„Koniec wakacji” 1

Wakacje. To słowo brzmi jak muzyka. Zawiera w sobie czar ciepłych, letnich wieczorów pod niebem usianym gwiazdami migocącymi na granatowym niebie, szum morza, plusk fal uderzających o kamienie mola, urok poranka przepojonego zapachem trawy skropionej tęczowymi kropelkami rosy… Zosia po raz pierwszy latem nie pojechała do domu. Nie tylko dlatego, że w lutym ukończyła studia i podjęła pracę, a o to przecież niełatwo w dzisiejszych czasach. Miała możliwość uzyskania kilku dni wolnego w letnich miesiącach, lecz nie chciała skorzystać. Nie dlatego, że nie tęskniła za domem rodzinnym, za rozległymi polami na cudownie pięknie ukształtowanej krakowskiej ziemi, za lasem, za rzeczką wzdłuż której rosły stare drzewa ukrywające malowniczą chatkę widoczną z pól, za widokiem ruin zamku Tęczyńskich… Tęskniła bardzo lecz od tej tęsknoty silniejsze było umiłowanie wolności i niezależności.

Zosia zdecydowała się na studia w Warszawie z uwagi na tę właśnie cechę swego charakteru. Pozostała głucha na prośby i tłumaczenia rodziców, którzy proponowali podjęcie nauki w Krakowie odległym zaledwie o dwadzieścia pięć kilometrów od domu.

– Przecież zostaje z wami Małgosia, jest dopiero w ósmej klasie – tłumaczyła wtedy ze łzami w oczach. – A ja muszę sama coś osiągnąć. Sama!

– Zosieńko, jesteś taka młoda. Masz czas na samodzielne życie. Zastanów się jeszcze – prosiła matka widząc jednak, że trafia w próżnię.

Zosia miała gotowe argumenty.

– Mamusiu, przecież tata idzie na emeryturę. Czy wyobrażasz sobie nas wszystkich razem przez cały dzień w dwóch małych pokojach? Małgosia musi mieć spokój do nauki. Ja też.  Moje zajęcia odbywać się będą o różnych porach. Czy mam kursować do Krakowa i na powrót kilka razy dziennie? A może szwendać się po ulicach w wolnych chwilach? Akademika nie dostanę, bo za blisko mieszkam. Nie, nic z tego. Nie przekonasz mnie. Już się zdecydowałam – oświadczyła stanowczo  energicznym ruchem odrzucając do tyłu długie włosy koloru miodu lipowego, mrużąc przy tym piękne, brązowe oczy.

– Zawsze byłaś uparta jak twój dziadek – westchnęła matka. – Owszem, ojciec idzie na emeryturę, bo musi, ale nie będzie siedział w domu do końca życia. Wiesz dobrze, że zawsze marzyliśmy o domku z ogródkiem. Może uda się wreszcie to marzenie zrealizować – uśmiechnęła się do swoich myśli, gładząc córkę po głowie. – Zobaczymy.

Zosia nie słyszała wypowiedzi matki, pogrążona we własnej wizji przyszłości. Była osobą niezwykle stanowczą, wręcz upartą jak baran – twierdziła siostra, zawsze potrafiącą dopiąć swego. W gronie rówieśników wyróżniała się spokojem i opanowaniem nie pasującym do jej młodego wieku. Nie biegała często na dyskoteki, nie lubiła głośnej muzyki, krzykliwego towarzystwa, chamskiego, wulgarnego zachowania. Wolała przebywać wśród książek, uwielbiała samotne przechadzki po parku albo dalsze spacery poza miasto. Najbardziej lubiła wyprawiać się do rodzinnej wioski dziadków, gdzie cuda natury wabiły ją swą urzekającą urodą. Mogła godzinami błądzić po polach z zapartym tchem wpatrując się w kształty chmur zmieniające się nad jej głową, na szmaragdowe łąki ubarwione kolorowym kwieciem, na zboża falujące w podmuchach wiatru, na szare prostokąty świeżo zaoranej ziemi nad którymi snuły się dymy ognisk.

