O Halinie Poświatowskiej

W zachomikowanych wycinkach był artykuł o Halinie Poświatowskiej. Lubię jej wiersze, takie kobiece i pełne uczuć, dlatego wycięłam. Podzielę się z Wami tym, co wyczytałam.
Halina Poświatowska pochodziła z Częstochowy. Miała dziewięć lat, gdy w 1945 roku toczyły się walki o wyzwolenie miasta. Wraz z rodzicami przez kilka dni ukrywała się w piwnicy, jak wiadomo, piwnice są zimne i wilgotne. Zachorowała wtedy na anginę, która pociągnęła za sobą konsekwencje w postaci gorączki reumatycznej i zapalenia wsierdzia, co przyniosło uszkodzenie serca. Biedna dziewczynka nie miała normalnego dzieciństwa, nie mogła bawić się z rówieśnikami, przy szybszym ruchu traciła oddech, czuła kłucie w płucach, odpadały nawet spacery, wchodzenie po schodach również było utrudnione. Nagła śmierć młodszej siostry (w 1946 r.) była bardzo ciężkim przeżyciem. 

Halina – zwana Hasią – nie chciała jednak życia poddanego nieustannym ograniczeniom, straciwszy siostrzyczkę uświadomiła sobie wartość oraz kruchość życia, nie zgadzała się na chorobę. Mnóstwo czasu spędzała w szpitalach i sanatoriach. W Kudowie poznała Adolfa Poświatowskiego, przystojnego studenta filmówki i malarza. Nie miała wtedy jeszcze 18-tu lat. Zakochała się bez pamięci i przyjęła oświadczyny, wbrew rodzinie i lekarzom wyszła za mąż 30 kwietnia 1954 r. Niestety, nie cieszyła się długo szczęściem, bo zaledwie dwa lata. Mąż również chorował na serce i zmarł podczas pobytu Hasi w sanatorium w Rabce.
Dwudziestoletnia wdowa ledwo przeżyła ciężkie chwile zgotowane jej przez los. Trafiła do krakowskiej kliniki pod opiekę prof. Juliana Aleksandrowicza, który serdecznie się nią zajął, namawiał do tworzenia, do pisania wierszy i nawet sprowadził do niej do szpitala Wisławę Szymborską. Udało mu się obudzić w młodej kobiecie chęć życia i niedługo zadebiutowała jako poetka w ” Gazecie Częstochowskiej”.
Serce młodej poetki było jednak w fatalnym stanie, uratować je mogła tylko nowatorska operacja w szpitalu w Filadelfii. Przez rok zdobywano fundusze na wyjazd, załatwiano formalności i w 1958 r. wsiadła na „Batorego” aby popłynąć do Stanów. Przed wypłynięciem dowiedziała się, że ma opuścić pokład, bo lekarze i kapitan nie chcieli brać odpowiedzialności za jej życie, była w tak ciężkim stanie. Rodzicom udało się przekonać
niechętnych, że Halina musi płynąć na operację i podpisali odpowiednie oświadczenie.
Operacja trwała 7 godzin, była taką sensacją, że transmitowano ją w nowojorskiej telewizji. W trakcie okazało się, iż serce było słabsze niż początkowo sądzono. Na szczęście dla Hasi chirurdzy zdecydowali się na kontynuację zabiegu. Obudziła się po sześciu dniach, nie mogła uwierzyć, że nie czuje bólu.
Czas rekonwalescencji spędziła w sanatorium w Deborah. Potem nie wróciła od razu do kraju lecz rozpoczęła studia na Smith College, nawiązywała znajomości, nadrabiała życie, które jej wcześniej uciekło. Spotykała się nawet z Jerzym Kosińskim, także z jednym z wykładowców Josephem Margolisem (36 lat, żonaty i dzieciaty). Po trzech latach wróciła do Polski i związała się z 19-letnim Lubomirem Zającem, z miłości do którego
połknęła 150 tabletel leki nasercowego. Odratowano ją.
Następnie, już w ostatnim roku życia, zakochała się w mężu Anny Świrszczyńskiej, o 15 lat starszym od siebie Janie Adamskim. Serce – targane namiętnościami – stawało się coraz słabsze i konieczna była operacja wszczepienia sztucznej zastawki. Zmarła kilka dni po zabiegu, 11 października 1967r. mając zaledwie 32 lata.

28.11.2018

  • ninelnsg5 Krótka opowieść o utalentowanej,
    a zarazem tragicznej postaci…
  • emma_b wielki talent, wielka strata 🙁
  • ciotkaeliza Tyle przeżyć w takim krótkim życiu. Biedna kobieta.
  • kotimyszkot Przeżycia miała ciężkie, ale pewnie właśnie „dzięki” nim pisała tak chwytające za serce wiersze.. Też bardzo lubię do nich wracać i zatrzymałam tom jej poezji w formie papierowej. Pewnych książek nie da się czytać na czytniku, muszą być w dłoni.
  • 45gogula Romantyczna dusza, targana szczęśliwymi i mniej szczęśliwymi namiętnościami i stąd taka twórczość.
  • Gość: [e.urlik] *.dynamic.gprs.plus.pl W częstochowskich Alejach Poświatowska siedzi sobie na ławeczce. Każdy może się przysiąść i pogadać, albo pomilczeć. Prawie naprzeciwko na innej ławeczce siedzi Marek Perepeczko. A swoją drogą, to truć się dla jakiegoś faceta… brrr.
  • annazadroza Ninel:-) Krótka opowieść, krótkie życie a ileż uczuć i przeżyć…
  • annazadroza Emmo:-) Szkoda dziewczyny, szkoda jej życia i szkoda, że tak naprawdę nie zaznała szczęścia ani spokoju, miotała się bezustannie między życiem a śmiercią, jakby chciała jak najwięcej przeżyć, zdążyć…
  • annazadroza Elizo:-) Tak jakby miała świadomość ograniczonego czasu…
  • annazadroza Myszokocie:-) Nie ma to jak książka w ręce. Uwielbiam zapach nowej książki, czuć jej ciężar, dla mnie jest jak żywa istota, przyjaciółka. Ktoś powiedział, że książka to najlepszy, milczący przyjaciel człowieka i ja też tak uważam:)
  • annazadroza Gosiu:-) Takie życie skażone chorobą, niepewnością, cierpieniem i widmem śmierci od dziecka.
  • annazadroza Ewuś:-) Fajna taka ławeczka.
    A Perepeczko to jak pokazany> Piękny jak Janosik czy jak komendant z 13-go Posterunku? Ale najcudniejszy to film -chyba- „Atrakcyjny pozna panią” z Perepeczką, Grabowskim, Kłosowskim, Cugowskim – uwielbiam, dla mnie to perełka.
  • e.urlik Przesłałam ci zdjęcia obu ławeczek. Perepeczko na ławeczce odchudzony. Był dyrektorem teatru częstochowskiego (serio, nikt nie chciał tu przyjść na wygnanie) i upasł się jak pularda.
  • annazadroza Ewuś:-) Dzięki:) Do Janosika to on już nie jest podobny, a taki ładny chłopak z niego był. Zdjęcie z żoną takie trochę straszne, dziwne wrażenie na mnie zrobiło, że ona taka zadowolona, uśmiechnięta…no dziwne.
  • tessa37 e.urlik, krajanko, wyreczylas mnie:) Za kazdym razem, jak tam jestem, robie sobie z nia zdjecie i glaszcze kota:)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Żebrak”

Helena wysiadła z autobusu przy Madalińskiego. Szła ulicą Puławską. Od wielu dni  mijała siedzącego na ziemi człowieka. Był bez nogi. Z kikutem obwiązanym brudną szmatą – żebrał. Starała się na niego nie patrzeć, nawet nie dotknąć wzrokiem. Widok był dla niej zbyt straszny, zbyt przerażający. Nie zdążyła się jeszcze przyzwyczaić do podobnych scen. Wolała nie przyjmować do wiadomości faktu ich istnienia, nie stykać się z nimi.

