Obiecałam przepis na blok kakaowy wstawić. Więc – mam dwa wypróbowane. Pierwszy to blok, z drugiego miała wyjść czekolada. Blok
1 paczka mleka w proszku
1 margaryna
1/2 szklanki wody
1 szklanka cukru
200g herbatników
4 łyżki kakao
posiekana czekolada
bakalie różne
Od razu mówię, że obecnie bakalii nie dodaję z obawy, że babcia D. dałaby psom, w ukryciu przed nami.
Margarynę z cukrem i wodą stawiam w garnku na płycie (na gazie czy innym źródle ciepła), nie musi się gotować, aby tylko się margaryna rozpuściła. Wtedy wsypuję kakao, mieszam, dodaję mleko w proszku. Uwaga! Nie może być granulowane! Wszystko dokładnie mieszam, dużą
drewnianą łychą najlepiej. Jak już jest gładka masa, dodaję herbatniki połamane i wylewam do szklanego półmiska. Kiedy ostygnie – wkładam do
lodówki.
Cała margaryna do bloku to trochę za dużo, więc ręcznikiem papierowym zbierałam jej nadmiar z wierzchu.
Robi się tak samo. Wcale nie odmierzałam składników, robiłam „na oko”. Wyszła bardziej miękka od bloku, ta niby-czekolada. Na pewno zdrowsza z
masłem niż z margaryną. Gdybym dodała rodzynki, żurawinkę, suszone morele, skórkę pomarańczową itd. na pewno byłaby przepyszna. Bez
dodatków jest niezła:)
Smacznego:)))
4.12.2018
45gogula Od czasu, gdy stanęłam na wagę w październiku zdecydowałam do minimum ograniczyć słodkości w każdej formie. Niestety czasami ślinotok na wspomnienie różnych specjałów jest silniejszy, ale się nie poddaję.
urszula97 Ślinka poleciała ,ja piekłam dzisiaj pierniki.
kolewoczy Nie czytam!
Po pierwsze, nienawidzę przepisów i działań w kuchni.
Po drugie, nie jem słodkiego! (no, staram się nie jeść za dużo 😉
kotimyszkot Choć to na pewno zdrowsze, po moich ostatnich wyrobach pozostanę przy kupnym 😉
annazadroza Gogulko:-) Też bym się chciała oprzeć, ale mi nie wychodzi;( Za to ja wychodzę z założenia, że jak sama zrobię, to wiem co tam jest i może mi od tego słoninka nie przyrośnie…;)
annazadroza Urszulko:-) Pomyślałam, że gdyby do murzynka dodać przyprawę do piernika, potem przekroić i posmarować powidłami – to nie byłby prawie piernik?
annazadroza Kolewoczy:-) A sobie nie czytaj;) Za to zjedz pod kołdrą dobrą czekoladę, żeby nikt nie widział;;) Ja najbardziej lubię z orzechami… Smacznego:)))
annazadroza Myszokocie:-) Nie wierzę, że były takie złe, te wyroby;) Ale – robisz milion rzeczy jednocześnie, więc po prostu nie masz czasu na takie prozaiczne zajęcia:)
emma_b wprawdzie ostatnio odstawiłam słodycze i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu wcale nie cierpię, to taki blok zrobię. tym bardziej, że ostatni raz jadłam go za nieboszczki komuny:)
Przyjaciółka M. z pewnością kiedyś pójdzie do Psiego Nieba. Kociego też, a może są razem, te nieba? Tyle psich istot uratowała w życiu, że ma miejsce zapewnione wśród nich. Będziemy się odwiedzać, bo ja tam na pewno nie trafię. może gdzieś obok, ale tam nie. Ja gadam i przeżywam a ona działa. Moja Szilka też dzięki niej do mnie trafiła. Ze wsi, na której ma działkę – a tam bardzo dużo psów różne dranie wyrzucają z aut, dosłownie zagłębie wyrzuconych psów tam jest – wyratowała i znalazła domy dla wielu biedactw. Bezdomnego bernardyna próbowała „upolować” przez dłuższy czas, był już w fatalnym stanie, ale wreszcie się udało. Koty też ratuje, no – jednym słowem – M. Wielka jest:))) Dlatego akurat teraz o tym mówię, że zmarła koleżanka M., która kilka lat temu przygarnęła sunię wyszarpaną przez M. z koszmarnych warunków. Leżała skrajnie wyczerpana bidusia na mrozie ze szczeniakami, w pudełku, bez budy choćby. Szczeniaki poszły do ludzi, sunia do koleżanki. Teraz sunia znowu stałaby się bezdomna, albo trafiłaby – w najlepszym razie – do schroniska. Nigdy M. nie dopuściłaby do takiej sytuacji, przekonała osoby, które chciały się suni pozbyć aby ją przywiozły do niej, do W-wy z drugiego końca kraju. Sunia już jest, patrzy na każdą osobę podobną z wyglądu do zmarłej opiekunki z nadzieją, że to ona. Sunia jest nieduża, waży 7,5 kg, ma ok. 9-10 lat i szuka teraz domu. Ponieważ cuda się zdarzają, trzymajcie kciuki za to, żeby stara suczka znalazła dom na resztę życia.
e.urlik Aniu, pójdziesz do nieba dla zwierzaków i ludzi, którzy zwierzaki kochają. Myślę, że powinno być takie wspólne niebo, gdzie będziemy mogli (ludzie,którzy kochają zwierzęta) łazić sobie po bezkresnych łąkach i lasach i głaskać i przytulać i cieszyć się z towarzystwa pięknych istot. Póki co trzymam wszystkie kciuki!
kotimyszkot Ależ to musi być szok i ból dla pieska stracić właściciela.. liczę, że znajdzie się dla suni dom i czekam na wieści tutaj..
krzysztof213 taki to świat nie piękny wcale nas ludzi jest tutaj
Pozdrawiam
veanka Pod dom mojego brata tez ludzie podrzucają psy i koty, bo wiedzą, ze się nimi zaopiekuje.
Jak byłam u niego ostatnio 1 listopada to miał 7 psów i 12 kotów.
Ma warunki i lubi zwierzęta to je przygarnia.
Leczy, sterylizuje odkarmia, niektóry zwierzak jest wędrownikiem, więc sobie idzie dalej, przychodzi następny… i tak się to toczy.
Odgrażam się mojemu Felkowi, ze go tam wywiozę, jak go nosi i chce mi uciekać lub bije Vicię.
Mam nadzieję, ze Sunia dokończy żywota u dobrych ludzi.
emma_b uważam tak jak Ewa: niebo jest wspólne dla wszystkich zwierzaków i ich przyjaciół. mam nadzieję, że ta mała sunia znajdzie szybko kochający dom.
emma_b zapomniałam: wspaniałą masz przyjaciółkę, szczerze takie osoby podziwiam.