2.05.2017

Zaszufladkowano do kategorii Koniec wakacji, Opowiadania | Dodaj komentarz

Urodziny Dużego :):):)

Dzisiaj przypadają urodziny Dużego. A taki był malutki, że kiedy w szpitalu przynieśli mi pierwszy raz zawiniątko, odważyłam się zaledwie kciukiem dotknąć maleńkiego policzusia. To znaczy wtedy mi się zdawało, że maleństwo, a przecież od początku to był kawał chłopa, całe cztery kilo szczęścia:) A teraz, żeby spojrzeć mu prosto w oczy – stanąć na krześle muszę:)
Synku! Bądź szczęśliwy zawsze i wszędzie, bądź dalej takim słoneczkiem i promyczkiem jakim byłeś zawsze (bo my z Małym to dwa smutasy). Niech Twoje domowe dziewczyny czynią codzienność zajmującą i wesołą, niech absolutnie wszystkie sprawy płyną równym nurtem po Twojej myśli i zawsze w dobrą stronę. I oczywiście – jakżeby inaczej – NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ nieustannie 🙂

1`2.05.2017

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Koniec wakacji” 2

Pod samym lasem stał Dom. Stał w ogrodzie. Duży, murowany, z werandą otoczoną kamiennymi kolumienkami. Był tam od zawsze. Wabił ją do siebie, kusił tajemniczością, rozbudzał jej i tak ogromną wyobraźnię. Marzyła o mieszkaniu w nim, o ustawianiu mebli, ogniu płonącym na kominku, bo przecież Dom musi mieć kominek.

Dom kilkakrotnie zmieniał właściciela, jakoś nie miał szczęścia do swoich lokatorów. Może dlatego, że był zbyt daleko położony od innych domostw? Mało kto lubi życie w odosobnieniu mając za sąsiadów mieszkańców lasu z jednej strony, z drugiej – nigdy nie wykończony domek, który w zamyśle miał stać się ciepłym, przytulnym gniazdkiem, lecz był pusty i smutny, bo nikt nigdy w nim nie zamieszkał, jakby umarł zanim zaczął żyć. Z pozostałych dwóch stron Domu towarzyszem mógł być jedynie hulający wiatr.

Z wiatrem opowiadającym niestworzone historie Zosia zaprzyjaźniona była od najmłodszych lat. Przez zasłoniętą zielenią dziurę w płocie przedostawała się do ogrodu zawsze dzikiego i pełnego tajemnic, i spędzała wiele godzin na czytaniu oraz snuciu marzeń. Sztukę czytania posiadła w piątym roku życia, co było niezaprzeczalną zasługą dziadków poświęcających wnuczce bardzo dużo czasu. U nich też często odrabiała lekcje a uczyć się  chodziła do ogrodu, w którym ukrywał się Dom. Mogła tak postępować, ponieważ kolejni właściciele Domu przebywali tu jedynie latem. Tak więc po zakończeniu sezonu ogród stawał się znowu jej wyłączną własnością.

3.05.2017

Zaszufladkowano do kategorii Koniec wakacji, Opowiadania | Dodaj komentarz

Wiem, że żyję :)

