Jeszcze

Wracam jeszcze do okresu świątecznego, bo wczoraj „poszłam w inne tematy”. W wigilię był Mały z rodzinką, Duży z „przyległościami” przyjechał w drugi dzień. Gwiazdą oczywiście była Calineczka. Jakże mogłoby być inaczej? Przez chwilę posiedziała w foteliku zajęta ziemniakami, buraczka wzięła do buzi, reszta niekoniecznie wzbudziła jej zainteresowanie, właściwie tylko w momencie wyrzucania z talerzyka. Zajęła się na dłuższą chwilę kromką chleba, którą pracowicie obgryzała, pakowała sobie do buzi ze smakiem i wyraźnym zadowoleniem. Poza tym wszystko było ciekawe – światełka na choince, pieski kręcące się między ludźmi, stroiki, które można przenosić z miejsca na miejsce i wyrywać z nich szyszki, przytulanki wyjęte z
kolorowej prezentowej torebki. Najlepszy jednak jest wciąż niebieski konik na biegunach należący wcześniej do siostry, którego babcia Ania przechowała na strychu. Na takim koniku można się bujać, można siedzieć okrakiem, można po damsku – wtedy „dama” siada bez pomocy, samodzielnie, można też ciągnąć go po całym pokoju:) Eh, nie ma to jak młodym być;)))
Kulinarnie babcia Ania się wyrobiła zgodnie z planem, rodzinka chwaliła, babcia rosła z dumy i zadowolenia, i wzdłuż, i wszerz. Wieczorem wyszła z dziadkiem i psami, żeby trochę spalić kalorii, na szczęście nic nie padało na głowę. Nasza ulica jest udekorowana świątecznie, ładnie wygląda, świeżo wyremontowane skrzyżowanie oddano do użytku, można więc bezpiecznie, na światłach przechodzić i przejeżdżać, i z przyjemnością iść na
długi spacer.
Aha, wcześniej babcia Ania sobie przypomniała, że trzeba się jakoś przyzwoiciej, świątecznie choć trochę, przyodziać, zrzucając na tę chwilę ukochane dżinsy. Szafa pęka od nadmiaru lecz … co to? Zeschły się te stroje czy co, bo żadne „przyzwoite” spodnie się dopiąć nie chcą, a spódnice całkiem nie wchodzą w rachubę. Ostatni raz babcia się ubrała na urodziny Calineczki w jasną spódnicę i prawie nowe buty, które się rozpadły i powędrowały na śmietnik. Udało się babci znaleźć jedne jedyne spodnie nadające się do użytku, z rozciągliwego materiału, które się dopięły. I cóż pozostało babci Ani? Nic wielkiego, po prostu w najbliższej przyszłości pozostawić za sobą kilka kilogramów i ruszyć przed siebie bez zbędnego balastu.
Wprawdzie kilka już zgubiła (kilogramów) w międzyczasie, ale za mało. Patrząc na ładne szmatki gromadzone radośnie i nie mogąc ich używać zgodnie z przeznaczeniem – musiała babcia powiedzieć: szkoda ich. Zobowiązań noworocznych nie robi, ale sobie po cichu przyrzekła, że się w nie zmieści;)
Najpierw trzeba oczywiście wykończyć słodycze świąteczne, a tych było sporo. Został jeszcze kawałeczek murzynka upieczonego z przyprawą do piernika, ale już bez przekarajania i smarowania marmoladą, bo babcia siły nie miała. Został kawałek sernika (były dwa, serniki, nie kawałki), kilka zawijasków makowych. Babka marchewkowa zniknęła bez śladu, pierwszy raz była ubrana w lukier cytrynowy i wyszła rewelacyjna w smaku. Więcej nie powiem ani słowa, bo mi się tak zachciało sernika, że nie mogę się oprzeć. Ponieważ nie muszę wstawać z fotela, żeby po niego sięgnąć, ulegnę pokusie. Wszak Wańkowicz mawiał, że trzeba się „wypokusić”, czyli pokusie poddać, wtedy człek odpornym się staje na różne takie chęci…
No to sięgam i Wam też radzę pozwalać sobie na co tylko chcecie aż do Sylwestra. Potem trzeba będzie wrócić do rzeczywistości, ale na razie – niech się leni kto może:)))

28.12.2018

  • babciabezmohera Zgodnie z Twoją sugestią- lenię się bez ograniczeń! Odpoczywaj i Ty, bo nam się to po prostu należy!- jak powiedziałaby niewątpliwie pewna pani. ;))
  • veanka Lenię się za wszystkie czasy, tylko, … że to staje się już nudne, i rozglądam się, co by tu zrobić;).
  • annazadroza BBM;-) Pani mój organizm nie toleruje, kontekstu, w którym słowa padły też nie, ale słowa jak najbardziej tak – w odniesieniu do konkretnej sytuacji o której mówimy obydwie:))) A więc leńmy się na potęgę:)))
  • annazadroza Veanko:-) Wszakże lenienie się nie polega na „nicnierobieniu” tylko na robieniu tego, na co ma się chęć. Zatem do dzieła i rób co chcesz:)))
  • gregoria1 Widzę,że u wszystkich działo się ,oj działo.Nadeszła pora na malutkie odchodzanie.Dojadam ciasta.Reszta zjedzona.dzisiaj mąż mial ochotę na naleśniki z jagodami.taki obiad.
  • 45gogula No to ja już chyba wszystko dojadłam, zwłaszcza słodkości. A co do zawartości szafy….na szczęście upały w tym roku nie zaszkodziły moim ubraniom i nadal się mieszczę, ale to tak na dziś i trzeba się pilnować.
  • kasiapur Pięknie Aniu miałaś w Święta i smakowicie. Trudno żeby do takiej Mamy
    i Babci nie zawitać i bez świąt… A do lata, żeby zrzucić to i owo, jeszcze
    mnóstwo czasu, a zresztą czy to takie ważne ? Calineczka najważniejsza !!!
    uściski :)))
  • e.urlik Aniu, moja szafa jest pełna „rozciągliwych” rzeczy, więc właściwie trzeba tylko znaleźć długie topy, żeby mi nie było baleronów widać. A odpoczynek po świętach – bezcenny, nawet bez sernika, którego nie było dziś w cukierni. Ale makowiec był… mniam.
  • Gość: [ciotkaeliza] *.play-internet.pl No to jestem usprawiedliwiona i mogę się ,,wypokusić ,, dobrze że są święta.
  • urszula97 Pięknie,skoro jesteś zadowolona to musiało być cudownie.A odnośnie kurczącej się odziezy to też dobre,jest okazja aby kupić coś nowego.
  • emma_b ja też na okrągło w dżinsach chodzę. a nicnierobienie jest moją pasją życiową. chociaż z drugiej strony, jak człowiek czyta książkę, albo myśli, to chyba jednak coś robi..
  • annazadroza Gregorio:-) U nas już dojedzone. Szybciutko coś muszę upiec na dzisiejszą noc. A naleśniki z jagodami to bajka:)))
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Gosiu:-) Jak Ci dobrze z szafą, która nie powoduje kurczenia się ciuchów;) Ponieważ nie przewiduję wymiany szafy ani kupowania nowych ubrań – wyjście jest jedno… prawda;)))
  • annazadroza Kasiu:-) Ważne jest, bo jak nie możesz się dopiąć albo cię wszystko gniecie i siedzieć trudno, to – trudno- ale przeszkadza;) I Calineczkę podnieść też trudno;) Więc, choć zmian nie lubię, w tej materii zmienić coś trzeba;)
    Uściski serdeczne Kasieńko:)))
  • annazadroza Ewuś:-) Wczoraj nie było ciasta francuskiego w Biedronce, więc nie mogę makowych zawijasków upiec, choć masy jeszcze mi zostało. o, ale mogę makaron ugotować. I to jest dobra myśl:)
    Rozciągliwe ciuchy są zdradliwe strasznie, bo niby wciąż pasują, ale…
  • annazadroza Elizo:-) Potrzebne są takie chwile bezkarnego relaksu, a jakie to przyjemne:)))
  • annazadroza Urzulko:-) To byłoby zbyt proste;) Jak się zwycięży samą siebie, choć w takim drobnym wycinku, to radość większa. A i oddychać łatwiej gdy „czegoś” mniej naciska w środku;)))
  • annazadroza Emmo:-) Ależ oczywiście, że czytanie i myślenie to bardzo frapujące ale i -czasami – wyczerpujące zajęcia.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Po świętach

Szaleństwo przygotowań minęło, prezenty bliskim podarowane, rozpakowane otrzymane od nich, najgłówniejsze potrawy skonsumowane. Niektórzy odpoczywali w drugi dzień co pokazywano w tv – podczas spacerów udekorowanymi świątecznie ulicami miast czy jazdy na łyżwach na Narodowym oraz na lodowiskach w całym kraju. Tradycyjnie nie brakowało idiotów wybierających się w góry w ubraniach nie nadających się się na taką wyprawę, bez przygotowania i kompletnie bez rozumu, co skutkuje zaangażowaniem wielu ratowników, oderwaniu ich od rodzin, od świętowania, od wypoczynku by nieść pomoc nie doceniającym tego bezmózgowcom. Inna grupa tępych kretynów to kierowcy, którym się chyba wydaje, że w grze komputerowej biorą udział prując bez opamiętania po śliskich ulicach, szosach, nie zważających na znaki drogowe, linie ciągłe, przejścia dla pieszych, na ludzi idących poboczami i chodnikami. Nie wiem co taki ….syn sobie myśli. Że jak rozjedzie swoim drogim autem całą rodzinę, to po chwili wszyscy się podniosą i pójdą dalej jak w komputerze, bo tych „żyć” mają kilka? Czy poziom czytelnictwa ma wpływ na zaniki mózgów takich …(wykropkowane)? Czytanie książek powoduje rozwój wyobraźni, a ona siedzącym za kółkiem jest niezwykle potrzebna. Kiedyś się mówiło: „skóra, fura i komóra” – na określenie pewnej grupy, miało oddźwięk ujemny i nic się nie zmieniło w tym względzie, bo odzwierciedla stan umysłu, albo raczej jego brak. Inna grupa to jadący na podwójnym „gazie”. Gdyby tak na siebie wzajemnie ci wymienieni wpadali, zmniejszyłaby się liczba kretynów w kraju. Lecz tacy mają szczęście, zawsze zabijają niewinnych ludzi sami z reguły wychodząc cało.
Miało być miło, poświątecznie ale mnie poniosło na wieść o wielu osobach, które tego poświątecznego czasu nie doczekały.