45gogula Świetnie, że istnieją tacy ludzie, jak Twoja przyjaciółka- ogromny szacunek , a sunia…mam nadzieję, że szybko znajdzie nowy dom, bo przecież jeszcze przez kilka ładnych lat może być dla kogoś radością i przyjacielem;
annazadroza Dziewczyny kochane i Krzysiu:-)
Hurtem Wam podziękuję za trzymanie kciuków, dobre życzenia i dobre myśli wysyłane do M. oraz Suni.
M. zaprowadziła ją do znajomej weterynarki. Ma problem z oczami, jakieś kanaliki zatkane czy coś. Poza tym z pyszczkiem trzeba zrobić porządek, zdjąć kamień i może usunąć część ząbków. Tyle się dowiedziałam przed chwilą, M. akurat wchodziła do sklepu i nie mogła gadać, ja też gadać nie mogę, bo mnie drapie w gard
Zima zimą ale dlaczego tak pioruńsko wieje? Ja się na takie wietrzysko nie godzę! Włazi wszędzie, lodowate to diabelstwo jakby z samej Syberii przyleciało, okropność! Katar mnie złapał, głowa pęka – wszystko przez ten ziąb. Biedny Mąż na oczy nie widzi od kataru, zakichany taki, aż żal patrzeć. Mimo to – nie siedziałam z założonymi rękami, szkoda mi czasu, bo skubańca nijak się dogonić nie da. Zrobiłam porządki w dużej szafie, schowałam letnie okrycia, wyciągnęłam zimowe kurtki, czapki, szaliki, rękawiczki i chusty. Poprzymierzałam, zostawiłam to, co na bieżąco do używania się nadaje, resztę ładnie poskładałam i włożyłam do pudełek specjalnie w tym celu przytarganych z Biedronki i jest git – jak to się kiedyś mówiło.
Skojarzenie – dawniej łobuzy miały swój kodeks honorowy, np. gitowcy swoich – czyli ze swojej ulicy – nie ruszali, można było się czuć bezpiecznie, nie to co dziś. W każdym miejscu np. na dworcu, w galerii handlowej, na ulicy można spotkać psychola z nożem. Właściwie idąc po chleb można zginąć z rąk zwyrodnialca jakiegoś. Niezbyt miła perspektywa.
Dziś jednak po chleb nie szłam i przeżyłam:) Jedynie z psami na chwilę, bo na dłużej się nie dało przez ten wiatr. I dobrze, bo więcej czasu na porządki miałam. Jeśli mnie łapie chęć sprzątania muszę natychmiast ją wykorzystać, bowiem sprzątać nie lubię. Lubię gotować, więc oprócz układania (nie tylko garderoby, bo i toreb, torebek, szczotek do ubrania, do butów, psich akcesoriów tudzież innych rozmaitych „przydasiów”)
zajęłam się obiadem jednodaniowym w postaci grochówki. Dobra wyszła:))) Jutro zrobię blok kakaowy, ten czar PRL-u:) Ostatnio kilka razy robiłam i smakował. Przynajmniej wiem co tam jest, więc można jeść bezkarnie. Przypomniałam sobie jak mama robiła, wkładała masę do pojemniczków po serkach chyba, bo śmietana wtedy była w buteleczkach. A pod drzwi mleko w butelkach przychodziło… Na Ursynowie mieliśmy na parterze szafki, do których roznosiciel przynosił mleko i bułki… a ja młoda byłam… taka chwila wspomnień…
Żeby weekend nie upłynął tylko pod znakiem czasu przeszłego – życzę, żeby był miły, wesoły i ciepły:)))
30.11.2018
kobietawbarwachjesieni Kiedyś też taki blok robiłam, a dziś już nie pamiętam, jaki był przepis. Jak możesz, to go podeślij. Może i ja zrobię. Ściskam.
emma_b Aniu, jeśli ten blok robiła Twoja mama, to musisz być w dalszym ciągu całkiem młodą osobą. skąd więc te wnuki? zagadka:)
ps. przypomniałam sobie, jak Wyborcza szukała kiedyś najmłodszej babci w Polsce i znalazła 34-latkę.
fusilla Taką domową chałwę też robiłam, a teraz pałeczkę przejęła Córka-Wiewiórka!
Ech te dawne specyjały! 😉 Dobrze, że coraz częściej na nie moda wraca!
krzysztof213 Tu że sztorm to wieje a tam.. Zmiany klimatu to już się stało…
babciabezmohera U nas też wiatr się za kołnierz wciska. No taka pora roku. Miłego weekendu, dobrego tygodnia! 🙂
annazadroza Marysiu:-) Jutro wstawię przepis. Zrobiłam wg nowego, ale stary był lepszy. Poszukam i oba napiszę.
Tobie też miłego tygodnia, spokojnego i bez wiatru:)))
annazadroza Emmo:-) Jeśli dodasz do najmłodszej babci jeszcze trzydzieści i pół – to będzie akurat:)))
Ale w głębi duszy nie wiem czy 18 przekroczyłam, czasem mam wątpliwości, żeby nie to lustro;)))
annazadroza Fusilko:-) Jak dobrze mieć córkę:)
Z takich pyszności pamiętam jeszcze andruty (wafle takie duże) z masą, która smakowała jak orzechowa a była z masła, kakao, cukru i płatków owsianych. O, muszę zrobić, właśnie mi o tym przypomniałaś:)))
annazadroza Krzysztof:-) Nie da się ukryć, że zmiany klimatu – przez ludzką głupotę – mamy widoczne gołym okiem:(
annazadroza BBM:-) Dziś już nie wieje, za to ślisko się zrobiło strasznie. A wcale nie widać tego, czarny chodnik i można się nieźle przejechać. Gdybym się smyczy nie trzymała to byłoby kiepsko, ale psiaki mi pomogły pokonać najtrudniejszy odcinek.
Dużo spokoju i samych miłych dni w tygodniu dla Ciebie:)))
45gogula Przy wietrznej pogodzie zwyczajnie płaczę , nie to że jakoś szczególnie mi smutno, wiatr wyciska łzy i tyle, ale fakt – odczucie zimna dwukrotnie większe…zdrówka dla Was:)
emma_b trochę mnie uspokoiłaś:) to musi być bardzo fajne czuć się wieczną małolatą, zazdroszczę:)
annazadroza Gosiu:-) Nie znoszę takiego wiatru, co innego miły, delikatny, lekki wietrzyk:) Bo co za dużo to niezdrowo, wiadomo. Dzięki, Tobie także zdrówka; i nie płacz – nawet przez wiatr:)
annazadroza Emmo:-) Fajnie byłoby gdyby nie tylko dusza się tak dobrze (chwilami) czuła ale i powłoka cielesna też, a ta cholera zaczęła strajkować;)
W zachomikowanych wycinkach był artykuł o Halinie Poświatowskiej. Lubię jej wiersze, takie kobiece i pełne uczuć, dlatego wycięłam. Podzielę się z Wami tym, co wyczytałam.