Kaloszy w Biedronce nie było, muszę się nastawić na dalszą wyprawę w celu ich zakupienia. Jedne mam, ale nie nadają się na spacer z psem, są śliczne, na obcasie i w kwiatuszki 🙂 Gdybym umiała zrobione zdjęcie wstawić na stronę, to bym je pokazała. Ale nie potrafię. Na razie 🙂 Deszcz na szczęście przestał padać. Słoneczko w tej chwili w Piasecznie świeci, ładnie świat wygląda przez okno. Na zewnątrz też ładnie, niestety – zimno, szron na trawie jak w październiku, moje peonie główki pospuszczały, nie wiem czy jeszcze je podniosą, czy przemarzły na amen. Ogromna szkoda, bo są przepiękne a wiosna bez nich byłaby smutna. Ubarwiają całą grządkę wzdłuż siatki przez co ten fragment osiedlowej uliczki staje się kolorowy i pachnący.
Franek wczoraj przyszedł, przywitał się, obszedł teren kontrolując czy nie ma potwora, który na niego szczekał przez szybę, czyli Skitusia, zrobił mały postój przy pełnej miseczce i poszedł do szafy babci D. Lubi tam spać a na babcię D. ma wpływ terapeutyczny. Staruszka się uśmiecha, gładzi jego mięciutkie futerko (ma wyjątkowo miękkie), wyścieliła mu kocem dolną półkę i tam sobie Franuś śpi. Dziś idąc z Szilką na pierwszy spacer spotkałam Frankowego opiekuna i dowiedziałam się, że kotuś urodził się w szafie:) Pewnie dlatego tak dobrze mu się tam śpi.
Definitywnie skończyłam „Pasma życia”, które zaczęłam pisać w 2005 roku. Dopiero teraz udało mi się ukończyć, bo wcześniej nie miałam do tego ani siły ani głowy, ponieważ ostatnie czasy w pracy były … tu zmilczę. Jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. W każdym razie patrzenie jak stado … niszczy kilkudziesięcioletni owoc pracy wielu osób, służący zresztą – dosłownie – tysiącom ludzi przez lata istnienia, do łatwych nie należy… Życie jednak toczy się dalej… Wiem, że każdy kiedyś dostanie to, na co zasłużył, więc na tej myśli na razie poprzestanę.
Ponieważ „Pasma” nie są takie króciutkie jak te już prezentowane dyrdymałki, w przyszłości „puszczę” tutaj kilka fragmentów. A teraz wracam do ursynowskiej sagi, której pierwsza część – „Wejście w światło”- wyszła wieki temu. Druga – „Po co wróciłaś, Agato” – właśnie została przeze mnie zdjęta ze strychu w postaci maszynopisu na pożółkłym papierze i wymaga poprawek oraz przerzucenia do Lapcia (Felek jeszcze nie został zreanimowany, Duży powiedział, że wykończyłam go prawie zupełnie i wymaga dłuższego „leczenia”). Trzecia – „Widocznie tak miało być” – w postaci luźnych zapisków „siedzi” w dużym pudle na regale z książkami. I czeka. Tak więc zajęć i planów mam co niemiara, obym zdążyła, bo chcę dzieciom uporządkowane zostawić:). I zupełnie nie rozumiem jak ktoś pyta: nie nudzisz się na emeryturze?

O matko! Ja dopiero teraz wiem, że żyję!!!

10.05.2017

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Koniec wakacji” 3

Okres studiów szybko przeminął wypełniony nauką, życiem towarzyskim, korepetycjami, którymi zarabiała na swoje wydatki starając się jak najmniej korzystać z pomocy rodziców. Nie musiała tego robić. Ojciec pracował w prywatnym gabinecie lekarskim młodszego brata i do emerytury dokładał sporą sumkę. Zosia wciąż trwała w swoim uporze, więc matka łamała sobie głowę nieustannie, jak pomóc ambitnej córce nie raniąc jej dumy. W końcu stanęło na tym, że Zosia dostawała z domu produkty spożywcze, mnóstwo przetworów i piękne ciuszki szyte z talentem przez stęskniona mamę.

W czasie każdych wakacji  miała dużo czasu, by nacieszyć się pięknem rodzinnych stron, odwiedzić przyjaciół, rodzinę bliższą i dalszą oraz  „swój” ogród. Tak było zawsze aż do tego roku. Podczas telefonicznej rozmowy z siostrą dowiedziała się, że ktoś kupił Dom. Tym razem „na dobre”. Na dodatek remontuje cały budynek i porządkuje ogród.

Informacja poruszyła ją do tego stopnia, że nie słyszała dalszych słów Małgosi. Coś mówiła o małym domku obok. Pewnie też ktoś go kupił. Czuła ogromny smutek na myśl, że ktoś obcy chodzi po jej ukochanych kątach profanując je.

Jaka ja jestem głupia, myślała. Taka stara a rozumu za grosz. Przecież tak musi być. I dobrze, że się ktoś za remont wziął. Jeszcze trochę a z Domu zostałyby ruiny. Cóż, wejście w świat dorosłych zawsze jest połączone ze złożeniem ofiary z dziecięcych i młodzieńczych marzeń… Rozpoczęła pracę planując w głębi duszy tak pokierować swoim losem, by spełnić marzenia rodziców i siostry o domku z ogródkiem.