27.12.2018

  • 45gogula No bo jak się słucha informacji z dróg, to człowieka ponosi zwyczajnie… Ja kiedyś pisałam o tym, że każdy wydłużony weekend to nie mnie niż 1000 nietrzeźwych, co to za kierownicę siadać już na jakiś czas nie mogą. I tak za każdym razem a ruch większy i większy? Natomiast zauważam ostatnio, że im droższa fura tym rozsądniejszy jednak kierowca (no chyba, że auto tatusia, ale nie chcę uogólniać).
  • babciabezmohera Wcale się nie dziwię, że ta bezmyślność Cię denerwuje. Mnie też. Uważam, że akcje ratunkowe takich bezmózgów powinni finansować oni sami. A pijani kierowcy winni być traktowani jako potencjalni mordercy a spowodowanie wypadku – jako morderstwo z premedytacją.
  • urszula97 Niestety taka rzeczywistość,szkoda że tracą przez to porządni kierowcy.
    No i po świetach,mały jeszcze nie rozumiał o co chodzi ale ważne dla niego były lampy i nisko wiszące bombki.To znów będziemy świętować,dobrze że sporo zamroziłam.
  • annazadroza Gogulko:-) No po prostu ponosi człowieka i nogi z doopy takim idiotom powyrywać, żeby nigdy więcej za kierownicę nie siadali. Zauważyłam ja z kolei, że największe nieszczęścia powodują smarkacze, to by potwierdzało, że auto od tatusia. Albo po dopalaczach, przy których zwykła marihuana to ziółko lecznicze dla dzieci…
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl BBM:-) Masz absolutną rację. Na Słowacji za akcje ratunkowe w górach trzeba płacić. Co innego wypadek a co innego głupota bezdenna jak pójście w góry w sandałkach na obcasie (latem) albo zimą bez żadnego przygotowania i jeszcze z dziećmi.
  • annazadroza Ulenko:-) Już widzę Olusia jak na światełka na choince patrzy i myśli, co to takiego:)))
    Najlepszy sposób na przechowanie żywności to zamrożenie – wyciągasz, rozmrażasz i jedzonko jest. Też zamroziłam „conieco”, bigos stoi na balkonie i czeka. Kiedy były prawdziwe zimy zdarzało się, że bigos zamarzał na długo i potem był jak znalazł, właśnie na balkonie, jeszcze na Ursynowie.
  • e.urlik Jechałam wczoraj do Mamy raniutko, potem od Mamy (razem ok. 400 km) i muszę przyznać, że wszyscy których spotkałam byli grzeczni i rozsądni, ale padał deszcz i może dlatego. A idioci w górach to osobny gatunek idiotów. Każdy, każdy, kto wybiera się w góry (nawet na Jurę) powinien płacić dodatkowe ubezpieczenie, a jak nie zapłaci, to niech pokrywa koszty akcji ratunkowej. Dlaczego znowu mamy ratować idiotów z naszych pieniędzy?
  • emma_b faktycznie Cię poniosło, Aniu:) i jak zwykle masz rację:)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Dobrych, nie tylko wesołych:)))

Miałam zamiar powiedzieć coś specjalnego z okazji 500-go wpisu. Nie zwróciłam uwagi na numerację i wpis „przeleciał”, ten jest 513-ty. A powiedzieć to bym chciała dużo z tej okazji, tylko jak i od czego zacząć? Może od tego, że pomysł założenia bloga okazał się strzałem w dziesiątkę, jednym z najlepszych pomysłów na jakie kiedykolwiek wpadłam? Polubiłam – to za mało powiedziane, uzależniłam się wręcz od spotkań z Wami w tym
wirtualnym świecie. Chciałabym Wasze teksty przeczytać od początku, poznać bardziej, głębiej lecz czasu brakuje. Musi – na razie tylko, mam nadzieję – pozostać jak jest. Czyli tak, jak się poznaje ludzi w realu, w konkretnym momencie. Z ich przeszłości można poznać tyle, ile sami aktualnie powiedzą. Nie da się cofnąć czasu i wrócić do nich w przeszłości, by przez ten miniony czas im towarzyszyć. Można jedynie od chwili
spotkania.
Wciąż słyszałam i nadal słyszę z różnych stron: -co ty będziesz na emeryturze robić? -nie nudzisz się?- wtedy będziesz mieć za dużo czasu co z nim zrobisz?… A guzik z pętelką! Może i on jest, ten czas, niestety – pędzi bez opamiętania, co już niejednokrotnie stwierdzałyśmy wszystkie. Doba jest zbyt krótka na zrobienie wszystkiego co zrobić potrzeba i jeszcze na to wszystko, co bym zrobić chciała. Nigdy dotąd tak nie uciekał, jakby nagle przyspieszenia dostał. Może dlatego, że już nie ma w perspektywie żadnego „potem”? Kiedy pracowałam odkładałam swoje sprawy właśnie na „potem”, czyli na emeryturę, upragniony, wyczekiwany okres wolności, swobody, spełniania marzeń snutych od dzieciństwa, a dokładniej – od kiedy nauczyłam się czytać i pisać. Odkładałam swoje pragnienia – bo zawsze obowiązek był na pierwszym miejscu, bo studia, bo dzieci małe, bo dzieci w szkole (oj działo się, działo), bo dzieci dorastają (i znowu się działo), bo
praca równolegle z wieloma zawirowaniami po drodze, bo mnóstwo różnych spraw, przeżyć i radosnych, i smutnych, rozstania, odchodzenie bliskich, narodziny wnuczek… A to wszystko na tle przemian jednego świata w drugi, tego, w którym się urodziłam i wychowałam w inny, o zupełnie odmiennych wartościach i preferencjach, nie zawsze do zaakceptowania… I zawsze na pierwszym miejscu obowiązek, obowiązek i jeszcze raz obowiązek. Jakby to było moje jedyne i prawdziwe imię. A mnie się to przestało podobać. Bo kiedy wreszcie czas dla mnie? Powinnam zacząć powtarzać: teraz ja, ja i jeszcze raz ja. No tak, ale tego się nie da przeskoczyć, „ja” zawsze gdzieś z tylu – przepraszam, to ja później, zaczekam, nie tym razem, może kiedyś, potem… itp., itd. A tu czekać nie ma na co, żadnego „potem” już nie będzie.
Dzięki blogowi poznałam Was! I tu „się stała” moja odskocznia, mój własny świat oddzielony od reszty, tu „puściłam” moją pisaninę w szufladzie ukrytą dotąd, tu się przekonałam, że nadaje się ona do czytania i nawet niektórym się podoba. Pewnie, że inaczej się czyta w całości, mając normalną książkę w ręce, ale trudno, ” z braku laku dobry kit” – jak to się mówi.
Uśmiecham się na myśl o Was, o Waszych odwiedzinach i rozmowach, którymi właściwie są komentarze. I dziękuję za nie bardzo serdecznie, bo wtedy czuję ogromną radość. Naprawdę:))) Uczę się od Was różnych rzeczy, utwierdzam się w jednych przekonaniach, weryfikuję inne… Czytam Wasze aktualne wpisy, nie zawsze komentuję. Czasem piszę komentarz, ale go kasuję, bo mi się wydaje, że głupi, czasem widząc napisany
zmieniam i piszę jeszcze raz. Sama się cieszę, gdy choć uśmieszek znajduję pod tym, co sama napisałam:)))
Noo, to się nagadałam:) Ponieważ święta już tuż, tuż, więc – razem ze zwierzętami, które w wigilię mówią ludzkim głosem – życzę wszystkim człowieczeństwa w sobie i wokół siebie w dużej ilości, nawet w nadmiarze nie zaszkodzi. Poza tym tradycyjnie: zdrowia, szczęścia, radości, miłości, prezentów, bliskich przy stole uginającym się od smakowitych potraw i po prostu DOBRYCH, WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