Halina Poświatowska pochodziła z Częstochowy. Miała dziewięć lat, gdy w 1945 roku toczyły się walki o wyzwolenie miasta. Wraz z rodzicami przez kilka dni ukrywała się w piwnicy, jak wiadomo, piwnice są zimne i wilgotne. Zachorowała wtedy na anginę, która pociągnęła za sobą konsekwencje w postaci gorączki reumatycznej i zapalenia wsierdzia, co przyniosło uszkodzenie serca. Biedna dziewczynka nie miała normalnego dzieciństwa, nie mogła bawić się z rówieśnikami, przy szybszym ruchu traciła oddech, czuła kłucie w płucach, odpadały nawet spacery, wchodzenie po schodach również było utrudnione. Nagła śmierć młodszej siostry (w 1946 r.) była bardzo ciężkim przeżyciem.
Halina – zwana Hasią – nie chciała jednak życia poddanego nieustannym ograniczeniom, straciwszy siostrzyczkę uświadomiła sobie wartość oraz kruchość życia, nie zgadzała się na chorobę. Mnóstwo czasu spędzała w szpitalach i sanatoriach. W Kudowie poznała Adolfa Poświatowskiego, przystojnego studenta filmówki i malarza. Nie miała wtedy jeszcze 18-tu lat. Zakochała się bez pamięci i przyjęła oświadczyny, wbrew rodzinie i lekarzom wyszła za mąż 30 kwietnia 1954 r. Niestety, nie cieszyła się długo szczęściem, bo zaledwie dwa lata. Mąż również chorował na serce i zmarł podczas pobytu Hasi w sanatorium w Rabce.
Dwudziestoletnia wdowa ledwo przeżyła ciężkie chwile zgotowane jej przez los. Trafiła do krakowskiej kliniki pod opiekę prof. Juliana Aleksandrowicza, który serdecznie się nią zajął, namawiał do tworzenia, do pisania wierszy i nawet sprowadził do niej do szpitala Wisławę Szymborską. Udało mu się obudzić w młodej kobiecie chęć życia i niedługo zadebiutowała jako poetka w ” Gazecie Częstochowskiej”.
Serce młodej poetki było jednak w fatalnym stanie, uratować je mogła tylko nowatorska operacja w szpitalu w Filadelfii. Przez rok zdobywano fundusze na wyjazd, załatwiano formalności i w 1958 r. wsiadła na „Batorego” aby popłynąć do Stanów. Przed wypłynięciem dowiedziała się, że ma opuścić pokład, bo lekarze i kapitan nie chcieli brać odpowiedzialności za jej życie, była w tak ciężkim stanie. Rodzicom udało się przekonać
niechętnych, że Halina musi płynąć na operację i podpisali odpowiednie oświadczenie.
Operacja trwała 7 godzin, była taką sensacją, że transmitowano ją w nowojorskiej telewizji. W trakcie okazało się, iż serce było słabsze niż początkowo sądzono. Na szczęście dla Hasi chirurdzy zdecydowali się na kontynuację zabiegu. Obudziła się po sześciu dniach, nie mogła uwierzyć, że nie czuje bólu.
Czas rekonwalescencji spędziła w sanatorium w Deborah. Potem nie wróciła od razu do kraju lecz rozpoczęła studia na Smith College, nawiązywała znajomości, nadrabiała życie, które jej wcześniej uciekło. Spotykała się nawet z Jerzym Kosińskim, także z jednym z wykładowców Josephem Margolisem (36 lat, żonaty i dzieciaty). Po trzech latach wróciła do Polski i związała się z 19-letnim Lubomirem Zającem, z miłości do którego
połknęła 150 tabletel leki nasercowego. Odratowano ją.
Następnie, już w ostatnim roku życia, zakochała się w mężu Anny Świrszczyńskiej, o 15 lat starszym od siebie Janie Adamskim. Serce – targane namiętnościami – stawało się coraz słabsze i konieczna była operacja wszczepienia sztucznej zastawki. Zmarła kilka dni po zabiegu, 11 października 1967r. mając zaledwie 32 lata.
28.11.2018
ninelnsg5 Krótka opowieść o utalentowanej,
a zarazem tragicznej postaci…
ciotkaeliza Tyle przeżyć w takim krótkim życiu. Biedna kobieta.
kotimyszkot Przeżycia miała ciężkie, ale pewnie właśnie „dzięki” nim pisała tak chwytające za serce wiersze.. Też bardzo lubię do nich wracać i zatrzymałam tom jej poezji w formie papierowej. Pewnych książek nie da się czytać na czytniku, muszą być w dłoni.
45gogula Romantyczna dusza, targana szczęśliwymi i mniej szczęśliwymi namiętnościami i stąd taka twórczość.
Gość: [e.urlik]*.dynamic.gprs.plus.pl W częstochowskich Alejach Poświatowska siedzi sobie na ławeczce. Każdy może się przysiąść i pogadać, albo pomilczeć. Prawie naprzeciwko na innej ławeczce siedzi Marek Perepeczko. A swoją drogą, to truć się dla jakiegoś faceta… brrr.
annazadroza Ninel:-) Krótka opowieść, krótkie życie a ileż uczuć i przeżyć…
annazadroza Emmo:-) Szkoda dziewczyny, szkoda jej życia i szkoda, że tak naprawdę nie zaznała szczęścia ani spokoju, miotała się bezustannie między życiem a śmiercią, jakby chciała jak najwięcej przeżyć, zdążyć…
annazadroza Elizo:-) Tak jakby miała świadomość ograniczonego czasu…
annazadroza Myszokocie:-) Nie ma to jak książka w ręce. Uwielbiam zapach nowej książki, czuć jej ciężar, dla mnie jest jak żywa istota, przyjaciółka. Ktoś powiedział, że książka to najlepszy, milczący przyjaciel człowieka i ja też tak uważam:)
annazadroza Gosiu:-) Takie życie skażone chorobą, niepewnością, cierpieniem i widmem śmierci od dziecka.
annazadroza Ewuś:-) Fajna taka ławeczka.