8.05.2017

Zaszufladkowano do kategorii Koniec wakacji, Opowiadania | Dodaj komentarz

Codzienność

Wróciłam z Szilunią z porannego spaceru, krótkiego, bo mokro i natychmiast przemiękły mi buty:( Pójdę zaraz do Biedronki. Nie mam wyboru, bo tylko Biedronki rozsiadły się w okolicy najbliższej, ale dobre i to. Jak się wprowadzaliśmy w 2010 roku, nawet jednego sklepu w pobliżu nie było. Widziałam tam kiedyś krótkie kalosze, może jakieś ocalały i kupię, bo bez nich ani rusz.
Usiadłam z kawą i myślę, myślę, i niczego mądrego wymyśleć nie mogę. W temacie babci D. Najwyraźniej leki przestają działać, bo wracają poprzednie stany depresyjne, mania prześladowcza i jakieś fobie nie wiem skąd, bo to nie moja mama, nie znam jej przeżyć z przeszłości, nie będę się więc doszukiwać przyczyn. Główna przyczyna na tę chwilę to problemy z funkcjonowaniem mózgu, z jego stanem. Pośrednią przyczyną – a może skutkiem? – jest niechęć do jakiejkolwiek współpracy, odmawianie jedzenia (a więc brak budulca dla organizmu), wietrzenie spisku przeciw niej na każdym kroku. Mąż natknął się schowane leki, nie przyjmowała ich, więc może dlatego objawy się nasiliły. Przez jakiś czas było lepiej. Niestety, znów powraca poprzednie zachowanie. Wczoraj był płacz, że ukradziono jaj telefon, który – jak się okazało – miała schowany pod bluzką. Na pytania nie odpowiada, ewentualnie wybuchem agresji, do lekarza nie chce iść. Obawiam się, czy upragniony wyjazd do Szczawnicy dojdzie do skutku, bo nie wiem, czy uda się ją do tego przekonać. Przez cały zeszły rok nie byliśmy ani razu właśnie ze względu na jej badania, wizyty u specjalistów, na które czeka się przecież miesiącami, na operację zaćmy i inne „przyjemności”. Jedyny sukces – udało się babcię D. doholować do Poradni Zaburzeń Pamięci, na badania i zdiagnozowanie jej stanu, dobranie leków. Ale czy teraz się uda? Wizyta w poradni jest naznaczona za miesiąc. Tak sobie z Mężem marzyliśmy, że nareszcie jest chwila na wyjazd, ale co z tego wyjdzie?

8.05.2017

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Koniec wakacji” 4

Wokół Zosi wciąż kręcili się jacyś chłopcy budząc zazdrość niektórych koleżanek. Traktowała wszystkich jak kolegów, na widok żadnego nie zabiło mocniej serce. Śmiała się sama z siebie mówiąc, że jest niedzisiejsza i staromodna, bo wierzy w prawdziwą miłość od pierwszego wejrzenia. A jeśli jej nie spotka?

– Trudno, niczego „zamiast” nie chcę. Zresztą dziś kobieta nie musi, na szczęście, wychodzić za mąż, aby mieć udane życie – tłumaczyła znajomym.

– Naoglądałaś się idiotycznych filmów i sama nie wiesz, czego chcesz – koledzy nie mogli pogodzić się z faktem, iż żadnemu nie udało się zdobyć względów wesołej, na pozór beztroskiej dziewczyny, której włosy były przepiękne a figura przyciągała wzrok każdego przechodzącego stwora rodzaju męskiego bez względu na ilość przeżytych lat.

Czas płynął. Małgosia ukończyła liceum. Idąc w ślady ojca i stryja pomyślnie przebrnęła przez egzaminy wstępne i została przyjęta na medycynę w Krakowie. Udało jej się namówić siostrę na wspólny wyjazd we wrześniu do Szczyrku, do którego jeździły od dzieciństwa.

Spędzały razem wspaniałe chwile: wieczorami pogrążone w rozmowach, siostrzanych zwierzeniach a całymi dniami chodząc po górach. Wszystkie szlaki były dostępne, bo wrzesień przyniósł ze sobą słońce rzucające blaski na orgię barw na stokach, na przecudne kolory jesieni, których człowiek nazwą obdarzyć nie potrafi, może jedynie w milczeniu podziwiać, pochłaniać wzrokiem całe piękno.