21.12.2018

  • e.urlik Oooooo, Aniaaaa, tak ślicznie o tym piszesz… To dla mnie zaszczyt znać ciebie choćby w taki sposób, bo jesteś kochana, przemiła i cudowna i muszę się przyznać, że po otwarciu lapa najpierw zaglądam do ciebie. To tak, jakbym co rano piła kawcię z przyjaciółką i gadała z nią zanim zacznie się codzienna krzątanina. I zawsze zostawiaj komentarze, nigdy nie są głupie. Ty i wiele inych dziewczyn, które odwiedzam są jak ożywczy zefirek w smogu, poprawiają humor, nastawiają optymistycznie (najczęściej) i mnie, samotnicy z wyboru dają klucze do ich i twojego świata. A teraz idę wreszcie do roboty, bo to jakieś święta mają być, czy coś? Całuję!
  • kotimyszkot I ja się cieszę, że mogłam Cię poznać choć tak, w taki wirtualny sposób, z Twoimi wartościami, poradami, przemyśleniami 🙂 Niech te Święta będą dla Ciebie pełne ciepła i spokoju, by choć trochę czas spowolnił i pozwolił nacieszyć się rodziną, bliskością i domowym ciepłem. Ściskam mocno i dobre myśli wraz z życzeniami przesyłam :))
  • krzysztof213 Życzę zdrowia i tego samemu ci życzę
    Tak pięknie napisałaś w świecie gdzie nieraz tego nie ma ..
    życzę wszystkim człowieczeństwa w sobie i wokół siebie w dużej ilości, nawet w nadmiarze nie zaszkodzi
  • fusilla Spokoju i pokoju Ci życzę! Nie tylko na Święta!
    I otulam Ciepłym i Puchatym! :-))))
  • tessa37 Nawzajem dobrych, pięknych, wesołych i…magicznych;)
    Nasze futrzaki ludzkim głosem mówią na codzień, nie tylko w Wigilię-no prawie ludzkim;) My je rozumiemy i z nimi rozmawiamy, a one mialaczac emitują ludzki ton głosu, to jest przezabawne:)
    Określenia „za dużo czasu” nigdy nie byłam w stanie zrozumieć, to jest dla mnie oksymoron. Jest tyle wspaniałych rzeczy, które można w danym nam czasie zrobić, to największa dana nam z życiem wartość, nie rozumiem, jak ktoś może tego nie doceniać.
  • tessa37 Imituja:) Emitują mniej przyjemne rzeczy;)
  • babciabezmohera Ja też uważam, że blogowanie to fajna sprawa i otwarcie się na przyjaznych ludzi. Zatem powodzenia pisaniowego na kolejny czas a na Swięta przyjaznej , serdecznej, rodzinnej atmosfery. Wesołych Świąt! :))
  • 45gogula W tym wpisie napisałaś to wszystko, co ja też mogłabym wyrazić ( a myślę,że nie tylko ja) tak to się to życie układa. Ja ogromnie się cieszę, że wróciłam na bloga, że poznałam Ciebie i Twoje świetne wpisy bieżące i te z szuflady, które również świetnie się czyta.
    Na Święta zaś … radości, spokoju i szczęścia, które będzie takie jak Ty je rozumiesz, żeby było miejsce na Twoje „JA” . A prezenty – nie zaszkodzi, jak Mikołaj się postara, wszak byłaś grzeczną dziewczynką. Prawda?
  • annazadroza Ewuś:-) Ty to egzaltowana nastolatka jesteś:))) Ale ja też się cieszę, i tę kawcię też pijam z myślą o siostrzanych duszyczkach:) Nie zamorduj się przy tej robocie, Panno jedna, buziaki:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Dziękuję za dobre myśli, dobre słowa i życzenia:) Z przyjemnością zaglądam do Ciebie i obserwuję codzienne życie z cudownym maluchem., ups, przepraszam, toż on całkiem duży facet, facecik… Wszystkiego co „najchoinkowsze”, „najświąteczniejsze” i najlepsze, buziaki:)))
  • emma_b mądry i ciepły tekst, na który odpowiem krótko: dziękuję i nawzajem, Aniu:)
  • annazadroza Krzysiu:-) Dziękuję i posyłam do Ciebie życzenia Dobrych Świąt spędzonych tak jak chcesz i lubisz, żebyś był zadowolony i spełniał swoje marzenia:)))
  • annazadroza Fusilko:-) Z przyjemnością otulam się Ciepłym i Puchatym, tym bardziej gdy za oknem zima. Dziękuję! Tobie również życzę spokoju, Dobrych Świąt z dziećmi w pobliżu i moc serdeczności posyłam:)))
  • annazadroza Tesso:-) Dziękuję!!! Futrzaczki są cudowne, mądre i kochające. Oczywiście, że mówią do nas i rozumieją. Dziś uśmiałam się, bo o moich psach mówimy „dzieciaki” i zawołałam: dzieciaki do mnie! I Szilka i Skitek natychmiast się poderwały i już były przy mnie:))) On uczy się obserwując sunię, nie za bardzo mu to wychodzi, bo to leniwy facet jest, ale jakieś postępy widać:)
    Nigdy w życiu się nie nudziłam, nie wiem co to znaczy, dlatego czasu mi ciągle brak, nigdy go za dużo. Jeśli nawet siedzę bez ruchu, to nie znaczy, że nic nie robię, tylko bardzo intensywnie pracuję „wewnątrz siebie”:)
  • annazadroza BBM:-) Kochana, dziękuję z całego serca za dobre słowa, za życzenia i posyłam Ci mnóóóstwo serdeczności:)))
  • aga-joz Aniu przemiła- gratulacje z powodu tak okrągłego jubileuszu, jak ten czas leci! W związku z blogowaniem odczucia mam takie same jak i Ty, bardzo dużo dobrego dał mi ten wirtualny świat. Nawet z komentowaniem mam podobnie. Dawno temu, kiedy tylko czytałam blogi, to starałam się trafiwszy na coś ciekawego, przeczytać taki blog od początku do końca, kilka razy nawet mi się udało, ale te najciekawsze są jednak zazwyczaj dłuuugie, więc bywa to niewykonalne. ale przynajmniej staram się być na bieżąco.
    W życiu jestem na etapie, kiedy to zrozumiałam swój błąd- do niedawna też wszystko było ważniejsze ode mnie, moich potrzeb i pragnień, życie to obowiązki, nakazy, konieczności. Między innymi dzięki Tobie i innym wirtualnym znajomym to się zmienia. I bardzo się z tego cieszę, to kolejny plus.
    A na Święta i nie tylko- wszystkiego, o czym sobie zamarzysz, dużo radości i takich dni, które na noc zsyłają spokój i szczęście. Gorąco pozdrawiam.
  • annazadroza Gosiu:-) Starałam się być grzeczna, ale – bo ja wiem? Nie jeden raz puściłam brzydkie słowo pod nosem w kierunku obecnych, a do telewizora to już całkiem głośno i wyraźnie, bez „krępacji”. W związku z tym nie wiem, czy Mikołaj albo Gwiazdka zaakceptują moje zachowanie;)
    Zdarzyło się, że spotkałyśmy się tutaj, (w sensie na bloxie) takie pokrewne dusze, albo ludzie, którzy znają Józefa – jak mówiła panna Kornelia. Okazuje się, że mamy podobne odczucia, odbiór świata i różne takie tam… Strasznie to jest fajne:))) Świat się taki jaśniejszy robi:) Pewnie dlatego mnie tak tutaj ciągnie:)
    Dziękuję Ci baaardzo serdecznie, życzę Tobie również spełniania się w takim wymiarze, jaki potrzebny jest do szczęścia, zostawienia za sobą smutnych przeżyć bo już minęły i patrzenia z nadzieją w przyszłość. Moc serdeczności posyłam:)))
  • annazadroza Emmo:-) To i ja Tobie podziękuję:) I samego dobrego na dziś i na zawsze:)))
  • annazadroza Ago:-) Bardzo dziękuję:) Przeleciało, dobrze, że nie uleciało z wiatrem, bo warto wracać czasem do swoich tekstów. Widać wtedy wyraźnie jak się człowiek zmienia, rozwija, uczy. No, albo i nie. Czasem coś przeczytam i dziwię się, że to ja napisałam.
    Ago, od Ciebie się uczę bardzo dużo, o cukrzycy wiem o wiele więcej dzięki Twoim wpisom, może będę mogła komuś pomóc szybciej i skuteczniej niż kiedyś.
    Wiedza Twoja okupiona trudnymi chwilami w życiu wynika z doświadczenia bycia mamą słodkiego dziecka, co wymaga dyscypliny wewnętrznej, odpowiedzialności, olbrzymiej siły psychicznej i fizycznej, żeby być w gotowości w dzień i w nocy, o każdej godzinie. I jeszcze innym nieść pomoc. Jesteś wielka i jako lekarka i jako mama. Podziwiam Cię nieustająco i cieszę się z poznania Ciebie:)
    Życzę Ci przede wszystkim spokojnych nocy, bez stresu, przynoszących wypoczynek. I jeszcze – żebyś mogła spełniać swoje marzenia. Uściski najserdeczniejsze:)))
  • gregoria1 Gratuluję .Także jeden dyspozycyjna.Pisanie i czytanie?Sprawia najwięcej frajdy.
  • urszula97 Miło tu u Ciebie,chętnie wpadam,nazywasz rzeczy po imieniu.
    WESOŁYCH ŚWIĄT,
  • annazadroza Gregorio:-) Dziękuję:) Masz rację, że czytanie i pisanie to frajda, fajnie, że tak uważasz. Pozdrawiam świątecznie serdecznie:)))
  • annazadroza Urszulko:-) Dzięki, ślicznie to powiedziałaś:) Radości ze świątecznych gości życzę:)))
  • gregoria1 Wspaniałych Świąt życzę.Spełnienia magicznych pragnień.
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Dawno Aniu Cię nie odwiedzałam, trudno mi się wytłumaczyć…A może mi wybaczysz?
    Myślałam o Tobie ciepło bardzo często i to jakoś jest w sprzeczmośći z tym moim milczeniem. Jednak nie wszystko co trapi człowieka da się zmieścić w takim
    komentarzu, może z tego powodu się wycofujemy ? Ty bardzo ładnie piszesz tak wewnętrznie, ostatni wpis znowu mnie przeogromnie ujął. Czasami zastanawiam się do jakiego stopnia ten wirtualny świat kontaktów może zastąpić potrzebę spełnienia przyjaźni ? I ciągle mi wychodzi – na minus…
    Ale teraz jest ten Święty Czas i dzielmy się Nim – więc dla Ciebie i Rodziny pięknych nadzieją i radością Świąt Bożego Narodzenia !
    Wesołych Świąt w zdrowiu i pokoju !!!! :)))
  • hanula1950 Na emeryturze mam mniej czasu, niż kiedy pracowałam.
    Świąteczne buziaki ci posyłam.
    Niektórych blogowiczów z GTWb poznałam osobiście. Są to wspaniali ludzie.
  • mmzd Anusiu, najserdeczniejsze, najcieplejsze, najpuchatsze* życzenia – dobrych, spokojnych Świąt !

    *słowo użyte z rozmysłem 🙂 🙂

  • veanka Aniu, wzruszyłam się, jakie te „życiorysy” nas emerytek są podobne…
    Życzę Ci, żeby te Święta były zdrowe, tradycyjne i spokojne.
    Żeby były takie, jakie je sobie wymarzyłaś.
    Wszystkiego dobrego!
  • kobietawbarwachjesieni Życzę Ci, abyś po Świętach też była szczęśliwa, a nie tylko wśród najbliższych przy wigilijnym stole.
  • annazadroza Gregorio:-) Jeszcze raz najlepsze życzenia i poświąteczne i na zaś, do przodu, żeby Ci się marzenia spełniały:)))
  • annazadroza Kasieńko:-) Jakże się cieszę, że jesteś! Baaardzo! Martwiłam się, że może uraziłam Cię czymś niechcący, skoro tak zniknęłaś. Ale wszystko nieważne, liczy się, że jesteś:)
    Kasiu, w każdym wpisie można ujawnić zaledwie maleńki fragment siebie, swoich przeżyć, własnej historii. Zaledwie, bo i się nie da,i nie można, i się nie chce też. Lecz nawet ten mały wycinek jakoś pomaga samej się przeorganizować wewnętrznie, przewartościować, inaczej spojrzeć na swoje problemy pod wpływem podpowiedzi Waszych, koleżanek moich kochanych blogowych. A więc ten wirtualny świat ma znaczenie …oj tam ,oj tam, co tu będę gadać – ważne, że jesteś. Serdeczności dla Ciebie cały worek, spokoju i ulgi, radości i natchnienia:))) Buziaki:)))
  • annazadroza Hanulko:-) Prawda, że ten czas zwariował? Też go masz mniej niż kiedyś…
    Bardzo fajnie jest spotykać na swej drodze wspaniałych ludzi, obyś ich miała jak najwięcej:)
    Mnóstwo radości poświątecznej Ci posyłam, życzeń najlepszych też, aby starczyło do następnych świąt:)))
  • annazadroza Madguniu:-) Kochana, dziękuję i tym najpuchatszym dzielę się z Tobą z całego serca wysyłając w Twoją stronę mnóstwo życzeń najlepszych:)))
  • annazadroza Veanko:-) Takie „pokoleniowe” życiorysy, typowe można powiedzieć. Ale nie zmieniłabym niczego, jedynie dużą wygraną w jakiegoś Lotka bym dołożyła i byłoby ok.
    Dziękuję Ci i serdeczne życzenia do Ciebie posyłam:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Bardzo dziękuję:) Staram się jak mogę, a może Twoje życzenia mają moc zmiany rzeczywistości na upragnioną? Dziękuję i ściskam mocno:)))
© Anna Blog

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Czy my zasługujemy na psy?

W następny poniedziałek wigilia, w domach przygotowania, w sklepach szaleństwo, w polityce festiwal oskarżeń, obietnic, kłamstw, wykorzystywanych do kuszenia ewentualnych wyborców, którzy pomogą politykom zdobyć jeszcze większą kasę z naszych pieniędzy. Przecież nie z żadnych innych, nie ze spadających z nieba, tylko z naszych. A my już teraz nie mamy wpływu na co idą. Możemy się zgadzać albo nie i co z tego? Rządziciele tak się rozhasali, że nie wdać sposobu na ich zatrzymanie.
Wszędzie reklamy świąteczne, słychać: poczuj magię świąt, coraz bliżej święta, musisz to mieć, kup, kup, kup…. Trochę za dużo, męczy mnie to, jakoś nie czuję w tym roku żadnej magii. Choinka już stoi, myślałam, ze pomoże mi tę magię odnaleźć, ale nie, nie działa. Babcia D. drzewko ubrała, liczyłam po cichu na to, że się trochę przy tym rozrusza, ale nie. Skończyła i poszła. Wymyśliłam co innego, dałam jej pudełka, żeby sobie czapki, szaliki, chusty poukładała, bo jak się otworzy szafę w przedpokoju, rzeczy z jej półek lecą na głowę. Położyła obok pojemników, więc jeszcze raz tłumaczyłam w jakim celu jej dałam. Tym razem powtykała wszystko jak leci w związku z tym przed wyjściem z psami szukałam swojej czapki, wreszcie u niej znalazłam. Nic to, najważniejsze, że wzięła leki.
Czytam u Was na blogach, że do świąt jesteście przygotowane, mieszkania wysprzątane na błysk, zakupy zrobione, prezenty czekają. Jakie te moje koleżanki są wspaniałe – pomyślałam sobie, że wezmę z Was przykład i zmuszę się do działania mimo ogólnej niechęci. Zrobiłam na kartce dokładną rozpiskę co którego dnia zrobić, kiedy ugotować, kiedy wyjąć żeby się rozmroziło. Zawsze podczas tej czynności zaczynałam się
rozkręcać i magia do mnie przybywała, a tu gucio, nic. Matko kochana, coś jest w tym roku nie tak, jeszcze w życiu tak nie miałam. Nigdy. Czyżby problemy egzystencjalne pokonały świąteczną magię? Ale mnie się to nie podoba, ja tak nie chcę! Chcę się cieszyć ze światełek na choince, chociaż tak się poplątały, że nijak rozdzielić się nie dały i zawisły jako malowniczy kłąb. Efekt świetlny jest udany:) Może jeszcze uda się półki przed świętami powiesić na ścianie, choć Mąż nienawidzi wszelkich prac ręcznych związanych z majsterkowaniem. O, to chyba zmobilizowałoby mnie do działania i humor poprawiłby mi się natychmiast. Bo to byłoby coś nowego, poruszającego w domu stojącą energię, zaczęłabym przekładać, poruszyłabym mnóstwo rzeczy przy okazji. Podobno jak się ma mało twórcze myśli – dobrze robi przestawienie czegoś w domu, ustawienie nowej rzeczy, po prostu wprowadzenie życia do wnętrza. U nas wiecznie zbolała, skrzywiona mina babci D. wyciska piętno na całym domu i przytłacza, dlatego chyba ta magia się przebić nie może. Ale – co to za magia byłaby, taka słaba? Jakoś ją muszę przywołać. Wiem, utnę kilka gałązek tujowych i włożę do skrzynek na oknie od zewnątrz, od razu będzie ładniej, do wazonu też włożę, może któraś puści korzenie. Rośnie mi już taka jedna tujka, która właśnie w wodzie puściła korzonki:) Posadziliśmy ją w ogródku, przyjęła się i rośnie:) Tak, od tego zacznę.
Z Szilką byłam o szóstej rano, Skitul wyszedł tylko do ogródka, dalej mu się nie chciało, wrócił na fotel. Ze wszystkich wiadomości słyszanych w czasie weekendu wciąż mi po głowie chodzi sadysta potworny, bandyta, który gilotynował żywe karpie, zrobiłabym mu dokładnie to samo bez żalu. A inny obraz – który mnie nie opuszcza to pies, który pilnuje na szosie zmarłego, zabitego, przyjaciela. Czy my, ludzie, zasługujemy na psy?
17.12.2018

  • kotimyszkot Wielu nie zasługuje, na szczęście są i Ci z dobrym sercem i takich ludzkich ludzi psom życzę. Zresztą daleko nie szukać, daliście swoim psiakom siebie i kochający dom 🙂 Niech magia Świąt do Ciebie wraca, moja od początku grudnia mnie nie opuszcza to chętnie się podzielę 🙂
  • emma_b ja już klika lat temu dałam sobie prawo do nieodczuwania magii świąt, przedtem miałam poczucie winy, że nie odczuwam. w ogóle mnie ten kołowrotek grudniowy nie wciąga i żal mi ludzi, których wciąga i w przypływie szaleństwa biorą na przykład kredyty na „jeszcze bardziej magiczne” święta, a potem latami je spłacają. pomieszkiwałam kiedyś we Włoszech, a tam BN sprowadza się do świątecznego obiadu w restauracji 25 grudnia i taka formuła świąt do mnie przemawia:)
    tytułowe pytanie doskonale postawione. myślę, że jako gatunek nie zasługujemy, chociaż na szczęście trochę wyjątków by się znalazło. w tym Pytek:)
  • veanka To „oczywista oczywistość”, ze wielu z ludzi nie zasługuje na to, by mieć psa, czy jakiegokolwiek innego zwierzaka.
    Magia świąt? – moim zdaniem to potrafią tak na prawdę poczuć tylko dzieci.
    My dorośli, powinniśmy zrobić wszystko, by dzieci właśnie tę magię świąt poczuły, a wtedy patrząc na ich radość pośrednio tej magii świąt liźniemy.
    Może się mylę, może są dorośli, którzy mają jeszcze tę wrażliwość dziecka w sobie i tę magię świąt czują….
    Ja w każdym razie od dawna tej magii tak na prawdę nie czuję.
    Oczywiście cieszę się, ze świątecznie jesteśmy wszyscy razem, ze dzieci są świętami zachwycone, a reszta domowników zadowolona, ale to tylko tyle…
    ps. niby mieszkanie mam wysprzątane na błysk, prezenty kupione (nie popakowane;), ale zakupy spożywcze oraz stanie przy garnkach i patelniach jeszcze przede mną, tak jak przed wszystkimi, bo to są prace, których nie da się załatwić „przed czasem”.
  • e.urlik Od razu powiem, że o zwierzętach rozmawiać nie będę, bo się we mnie sadyzm rodzi na myśl o ludziach, którzy nie mają sumienia, uczuć, empatii, serca, mózgów itd. Nie wiem, czy to prawda, ale wyczytałam, że sieci handlowe nie chcą sprzedawać żywych karpii. Oby. A czy my zasługujemy na psy? My tak. Niektórzy my. A inni nie zasługują nawet na nędzną egzystencję. Niech sczezną. Człowiek nie brzmi dumnie.
  • fusilla Jak zawsze są Ludzie i „taborety” niestety!
    Magii nie czuję, tylko obawę czy dam radę je jakoś przeżyć!
    Pozdrawiam!
  • babciabezmohera Magię świąt czują dzieci i my – we wspomnieniach z dzieciństwa… no, może są wyjątki 😉 W tym roku święta będą bardzo długie i znowu nie będę wiedziała, ile chleba kupić! ;((
  • urszula97 Cieszę się na święta,ten czas.Jest i robota ale to takie dni raz w roku.Radość dzieci,karp w occie.Przesyłam Ci trochę tej magii chociaż nie wiem jak z ślubnym będzie,
    bedą dzieci z rodzinami ,będzie dobrze.Czy zasługujemy na psy? jedni nie drudzy bardzo,tacy jak Wy na pewno.
  • annazadroza Myszokocie:-) Może Twoja część „podzielonej magii” zaczęła do mnie docierać, bo się ruszyłam, spędziłam wczorajszy dzień na przygotowaniach. Wiadomo, ze względu na dziewczynki:) Upominki spakowane i przygotowane:)
  • annazadroza Emmo:-) Lubiłam święta i przygotowania, w tym roku czuję się jakbym miała czarny worek na głowie i dlatego kolory do mnie nie dochodzą, zapachy i dźwięki też. Muszę to zwalczyć. A sposób obchodzenia świąt coraz bardziej jest różnorodny, młodzi przeżywają inaczej niż poprzednie pokolenia i dobrze, tak musi być, bo świat się zmienia i idzie do przodu. Przynajmniej powinien, oby się nie cofał…
  • 45gogula Owszem posprzątałam z grubsza, okna umyłam, coś tam jeszcze się kręcę przy zajęciach domowych, ale magii u mnie też nie widać, nie słychać i nie czuć – jak od wielu już lat; bardziej skłaniam się ku tym z komentujących, którzy zastanawiają się „jak przetrwać święta”.
  • annazadroza Veanko:-) Zgadzam się z Tobą, że magia świąt jest odczuwana głównie przez dzieci, im piękniejszy ten czas dla nich, tym bogatszy bagaż na przyszłość, lepsze wspomnienia z dzieciństwa. Dziś byłam u malutkiej i to sama radość patrzeć jak się cieszy z choinki i światełek, pokazuje łapką i buzia jej się nie zamyka a mówi w swoim narzeczu:))) Dla takich chwil warto tę magię przywoływać.
    Wszystkiego nie da się przygotować wcześniej, to prawda i trzeba do ostatniej chwili pilnować patelni, żeby się np. ryba nie przypaliła, i część zakupów spożywczych zostawić na ostatnią chwilę. Nie da się inaczej.
  • annazadroza Ewo:-) Niektóre sieci, w tym Biedronka, więc spokojnie mogę tam robić dalej zakupy.
  • annazadroza Fusilko:-) Niech obawy okażą się zbyteczne, niech czas świąteczny przeminie spokojnie a dzieciaki Ci w tym pomogą. Ściskam Cię serdecznie i dodaję otuchy ze wszystkich sił:)))
  • annazadroza BBM:-) Tak, we wspomnieniach magia zostaje na zawsze jeśli mieliśmy z nią do czynienia w dzieciństwie.
    Chleb można włożyć do zamrażalnika, albo kupić tostowy, może dłużej leżeć. A nawet jak kupisz za dużo, można ususzyć albo zrobić grzanki. Dasz radę, chleb Cię nie pokona;)))
  • annazadroza Urszulko:-) Dziękuję Ci za przesłaną magię:))) Niech u Ciebie ta magia zatrzyma problemy, przykryje, zmieni w radość, bo powodów do radości kilka masz;) Myślę tu o dzieciaczkach-słodziaczkach:)))
  • annazadroza Gosiu:-) Jakoś będzie. Nawet gdy smutno, brak radości z wiadomych powodów to święta przeminą, jak co roku. Czas przynosi ukojenie, spojrzeniu nadaje dystans. Niech przetrwanie nie będzie takie straszne.
  • irsila No powiem tak, że pies na mnie nie zasługuje,
    gdyż sił już do wyprowadzania psa nie mam.
    Trzynaście ponad lat, terrierce się poświęcałam,
    gdyż dziecko kaprys miało i ją sobie kupiło.
    Do końca jej chwil byłam,
    nie uśpiłam, nawet wet do tego sił nie miał.
    Za kremacje zapłaciłam wedle kilogramów.
    (skoro ludzie się kremują to i ja w jej ulubionej kołderce do kremacji ja oddałam)
    W sumie, pod osłoną nocy, mogłabym ją w pobliskich łąkach pochować.
    Teraz moja wnusia, jakby hold jej oddaje,
    kiedy do nas przybywa,
    maskotkę terrierki trójkolorowej, pod pachą trzyma.
  • annazadroza Irsilo:-) Skoro o sunię swoją do ostatnich chwil dbałaś, opiekowałaś się nią – to jesteś dobrym człowiekiem, nie zawiodłaś jej. Miłe, że wnusia z taką maskotką przychodzi:)
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Uff:)

Wylałam żale w internecie i coś się zadziało we wszechświecie:))) Zdaję sobie sprawę, że na chwilę tylko, ale zawsze to chwila oddechu. Kilka razy próbowałam z babcią D. rozmawiać bez obecności Męża. Właściwie to był monolog, jednak chwilami jakby coś zaczynało docierać. Mówiłam, że nie bierze leków i dlatego źle się czuje, ma chandrę i wywraca się co chwilę tracąc równowagę, dlatego płacze, nie pamięta itp., itd. Próbowała się bronić, że bierze – na co ja stanowczo, zupełnie jak nie ja – twierdziłam, że nieprawda i przytaczałam odpowiednie fakty. Wymyśliła, że gorzkie. Odparłam, że to lekarstwo a nie cukierek. I – że kiedy brała nie miała zachwiania równowagi, lęków, depresji, agresji, pamiętała co robi i jak się nazywa. Ale – wolny
wybór, jak nie chce, niech nie bierze, ja już nie mam siły i jest mi to obojętne. Nie będę się więcej martwić o nią tylko o Męża muszę zadbać, bo ona go wykańcza swoim zachowaniem. Tak kilka razy, spokojnie ale stanowczo. I dziś niespodzianka. Powiedziała, że będzie leki brała, wszystkie, nawet truciznę. No, jednak bez złośliwości się nie obeszło, lecz olałam to. Stwierdziłam tylko, że u nas w domu trucizny nie ma, nie mordujemy nikogo, nawet muchy i pająki wynosimy na zewnątrz. I niech poprosi Męża, by jej te leki dał. Zanim to zrobił, jeszcze sobie z nią porozmawiał, przypomniał ostatnie wyczyny, o których oczywiście nie pamiętała. Płakała, przepraszała, przyrzekała, że już nigdy więcej, jak już wielo- wielo-wielokrotnie. Poradziłam, żeby sobie własnym pismem napisała na kartce „będę brała leki” i postawiła w pokoju na widocznym miejscu. Napisała.
Odetchnęłam z ulgą. Wiem, że to chwilowa przerwa, bywało tak mnóstwo razy, niemniej jednak to jest takie uczucie, jakbym po zbyt długim przebywaniu pod wodę mogła wreszcie zaczerpnąć powietrza. Mam jeszcze trochę białej szałwii więc okadzę dzisiaj całe mieszkanie, żeby się oczyściło. Uff.

13.12.2018

  • kolewoczy Oooo, a o białej szałwi nie słyszłam, zawsze tylko czerwona u mnie rośnie. Ciesz się chwilą oddechu 🙂 Zawsze to coś pozytywnego.
  • Gość: [Ania z Polskie-Ogloszenia.PL] *.free.aero2.net.pl Moze tak a moze nie ..

    Ania z Polskie-Ogloszenia.PL

  • e.urlik O rany, ale miałaś zryw niepodległościowy :-)))
  • emma_b gratuluję zwycięstwa, może trochę ten stan rzeczy potrwa…
    nie zabijasz much? no to chyba święta jesteś. ja dla much i komarów nie mam litości.
  • krzysztof213 Tak to bywa że starszymi ludźmi . Są jak dzieci..
  • 45gogula Super, nawet jeśli nie na zawsze, ale może chociaż na dłuższe krótko będziesz miała oddech.
  • urszula97 Cieszę się, trochę zawojowałaś,chociaz trochę,na chwilę może babcia posłucha.
  • kotimyszkot Jak nie poskutkuje, to może jakaś wizualizacja, nagranie z ukrycia? Tak mi się skojarzyło z filmem „50 pierwszych randek”, gdzie bohaterka miała zanik pamięci.
    Ciężka choroba, naprawdę życzę Wam by choć co jakiś czas było u Babci lepiej..
  • annazadroza Kolewoczy:-) Dostałam kiedyś pęczek od koleżanki. Oczyszcza pomieszczenie, tzn. dym z niej. Pamiętam, że jak byłam mała to jagodami jałowca palonymi na suchej patelni tak samo powietrze babcia oczyszczała. Robiła to gdy byłam chora. Pewnie działanie podobne.
    Cieszę się, naprawdę się cieszę, że leki wzięła i rozwiązuje krzyżówki.
  • annazadroza Aniu:-) Może tak a może nie…kto to wie…
  • annazadroza Ewuś:-) Tak jakoś się nazbierało i… udało się:)))
  • annazadroza Emmo:-) Święta nie jestem i na pewno mi to nie grozi;) Much nie zabijam, wypędzam, a komarom tłumaczę, że jak mnie który użre – to zatłukę, więc wybór należy do nich;)
  • annazadroza Krzysztof:-) Gorzej jest ze starszymi ludźmi, bo dziecku da się coś wytłumaczyć, a teściowej nie…
  • annazadroza Gosiu:-) Nawet chwila jest dobra, na zawsze – wiadomo, przy schorzeniach tego typu – to jest niemożliwe.
  • annazadroza Urszulo:-) Dobra i chwila spokoju. Życzę Tobie, kochana, żebyś miała spokój i możliwość przed Świętami przygotowania wszystkiego według własnego planu, bez przeszkód.
  • annazadroza Myszokocie:-) Mąż kilkakrotnie nagrywał „rozmowy” z matką, żeby lekarzowi odtworzyć, kiedy nie da się jej przekonać, żeby pojechała. I żeby samemu mieć dowód, kto bredzi, bo można zwariować, naprawdę.
  • babciabezmohera Straszna choroba. Na miarę możliwości staraj się zadbać o siebie i męża, żebyście mogli pozwolić sobie na odpoczynek- chociaż na kilka dni. Miałam w rodzinie podobne sytuacje, więc wiem coś na ten temat i bardzo, bardzo współczuję! 🙁
  • krzysztof213 Akurat przebywam z różnymi ludźmi i jedna starsza pani tak miała .
    Nie znam twojej teściowej ale ta pani też potrafiła swoje i tylko lubiła towarzystwo .
    Więc tak to bywa nieraz po cichu że tak bywa z ludźmi którzy przeżyli .
  • annazadroza BBM:-) Dziękuję, kochana, za zrozumienie. Cóż, wyjścia nie ma, tak musi być i tyle. Na pewne sytuacje naprawdę nie mamy wpływu, pozostaje pogodzić się, zaakceptować i próbować przetrwać.
  • annazadroza Krzysztof:-) Nigdy nie możemy przewidzieć jacy my będziemy za lat kilkanaście czy kilkadziesiąt. Nikt nam gwarancji nie da, że będziemy zdrowi, mili, sympatyczni, empatyczni i nikomu nie dokuczymy;)
  • krzysztof213 Ale to też tak jest .
    Ale z niektórymi też w ogóle ciężko wytrzymać i to nieraz blisko
  • annazadroza Krzysiu:-) Czasami naprawdę trudno, lecz cóż poradzić? Trzeba „ciągnąć swój wózek” i starać się podołać. Pozdrawiam Cię serdecznie:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Oj dolo…

Babcia D. jest od pewnego czasu – mówiąc delikatnie – bardzo „trudna w prowadzeniu”. Ewidentnie widać braki leków w organizmie. Nie ma sposobu, żeby ją zmusić do połknięcia medykamentów. Żadnych, nawet jeśli przy niej wyjmuje się z opakowania informując, że to tabletka na ciśnienie na przykład, albo vit.D, żeby się nie połamała jak upadnie. To ostatnie jest realne, bo zatacza się, potyka jakby miała ciągłe zawroty głowy. Ale na pytanie – „co ci jest?” – odpowiada nieodmiennie – „nic”. Do lekarza oczywiście nie pójdzie, za żadne skarby świata. Tabletek pozbywa się w tak sprytny sposób, że osoba całkiem zdrowa miałaby problem z wymyśleniem tylu możliwości. Rezultatem są wybuchy rozpaczy, głośne szlochy, że jej zginęła jakaś kolejna pamiątka, dzwonienie do siostry po ratunek, bo „chcą mnie zniszczyć”. Ciotka dzwoni do Męża, on tłumaczy o co w tej chorobie chodzi denerwując się coraz bardziej z każdą chwilą, bo to jakby podwójnie musiał przeżywać każdą sytuację. Ciotka dzwoni za chwilę do teściowej, ona zaś jakby nigdy nic spokojnie
mówi, że ogląda sobie sport w tv, dobrze się czuje, je i pije (co w żadnym razie prawdą nie jest). Po chwili znów szlochanie słychać, bo czegoś szuka … i tak w koło Macieju.

Mówiąc szczerze to my z Mężem jesteśmy wykończeni zaś babcia D. chyba już zapomniała, że jej coś dolegało w sensie fizycznym, ponieważ przedtem przychodziła, żeby jej dać proszek przeciwbólowy, bo ją kręgosłup boli albo biodro a teraz nic. Dziwne, prawda?
Chwilami mam wrażenie, że to ja wpadam w paranoję i widzę rzeczy, których nie ma. Mąż mnie jednak wyprowadza z błędu. Albo chwilami ja jego, tak też się zdarza. Faktem jest, że jedna osoba opiece nad tak chorym człowiekiem nie podoła. Najgorsza jest bezradność, świadomość, że nic nie zmieni się na lepsze oraz, że nic więcej nie można zrobić poza próbą ustrzeżenia jej przed zrobieniem sobie fizycznej krzywdy.

12.12.2018

  • e.urlik Oj masz z Babcią los… Nie wiem jak cię pocieszyć, bo ja w twojej sytuacji byłabym już chyba daleko, daleko. Ania, a nie możnaby jej oddać do ośrodka, w którym będą mogli się nią zająć … profesjonaliści? Przepraszam, wiem jak to brzmi, ale… Albo chociaż jakiś dom dziennej opieki, gdzie byłaby od rana do popołudnia…? Miałabyś trochę wytchnienia. Biedulka jesteś.
  • aga-joz Aniu, a może dałoby radę leki w plastrach? Są takie, trzeba by to skonsultować z lekarzem
  • kolewoczy Sytuacja nie do pozazdroszczenia, a skoro niektórzy wieszczą, że systematcyznie lata życia nam się wydłużają, to niestety, coraz większej licbzy osób z wiekiem będą dotykać takie dolegliwości związane ze starzeniem się. Niewesoło to wygląda 🙁 Życzę dużo siły i wytrwałości!
  • emma_b szczerze Ci współczuję, Aniu, taka opieka musi być bardzo wyczerpująca psychicznie…
  • fusilla Oj, dużo sił życzę! I cierpliwości!
    Otulam Ciepłym i Puchatym!
  • urszula97 Cóż napisać,to baardzo trudne,ja mam tak od czasu do czasu ze ślubnym ,czasami bywa że co tydzień 2 dni takie są,wtedy siedzę w domku a jak potrzebuję czegoś to sąsiadki kupią.Dzieci nie mieszkają w tej samej miejscowości.Siły i wytwałości życzę.Marne to życzenia ale idzie zwariowac.
  • kotimyszkot I cóż począć.. tylko cierpliwości i wymyślać sposoby na przemycenie tabletek. Może rozkruszać i jakoś z jedzeniem, albo piciem dodawać. Współczuję i wytrwałości życzę..
  • tessa37 Wspolczuje!
    Tlumaczylam kiedys prace na temat geriatrii i problemow osob zdanych na opieke nad osobami starszymi i niedoleznymi.
    Tu w Niemczech korzystanie z pomocy profesjonalnej nie jest niczym zlym, ani wstydliwym. Jest cala masa mozliwosci, od pomocy czesciowej, refundowanej przez panstwo osobom samodzielnie zajmujacym sie starszymi czlonkami rodziny, do wszelkiego rodzaju osrodkow. W Polsce, z tego co wiem, nadal sa uprzedzenia, co do takiech sytuacji, a szkoda. Nie pomoze sie nikomu, samemu padajac na przyslowiowy pysk, obojetnie czy fizycznie, czy psychicznie (a najczesciej jedno i drugie).
  • annazadroza Ewuś:-) Na ośrodek trzeba mieć kupę kasy, to po pierwsze. A po drugie – jednak wśród znanych, bliskich osób człowiek czuje się lepiej, nawet gdy ma problemy z pamięcią to sobie może coś przypominać, są chwile normalności, względnej, ale są. A gdy jest wśród obcych, to już nie. Jakby mu się zabrało resztki jego własnego życia, osobowości, pogrzebało. Inna sprawa, gdy już całkiem zaniknie świadomość, gdy już nie wie nic – no i gdy już opiekun nie da rady w żaden sposób się nim zajmować, bo np staje się niebezpiecznie. Wtedy nie ma innego wyjścia.
  • annazadroza Ago:-) Plastry teściowa ma przepisane, przyklejane raz na dobę, tylko ostatnio – w tym okresie buntu przeciw wszystkim lekom, nie pozwalała sobie przykleić. Akurat dziś jej przeszło, obiecała, że nie będzie wyrzucać, że chce się leczyć. Znalazła nawet jakiś stary, który kiedyś sobie sama zdjęła i dziś przykleiła.
  • annazadroza Kolewoczy:-) Dziękuję za życzenia, niech się spełniają:)
  • annazadroza Emmo:-) Jak trzeba to trzeba i nie ma się nad czym zastanawiać, dzięki za dobre słowo:)
  • annazadroza Fusilko:-) Chętnie przyjmuję i Ciepłe i Puchate, dziękuję z serca:)))
  • annazadroza Urszulko:-) Możemy sobie podać ręce, także baaardzo Ci życzę siły i cierpliwości, jakże Cię rozumiem. Uściski Ci przesyłam, bo tyle mogę:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Opcja rozpuszczania tabletek była brana pod uwagę ale się nie sprawdziła. Jedynie witaminy rozpuszczalne, musujące czasem się uda podać. Dziękuję za życzenia, niech się materializują:)
  • annazadroza Tesso:-) Myślę,że już coraz więcej osób podchodzi racjonalnie do problemu. Rzecz w tym, że chory musi chcieć współpracować, dopóki oczywiście ma świadomość. Nie da się siłą kogoś zaciągnąć w obce miejsce i zostawić na kilka godzin, jeśli ten ktoś nie chce. Dziś babcia D. wzięła leki, rozwiązuje krzyżówki, zrobiła sobie pranie (słyszałam), oglądała sport. I cóż, trzeba „pchać te swoje taczki”. Jesteśmy we dwoje, jest więc nam lżej niż samotnie opiekującym się chorymi rodzicami.
    Dziękuję Ci bardzo:)))
  • 45gogula Bardzo współczuję bo to naprawdę można zwariować, popaść w dołek psychiczny i fizyczny że ręce opadają…trzymaj się dzielnie, bo jak rozumiem innej opcji nie ma?
  • annazadroza Gogulko:-) Nie ma innej opcji, musi być z nami bez względu na wszystko. Coś w tym jednak musi być, wiesz? Kilka razy w życiu powtarzały mi się różne sytuacje. Dopóki przed nimi uciekałam – wracały. Gdy odważyłam się przystanąć i „wziąć na klatę” – przestały wracać. Może i w tym przypadku o to chodzi?
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Krystyna” – ponura miniatura:(

Świat wokół zmienia się niczym obrazki w kalejdoskopie. Drobiazg potrafi zmienić życie, zniszczyć je albo uratować. Na przykład pismo znalezione w skrzynce na listy zawierające wiadomości różne od spodziewanych. I mrok osiada mimo środka dnia, mimo jasności za oknem w duszy panuje ciemność. Bez żadnego światełka, bez jednej myśli ukazującej możliwość wyjścia z sytuacji… W związku z tym ponura miniatura dziś (napisana bardzo dawno temu, 1992).

KRYSTYNA

   Lekki lipcowy wiatr niósł powiew chłodu i świeżości od Wisły w stronę Starego Miasta. Na środku Rynku stała barwna, hałaśliwa grupa ludzi oglądająca kolorowe kamieniczki. Po jakimś czasie zrobiło się pusto i cicho, turyści przemieścili się dalej, łączyli się z innymi grupami, wypełniali wąskie uliczki gwarem, zalewali je potokiem śmiechu, młodą radością życia ożywiali stare mury.

Wśród opalonych, rozradowanych wakacyjną beztroską twarzy wyróżniała się twarz Krystyny. To znaczy wyróżniałaby się gdyby ktokolwiek zadał sobie trud dokładniejszego przyjrzenia się ludzkim twarzom. Zobaczyłby wtedy załzawione oczy, drżące usta, napięte do ostatnich granic wszystkie mięśnie. Nie umknąłby uwadze obserwatora wyraz cierpienia bijący z całej postaci. Nikt jednak na nią nie patrzył, ginęła w tłumie. Potrącana i popychana przez przechodniów nie reagowała, zdawała się tego nie zauważać, nie zwracać na nic uwagi zatopiona we własnych myślach.

Wytarła palcem policzki. Pod kącikami oczu sączące się łzy wyżłobiły bolesną bruzdę. Na kobietę wpadła  roześmiana para, chłopak i dziewczyna trzymający się za ręce. Popatrzyli w jej smutną twarz, umilkli na moment i czym prędzej się oddalili, by nie zapamiętać wyrazu patrzących za nimi oczu.

  Do świadomości Krystyny dotarł hałas i codzienny zgiełk żyjącego miasta. Ruszyła w stronę Placu Zamkowego.

Powinna pójść do domu. Po co? Do kogo? Dopóki dzieci były małe – musiała. Teraz mają swoje własne życie, wyjechały, nie wrócą. Już jej nie potrzebują. Nikt jej nie potrzebuje. Matka zmarła dwa lata temu. W ostatniej woli bardzo dobitnie dała do zrozumienia, że jej, Krystyny, nigdy nie znosiła, traktowała jak uciążliwą, zbyteczną kulę u nogi, z zupełną obojętnością nie myśląc o dalszym losie córki. Pies zakończył życie ze starości, kotka umarła na raka. Ukochany mężczyzna odtrącił ją, wymienił na młodszy model, wbił w serce sztylet, zimnymi, okrutnymi słowami sprawił ból nie pozwalający dalej żyć. Razem z ostatnią pensją dostała do ręki kartę obiegową. Została bez pracy, bez środków do życia. Do jakiego życia? Po co jej albo komukolwiek takie życie?

Szła. Nie należała do grona ludzi poruszających się wokół. Nie była z nimi związana, nic do nich nie czuła. Czaszkę od środka rozsadzał tępy ból przypominający uderzanie wielkim i ciężkim młotem .

Ocknęła się na moście. Stanęła i patrzyła w dół na Wisłę w wiecznym będącą ruchu. To  skłębioną i wirującą, to spokojnie i leniwie toczącą swe wody. Jak pięknie, zachwyciła się. Tam w środku musi być spokój i pewność. Spokój – bo wszystkie nieszczęścia zatrzymują się na powierzchni wody, nie mają dostępu do głębin. Pewność – bo wody płyną i będą płynąć wiek po wieku do końca świata.

Stała nieruchomo zapatrzona w toń, rękami ściskając rozpaloną głowę. Gdzie znajdzie pracę? Skończyła dawno czterdzieści lat. Co ze sobą zrobi? Co zrobić z latami, które przeminęły zabierając ze sobą najbliższych  ludzi? Co zrobić, gdy serce nie ma cienia nadziei? Gdy zranione serce nie ma chęci żyć?

Krystyna nie zauważyła, że szedł za nią jakiś człowiek. Zwyczajny kieszonkowiec uwijający się w tłumie zwiedzających, zbierający obfity plon w ciepły, wakacyjny dzień. Z doświadczenia wiedział, iż najlepszymi obiektami polowania są osoby zamyślone, roztargnione. Szedł więc za Krystyną wpatrzony w jej torebkę, pozornie spokojny, beztroski, elegancki.

Na moście nie było nikogo poza dwojgiem ludzi. Krystyna stała nie poruszając się, wpatrzona w wody Wisły i swoje czarne myśli. Mężczyzna zbliżał się do niej tanecznym niemal krokiem. Postanowił wyrwać torebkę samotnej kobiecie i zniknąć.

Zrównał się ze stojącą. Sięgnął ręką po zdobycz. Ujrzał rozszerzone źrenice, oczy przepełnione wszechbólem istnienia. Ręka mu zadrżała. Krystyna nie spuszczając z niego wzroku zdjęła pasek z ramienia. Wyciągnęła w jego stronę rękę z torebką, blady uśmiech na chwilę wykrzywił jej usta.

Złodziej zadrżał, jakby drżenie ręki przeniosło się na całe jego ciało. Ze zdławionym okrzykiem skoczył w kierunku kobiety. Zdążył uchwycić kawałek sukienki. Rozległ się trzask rozdzieranego materiału. Brązowy kawałek pozostał mu w ręce.

Krystyna niczym jaskółka szybowała przez chwilę, podążała tam, gdzie chciała znaleźć spokój. Na moście zakwitła kolorowymi, letnimi ubraniami kolejna grupa roześmianych ludzi przechodzących w stronę Zoo.

11.12.2018

  • urszula97 Straszne to ale niestety w życiu zdarzają się takie sytuacje,nie poradziła sobie.Małe światełko może ukazało się złodziejowi ,może on wyprostował swą drogę życia.
  • e.urlik Ania, ale u ciebie ok? Bo mnie zaniepokoił ten początek…
  • emma_b myślałam, że ta nadchodząca osoba okaże się kołem ratunkowym, ale nie, totalnie bezlitosna jesteś;)
    podobnie jak Ewę zaniepokoił mnie prolog…
  • 45gogula Przyłączam się do zaniepokojonych wstępem, ale mam nadzieję, e wszystko w miarę OK? A opowiadanko…naprawdę dobrze piszesz, a że takie zakończenie, no cóż akurat takie uczucia …było minęło.
  • annazadroza Ula:-) Jesteś genialna! Nie wpadłabym na to, co zasugerowałaś odnośnie złodzieja. To świetny pomysł, sytuacja mogąca mieć wpływ, przewartościować całe dalsze życie takiego lekkoducha kieszonkowca. Byłam tak skupiona na przeżyciach Krystyny, że niczego więcej nie widziałam. Jak się patrzy z zewnątrz – zdecydowanie więcej widać.
  • annazadroza Ewuś:-) Kochana jesteś, że się zatroszczyłaś:))) Cóż, nie zawsze jest tak jak chcemy, więc trzeba sytuacje różne rozważyć od innej strony i znaleźć nowe rozwiązanie. Samo życie, które polega na bezustannych przemianach – wg. Księgi I Czing. Tylko ja nie znoszę zmian!!!
  • annazadroza Emmo:-) Krystyna była w takim stanie ducha, że koła ratunkowego nie widziała i :(((
    W następnym wcieleniu będzie wiedziała (może), że jak się zamykają drzwi to się otwiera okno. I jeszcze, że nie można się skupiać wyłącznie na własnym nieszczęściu, bo tyle cudzego jest wokół, że o swoim można zapomnieć pomagając innym.
  • annazadroza Emmo:-) I dziękuję za to zaniepokojenie:)))
  • annazadroza Gosiu:-) Tobie również dziękuję:))) Cieszę się z Twojej oceny, to radość wielka, naprawdę:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii miniatury i takie tam... | Dodaj komentarz

Zaraz święta

Zostały dwa tygodnie do świąt. Niby wiem, bo przecież grudzień, ale że to już? Tyle innych spraw nawarstwiło się, że po prostu nie spojrzałam w kalendarz. To znaczy spoglądam, ale na taką tygodniową rozpiskę, a jednak trzeba patrzeć na cały miesiąc, żeby mieć ogląd całości.

Sprawdziłam gwiazdkowe upominki, włożyłam do tymczasowych torebek, żeby już mi się nie mieszały, zrobiłam listę rzeczy do dokupienia. Poza tym upiekłam drożdżowe ciasto, które od jakiegoś czasu piekę co sobotę (tańszy prąd), oraz babeczki – podobno najsmaczniejsze z dotychczasowych. Dzieciaki wpadły na chwilę, mogłam więc Calineczkę wyprzytulać. Smakował jej naleśnik z dżemem jagodowym, pooglądała przez chwilę nowe książeczki, przejrzała półkę z przyprawami – prawie powiedziała „przyprawy”:))), ale najbardziej podobało jej się chodzenie po schodach, góra – dół, góra-dół i tak w kółko. Po pokoju tupta samodzielnie, ale na schodach trzeba ją trzymać, niezła gimnastyka:) Słodkie to maleństwo, że słów brak:)))

Pada, zimno jeszcze na szczęście nie jest, ale psiaki zmokły, wycierać trzeba. Franek już przychodzi do nas, właściwie odkąd skończyło się ciepło to sobie przypomniał, gdzie najlepiej spędzać czas, podchodzi do okna tarasowego i drapie w szybę. Wtedy psy mówią, że trzeba wpuścić Franka i przez chwilę kotłują się we trójkę w pokoju, po czym Franuś udaje się do kuchni gdzie otrzymuje poczęstunek. następnie idzie spać w z góry upatrzone miejsce i śpi kilka godzin. Wychodzi, sprawdza czy u niego w domu ktoś jest, jeśli nie ma to wraca. Gdy zwierzaki spotkają się na zewnątrz to witają się serdecznie, Szilka piszczy do Franusia, on ociera się o nią i o Skitula też. Obcy z niedowierzaniem patrzą na taką scenę. A to taka przyjaźń międzygatunkowa. Od razu przychodzi mi na myśl czy możliwa jest poprawa stosunków międzyplemiennych w kraju nad Wisłą… ale nie będę ciągnąć wątku, aby nikomu (sobie też) nie psuć dnia od samego rana.

10.12.2018

  • babciabezmohera Każdego roku prędzej czy później dopadał mnie przedświąteczny stres. W tym roku jakoś spokój… może jeszcze za wcześnie?… 😉
  • kotimyszkot Może choć w tym świątecznym czasie plemiona wezmą przykład z Twoich zwierzaków. Bo jak widać u Ciebie powiedzenie „jak pies z kotem” nabiera nowego wymiaru 🙂
  • veanka Nie licz na poprawę stosunków międzyplemiennych w kraju nad Wisłą, zwierzęta swój rozum mają, natomiast trudno to powiedzieć o naszych plemionach;(.
    Też sobie dzisiaj postawiłam za zadanie dopiąć na ostatni guzik sprawę prezentów świątecznych (co nieco dokupić i popakować).
    Ciesz się Calineczką, dzieci tak szybko rosną….;).
  • e.urlik Aaaaaaa! Nie przypominaj mi o świętach! Zwykle panikuję dopiero tydzień przed.
  • Gość: [urszula97] *.sad.com.pl Oj tak,czas biegnie ,do świat coraz bliżej.Dzisiaj co chwilę leje i to deszcz ze śniegiem.Pół dnia spedziłam czekając na wizytę u neurologa a mąż u laryngologa.I u mnie prezenty czekają na pakowanie.Pieczesz to fajnie jak ma kto jeść,ja jedynie jak dzieci mają przyjść.A świątecznie to 3/4 ciasteczek gotowych.Jeszcze w tym tygodniu maleństwo będzie u nas cały dzien,chodzi ale jeszcze czasami powiedzenie „bam” znaczy że stracił równowagę.W przyszłym roku będzie kolejne maleństwo u mnie,oby wszystko było dobrze.Żyje maleństwami i świętami.Plemion rozmaitych ostatnio nie słucham,wolę posłuchac starych kolęd i pastorałek.Oczywiście szydełko też trochę w ruchu.
  • hanula1950 Niestety, u mnie w tym roku nie będzie wesoło. Cóż, w życiu różnie bywa.
    Cieszę się, że u ciebie wszystko gra.
  • 45gogula Poprawa stosunków międzyplemiennych to chyba jednak jakaś abstrakcja, ale przyjaźń międzygatunkowa w świecie zwierząt to dość częste zjawisko, cóż zwierzaki są mądre; ja na te święta nie szaleję, robię tylko tyle ile muszę; świat nigdy nie lubiłam a w tym roku – z wiadomych powodów- jest jeszcze gorzej; najchętniej uciekłabym gdzieś….
  • emma_b fajnie, że te Twoje psiaki są takie gościnne i lubią Franusia. ja do świąt staram się podchodzić z dystansem. tyle już ich w moim życiu było, więc pewnie i tegoroczne jakoś przetrwam. rodzinę mam niezbyt wymagającą, zawsze im wszystko smakuje, to się nie napinam.
  • annazadroza BBM:-) Na pewno masz wszystko przygotowane a co najmniej zaplanowana – więc nie ma miejsca na stres, bo i po co?
  • annazadroza Myszokocie:-) To jest całkowicie niemożliwe – sądząc tym bardziej po ostatnich wydarzeniach, z plemieniem barbarusów (cytuję pana Zagłobę adekwatnie do pewnej grupy) nie wiążę nawet nikłej próby porozumienia. Święta im nie przeszkodzą we wcielaniu w życie diabelskich praktyk, niestety.
  • annazadroza Veanko:-) Nie liczę, czasem tak sobie pomyśleć miło, że może być inaczej…
    Zwierzaki są cudowne i sto, milion razy więcej mają często „człowieczeństwa” niż tzw. ludzie (niektórzy oczywiście).
    Wczoraj dokupiłam słodkości, wieczorem już spakuję, żeby była sprawa załatwiona do końca.
    Co do dzieci – one rosną i jeszcze się starzeją na dodatek;) Wczoraj szukałam zdjęcia i przy okazji przejrzałam mnóstwo innych, na których dziewczynki są jeszcze małe, oj, łezka się zakręciła…
  • annazadroza Ewuś:-) Jak znam Panny – wszystko będzie dopięte na ostatni guzik i wysprzątane tak, że można jeść z podłogi:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Wizyta u lekarzy to od razu dzień do tyłu, człowiek wraca taki zmęczony, jakby kilka ton ziemi przerzucił. Kiedyś się nad tym zastanawiałam, bo mi sie to normalne nie wydawało i znalazłam przyczynę. Tak myślę. W miejscu, gdzie bywa dużo chorych ludzi musi być ogromne skupisko negatywnej, chorej energii, która się przyczepia, i którą się ze sobą zabiera. Miałam wrażenie, że jestem cała oblepiona czymś kleistym, szarym, brudnym i wtedy mnie olśniło dlaczego. Trzeba się oczyścić natychmiast po powrocie do domu.
    Piekę, bo potem przez cały tydzień mają co przegryźć do herbaty ( Mąż i teściowa), a babeczki były specjalnie dla wnuczki, bo sobie zamówiła:)
    Ależ Ci gratuluję i cieszę się ogromnie!!! I zazdroszczę też, tego nowego maleństwa:))) Niech się zdrowo rozwija i zawita na świat w odpowiednim czasie:)))
  • annazadroza Hanulko:-) Niestety nie wszystko, nawet bardzo nie wszystko i przyszłość widzę wyłącznie w czarnych barwach, świąt też mi się odechciało… A;le one przyjdą bez względu na nasz nastrój…
  • annazadroza Gosiu:-) Wyjazd jakiś mały nie wchodzi w grę? Ludzie coraz częściej zaczynają spędzać święta daleko od tego szaleństwa. W niektórych wypadkach to może być jak terapia.
    Masz całkowitą rację, że zwierzaki są bardzo mądre. I dobre, bo nie mają złych cech „ludzi”.
  • annazadroza Emmo:-) Odechciało mi się tzw. świątecznych szaleństw, co jest to i będzie, i wystarczy. Dobrze, że mam pełny zamrażalnik, np. bigos się uchował, sos do ryby po grecku, pieczarki na farsz. Mam wiaderko kapusty kiszonej, kupiony barszczyk Krakusa. Nawet mi nie wstyd, że nie nastawiłam zakwasu. Jak mi się humor poprawi to nastawię. Dobry jest na poprawę odporności, więc pewnie zakiszę buraki.
    Zwierzaki są cudowne i już:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Już wieczór

Już wieczór, nie wiem kiedy dzień przeleciał, zajęta byłam, grzęzłam w papierach, notatkach i przeniosłam się w czasie o wiele lat do tyłu. Poza tym trochę się denerwowałam, bo Mąż miał wizytę u okulisty, zapisaną rok temu, kwalifikującą do zabiegu usunięcia zaćmy. Dostał termin za 10 miesięcy, ma czekać na telefon, może się zwolni jakieś miejsce i będzie wcześniej.
Postanowiłam jutro zrobić przegląd zgromadzonych do tej pory gwiazdkowych drobiazgów i sprawdzić czego brakuje. Zbierałam już od jakiegoś czasu, żeby nie zostawiać na ostatnią chwilę. Wiadomo, że kiedy szuka się upominków na łapu-capu zawsze można popełnić błąd i w ogóle najczęściej kupuje się coś bezsensownego.
Zresztą, wszystko kupowane na wariata najczęściej ląduje potem na śmietniku. To skojarzenie w związku z marnowaniem żywności. Akurat tego nie potrafię zrozumieć. Dziwne, nie do pojęcia jest wyrzucanie jedzenia. Moje pokolenie nie marnowało, może nie wszyscy, ale – opowiadania starszych o biedzie i głodzie w okresie międzywojennym oraz podczas wojny były żywe. Poza tym trudno zdobywało się różne artykuły, żywnościowe też. Może wynosiło się z domu szacunek dla np. chleba? Mam zakodowane, że chleba nie wolno wyrzucić. Wszystko można przerobić, przetworzyć, wykorzystać, zamrozić, zamknąć w słoiku. Myślałam, że jestem wymierającym gatunkiem, ale okazuje się, że wśród części młodych zaczyna panować moda na wykorzystywanie żywności, wspólne gotowanie. W ogóle na gotowanie, co widać choćby po ilości np. blogów z przepisami. I to jest pozytywna wiadomość:)))

6.12.2018

  • kolewoczy Marnowanie i wyrzucanie jedzenia też jest dla mnie niepojęte. Ludziom się żyje za dobrze! Do dobrobytu zbyt łatwo się przyzwyczajamy.
  • bognna My staramy sie nie marnowac jedzenia, ale niestety nie zawsze sie nam to udaje:(
  • najlepszy-katolik Pomyśl o wieczności, bo niebo to nie to samo co piekło.
  • e.urlik Ania, 10 miesięcy? Toż to można wzrok stracić! Wszyscy znani mi ludzie z zaćmą robią operacje w Czechach, a NFZ oddaje kasę. Tam się czeka o wiele krócej! Całuski.
  • urszula97 Tak Anno,czas szybko leci.Ja juz dawno to stosuję że prezenty kupuję nawet juz w sierpniu,skłądam na jedną półkę a i wnet pozwolę sobie zapakować.Jedzenia nie marnuję,ewentualnie małe kawałeczki chleba to suszę i oddaję do kur.Sporo mrożę.A jak z przyjęcia zostaje i wiem że my tego nie zjemy to daję sąsiadom do posmakowania.To się małżonek naczeka do okulisty.
  • babciabezmohera Staram się o prezentach myśleć wcześniej, ale najczęściej kupuję na początku grudnia- jest większy wybór.
    A co do terminów- to normalka. Na wizytę u okulisty czekam ok. roku- takie czasy! ;((
  • fusilla Zawsze żyłam oszczędnie, a teraz, sama, wprowadziłam wiele więcej różnych form oszczędzania – zwłaszcza wodę i gaz, bo prądu tyle zaoszczędziłam w ubiegłym sezonie, że dopiero zapłacę w maju i czerwcu! Żywności też nigdy nie wyrzucałam i starałam się kupować tak na styk. A w służbie zdrowia to terminy kosmiczne. Na swoja artroskopię musze czekać aż mnie zakwalifikują – do połowy marca, a potem około roku na zabieg! Sic!
  • 45gogula Jak to się mówi…od wielkiego dzwonu zdarza mi się coś wyrzucić, ale to już naprawdę ostateczna ostateczność, a teraz generalnie jest moda na niewyrzucanie, więc może nowe pokolenie też się nauczy.
  • emma_b też staram się jedzenia nie wyrzucać. myślę, że teraz marnuje się znacznie więcej żywności niż w peerelu. z opowieści bezdomnych można się dowiedzieć, ile nieprzeterminowanego jedzenia ląduje na śmietniku.
  • veanka Czasem zdarza mi się coś wyrzucić, ale to przez gapiostwo mojego Ślubnego, który warzywa i owoce kupuje na bazarku, nie zawsze patrząc co dostaje.
    Chleba i tego co się w domu ugotuje/upiecze się nie wyrzuca.
    Wydaje mi się, ze teraz się więcej wyrzuca, niż dawniej, bo teraz kupuje się więcej rzeczy gotowych.
    Jak ktoś stoi przy kuchni i gotuje/piecze, to po pierwsze ma to lepszy smak i szkoda wyrzucić, a po drugie, więcej się ceni coś, w co się włoży swoją pracę.
  • annazadroza Kolewoczy:-) Masz rację, jeśli ktoś ma czegoś zbyt dużo, nie potrafi tego uszanować.
  • annazadroza Bognno:-) Ale się starcie i to się liczy:)
  • annazadroza Najlepszy-katoliku:-) Ludzie ludziom potrafią takie piekło zgotować, że innego nie trzeba.
  • annazadroza Ewuś:-) Nie jest tak najgorzej, inni czekali jeszcze dłużej. Tylko babcia D. miała szczęście, w ciągu kilku miesięcy zoperowali jej oboje oczu.
  • annazadroza Urszulo:-) Jesteś świetnie zorganizowana, naprawdę podziwiam i gratuluję:) Kawałeczki chleba suszę dla psiaków do gryzienia, dostają je jako tzw. smaczki.
  • annazadroza BBM:-) Gdyby dziś nie była „zamknięta niedziela” to dokupiłabym brakujące drobiazgi. Nie mogę samych psiaków z babcią D. zostawić, więc nie w każdej chwili mam możliwość udania się do sklepu.
  • annazadroza Fusilko:-) Tak, terminy u nas takie same.
    Oszczędności Ci pogratulować. Też się staram jak mogę. Gazu nie mamy, prądu mniej zużyliśmy niż poprzednio (rachunek przyszedł) choć mamy na prąd ogrzewanie i gotowanie. Wody się nie da oszczędzić, bo babcia D. leje ją bez opamiętania, szczególnie jak się nie zorientujemy albo nas nie ma w domu i się jej nie kontroluje.
  • annazadroza Gosiu:-) Nadzieja w tym, że młodzi coraz więcej będą uwagi zwracać na „ratunek dla Ziemi”, w czym i oszczędność jedzenia się mieści, i walka ze smogiem, i sprzątanie planety.
  • annazadroza Emmo:-) Niektórym się wydaje, że dobrobyt mają dany raz na zawsze, szczególnie przy dobrych pensjach. A jak nagle pensji zabraknie na koncie, bo pracodawca zmieni zdanie, to jest nie problem tylko tragedia.
  • annazadroza Veanko:-) Z całą pewnością bardziej ceni się to, na co trzeba samemu zapracować. I jeszcze – gdy ma się świadomość, że wszystko może się zmienić. Miałam znajomą panią, która cierpiała głód podczas wojny i przyrzekła sobie, że nigdy więcej nie będzie głodna. Stąd się brał u wielu ludzi wręcz nabożny stosunek do pożywienia, czego młode pokolenie – na szczęście – nie zna i oby tak pozostało.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Czekolandia” – raczej dla pełnoletnich:)

W związku z przepisem na czekoladę dawne wierszydełko mi się przypomniało. I je znalazłam! Dużo dyrdymałek przepadło na amen, nie wiem gdzie i kiedy, cóż, widać – nie były godne przechowania ich.

Czekolandia to dziwny kraj.
Gdy tort się na stole pojawi
i wejdziesz w sam środeczek tortu –
wnet przed oczami ci się zjawi.

Zamiast liści – lody tam rosną,
zaś zamiast kwiatów – czekolada.
A co przychodzi z każdą wiosną?
Deszcz, co szampanem z nieba pada.

Słodko pachnie w krąg wanilia,
chmury są marcepanowe.
Niepotrzebne tam tekstylia,
ni to ładne, ni to zdrowe.

My chodzimy tu w odzieniu
utkanym z cukrowej waty.
Jest tak słodko, że nie trzeba
nawet cukru do herbaty.

Gdy bąbelki szampanowe
cukier spłuczą z twego ciała,
w rurkę z kremem cię ubiorę
jeśli tylko będę chciała.

Albo – w szatę bieluteńką
i puszystą – śmietanową,
albo w płynną czekoladę,
albo w masę kakaową.

W czym byś nie był, skarbie drogi,
zawsze będziesz jak cukierek,
a najbardziej jesteś słodki,
kiedy zrzucisz już papierek…
3.06.2004/5.12.2018

  • urszula97 Przepiekny,jaki świat byłby piekny,
  • hanula1950 Fajna taka kraina, ale ja za słodyczami nie przepadam. Ze słodyczy lubię śledzia, ogórki kwaszone i śliwki w occie.
  • 45gogula Wow i wyobraźnia zadziałała i zrobiło się pysznie….nie tylko apetycznie
  • e.urlik Głóóóóóód! Ania, ten wierszyk powinnien znaleźć drogę na szersze forum, jest cudowny i przepyszny!
  • kotimyszkot Mniamm.. 🙂
  • emma_b super! słodki, ale też lekko pikantny:)
  • fusilla Przypomniałaś mi bardzo dawne czasy. Dzisiaj moja Córka taki blok robi i zaprasza nań Brata! :-)))
  • annazadroza Urszulko:-) Kolorowy i słodki, bez goryczy… Choć w „Dziadach” było: „kto nie dozna goryczy ni razu, ten nie zazna słodyczy w niebie”.
  • annazadroza Hanulko:-) Też lubię. Słyszałam o kimś, kto lubił tort i śledzie – jednocześnie. Nie dałabym rady;)
  • annazadroza Gosiu:-) Wyobraźnie upiększa nam życie:)))
  • annazadroza Ewciu:-) No… dziękuję:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Słodyczy nigdy dość;)))
  • annazadroza Emmo:-) Czekolada z pieprzem;)
  • annazadroza Fusilko:-) Żałuję, że nie mam córki, ale postanowiła wnuczkom przepisy wypróbowane wpisać w kajet, żeby każda miała pamiątkę.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii wierszydełka | Jeden komentarz