A Perepeczko to jak pokazany> Piękny jak Janosik czy jak komendant z 13-go Posterunku? Ale najcudniejszy to film -chyba- „Atrakcyjny pozna panią” z Perepeczką, Grabowskim, Kłosowskim, Cugowskim – uwielbiam, dla mnie to perełka.
e.urlik Przesłałam ci zdjęcia obu ławeczek. Perepeczko na ławeczce odchudzony. Był dyrektorem teatru częstochowskiego (serio, nikt nie chciał tu przyjść na wygnanie) i upasł się jak pularda.
annazadroza Ewuś:-) Dzięki:) Do Janosika to on już nie jest podobny, a taki ładny chłopak z niego był. Zdjęcie z żoną takie trochę straszne, dziwne wrażenie na mnie zrobiło, że ona taka zadowolona, uśmiechnięta…no dziwne.
tessa37 e.urlik, krajanko, wyreczylas mnie:) Za kazdym razem, jak tam jestem, robie sobie z nia zdjecie i glaszcze kota:)
Helena wysiadła z autobusu przy Madalińskiego. Szła ulicą Puławską. Od wielu dni mijała siedzącego na ziemi człowieka. Był bez nogi. Z kikutem obwiązanym brudną szmatą – żebrał. Starała się na niego nie patrzeć, nawet nie dotknąć wzrokiem. Widok był dla niej zbyt straszny, zbyt przerażający. Nie zdążyła się jeszcze przyzwyczaić do podobnych scen. Wolała nie przyjmować do wiadomości faktu ich istnienia, nie stykać się z nimi.
Jednak musiała przejść obok żebraka. Wtedy nawet w skwarny letni dzień słońce gdzieś znikało, ziemię i jej serce spowijał mrok, krew ścinała się w żyłach. Sporo czasu upływało zanim wyrzuciła mrok z serca a obraz z pamięci, w którą wbijał się wbrew jej woli. Było tak za każdym razem.
Nigdy nie odważyła się włożyć ani grosza do miseczki stojącej obok żebraka. Byłoby to zaakceptowanie stanu rzeczy, uznanie jego istnienia, oddanie cząstki siebie, cząstki własnej duszy.
Pewnego dnia jak zwykle usiłowała prześliznąć się niepostrzeżenie obok bramy, przy której żebrak siedział. Naprzeciw niej biegła do autobusu zasapana, otyła kobieta. Helena opanowana przez dręczące ją dzień w dzień myśli, pogrążona w wewnętrznym mroku nie zauważyła kobiety. Zachwiała się uderzona z dużą siłą, padła na kolana tuż obok żebraka. Klęczała i widziała przed sobą szklane, pozbawione wyrazu i koloru oczy. Drżącymi rękami wyjęła z torebki portfel i wszystkie pieniądze jakie miała włożyła do miseczki.
Nie pamiętała jak i kiedy oddaliła się z tego miejsca.
Następnego dnia postanowiła nie odwracać wzroku lecz sprawdzić, czy szklane oczy – prześladujące ją od wczoraj bezustannie – wciąż są bez wyrazu.
Miejsce przy bramie było puste. Z bramy wyszedł dozorca z miotłą i zamiatał chodnik. Spytała o żebraka.
– Żebrak? Co też pani! Pod moim domem? A w życiu, coś się pani przywidziało.
Odwrócił się od Heleny, wzruszył ramionami i zamiatał dalej.
27.11.2018
veanka Siedzę już piętnaście minut nad Twoim postem i nie wiem co napisać.
Czyżby ten siedzący w bramie żebrak był sumieniem Heleny?
Jakimś większym lub mniejszym występkiem ciążącym na jej sumieniu?
Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Veanko:-) Pisałam to tak dawno, że nie wiem co wtedy miałam na myśli. Teraz sobie myślę, że strach, każdy, ma wielkie oczy. Jeśli się ucieka, on nad człowiekiem panuje, ale kiedy spojrzeć mu w te puste oczy, on po prostu znika, nie ma go. I często my go tylko widzimy, nikt więcej, bo to nasz strach, własny, osobisty. Uff, teraz tak myślę, dawniej taka mądra nie byłam.
Dziękuję, że tyle czasu poświęciłaś. Serdeczności dla Ciebie całe morze, nawet ocean:)))
urszula97 He,ja tu też dedykowałam,czekałam aż ktoś będzie pierwszy z komentarzem.Ja obstawiałam że ten stróż to był ten bezdomny,po otrzymaniu pieniążków wziął się za siebie i rozpoczął pracę i wyszedł na ludzi,ale ciekawe to było.
e.urlik Całą kasę mu dała? Mam nadzieję, że nie miała za dużo i że wystarczy jej do 1-go. Ja zawsze czterema kopytami na ziemi ;-)))
fusilla Chyba jestem jakaś nienormalna, bo nigdy nie dałam żadnemu żebrakowi jałmużny! Jak ktoś zastukał do drzwi z prośbą o coś do jedzenia, to dałam – coś do jedzenia. No i grajkom ulicznym czasem coś lubie wrzucić do kapelusza!
annazadroza Urszulko:-) To jakaś suma niebotyczna musiałaby być w portfelu, żeby za nią bezdomny mógł zmienić życie;) A Helena to normalna kobieta była, po osobistych przejściach, chodziła do pracy, bała się, że wszyscy widzą co przeżywała, a tego sobie nie życzyła. Uczucia kryła w sobie z obawy, że ją wyśmieją, obgadają itd. jak to znajomi z pracy…
annazadroza Ewuś:-) Człowiek zaskoczony robi różne rzeczy, nie zawsze da się stać czterema nogami twardo na ziemi, emocje biorą górę a wyobraźnia płata figle. Może miała w domu jakieś drobne schowane na czarną godzinę?
annazadroza Fusilko:-) Kiedyś dawałam, ale przestałam. Od czasu jak taki „biedny” zionął na mnie smrodem przetrawionego alkoholu, fuj!
Ale jak muzykanty grają, szczególnie na gitarze – tak:)
emma_b a to dobre, Pani Autorka nie pamięta, co autor miał na myśli:)))
annazadroza Emmo:-) Zawsze mnie śmieszyło to „co autor miał na myśli”, bo autor nic nie miał, po prostu sobie pisał, miał w tym przyjemność, albo wyładował swoje frustracje, albo co innego;) Później mądre głowy łamią sobie co mogą, aby dotrzeć do rzekomego sedna. A autor siedząc na chmurce śmieje się z nich do rozpuku;)))
Poważniej – człowiek się zmienia, po latach widzi te same sprawy w zupełnie inny sposób, po 30-latach jesteśmy innymi ludźmi. Podobno co 7 lat zmienia się wszystko w naszym organizmie czyli faktycznie jesteśmy kimś innym niż wcześniej.
Dzieci wróciły do domu a babcie do swoich zajęć. Cudowne były chwile spędzone z malutką, chociaż po powrocie do domu czułam takie zmęczenie, że nie dałam rady nic zrobić. Nic to, mówię Wam, patrzenie na szkraba – bezcenne. O cudach jakie wyprawia przy jedzeniu już mówiłam, to cyrk bezustanny jest, takie próby wygrania z gnębicielkami za wszelką cenę chcącymi wpakować jej do buzi łyżeczkę z czymś, takim czymś na co panna Panna nie ma ochoty. Zaciska więc usteczka, rączką macha – nie, nie, nie, odpycha łyżeczkę i pac! Zawartość ląduje na ubranku jej albo babci, albo na podłodze;) Jeśli czegoś chce, na przykład biszkopcika albo czegoś podobnie smakowitego – domaga się i konkretnie mówi o co jej chodzi. Nauczyła się sama schodzi ć z wersalki, już nie trzeba się obawiać, że spadnie. Z plecków przekręca się na brzuszek i zsuwa się zgrabnie na podłogę. Zaś w kwestii sprzątania – do ścierki dołączyła nowy sprzęt:) Wyciągnęła trzepaczkę do dywanów, większą od siebie i targała ją po całym domu. Wyglądała niesamowicie, kiedy próbowała trzepać wersalkę i pufy. Sprzątanie ma nie tylko wpisane w znak zodiaku, ale i w geny – druga babcia też Panna i
bezustannie w ruchu.
Dobrze, że ja się na wiosnę urodziłam, baaardzo się z tego cieszę:))) Wiosna to przecież najpiękniejsza pora roku i jest coraz bliżej. Jeszcze tylko grudzień, styczeń, luty i wiosna:)))
26.11.2018
kotimyszkot Nie wszystkie zodiakalne panny takie porządnickie, znam i mężczyznę i kobietę z tego znaku i oboje mają porządek w tak zwanym odwłoku 😉 Fajnie, że Calineczka czuje zew, bo porządek dobra sprawa, oczywiście w normie :))
urszula97 Dzieciaczki widzą co robią dorośli,Jest to bezcenny widok malucha z dużą miotłą,wiadrem.Zmęczona ale zadowolona.
45gogula Oj tak , w sąsiedztwie mam kuzynkę , co prawda już dużą bo 2 letnią ale nadal cudownie wygląda, gdy pomaga dziadkowi zamiatać albo grabić liście gdy narzędzia te są 2-3 razy większe od użytkownika
nie-okrzesana A za ok 30 dni zacznie przybywać dnia ! :)))
annazadroza Myszokocie:-) Może mają ascendent w jakimś bałaganiarskim znaku, albo są po prostu normalni;)? Malutkiej już tak zostanie, na 100%
annazadroza Urszulko:-) Mam zdjęcie taty Calineczki w parku, z wielką miotłą, miał ok. 2 latek. Cudna pamiątka:)
annazadroza Gosiu:-) To są najpiękniejsze lata dziecięce, potem, jak pójdą do szkoły to się robią przemądrzałe i urok pryska.
annazadroza Nie-okrzesana:-) I to jest bardzo dobra wiadomość:)))
emma_b tym razem uświadomiłaś mi, że zajmowanie się dzieciaczkami po pierwsze wymaga kondycji, a po drugie uniemożliwia czytanie książek. tak więc dzisiaj moje nie bycie babcią wydaje mi się opcją korzystną. zobaczymy co będzie dalej:)
annazadroza Emmo:-) Kondycja jest niezbędna, zdecydowanie. Ale książki da się czytać, przecież wnuczęta miewa się pod opieką od czasu do czasu, nie tak jak własne dzieci, przez 48 godz. na dobę;)))
veanka Taaa, pamiętam jakie karkołomne sztuczki trzeba było robić, żeby odwrócić uwagę wnuka od łyżeczki z jedzeniem , by tym jedzeniem nie dostać w oko, albo nie być oplutym;)))
Jakaż była nasz konsternacja, bo wnuczka zjadała wszystko i zawsze.
annazadroza Veanko:-) Z dziećmi jest tak na przemian. Jak jedno grzeczne, to drugie rozrabia, jedno dobrze się uczy – drugie odwrotnie. Z jedzeniem też. Średnia jadła normalnie, ale Calineczka to po prostu mistrzostwo świata w niejedzeniu tego, czego nie chce;)))
Powiem Wam jedno – maluchy są cudowne:))) Do tego mądre, sprytne, myślące, obserwujące uważnie i wyciągające wnioski, rozumiejące co się do nich mówi lecz reagujące wybiórczo, bo tylko na to, co im pasuje i ignorujące całą resztę. Poza tym bronią się umiejętnie przed tym, czego nie chcą oraz równie skutecznie sięgają po to, czego chcą potrafiąc wykorzystać każdą okazję nieuwagi dorosłych:))) No! Calineczka próbowała rządzić mną i drugą babcią ale dzielnie stawiałyśmy czoła, w końcu co dwie babcie to nie jedna:))) A jakie cuda się działy przy jedzeniu! Co to jednak dla babć z doświadczeniem, dzięki najprzeróżniejszym gadżetom tudzież przy pomocy wrodzonych zdolności oraz dziadka, który po mnie przyjechał a został
zaprzęgnięty do wykonywania dziadkowych powinności – udało się. Tu mi się przypomina jej tatuś, czyli Duży, przy którego karmieniu też się cuda działy. Niedaleko pada jabłko od jabłoni;)
Za chwilę się zbieram i jadę znowu, jutro też, ponieważ mamy krasnoludka pod opieką, To znaczy druga babcia na miejscu, ja dojadę.
Aha, jeszcze coś. Malutka lubi wąchać kwiatki, wyprane świeżo pranie, przyprawy itd. Śmiesznie marszczy nosek i udaje, że wciąga powietrze. Wzięła do łapki swoje skarpeteczki i zaczęła wąchać. Mama jej mówi, że są już brudne i trzeba wyprać. A ona tup, tup, tup – do łazienki i włożyła do pralki:))) Drugi cudny widok – ona na kolankach, papierowy ręcznik w łapce i wyciera podłogę, nie pozwoli się odciągnąć od tego zajęcia:))) Cóż, Panna przecież, to sprząta i sprząta:))) Panny już tak mają, że muszą:)))
22.11.2018
hanula1950 Ale masz fajnie. Moje wnuki już są duże i nie ma z nich śmiechu.
annazadroza Hanulko:-) Też jestem szczęśliwa, tym bardziej, że Calineczka jest niespodzianką. Dwie wnuczki, Starsza i Średnia to nastolatki, więc śmiechu nie ma, raczej poważnie się już robi. A tu się trafił nieprzewidziany szkrab i jest super:)))
kotimyszkot Życie przynosi cudne niespodzianki :)) Trafnie opisałaś maluchy.. swoją drogą, można by część ich podejścia do świata przyjąć do siebie, zwłaszcza to nieprzejmowanie się i walczenie o swoje 😉
e.urlik To prawda – panny muszą! Biada ci Calineczko, tylko porządkowanie wszystkiego i wieczna robota przy uładzaniu świata! Aniu, wyrwij te narzędzia do sprzątania z małych łapek, póki jeszcze czas!!!
urszula97 Kochane przylepy,dziękuję za życzenia dla Olka.Kawałek tortu zjadł.Ostatnio był u nas bez rodziców,wie gdzie kuchnia i mlaszcze jak jest głodny,dostał kawałek rogala z masłem i sok jabłkowy(mój robiony bez cukru).W ogóle to jeszcze pierś króluje ,nijak go oduczyć się go nie da.Jak mamy nie ma w zasięgu to smoczek ale jak się pokaze to się dzieje.Owoce je wszystkie,warzywa też,kiełbaski,mięsko tylko chlebek be.Pozdrawiam Calineczkę.
Gość: [babciabezmohera] *.neoplus.adsl.tpnet.pl A ile radochy przed Tobą, gdy Calineczka zacznie mówić i po swojemu nazywać świat… To dopiero są perełki! ;))
bognna No ja chyba sie ciesze, ze nie jestem Panna;)
veanka Mam nadzieję, ze Calineczce przejdzie z tą ściereczką;).
Mojej wnuczce przeszło i całe szczęście, bo teraz Panny mogą, ale nie muszą;))).
Chłoń całą sobą zachowania Małej, bo dzieci tak szybko dorastają…
emma_b jak czytam Twoje opowieści o Calineczce, to trochę mi żal, że nie jestem babcią i raczej nie będę. raczej, bo jednak never say never…
45gogula Uwielbiam małe dzieci, zwłaszcza czyjeś:) tak na godzinkę pobawić , poobserwować zwłaszcza kiedy są w wieku małych „cwaniaków” czyli niby małe a kombinuje
annazadroza Myszokocie:-) Dla takiego krasnoludka liczą się jego sprawy, bo innych jeszcze nie ogarnia. Chce jeść (jak chce), pić, bawić się, mieć na zawołanie mamę albo kogoś bliskiego, kto go kocha i maluch to czuje, i wtedy jest szczęśliwy. Od razu myślę o tych, które nie mają nikogo takiego, albo doznają strasznych krzywd od tych, którzy są im winni miłość i opiekę…
Moja Panna niespodzianka jest najcudniejszą niespodzianką, jaka się trafiła:)))
annazadroza Ewciu:-) Nie da się wyrwać, sama coś o tym wiesz, prawda: Hi hi;)))
annazadroza Urszulko:-) Dziękuję w imieniu Calineczki:) Ona chlebek je, znaczy bułeczkę, nosi ze sobą kawałek i gryzie. W rachubę też wchodzi kanapeczka z masełkiem albo innym smarowidełkiem. Wszystko wchodzi w rachubę, oczywiście jak panna chce, tylko mleko jest be;)
annazadroza BBM:-) Uwielbiam taką dziecinną mowę, czekam z niecierpliwością. Na razie jest tata, mama, baba, ale najlepiej jej wychodzi NIE :)))
annazadroza Veanko:-) Zbyt szybko dorastają i wcale mi się to nie podoba. Starsze wnuczki większe ode mnie i śmiem twierdzić, że mądrzejsze w niektórych tematach:) A to małe słoneczko dopiero przyszło na świat i już rządzi:)))
annazadroza Emmo:-) Któż może wiedzieć, co mu los przyniesie? U mnie też miało więcej wnucząt nie być a Calineczka zdecydowała inaczej:)))
annazadroza Marysiu:-) Cudowne iskiereczki, rozjaśniające cały świat:)))
annazadroza Gosiu:-) Obserwowanie takich „cwaniaczków” może być czasem bardzo pouczające dla nas, dorosłych;)))
Hanulka powiedziała, ze dzisiaj jest Dzień Życzliwości. Jestem za:) Tym bardziej jestem życzliwie nastawiona do świata, że Skituś spał jak suseł gdy zadzwonił budzik (5-ta rano!) i obeszło się bez sprzątania. Nawet ciężko było go dobudzić i wyciągnąć na dwór. No, ale skoro ja wstałam to i on musiał, w końcu z jego powodu zostawiłam ciepłą pościel, resztkę snu i ruszyłam w ciemność. Ja chcę wiosny, ciepła i jasności o poranku!!!
Mogę sobie chcieć dalej, no to chcę:)
Jestem po spacerze i mam chwilę dla siebie, oprócz mnie wszyscy śpią, psiaki też wróciły w objęcia Morfeusza. Sprężę się zaraz, ruszę do kuchni przygotować, spakować, dokończyć. Naleśniki dla wnusi usmażyłam, zapakuję tylko. Dla nas był przy okazji wczoraj obiad, zrobiłam nadzienie z pieczarek. Pokroiłam grubo, nie utarłam jak zazwyczaj i smak był o całe niebo lepszy, już na zawsze pozostanę przy takiej wersji. Poza tym kawka, rzut oka na blog, potem nie będzie kiedy, do malutkiej pojadę. Pojutrze też a być może i jutro, tak więc tydzień z głowy. Już nie mogę się doczekać, żeby to szkrabiątko zobaczyć:))) No to lecę do zajęć:)
Niech Życzliwość będzie z Wami przez cały dzień z okazji Jej święta, niech Was dopada w każdej chwili i z każdej strony;)
21.11.2018
kotimyszkot Cieszę się, żeś życzliwa dusza i życzę Ci być spotykała na swej drodze takich osób jak najwięcej. Z okazji takiego dnia i bez okazji, dnia każdego 🙂
e.urlik Dzięki i tobie też wszystkiego życzliwego!
emma_b budzik dzwoni u Ciebie o 5 rano? omujborze:(
no ale z drugiej strony chapeau bas, podziwiam Twoją charakterność.
a życzliwości życzę na każdym kroku przez okrągły rok.
bognna No to i ja zyczliwie zycze wszelakiej zyczliwosci jak najwiecej:)))))))
I tak, tak ta 5 rano takze mna wstrzasnela.
45gogula Życzę abyś nie tylko dzisiaj ale zawsze była otoczona życzliwością:) A co do porannego wstawania…mój futrzak zwykle kilka minut po 6 wygania mnie z sobą na podwórko, a dziś okazał się tak życzliwy, że wstaliśmy dopiero po 7.
fusilla Nawet nie wiedziałam, że dziś taki dzień! Zatem potraktowałam się życzliwie i cały dzień mam piżamowy! A co! Kto leniuchowi zabroni? ;-)))
Z ogromną ŻYCZLIWOŚCIĄ serdecznie życzę nie tylko dzisiaj Dobrego Dnia!
kobietawbarwachjesieni Ja o 5 rano przewracam się na drugi bok w łóżku. Chyba, że jadę do Warszawy, to wtedy się zrywam rozespana.
annazadroza Mysokocie:-) I nawzajem, dobra duszyczko:)))
annazadroza Emmo:-) No dzwoni, cóż poradzić, jak mus to mus;) Ale dzisiaj Mąż wstał:)
annazadroza Bognno:-) Dla skowronka wstawanie poranne nie jest straszne, gorsze sprzątanie całej podłogi po „wypadku” Skitusiowym. Dziś wstał Mąż, wszak jest najlepszy na świecie:)))
annazadroza Gosiu:-) Futrzaki są kochane nawet jak każą wstawać o różnych porach, bez nich dom jest jakiś pusty i martwy.
annazadroza Fusilko:-) Taki piżamowy dzień jest wprost niezbędny dla zdrowia psychicznego, chociaż od czasu do czasu. Dobrze zrobiłaś:)))
annazadroza Marysiu:-) Jak wstawać nie musisz, to pewnie, że się przewracaj na drugi bok. I samych miłych snów aż do obudzenia:)))
Okropny niesmak mnie ogarnął, tak jakbym coś paskudnego połknęła i miała chęć… zwrócić, mówiąc delikatnie. To na wieść o kobietach, które mechanika za okazaną pomoc „złapały” i nałożyły mandat. Ponieważ nie przyjął – zaczęło się ciąganie po sądach. Obrzydliwość. Za okazaną pomoc, oddanie własnej żarówki za 10zł. ma chłopina masę kłopotów. I na pewno nigdy więcej nikomu nie pomoże. Chyba właśnie o to chodzi aby nikt nikomu nigdy nie pomagał, ale zawsze się każdy bał. To już było. A te paskudne babsztyle jechały niesprawnym samochodem, żeby przyłapać mechanika. No i cóż, uważam, że trzeba mieć wredny charakter, być mendą z natury, żeby tak postępować. Mówi się, że k…wa to nie zawód, lecz charakter i najwyraźniej mamy do czynienia z takimi charakterami, jakoś się ich namnożyło ostatnio. Albo zawsze były, tylko bały się ujawniać, bo wcześniej jakieś obyczaje, elementarne choćby zasady przyzwoitości obowiązywały, teraz są w swoim żywiole. I uogólnienie płynie, myśli jedna za drugą gonią… Za
milionowe przekręty się nie biorą, za wyzywanie z mównicy sejmowej nie ma kary, ale za dobrą radę daną krystynie p. przez Owsiaka – sąd, za białe róże – sąd, za siedzenie na chodniku – oskarżenie o czynną napaść, za stanięcie na drodze faszystom i zostanie przez nich pobitym – kara, nie dla faszystów oczywiście, bo oni są rozumiani i biją nie w newralgiczne punkty na ciele… I jeszcze wypowiedź, że są traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ci, co rozumieją! To już jest przekroczenie wszelkich granic. Nie tylko przyzwoitości. Naplucie w twarz prawdziwym ofiarom, wszystkim, którzy zostali zamordowani przez faszystów. A to budzi nie tylko niesmak, ale oburzenie i sprzeciw.
20.11.2018
nie-okrzesana Skarbowy i sanepid dwa najbardziej znienawidzone przeze mnie urzędy.
urszula97 To był szok jak słyszałam o tych mechanikach.Bardzo chamskie podejście,to powinno się te kobiety osądzić.
Gość: [Obserwator] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Mam nadzieję, że te kobiety zostaną odpowiednio potraktowane przez lokalną społeczność / jest to chyba nie tak wielka miejscowość /. Natomiast wypowiedż ministra od Kultury Glińskiego, że PIS jest traktowany tak jak propaganda gebelsowska traktowała Żydów świadczy o małości i bezczelności tego człowieka.
kobietawbarwachjesieni Niestety, staczamy się. Może nie dotyczy to ogółu społeczeństwa, ale różne chamskie zachowania, że o języku nie wspomnę, mają zielone światło.
Jeden wielki skandal.
Dzisiaj jest Dzień Życzliwości.
annazadroza Nie-okrzesana:-) Nie tylko przez Ciebie, szczególnie ten pierwszy.
annazadroza Urszulko:-) Będą kiedyś naprawdę potrzebowały pomocy a wtedy może się okazać, że nikt ręki nie poda…
annazadroza Obserwatorze:-) Zgadzam się z Tobą, masz rację.
annazadroza Marysiu:-) Język – także tam gdzie powinny być zachowane formy, czyli w mediach – jest tragiczny. Nawet nie przez brak słów, tylko przez to, co mówcy wyrażają. I wolno im obrażać bezkarnie innych, właściwie nie ma żadnej reakcji, bo – jest przyzwolenie na chamstwo, agresję słowną i fizyczną. Koszmar.
annazadroza Hanulko:-) Życzliwie Cię ściskam i się uśmiecham:)))
45gogula Teraz Policjanci otrzymali donos, jakoby „jakiś pojazd” w tej miejscowości, w tym dniu, jechał drogą publiczną bez wymaganego oświetlenia co stanowi wykroczenie i Policja wszczęła czynności, więc ta chora sytuacja związana z mechanikiem może mieć ciekawe zakończenie…a poza tym to ręce opadają na to co się dzieje w sferze publicznej, a jedyne co słychać w odpowiedzi na „różne chore akcje”, to formułka. że „oni przez 8 lat….” I tylko dziwi mnie to zaślepienie , na które wskazują sondaże. Tego nie rozumiem.
annazadroza Gosiu:-) Masz rację, ręce opadają do samej ziemi. A stąd tyle „ciemnego luda”, że zabezpieczony przed wiedzą jest, nie wie co się naprawdę dzieje, słucha, ogląda, wierzy – a dotyczy to mądrości jedynej i słusznej, jak kiedyś. Historia się powtarza, dawniej też tak było: po przemówieniu pierwszego sekretarza rozlegały się długotrwałe, huczne oklaski… Nadzieja w tym, że większa liczba ludzi zaczyna widzieć dalej niż czubek własnego nosa. I jeszcze – rodacy lubią podróże, a jeśli skłóceni jesteśmy z całym światem, to i przyjmowani będziemy niechętnie, co przyjemne nie jest.
No i przepadło. Raczej przepadły, przemarzły, buuu:( Nie zabrałam pelargonii, nie schowałam i „po ptokach”. Tak to jest kiedy się odwleka to jest do zrobienia. Wychodzi jedna wielka doopa. No, już się nie będę wyrażać, na wiosnę kupię nowe, albo jakieś inne kwiatki posadzę. Nasionek aksamitek zebrałam mnóstwo, rozchodniki odbiją po zimie, piwonie/peonie zakwitną, floksy – mam nadzieję też – i będzie ładnie. Zupełnie zapomniałam o tulipanach, miałam kupić jesienią i wsadzić, bo stare już zniknęły i mało zostało, ale nie kupiłam. Za mało czasu poświęciłam ogródkowi tej jesieni. No… bo nagle to białe paskudztwo się pojawiło koło południa, a rano było jeszcze tak pięknie i kolorowo, że po południu chciałam Męża wyciągnąć
na długi spacer. A tu… zrobiło się jakoś ciemno i coś zaczęło stukać w okno dachowe, akurat byłam w łazience, tam takie jest. Własnym oczom nie mogłam uwierzyć! Cóż, nie wierzyłam prognozom, to mam za swoje;) Teraz – oby do wiosny.
Z tej złości zrobiłam małe przemeblowanie, duży stół zamieniłam miejscami z małymi stolikami i dwoma fotelami. Zrobił się wygodny kącik do siedzenia, czytania i pisania. Notatki i inne papiery umieściłam w dużym filcowym pojemniku, z którego będę je mogła po kolei wyciągnąć, wykorzystać i wyrzucić nie ruszając się z miejsca. Ot, taka wygoda. Moja sąsiadka ursynowska mawiała, że jak się meble przestawia, to są pieniądze.
Wobec tego czekam na dostawę pieniędzy;)))
Babci D. się pogorszyło o tyle, że nie przyjmuje żadnych leków, nawet na ciśnienie wypluwa. Nie pomagają tłumaczenia, żadne. Znowu na tapecie mamy spiskową teorię czyli dybanie na jej zegarek, pierścionki, pewnie zaraz zacznie komórki szukać i będzie powtórka z rozrywki. Jest już kilkudniowa przerwa w „dostawie leków” do organizmu, reakcję widać gołym okiem. Liczę na to, że jej się odmieni, tak było do tej pory. Po kilku
dniach przechodziła jej wściekłość na cały świat i się uspokajała. Kiedy lekarstwa zaczynały działać, było przez jakiś czas w miarę dobrze. Trzeba czekać co tym razem.
Poza tym – o polityce ani słowa, żeby dobrze zacząć tydzień. Duży przywiózł puszki dla Skitusia, w środę i piątek pojadę do Calineczki. Miałam farbę sobie położyć, ale mi się nie chciało, może się jutro zmobilizuję. Z psami tylko na łące byłam, łapałam Szilkę, bo miała ochotę bażanta schrupać na podwieczorek. Musiała na nie polować kiedy była bezdomna. Bażanty są powolne, ciapowate, ciężko się podnoszą do lotu i pewnie nie jeden raz zdarzyło jej się upolować taki kąsek, dzięki temu przeżyła i z głodu nie padła. Ale teraz polować nie musi, więc piękny ptak uszedł z życiem. Miał szczęście.
Życzę Wam, żebyście też miały szczęście, w każdej dziedzinie:)))
19.11.2019
veanka No to teraz wiem, dlaczego nie mam pieniędzy…
Bo nie przestawiam mebli!
Niech tylko ja wrócę do domu, to poprzestawiam tak, ze własnego mieszkania nie poznam;))).
urszula97 Moje pelargonie nadal na balkonie ale chroni je metalowa bariera,już sobie posadziłam dwie nowe,wzięłam szczepki od sąsiada,mają ostry różowy kolor i mocno zielone liście,
Oj,to babcia mocno strajkuje.Maleństwo moje skończyło rok,wczoraj było przyjęcie a dzisiaj był u nas gdyż mama musiała wyjechac,słodkie to stworzonko.
45gogula U nas pelargonie też się załapały za mróz, ale te w donicach mamusia wstawiła do piwnicy w nadziei, że nie przemarzły do korzeni i na wiosnę ruszą. Poprzednim razem, też tak się zrobiło ale na wiosnę były sadzonki. … A że ostatnio u mnie pojawił się pewien deficyt, to jutro biorę się za przestawianie mebli:))))
kolewoczy A ja coraz częściej sie przekonuję, że na moje lenistwo najlepsze są kwiatki samowystarczalne, żebym nie musiała się o nie martwić 😉
emma_b całe życie na okrągło przestawiam meble, a gratyfikacja od losu zerowa. nie wiem, może to ze mną jest co nie tak?
kotimyszkot Nie lubię przestawiać mebli, kiedyś próbowałam ale zbyt długo gubię się w zmienionym otoczeniu.. O kwiatkach i ja zapomniałam, może za rok uda się pamiętać 😉 Szczęścia i dla Ciebie!
annazadroza Veanko:-) Poprzestawiaj, pewnie, a co! Napisz na kartce, że Twoje, żebyś poznała i szalej:))) Ja znalazłam 1grosz koło Biedronki, może Tobie trafi się więcej:)))
annazadroza Urszulko:-) Największa radość ze słodziaka:))) Już roczek, jak zleciało. Moja o 2 miesiące więcej. Jutro jadę, już się baaardzo stęskniłam za szkrabiątkiem:)
annazadroza Gosiu:-) Przestawiaj, może u Ciebie się sprawdzą słowa Danusi? Życzę więcej niż mój 1 grosz, widać za mało się postarałam;)
annazadroza Kolewoczy:-) I tu bym się z Tobą zgodziła, najlepsze są samowystarczalne, więc rozchodników mam coraz więcej, bo one są pancerne;)
annazadroza Emmo:-) Może za często przestawiasz i Losowi się już znudziło, a jak go zaskoczysz brakiem ruchu to zareaguje? ;)))
annazadroza Myszokocie:-) To może krzesła z jednej strony stołu na drugą, albo fotele wzajemnie zamienić miejscami i już będzie ruch, a Ty się nie zgubisz;)))
O kwiatkach pamiętałam, tylko mnie zima zaskoczyła, nie rozumiem dlaczego…;) Buziaki:)
Po pierwsze, nienawidzę przepisów i działań w kuchni.
Po drugie, nie jem słodkiego! (no, staram się nie jeść za dużo 😉