Małgosia zewnętrznie ogromnie przypominała siostrę typem urody i wspaniałą figurą. Włosy miała obcięte do ramion, grzywka ciągle spadała na roześmiane oczy a dołeczki w policzkach i chochlik w spojrzeniu tworzyły obraz przeuroczego łobuziaka. Łobuziak ów był osóbką nader praktyczną, choć trudno było w to uwierzyć na pierwszy rzut oka. Otóż Małgosia dobrze wiedziała, co będzie robić przez najbliższe pięćdziesiąt lat: studia, praktyka, mąż, troje dzieci, własny dom, koty i psy – wszystko według planu, żadnych niespodzianek. Zmieniać się może tylko i wyłącznie ilość zwierzaków.

– Ależ Małgosiu, przecież właśnie niespodzianki są urokiem życia – mówiła Zosia podczas wchodzenia stromą dróżką od strony Biłej. – Nigdy nie wiesz co spotkasz za najbliższym zakrętem i to jest cudowne.

– Nienawidzę niespodzianek. Wolę najpierw dobrze zapoznać się z trasą nim na nią wejdę – odpowiedziała Małgosia. – Po co mi nerwy na trasie? Szkoda czasu i energii. Jeśli wiem, co mnie czeka na końcu, mogę spokojnie cieszyć się tym, co jest w międzyczasie. Jeśli nie znam zakończenia, tracę całą przyjemność zmierzania do niego.

Po kilku dniach dołączył do nich Krzysiek, chłopak Małgosi. Siłą rzeczy Zosia więcej czasu spędzała sama. Chwilami ogarniało ją nieznane do tej pory uczucie tęsknoty, jakiegoś dziwnego osamotnienia. Nasilało się szczególnie, gdy widziała pary spacerujące wieczorem po głównej ulicy. Denerwowało ją to coraz bardziej. Stawała się też coraz bardziej niegrzeczna w stosunku do różnych mężczyzn próbujących nawiązać z nią bliższą znajomość.

9.05.2017

 

Zaszufladkowano do kategorii Koniec wakacji, Opowiadania | Dodaj komentarz

Zapiski trzydniowe

4.05.2017
Deszcz pada od wczorajszego wieczora do teraz, a jest szósta rano. Szkoda wielka, że nie ma jak wyjść na przyzwoity spacer z psami. Skituś wyskoczył do ogródka na chwilę, ale Szila jest tak porządną sunią, że koniecznie trzeba z nią wyjść całkiem na zewnątrz. Ta wątpliwa (tylko z powodu pogody) przyjemność przypadła Mężowi, bo ja ze względu na ostatnie zawroty głowy bez kija się nie ruszam, a kij, parasolka i dwie
smycze nie bardzo dadzą się połączyć. Trzeciej ręki bozia nie dała, choć szkoda.
Wczoraj po południu, już po wrzuceniu fragmentu „Wakacji” na bloga, zniknął mi internet. Tak po prostu – pyk! – i nie ma. Z pulpitu wyparowała ikonka, podążyła chyba w kosmos, bo zostało po niej puste miejsce. Więc ja za telefon i po ratunek do Dużego dziecka. Robiłam wszystko, co mi kazał, ale nie pomogło. Tym sposobem wracam do pisania na papierze. Mam nadzieję, że tylko na trochę. Wszystko potem umieszczę na stronie, bo muszę przyznać, że mnie wciągnęło:):) Przed samą „ucieczką” internetu zaczęłam trochę krążyć po bloxie, zajrzałam na kilka blogów, poczytałam i poczułam się jak wśród znajomych 🙂 Ucieszyłam się, że to takie fajne miejsce, zdobyłam się nawet na odwagę, żeby napisać do „babcibezmohera” lecz w czasie prób
wysłania coś musiałam sknocić, bo nie poszło, a po chwili uciekł ode mnie internet. Dziwak jakiś, bo go szczerze polubiłam 😉

5.05.2017
Duże dziecko miało dziś po Skitusia przyjechać, ale mogłoby dopiero wieczorem, więc umówiliśmy się na sobotę. Wpadną zbiorowo: Duży, Żona Dużego i Wnusia, więc i na obiad się załapią 🙂 Bardzo lubię moment, kiedy odkładam wszystko na bok i myślę, czym by tu całą trójkę nakarmić (albo jedną trójkę, albo drugą, bo mam dwie trójki dwunożne), żeby gębusie się uśmiechały wyrażając zadowolenie:). Tym razem mam w tym dodatkowo własny interes, ponieważ tęsknię za internetem i jedynie Duży może mnie poratować w tej materii. Ugotowałam dziś cały garnek krupniku, zostawię na jutro. Zrobiłam też kotleciki z mintaja, z rozmrożonych kostek pokrojonych na drobniutko z cebulką, jajkiem, bułką tartą i przyprawami. Sporo wyszło, więc część zostanie na jutro. Do tego „szarpane” czyli filet drobiowy też drobniutko pokrojony, plus – jak zwykle – cebulka, jajko, bułka tarta, przyprawy. Łyżką kładzie się to jako placuszki na patelnię, na rozgrzany olej, po minucie z każdej strony i gotowe. Pierwszy raz zrobiłam to danie w Szczawnicy. Siedziałyśmy z Wnusią nad gazetkami z przepisami i myślałyśmy, co by tu dobrego zrobić. Spodobało jej się określenie „szarpane” i naprawdę dobre wyszło 🙂 A na jutro przygotuję jeszcze szpinak i ogórki świeże ze śmietaną, bo Wnusia lubi. Rano upiekę babeczki, mam jogurt któremu się zaraz kończy termin ważności, więc wykorzystam dokładając maślankę. Dość długo nie mogłam się zdecydować na pieczenie muffinek. Jest milion przepisów – albo jeszcze więcej. Nie wiedziałam, który wybrać. Koleżanka koleżanki z pracy, przyszedłszy pewnego razu w odwiedziny, poczęstowała babeczkami bananowym. Bardzo były smaczne. Powiedziała, że to takie proste : tyle samo mokrego co suchego plus dodatki. i tyle:) Wyobraźcie sobie, że to działa! Od tego czasu ciągle piekę wykorzystując produkty, które akurat mam w domu, dodając najprzeróżniejsze zdrowe dodatki (siemię, sezam, otręby, słonecznik, rodzynki, żurawinę i co mi jeszcze przyjdzie do głowy).

6.05.2017
Mam internet! Duży powiedział, że jakiś wirus zrobił mi psikusa, na szczęście udało się go zneutralizować. Swoją drogą, co to za paskudztwo! Po co atakuje normalnych ludzi, skoro nic mu z tego nie przyjdzie? Jeszcze rozumiem polityków i celebrytów, ale po co do mnie przyszedł? Tak jak cholera z komputera… czyli wierszyk, który już wcześniej na blogu zamieściłam. Nawet Wnusia się uśmiała czytając.
Dzieci twierdzą, że powinnam puszczać krótsze fragmenty, bo nikt takich długich nie czyta. Nie wiem co o tym sądzić, bo ja kocham czytać i czytać, i kiedy zaczynam, nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Jeśli mam kilkuczęściową rzecz do przeczytania, lubię zgromadzić wszystkie „kawałki” pod ręką i czytać ciurkiem, do samego końca. Okropnie nie lubię być zmuszona do przerywania lektury. Dlatego dawniej dłuższe pozycje zostawiałam sobie na noc z piątku na sobotę albo z soboty na niedzielę. Bardziej drugą wersję, bo w piątki z reguły zasypiałam na stojąco po całym tygodniu.

Tak sobie myślę, że młodzi rzeczywiście nie mają czasu na dłuższe teksty. Widzę jak moje dzieci pracują, ile czasu pochłaniają im zajęcia w domu i poza domem, szczególnie gdy sami już mają dzieci. Mogą najwyżej w tak zwanym międzyczasie „łyknąć” coś niedużego. Ale nie sami młodzi są na świecie, my, młodzi podwójnie, :):) już mamy trochę więcej czasu na czytanie:)

7.05.2017

  • Gość: [e.urlik] 91.234.102.* Wiedziałam. Jesteś niesamowita.
  • annazadroza e.urlik:) Pozwolę sobie powiedzieć, że to Ty jesteś niesamowita:) Ale dzięki za dobre słowo:) I za zaglądnięcie do „zamierzchłej” przeszłości:):):)
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Koniec wakacji” 5

Co się ze mną dzieje? Zaczęła się poważnie zastanawiać. Chyba jestem zmęczona po egzaminach, po pracy, może jeszcze nie przywykłam do dorosłego życia… Odpędzała od siebie niepokojące myśli zajmując się obserwacją otoczenia. W jednym z takich momentów zwróciła uwagę na młodego mężczyznę, który zamieszkał w pierwszym pokoju długiego budynku.  Niewiele był od niej starszy ale jakoś tak … wyglądał poważniej od rówieśników. Chyba dlatego, że oczy, szare oczy w czarnej oprawie nadawały twarzy wyraz rozmarzenia, tęsknoty za czymś tajemniczym, nieuchwytnym … Zosia pomyślała, że chętnie pomogłaby mu szukać czegoś… czego?

Uśmiechnęła się sama do siebie i pobiegła za siostrą i Krzyśkiem. Nieznajomy odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech a jego twarz przybrała wyraz stosowny do wieku i ubioru.

– Nie do ciebie się uśmiecham, gamoniu jeden – mruknęła pod nosem, – ale bosko wyglądasz w tej niebieskiej koszulce…

– Co tam mamroczesz? – dopytywała się Małgosia.

– Nic – odpowiedziała, nieznacznie zerkając ponad głową siostry w stronę chłopaka, który cały czas przyglądał jej się z wyraźnym zainteresowaniem.

Małgosia potknęła się o wystający korzeń odwracając głowę, by sprawdzić  co tak zainteresowało siostrę.

– O choroba, mój palec – jęknęła. – Mama zawsze powtarza, że nie trzeba bujać w obłokach tylko chodzić po ziemi i patrzeć pod nogi. O właśnie, wspomniałam o mamie i od razu mi się skojarzyło: ciągle zapominam ci powiedzieć, że Dom kupił pan Staszek, kolega taty ze studiów. Wiele lat spędził za granicą a teraz wrócił z całą rodziną, by zamieszkać na stałe. Ma dwóch synów, jednego trochę starszego ode mnie, drugiego trochę starszego od ciebie.

– Co mówisz? – ocknęła się Zosia z zamyślenia.

– Że ma dwóch synów – zniecierpliwiła się Małgosia. – Po co ja sobie strzępię język, skoro ty mnie nie słuchasz? Przytomna jesteś? O czym ty w ogóle myślisz?

– Ja?… –zarumieniła się. – O niczym… Patrz jaki piękny domek – wskazała na uroczy drewniany budyneczek, żeby odwrócić od siebie uwagę siostry. W wyobraźni wciąż widziała szare oczy nieznajomego chłopaka.

– Zaraz ci powiem co podsłuchałam – Małgosia zawiesiła głos dla większego efektu. – Tata z panem Staszkiem chcieli nas pożenić.

– Jak to: nas?

– Ojej, nie bądź taka tępa. Wydać nas za mąż za synów pana Staszka. Mnie i ciebie, wyobrażasz sobie?

– Za żaden mąż wychodzić nie będę. Tfu, chciałam powiedzieć, że nie mam zamiaru wychodzić za mąż – oświadczyła Zosia. – A jeśli chodzi o Dom, cóż, może będzie szczęśliwy, że ktoś w nim mieszka.

– Nie bądź taka pewna – Małgosia z szelmowskim uśmieszkiem  spojrzała siostrze w oczy. – Ja mam swego Krzysia więc mnie to nie dotyczy. My już nawet mamy imiona dla dzieci i wiemy jak które będzie wyglądało…

– A zdjęcia też im już zrobiliście? – jadowicie zasyczała Zosia.

– Ale ty, siostrzyczko, jesteś wolna – ciągnęła niezrażona Małgosia. – Chyba się nie mylę?… Ktoś powinien się poświęcić dla rodziny – uskoczyła w bok zanim Zośka zdążyła dać jej kuksańca.

10.05.2017

Zaszufladkowano do kategorii Koniec wakacji, Opowiadania | Dodaj komentarz

:)To już maj :)

Muszę koniecznie napaść na moje Duże dziecko, w końcu jest „lekarzem” od komputerów :), żeby mi coś poradziło na ten sposób pojawiania się tekstu na monitorze, jaki się zrobił odkąd piszę na Lapciu. Za skarby świata nie mogę sobie z tym poradzić. Jak chciałam być mądra, to sobie skasowałam różne zapiski i tyle wyszło z mojego wymądrzania się. Nie bardzo mam czas na „dogłębne zgłębianie” tajników komputera,
bo codzienne obowiązki pochłaniają zbyt dużo czasu i energii. Przy osobie z zaburzeniami pamieci trudno jest znaleźć całkiem spokojną chwilę. Teraz np. jest płacz i rozpacz, bo gdzieś zginęła szkatułka, która się pewnie odnajdzie za kilka dni w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Za chwilę gdzieś się ukryje aparat słuchowy i będziemy go szukać, i tak w kółko. Najgorzej jest z jedzeniem, bo nie można babci zmusić, żeby jadła. Nie pomaga lek z apteki, na prośby i zachęty odpowiada: „nie chce mi się” i tyle. Ojej, znowu przykry temat.
A chciałam powiedzieć, że już jest maj, świat wypiękniał, zazielenił się, świeci słoneczko (przez chwilę, ale dobre i to), udało się z psami pójść na spacer unikając deszczu. Piszę w liczbie mnogiej ponieważ mam „na przechowaniu” przyjaciela moich dzieci, które wyjechały na majówkę. Szilka (moja osobista sunia) cieszy się, bo jest towarzyską istotą. Wprawdzie przez tych kilka dni nie może nas odwiedzać Franek, ale cóż, mrozu nie ma, jakoś wytrzyma.
Franek to czarny kocurek, którego w zeszłym roku latem Szilka wypatrzyła za siatką, pod iglakiem sąsiadów. Tak długo próbowała się tam przedostać, piszczała, poszczekiwała, aż zmusiła mnie do działania i wlazłam pod swoje tuje, żeby sprawdzić co ją tak zainteresowało. Zobaczyłam czarnego kota w niebieskich szelkach. Pomyślałam, że może wyskoczył komuś z samochodu i zgubił się. Przez siatkę nakarmiłam futrzaka, cały czas w towarzystwie czujnej Szilki. Spędził za siatką sporą część dnia, potem zniknął, znów się pojawił, a kiedy następnego dnia znowu go zobaczyłam, właściwie to sunia była pierwsza :), podniosłam siatkę na tyle, żeby mógł wejść do mojego ogródka. Nakarmiłam, napisałam informację o miejscu pobytu kota i powiesiłam na tablicy ogłoszeń osiedla. Wtedy kot zniknął, ale i tak nikt się nie zgłosił. Następnego dnia, to była niedziela, przed domkiem po drugiej stronie uliczki zobaczyłam czarnego kota w ramionach młodej, ładnej dziewczyny. Podeszłam i zapytałam, czy to może ten, który ma niebieskie szelki. Okazało się, że tak. Ucieszyłam się ogromnie, że nie jest bezdomnym kotkiem, ale kochanym i „zaopiekowanym”, tylko wychodzącym, bo nie usiedzi w domu mimo, iż ma towarzystwo drugiego kota. W ten sposób oficjalnie poznałam Franka. On zaś adoptował nas w charakterze rodziny zastępczej i przychodzi prawie codziennie w odwiedziny. Ma swoją miseczkę i ulubione miejsca do spania. Z Szilką są zaprzyjaźnieni, witają się przy każdym spotkaniu co naprawdę jest wzruszające. Ja jestem uszczęśliwiona, bo mogę Franka wymiętolić, wyprzytulać – na tyle oczywiście, na ile on sobie pozwoli. Kocham koty, tęsknię za ich mruczeniem, lecz ze względu na alergię Męża nie mogę teraz mieć własnego na stałe. Na przychodne jednak jest, może Mąż się z czasem uodporni?

3.05.2017

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz