Już wrzesień

1 dzień września kojarzy mi się z opowiadaniami rodziców o ucieczce w 1939 roku. Każdy brał to, co uważał za najcenniejsze, ładował na co się dało, na wozy, na taczki, na dziecięce wózki albo na własne plecy i w panice uciekał przed siebie nie wiedząc gdzie, po co… Chowali się ludzie w rowach na widok nadlatujących samolotów, na dźwięk strzelających karabinów. Oczy nie wierzyły w to, co widziały, uszy w to, co słyszały… Wokół padali trupem znajomi, z którymi przed chwilą się rozmawiało… Stopniowo opanowywano panikę, zawracano z powrotem. Do domu. Lepiej zginąć we własnym domu niż w przydrożnym rowie, gdzie nawet przysłowiowy pies z kulawą nogą człowiekiem się nie zainteresuje… Przyszło gwałtownie opuścić krainę
dzieciństwa i wczesnej młodości, nadszedł czas przyspieszonego dojrzewania. Mama mówiła, że na ucieczkę zabrała kolorową mulinę do haftowania, którą niedawno dostała i nie zdążyła się nią nacieszyć, taka jeszcze była dziecinna. A niedługo potem już należała do AK…
2 dzień września to imieniny babci Stefy. Kiedy kończyły się wakacje i przychodziła pora wyjazdu z Tenczynka do domu, wręczaliśmy babci prezent imieninowy, który przyjmowała ze łzami w oczach z powodu naszego odjazdu. Oczywiście uprzednio wysprzątaliśmy zawsze dom, bo wiadomo, że nabałaganiliśmy przez dwa miesiące:)
Od wczoraj drugi dzień września będzie mi się kojarzył jeszcze z innym wydarzeniem, albowiem odbył się chrzest Calineczki, a potem mała impreza połączona z pierwszymi urodzinami. „Jubilatka” dmuchała świeczkę w kształcie jedynki, podobały się jej baloniki, zabawiała gości – słowem – sprawdziła się w roli najważniejszej osoby, głównej bohaterki przyjęcia. Ucięła sobie tylko jedną, krótką drzemkę w wózku, a poza tym była cały czas na chodzie. Nie wiem, jak taka kruszynka to wytrzymała.
Psiaki spędziły ten czas wspólnie, u Dużego w mieszkaniu. Musiały to być dla nich silne emocje, bo śpią do tej pory, z przerwą na obowiązkowy spacer. Teraz leżą jak dwa rozklapciane naleśniki, czasem tylko kontrolnie łypią jednym okiem:)))

3.09.2018

  • kolewoczy Historyczny wrzesień, każdy ma coś do wspominania.
  • ciotkaeliza Opowiadania rodziców o tamtym wrześniu wydają się niewiarygodne, jak mogli ludzie ludziom wyrządzić tyle zła.
  • kotimyszkot Też tego pojąć nie mogę, serce aż boli na samą myśl tamtego bestialstwa..
  • annazadroza Kolewoczy:-) Młodzi często sobie nie zdają sprawy z tego, co się działo. Traktują rzeczywistość jak grę komputerową, z której można wyjść, bo ma się kilka „żyć”.
  • annazadroza Elizo:-) Mogli i mogą nadal, bo licho nie śpi. Z przerażeniem patrzę na beztroskę ludzką, brak wyobraźni i po prostu głupotę, i boję się, żeby zło nie wróciło.
  • annazadroza Myszokocie:-) Najgorsze, że pojąć nie można, a działo się. I oby nie wróciło.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„O Matyldzie co nie chciała Nikodema” 8

W Pałacu Ślubów przyjaciele i znajomi ze studiów zapełnili całą salę. Dziewczynki spokojnie spały w wózku nic sobie nie robiąc ze święta rodziców. Mira wyglądała prześlicznie w błękitnej sukni przy boku rozpromienionego Marka, dumnego ze swoich trzech dziewczyn.

Matylda założyła niebieską bluzeczkę  i długą, białą, szeroką spódnicę wykończoną u dołu koronką. Włosy zaplotła z tyłu w warkocz. Była ogromnie ciekawa, kogo Marek wybrał na świadka, do tej pory nie zdradził sekretu. Mira jedynie się uśmiechała w odpowiedzi na pytania i również nie chciała zaspokoić jej ciekawości.

– Poczekaj, za chwilę zobaczysz. Ćwicz cierpliwość, dobrze ci to zrobi – powtarzała uśmiechając się przy tym tajemniczo.

Matylda z zadowoleniem obejrzała w ogromnym lustrze odbicie swej postaci. Nie bez próżności pomyślała, że mogłaby teraz spotkać Księcia z Parku i nie musiałaby się czuć jak Kopciuszek poza balem. Wtem kątem oka dostrzegła mężczyznę podchodzącego do młodej pary. Miał na sobie jasny garnitur i niebieską koszulę w takim kolorze jak jej bluzka…

– To dlatego Mira kazała mi się ubrać właśnie w tę bluzkę – mruknęła półgłosem.

Stała jak skamieniała nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu. Stała i patrzyła. Mirka chichotała jak zawsze wtedy, gdy spłatała dobrego figla. Wzięła przybyłego za rękę i razem z Markiem, we trójkę, zbliżyli się do nieruchomej Matyldy.

– Pozwól sobie przedstawić mojego świadka  – powiedział Marek.

– Nick Taylor – przedstawił się i ujął jej dłoń. – My się znamy, prawda? Mów mi Nick.

Matylda stała nieruchomo i patrzyła jak przysłowiowe cielę na malowane wrota.

– Matylda to przyjaciółka rodziny – dokończył Marek prezentacji widząc, że świadek płci żeńskiej wciąż nie może wyjść ze stanu osłupienia.

– Pan, panie prof…., to ty? – wydukała zmieszana pozwalając mu przez cały czas trzymać rękę w dłoniach. – Co za zbieg okoliczności, nie mogę uwierzyć… Bardzo dziękuję za pomoc i podręczniki, które Mirka mi przyniosła. Zdałam, dobrze mi poszło… panie profesorze

– Nick – poprawił wyraźnie rozbawiony.

– Rusz się, idziemy – szepnęła Mira. – Chyba, że mam ci szukać innego księcia z innego parku…

Nick podał ramię partnerce. Mira potknęła się na długim chodniku, bo wciąż oglądała się na przyjaciółkę i chichotała.

– Nie musisz padać przede mną na kolana przy ludziach – wygłosił teatralnym szeptem pan młody. – Wystarczy w domu.

Kiedy urzędnik wymieniał nazwiska świadków, Mira zagłuszyła go głośno kichając.

– Na szczęście, na zdrowie, sto lat – posypały się głośne życzenia przeplatane śmiechem.

Był to bardzo wesoły ślub. Bliźniaczki nie zapłakały ani razu nawet gdy się obudziły, rozglądały się, były wyraźnie zainteresowane otoczeniem i zadowolone z życia.

Matylda starała się opanować drżenie rąk i bicie serca, zbyt głośne i zbyt szybkie. Miała wrażenie, że znalazła się wewnątrz jednego ze swoich snów. Bała się głębiej odetchnąć, by się nie ocknąć i tkwić w tym śnie jak najdłużej. Wreszcie odważyła się zerknąć na Nicka spod oka, gdy zdawało jej się, że tego nie zauważy. TO ON!!! Spotkała go! Niemożliwe! Skąd go Marek wytrzasnął? Sławny uczony na studenckim ślubie? Ile może mieć lat?  Taka sława, a jakby miał najwyżej o jakieś dziesięć więcej…chyba, że taki zakonserwowany, w Stanach tak potrafią… A zresztą co tam, nic się nie liczy poza tą chwilą bycia obok niego. Dlaczego tak krótko? Śluby powinny trwać o wiele dłużej. Nie słyszała, nie widziała co się dzieje. Nick, tłumiąc uśmiech, czego na szczęście nie zauważyła, wziął ją pod rękę i pokazał palcem gdzie ma złożyć swój podpis. Mira się śmiała na głos, ze szczęścia oczywiście.

Matylda oprzytomniała nieco dopiero podczas uroczystego toastu w ładnej, nastrojowo urządzonej sali. Wzrokiem wciąż ścigała właściciela jasnego garnituru, który – trzeba przyznać – rzadko ją opuszczał.

– Wiem, że jesteś niezwykle uzdolnioną i pracowitą studentką – powiedział. – Ale teraz są wakacje i nie będziemy rozmawiać o poważnych sprawach. Pamiętaj jednak, że od listopada, bo w październiku muszę być w Stanach, możesz  liczyć na moją pomoc. Oczywiście o ile nie wyjdziesz w międzyczasie za mąż i nie rzucisz studiów. Mira mówiła, że poważnie się nad tym zastanawiasz – spojrzał obojętnie w okno.

– Oj, małpa – wyrwało jej się.

– Gdzie? – spytał z zainteresowaniem rozglądając się wokół.

Nie zauważyła, że leciutki uśmieszek błąkający się dotąd wokół ust ogarnia jego twarz i oczy. Skąd mogła wiedzieć, że całą siłą woli powstrzymuje się, by nie porwać jej w ramiona.

– Coś mi się przywidziało – bąknęła.

– Muszę cię pożegnać – rzekł po chwili. – Bardzo się teraz spieszę. A więc, Matyldo, do zobaczenia po wakacjach.

Zniknął. Teraz mógł się zawalić cały ten budynek. Co tam budynek, cały świat! A jednak…nie, niech się nie wali. Powiedział…do zobaczenia… po wakacjach… Wakacje zwykle tak szybko mijają… Te się będą wlokły… Nie szkodzi. Trzeba pomóc Mirce, poza tym przyłoży się do nauki, żeby się nie zbłaźnić, musi być najlepsza ze wszystkich, aby zechciał na nią jeszcze raz spojrzeć…

Nie widziała, że długo stał w drzwiach i obserwował ją stojącą nieruchomo z pustą lampką po szampanie. Potem machnął z daleka ręką w stronę Miry w pożegnalnym geście, ona zaś skinęła porozumiewawczo głową.

31.08.2018

  • urszula97 Tak to kiedyś było,wracam do moich czasów,czekam dalej,
  • kobietawbarwachjesieni Czy będzie ciąg dalszy?
  • emma_b przypomniał mi się własny ślub podczas którego śmiałam się jak idiotka…
    fajnie piszesz:)
  • kasiapur Pewnie to banał… ale chciałabym przenieść się w czasie i coś takiego przeżyć.
    uściski Anula 🙂
  • annazadroza Urszulo:-) Czasy młodości są najmilsze do wspominania, z różnych powodów, prawda?
  • annazadroza Marysiu:-) Będzie, jeszcze trochę tekstu jest :)))
  • annazadroza Emmo:-) Ja za to ryczałam, kiedy syna żeniłam, dopóki nie zobaczyłam, że ma metki na butach nie zdjęte i wtedy zaczęłam się śmiać:)))
  • annazadroza Kasiu:-) Przenieść się w czasie z zachowaniem obecnego rozumu… to byłoby fajne, prawda?
© Anna Blog
Zaszufladkowano do kategorii O Matyldzie co nie chciała Nikodema, Powieści | 2 komentarze

Jestem „ba-ba”

Sporo kilometrów dzisiaj zaliczyłam. Najpierw poszłam do miasteczka, m.in. do apteki. Było ciepło, słonecznie, do tego wiał przyjemny wietrzyk. Jednym słowem – pogoda idealna na przechadzkę. Po obiedzie zaś udałam się do Kik-u, sklepu niedaleko Maxi Zoo, poszukać czegoś dla Calineczki.
Wypatrzyłam spodenki, sukieneczkę na szelkach, właściwie spódniczkę-ogrodniczkę, oraz bluzę z długimi rękawami ze śmiesznym nadrukiem. To wszystko się zmieściło w cudnym różowym pudełku, z obrazkiem kotka trzymającego pełną mleka butelkę ze smoczkiem.
Już za chwilę moja dziewczynka skończy roczek:))) Jest żywa jak przeskakująca iskierka. Za każdym razem zaskakuje czymś nowym. Kiedy mnie wczoraj zobaczyła, wyciągnęła paluszek w moją stronę i powiedziała „ba-ba”:))). Mówi też „ma-ma”, „ta-ta”, na kotkę woła „uba”, na siostrę „aja”. Oczywiście na widok jedzenia słychać „niam” lub „am”. Tyle sama usłyszałam, a „zasób słów” ma większy, można się już z taką kruszynką porozumieć:)))

30.08.2018

  • tanczaca_w_deszczu Bycie babą jest radością, ale bycie babusią , moje niespełna 3 letnie bliźniaczki tak do mnie mówią, jest czymś najwspanialszym. Pozdrawiam
  • babciabezmohera Najlepszego na pierwsze urodziny Calineczki! :))
  • kotimyszkot Czas szybko leci, warto zapisywać te pierwsze słowa i radości 🙂 A skoro roczek już niedługo, to najlepsze życzenia dla Wnusi, niech rośnie zdrowo i będzie szczęśliwa :))
  • annazadroza Tańcząca:-) Masz rację, to jest cudowne:) Bo dzieciaczki takie są, a w wieku Twoich – coś wspaniałego:) Serdeczności posyłam:)))
  • annazadroza BBM:-) Baaardzo dziękujemy i mocno ściskamy:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Okropnie szybko leci, bez opamiętania. Sama to widzisz patrząc na swojego przedszkolaczka. Dziękujemy za życzenia – Calineczka i ba-ba:)))
  • kasiapur Ba-ba jest szczęśliwa, a Calineczka oczarowana babcią.
    Bo trudno żeby było inaczej. Następny Roczek niech też
    przyniesie samo dobro dla Was obu ! Uściski :)))
  • Gość: [emma_b] *.neoplus.adsl.tpnet.pl uwielbiam kupować dziecięce ubranka, są takie śliczne!
    serdeczności dla Was obu:)
  • annazadroza Kasiu:-)
    Emmo:-)
    Dziewczyny kochane, dopiero w tej chwili zobaczyłam, że Wam nie odpowiedziałam! Dziękuję i mocno ściskam!!!
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Smutny dzień

W sobotę przyjechała wnusia K. Zacznę dziewczynki inaczej nazywać, więc ona będzie od dziś – Średnią, wnusia Z. – Starszą, a malutka pozostanie Calineczką. Będzie prościej. Średnia miała być tylko w weekend, ale postanowiła przedłużyć pobyt – co ogromnie cieszy, bo oznacza, że się u nas dobrze czuje. Przygnębia mnie jedynie fakt, że wciąż mówi o powrocie do szkoły po wakacjach i o ogromnie nauki, jaki na nią czeka. Już teraz boi się o swoje oceny, bo chce mieć najlepsze, żeby się dostać do liceum. Nie będzie to łatwa sprawa ponieważ poprzez deformę szkolnictwa podwójna ilość dzieciaków będzie się starała dostać do szkół ponadpodstawowych. W zeszłym roku szkolnym, czyli w nowej siódmej klasie, było bardzo trudno dzieciakom przemęczonym do granic wytrzymałości. Mówię nie tylko o mojej wnusi, czytałam listy i wypowiedzi rodziców siódmoklasistów i wszędzie był poruszany ten sam problem. Skoro jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego tak dziecko przeżywa, że co chwilę o tym mówi, co będzie dalej? Wrażliwsze jednostki naprawdę mają trudniej, gorzej sobie radzą ze stresem i z codziennymi wyzwaniami, chociaż poziom wiedzy mają wysoki.

Poza tym smutny bardzo był dzień wczorajszy, ponieważ za Tęczowy Most odszedł cudny, kochany Karmelek, koci członek rodziny Małego. Wszyscy się spłakali, bo prawdziwi mężczyźni też płaczą, ponieważ są wrażliwymi ludźmi. A tacy, którzy potrafią kochać swoich czworonożnych przyjaciół są cudowni i zasługują na wszystko, co najlepsze.

!6 lat temu odszedł na Drugą Stronę Tęczy mój kochany kotek Maciuś, dokładnie 29 sierpnia. Dużo kochanych zwierzaczków tam już jest: Rolf, Browar, Mićka, Misia, Szarusia, Maciuś. Teraz dołączył do nich Karmel.

29.08.2018

  • urszula97 Jest trudno w takiej szkole jakieś reformowanej co nie ma ładu i składu, może wnuczka miała juz dosyć poprzedniej klasy i galimatias w głowie stąd te obawy,smutne to faktycznie,i szkoda zwierzątka ale każdy ma swój czas,pozdrawiam i ściskam.
  • emma_b bardzo współczuję dzieciom zestresowanym przez obecny system szkolny. natomiast odejście zwierzaka, to dla człowieka wrażliwego poważna trauma. stanowczo za krótko żyją nasi bracia mniejsi…
  • tanczaca_w_deszczu Moje wnusie idą pierwszego września do przedszkola. Powoli wchodzą w tryby edukacji a ja już się boję.
    Współczuję z powodu Karmelka.
  • kotimyszkot Nawet boję się myśleć, jak mój syn zniesie rozpoczęcie szkoły, skoro już przejście grupę wyżej w przedszkolu mocno przeżywał. Tym bardziej rozumiem stres wnuczki i współczuję jej tych nerwów. Odejścia kotka też.. to przecież tak, jakby stracić członka rodziny 🙁
  • babciabezmohera Na oświatę wszyscy narzekają a siódmoklasiści i ich rodzice rwą włosy z głowy. Koszt „dobrej zmiany”. Szkoda, że płacą dzieci…
  • annazadroza Urszulo:-) Straszne są takie nieprzemyślane zmiany, pisane bez sensu, na kolanie, aby prędzej, aby zdążyć… A ofiarami są niewinne dzieci.
    Masz rację, każdy ma swój czas i porę na przyjście i na odejście. Ale chociaż się to wie, przeżywa się i jest smutno.
  • annazadroza Emmo:-) Biedne są te dzieciaki, spierniczone dzieciństwo mają. Od początku uczone są rywalizacji zamiast współpracy.
    Pocieszać się tylko można, że nasze domowe zwierzaki dobrze miały, kochane były i nie umierały w męczarniach pod płotem.
  • annazadroza Tańcząca:-) Przedszkole to jeszcze nic, pewnie im się spodoba, bo dzieci nowe będą, zabawy, dużo wrażeń. Gorzej ze szkołą, bo to już wejście w kierat na całe życie. Ale są dzieciaki, które lubią się uczyć i chodzić do szkoły, oby tak było w przypadku Twoich dziewczynek.
  • annazadroza Myszokocie:-) Rozumiem Twoje obawy. Ale nie ma wyjścia. Tłumacz synkowi, że w szkole będzie fajnie, że będzie już duży, że nowych kolegów pozna itd., aby nie nabrał niechęci lecz się zaciekwił. I Tobie współczuję na zapas, bo dla Ciebie też zacznie się trudny okres. Chyba, że znowu coś się w tej oświacie zmieni, bo to jak w kołowrotku, co chwilę inaczej.
  • annazadroza BBM:-) Zawsze płacą najsłabsi, w tym przypadku niewinne dzieciaki.
  • hanula1950 Współczuję….
    Ja ze 30 lat temu straciłam kundelka , który był ze mną 15 lat.
    Teraz mam koteczkę Kizię Mizię.
    Bardzo ją kocham.
  • annazadroza Hanulko:-) Dziękuję. Moje psy żyły po 14 lat, jeden prawie, drugi ponad. To pełnoprawni członkowie rodziny, jakże mogłoby być inaczej? Ileż w ich serduszkach miłości i przywiązania. W kotach też i potrafią to okazać. Strasznie żałuję, że nie mogę teraz mieć swojego w domu, ale za to wyprzytulam wszystkie na zewnątrz, które się dadzą, a głodne nakarmię. Na razie są najedzone.

Dodaj komentarz

© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„O Matyldzie co nie chciała Nikodema” 7

Trzy tygodnie później dwie wspaniałe dziewczynki zamieszkały wraz z rodzicami w pięknym, trzypokojowym mieszkaniu na parterze piętrowego domku, do którego należał również ogródek. Piętro zajmowało młode, sympatyczne małżeństwo z rocznym synkiem.

– Będę wreszcie mogła mieć własnego kota i psa – Mira nie posiadała się z radości.

Obydwie panienki rosły szybko, były cudowne, niemniej ogromnie absorbujące. Jeśli jedna spała – druga w tym czasie gwałtownie domagała się towarzystwa. Gdy usypiała – siostra godnie ją zastępowała. Od razu rzucało się w oczy, że są niewiastami o silnych charakterach i nie dadzą sobie w kaszę dmuchać.

Matylda tylko na noc wracała do akademika, zresztą nie zawsze. Mira była bardzo słaba i w pierwszych dniach nie poradziłaby sobie sama z dziećmi. Marek nie mógł opuszczać pracy, Matylda dwoiła się więc i troiła niosąc pomoc przyjaciółce i przywiązując się ogromnie do dziewczynek. Po pierwszym trudnym okresie wszystko się unormowało. Dzieci same ustawiły sobie godziny snu i karmienia. Syte, suche, zadowolone spały i rosły. Młoda mama doszła do siebie, ciocia Matylda odpoczęła. Zbliżał się dzień ślubu młodych rodziców.

28.08.2018

Zaszufladkowano do kategorii O Matyldzie co nie chciała Nikodema, Powieści | Dodaj komentarz

„Przyszła Wiewiórka…”

W wersji dla dorosłych być by mogło: Przyszła Wiewiórka do aptekarza, a tam…misiewicz….

Ale to nie dla dorosłych tylko dla poprawienia nastroju. Kiedyś miałam w planie w poniedziałki puszczać Wymyślanki. Dziś się udało. Jak ja się cieszę, że odwiedzacie mnie i czytacie te moje dyrdymałki. Dziękuję:)))

Przyszła Wiewórka do aptekarza,
a to się przecież często nie zdarza.
Dała receptę oraz dwa złote.
– Odchudzić się – mówi, – mam ochotę,
bo trudno skakać mi po drzewach,
kita już za mną nie powiewa.
– Na co recepta? – aptekarz spyta.
– A… żeby lżejsza stała się kita –
rzekła zmartwiona wielce Wiewórka.
Wtem do apteki weszła jej córka.
– Więcej ci ruchu, mamo, potrzeba,
nie wstydź się, bo dziś kto może, biega,
i nawet rankiem dużo jest ludzi,
kiedy słoneczko wcześnie ich budzi.
Często też nawet biegają z wieczora
ci, którym nie jest zbyt późna pora.
– O, to jest wyjście z sytuacji –
aptekarz skłonił się z dozą gracji,-
do tego tanio, płacić nie trzeba,
uważać tylko na deszcz, co z nieba
spada znienacka i wszystko moczy.
– Nawet i moje wiewiórcze oczy –
przytaknęła mu Wiewiórka
a w łapki klasnęła córka.
Rzekł aptekarz: – Moja droga –
a mina jego stała się sroga, –
po co masz się truć lekami?
Idź na spacer z córeczkami.
Ruszać się często każdy musi,
powiedz to córko, swojej mamusi.
Nie mogę poświęcić wam więcej czasu,
pójdźcie więc teraz wszystkie do lasu.
I pamiętajcie: ruch to zdrowie,
każdy doktor wam to powie.

27.08.2018

  • babciabezmohera Sympatyczne. 🙂
  • urszula97 świetne,pisz dalej ,
  • emma_b super, masz talent! pisz koniecznie, z powodzeniem mogłabyś wydać książkę dla dzieci, dla dorosłych pewnie też:)
  • annazadroza BBM:-) Dziękuję, rosną mi skrzydła u ramion z radości:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Dziękuję:) Jak patrzę na malutką, to pomysły się same nasuwają:)))
  • annazadroza Emmo:-) Moje zdolności kończą się na marzeniu i wymyślaniu. Zdolność realizacji chyba została wykasowana w moim DNA;((( Kiedy sobie przypomnę jakie męki przechodziłam przy wydaniu „Wejścia w światło” to mi się słabo robi. Jak wygram w jakiegoś lotka, to sobie sama wydam i już;)))
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii wierszydełka, Wymyślanki | Dodaj komentarz

„O Matyldzie co nie chciała Nikodema” 6

Pierwszy semestr minął szybko. Czas był wypełniony nauką, spotkaniami towarzyskimi, marzeniami o przyszłości. Przyjaciółki uczyły się wspólnie, zdały z dobrymi wynikami wszystkie egzaminy, pozaliczały kolokwia. Potem Mira nie czuła się najlepiej, więc Matylda chodziła na wszystkie wykłady robiąc notatki przez kalkę. Przyszła mama w tym czasie siedząc w pokoju wertowała opasłe tomiska wbijając potem przyjaciółce do głowy opanowaną przez siebie wiedzę. Podział pracy okazał się świetnym pomysłem i radziły sobie doskonale. Musiały wytężyć wszystkie siły, aby jak najszybciej zakończyć letnią sesję zdając egzaminy w terminie zerowym.

Nic nie zakłóciło ustalonego porządku dni z wyjątkiem jednego wydarzenia, na które Matylda nie zwróciła większej uwagi ze względu na to, co nastąpiło później.

Przed dorocznym zjazdem sław okulistycznych zamieszczono w prasie zdjęcia kilku z nich. Fotografie nie były zbyt wyraźne, druk rozmazany, z trudem dało się odczytać nazwiska.

– Włącz światło – poprosiła Matylda machając gazetą. – Ciemno już i nie mogę odczytać kto to jest.. Kogoś mi ten facet przypomina.

Mira spojrzała. Sięgając ręką do kontaktu potrąciła kubek z resztką kawy, która rozlała się uniemożliwiając identyfikację twarzy i nazwisk.

– Ojej, przepraszam, nie chciałam, ale taka jestem już ciężka i niezgrabna – tłumaczyła. – Ostatnio wszystko leci mi z rąk.

– Nie, nie, to moja wina – zerwała się Matylda. – Przecież powinnam się sama ruszyć, a nie ciebie fatygować, zapomniałam, że jesteście dwie.

– Mylisz się – uśmiechnęła się Mira. – Trzy.

– Co takiego?

– Robiłam USG. Wykrakałaś mi bliźniaki i umieram z radości!

– Mirka, to cudownie!

– Nie uduś mnie. Zobacz czy ci kawą nie poplamiłam spódnicy.

– Nie, nic nie widać. Wiesz co? Tak mi jakoś przeleciało przez myśl, że facet z gazety przypomina mojego Księcia z Parku.

– Znów o nim myślisz? – wciąż rozpromieniona Mira czule spojrzała na przyjaciółkę.

– Wiem, że to idiotyczne, kompletna dziecinada, ale cóż na to poradzę? Nikt mi się nie podoba, mężczyźni ogólnie mnie denerwują. Sama widzisz, że zostaje mi tylko praca naukowa i służenie innym. Jak myślisz, dlaczego?

– To proste, tak się zaczyna wiele chorób psychicznych – poważnie odpowiedziała Mirka. – Daj się zbadać.

– No wiesz! Przestań się ze mnie nabijać. Wcale mi się nie chce śmiać, nic mi się nie chce i jest mi smutno.

– Nie nabijam się. Chcę ci jedynie zwrócić uwagę, że zwyczajnie się zakochałaś i nie chcesz się do tego przyznać.

– No litości! Jak mogłabym się zakochać w kimś, kogo widziałam raz w życiu przez kilka chwil i do tego o zmroku? Pewnie bym go nie poznała, gdyby przede mną stanął. Wbrew twoim sugestiom jestem zdrowa na umyśle i twierdzę, że aby kogoś kochać, trzeba dobrze znać jego charakter, reakcje na różne sytuacje, gust, upodobania, zaakceptować wady…

– A ja uważam, że miłość spada na człowieka w niewiadomym momencie, jest nieprzewidywalna, nieobliczalna, niemierzalna, przynosi tyle cierpienia co radości, ale życie bez niej nie ma absolutnie żadnego sensu… Ojej, dzwoń do Marka! Niech się zwolni z pracy, szybkooo!

– O matko, Mira! Co ci? Już? Poczekaj, zgłupiałam zupełnie, nie wiem co robić…. Oddychaj, o, już wiem, masz oddychać…

– Spokojnie, w porządku. Idź do telefonu. No idź już, niech wsiada w taksówkę…

24.08.2018

 

Zaszufladkowano do kategorii O Matyldzie co nie chciała Nikodema, Powieści | Dodaj komentarz

Właściwie…

Dzisiaj lżejszy kaliber, bo… a co tu będę gadać, bo się należy i już:)))

Właściwie – to miał być wierszyk o zimie,
bo lato jest krótkie i zaraz minie.
Znowu śnieg będzie i zawieja,
a na ulicach szara breja,
ciemno, ponuro i okropnie.
A niech tę zimę gęś wreszcie kopnie!
Więcej ni słowa nie powiem o niej,
bo widać jeszcze jak na dłoni,
że lato pachnie wciąż nieprzytomnie
i mruga słonkiem: pamiętaj o mnie.
Urok wakacji wciąż się przejawia,
mały motylek dzieci rozbawia,
kwiaty pachnące i kolorowe
z radością patrzą na dzieci zdrowe,
wesołe, psotne i uśmiechnięte,
wciąż paplające oraz zajęte,
grajace w piłkę, albo w berka
a żadne w komputer nie zerka!
Na powietrzu spędzają dzień cały,
więc zdrowie i radość odzyskały,
i żadne wirusy tego nie zmienią,
nawet gdy zjawią się wraz z jesienią.

23.08.2018

  • urszula97 Piękny,lekki,zrozumiały,rewelacja.
  • fusilla Radosny taki!
    To się do Ciebie uśmiecham! :-)))
  • kolewoczy Marzysz o zimie? Mnie to lato już nie bawi, przygniata mnie do ziemi upał i parówa do siódmej wieczorem. No kto to widział?
  • emma_b Aniu, masz w sobie mnóstwo pozytywnych emocji. a to bezcenny i coraz rzadziej spotykany kapitał. tak trzymaj!
  • kobietawbarwachjesieni Z przyjemnością przeczytałam wiersz.
  • kotimyszkot Trafiony w sedno i taki radosny! Aż się uśmiechnęłam 🙂
  • magnolia-1 lato zdecydowanie trwa zbyt długo
  • marijana2 Aniu, bardzo bliska jest mi treść Twego przesympatycznego wiersza. Ciepło pozdrawiam :)))
  • kasiapur Oj, żeby tak było, że dzieciaki wolą zabawę ze sobą niż komputer…solo…
    Nie chcę myśleć o zimie, brrr nie 🙁
    uściski Anula :)))
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Matko zapomniałam – Aniu wiersz świetny ! taki z werwą 🙂
  • Gość: [L.C] *.play-internet.pl Prosty i pogodny, super.
    Oglądałam przed chwilą filmik w necie, jak maluchy ok. roczne obejmują się na przemian, przepiękne! A dorośli…. Patrzą na siebie wilkiem.
  • annazadroza Urszulo:-) Potrzeba nam trochę dziecięcej lekkości, prawda? Najlepiej widać to, kiedy mamy przy sobie te nasze maleńkie cudziki. Ile włosów wyrwał Ci tym razem;)))
  • annazadroza Fusilko:-) Macham do Cię wszystkimi rękami i uściskuję ile sił;)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) O zimie? O nie!!! Ja chcę, żeby było ciepło, żadnego zimna!!! A tu rano 8 stopni, brrr…
  • annazadroza Emmo:-) Równie dużo, albo więcej mam negatywnych i całe świadome życie z nimi walczę. Raczej niezbyt skutecznie:(
  • annazadroza Marysiu:-) Cieszę się ogromnie ze sprawionej chwili przyjemności. Postaram się o więcej:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Uśmiechaj się jak najczęściej:)))
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Magnolio:-) Jakże ja się z Tobą nie zgadzam! To co możemy zrobić w tej sprawie? Ja bym chciała namówić lato, żeby trwało, masz jakiś pomysł na kompromis? Pozdrawiam:)))
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Marijanko:-) Znów mnie wylogowało. Ciepło to mnie się robi na sercu od takich słów, buziaki:)))
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Kasiu:-) Dzięki:) Człowiek musi się oderwać od rzeczywistości i wrócić do dzieciństwa (zanim go demencja dopadnie) bo by zwariował całkiem. Buziaki:)))
  • annazadroza L.C.:-) Cudowne są takie maluchy, ale potem biorą przykład z dorosłych i z cudownych maluchów wyrastają wredni ludzie. Całe szczęście, że nie ze wszystkich…
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii wierszydełka, Wymyślanki | Dodaj komentarz

Malutkie cudziki

We wtorek byłam u Calineczki. Nie do opowiedzenia, jak taki szkrab zmienia się z chwili na chwilę dosłownie. Spała gdy przyszłam. Skoro tylko otworzyła oczka – a wielkie ma:) – od razu uśmieszek pojawił się na buzi. Gada po swojemu, woła siostrę i śmieje się do niej całą gębusią, chodzi przytrzymując się czegoś, np. wokół łóżeczka, szafki czy trzymając kogoś za ręce swoimi łapkami. Najbardziej interesuje ją w dalszym ciągu pralka, działająca oczywiście, nie bezczynna. Poza tym odkurzacz, śrubki w krzesłach, mały majsterkowicz, bo można młoteczkiem walić gdzie popadnie:) Zdecydowanie woli biszkopciki od chrupek kukurydzianych, szukała w pudełeczku, w którym na spacer zabierane są takie przekąski, szukała i szukała, łapkami przekładała chrupki dopóki nie wyciągnęła okrągłego biszkopcika z tryumfalnym okrzykiem, po czym wpakowała do buzi. Jaki cudowny jest obrazek, gdy skupiona próbuje włączyć głos w „gadającej” książeczce i słucha różnych dźwięków. Niektórych nie lubi, wtedy szybko przewraca stronę, inne wywołują uśmiech na buzi i wyraźną próbę podzielenia się z otoczeniem. Jeśli są jakieś cuda na świecie – to są nimi właśnie takie malutkie istotki, takie cudziki:)))

22.08.2018

  • kotimyszkot To są małe-wielkie cuda! 🙂 Od dnia narodzin z podziwu wyjść nie mogę.. Cieszę się, że możesz oglądać jak Calineczka rośnie i się pięknie rozwija 🙂
  • urszula97 Słodkie cudziki,dzisiaj będzie mój cudzik,ile włosów mi wyrwie?
  • babciabezmohera Wnuczęta bardzo chwytają za serce. 🙂
  • annazadroza Myszokocie:-) Cieszę się przeogromnie:))) Tym bardziej, że zjawiła się niespodziewanie, ponadplanowo i całe szczęście! Uwielbiam ją i mówię jej to oczywiście, a ona w odpowiedzi włoży mi palec do oka, albo poplami bluzkę:)))
  • annazadroza Urszulko:-) Pewnie kilka wyrwie;) A nie gryzie Cię? Moja już przestała, bo po co ma gryźć starą babkę, jak może pyszne biszkopciki;)))
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl BBM:-) Oj tak, chwytają. Tym bardziej, że kiedy dzieci własne małe były, to masa obowiązków ciążyła i nie można było tyle czasu im poświęcić, ile by się chciało.
  • marijana2 Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, gdy czytam opowieści o Calineczce. Wielka z niej mądralinka. A Ty tak ładnie o tym piszesz.
  • emma_b pięknie i z sercem piszesz o dzieciaczku. opowieścią o biszkopciku przypomniałaś mi, jak moja córka po raz pierwszy osobiście coś sobie do jamy gębowej wpakowała. a był to właśnie okrągły biszkopcik:)
  • annazadroza Marijanko:-) No bo to takie słodkie maleństwo, że normalnie do zjedzenia;)))
  • annazadroza Emmo:-) Jak to dobrze, że gdzieś schowane mamy w tych naszych komputerach (mózgach) takie cudne wspomnienia. Wyskakują niespodziewanie i ciepło na sercu się robi:)))
  • urszula97 Anno,mój mały dopiero zaczął gryźć,pierwsza jest mama,jak mu się chce cyca to gryzie jej bluzkę a zdarza się że i cyca .On ma dopiero 2 ząbki.Nie siada sam ale jak się go posadzi to bardzo stabilnie siedzi i się bawi ,niech tylko zobaczy w zasięgu ręki coś lub kogoś stojącego to już wstaje na nogi i próbuje chodzic oczywiście trzymając się za nogę czy pufa .
  • annazadroza Urszulo:-) Jakbym go widziała:) Mnie przy malutkiej ogarnia takie ogromne, nie do nazwania, uczucie – jak jeszcze nigdy. Może to świadomość, że ostatni maluch w rodzinie, więcej już raczej nie będzie? Może dlatego, że czasu mam więcej? W każdym razie kocham nieprzytomnie tego szkraba. Starsze wnuczki oczywiście też, ale one już są duże, a ta drobinka jest… drobinką:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„O Matyldzie co nie chciała Nikodema”5

Mira spała w najlepsze, Matylda przewracała się z boku na bok. Podniecenie nie dawało jej usnąć. Mira będzie mamą! Ten łobuziak, to psotne licho skore do robienia każdej chwili najśmieszniejszych kawałów, a jednocześnie najlepsze serce, najwierniejsze, kochana, lojalna przyjaciółka – matką! Nie do wiary!

Bezkarna i niekontrolowalna wyobraźnia zaczęła podsuwać najprzeróżniejsze obrazy i sytuacje tak wyraźne, że – zdawałoby się – rzeczywiste. Trzymała w ramionach maleńką istotkę, cieplutką, pachnącą mlekiem, przytuloną, drobinkę najdroższą na świecie. Nagle maleństwo otworzyło oczy i… były to oczy nieznajomego z parku, a on sam kręcił się wokół nich jakby miał do tego jakieś prawo…

Podczas wakacji Matylda wielokrotnie zastanawiała się kim mógł być ów nieziemsko przystojny znalazca latającej torebki. Czy spotka go jeszcze kiedyś? Nie, uważała to za niemożliwe w wielomilionowym mieście. Jako rozsądnie myśląca kobieta, a przecież za taką się uważała, starała się o nim zapomnieć. A im bardziej się starała, tym częściej widywała go w snach. Wreszcie uznała się za pokonaną i pozwoliła jego cieniowi krążyć w pobliżu. Rozmawiała z nim w myślach, spierała się, opowiadała o tym co czuła, o czym marzyła, za czym tęskniła. Początkowo nie przyznawała się do tego Mirce, wreszcie jednak nie wytrzymała i kilka razy napomknęła przyjaciółce o tym, co jej „po głowie chodzi”.

– Niech chodzi, oby nie gryzło – żartowała Mira.

W czasie wakacji Matylda była na obozie wędrownym, zwiedziła szmat kraju, trochę czasu spędziła w górach u ciotki, gdzie z dala od tłumów ludzi czuła się najszczęśliwsza w świecie. Teraz – czułaby się równie wspaniale, gdyby w spacerach towarzyszył jej ktoś jeszcze poza cieniem… Ale i tak było cudownie, bo od czegóż wyobraźnia?

Mama była niepocieszona, gdyż do domu zjechała właśnie wtedy, gdy Nikodema Bryły nie było w kraju.. Matylda nie przyznała się matce, że celowo ten czas wybrała, by nie musieć go oglądać.

– Jaka szkoda, że nie przyjechałaś wcześniej. Nikodem specjalnie dla ciebie przyniósł książkę – podała córce świeżo wydany, pachnący jeszcze farbą drukarską, podręcznik okulistyki napisany przez profesora Taylora. – Stłukł wtedy okulary…

– Co za niezdara – bąknęła Matylda. – Niepotrzebnie się fatygował, sama bym sobie kupiła. Niczego od niego nie potrzebuję, nie lubię okulistów w okularach, już mówiłam.

– Jesteś niesprawiedliwa – powiedziała mama. – Stłukł moje okulary, bo to ja się potknęłam na jego widok i byłabym spadła ze schodów, gdyby mnie nie złapał. Strąciłam sobie wtedy okulary z nosa, a on próbował je schwycić w locie,

– Mamusiu, a może on ma zamiar starać się o ciebie? Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą, naprawdę nie wyglądasz na taką starą córkę jak ja – żartowała Matylda. – Weź go sobie, daję ci w prezencie mojego konkurenta, widzisz jakie mam dobre serce?

– Oj ty trzpiocie – matka pogładziła córkę po włosach patrząc na nią z dumą i ogromną miłością. – Śmiej się, śmiej, zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni.

21.08.2018

Zaszufladkowano do kategorii O Matyldzie co nie chciała Nikodema, Powieści | Dodaj komentarz