trafił i czytała wracając w przeszłość tak nieodległą, a wydającą się być wiekiem całym, podczas którego ona, Aldona, stała się zupełnie innym człowiekiem. 

W listopadzie –

   Kochany. Nie mogę znieść myśli, że jesteś z Agatą, oddychasz tym samym powietrzem, jesz (rakotwórcze) potrawy przygotowane jej ręką (może nawet dosypie Ci kiedyś trucizny), śpisz z nią albo obok niej, jeden diabeł – to ponad moje siły. Do tego dochodzi świadomość, że nie widzisz jej fałszu, jej gry. Nie widzisz, że wszystkie słowa i poczynania są obliczone na efekt – jeden jedyny: utrzymać Cię dla pieniędzy tak długo, jak długo się da, a potem wykończyć, gdy już nie będziesz potrzebny. Nie musi od razu posunąć się do morderstwa, o nie. Wystarczy, że zabierze Ci Biedroneczkę i nigdy więcej dziecka nie zobaczysz. Wymyślam? Może i tak, ale jestem święcie przekonana, że ona jest gotowa na wszystko, byle dopiąć swego.    Nie zrozumiesz tego, co ja czuję. Nie uwierzyłbyś w to, o czym myślę. Jesteś na to zbyt szlachetny, uczciwy, prawdomówny i prostolinijny. Nie przyjdzie Ci do głowy, że ktoś może być do tego stopnia podły i fałszywy jak ja myślę, że jest. 

W  styczniu-

   Sergiuszu, nie chcesz dać sobie pomóc. Wszystko chcesz zrobić sam, sam się upić, sam rozwiązać, sam wyjechać, sam, sam, sam! Nie chcesz pomocy, nie potrzebujesz pocieszania. Już drugi raz mi to mówisz. A może tym razem to ja potrzebuję pocieszenia bardziej niż Ty? Może nikt nie był z Tobą dla Ciebie samego, ale dla pieniędzy, albo z innych powodów. Nie wiesz, że dla mnie największą wartością jesteś Ty sam?    Każde spotkanie z Tobą, rozmowa – jest, pozostaje, żyje we mnie bardzo długo, a z każdym innym – jest gdy trwa, potem znika i nie ma nic. 

W lutym-

   Oto za drzwiami pokoju, w którym przebywam, biegają i hałasują moje dzieci. Leją wodę, bo bawią się, że jest lany poniedziałek. To istoty przeze mnie urodzone, jak to się kiedyś mówiło: kość z kości, ciało z ciała i krew z krwi mojej, ale zupełnie różne, inne, odrębne. Żyją własnym życiem i każda ma swoją duszę, swój świat myśli i uczuć.

   Oto w pokoju, w którym przebywam są jeszcze inne stworzenia: sunia śpi rozciągnięta na dywanie, na wersalce zwinięta w kłębek kotka mruczy głośno z zadowolenia, gdy na nią spojrzę. Na poduszce, na parapecie Maciuś leniwie obserwuje coś za oknem.

   Oto wreszcie ja sama. Kim jestem? Dlaczego nie potrafię już cieszyć się tym, co zostało mi dane? Jestem jakby połową siebie odkąd odkryłam, że tę drugą połowę stanowisz Ty. Nie mam jednej chwili spokoju, toczę bezustanną walkę, walkę o Ciebie ze sobą… a właściwie… przestałam ją toczyć.  Pogodziłam się z tym uczuciem, które rozpaliło się równym, mocnym płomieniem.  Z całą świadomością mogę mówić „kocham”, choć od Ciebie już tego może nie usłyszę nigdy, a może za długi, długi czas.

   Nie mogę Ci powiedzieć wielu rzeczy, o których wiem, i które mogłyby całą sytuację przedstawić Twoim oczom we właściwym świetle. Mógłbyś to potraktować jako próbę odniesienia przeze mnie zwycięstwa chwytami poniżej pasa. Nie mogę pozwolić, byś uważał mnie za gorszą niż jestem naprawdę. Sam musisz do wszystkiego dojść. Będzie trwało dłużej, będzie kosztowało wiele nas oboje, ale wreszcie kiedy pojmiesz, zrozumiesz, odczujesz sam to, o czym ja wiem teraz i już nic i nikt nie będzie w stanie nam przeszkodzić.

   W duszy toczę walkę jeszcze z czym innym, próbuję nie chcieć uczynić niczego złego. A dobrze wiem, że chciałabym. Próbuję to zwalczyć lecz za chwilę znów łapię się na uczuciu nienawiści i myślach o wszystkim, co mogłoby się jej przytrafić. Tłumię je w sobie, wmawiam, że już ich nie ma, bo nie ma prawa być, ale są, po chwili znów wyłażą i zadręczają mnie.

   Przez taki długi czas koncentrowałam się na Tobie i Tobie przesyłałam energię, dobre życzenia i myśli, żebyś był zdrowy i czuł się lepiej. Teraz nie mam już siły. Zaślepia mnie nienawiść. Do niej oczywiście. Nie mogę się tego pozbyć. Co mam zrobić? Siedzę pozornie spokojnie przy stole, wewnątrz kłębi się wszystko, co tylko człowiekowi kłębić się może w głowie.    Chcę, żeby jej się coś stało, a ja nie chcę tego chcieć! Jak to zwalczyć? Jak  rozwiązać? Co ja mam robić??? 

W  marcu-

   Kochanie, nikt nie wie, nawet Ty sam, że uratowałeś mi życie. Nawet dwa razy. W jaki sposób? Pierwszy raz po awanturze z Agatą. Zadzwoniłeś do mnie, pamiętasz? Pewnie nie pamiętasz. W sobotę, to była robocza sobota. Byłam przekonana, że nigdy się do mnie nie odezwiesz, bo może Agata ma rację, może to prawda, że ci się narzucam, choć do tej pory niczego podobnego nie zauważyłam. Usłyszałam Twój głos, a byłam do tego stopnia przerażona i zrozpaczona, że chciałam odebrać sobie życie. Przestałam myśleć o dziewczynkach, wyobrażasz sobie? Było mi wszystko jedno co się z nimi stanie! Jakby jakiś diabelski szept dyktował mi co mam zrobić. Usłyszałam Twój głos mówiący: czekaj na mnie Wiewióreczko. Wyraźnie usłyszałam. A potem zadzwoniłeś –  to był ten drugi raz – i powiedziałeś, że nic się nie zmieniło w Twoim stosunku do mnie, że wszystko się ułoży. Sam jeszcze nie wiesz jak, ale na pewno dobrze. Otrząsnęłam się i postanowiłam, że nie dam się, bez względu na wszystko żadnej głupoty więcej nie zrobię, bo życie może przynieść jeszcze wiele niespodzianek.

  Jeszcze w  marcu-

   No nie wytrzymam! Ta cholera miała czelność zadzwonić do mnie do pracy z przypomnieniem, że z Sergiuszem wolno mi się tylko przez nią kontaktować! Właściwie powinnam się odgryźć, że ktoś, kto mając męża spotyka się z gachem nie powinien zabierać głosu w pewnych sprawach. Ale tylko stwierdziłam, że się myli.    – Wcale ci nie wierzę – usłyszałam.    – A to już jest twoja sprawa – odłożyłam słuchawkę.    Dobrze, że wreszcie przestałam się bać. Muszę się wziąć w garść. Poza tym – ja nikogo nie oszukuję. 

Jeszcze w marcu-

   Słuchaj skarbie, potrzebne mi jest poczucie pewności, świadomość, że jeśli ja myślę co zrobić,  żeby się z Tobą spotkać, to Ty myślisz o tym samym. Że jeśli ja uwzględniam Cię w moich planach, w moim życiu – Ty robisz to samo. Potrzebuję partnera, a nie despoty czy księcia pozwalającego się łaskawie uwielbiać.  

A to było wcześniej, w październiku zeszłego roku–

   Z niechęcią myślę o konieczności pójścia do pracy. I w żadnym wypadku nie chodzi o wykonywanie tak zwanych czynności służbowych, bo je lubię. Lubię wchodzić rano do budynku i czuję się wspaniale dopóki nikogo nie ma. W miarę przychodzenia różnych – mówiąc delikatnie – postaci, humor mi się psuje.

   Cóż poradzę na to, że teraz z pracą kojarzy mi się cierpienie, uczucie krzywdy i poniżania. Wiem, wiem, nie powinnam już o tym myśleć, było, minęło, tylko… jak zapomnieć, że zabrano mi mój etat i sporo pieniędzy straciłam w związku z tym? Mimo, że jestem samotną matką, wdową  z dwójką dzieci na utrzymaniu? W żaden sposób nie mogę teraz związać końca z końcem. Pensji i renty starcza na opłaty świadczeń, bilety miesięczne i tydzień życia. Przez pozostałą część miesiąca staję na głowie, żeby nakarmić całą domową  gromadkę. Przecież nikomu się nie przyznam, że sama czasem zjadam jeden normalny  posiłek dziennie, bo jak patrzę na chleb z margaryną, który miałabym zjeść po raz kolejny, to mi się robi niedobrze, dostaję mdłości. Często jedynym pożywieniem jakie jadam w pracy są drożdżówki albo inne słodycze kupowane z jakiejś tam okazji przez koleżanki czy kolegów. Staram się nie patrzyć jak inni jedzą śniadanie wyjmując kanapki przyniesione z domu, albo kupują w bufecie pachnące dania w rodzaju fasolki po bretońsku, sałatki i innych smakowitości. W takiej sytuacji nieraz musiałam wstać i wyjść pod jakimś pretekstem, bo usta miałam pełne śliny.    Wszystko nic, przeżyłam. Najgorsza była sytuacja, kiedy ktoś robił uwagi.    – Mogłabyś się wreszcie przestać odchudzać, wyglądasz już jakbyś wyszła z Oświęcimia – słyszałam nie jeden raz.    – Dlaczego nie jesz? Nie masz apetytu? – wiem przecież, że to wyraz troski i wtedy bywa jeszcze trudniej.    Nikomu nie przyjdzie do głowy, że dostaję skurczy z głodu, że mam boleści,  zadają takie i podobne pytania pakując do ust kolejną kanapkę z wędliną. Widocznie niezła ze mnie aktorka. 

W kwietniu-

   Przypomniało mi się jedno z ostatnich spotkań z Sergiuszem. To nie było normalne zachowanie z jego strony. Gwałtownie zmieniał mu się nastrój. Zasypywał mnie gradem pocałunków, by zaraz ode mnie się odsunąć. Chodził szybkimi krokami jak tygrys w klatce, po czym tulił w ramionach jakby nie dał mi odejść na chwilę, żebym nie zniknęła. Wyglądał niczym tonący chwytający się brzytwy. Na koniec powiedział: wszystko będzie tak jak miało być, nikt mi w tym nie przeszkodzi.

   Raz tylko mu się wyrwało, że czuje się jak ten, co znalazł się pod wozem i ma koła na wysokości szyi.

 W  maju-

  Jak się już pamiętnikowi zwierzam, żeby nie oszaleć, to jeszcze coś mam ciekawego. Przekonałam się, że jeżeli ktoś wykonuje cały zakres obowiązków i polecenia szefa, to dostanie po głowie i dodatkową działkę do obrobienia. Naprawdę. Natomiast osoba nie wykonująca obowiązków ani poleceń jest chwalona, chodzi dumna i blada otwierając buzię na szerokość wrót od średniej wielkości stodoły, jeśli miałaby się splamić zrobieniem czegokolwiek, co nie jest związane z plotkowaniem, chichotaniem, kręceniem pupą i wrzaskami papugi próbującej zwrócić na siebie uwagę płci przeciwnej.    Co będę ukrywać, przecież wiadomo, że ostatnie uwagi dotyczą mojej ”ulubionej”  koleżanki. Greta jest po prostu koszmarna. Że też akurat do mnie musiała trafić. 

W  czerwcu

   Tereska to ma dobrze. Już nie ma żadnych szefów nad sobą, sama musi pilnować spraw, to fakt, ale wolałabym być na jej miejscu. Dziś zostałam sama na piętrze i miałam stracha. Co za głupota, od razu zaczęłam się bać. Drzwi trzaskały nie otwierając się. To przez przeciąg, wiem przecież, ale na każdy odgłos podnosiłam głowę. A potem zadzwonił telefon…

No i się skończyła bajka. Powiedziałam Sergiuszowi, że mam dość zawieszenia w powietrzu, niepewności, kombinowania, kręcenia, niezdecydowania i traktowania mnie jakbym była niedorozwinięta umysłowo i niczego nie potrafiła zrozumieć z tego, co pan i władca robi. A robi same durnoty właśnie dlatego, że nie chce nikogo słuchać. Dlatego od dziś zaczynam samodzielne życie, bez oglądania się na jakiegokolwiek faceta, bo oni zamiast mózgów mają co innego. W większości przypadków. Nie pozwolę, żeby ktoś mi chodził po głowie ani jeździł jak na łysej kobyle, czy po łysej kobyle, wszystko jedno jak to się mówi Nie pozwolę. Howgh!!! 

Jeszcze w czerwcu-

   Nic nie poradzę na to, że każdego ranka jesteś moją pierwszą myślą, a każdego wieczora – ostatnią. Tak będzie zawsze, bo myśląc o malutkiej będę myśleć jednocześnie o Tobie i to się nie zmieni. Moja miłość nie należy do uczuć, które przychodzą i odchodzą, ale jest stała aż do śmierci i dalej, bo malutka połączyła nas nierozerwalną nicią.

   Chciałabym, żebyś wiedział, że chcę być Twoim odpoczynkiem i wytchnieniem, by myśl o mojej miłości niosła Ci spokój i ukojenie, poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że w każdej chwili i sytuacji możesz na mnie liczyć. I, że masz dla kogo żyć nawet jeśli myślisz, że jest inaczej.   

Z zadumą czytała, spoglądała  z zewnątrz na siebie taką, jaką była wtedy. Sytuacja zmieniła się, ona sama się zmieniła, dorosła, dojrzała – jeśli o czymś podobnym można mówić w odniesieniu do kobiety w jej wieku.  Najpierw jawiła się z kartek istota przerażona, zastraszona, niepewna, nieszczęśliwa, nie potrafiąca znaleźć sobie miejsca w nowym układzie. Stopniowo zmieniała się w osobę pewną siebie, mimo iż na zewnątrz na korzyść nic się nie zmieniło. To ona wykonała olbrzymią pracę nad sobą, uczyła się panować nad myślami i emocjami. Dotyczyło to i spraw osobistych, i sytuacji w pracy. Patrząc z boku stwierdziła, że może być z siebie dumna. Tych kilka zapisków było streszczeniem ostatniego roku w jej życiu.

cdn.

Zaszufladkowano do kategorii Powieści, Widocznie tak miało być | 20 komentarzy

Piątkowy wieczór- ostatni w styczniu 2022!

Tak szybko zleciało, że już koniec stycznia! Powtarzam wciąż, że to normalne nie jest i  jakim cudem, skoro dopiero witaliśmy Nowy Rok? Mam wrażenie, że ziemia kręci się dwa razy szybciej niż dawniej…

Nie sprawia mi już żadnego problemu przygotowanie posiłku wegetariańskiego. To co wymyślę konsumują pozostali domownicy,  MS nawet chwali niektóre „wyczyny” i zajada z przyjemnością, co ja z jeszcze większą (przyjemnością) obserwuję. Nareszcie wiem co lubię robić  poza czytaniem i pisaniem – lubię karmić ludzi 😊 Sprawia mi radość, że komuś smakuje naprawdę, bez udawania. Babcia D. nic nie mówi, ale je. Na razie skończyły się problemy z jedzeniem. Zaczęły się inne, cóż tak musi być. Przestawiła sobie dobę już chyba na amen. W nocy buszuje po domu zaś w dzień odsypia. Biedny MS też nie dosypia w związku z tym, że babci D. trzeba pilnować. A to woda się leje, a to światło świeci, a to lodówka się otwiera i trzeba psiepsioły ratować przed dodatkowym karmieniem i to  produktami dla nich szkodliwymi (np. czekolada, rodzynki) zagrażającymi zdrowiu lub życiu nawet. Całe szczęście, że gazu nie mamy a płyta ma zabezpieczenie jak przed dziećmi i da się ją zablokować. W dzień to ja pilnować mogę, ale nocą mnie nie ma, nie potrafię nie zasnąć, nie nadaję się więc na wartownika ani innego nocnego pilnowacza 😒

Kupiłam do spróbowania vege produkty i muszę przyznać, że są smaczne, niektóre wręcz pyszne. Nie jest to oczywiście żadna reklama, dzielę się tylko własnymi odczuciami i doświadczeniami, które nie muszą być tożsame z wrażeniami innych.

… o siostrach oglądałam reportaż w tv jakiś czas temu, toteż gdy zobaczyłam serki w Biedronce kupiłam dla spróbowania, smaczne …

Zrobiłam kotlety z resztki kaszy gryczanej, marchewki utartej na dużych oczkach i podduszonej, namoczonych w bulionie płatków owsianych, cebulki, trochę mąki kukurydzianej do tego dałam, trochę pszennej pełnoziarnistej, znalazłam resztkę płatków jaglanych i też wsypałam, jeszcze  jajko doszło, bułka tarta i plasterki dwa sera żółtego. Z przypraw – sól, pieprz, czosnek, bazylia, cząber, estragon, czyli co mi wpadło w ręce bo to była wielka improwizacja jak zresztą wszystko co przygotowuję. Uformowałam kotleciki, usmażyłam i super wyszły. Aha, podpatrzyłam gdzieś i do masy na kotlety wlewam troszkę oleju. Taka masa fajniej się „modeluje” i smaży też. Wniosek jest jeden – należy zrobić przegląd lodówki, szafek z artykułami spożywczymi i wszelkie resztki wykorzystać do zrobienia obiadu lub kolacji. Korzyść podwójna – nic się nie marnuje a satysfakcja jaka!

… MS też je zjada na kolację w postaci „burgerów” z dodatkami, czyli sałatą, paprykę, ketchupem, musztardą, a Mały śmieje się, że dodatki są po to, by zabić smak „burgerów” 😁😁😁 …

… na obiad były z kolorową sałatką i smakowały wspaniale podsmażone na maśle klarowanym …

Dom i kuchnia to ja, cieszy mnie każdy drobiazg do domu kupiony. Nie posiadałam się więc z radości gdy nabyłam rondeleczek i patelenkę, śliczne i bardzo potrzebne, stare się zużyły, a duże są po prostu za duże w niektórych przypadkach 😊 Nic mnie tak nie uraduje jak jakaś nowa rzecz do domu, naprawdę 🙃

… cieszę się jak głupia …

… od razu jajecznicę sobie usmażyłam 😀 żeby sprawdzić czy dobrze działa i jest ok …

Podzielę się jeszcze smarowidełkiem do chleba, to znaczy sposobem zrobienia i zdjęciem, bo samego zostało troszkę na dnie słoika, czyli dobre wyszło 😀 Pokroiłam 3 cebule w paski, poddusiłam na patelni, dodałam utarte 2 jabłka, fasolkę z puszki (nie miałam ugotowanej) rozgniecioną tłuczkiem do ziemniaków, suszone śliwki pokrojone, sól, pieprz i dużo majeranku.

… wyszedł pełen słoik i trochę w miseczce …

Dziś – choć wiało niemiłosiernie – poszliśmy do lasku po południu, żeby psiepsioły mogły trochę pobiegać. Pstryknęłam jeszcze dwie fotki zwalonych brzóz, poprzednio ich nie pokazałam. Jedna oparła się na siatce ogrodzeniowej i żeby przejść dalej trzeba się schylić i przecisnąć pod nią. Dobra gimnastyka.

Jeśli myślicie, że ja pisałam dzisiejszy tekst, to jesteście w błędzie. Niestety, wydało się kto pracuje przy Lapku, nie da się już dłużej ukrywać 😀😀😀

… to jest kot, który czyta 😉 …

Bez względu na wszystko spokojnego weekendu i trzymajcie się zdrowo!

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 27 komentarzy

Zniszczenia

Wichura zniszczyła nasz mały przyosiedlowy  lasek. Coś okropnego, żeby takie duże, stare drzewa łamać, wyrywać z korzeniami, ukręcać! Już wiem dlaczego nie lubię wyjącego wiatru  😢😢😢

Z drugiej strony – Matka Natura pokazała człowiekowi co o nim myśli nic sobie z niego nie robiąc. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie…  Człowiek niszczy i dewastuje planetę.  Część dwunożnych istot się przebudziła, zrozumiała i chce ratować nas, naszą przyszłość, Ziemię Gaję  dla następnych pokoleń. Duża część, niestety, nie jest w stanie tego pojąć i niszczy dalej.  Samych siebie też niszczy chociażby rozsiewając zarazę po pierwsze, a po drugie – nie chcąc się szczepić i zabierając miejsca w szpitalach innym chorym, skazując ich tym samym na śmierć.

Ponury obraz powalonych drzew – mimo pięknej słonecznej pogody – przywołuje gorzkie myśli.  Ale nie dajmy się czarnowidztwu, wystarczy już czarne-go koloru w różnych miejscach. Pamiętacie piosenkę Gawędy  „Czarne wrony czarno kraczą…”? A więc na przekór  „…w kolory grajmy dziś”    💗💚💜💛💙

Dobrego tygodnia i trzymajcie się zdrowo!

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Piaseczno | 28 komentarzy

Okulary 👓

Do czego potrzebne

Są okulary

Do patrzenia w dal

Do czytania książek

Do oglądania tv

Choć czasem lepiej

Nie wiedzieć

Tego co widać

Do szukania papierów

Dokumentów zapisków

Ale do szukania

Wczorajszego dnia

Już nie są przydatne

Do robienia zakupów

Przecież trzeba widzieć

Co się wkłada do koszyka

A najpierw przeczytać skład

Tyle trucizny wszędzie

Choć może lepiej nie wiedzieć

Ogólnie rzecz biorąc

Okulary to przyjaciele

Poza jednym przypadkiem

Nie nadają się

Do patrzenia w lustro

Pokazują mi jakąś

Obcą starszą kobietę

Podobną do mamy

Siostry trochę do babci

Zupełnie nie przypominającą mnie

Nie lubię jej

Nie podoba mi się

Ona mnie przedrzeźnia

Mruga kiedy ja mrugam

Robi miny zupełnie jak ja

Porusza głową

W tym samym momencie

W którym ja głową poruszam

Przegoniła z lustra

Mnie prawdziwą

Gdy podchodzę bez okularów

Znowu widzę siebie

Tamta znika…

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, wierszydełka | 28 komentarzy

Połowa stycznia 2022

Jakim cudem już jest połowa stycznia – naprawdę nie wiem. Przecież nie przespałam tych dwóch tygodni. Wciąż jestem zajęta, zwyczajnie zarobiona jestem 🙂 A usłyszałam – „siedzisz w domu to mogłabyś się pouczyć angielskiego”. No cóż, po pierwsze głównie nie siedzę tylko na nogach stojąc coś robię, albo się na tych nogach poruszam przed siebie pokonując pewną przestrzeń. A jak już usiądę to też jestem zajęta, nawet jeśli ręce chwilowo leżą nieruchomo to głowa pracuje na pełnych (w miarę swych peselowych możliwości) obrotach.  A tej  pracy jest tyle, że ho ho ho! Po drugie angielskiego uczyłam się dawno, dawno temu, ale zdolności do języków nie mam, więc się nie nauczyłam. Za to rosyjskim władałam jak własnym, tylko już zapomniałam, bo nie używałam wieki całe. A wiadomo, że organ nieużywany zanika 😉 Może czas sobie przypomnieć, bo podobno kreml tęskni za „osieroconą” Polską, a nasi miłościwie panujący coraz bardziej nas w objęcia mateczki rossiji pchają… 😒 Po trzecie skoro dożyłam emerytury, czyli upragnionego czasu wolności, wreszcie nic nie muszę tylko mogę (jeśli mogę oczywiście). Mogę więc zajmować się tym o czym marzyłam wtedy, gdy obowiązki zawodowe wypełniały czas i myśli. Zresztą nie tylko zawodowe bo i rodzinne też, co w sumie zajmowało prawie  24 godziny na dobę z przerwą na sen (którego ciągle mało).  Po czwarte nie będę się już uczyć niczego, czego nie chcę, za to wreszcie chcę wykorzystywać to, czego się nauczyłam do tej pory i wreszcie mieć z tego pożytek. Po piąte – ktoś, kto nie miał do czynienia z osobą chorą na chorobę neurodegradacyjną nie ma zielonego pojęcia jak wygląda życie z taką osobą i nie jest sobie w stanie wyobrazić funkcjonowania opiekuna w podobnej sytuacji. A po szóste – mam tyle lat ile mam, a Cyganka mi powiedziała ile będę na tym świecie, więc nie będę marnować czasu na niepotrzebne rzeczy. Howgh!

Miałam o odnalezionych płytach wspomnieć, które Mały przywiózł do mnie zamiast zanieść do piwnicy i których słuchaliśmy w Sylwestra, a to całkiem nieaktualne się stało, bo Sylwester wspomnieniem już jest. Ale co tam, niech sobie będzie, kilka uwieczniłam więc wykorzystam, a co 🙂 W przyszłości pstryknę więcej. Wprawdzie każda się zacina, nie wiem czy to wina płyty czy starego adapteru, ale nie ma znaczenia. Muzyka była i wspomnienia wróciły. Jak się zatnie to przesuwam głowicę dalej i gra muzyka 🙂

… takie chłopaki przystojne dawniej grały i śpiewały, nie łyse i wygolone jakby z więzienia dopiero co wypuszczone …

… ileż marzeń się snuło przy jego romantycznych piosenkach …

… Salvatore Adamo – młode pokolenie o nim nie słyszało, uwielbiałam go słuchać …

… to perełka prawdziwa – Paul McCartney na koncercie w Związku Radzieckim …

… black music – płyta przywieziona ze Stanów, którą dostałam od kogoś wtedy ważnego, z którym przegadałam całą noc…

… The Rolling Stones – dwie strony okładki  płyty pokazuję, bo warto …

… Dire Straits – jeden z ulubionych zespołów MS …

Z jedzonka – genialne kotlety ( MS burgery mówi) mi wyszły. Naprawdę WYŚMIENITE jak MS określił. Składały się tylko z utartego selera i marchewki podduszonych na patelni. Do tego usmażona cebulka poszła, ugotowany ryż, pół utartego tofu z bazylią (takie akurat kupiłam), bułka tarta i przyprawy – sól, pieprz, słodka papryka, chili, majeranek. Trzeba spróbować jak wszystko już jest dobrze wymieszane i doprawić po swojemu wg własnego smaku. Podkreślam, że były bez jajek!

… tak się prezentowały po ulepieniu …

… a tak po usmażeniu …

Nasypało trochę śniegu więc z Calineczką poszliśmy do lasku . Jeszcze nie było mowy o wściekliźnie, więc i wnusia i psiepsioły biegały swobodnie.

Ile radości było w przewracaniu się na śniegu i bieganiu na czworakach z psiakami 😀 W wieku czterech lat świat wydaje się taki zajmujący 😀

… a potem odpoczynek przy malowaniu …

… i gdzie może być lepiej niż u dziadka na rękach ? …

To są jedynie chwile spokoju, przecież Calineczka musi być w bezustannym ruchu, choć odkąd chodzi do przedszkola potrafi dłużej wytrwać przy jakimś zajęciu. Mówi w dalszym ciągu cudownie przekręcając, ale już mniej, szkoda, bo uwielbiam jak przekręca.  „Babciu, citaj ubiuloną bajke” – nie cudne? Albo – „no śpiewaj, wydawaj głosy”. „Ubiulone kololy” to „lóziowy, ziółty i fioletowy”. A dopiero Wera tak była… Teraz męczy się w szkole, czyta poważne pozycje, planuje przyszłość, truchleje na myśl o maturze (za rok) i ma swoje zdanie na różne aktualne sprawy. Tak to jest z tym czasem…

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Życzę dobrego weekendu ( u mnie słońce zaświeciło w tej chwili) i dobrego tygodnia 🌞🌞🌞

Trzymajcie się zdrowo!

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 39 komentarzy

4.01.2022 pisane 🌞

Prowadzę od kilku lat rachunki domowe uwieczniając je w kolejnych zeszytach. Każdy rachunek, każdy zakup ma tam swoje miejsce dzięki czemu wiem gdzie znikają pieniądze. Robią to w sposób niewiarygodnie szybki dlatego swego czasu postanowiłam przeprowadzić śledztwo, by wiedzieć gdzie też one się udają bez naszej wiedzy. Okazuje się, że z wiedzą, ale jednocześnie z naszą niewiarą i niedowierzaniem, że takie drobne sumki potrafią urosną do pokaźnych sum. Jednak dzięki zapisaniu łatwiej jest sprawdzić, gdzie idzie więcej niż jest to konieczne i można przyoszczędzić nieco. Ha ha ha, można było, kiedyś. Kiedy już pozliczałam wszystkie słupki spojrzałam na zmieniające się ceny kilku podstawowych produktów kupowanych w tym samym sklepie. Jesteście ciekawi? Bardzo proszę 😵😵😵

Tak na przykład jajka (20 szt. ściółkowe) w grudniu 2020 kosztowały 9,99 zł.; w marcu 2021 – 10,99; a w grudniu – 11,99. Dzisiaj tyle samo, zrobiłam pierwsze w nowym roku zakupy stąd wiem. Na przykład masło klarowane kosztowało 17,95 w grudniu 2020; w czerwcu 2021 – 19,99; w grudniu – 21,99. O normalnym maśle to nawet mówić się nie chce, w grudniu 2020 – 4,49, zaś rok później – 5,99 i 6,99 w zależności od producenta. A kupić trzeba bez względu na cenę. Jak jesteśmy przy nabiale to  jeszcze o mleku wspomnę, takim jakiego używamy do kawy, „czerwonym”, czyli 3,2% świeżym w butelce. W grudniu 2020 płaciłam za litr 2,19 zł.;  w marcu – 2,29; we wrześniu – 2,39; przed świętami (i dziś) – 2,49. Jeśli o mąkę chodzi to w przeciągu roku, czyli od grudnia 2020 do grudnia 2021 skoczyła z 1,49zł. na 1,99, (a wcześniej pamiętam ją za 1,19). Mąka tortowa w grudniu 2020 – 1,29zł.,  a w październiku płaciłam  2.19zł. Jeszcze chleb – przecież artykuł podstawowy, kupuję ten sam i zmiana jest z 1,99 zł. na 2,19 (dziś).  Olej duży kujawski kupuję, (taki 2l) mam zanotowane w zeszycie, że w grudniu 2020 zapłaciłam za niego 13,99zł., w czerwcu 2021 – 14,49; w listopadzie – 18,99; dziś – 19,95zł.

No! To taki mały przegląd asortymentu. I weź tu człowieku oszczędź na czymkolwiek jeśli wszystko zmienia ceny. O, choćby taki Otrivin, kropelki do nosa z 16,99 na 18,99zł. Już nie chcę katować Was i siebie, pozostawię temat…

Pochwalę się za to jaka sprytna jestem i zrobiłam trzy w jednym 😀 czyli w jednym garnku gotowały się warzywa na sałatkę, seler na kotlety i reszta na kapuśniak. Oczywiście poza kiszoną kapustą, której resztka została okrutnie kwaśna i wykorzystałam ją w ten sposób. Babcia D. kapuśniak lubi, więc ja miałam przyjemność, ze zjadła ze smakiem. W ogóle dobry wyszedł 🙂

… wszystko razem w jednym garze się gotuje …

… tylko pokroić na sałatkę …

… seler aż się prosi o panierkę z przyprawami …

… kapuśniaczek w całej krasie czeka, żeby do miseczek wskoczyć …

Po zimie i śniegu śladu nie ma. To akurat mnie nie martwi, przecież zimna nie lubię, tylko po co leje cały czas tak, że z psiepsiołami trudno wyjść 😒 Mogłoby chwilami przestawać. Mam jeszcze kilka fotek z akcentami świątecznymi, umieszczam je i koniec tematu, zaczynam myśleć o wiośnie 🙂

… jeszcze tarasowa choineczka mojej kuzynki, która potem będzie rosła w ogródku (choinka, nie kuzynka, hi hi ) …

… ta sama choineczka z cudnym dodatkiem 🐕 …

Na koniec pierwszy świt w 2022 roku.

… to nie są góry w tle, to tylko chmury …

I to by było na tyle – cytując klasyka 😀 czyli koniec na dzisiaj.  Wszystkiego dobrego!

  Do następnego spotkania i oczywiście – trzymajcie się zdrowo!

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 32 komentarze

31.12. 2021 🌞🍾🌞

Nadszedł ostatni dzień 2021 roku i za chwilę pojawi się pierwszy dzień 2022 roku.  Oby był lepszy od ustępującego pod wieloma względami. Pod jakimi – to każdy musi sobie w duchu powiedzieć. Co zrobił, a czego nie. Co zaplanował i zrealizował, a co niestety nie wyszło. Które marzenia nabierają kształtu, a które należy między bajki włożyć i odłożyć na stosowniejszy czas… itp., itd.  Ważne, abyśmy w zdrowiu przetrwali wszelkie zawirowania.

🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞

Na rok 2022 biorę sobie za motto słowa Louise Hay, akurat przez przypadek odkryłam, że właśnie z tego fragmentu pożyczyłam zdanie rozpoczynając moją przygodę blogową jak to wtedy określiłam   https://annapisze.art/?p=1

„W bezkresie życia, w którym jestem,

wszystko jest doskonałe, całkowite i pełne.

Przeszłość nie ma już władzy nade mną,

ponieważ chcę się uczyć i zmieniać.

Przeszłość traktuję jako niezbędną drogę,

która doprowadziła mnie do dnia dzisiejszego.

Chcę zacząć od miejsca, w którym się teraz znajduję,

po to, by posprzątać pokoje w moim psychicznym domu.

Wiem, że nieważne jest od czego zacznę,

więc zaczynam od małych i najłatwiejszych spraw.

W ten sposób zobaczę szybko rezultaty.

Jest rzeczą pasjonującą być w środku tej przygody,

ponieważ zdaję sobie sprawę, że tego szczególnego

doświadczenia nie będę przeżywać ponownie.

Pragnę wyzwolić się.

Wszystko jest dobre w moim świecie.”

🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾🍾

Niech rok 2022 przyniesie każdej i każdemu z Was to, czego najbardziej potrzebujecie: miłości, sukcesu, sławy, radości z drobnych, codziennych spraw, poczucia spełnionego obowiązku, rozwoju duchowego, pieniędzy dla zaspokojenia potrzeb, wygranych spraw, własnego ogródka, dobrych książek do czytania, zieleni drzew, pięknych kropli rosy mieniących się kolorami tęczy, słonecznego blasku…..  Niech Wam się spełnią Wasze marzenia 🌟  WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE  w 2022 roku 🌟

I oczywiście – co teraz jest podstawą – trzymajcie się zdrowo!!!

🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 32 komentarze

⌚⌛⏰ Odmierzamy czas do końca roku

Poświątecznie witam serdecznie 🎄 Mam nadzieję, że  jesteście „w całości i w zdrowotności”, że nic się nie przyplątało podczas świątecznych wizyt. U nas oczywiście Calineczka była gwiazdą wieczoru, bo jakby inaczej być mogło 😀 Rośnie moja wnusia, już nie jest maleńka, przypomina swoją siostrę będącą w jej wieku tylko… Wera była o całe niebo spokojniejsza 😀 Calineczka jest wiercipiętą, osóbką mającą własne zdanie w każdej sprawie, bardzo zdecydowaną i umiejącą postawić na swoim. Taki charakter akurat na dzisiejsze czasy, oby się jej nie zmienił w okresie dojrzewania, bo tak często bywa. Mam nadzieję, że jednak nie da sobie w kaszę dmuchać 🙂

Nie szalałam w kuchni, zaplanowałam spokojnie menu i dobrze wyszło. Dla Małego (i dla siebie też) uprałam gluta 😁 czyli zrobiłam seitan i z niego gulasz na obiad, pyszny naprawdę. Do tego kotlety z buraczków (czyli czerwone burgery), dla innych obiadowo kurczak (gulasz i kotlety). Nie da się zjeść dużo, tak jak dawniej, dobrze więc się stało, że nie przesadziłam z przygotowaniami, Zresztą nie mogłabym, wieczkiem od puszki z groszkiem rozcięłam sobie kciuk dość głęboko i zalana krwią zmuszona byłam powierzyć MS część prac.  Wywiązał się z nich rewelacyjnie 😍 Nawet przygotował jeden z serników (były dwa) i chyba dostanie funkcję pierwszego pomocnika 😀 Zasłużył!

To się pośmiałam, a teraz się ucieszę – już wiecie pewnie, że „lex TVN” zawetowane. Przyznam, że się spodziewałam bardziej, że wyląduje w TK  magister J.P. Zaskoczenie pełne. Może początek czegoś lepszego, bo nie tylko ja zostałam zaskoczona. Zobaczymy.

🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆🎆

Okres między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem zawsze jest wyjątkowy. W czasach szkolnych były ferie świąteczne, w pracy (kiedy jeszcze było normalnie) układałyśmy grafik dyżurów tak, żeby każdej pasowało, był większy luz, planowanie sylwestra, potraw na prywatki (dzisiejsze domówki) itd. W sumie miło wspomnieć. Teraz już o żadnych balach  mowy nie ma, ale noc sylwestrowa musi się czymś wyróżniać, prawda? Dla mnie wyróżni się, jeśli nie padnę przed północą 😏 Może się uda, zafunduję sobie mocną kawę i  może dotrwam. Planuję przesłuchać stare płyty. Byłam pewna, że je dawno temu wyrzuciłam, a tu się nagle okazało, że Mały znalazł je u siebie razem ze swoimi! Nawet adapter miał! Chciał to wszystko znieść do piwnicy, ale na szczęście do matki zadzwonił 😀 i teraz mam je u siebie, hi hi! Ile wspomnień, miłych tym razem i śmiesznych. Na przykład – ktoś pamięta, że był taki Frank Schoebel, niemiecki piosenkarz z NRD? – jego płytę kupiłam sobie na pocieszenie po oblanym egzaminie z gramatyki historycznej 😁 I tak mi się przypomniały okoliczności nabycia płyty… Nienawidzę, nienawidziłam i zawsze będę mieć te uczucia w stosunku do gramatyki. Każdej!

Wracając do atmosfery świątecznej – zrobiłam kilka fotek na pamiątkę.

… tak było za oknem w Święta …

… moje ulubione niebieskie Mikołąje …

… ciąg dalszy niebieskości …

… gałązki udające choinkę …

… może któraś gałązka puści korzenie i będzie nowe drzewko, już takie jedno rośnie w ogródku …

… dzwoneczek od sąsiadki ursynowskiej na nowe (wtedy) mieszkanie …

… przepiękny wianek, kokardki i gwiazdki od Magdy …

… gość wigilijny 😸 ,,,

… nasze psiepsioły na świątecznym śniegu …

Przed końcem roku powinnam jeszcze dokończyć rozpoczęte sprawy, ale… już wiem, że słowo „powinnam”  należy zastąpić słowem „chcę”, bo przecież „nic nie muszę, jak zrobię, tak będzie dobrze” (cyt. z „Rancza”), prawda? Aha, jeszcze coś przypomnę, co było w którymś horoskopie na jakiś dzień, nie pamiętam, ale dla mnie, czyli Byka – „lepiej się rozwijać niż sprzątać” 😁😁😁 I takie też jest moje noworoczne postanowienie, będę się rozwijać, a ze sprzątania zrobię sobie zabawę i spróbuję zapomnieć, że nie lubię. A gotować lubię i w tym kierunku rozwijać się będę i dzielić się z Wami tym, co rozwinę… hi hi 😀😀

Trzymajcie się zdrowo!

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 22 komentarze

🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄

Iglasta gałązka obsypana śniegiem przywodzi na myśl Święta i wszystko co się z nimi wiąże. Przypływają wspomnienia dawnych dni, gdy jako dzieci czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę,  wypatrywaliśmy Gwiazdki, Mikołaja – w różnych regionach kto inny przynosił prezenty. Ale czy ważne kto? Ważne, żeby coś się znalazło pod ozdobioną choineczką.  Z perspektywy czasu patrzy się inaczej. Przynajmniej ja tak mam. Ogarnia mnie tęsknota za bliskimi, którzy za Tęczowy Most odeszli, pozostały fotografie i wspomnienia.  Jak dobrze, że moja mania robienia zdjęć przy każdej okazji pozwala teraz na przywoływanie w pamięci tamtych chwil spędzanych wspólnie w  świąteczny czas, rok po roku… aż przyszła pora, gdy zaczęło brakować przy wigilijnym stole coraz więcej osób… Wiem, że młodzi zastępują starszych, to normalne, tak musi być… lecz tęsknię…  Obecność dzieci, wnuczek tej konkretnej tęsknoty nie ukoi, choć daję radość i nadzieję.  Pewnie ogólna sytuacja sprawia, że nie ma we mnie radości jaka zazwyczaj towarzyszyła przygotowaniom świątecznym, nawet ściągnęłam od Luci dwa memy pasujące do tematu i mojego nastroju, ale uznałam, że są zbyt smutne. Nie będę więc dłużej smędzić, powinnam się cieszyć, że podgoniłam domowe prace, makowczyki stygną, sernik też, sos do ryby po grecku gotowy, barszczyk jutro doprawię, sałatka wyszła nadzwyczaj smaczna, pudełko z niespodziankami dla Calineczki spakowane, a jutro będzie nowy dzień.  I to wigilia!

   ✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨

W związku z tym życzę

ZDROWYCH i SPOKOJNYCH ŚWIĄT 

/bo dziś zdrowie i spokój są najważniejsze/

 ✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨✨

🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 26 komentarzy

Połowa grudnia za nami

Połowa grudnia za nami, mam wrażenie, że teraz czas pędzi jeszcze szybciej. Zmienił się wygląd świata za oknem. W niedzielę 12 grudnia na łące było cudnie, gdy wyszłam raniutko z psiepsiołami.

Po południu wyglądał świat jeszcze piękniej, stał się bajkowy, niczym w krainie Królowej Zimy, ale raczej tej o dobrym sercu, przystrajającej świat w śnieżynki i sopelki lodu mieniące się tęczowo w słońcu…

Monotematycznie dotąd lecz tak pięknie, że koniecznie chciałam pokazać choć trochę – już minionej – urody, zatrzymać dla pamięci. Wracając do tej strony przypomnę sobie jak było, bo już nie jest 😢  Szron zniknął , pada drobny deszczyk, w miejsce zamarzniętej ziemi, po której dało się wygodnie przejść do lasku, wróciło błoto do kostek i bez wysokich kaloszy nie ma mowy, żeby spokojnie się przedostać. Kilka razy o mało nie padłam na tylną część ciała. Nieźle bym wyglądała gdyby nie pomocne ramię MS. Oto do czego służą mężczyźni 😁😀😁 To zdanie oczywiście związane jest z „Seksmisją” 😀 Pamiętacie pytanie Lamii do babci staruszki – „do czego służyli mężczyźni?” 😀 hi hi, cudna scena, jedna z wielu zresztą.  Ze spacerów psiepsioły wracają umorusane jak nieboskie stworzenia, trzeba wycierać psy, podłogę i zmiatać piasek. Ale co tam, ważne, że one są szczęśliwe 🐕🐕

Bez kulinarnych eksperymentów obejść się nie  mogło. Po pierwsze – muszę nakarmić domowników, żeby im smakowało (bo ja lubię karmić ludzi 🙂 ) Po drugie – sama lubię dobre jedzenie, jak to Byk sybaryta 😏 Usmażyłam więc naleśniki, ale nie takie zwykłe, bo do normalnej maki pszennej dodałam mąkę typu graham oraz otręby owsiane. Były więc z gatunku zdrowszych. Część zjedli z dżemem, a z reszty zrobiłam krokiety z  nadzieniem ze szpinaku, jajek na twardo i pieczarek. Taki eksperyment. Farsz pyszny. Ponieważ wrodzone lenistwo wzięło górę to już mi się nie chciało brudzić jajkiem, mąką, bułką tartą i obsmażać obtoczone krokiety na patelni – wpadłam na inny pomysł.  Wysmarowałam masłem żaroodporną brytfankę, ułożyłam krokiety, na każdy położyłam kulkę masła i przykryłam folią (błyszczacą do środka). Nie pamiętam ile czasu zapiekałam, zaglądałam czy się masło rozpuściło, po czym folię zdjęłam i jeszcze chwilę w piekarniku siedziały. Wyszły smaczne, ale panierowane i obsmażone są  smaczniejsze.

… rozpuszczone masełko na wierzchu …

Z pozostałego farszu, było go sporo, wpadłam na pomysł by zrobić kotlety. Dodałam tylko jajko, trochę bułki tartej, żeby się dały ulepić i wyszły zupełnie dobre. Ale najbardziej smakowały MS na zimno, kiedy mu podałam w postaci „zielonych burgerów”.

… „zielone burgery” po usmażeniu …

… tak na kanapce wyglądały …

Idąc za ciosem, czyli korzystając z przypływu kulinarnej weny, zrobiłam następne „burgery czerwone” z ugotowanych buraczków utartych na grubych oczkach, ugotowanego ryżu, surowej cebulki, jajka, bułki tartej. Plus oczywiście sól, pieprz, czosnku trochę i… uwaga! … to cała tajemnica smaku…cząber, bazylia, tymianek. Były tak smaczne, że zniknęły natychmiast, nawet fotki nie zdążyłam pstryknąć. Ledwo ustrzeliłam ostatniego przed pożarciem przez MS 😀

… ostatni „czerwony burger”, tak sobie sam MS przygotował, używając majonez, musztardę i ketchup, to wszystko ułożone na ciepłym toście i za chwilę zostało przykryte drugim, złożone i pożarte 😁…

Zrobiłam powtórkę mając jeszcze cztery ugotowane buraki i trochę ryżu. Muszę powiedzieć, że wyszły równie udane i MS zajada się nimi na kolację. Wczoraj mnie też zrobił po swojemu. I wiecie co? Naprawdę pychota. Różne vege jadłam , ale moje najlepsze 😁😁😁 hi hi, co MS zaświadcza stwierdzając, że są REWELACYJNE 😀😀😀

… takie cudo dostałam od Magdy https://pomiedzypatrzeawidze.home.blog/ na zdjęciu trochę bokiem wyszło, ale nie szkodzi, cudo jest 🙂 …

Nie samym pięknem człowiek żyje, szczególnie w dzisiejszych trudnych czasach, które są jeszcze trudniejsze przez nieodpowiedzialnych ludzi. Albo przez egoistycznie nastawionych ludzi. Albo przez opanowanych żądzą władzy ludzi. Albo przez myślących, że żyć będą wiecznie ludzi. Albo przez myślących, że już są bogami i panami życia i śmierci… ludzi… I tak wymieniać można w nieskończoność te ludzkie przypadłości siejące zniszczenie, zło, nienawiść… Trafiłam na wypowiedź zawierającą kwintesencję, właściwie list otwarty stanowiący podsumowanie tego co jest, co sama czuję i wielu z Was też. Nie każdy musi się zgadzać, ale na tym właśnie rzecz cała polega, że można się nie zgadzać, ale nie trzeba szkalować, niszczyć, zabijać  kogoś, kto ma inne zdanie. W mojej Ojczyźnie ma prawo żyć każdy przyzwoity człowiek, czyli taki, który świadomie i z premedytacją nie krzywdzi. innych. https://wyborcza.pl/7,75968,27906275,historyk-nagrodzony-przez-morawieckiego-25-tys-zl.html#S.tylko_na_wyborcza.pl-K.C-B.3-L.1.maly

Czasu nie mam więc nie wiem kiedy znowu zasiądę do Lapka, bo i święta, i szykowanie, i ciąg dalszy ogarniania chałupy póki wena trwa 😁, i – niestety – babci D. choroba się  posuwa do przodu, co spokojność myśli zabiera i każe nieustannie czujność wzmożoną utrzymywać. Stary Lapcio, w którym kolejne odcinki powieści są wklepane, siedzi pod stertą  „przemeblowaniową” i czeka na lepsze czasy, więc dopiero po świętach się do niego dokopię. No to na razie, do następnego spotkania 💟

Trzymajcie się zdrowo!

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno | 30 komentarzy