Jednak musiała przejść obok żebraka. Wtedy nawet w skwarny letni dzień słońce gdzieś znikało, ziemię i jej serce spowijał mrok, krew ścinała się w żyłach. Sporo czasu upływało zanim wyrzuciła mrok z serca a obraz z pamięci, w którą wbijał się wbrew jej woli. Było tak za każdym razem.

Nigdy nie odważyła się włożyć ani grosza do miseczki stojącej obok żebraka. Byłoby to zaakceptowanie stanu rzeczy, uznanie jego istnienia, oddanie cząstki siebie, cząstki własnej duszy.

Pewnego dnia jak zwykle usiłowała prześliznąć się niepostrzeżenie obok bramy, przy której żebrak siedział. Naprzeciw niej biegła do autobusu zasapana, otyła kobieta. Helena opanowana przez dręczące ją dzień w dzień myśli, pogrążona w wewnętrznym mroku nie zauważyła kobiety. Zachwiała się uderzona z dużą siłą, padła na kolana tuż obok żebraka. Klęczała i widziała przed sobą szklane, pozbawione wyrazu i koloru oczy. Drżącymi rękami wyjęła z torebki portfel i wszystkie pieniądze jakie miała włożyła do miseczki.

Nie pamiętała jak i kiedy oddaliła się z tego miejsca.

Następnego dnia postanowiła nie odwracać wzroku lecz sprawdzić, czy szklane oczy – prześladujące ją od  wczoraj bezustannie – wciąż są bez wyrazu.

Miejsce przy bramie było puste. Z bramy wyszedł dozorca z miotłą i zamiatał chodnik. Spytała o żebraka.

– Żebrak? Co też pani! Pod moim domem? A w życiu, coś się pani przywidziało.

Odwrócił się od Heleny, wzruszył ramionami i zamiatał dalej.

27.11.2018

  • veanka Siedzę już piętnaście minut nad Twoim postem i nie wiem co napisać.
    Czyżby ten siedzący w bramie żebrak był sumieniem Heleny?
    Jakimś większym lub mniejszym występkiem ciążącym na jej sumieniu?
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Veanko:-) Pisałam to tak dawno, że nie wiem co wtedy miałam na myśli. Teraz sobie myślę, że strach, każdy, ma wielkie oczy. Jeśli się ucieka, on nad człowiekiem panuje, ale kiedy spojrzeć mu w te puste oczy, on po prostu znika, nie ma go. I często my go tylko widzimy, nikt więcej, bo to nasz strach, własny, osobisty. Uff, teraz tak myślę, dawniej taka mądra nie byłam.
    Dziękuję, że tyle czasu poświęciłaś. Serdeczności dla Ciebie całe morze, nawet ocean:)))
  • urszula97 He,ja tu też dedykowałam,czekałam aż ktoś będzie pierwszy z komentarzem.Ja obstawiałam że ten stróż to był ten bezdomny,po otrzymaniu pieniążków wziął się za siebie i rozpoczął pracę i wyszedł na ludzi,ale ciekawe to było.
  • e.urlik Całą kasę mu dała? Mam nadzieję, że nie miała za dużo i że wystarczy jej do 1-go. Ja zawsze czterema kopytami na ziemi ;-)))
  • fusilla Chyba jestem jakaś nienormalna, bo nigdy nie dałam żadnemu żebrakowi jałmużny! Jak ktoś zastukał do drzwi z prośbą o coś do jedzenia, to dałam – coś do jedzenia. No i grajkom ulicznym czasem coś lubie wrzucić do kapelusza!
  • annazadroza Urszulko:-) To jakaś suma niebotyczna musiałaby być w portfelu, żeby za nią bezdomny mógł zmienić życie;) A Helena to normalna kobieta była, po osobistych przejściach, chodziła do pracy, bała się, że wszyscy widzą co przeżywała, a tego sobie nie życzyła. Uczucia kryła w sobie z obawy, że ją wyśmieją, obgadają itd. jak to znajomi z pracy…
  • annazadroza Ewuś:-) Człowiek zaskoczony robi różne rzeczy, nie zawsze da się stać czterema nogami twardo na ziemi, emocje biorą górę a wyobraźnia płata figle. Może miała w domu jakieś drobne schowane na czarną godzinę?
  • annazadroza Fusilko:-) Kiedyś dawałam, ale przestałam. Od czasu jak taki „biedny” zionął na mnie smrodem przetrawionego alkoholu, fuj!
    Ale jak muzykanty grają, szczególnie na gitarze – tak:)
  • emma_b a to dobre, Pani Autorka nie pamięta, co autor miał na myśli:)))
  • annazadroza Emmo:-) Zawsze mnie śmieszyło to „co autor miał na myśli”, bo autor nic nie miał, po prostu sobie pisał, miał w tym przyjemność, albo wyładował swoje frustracje, albo co innego;) Później mądre głowy łamią sobie co mogą, aby dotrzeć do rzekomego sedna. A autor siedząc na chmurce śmieje się z nich do rozpuku;)))
    Poważniej – człowiek się zmienia, po latach widzi te same sprawy w zupełnie inny sposób, po 30-latach jesteśmy innymi ludźmi. Podobno co 7 lat zmienia się wszystko w naszym organizmie czyli faktycznie jesteśmy kimś innym niż wcześniej.
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii miniatury i takie tam..., Opowiadania | Dodaj komentarz

Panna Panna:)))

Dzieci wróciły do domu a babcie do swoich zajęć. Cudowne były chwile spędzone z malutką, chociaż po powrocie do domu czułam takie zmęczenie, że nie dałam rady nic zrobić. Nic to, mówię Wam, patrzenie na szkraba – bezcenne. O cudach jakie wyprawia przy jedzeniu już mówiłam, to cyrk bezustanny jest, takie próby wygrania z gnębicielkami za wszelką cenę chcącymi wpakować jej do buzi łyżeczkę z czymś, takim czymś na co panna Panna nie ma ochoty. Zaciska więc usteczka, rączką macha – nie, nie, nie, odpycha łyżeczkę i pac! Zawartość ląduje na ubranku jej albo babci, albo na podłodze;) Jeśli czegoś chce, na przykład biszkopcika albo czegoś podobnie smakowitego – domaga się i konkretnie mówi o co jej chodzi. Nauczyła się sama schodzi ć z wersalki, już nie trzeba się obawiać, że spadnie. Z plecków przekręca się na brzuszek i zsuwa się zgrabnie na podłogę. Zaś w kwestii sprzątania – do ścierki dołączyła nowy sprzęt:) Wyciągnęła trzepaczkę do dywanów, większą od siebie i targała ją po całym domu. Wyglądała niesamowicie, kiedy próbowała trzepać wersalkę i pufy. Sprzątanie ma nie tylko wpisane w znak zodiaku, ale i w geny – druga babcia też Panna i
bezustannie w ruchu.
Dobrze, że ja się na wiosnę urodziłam, baaardzo się z tego cieszę:))) Wiosna to przecież najpiękniejsza pora roku i jest coraz bliżej. Jeszcze tylko grudzień, styczeń, luty i wiosna:)))

26.11.2018

  • kotimyszkot Nie wszystkie zodiakalne panny takie porządnickie, znam i mężczyznę i kobietę z tego znaku i oboje mają porządek w tak zwanym odwłoku 😉 Fajnie, że Calineczka czuje zew, bo porządek dobra sprawa, oczywiście w normie :))
  • urszula97 Dzieciaczki widzą co robią dorośli,Jest to bezcenny widok malucha z dużą miotłą,wiadrem.Zmęczona ale zadowolona.
  • 45gogula Oj tak , w sąsiedztwie mam kuzynkę , co prawda już dużą bo 2 letnią ale nadal cudownie wygląda, gdy pomaga dziadkowi zamiatać albo grabić liście gdy narzędzia te są 2-3 razy większe od użytkownika
  • nie-okrzesana A za ok 30 dni zacznie przybywać dnia ! :)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Może mają ascendent w jakimś bałaganiarskim znaku, albo są po prostu normalni;)? Malutkiej już tak zostanie, na 100%
  • annazadroza Urszulko:-) Mam zdjęcie taty Calineczki w parku, z wielką miotłą, miał ok. 2 latek. Cudna pamiątka:)
  • annazadroza Gosiu:-) To są najpiękniejsze lata dziecięce, potem, jak pójdą do szkoły to się robią przemądrzałe i urok pryska.
  • annazadroza Nie-okrzesana:-) I to jest bardzo dobra wiadomość:)))
  • emma_b tym razem uświadomiłaś mi, że zajmowanie się dzieciaczkami po pierwsze wymaga kondycji, a po drugie uniemożliwia czytanie książek. tak więc dzisiaj moje nie bycie babcią wydaje mi się opcją korzystną. zobaczymy co będzie dalej:)
  • annazadroza Emmo:-) Kondycja jest niezbędna, zdecydowanie. Ale książki da się czytać, przecież wnuczęta miewa się pod opieką od czasu do czasu, nie tak jak własne dzieci, przez 48 godz. na dobę;)))
  • veanka Taaa, pamiętam jakie karkołomne sztuczki trzeba było robić, żeby odwrócić uwagę wnuka od łyżeczki z jedzeniem , by tym jedzeniem nie dostać w oko, albo nie być oplutym;)))
    Jakaż była nasz konsternacja, bo wnuczka zjadała wszystko i zawsze.
  • annazadroza Veanko:-) Z dziećmi jest tak na przemian. Jak jedno grzeczne, to drugie rozrabia, jedno dobrze się uczy – drugie odwrotnie. Z jedzeniem też. Średnia jadła normalnie, ale Calineczka to po prostu mistrzostwo świata w niejedzeniu tego, czego nie chce;)))

© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 2 komentarze

Cudowne maluchy:)))

Powiem Wam jedno – maluchy są cudowne:))) Do tego mądre, sprytne, myślące, obserwujące uważnie i wyciągające wnioski, rozumiejące co się do nich mówi lecz reagujące wybiórczo, bo tylko na to, co im pasuje i ignorujące całą resztę. Poza tym bronią się umiejętnie przed tym, czego nie chcą oraz równie skutecznie sięgają po to, czego chcą potrafiąc wykorzystać każdą okazję nieuwagi dorosłych:))) No! Calineczka próbowała rządzić mną i drugą babcią ale dzielnie stawiałyśmy czoła, w końcu co dwie babcie to nie jedna:))) A jakie cuda się działy przy jedzeniu! Co to jednak dla babć z doświadczeniem, dzięki najprzeróżniejszym gadżetom tudzież przy pomocy wrodzonych zdolności oraz dziadka, który po mnie przyjechał a został
zaprzęgnięty do wykonywania dziadkowych powinności – udało się. Tu mi się przypomina jej tatuś, czyli Duży, przy którego karmieniu też się cuda działy. Niedaleko pada jabłko od jabłoni;)
Za chwilę się zbieram i jadę znowu, jutro też, ponieważ mamy krasnoludka pod opieką, To znaczy druga babcia na miejscu, ja dojadę.

Aha, jeszcze coś. Malutka lubi wąchać kwiatki, wyprane świeżo pranie, przyprawy itd. Śmiesznie marszczy nosek i udaje, że wciąga powietrze. Wzięła do łapki swoje skarpeteczki i zaczęła wąchać. Mama jej mówi, że są już brudne i trzeba wyprać. A ona tup, tup, tup – do łazienki i włożyła do pralki:))) Drugi cudny widok – ona na kolankach, papierowy ręcznik w łapce i wyciera podłogę, nie pozwoli się odciągnąć od tego zajęcia:))) Cóż, Panna przecież, to sprząta i sprząta:))) Panny już tak mają, że muszą:)))

22.11.2018

  • hanula1950 Ale masz fajnie. Moje wnuki już są duże i nie ma z nich śmiechu.
  • annazadroza Hanulko:-) Też jestem szczęśliwa, tym bardziej, że Calineczka jest niespodzianką. Dwie wnuczki, Starsza i Średnia to nastolatki, więc śmiechu nie ma, raczej poważnie się już robi. A tu się trafił nieprzewidziany szkrab i jest super:)))
  • kotimyszkot Życie przynosi cudne niespodzianki :)) Trafnie opisałaś maluchy.. swoją drogą, można by część ich podejścia do świata przyjąć do siebie, zwłaszcza to nieprzejmowanie się i walczenie o swoje 😉
  • e.urlik To prawda – panny muszą! Biada ci Calineczko, tylko porządkowanie wszystkiego i wieczna robota przy uładzaniu świata! Aniu, wyrwij te narzędzia do sprzątania z małych łapek, póki jeszcze czas!!!
  • urszula97 Kochane przylepy,dziękuję za życzenia dla Olka.Kawałek tortu zjadł.Ostatnio był u nas bez rodziców,wie gdzie kuchnia i mlaszcze jak jest głodny,dostał kawałek rogala z masłem i sok jabłkowy(mój robiony bez cukru).W ogóle to jeszcze pierś króluje ,nijak go oduczyć się go nie da.Jak mamy nie ma w zasięgu to smoczek ale jak się pokaze to się dzieje.Owoce je wszystkie,warzywa też,kiełbaski,mięsko tylko chlebek be.Pozdrawiam Calineczkę.
  • Gość: [babciabezmohera] *.neoplus.adsl.tpnet.pl A ile radochy przed Tobą, gdy Calineczka zacznie mówić i po swojemu nazywać świat… To dopiero są perełki! ;))
  • bognna No ja chyba sie ciesze, ze nie jestem Panna;)
  • veanka Mam nadzieję, ze Calineczce przejdzie z tą ściereczką;).
    Mojej wnuczce przeszło i całe szczęście, bo teraz Panny mogą, ale nie muszą;))).
    Chłoń całą sobą zachowania Małej, bo dzieci tak szybko dorastają…
  • emma_b jak czytam Twoje opowieści o Calineczce, to trochę mi żal, że nie jestem babcią i raczej nie będę. raczej, bo jednak never say never…
  • kobietawbarwachjesieni Takie maluchy – to iskierki.
  • 45gogula Uwielbiam małe dzieci, zwłaszcza czyjeś:) tak na godzinkę pobawić , poobserwować zwłaszcza kiedy są w wieku małych „cwaniaków” czyli niby małe a kombinuje
  • annazadroza Myszokocie:-) Dla takiego krasnoludka liczą się jego sprawy, bo innych jeszcze nie ogarnia. Chce jeść (jak chce), pić, bawić się, mieć na zawołanie mamę albo kogoś bliskiego, kto go kocha i maluch to czuje, i wtedy jest szczęśliwy. Od razu myślę o tych, które nie mają nikogo takiego, albo doznają strasznych krzywd od tych, którzy są im winni miłość i opiekę…
    Moja Panna niespodzianka jest najcudniejszą niespodzianką, jaka się trafiła:)))
  • annazadroza Ewciu:-) Nie da się wyrwać, sama coś o tym wiesz, prawda: Hi hi;)))
  • annazadroza Urszulko:-) Dziękuję w imieniu Calineczki:) Ona chlebek je, znaczy bułeczkę, nosi ze sobą kawałek i gryzie. W rachubę też wchodzi kanapeczka z masełkiem albo innym smarowidełkiem. Wszystko wchodzi w rachubę, oczywiście jak panna chce, tylko mleko jest be;)
  • annazadroza BBM:-) Uwielbiam taką dziecinną mowę, czekam z niecierpliwością. Na razie jest tata, mama, baba, ale najlepiej jej wychodzi NIE :)))
  • annazadroza Bognno:-) Ja też:)))
  • annazadroza Veanko:-) Zbyt szybko dorastają i wcale mi się to nie podoba. Starsze wnuczki większe ode mnie i śmiem twierdzić, że mądrzejsze w niektórych tematach:) A to małe słoneczko dopiero przyszło na świat i już rządzi:)))
  • annazadroza Emmo:-) Któż może wiedzieć, co mu los przyniesie? U mnie też miało więcej wnucząt nie być a Calineczka zdecydowała inaczej:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Cudowne iskiereczki, rozjaśniające cały świat:)))
  • annazadroza Gosiu:-) Obserwowanie takich „cwaniaczków” może być czasem bardzo pouczające dla nas, dorosłych;)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Życzliwość

Hanulka powiedziała, ze dzisiaj jest Dzień Życzliwości. Jestem za:) Tym bardziej jestem życzliwie nastawiona do świata, że Skituś spał jak suseł gdy zadzwonił budzik (5-ta rano!) i obeszło się bez sprzątania. Nawet ciężko było go dobudzić i wyciągnąć na dwór. No, ale skoro ja wstałam to i on musiał, w końcu z jego powodu zostawiłam ciepłą pościel, resztkę snu i ruszyłam w ciemność. Ja chcę wiosny, ciepła i jasności o poranku!!!
Mogę sobie chcieć dalej, no to chcę:)
Jestem po spacerze i mam chwilę dla siebie, oprócz mnie wszyscy śpią, psiaki też wróciły w objęcia Morfeusza. Sprężę się zaraz, ruszę do kuchni przygotować, spakować, dokończyć. Naleśniki dla wnusi usmażyłam, zapakuję tylko. Dla nas był przy okazji wczoraj obiad, zrobiłam nadzienie z pieczarek. Pokroiłam grubo, nie utarłam jak zazwyczaj i smak był o całe niebo lepszy, już na zawsze pozostanę przy takiej wersji. Poza tym kawka, rzut oka na blog, potem nie będzie kiedy, do malutkiej pojadę. Pojutrze też a być może i jutro, tak więc tydzień z głowy. Już nie mogę się doczekać, żeby to szkrabiątko zobaczyć:))) No to lecę do zajęć:)
Niech Życzliwość będzie z Wami przez cały dzień z okazji Jej święta, niech Was dopada w każdej chwili i z każdej strony;)

21.11.2018

  • kotimyszkot Cieszę się, żeś życzliwa dusza i życzę Ci być spotykała na swej drodze takich osób jak najwięcej. Z okazji takiego dnia i bez okazji, dnia każdego 🙂
  • e.urlik Dzięki i tobie też wszystkiego życzliwego!
  • emma_b budzik dzwoni u Ciebie o 5 rano? omujborze:(
    no ale z drugiej strony chapeau bas, podziwiam Twoją charakterność.
    a życzliwości życzę na każdym kroku przez okrągły rok.
  • bognna No to i ja zyczliwie zycze wszelakiej zyczliwosci jak najwiecej:)))))))

    I tak, tak ta 5 rano takze mna wstrzasnela.

  • 45gogula Życzę abyś nie tylko dzisiaj ale zawsze była otoczona życzliwością:) A co do porannego wstawania…mój futrzak zwykle kilka minut po 6 wygania mnie z sobą na podwórko, a dziś okazał się tak życzliwy, że wstaliśmy dopiero po 7.
  • fusilla Nawet nie wiedziałam, że dziś taki dzień! Zatem potraktowałam się życzliwie i cały dzień mam piżamowy! A co! Kto leniuchowi zabroni? ;-)))
    Z ogromną ŻYCZLIWOŚCIĄ serdecznie życzę nie tylko dzisiaj Dobrego Dnia!
  • kobietawbarwachjesieni Ja o 5 rano przewracam się na drugi bok w łóżku. Chyba, że jadę do Warszawy, to wtedy się zrywam rozespana.
  • annazadroza Mysokocie:-) I nawzajem, dobra duszyczko:)))
  • annazadroza Ewciu:-) Tobie też:)))
  • annazadroza Emmo:-) No dzwoni, cóż poradzić, jak mus to mus;) Ale dzisiaj Mąż wstał:)
  • annazadroza Bognno:-) Dla skowronka wstawanie poranne nie jest straszne, gorsze sprzątanie całej podłogi po „wypadku” Skitusiowym. Dziś wstał Mąż, wszak jest najlepszy na świecie:)))
  • annazadroza Gosiu:-) Futrzaki są kochane nawet jak każą wstawać o różnych porach, bez nich dom jest jakiś pusty i martwy.
  • annazadroza Fusilko:-) Taki piżamowy dzień jest wprost niezbędny dla zdrowia psychicznego, chociaż od czasu do czasu. Dobrze zrobiłaś:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Jak wstawać nie musisz, to pewnie, że się przewracaj na drugi bok. I samych miłych snów aż do obudzenia:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 2 komentarze

Oburzenie i sprzeciw

Okropny niesmak mnie ogarnął, tak jakbym coś paskudnego połknęła i miała chęć… zwrócić, mówiąc delikatnie. To na wieść o kobietach, które mechanika za okazaną pomoc „złapały” i nałożyły mandat. Ponieważ nie przyjął – zaczęło się ciąganie po sądach. Obrzydliwość. Za okazaną pomoc, oddanie własnej żarówki za 10zł. ma chłopina masę kłopotów. I na pewno nigdy więcej nikomu nie pomoże. Chyba właśnie o to chodzi aby nikt nikomu nigdy nie pomagał, ale zawsze się każdy bał. To już było. A te paskudne babsztyle jechały niesprawnym samochodem, żeby przyłapać mechanika. No i cóż, uważam, że trzeba mieć wredny charakter, być mendą z natury, żeby tak postępować. Mówi się, że k…wa to nie zawód, lecz charakter i najwyraźniej mamy do czynienia z takimi charakterami, jakoś się ich namnożyło ostatnio. Albo zawsze były, tylko bały się ujawniać, bo wcześniej jakieś obyczaje, elementarne choćby zasady przyzwoitości obowiązywały, teraz są w swoim żywiole. I uogólnienie płynie, myśli jedna za drugą gonią… Za
milionowe przekręty się nie biorą, za wyzywanie z mównicy sejmowej nie ma kary, ale za dobrą radę daną krystynie p. przez Owsiaka – sąd, za białe róże – sąd, za siedzenie na chodniku – oskarżenie o czynną napaść, za stanięcie na drodze faszystom i zostanie przez nich pobitym – kara, nie dla faszystów oczywiście, bo oni są rozumiani i biją nie w newralgiczne punkty na ciele… I jeszcze wypowiedź, że są traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ci, co rozumieją! To już jest przekroczenie wszelkich granic. Nie tylko przyzwoitości. Naplucie w twarz prawdziwym ofiarom, wszystkim, którzy zostali zamordowani przez faszystów. A to budzi nie tylko niesmak, ale oburzenie i sprzeciw.

20.11.2018

  • nie-okrzesana Skarbowy i sanepid dwa najbardziej znienawidzone przeze mnie urzędy.
  • urszula97 To był szok jak słyszałam o tych mechanikach.Bardzo chamskie podejście,to powinno się te kobiety osądzić.
  • Gość: [Obserwator] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Mam nadzieję, że te kobiety zostaną odpowiednio potraktowane przez lokalną społeczność / jest to chyba nie tak wielka miejscowość /. Natomiast wypowiedż ministra od Kultury Glińskiego, że PIS jest traktowany tak jak propaganda gebelsowska traktowała Żydów świadczy o małości i bezczelności tego człowieka.
  • kobietawbarwachjesieni Niestety, staczamy się. Może nie dotyczy to ogółu społeczeństwa, ale różne chamskie zachowania, że o języku nie wspomnę, mają zielone światło.
  • hanula1950 Słyszałam o tym.

    Jeden wielki skandal.
    Dzisiaj jest Dzień Życzliwości.

  • annazadroza Nie-okrzesana:-) Nie tylko przez Ciebie, szczególnie ten pierwszy.
  • annazadroza Urszulko:-) Będą kiedyś naprawdę potrzebowały pomocy a wtedy może się okazać, że nikt ręki nie poda…
  • annazadroza Obserwatorze:-) Zgadzam się z Tobą, masz rację.
  • annazadroza Marysiu:-) Język – także tam gdzie powinny być zachowane formy, czyli w mediach – jest tragiczny. Nawet nie przez brak słów, tylko przez to, co mówcy wyrażają. I wolno im obrażać bezkarnie innych, właściwie nie ma żadnej reakcji, bo – jest przyzwolenie na chamstwo, agresję słowną i fizyczną. Koszmar.
  • annazadroza Hanulko:-) Życzliwie Cię ściskam i się uśmiecham:)))
  • 45gogula Teraz Policjanci otrzymali donos, jakoby „jakiś pojazd” w tej miejscowości, w tym dniu, jechał drogą publiczną bez wymaganego oświetlenia co stanowi wykroczenie i Policja wszczęła czynności, więc ta chora sytuacja związana z mechanikiem może mieć ciekawe zakończenie…a poza tym to ręce opadają na to co się dzieje w sferze publicznej, a jedyne co słychać w odpowiedzi na „różne chore akcje”, to formułka. że „oni przez 8 lat….” I tylko dziwi mnie to zaślepienie , na które wskazują sondaże. Tego nie rozumiem.
  • annazadroza Gosiu:-) Masz rację, ręce opadają do samej ziemi. A stąd tyle „ciemnego luda”, że zabezpieczony przed wiedzą jest, nie wie co się naprawdę dzieje, słucha, ogląda, wierzy – a dotyczy to mądrości jedynej i słusznej, jak kiedyś. Historia się powtarza, dawniej też tak było: po przemówieniu pierwszego sekretarza rozlegały się długotrwałe, huczne oklaski… Nadzieja w tym, że większa liczba ludzi zaczyna widzieć dalej niż czubek własnego nosa. I jeszcze – rodacy lubią podróże, a jeśli skłóceni jesteśmy z całym światem, to i przyjmowani będziemy niechętnie, co przyjemne nie jest.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Przepadło;(

No i przepadło. Raczej przepadły, przemarzły, buuu:( Nie zabrałam pelargonii, nie schowałam i „po ptokach”. Tak to jest kiedy się odwleka to jest do zrobienia. Wychodzi jedna wielka doopa. No, już się nie będę wyrażać, na wiosnę kupię nowe, albo jakieś inne kwiatki posadzę. Nasionek aksamitek zebrałam mnóstwo, rozchodniki odbiją po zimie, piwonie/peonie zakwitną, floksy – mam nadzieję też – i będzie ładnie. Zupełnie zapomniałam o tulipanach, miałam kupić jesienią i wsadzić, bo stare już zniknęły i mało zostało, ale nie kupiłam. Za mało czasu poświęciłam ogródkowi tej jesieni. No… bo nagle to białe paskudztwo się pojawiło koło południa, a rano było jeszcze tak pięknie i kolorowo, że po południu chciałam Męża wyciągnąć
na długi spacer. A tu…  zrobiło się jakoś ciemno i coś zaczęło stukać w okno dachowe, akurat byłam w łazience, tam takie jest. Własnym oczom nie mogłam uwierzyć! Cóż, nie wierzyłam prognozom, to mam za swoje;) Teraz – oby do wiosny.
Z tej złości zrobiłam małe przemeblowanie, duży stół zamieniłam miejscami z małymi stolikami i dwoma fotelami. Zrobił się wygodny kącik do siedzenia, czytania i pisania. Notatki i inne papiery umieściłam w dużym filcowym pojemniku, z którego będę je mogła po kolei wyciągnąć, wykorzystać i wyrzucić nie ruszając się z miejsca. Ot, taka wygoda. Moja sąsiadka ursynowska mawiała, że jak się meble przestawia, to są pieniądze.
Wobec tego czekam na dostawę pieniędzy;)))
Babci D. się pogorszyło o tyle, że nie przyjmuje żadnych leków, nawet na ciśnienie wypluwa. Nie pomagają tłumaczenia, żadne. Znowu na tapecie mamy spiskową teorię czyli dybanie na jej zegarek, pierścionki, pewnie zaraz zacznie komórki szukać i będzie powtórka z rozrywki. Jest już kilkudniowa przerwa w „dostawie leków” do organizmu, reakcję widać gołym okiem. Liczę na to, że jej się odmieni, tak było do tej pory. Po kilku
dniach przechodziła jej wściekłość na cały świat i się uspokajała. Kiedy lekarstwa zaczynały działać, było przez jakiś czas w miarę dobrze. Trzeba czekać co tym razem.
Poza tym – o polityce ani słowa, żeby dobrze zacząć tydzień. Duży przywiózł puszki dla Skitusia, w środę i piątek pojadę do Calineczki. Miałam farbę sobie położyć, ale mi się nie chciało, może się jutro zmobilizuję. Z psami tylko na łące byłam, łapałam Szilkę, bo miała ochotę bażanta schrupać na podwieczorek. Musiała na nie polować kiedy była bezdomna. Bażanty są powolne, ciapowate, ciężko się podnoszą do lotu i pewnie nie jeden raz zdarzyło jej się upolować taki kąsek, dzięki temu przeżyła i z głodu nie padła. Ale teraz polować nie musi, więc piękny ptak uszedł z życiem. Miał szczęście.
Życzę Wam, żebyście też miały szczęście, w każdej dziedzinie:)))

19.11.2019

  • veanka No to teraz wiem, dlaczego nie mam pieniędzy…
    Bo nie przestawiam mebli!
    Niech tylko ja wrócę do domu, to poprzestawiam tak, ze własnego mieszkania nie poznam;))).
  • urszula97 Moje pelargonie nadal na balkonie ale chroni je metalowa bariera,już sobie posadziłam dwie nowe,wzięłam szczepki od sąsiada,mają ostry różowy kolor i mocno zielone liście,
    Oj,to babcia mocno strajkuje.Maleństwo moje skończyło rok,wczoraj było przyjęcie a dzisiaj był u nas gdyż mama musiała wyjechac,słodkie to stworzonko.
  • 45gogula U nas pelargonie też się załapały za mróz, ale te w donicach mamusia wstawiła do piwnicy w nadziei, że nie przemarzły do korzeni i na wiosnę ruszą. Poprzednim razem, też tak się zrobiło ale na wiosnę były sadzonki. … A że ostatnio u mnie pojawił się pewien deficyt, to jutro biorę się za przestawianie mebli:))))
  • kolewoczy A ja coraz częściej sie przekonuję, że na moje lenistwo najlepsze są kwiatki samowystarczalne, żebym nie musiała się o nie martwić 😉
  • emma_b całe życie na okrągło przestawiam meble, a gratyfikacja od losu zerowa. nie wiem, może to ze mną jest co nie tak?
  • kotimyszkot Nie lubię przestawiać mebli, kiedyś próbowałam ale zbyt długo gubię się w zmienionym otoczeniu.. O kwiatkach i ja zapomniałam, może za rok uda się pamiętać 😉 Szczęścia i dla Ciebie!
  • annazadroza Veanko:-) Poprzestawiaj, pewnie, a co! Napisz na kartce, że Twoje, żebyś poznała i szalej:))) Ja znalazłam 1grosz koło Biedronki, może Tobie trafi się więcej:)))
  • annazadroza Urszulko:-) Największa radość ze słodziaka:))) Już roczek, jak zleciało. Moja o 2 miesiące więcej. Jutro jadę, już się baaardzo stęskniłam za szkrabiątkiem:)
  • annazadroza Gosiu:-) Przestawiaj, może u Ciebie się sprawdzą słowa Danusi? Życzę więcej niż mój 1 grosz, widać za mało się postarałam;)
  • annazadroza Kolewoczy:-) I tu bym się z Tobą zgodziła, najlepsze są samowystarczalne, więc rozchodników mam coraz więcej, bo one są pancerne;)
  • annazadroza Emmo:-) Może za często przestawiasz i Losowi się już znudziło, a jak go zaskoczysz brakiem ruchu to zareaguje? ;)))
  • annazadroza Myszokocie:-) To może krzesła z jednej strony stołu na drugą, albo fotele wzajemnie zamienić miejscami i już będzie ruch, a Ty się nie zgubisz;)))
    O kwiatkach pamiętałam, tylko mnie zima zaskoczyła, nie rozumiem dlaczego…;) Buziaki:)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Jesteś

Po burzy wychodzi słońce i rozjaśnia świat. Taka kolej rzeczy. Stąd dziś wierszydełko powstałe prawie ćwierć wieku temu, już po miniaturach, które jednak dawkować będę, ale stopniowo:)

————————-
Jesteś.
Jesteś jak okład z lodu
na rozpalonym gorączką czole.
Jesteś jak kropla wody
dla padającego z pragnienia
rajskiego ptaka.
Jesteś jak manna na pustyni,
modlitwa za konającego.
Jesteś jak wschód i zachód słońca,
początek i koniec dnia.
Jesteś jak ocean
niezgłębiony i tajemniczy,
wiecznie niespokojny i poszukujący,
w którego toni odbijają się
refleksy świetlne
drżąc i skacząc po grzbietach fal.
Jesteś jak jedyna kolumna
utrzymująca ciężar sklepienia.
Jesteś jak latarnia morska,
która wskazuje drogę
wszystkim zbłąkanym.
Jesteś jak miód dla pszczół,
jak barć dla niedźwiedzia,
jak łagodny wietrzyk
muskający różowe stokrotki,
jak promyk słońca
błądzący po moich włosach
w zimowy poranek.
Dobrze, że jesteś.

16.11.2018

  • aga-joz Masz rację- dobrze, że jesteś.
  • 45gogula Ogólnie to bardzo dobrze mieć kogoś do kogo można powiedzieć „Jesteś” a zwłaszcza tak pięknie jak w wierszu
  • e.urlik Anka, do diabła, musisz być taka utalentowana?
  • kotimyszkot Jesteś.. i bądź 🙂
  • emma_b mam nadzieję, że ta wspaniała osoba w dalszym Ciągu jest blisko Ciebie:)
  • hanula1950 Piękne.
    Wzruszyłam się.
    Wesołego weekendu.
  • kobietawbarwachjesieni Aniu!
    Dobrze, że jesteś i że tak pięknie piszesz.
  • urszula97 Super że jesteś i bądź nadal,lubię tu przychodzić .
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Ago:-) Myślę, że móc powiedzieć komuś takie słowa to jest wielkie szczęście:)
  • annazadroza Gogulko:-) Tak, to szczęście mieć kogoś bliskiego, masz rację:)
  • annazadroza Ewciu:-) Nie pleć, kochana moja, nigdy nie byłam i nie jestem:)
  • annazadroza Myszokocie:-) Masz rację, niech zawsze będzie:)))
  • annazadroza Emmo:-) Jest, jest, głaszcze w tej chwili Szilkę:)
  • annazadroza Hanulko:-) Miło, że wzruszenie zagościło w Twoim serduchu. Dzięki, dobrego tygodnia:)
  • annazadroza Marysiu:-) Dziękuję bardzo, buziaki:)))
  • annazadroza Urszulko:) Dziękuję, bardzo się cieszę, że mnie odwiedzasz:)))
  • e.urlik Aniu, właśnie że jesteś utalentowana i do tego pracowita. Co do czynności nielubianych, to dziś po 2 mies. ufarbowałam łeb i mam „z głowy” (siwiznę) na miesiąc, czego i tobie życzę. A pelargonie może da się jeszcze uratować?
  • annazadroza Ewuniu:-) Mów tak jeszcze, może zacznę powtarzać jako afirmację, myślisz, że pomoże?;) Jeśli o pracowitość chodzi – najchętniej nogi na pufie bym położyła usiadłszy w fotelu, przymknęła oczy i tak trwała;))) Tyle w temacie:) Farby nie położyłam, bo dalej mi się nie chce. Ale naleśniki usmażyłam, bo dla Średniej, to mam jeden plus;)
    Pelargonie zdechły na amen, trudno, wola boska i skrzypce;)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii wierszydełka | Dodaj komentarz

„Lustro”

Znalazłam kilka tekstów, które określiłam mianem „miniatury”, napisanych w 1992 r. Smutne są, takie akurat sytuacje wtedy zdarzały się w nadmiarze. Pamiętam, że kilka informacji przeczytanych w prasie zrobiło na mnie wrażenie, bardzo zresztą przykre, stąd się wzięły miniaturki. Pewnie w ten sposób odreagowałam część z nich. W życiu też miałam wtedy zawirowania i tak się razem wszystko plotło. Najpierw chciałam wyrzucić, że smutne. Ale przecież życie nie składa się tylko z wesołych sytuacji. Dziś np. tytuł przeczytałam – 91-letnią kobietę chcą pozbawić domu, bo droga ma przebiegać akurat tamtędy. I tak mi się przykro zrobiło, jak po napisaniu „Lustra”.

———-

Leokadia była starą kobietą. Starała się nie patrzeć dokładnie na swoje odbicie w lustrze czesząc rzadkie, siwe pasemka włosów. Niegdyś były piękne, bujne, lekko falujące, połyskujące kasztanowym brązem. Starała się nie patrzeć na pooraną zmarszczkami twarz, na oczy jakby chowające się w głąb czaszki przed powiekami o brązowym zabarwieniu. Słabo widziała bez okularów i dlatego zdejmowała je idąc w stronę lustra. Mogła wtedy oczyma wyobraźni widzieć kobietę, jaką była niegdyś. A może zwierciadło zachowało odbicie twarzy, sylwetkę osoby, z którą stykało się dzień po dniu przez wiele dziesiątków lat? Może z jego drugiej strony wciąż żyje młoda dziewczyna o śniadej cerze i zielonych oczach, zmieniająca się z biegiem czasu w – zawsze piękną – żonę i matkę? Może w prawym górnym rogu, pod fotografią młodszej córeczki, która utonęła w jeziorze, jest też odbicie starszej, potrąconej przez pijanego kierowcę? Może w lustrze odbija się duch męża  przebywający w mieszkaniu od dnia śmierci? Umarł zaraz po drugiej córce, zostawili ją tu wszyscy samą.

Mieszkanie było duże: trzy pokoje z jasną kuchnią. Kiedyś wypełnione miłością mieszkających w nim ludzi, pachnące ciastem i czystością teraz przedstawiało obraz ruiny. Leokadia nie miała siły aby umyć duże, rozkręcane okna, wyszorować i wypastować dębowe podłogi, odnowić brudne ściany, szczególnie czarne nad grzejnikami. Nie miała też pieniędzy aby zapłacić komuś obcemu za wykonanie potrzebnych prac. Snuła się po mieszkaniu a razem z nią snuły się duchy jej najbliższych. I Leokadia była szczęśliwa mogąc obcować z ukochanymi.

Pewnego dnia jej spokój zakłóciła wizyta młodej, energicznej sąsiadki i pani z jakiejś opieki społecznej czy skądś tam. Leokadii było zupełnie obojętne skąd. Kiwała głową, uśmiechała się, coś podpisała aby tylko szybciej sobie poszły i zostawiły ją w spokoju. Panie wyszły zadowolone. Leokadia też była zadowolona, że poszły,  oraz – że ona zrobiła im jakąś przyjemność.

Kiedy kilka dni później niespodziewanie rozległ się ostry dzwonek u drzwi, wystraszyła się. Zamknęła drzwi na łańcuch i dopiero wtedy odsunęła zasuwę. Na korytarzu stała jedna z pań, które ją odwiedziły. Obok czekało dwóch mężczyzn w roboczych kombinezonach. Pani przez szparkę w drzwiach pokazywała jakiś papier, uśmiechała się. Tłumaczyła Leokadii, że przecież podpisała zgodę, że tam, gdzie pojedzie dostanie śliczny, czyściutki, słoneczny  pokoik, będzie miała dobre jedzenie i opiekę lekarską.

Staruszka nagle zrozumiała czego od niej żądają. Ma się wyprowadzić z mieszkania, w którym przeżyła życie, zostawić cienie swoich bliskich, odejść od nich na zawsze? Cofnęła się, oczy zabłysły przerażeniem. Skrzyżowała ręce na piersiach, kręciła przecząco głową.

Pani – wciąż się uśmiechając – spokojnym głosem wyjaśniała, że Leokadia będzie mogła zabrać ze sobą to, co zechce a reszta przedmiotów zostanie wystawiona na sprzedaż. Za pieniądze będzie mogła sobie coś kupić.

Kupić? Renta po mężu starczała ledwo na jedzenie i opłaty. Dużo pieniędzy? Pani przytaknęła, może i dużo. I ona, Leokadia, będzie mogła kupić kwiaty i lampki na grób męża i dziewczynek? Dużo kwiatów? Pani potwierdziła. Może nawet dużo kwiatów.

Leokadia otworzyła drzwi. Ucieszyła się. Tak dawno nie miała pieniędzy na kupno świeżych kwiatów, by złożyć je na grobie. Z przycmentarnego śmietnika wybierała takie, które jeszcze całkiem nie uschły, albo sztuczne, które jeszcze całkiem nie straciły koloru i nimi przystrajała grób. Nigdy nie wzięła ani jednego cudzego kwiatka.

Siedziała na krześle i patrzyła jak panowie w kombinezonach wynoszą sprzęty. Spokojna, od lat żyjąca w innym świecie, w innym wymiarze.

Poruszyła się niespokojnie gdy mężczyźni zdjęli lustro z haczyków. Szeroko otwartymi oczyma wpatrywała się w jasną plamę na ścianie, pozostałą w miejscu gdzie wisiało przez lata. Jeden z mężczyzn potknął się. Możliwe też, że porysowana szklana tafla nie tworzyła już jednej całości z  poczerniałą ze starości ramą. Rozległ się trzask i lustro w postaci migocących kawałeczków rozsypało się po podłodze.

Leokadia wydała z siebie głos przypominający wycie. Podniosła się i przysiadła. Nie odezwała się więcej, siedziała wpatrzona w zasłaną iskierkami podłogę.

Nie zobaczyła obiecanego pokoju. Tydzień później spoczęła obok męża i córek pod rozłożystym dębem.

15.11.2018

  • nie-okrzesana Wiem, że tak często wygląda rzeczywistość. Ale nie lubię takich tekstów. W życiu mam dość dramatów. Skoro mam poświęcić na coś czas wolny, niech to będzie pozytywne.
    To oczywiście moje subiektywne odczucie. Ale teraz szukam lektur łatwych i przyjemnych.
  • kolewoczy No cóż, to jest o samotności. Ma wiele twarzy i odbija się w wielu lustrach.
  • emma_b już dawno nic równie ponurego nie przeczytałam: spiętrzenie nieszczęść masakryczne…
  • emma_b wróciłam, żeby powiedzieć, że w odróżnieniu od Nie-okrzesanej nie szukam tekstów pozytywnych, tylko mnie ten natłok ponurych wydarzeń przytłoczył. ale nic to, przeżyję:)
  • annazadroza Nie-okrzesana:-) Rozumiem Cię, bo książkę zaczynam czytać od końca z tych samych powodów. Jak się dobrze kończy to czytam od deski do deski, jeśli nie – odkładam. Czasem jednak jest się w takim stanie, że tylko podobne koszmarki wychodzą spod pióra, tak miałam wtedy. Są też dowodem na to, iż złe chwile przemijają.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i z uśmiechem:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Trafnie powiedziane, prowokuje do zastanowienia… Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem…
  • annazadroza Emmo:-) Wielu ludziom czasem wali się świat na głowę i wtedy widzi same ciemne strony życia, innych nie dostrzega. Może właśnie na tym polega odreagowanie, aby potem móc pójść do przodu?
  • krzysztof213 I każdy może nawet spojrzeć w lustro ze nie każdy chce
    Jak się dożyje to się zobaczy jak to jest mieć lat 60 i co kto przeżył
    dziś mnie prowokujesz do pisania
  • annazadroza Krzysiu:-) Z biegiem czasu zwiększa się bagaż doświadczeń i dobrych, i złych. Do nas należy uporanie się z tym, co przynoszą – z emocjami, sytuacjami najprzeróżniejszymi. To nasza nauka. Tak myślę.
© Anna Blog

 

 

Zaszufladkowano do kategorii miniatury i takie tam..., Opowiadania | Dodaj komentarz

Wczorajszy dzień

Wczorajszy dzień przemknął nie wiadomo kiedy. Nawet myślałam, że to wciąż poniedziałek i dopiero zerknąwszy w kalendarz wróciłam do rzeczywistości. Śmieci trzeba segregowane wystawić w żółtym worku, bo w środy zabierają. Tak to śmieci stały się „regulatorem czasu”;)
Wszystko przez to, że przekładałam w szufladzie szpargały chcąc trafić na coś, co by się nadawało do przeczytania i wstawienia tutaj. Poza tym przyszedł mi do głowy pewien pomysł i tak się w niego zagłębiłam, że całkiem straciłam poczucie rzeczywistości. Powinnam się zaszyć gdzieś, w jakimś tajemnym miejscu i tam losy moich bohaterów splatać i rozplatać. Wtedy szybko by poszło. Niestety, w realu to niemożliwe. Ale –
tak widocznie ma być, muszę ćwiczyć umiejętność skupienia się na jednej rzeczy, a z tym problem mam od zawsze, bo wszystko mnie rozprasza i z koncentracją mam kłopot. Nie, że teraz, na starość, ale od zawsze – co w czasach szkolnych zmorą było. „Nic to, Baśka”, dam radę.
Urodziły mi się nowe bohaterki, powiązane trochę ze starymi, bo to fajne jest – odnaleźć podczas czytania już znajome postacie. Rzecz się dzieje po „Pasmach życia” – i tak się właśnie w ich sprawach zagłębiłam, że realne odeszły na dalszy plan. A przecież tak nie może być.
W planie realnym – zrobiłam pyszną pastę do chleba. Utarłam wędzone tofu na grubych oczkach, kostkę białego sera też, dodałam sardynki, całą puszkę łącznie z olejem (dużo tego nie było w małej puszeczce), pokroiłam cebulkę. Do tego sól i pieprz, troszeczkę majonezu , żeby się dobrze smarowało i nic więcej. Naprawdę dobre:) Babcia D. też zjadła, myśląc, że to tylko rybki.
Na przemycenie jedzenia znalazłam dla niej nowy sposób. Otóż desery babcia lubi, nie wyrzuca. Wczoraj wymieszałam serek biały naturalny z jagodowymi konfiturami i zjadła. W weekend wymieszałam stygnącą galaretkę z serkiem waniliowym i schłodziłam w lodówce. Wyszedł wyśmienity deser o aksamitnym smaku, pycha. Też jej smakowało. Ucieszyłam się, bo najważniejsze w jej przypadku jest dostarczanie wartościowych
składników, jako że ona zjada małe ilości. A i te potrafi schować albo wyrzucić. Wydało się, że leki znowu chowa. I jak sprytnie! Udaje, że połyka, trzyma gdzieś pod językiem albo nie wiem gdzie, w każdym razie znaleźliśmy mnóstwo tabletek takich „wymemłanych”, sklejonych, schowanych w szafie. Oj, trudno mi było zapanować nad sobą, klęłam jak szewc… Oczywiście jej przy tym nie było, do tej pory nie wie, że my wiemy. Teraz trzeba ją bardziej pilnować przy podawaniu lekarstw.
W poniedziałek odbyłam wizytę, zapisałam się na następną i na razie spokój, bo wyniki dobre.
Wieczorem – też w poniedziałek – nie mogłam oczu oderwać od filmu składającego się z fragmentów dokumentalnych zapisów, filmów nakręconych podczas I wojny światowej, pokolorowanych teraz – przez co stały się bardziej autentyczne, żywe, jakby przed chwilą nagrane…
Wrażenie niesamowite, najwięksi politycy i twórcy naszego obecnego świata (który jest przecież wynikiem ówczesnych działań z późniejszymi „poprawkami”) – jakby stali tuż obok. Obserwując miałam uczucie przeniesienia w czasie i – takie dziwne wrażenie – wśród żołnierzy szukałam dziadka Staszka, który w I wojnie był w austriackiej armii.
Oby nigdy już na naszym starym kontynencie nie powtórzyła się koszmarna historia. Dlatego uważam, że nacjonalizm jest zagrożeniem ludzkości, tym bardziej teraz, kiedy całą populację można unicestwić w kilka chwil…
Ale…jest pięknie, pelargonie kwitną i mają mnóstwo nowych pąków! Groszki wypuszczają nowe pędy, aksamitki zakwitły! dla mnie mogłoby tak być przez cały rok, tylko co na to Matka Natura?

14.11.2018

  • babciabezmohera Ogromna karuzela w Twoim życiu. Dobrze, że masz odskocznię w swoich zainteresowaniach… 😉
  • kotimyszkot Matka natura da nam jeszcze za te kwiatki popalić 😉
  • 45gogula U mnie też dużo roślin jakby chciało na nowo zakwitnąć, ale niestety już zapowiadają bardziej zimne noce co to .nawet -5 będzie; a co do martwienia się o życie w realu…? no chyba sama wiesz, że kiedyś człowiek musi odskoczyć na chwilę, dwie czy nawet trzy
  • urszula97 Cieszę się że grzebiesz w opowiastkach.A babcia D. to podobnie jak mój mąż,niestety SM postępuję a po embolizacji tętniaka na mózgu też coś nie tak,wizyta dopiero 20 grudnia,ostatnio nie jest mi do smiechu.Babcia D.nie je a ten je za 4.
  • bognna No to troche glodna sie zrobilam;)

    A propos I wojny: 11 listopdada siedzielismy przed telewizorem jak zamurowani i zachwyceni przepiekna, cudowna uroczystoscia w Paryzu. Macron klasa, klasa i jeszcze raz klasa.

  • emma_b u mnie też kwiatki fantastycznie się trzymają. a kolorowa jesień przez cały rok bardzo by mi pasowała:)
  • veanka Aniu, może babci D. te tabletki podawać starte na proszek i w jedzeniu. Jeżeli podaje się je po jedzeniu, to chyba można -trzeba byłoby zapytać lekarza/farmaceutę.
    ps. też mi w tym tygodniu brakuje jednego dnia, a przydałby się bo to tydzień przedwyjazdowy i bardzo zajęty.
  • krzysztof213 Tego nie wiemy czy to nie możne się wszystko powtórzyć …
    Ciche wojny w tle się dzieją a ludzie nieraz coraz bardziej obojętni ….
    I każdy o sobie nieraz myśli .
    Elity polityczne władzy co innego a co innego życie zwykłych ludzi . Gdzie znów cytatełem o zapowiedziach 3wojny .
    A o ludziach co coraz gorsi dla siebie to mógłbym wiele napisać
    Więc może wojna ekonomiczna drwa jak walka o życie
    Więc życzę zdrowia w zamierzeniu się z rzeczywistością
    I dziękuję za komentarz
    I też bywało że rozmawiam z starszymi osobami tak nieraz jesień życia smutno wygląda w tym kraju…
  • e.urlik Jakie groszki, jakie pelargonie? O matko, czy na na innej planecie jestem? U mnie wszystko suche, oprócz aksamitek i narcyzów, pelargonie już na zimę w garażu…
    I wspaniale, że masz nowe pomysły, jesteś wspaniała, mimo tylu trudności…!
  • annazadroza BBM:-) Tak to już jest, że jak karuzela ruszy, to nie da się z niej wyskoczyć, trzeba się kręcić dalej;)
  • annazadroza Myszokocie:-) Raczej nas zamrozi, popalić daje teraz w Stanach. A ostatnio straszy erupcją wulkanu. Szczerze – wcale jej się nie dziwię, że chwilami na ludzi patrzeć nie może. Ale – na nas niech patrzy łaskawym okiem, bo się staramy, prawda;)))
  • annazadroza Gosiu:-) Jeszcze ciepło, cieszę się tym jak długo mogę. Szkoda mi chować pelargonii, bo takie ładne są. Ale jak zmarzną? Oby większych problemów nie mieć… Może je wezmę do domu? Poprzednią zimę jedna przetrwała i teraz jest piękna.
    „Czasami człowiek musi, inaczej się udusi…”
  • annazadroza Urszulko:-) To ja Ci współczuję ogromnie, bo nic więcej nie mogę, jak tylko wirtualnie przesyłać Ci dobre myśli. Kiedyś spędziłam trzy tygodnie na neurologii z podejrzeniem SM, więc wiem o czym mówisz.
    Z babcią D, jest tak, że jak łyka leki – da się wytrzymać, ale kiedy przez jakiś czas tak zakombinuje, że nie bierze, dostaje tzw. małpiego rozumu i jest ciężko.
  • annazadroza Bognno:-) A zrobiłaś się głodna na słodkie czy na ostre?
    Oglądając piękne obchody 11.11 – w Paryżu – uniknęłaś widoku kojarzącego się z hordą barbarzyńców. Nic nie poradzę, ze takie mam.
  • annazadroza Emmo:-) Fajnie by było, prawda? Tak kolorowo, trochę mglisto, bez wyraźnych kształtów, więc z dużym polem dla wyobraźni… oj, bredzę;) Buziaki:)))
  • annazadroza Veanko:-) Myślę, że można byłoby tak zrobić, gdyby była pewność, że ona to zje. Niestety, nie można być niczego pewnym. Jest nieprzewidywalna, raz jest ok, za chwilę coś sobie ubzdura i koniec, porozumienia nie ma. Jeśli leków nie bierze przez kilka dni – jak się okazało ostatnio po znalezionej ilości – wtedy zachowuje się jak gość z kosmosu, wietrzący spiski na dodatek.
    A Tobie życzę wydłużenia tygodnia;) Żebyś się spokojnie uporała z przedwyjazdowymi czynnościami:)))
  • annazadroza Krzysztof:-) Cóż my możemy robić dla ratowania siebie i bliźnich? Może to brzmi głupio w zestawieniu ze światem zewnętrznym, w którym przyszło nam żyć – ale wciąż uważam, że postępować uczciwie względem siebie i innych. Jak to kiedyś mądrze powiedziano – „żyj tak, żeby tobie było dobrze i z tobą było dobrze”.
    Jesień życia bywa smutna, dlatego dziękować Jurkowi Owsiakowi należy, że zajął się także ludźmi starszymi.
  • annazadroza Ewciu:-) Jak to jakie? Różowe! Pnące pelargonie były czerwone, znaczy, są. Ich nie dam rady przechować, bo są w skrzynkach i wielkich donicach. Trudno, niech oglądają zimę jak przyjdzie, może im się spodoba. Różowe mam dwie, grube, piękne, niesamowite – jedna z zeszłego roku przechowana, druga nowa. One mogłyby przeżyć. Są w doniczkach nadających się do przeniesienia, może się uda:)
    Jedyne czego mi nie brakuje to książki i pomysły;)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz