Brawo dla Krakowa!

Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowa, życzenia, Ciepłe i Puchate! Z pewnością dzięki temu jest m i lepiej i nawet wczoraj wyszliśmy rodzinnie z psami na spacer, czym wielce uradowane były:)
Wczoraj usłyszałam w tv, że radni w Krakowie przyznali opiekunom niepełnosprawnych dodatek w wysokości 500 zł. miesięcznie. O taką sumę walczyli w Sejmie rodzice, głównie matki, którym strażnicy wykręcali ręce i siłą odrywali od okiennych framug. A one tylko chciały upomnieć się o swoje dzieci, które choć ukończyły 18 lat, to niepełnosprawności nie zostawiły za sobą i będą się z nią borykać do swoich ostatnich dni. Swoich i rodziców.
Protest zaczął się 18. IV.2018 r. Od razu mam w oczach mamę, którą najbardziej zapamiętałam, panią Iwonę Hartwich, ona wtedy przedstawiła dwa główne postulaty. Chodziło o wprowadzenie dodatku rehabilitacyjnego dla osób z niepełnosprawnością niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18-go roku życia w kwocie 500 zł. miesięcznie. W drugim postulacie chodziło o zrównanie kwoty renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, oraz stopniowe podwyższanie tej kwoty do równowartości
minimum socjalnego.
W 2014 r. za rządów PO-PSL koczowali rodzice w Sejmie przez 17 dni i wywalczyli podwyższenie świadczenia pielęgnacyjnego dla rodziców, którzy musieli zrezygnować z pracy, żeby opiekować się dzieckiem bez względu na jego wiek – do najniższej krajowej.
11.V.2018 Sejm przyjął ustawę o wsparciu dla niepełnosprawnych wprowadzającą udogodnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych oraz wyrobów medycznych. Nic jednak z tego nie będą miały dzieci niewidome, upośledzone czy z zespołem Dawna – mówili rodzice. Oni prosili o 500 zł. na życie.
Protest został zawieszony po 40-tu dniach. Przez czas trwania był tematem szeroko omawianym w mediach. Ludzie, którzy pojęcia nie mieli co oznacza opieka nad niepełnosprawną osobą przez 24 godziny na dobę zastanowili się, coś zrozumieli, inaczej spojrzeli na problem, pomagali, wyrażali poparcie i sympatię. Dla mnie te matki są prawdziwymi bohaterkami. Dobrze, że radni w Krakowie to zrozumieli, oby w innych miejscowościach też tak się stało. Napisałam jeszcze o stosunku tzw. obrońców życia  ale mi się skasowało. Widocznie nie są warci wzmianki, bo tylko złe emocje budzą się… Tak samo jak wtedy, gdy widzę reklamy środków na potencję dla facetów. A gdzie reklama środków dla kobiet, żeby się mogły obronić przed tymi facetami i nie zachodziły w ciąże niechciane? Przecież potem z tymi dziećmi i tak same zostają. Faceci biorą następną tabletkę i fruną do następnego kwiatka…

18.02.2019

  • e.urlik Dobrze, że nie wspomniałaś o tzw. obrońcach życia, bo robi mi się niedobrze i życzę im wszystkiego najgorszego, bez litości. To samo dotyczy „leków” dla facetów i to wmawianie wszystkim, że oni to biorą DLA KOBIET, bo przecież wszystkie są tak napalone, że jeśli facet nie sprosta to cały świat pogrąży się w chaosie. A przecież powinni raczej środki antykoncepcyjne promować, w każdej postaci i dla obu płci. Ech…
  • emma_b ciekawe, że jak się chce, to można całkiem spore pieniądze wygospodarować…za Krakowem powinny pójść inne miasta, bo nie ma chyba bardziej pokrzywdzonych przez los istot niż takie rodziny.
  • hanula1950 Brawo, brawo dla Krakowa!
  • krzysztof213 hmm oo seksie
    Nie każdy jest taki przecież chodzi o pieniądze i nie ma miłości
    lecz i smutne to ze jeszcze trzeba żyć w takim kraju gdzie rodzice nie mają na dzieci
    Ale ze dam piosenkę i dziękuje za komentarz bardzo mi miło
    No ze taki komentarz był to napiszę jeszcze lubię książki i kwiaty oraz psy
    www.youtube.com/watch?v=8-rZC6cu4dc
  • urszula97 Wielkie brawa, czytałam też że chcą wprowadzać systematycznie 500 plus dla rodzin z 1 dzieckiem,
  • annazadroza Ewuniu:-) Cóż poradzić, że część rodaków żyje mentalnie w średniowieczu i resztę chciałaby też tam wciągnąć. Mam wciąż nadzieję, że „ludzi dobrej woli jest więcej”…
  • annazadroza Emmo:-) Zgadzam się z Tobą, to najbardziej skrzywdzone przez los istoty i całe rodziny, już nic gorszego nie może być niż oglądać na co dzień nieszczęście i cierpienie własnego dziecka, i nie mieć jak i za co mu pomóc.
  • annazadroza Hanulko:-) Cieszę się, że też tak myślisz:)))
  • annazadroza Krzysiu:-) Kto lubi kwiaty, książki oraz psy jest bardzo dobrym, wrażliwym człowiekiem:))) Dziękuję za link, robi wrażenie i pobudza do refleksji.
  • annazadroza Uleńko:-) Najbardziej przydałoby się te 500+ matkom samotnie borykającym się z losem.
  • krzysztof213 Dzięki za te słowa
    Że dziś liczą się pieniądze dla wielu osób u nic więcej nieraz tak bardzo upada ten piękny kraj z wiarą katoliczką na czele
    Więc spokojnego wypoczynku
    Gdzieś człowiek musi się wygadać jak w społeczeństwie klasowym nieraz nie może
  • annazadroza Krzysiu:-) Dzięki, pozdrawiam Cię serdecznie i… pogłaszcz pierwszego pieska, jakiego dziś napotkasz na swej drodze:) Następne możesz również:)))
  • marijana2 Oby to była jaskółka, która wiosnę w całym kraju uczyni.
    Wielkie brawa dla Krakowa!
  • annazadroza Marijanko:-) Oby, oby coś lepszego zaczęło się dziać:)))
© Anna Blog

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Oj…

Zaniedbałam Was, nie zaglądałam do Waszych blogów, bo nie mam siły, jeszcze mi nie przeszło. Wrzucam tylko na szybko kilka słów i uciekam. Mój Lapcio jest taki stary, że do internetu musi przez kabelek być podłączony, więc nie mogę z niego korzystać w łóżku. Jak się lepiej poczuję to nadrobię zaległości, obiecuję. Na razie mnie wszystkie możliwe mięśnie od kaszlu bolą i usiedzieć nie mogę. Ale za to czytam Nepomucką na leżąco:)

15.02.2019

  • emma_b na mój rozum internet bezprzewodowy to kwestia modemu nie laptopa.
    Aniu, dużo zdrowia życzę, chociaż w łóżku z książką też bywa całkiem sympatycznie:)
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Emmo:-) Mężowy działa, mój nie, nawet informatyk nie poradził. Najwyraźniej Lapcio jest stary,ślepy i nie widzi internetu;) Uciekam pa:)
  • e.urlik Aneczko kochana, wydobrzej szybciutko biedulko.
  • fusilla Kuruj się i zbyt szybko z łóżka nie wychodź! W tym roku te infekcje bardzo długo trwają!
    Ciepłe i Puchate podrzucam! Na zdrowotność!
  • babciabezmohera Szybkiego wyzdrowienia a i sympatycznych chwil z książką. Puchatości dorzucam! :))
  • kolewoczy Czyli wejscie USB się zepsuło, nie da się wymienić? Ja kupiłam 20 metrów kabla i mogę z laptopem nawet w łazience siedzieć 😉 No nie, u Ciebie sie nie da, masz zwierzaki, bedą sie kablem bawić może za bardzo 😉 Dużo zdrowia! Wiosna idzie 🙂 U mnie już ptaszki śpiewają.
  • kotimyszkot Taki czas na odległość od laptopa też jest potrzebny.. Poczekamy, a Ty sobie spokojnie czytaj i zdrowiej 🙂
  • mmzd Zdrowiej Anusiu, dobre myśli posyłam z Ciepłym i Puchatym !
  • kasiapur Aniu Droga…wracaj do zdrowia do sił ! Niech to dziadostwo Cię opuści.
    Uściski i buziaki :)) trzymaj się w cieple !
  • marijana2 Aniu, życzę Ci wszystkiego dobrego – szybkiego powrotu do zdrowia i miłych chwil z lekturą. Cieplutko pozdrawiam :))
  • urszula97 Wyleż się a potem pisz dalej,zdrówka i zdrówka.Mnie jeszcze kaszel napadowy trzyma ale już funkcjonuję.
  • tessa37 to duzo zdrowia zycze:)
  • annazadroza Ewuniu:-) Staram się jak mogę:)))
  • annazadroza Fusilko:-) Myślę, że Ciepłe z Puchatym pomogło bo mi lepiej, dziękuję:)))
  • annazadroza BBM:-) Dziękuję Ci, kochana, bardzo. Myślę, że pomogło a książka w łóżku to spełnienie marzeń:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Lapcio do rutera musi być kablem przypięty, inaczej nie działa, taki cudak. Mężowy działa, mój nie da się przekonać do współpracy;) trudno, tak musi być. Wiosna idzie naprawdę, czuję ją w powietrzu i od razu mi lepiej. Dzięki:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Naprawdę od czasu do czasu potrzebny odpoczynek od świata. Wyleżałam się, wyspałam za wszystkie czasy i już mi lepiej. Nawet wczoraj wyszliśmy razem z psami, a jak się Szilunia cieszyła! To jest coś niesamowitego, ona wszystkim na ulicy opowiada jaka jest szczęśliwa i mordka jej się uśmiecha od ucha do ucha. Naprawdę:)))
  • annazadroza Magduniu:-) Kochana moja, dziękuję baaardzo:)))
  • annazadroza Kasiu:-) Pewnie pomogły Twoje życzenia. Jeszcze trochę słaba jestem bo łóżko wyciąga siły, to stara prawda. Już wczoraj wyszłam na spacer z psami, więc mam nadzieję, że już tylko lepiej będzie. Buziaki:)))
  • annazadroza Marijanko:-) Jak dobrze Cię widzieć:) Dziękuję, dobrze było w łóżku z książką, taki urlop od świata okazał się bardzo przydatny dla regeneracji sił:)))
  • annazadroza Urszulko:-) Ten napadowy kaszel to i mnie jeszcze trzyma, ale już lepiej jest. Tym razem używałam ACC max i Emskie tabletki, poza tym rutinoscorbin i codziennie czosnek na kolację. Mąż też, więc zapach nie był uciążliwy dla żadnej ze stron:)
  • annazadroza Tesso:-) Dzięki,kochana, tyle od Was dobrych życzeń, że na pewno to one pomogły. Dziękuję:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Fragment na Walentynki:)

Padłam jak pies Pluto, wcale mi nie przeszło przeziębienie albo inna zaraza i jestem do niczego. A dzisiaj Walentynki! W prezencie przesyłam Wam życzenia najlepsze i fragment „Widocznie tak miało być”.

…………………………………………………

Miłosz zrobił postój na stacji benzynowej, zatankował, wziął sobie kawę i trzymając kubek w ręce z prawdziwą przyjemnością rozglądał się po okolicy. Pagórkowaty teren budził ciekawość co też kryje się za następnym wzniesieniem i za kolejnym, i jeszcze dalej… Poczuł spokój, jakby poranna cisza rozlewająca się wraz z lekkimi mgłami po okolicy wnikała do wewnątrz jego duszy wypierając z myśli chaos, napięcie i stres spowodowane nawarstwieniem się prac związanych z kończeniem projektu w Szwajcarii. Przyjechał na tydzień do kraju zobowiązany do wykonania konkretnych czynności, które udało mu się wykonać w ciągu dwóch dni, co uważał za prawdziwy cud. Teraz pozostało mu dostarczenie przesyłki od Sergiusza do jego matki, która wraz z córeczką przyjaciela przebywała na jakiejś zapadłej wsi pod Krakowem. Po wykonaniu zlecenia pozostaną mu całe cztery dni na odpoczynek. Czuł się ogromnie zmęczony i cztery wolne dni wydawały mu się darowaniem raju na ziemi. Stojąc przy samochodzie obserwował ptaki zakreślające kręgi w powietrzu, dwie krowy pasące się u podnóża wzniesienia, kilku turystów wchodzących  na łagodny szczyt i zapragnął znaleźć się na ich miejscu.

Nieopodal zatrzymał się srebrny volkswagen golf. Wysiadło małżeństwo z dziewczynką tak na oko pięcioletnią, która miała z włosków zrobione dwa śmieszne kucyki spięte kolorowymi gumkami. Z auta wygramolił się za nią czarny pies średniej wielkości. Najpierw pospacerowali, żeby pies mógł rozprostować łapki po podróży oraz załatwić swoje ważne sprawy, potem skierowali się w stronę budynku. Obserwujący mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie na myśl, że ta trójka, właściwie czwórka, sprawiała wrażenie zgranej, dobrze porozumiewającej się grupki. Jeszcze z daleka słyszał śmiech dziewczynki. Ogarnęła go dziwna tęsknota nie wiadomo za czym, za czymś nieokreślonym, uczucie nieznane mu do tej pory. Przez chwilę przebywał pod wpływem owego uczucia, próbował je jakoś rozgryźć, rozpoznać, zrozumieć o co w tym  chodzi, potem machnął ręką jakby chcąc je od siebie odgonić i wsiadł do samochodu. Zdecydowanie musi odpocząć, jest po prostu przemęczony. Po doręczeniu przesyłki znajdzie jakiś motel w okolicy, wynajmie pokój i odpocznie.

Trafił pod dom Karoliny bez trudu, albowiem Dorota dokładnie mu drogę wyrysowała instruowana telefonicznie przez Teresę. Powstało dzieło sztuki niewiele mające wspólnego z rzeczywistością w sferze szczegółów, jako że artystka puściła wodze fantazji tworząc drzewostan niczym z kosmosu. Sama trasa przejazdu została jednak odwzorowana dokładnie. A dlatego pod dom Karoliny, że przyjaciółki doszły do wniosku, iż tym sposobem delikwent imieniem Miłosz zostanie doprowadzony do miejsca przeznaczenie w całości, bez błądzenia po polnych drogach. Rzeczony delikwent dotarł na miejsce, zatrzymał samochód, westchnął z ulgą na myśl o zbliżającym się odpoczynku i wysiadł rozglądając się z zaciekawieniem. Niewiele dane mu było zobaczyć, ponieważ otoczyły go ze wszystkich stron dziecięce figurki  powodujące gwar i hałas zagłuszany przez szczekanie psa.

– Czy pan kogoś szuka? – zapytała jedna figurka.

– Bo my jesteśmy Niewidzialna Ręka – dodała druga figurka.

– I mamy pomagać – uzupełniła trzecia.

– Może jesteście nie do końca Niewidzialną Ręką bo was widzę, ale Ryczącym Głosem jesteście na sto procent – odpowiedział siląc się na zachowanie powagi.

Jedna z figurek przybliżyła się do niego i wtedy spostrzegł, że jest jego wzrostu, chuda jak patyk ale wysoka prawie jak on sam. Ponieważ wszyscy stali pod słońce i nie był w stanie zobaczyć ich twarzy, widział w dalszym ciągu tylko postacie, jakby całkiem nierealne, takie cienie postaci. Rozbawiła go ta cała scena.

– Nieprawda – powiedziała oburzonym głosem najmniejsza figurka.

Roześmiał się choć próbował zachować powagę, co mu zdecydowanie nie wyszło mimo starań.

– Skąd wy jesteście ?– zapytał.

– Z Ursynowa – padła zbiorowa odpowiedź bez cienia zawahania.

– Aha, czyli dotarłem na miejsce – udał, że odetchnął z ulgą. – Dobrze, bo już myślałem, że będę musiał ruszyć w dalszą podróż szukając jednej dziewczynki.

– Jakiej dziewczynki? Jak ma na imię? A po co? Czego pan od niej chce? Może ją pan chce uprowadzić? To my nie pozwolimy! Zawołać mamę? – został zarzucony pytaniami.

– O tak, zawołać mamę, koniecznie. I to szybko.

– Mamusiu! Mamooo! Ciociuuu! – rozległo się wielogłosowe wołanie.

– Co takiego? Co się dzieje? – Aldona z Karoliną wyszły przed dom.

– Dzień dobry, jestem Miłosz Rzepecki, szukam pani Meli i jej wnuczki, mam przesyłkę od Sergiusza – wyjaśnił.

– Mamo, stój, a skąd wiadomo, że na pewno? – rzuciła pytanie Inka.

– Może ten pan chce porwać Monikę i ją wywieźć w umówione  miejsce? – wyraził wątpliwość Marek. – Oszustom nie można ufać.

– A czy ja wyglądam na oszusta? – spytał Miłosz nie będący w stanie powstrzymać uśmiechu.

– Nie. I właśnie dlatego powinien pan być podejrzany – oświadczyła Linka.

– A my Moniki nikomu nie oddamy – Marek powiedział te słowa groźnym, grubym głosem, żeby obcy nie miał żadnych wątpliwości.

– Jak mam wam udowodnić, że nie mam złych zamiarów? – spytał rozbawiony Miłosz.

– Może… na początek dowód osobisty? – zaproponowała Karolina.

– Oczywiście, bardzo proszę – sięgnął do kieszeni.

– Może być fałszywy – uprzedziła Inka.

– Na stadionie można wszystko kupić – dodał Maciek.

– I z prawie prawdziwym zdjęciem – uzupełnił Kuba.

– Nie doceniłem was – Miłosz zniżył głos. – Mam chyba do czynienia z brygadą antyterrorystyczną. Nie zdradzę was, słowo, tylko powiedzcie, gdzie mogę panią Melę znaleźć bo już zmęczony jestem. Muszę przekazać przesyłkę i znaleźć jakiś hotel na cztery dni. Nie znacie jakiegoś?

– Już wystarczy, dzieciaki, – włączyła się Aldona. – Dajcie panu odetchnąć.

– A jak udaje? – nie dawał za wygraną Marek.

– Myślę, że pani Mela sama to zweryfikuje. Jak znajomy to go pozna, a jak nie to zawołamy policję. Co wy na to?

– No dobrze, ale uważaj, mamy cię na oku – oświadczyły dzieciaki.

Postanowili całą gromadką uczestniczyć w akcie okazania obcego pani Meli. Tak  dla bezpieczeństwa, żeby być w pogotowiu. Monika szła z tyłu, jak najdalej od obcego, na wszelki wypadek trzymając mocno rękę Aldony.

– Nie bój się kochanie – uspokajała dziewczynkę. – Wszystko będzie dobrze, uspokój się już.

Pani Mela zdziwiła się widząc tak liczny orszak.

– Coś się stało? – spytała zaniepokojona.

– Dzień dobry pani Melu  – ukłonił się Miłosz.

– Kto to? – przyjrzała się uważnie. – Miłosz? To naprawdę ty? Skąd się tu wziąłeś? Taka niespodzianka! Dziecko, jak ja ci się odwdzięczę za to, że mojego chłopaka uratowałeś…

– To znaczy, że on jest prawdziwy? – spytał nieco rozczarowany Marek.

– Że nie oszust? – upewniał się Kuba.

– Ani porywacz? – dodała Linka.

– Nie, nie, to przyjaciel twojego taty, Monisiu, jeszcze ze studiów.

– Uff, jak dobrze, że mnie pani rozpoznała – jęknął Miłosz. – Ta cała brygada antyterrorystyczna chciała mnie zaaresztować. I jak mógłbym przekazać paczkę i list od Sergiusza?

– Wiesz co, Miłoszku? Poczekaj chwilę, zagospodarujemy tych antyterrorystów  – pani Mela zniknęła w głębi domu i po chwili pojawiła się z miską pełną lodów. – Proszę. Rządźcie się tym po sprawiedliwości bo ja muszę porozmawiać z wujkiem Miłoszem.

– To on jest wujkiem? – zdziwiona spytała Monika.

– Skoro Kajtuś go adoptował na wujka – zaśmiała się Aldona, – to znaczy, że jest.

– Aha, Kajtek – zastanowił się Marek. – To znaczy, że jest. No to idziemy do ogrodu.

– Moniko, możesz zostać z nami przez chwilę? – zapytał Miłosz. – Mam dla ciebie wiadomości od taty.

– Chodź, skarbie, do nas – powiedziała pani Mela. – Za chwilę dołączysz do przyjaciół.

Dziewczynka usłyszała, że jest dla taty najważniejsza na całym świecie, że wróci do niej po wakacjach, żeby się nie martwiła, bo wszystko się dobrze ułoży. Dostała dużą paczkę z ciuszkami i ze słodyczami, którymi podzieliła się natychmiast z pozostałymi „antyterrorystami”. Pani Mela w tym czasie z wielką przyjemnością przyglądała się Miłoszowi, którego pamiętała jako chudego, niezgrabnego młodzieńca, a który po latach objawił się jej niespodziewanie jako niezmiernie przystojny wybawca jej syna z ogromnych problemów.

– Mam jeszcze cztery wolne dni i muszę odpocząć, pani Melu. Czy nie ma tu w pobliżu  jakiegoś motelu, w którym mógłbym wynająć pokój?

– Wiesz co, synku, niedługo Martyna wróci z pracy. To nasza gospodyni. Ma jeszcze jeden wolny pokój, mógłbyś się tu zatrzymać.

– Nie chciałbym przeszkadzać, wolałbym coś znaleźć…

Przerwał nagle, oczarowany widokiem małego aniołka w kolorowej sukieneczce, z buzią okoloną jasnymi loczkami, który pojawił się niespodziewanie i stanął nieruchomo, zaskoczony widokiem obcego człowieka. Za chwilę obok małego aniołka stanął większy anioł… Miłoszowi przemknęła myśl, że ze zmęczenia najwyraźniej ma przywidzenia… Duży anioł miał na sobie białą bluzkę i niebieskie dżinsy. Czy aniołom wolno chodzić w dżinsach? Szczególnie tak dopasowanych, uwydatniających wprost idealną figurę? Toż to chyba grzech… Duży anioł zbliżył się odrzucając jednym ruchem do tyłu lekko sfalowane, długie jasne włosy.

– Martynko, nie uwierzysz kto nas odwiedził – zawołała pani Mela.

– Tatusia przyjaciel – pospieszyła z wyjaśnieniem Monika.

Tatusia przyjaciel nie mógł oderwać oczu od uśmiechu i dołeczków w policzkach, już teraz czterech, bo mały aniołek, całkiem ośmielony, zbliżył się w podskokach i bez ceremonii chwycił go za rękę.

– Cześć wujek, jestem Mila.

– Kochanie, tak nie  można… – zaczęła starsza piękność.

– Można, można – wreszcie wyszedł ze stanu osłupienia. – Ostatnio mam niebywałe szczęście do dzieci, zostałem nawet adoptowany w charakterze wujka. Pozwolisz, Miłosz Rzepecki… – przytrzymał kobiecą dłoń

– Przez Kajtka – uśmiechnęła się pani Mela.

– Przez Kajtusia Doroty – przytaknął i zdał relację ze spotkania, podczas którego został przyjęty do rodziny jako nowy wujek.

– Jeśli Kajtuś cię zaakceptował, to nie masz wyjścia – roześmiała się starsza pani.

– Masz przechlapane – wtrąciła Monika. – Jakby to ci się nie podobało, nic nie zrobisz. Jak Kajtek zdecydował, tak będzie.

– Ależ mnie się to podoba, nawet bardzo.

– To ja też mogę ci mówić wujek, prawda? – upewniła się Milenka.

– Oczywiście, będzie mi bardzo, bardzo miło – odpowiedział zwracając się w stronę Martyny, która chciała coś powiedzieć, ale po jego słowach zamilkła.

– Córeńko, masz wolny ten drugi pokój, prawda? – spytała pani Mela. – Nikt go jeszcze nie zarezerwował?

– Tak, jest wolny

– No to się możesz, chłopcze, wprowadzić na te cztery dni – oświadczyła spoglądając z zadowoleniem na wnuczkę. – Będziesz nam opowiadał o Sergiuszu.

Miłosz wcale już nie miał ochoty opuszczać tego konkretnego towarzystwa i szukać pokoju w motelu. Podobny pomysł wywietrzał mu z głowy natychmiast po ujrzeniu Martyny a na myśl o małej Mili uśmiechał się sam do siebie. Tak więc zainstalował się w drugim pokoju do wynajęcia i ogarnął go błogi spokój. Padł wczesnym wieczorem i jak kamień spał do samego rana.

Obudził się wypoczęty i radosny nie wiedząc z jakiego powodu. W każdym razie czuł się tak, jakby mu z ramion zdjęto ogromny ciężar, wyjątkowo niewygodny do niesienia. Nie wiedział czemu ten stan zawdzięcza ale było mu bardzo dobrze. Nie miałby nic przeciwko temu, by ów stan trwał jak najdłużej.

14.02.2019

  • aga-joz Jak ja lubię Twoje opowieści! Proszę o ciąg dalszy, bardzo proszę!
  • kotimyszkot Morze miłości dla Ciebie Aniu i zdrówka! :))
  • mmzd O jaki cudny prezent walentynkowy nam sprawiłaś !!!
    Walentynkowo ściskam i cmokam 🙂
  • babciabezmohera Wszystkiego najlepszego Walentynkowo! 🙂
  • e.urlik Kolejna cudna opowieść. Wspaniałych Walentyn!
  • urszula97 Świetne,zdrówka życzę i proszę o jeszcze .
  • annazadroza Ago:-) Myszokocie:-) Magduniu:-) Matyldo:-) Ewuniu:-) Uleńko:-)
    Kochane dziewczyny!!! Baaardzo Wam dziękuję za miłe słowa, za życzenia i odwzajemniam serdecznie:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Powieści | Dodaj komentarz

Przypomnę sobie całą Nepomucką, warto:)

Zapach wiosny w powietrzu wciąż czuję:))) Poza tym złapało mnie paskudne zapalenie gardła i mnie boli, drapie, jakbym kaktusa chciała połknąć. Dobrze, że z natury nie jestem gadułą bo cierpiałabym podwójnie;) Przeleżałam wczoraj prawie cały dzień „martwym bykiem”, nawet nie włączyłam Lapcia. Być może jakieś grypowe to paskudztwo było, stąd ból mięśni. Dziś już lepiej ale nie będę się forsować, jeszcze mi łóżeczko pachnie.
Czy czytałyście powieści Krystyny Nepomuckiej?
Bardzo dawno temu pierwsza wpadła mi w rękę. To było „Małżeństwo niedoskonałe”, potem już poooszło:))) Kilka lat temu wydane zostały wszystkie w ilości 29 -ciu tomów pod wspólnym tytułem „Pamiętniki czerwonej szminki”. Pracowałam jeszcze wtedy i przemiła Danusia z kiosku odkładała mi każdy kolejny tom dzięki czemu zebrałam całą kolekcję. Znajdują się na półce w sypialni, żeby nikt obcy nie miał do nich dostępu, razem z innymi najukochańszymi książkami. Kiedy wczoraj z osłabienia ja padłam na łóżko to mój wzrok padł na Nepomucką. Znaczy – pora wrócić do niej zamiast denerwować się i tracić zdrowie z powodu różnych aktualnych mrocznych spraw i sprawek.
W ostatnim tomie, który wzięłam do łóżka, jest fragment z czterotomowego cyklu, pierwsza część to „Obraczka ze słomy”. Dalsze – „Krzew tamaryszku”, „Nie wierzę w powroty”, „Motyl z perłą” – chyba taka kolejność. Sprawdzę i ewentualnie sprostuję jeśli pokręciłam. Czytałam kiedyś jednym tchem – o miłości, która nie powinna się zdarzyć, młodziutkiej Polki Anny Marii i niemieckiego młodego żołnierza Waltera podczas II wojny. O poświęceniu, niebezpieczeństwie, oczekiwaniu i poszukiwaniu. Wspaniała lektura niosąca niezapomniane przeżycia, przynajmniej dla mnie. No i coś jeszcze – cudowne operowanie przez Autorkę polskim językiem, który jest piękny, czego na co dzień  nie widać i nie słychać.

Aha, muffinki upiekłam z resztą maślanki, z dodatków użyłam tylko płatki owsiane, wiórki kokosowe i żurawinę suszonę. W smaku przypominają sernik, smaczne bardzo i syte.

12.02.2019

  • aga-joz A pewnie, że warto- zaczytywałam się niegdyś zwłaszcza cyklem od „Małżeństwa”, po „Starość”, nieważne- „doskonałe” czy „niedoskonałe”. Inne powieści też przeczytałam. Rzadko teraz wracam do tych przeczytanych pozycji, bo tych nowych jest tyle i kusi, ale czasem warto sobie powspominać
  • tessa37 Moja mama sie zaczytywala, kiedys i ja siegnelam, wiem, ze przeczytalam wszystko, co miala, ale juz kompletnie nic nie pamietam;)
  • emma_b zaskoczyło mnie Twoje wyznanie, że nie jesteś gadułą, jak te pozory mylą…:)
    życzę szybkiego powrotu do stanu sprzed choroby:)
    ,
  • Gość: [Robert] *.bb.online.no Pani Anno odpisałem na Pani maila 6 lutego, pewnie „poszedł” do SPAM-u. Proszę tam zaglądnąć.
    Pozdrawiam
    Robert z Tenczynka
  • hanula1950 Mam chyba wszystkie jej książki. Bardzo ją lubię.
  • kobietawbarwachjesieni To i ja zainteresuję się jej książkami. A infekcję wyleż w łóżku i nie spiesz się ze wstawaniem. Mnie taka infekcja trzymała równy miesiąc.
  • annazadroza Ago:-) Warto, bo wracamy do świata, którego już nie ma a był. Pamiętam ruiny w mieście, pamiętam błoto zalewające wsie – tyle sobie przypomniałam czytając 29-ty tom, zaczęłam od końca. Do tego prawdziwy obraz polskiej emigracji w Stanach, nie ten lukrowany pokazywany rodzinie i znajomym, żeby zazdrościli. I język, co zawsze mnie zachwyca – nasz piękny polski język sprowadzany ostatnio do formy prymitywnej – a tu w całej krasie wykorzystywany.
  • annazadroza Tesso:-) Z wielką przyjemnością sięgnęłam kiedyś po nowe pozycje, których w młodości nie czytałam, był to właśnie cyklu o miłości Ann Marie i Waltera w czasie wojny, byłam zachwycona i dlatego zebrałam całą kolekcję, żeby przeczytać całość, kiedy wreszcie będę miała czas.
  • annazadroza Emmo:-) Nie jestem gadułą, mówienie to najgorsza rzecz do jakiej czuję się zmuszana. Lubię słuchać, uwielbiam pisać ale mówić – nie! To kara za grzechy. Najbardziej kocham ludzi z którymi dobrze mi się milczy:)))
  • annazadroza Hanulko:-) Cieszę się, że udało mi się zebrać całą kolekcję jej powieści. Zmarła niedawno mając 94 lata, piękny wiek, prawda?
  • annazadroza Robert:-) Znalazłam! Odpisałam i baaardzo dziękuję!!! Pozdrawiam serdecznie:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Jeśli Ci wcześniej Nepomucka umknęła, to koniecznie do niej zajrzyj. Zaręczam, że nie pożałujesz.
    Co do infekcji – masz rację. Zlekceważyłam i mnie zmogła bezlitośnie, nie czułam się tak fatalnie od kilku lat. Jednak trzeba dbać o siebie. Mówisz, że miesiąc? Nieźle, ale teraz już dobrze? Buziaki kochana:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Słonecznego:)

Wczoraj i dziś świat błyszczał iskierkami gdy jeszcze było ciemno (koło szóstej). W piątek niewidoczna marznąca mżawka sprawiała wrażenie, jakby ktoś rozsypał na chodniku brylanciki migocące w świetle latarni. Pięknie było tylko ślisko. Całe szczęście, że miałam kijek ze sobą, nie dałam się zwieść pierwszemu wrażeniu, że jest sucho i nie zostawiłam go w domu. Nie zachowałam czujności przechodząc obok wyjazdu z myjni samochodowej i gdyby nie kijek klapnęłabym całym ciężarem na cztery litery. Szilki smycz nie wystarczyła, żeby mnie utrzymać w pozycji wyprostowanej:) Skituś został w domu, nie chciało mu się wyjść poza ogródek. Po południu zrobiliśmy za to dłuuugi spacer we czwórkę, korzystając z wyjątkowo ładnej pogody.
Dziś było pięknie z powodu szadzi, która osiadła na gałązkach, płotach niczym biały lukier a na chodniku w postaci iskierek. Na niebie od wschodniej strony dały się zauważyć purpurowe smugi. To się chyba brzask nazywa, świt następuje potem. Wyglądało przecudnie, kolory zabierały ciemności coraz większe terytorium, stawały się coraz intensywniejsze aż przeszły w mocny pomarańcz pomieszany z czerwienią. Czasem tak wygląda zachód słońca. Babcia wtedy mówiła, że nazajutrz będą duże wiatry.
Jaki cudny jest świat bez względu na to co się dzieje w polityce, prawda? Póki co, słońce wschodzi i zachodzi bez względu na decyzje partii aktualnie rządzących, ptaki śpiewają też sobie nic nie robiąc z wydarzeń w ludzkim świecie. Koło działek widziałam leszczynę, która bazie wypuściła. Wydaje się jej, że już wiosna? Może świat przyrody ma swoje tajemne źródła informacji na ten temat;) Jakieś ptaszki rano śpiewały jak zwariowane, jakby to maj był a nie luty, zaś Szilka zaczęła gubić sierść.
Muffinki zrobiłam na maślance, bo akurat miałam lekko przeterminowaną, z siemieniem lnianym, wiórkami kokosowymi i jabłkiem. Dwie ostatnie są na talerzu. Zrobię następną porcję, jeszcze pół maślanki zostało. Grochówki starczyło na dwa dni, to jest takie syte danie, że drugiego nie trzeba, na obiad wystarczy.
Od rana nie mogę się połączyć z internetem. Wczoraj, czyli w piątek, byłam tak zajęta, że nie miałam kiedy się odezwać a dziś nie mogę wbrew szczerym chęciom. Nie mam pojęcia co się dzieje, żadna strona nie wchodzi. Od razu myśl przychodzi, że kiedyś nie było Teleranka, to teraz nie będzie internetu? Durne myśli, chyba jeszcze nie doszliśmy do takiej ściany.
Internet wrócił!!! Nie wiem gdzie był jak go nie było ale dobrze, że jest:) Miłego weekendu Wam życzę, słonecznego i dobrze spędzonego:)))

9.02.2019

  • 45gogula Miłego, ciepłego i smacznego dla Ciebie. U mnie nie jest ani bajkowo (niestety) ani ślisko (na szczęście). Mam nadzieję jednak odpocząć, ale ostatnio odpoczynek=spanie. Bez sił i chęci jestem znowu.
  • babciabezmohera U nas ciepło ale mokrawo, słońce się na trochę pokazało.
  • emma_b Aniu, wstajesz niesamowicie wcześnie, więc w nagrodę widzisz na przykład przepiękny brzask. wstyd się przyznać o której wstaję, żadnych porannych bonusów od Matki Natury w związku z tym nie mam. dobrego weekendu:)
  • pozasferamarzycieli a cóż by to było gdyby na edykt władz SI rządowe cenzurowałoby wpisy na stronach , zaś najmniej wychwalające wielkość gigantów decyzyjnych oznaczone jako niegodne XXI wiecznego eposu zmian ileś tam + ? Do rzeczy , bo brednie zawładną rzeczonym komentarzem. Tragizm obecnych czasów to okna godzin w których jeszcze da się oddychać – niekiedy dają możliwość wciągania haustów prostoty , piękna oraz przelewania piórem refleksji prozaicznej miary wyjątkowości talentu Matki natury. Miraż miałkiego płótna jakim zdaje się czcionka piszącego w trakcie korekty kursywą kreatywnego kursora koncepcyjnej kaletniczej Kreacji , ukazuje kunszt autorki poopinany lekką metaforą intelektualną. Całkiem nieźle , jak na dość przeciętną temperaturę zimowej Odysei opasującej polskie podwórko przezornej powierzchowności. Pzdr .
  • kotimyszkot Świat jest piękny, trzeba tylko oderwać się choć na trochę od problemów i to dostrzec. Zachłysnąć się tym pięknem, naładować jego energią i wtedy łatwiej wrócić do codzienności 🙂 Miłej niedzieli Aniu..
  • urszula97 Prześlicznie opisane widoki, jak u pisarki,poetki.U nas strasznie wieje że nosi człowiekiem.I u mnie będa w tym tygodniu mufiny,wnuk będzie robił a babcia zmywała, oj to już nie to samo co mały Oluś.
  • annazadroza Gosiu:-) Odpoczęłaś podczas weekendu? Jeśli chce Ci się spać to się temu pragnieniu poddaj, organizm najlepiej wie czego mu potrzeba. Bez sił i chęci to ja ostatnio też jestem. Wczoraj przeleżałam cały dzień, bo mnie jakieś paskudztwo zmogło.
  • annazadroza BBM:-) Dziś słoneczko u nas świeci lecz wiatr jest bardzo silny.
  • annazadroza Emmo:-) Wstaję, bo wolę wstać niż zbierać litry Skitusiowych siuśków z podłogi. Ale czasem Mąż też wstaje, co doceniam, bo on jest sową. Mnie, skowronkowi, nie sprawia kłopotu poranne wstawanie. To prawda, że dzięki temu mogę zobaczyć na niebie przepiękne zjawiska. I wtedy czuję, że warto:)
    Dobrego tygodnia Ci życzę:)))
  • annazadroza Pozasferamarzycieli:-) Dziękuję za odwiedziny i piękny komentarz. To pewne, że nie jest on „haustem prostoty” ale wyczułam ukłon w stronę Matki Natury i jej niezwykłych artystycznych zdolności;-) Pozdrawiam serdecznie:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Masz rację, jest piękny mimo ludzkich (niektórych) postępków. Jest cudownie piękny:) Dobrego tygodnia:)))
  • annazadroza Uleńko:-) I u mnie wieje dziś okrutnie. Wprawdzie nie wychodziłam, Mąż mnie wręczył ale widzę przez okno. Co do wnuków to masz rację, Wszystkie kochane ale maluszki najrozkoszniejsze:)))
  • e.urlik Szila sierść gubi, znaczy wiosna blisko!
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Ewciu:-) Mam taką nadzieję, że skoro sporo zbieram kudełków, to znaczy, że Panna Wiosna nadchodzi rzeczywiście:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Poetka i książę” Manueli Gretkowskiej

Czytałam z zaciekawieniem, „wciągnięta” w treść. Czytało mi się dobrze ale nie lekko. Trzeba się oddać czytaniu bez reszty. Nie można mimochodem, podczas innych czynności. Trzeba wytężyć uwagę by się nie zgubić, by odczuć przyjemność zanurzenia się w język, w znaczenie, w grę słów i skojarzeń. Słów, które „trzeba tresować, żeby chodziły na sznurku”. Uwagę trzeba trzymać w ryzach dlatego, że inaczej trudno nadążyć. Jest się jakby wewnątrz postaci, nie miałam wrażenia jakbym patrzyła z zewnątrz lecz jakbym czuła to, co odczuwa każda z nich. Uwagę trzeba zachować jeszcze z tego względu, iż nie jest to ciąg wydarzeń następujących po sobie jak w zwykłej opowieści, lecz poszarpane fragmenty życia wypełnione emocjami.
Są lata młode Jerzego Giedroycia, jest oddany klimat młodości Osieckiej, STS, odwilż „po Stalinie”, młodzież poszukująca siebie i sensu istnienia. Jest i zatęchła polska emigracja w Londynie czekająca na III wojnę by wrócić i żyć jak dawniej z pracy rąk czapkujących poddanych. Czekając chodzą w wyleniałych futrach, książę Sapieha załapał się do pracy w browarze… Lata się mieszają, powracają wspomnienia przeżyć z różnych okresów, Hłasko, Miłosz, Witkacy, Giedroyć, paryska „Kultura”… W tym wszystkim Agnieszka, młodziutka i śliczna, niezwykła, utalentowana, budząca z letargu uczucia starszego o 30 lat księcia Giedroycia. A ona „była igłą kompasu podążającą za kierunkiem, nie uczuciami”. Jednak… była to jedyna dojrzała miłość do mężczyzny w jej życiu – jak sama powiedziała. Zrezygnowała z niej, by wrócić do Warszawy. Do niego już przyjechać nie mogła, bezpieka zabrała jej paszport na siedem lat, ukarała ją w ten sposób za „Kulturę”, za to, że nie chciała donosić. Książę Redaktor zachował wiersz przez nią dla niego napisany, zażyczył sobie, by został wydrukowany po jego śmierci w ostatnim numerze :Kultury”.
I jeszcze coś. Przez cały czas miałam wrażenie, że słyszę głos autorki wypowiadający cały czytany tekst, słowo po słowie. Lubię słuchać jak Manuela Gretkowska mówi, po prostu lubię ją samą. Szczególnie lubię jej spotkania w Superstacji z Kubą Wątłym prowadzącym program. To swego rodzaju przedstawienie. Ścierają się ze sobą – inteligencja spokojna, zrównoważona z inteligencją nachalną, próbującą zdominować rozmowę. Kibicuję jej wtedy całym sercem.

7.02.2019

  • babciabezmohera Czytałam „Rozmowy w tańcu”- poszerzony wywiad Magdy Umer z Agnieszką Osiecką i chociaż było to dotykanie różnych tematów, opisany przez Ciebie nie został wspomniany.
  • emma_b lubię Gretkowską, ale tej książki nie przeczytam, bo nie lubię powieści „na motywach”. albo fikcja, albo literatura faktu. a płomienny romans to sprawa bardzo intymna . w „Rozmowach w tańcu” Osiecka sama z sobą gadała:)
  • hanula1950 Chociaż bardzo dużo czytam, ta książka jeszcze w oczy mi nie wpadła. Poszukam.
  • babciabezmohera @Emma_b:
    Muszę sprostować, bo inaczej wyjdę na kłamczuchę. „Czytałam” audiobooka a przekaz Magdy Umer był tak sugestywny i skądinąd wiedziałam, że panie się znają /chyba nawet przyjaźnią/, toteż bez sprawdzania przyjęłam za pewnik formę autentycznej rozmowy. Mój błąd! ;(
  • annazadroza BBM:-) Na okładce jest zdanie – „W opartej na faktach powieści Manuela Gretkowska mistrzowsko opowiada historię miłości niemożliwej, o której Osiecka milczała całe życie”.
  • annazadroza Emmo:-) Tu mamy do czynienia z faktami ożywionymi dużą dawką emocji. To nie płomienny romans, to coś bardzo głębokiego. Podobało mi się.
  • annazadroza Hanulko:-) Mnie dzieciaki dostarczają tony książek, wiedząc, że nic innego mnie tak nie ucieszy. Dobrze mam, prawda?
  • emma_b BBM,
    ja tak tylko dla porządku napisałam, w gruncie rzeczy nie jest to nic szczególnie istotnego. Magda Umer przeprowadziła sporo wywiadów z Osiecką, miałam takie DVD. cykl nazywał się „Rozmowy o zmierzchu i świcie”. były to rozmowy sfilmowane, które w wersji książkowej nigdy się nie ukazały.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Szkrabusia:)))

Byłam wczoraj u mojej Calineczki kochanej, za chwile też jadę i jeszcze jutro. Babcia zawsze na posterunku w pełnej gotowości:) Po powrocie do domu jednak zakwasy i brak kondycji od razu się odzywają. Ale babcia Ania jest przeszczęśliwa mogąc tulić i usypiać maleństwo, które łapkami obejmuje, główkę wtula i usypia czując się dobrze i bezpiecznie. Poza tym jest cwane i już się nauczyło, że jak druga babcia karmi „z całą stanowczością”, to po ratunek trzeba uciekać do babci Ani. Uwielbiam tego szkraba albo raczej tę szkrabusię:)))

5.02.2019

  • emma_b ładne słowo, szkrabusia:)
    taki kilkudniowy dyżur pewnie trochę męczący, a zatem dobrej kondycji życzę.
  • urszula97 Jak dziwnie ten świat zbudowany, przy własnych dzieciach ręcę opadają i człowiek zmęczony a przy wnukach to jakieś dodatkowej siły i cierpliwości człowiek dostaje, mała słodziaczka.
  • babciabezmohera A jak szybko rosną ! Mówi się, że cudze dzieci najszybciej rosną, ale to chyba nieprawda- własne dzieci, wnuki też! 😉
  • kotimyszkot U nas teściowa mało się nie rozpłakała, gdy mój synek przytulał jej ręce do szyi, jak go usypiała po raz pierwszy 🙂 Myślę, że oprócz rozczulenia takim gestem dochodzi też wspomnienie czasu, gdy własne dzieci były malutkie.. Jak najwięcej takich cudnych chwil Ci życzę 🙂
  • annazadroza Emmo:-) Dyżur się skrócił, na odsiecz przybył drugi dziadek, bo mój się rozłożył „kataralnie”, nie można przecież zarazić dziecka.
    Swoją drogą – jak się zmobilizować, żeby pracować nad kondycją stale, nie tylko w porywach?
  • annazadroza Ula:-) Przy własnych dzieciach masz na głowie cały świat i całą odpowiedzialność. Przy wnukach już mniej. Możesz tylko kochać i rozpieszczać te słodziaki:)))
  • annazadroza BBM:-) Bardzo szybko, wszystkie. U sąsiadów dopiero co urodziła się córeczka a juz do szkoły poszła we wrześniu! Moja malutka już nie jest Calineczką tylko Szkrabusią, tak się zmieniła, dogoniła inne dzieciaki i wcale nie widać, że była tak maleńka jak prawie pół siostry w chwili narodzin.
  • annazadroza Myszokocie:-) Nie mam nic cudowniejszego na świecie niż takie łapeczki, które obejmują, niż główka, która się z ufnością przytula:)))
  • 45gogula Cudowne są takie chwile, prawda?
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Gosiu:-) Najcudowniejsze na świecie:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Wiosna idzie

Luty zaczął się od ocieplenia. Podobno zima ma wrócić lecz na razie zapachniało wiosną. Naprawdę poczułam wiosnę. Wcześnie rano, jeszcze po ciemku, wyszłam z Szilką. Skitusiowi wystarczył ogródek, krótka wizyta na trawniku i śpioch powrócił na posłanie, rozłożył się wygodnie i nie przejawiał najmniejszej chęci opuszczenia mieszkania. Poszłyśmy więc same. Tak było i w sobotę, i w niedzielę. Skitusia wyraźnie zaatakował olbrzymi leniuch:)
Choinka rozebrana, ozdoby schowane, światełka tak się poplątały, że nie udało się ich rozdzielić. Straciłam cierpliwość i schowałam splątane. Na strychu wszystko będzie czekać na następne Boże Narodzenie. Nie wiem czemu podczas układania świecidełek pomyślałam o tłustym czwartku:) Zamarzyły mi się pączki z lukrem, posypane skórką pomarańczową:))) Oczywiście własnoręcznie czegoś podobnego nie wykonałabym nigdy w życiu, nawet nie będę próbować. Mama i babcia smażyły pyszne pączki, to taki zapamiętany smak dzieciństwa. Przepis na babcine faworki – zwane chrustem – mam, nawet kiedyś zrobiłam. Może się zmobilizuję i spróbuję jeszcze raz? Babcia robiła też karnawałowe róże z faworkowego ciasta.
Starałam się przez weekend nie myśleć o poważnych sprawach z ostatniego tygodnia, za dużo się tego „dobrego” uzbierało. Życie nam się coraz bardziej komplikuje ale – nazwy nowych partii są krótkie: Razem, Teraz i najnowsza Wiosna.
Już jakiś czas temu któryś z mądrych (bez cudzysłowu) profesorów komentujących naszą rzeczywistość powiedział, że ratunek na poprawę sytuacji to ukryta jeszcze alternatywa. Może zaczyna być widoczna? Tak sobie myślę, że nadzieją napawa widok tysięcy ludzi w Gdańsku żegnających swego prezydenta, napełniająca się po brzegi „ostatnia puszka pana prezydenta”, zbiórka środków dla Europejskiego Centrum Solidarności w imię zachowania wolności i niezależności. Przed chwilą w tv widziałam rodzinę, która wracając z ferii zastała spalony dom. Natychmiast sąsiedzi, przyjaciele ruszyli z pomocą. „Pogorzelczyni” powiedziała cudowną rzecz, że – mnóstwo dobra i chęci pomocy jest w ludziach. Myślę, że na naszym zwykłym, ludzkim poziomie to jest prawda. I tu jest nadzieja na przyszłość.

3.02.2019

  • emma_b dzisiaj u mnie po raz pierwszy spłynął calutki śnieg, chociaż za wiele go nie było. obeszłyśmy z Panną Cliff spory kawałek lasu i chyba obie poczułyśmy w powietrzu wiosnę.
  • annazadroza Emmo:-) U mnie w nocy nasypało tyle, że świata nie widać, a jeszcze wczoraj była wiosna;(
  • bognna U mnie bardzo wiosennie tzn. MOKRO.
  • urszula97 I u nas po krótkiej wiośnie sypnęło śniegiem który powoli znika ale znów powróci.Narobiłaś mi smaku kapuśniakiem to i dzisiaj nagotowałam na dwa dni,a co.Przy okazji odkryłam że zostało tylko 4 słoiki z mojej kapusty,poszło błyskawicznie.
  • tessa37 My dziś pierwsza kawę na tarasie pilismy:) Słonecznie i (w sloncu) cieplo:) wiedziałam, jaki dzień sobie na urlopu przedłużający weekend wybrac, bo od jutra znów ma być szaro i pochmurno…
  • fusilla Słoneczko dziś przygrzało tak ładnie, że po raz pierwszy od dłuższego czasu wybrałam sie na kijki! :-)))
  • e.urlik W nocy spadło tyle śniegu, że Pan Pies musiał skakać jak sarna, bo sięgał mu brzucha . Sosny uginają się do ziemi pod jego ciężarem, ale jest cudnie! Wiosną już nie będzie tak biało… I trzeba będzie znów okna myć i w ogródku pracować 🙁
  • annazadroza Bognna:-) Może być mokro ale przyjemnie, natomiast błoto pośniegowe wlewające się do butów to nic miłego.
  • annazadroza Ula:-) Nie ma to jak własna kapusta, pyszne i zdrowa. Następną zrobię grochówkę, też będzie na dwa dni co najmniej. Dziś u malutkiej byłam i jeszcze przez 2 dni będę, jestem szczęśliwa przy tym krasnalku:)
  • annazadroza Tesso:-) Wiosną zapachniało w weekend a dziś śniegu nasypało, który się zmienił w brudną breję. Słońca brakuje baaardzo, niech wreszcie zaświeci.
  • annazadroza Fusilko:-) Z kijkiem chodzę bez względu na pogodę, dla wygody i bezpieczeństwa. Ale słoneczka zazdroszczę i czekam, żeby i u mnie zaświeciło. Korzystaj, póki świeci:)))
  • annazadroza Ewuś:-) Już widzę Pana Psa skaczącego jak sarenka:))) Co do mycia okien – coś mi się wydaje, że już za tym tęsknisz, jak typowa Panna za porządkowaniem świata;) Moja Calineczka jest taka sama – jako Panna właśnie – i sprząta maleńkimi łapkami:)))
  • e.urlik Aniaaaa, nie pozwól Malutkiej głupot od kołyski robić, bo jeszcze jej tak zostanie!!!
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Ewuniu, przecież to Panna, na to nie m lekarstwa;)))
  • 45gogula Wiosnę niby czuć, ale tylko w ciągu dnia, bo zimą mrozi u mnie jeszcze dość mocno, no nie minus 20 ale zawsze. Dobrze bo rośliny by za szybko bujnęły. U mnie też już dawno po świętach, chociaż tu i ówdzie jeszcze ozdobne niedobitki zostały. Niestety co do sytuacji krajowej… może nazwy krótkie, ale czy jest wybór? Zaś ostatnie wydarzenia bardzo rozczarowujące, wszystko jakoś tak mało poważnie na czele z nazwą, ale może to właśnie takiej odmiany potrzeba.
  • Gość *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Gosiu:-) Wiosna jako powiew świeżości, przebudzenie, nadzieja – oby tak się stało. Dzień trochę dłuższy, słońce wyżej, tak jakby najgorsze było za nami. Nie znoszę ciemności przez większą część dnia, braku słońca. Widziałam bazie na leszczynie, trochę za wcześnie.
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Wczoraj

Zanotowane wczoraj.
Jest 22.40. Już. Znowu zbyt szybko minął dzień. Jeśli mam coś do załatwienia poza domem – mija jeszcze szybciej. Dziś zaliczyłam wizytę u pani doktor od osteoporozy. Z pozytywnym rezultatem ponieważ nic mi się nie popsuło od poprzedniego razu, czyli od przeszło roku. Wprawdzie na tych obrazkach trochę inaczej wygląda niż poprzednio, starałam się porównać i zrozumieć cokolwiek, ale! Co ja tam wiem, przyjmuję na słowo zdanie fachowca i się cieszę. W drodze powrotnej do domu zatrzymaliśmy się kupić pierogi na obiad. Nie zdążyłam wieczorem niczego przygotować, czułam się zmęczona i pogrążyłam się w lekturze w ramach odpoczynku („Poetka i książę” Manueli Gretkowskiej), więc pomyślałam o pierogach. O rety, mówię Wam, takich dobrych nie jadłam od wieków. Wzięłam ruskie oraz z nadzieniem z kaszy jęczmiennej z pieczarkami. Te drugie mnie zaskoczyły smakiem, w życiu bym nie pomyślała, że mogą być takie pyszne. Pani dała jednego do spróbowania dlatego się zdecydowałam na zakup.
Babcia D. wzięła dokładkę, co zdarza się niezwykle rzadko:)))
W budyneczku, w którym teraz są sprzedawane (oraz robione i gotowane) pierogi wcześniej był sklepik (przed otwarciem Biedronek dwóch), fryzjer, zakład kosmetyczny i kebab. Wszystkie interesy się szybko zwinęły. Może pierogi odczarują to miejsce? Chciałabym, żeby zostały na zawsze. Cóż to za wygoda w kulinarnie awaryjnych sytuacjach.
A dziś (piątek) ugotowałam kapuśniak i się „gryzie”. Idealny jednogarnkowy obiad. Dobrze, że szybki, bo ciągnie mnie do książki, jak zaczęłam to przecież muszę skończyć:) Aha, nie myślcie sobie, że nie czytałam niczego ponieważ się tym nie chwaliłam dłuższy czas. Bez książek to ja nie żyję, ja i książki to jedno – mogłabym powiedzieć. Czytam na okrągło ileś rzeczy jednocześnie, nie są to jednak pozycje na tyle poważne, by o nich mówić, potrzebne mi są jedynie dla pokrzepienia serca zestresowanego mnogością sytuacji zewnętrznych, które przychodzi człowiekowi przeżywać i przetrzymać by się chciało w jednym kawałku. W sensie – aby nie wybuchnąć niczym granat;)))

1.02.2019

  • veanka Tak, czas jest bezlitosny i bardzo się spieszy, szczególnie teraz, zimą;).
    Dobrze, ze densytometria, oprócz zdjęcia ma także opis, bo przynajmniej można z tego coś zrozumieć. Ja niestety, muszę co kwartał brać zastrzyki z Bonvivy, ale lek pomaga i osteoporoza ładnie się cofa.
    Też nie piszę o wszystkich przeczytanych książkach, bo niektóre to są takie zwykłe czytadła, albo książki już kiedyś przeczytane. Piszę o książkach, które mnie w jakiś sposób poruszyły.
  • tessa37 U mnie dziś pomidorową z ryzem i muffinki z jablkami:) Tyle o tym pisalysmy, że mnie naszło:)
    A propos tego, czego można dodać zamiast maślanki, ja robiłam już też ba mleku kokosowym z ananasem(a la pina colada;) i z piwem, te oczywiście na wytrawnie;) Pierogi nadziewane kasza uwielbiam:)
    kotimyszkot

    Nie czytałam jeszcze „Poetki..”, a po opisie widzę, że mogłaby się spodobać, pora zapolować na ebooka 🙂

  • e.urlik My baby jesteśmy biedniutkie z tymi różnymi przypadłościami związanymi z wiekiem. Cieszę się, że nie jest gorzej z twoimi „kościami”. Osteoporoza jest paskudna, ciągle trzeba uważać i powtarzać sobie „nie łam się”! A, i jeszcze muszę powiedzieć, że ja mam w „Społemie” pierogi z jagodami!
  • Gość: [emma_b] *.neoplus.adsl.tpnet.pl a ja moje lektury traktuję bardzo osobiście i właściwie nie lubię odpowiadać na pytanie co czytam. nie wykluczam, że to jakieś zboczenie.
  • mmzd Ania, no popatrz ! czytamy to samo !
    I jak wrażenia ? – ja, szczerze mówiąc, mam raczej mieszane..
    Cieszę się, że kostki OK, u mnie niestety znacznie się pogorszyło, i teraz szukam jakiegoś sensownego leku, bo na razie mnie pasą Dibase co 2 tygodnie, i musującym (nienawidzę!!!) calcio carbonato, a podejrzewam, że przy moim sinusoidalnym kręgosłupie to nie wystarczy.
    Ale, jak mówi nieoceniona Ewcia, – nie łammy się !!!
    buziak
  • urszula97 „Emeryci nie mają czasu”,cięzko było mi to zrozumieć kilka lat temu,wręcz było to dla mnie śmieszne,teraz i ja to rozumiem,ani się człowieku nie obejrzysz a juz wieczór,z jedzeniem też kombinuje,dania jednogarnkowe bądź duża ilośc i zamrozić,dobrze że badania wyszły dobrze.
  • kobietawbarwachjesieni Ja wczoraj udusiłam mięso z kurczaka i z indyka i zamknęłam w słoiki. Teraz stoją pod kocykiem. Czeka mnie jeszcze najmniej dwukrotne ich gotowanie, ale jak będę wracała z rehabilitacji, to będzie łatwo zrobić obiad.
  • annazadroza Veanko:-) Ruch dla kości jest dobrodziejstwem, dlatego pies jest najlepszym pomocnikiem w terapii bo wyjść trzeba bez względu na chęci i pogodę. Jesienno-zimową porą biorę vit.D3 -4000j.m. W badaniu krwi wyszła większa zawartość D3 niż rok temu, już w normie.
    Książki, które kocham czytałam dawniej co najmniej raz w roku, teraz musi mi wystarczyć świadomość, że je mam bo czasu nie starcza by do nich wrócić.
  • annazadroza Tesso:-) Kapuśniak dziś wykończyliśmy. Babkę piaskową upiekłam, strasznie dawno nie sięgałam do tego przepisu i mi się zachciało, też na skutek naszych kulinarnych rozmów:)
    Do muffinek nadaje się każdy płyn jaki jest w domu. Nie robiłam z piwem, ale wcale na pikantnie nie robiłam, to jeszcze przede mną:)
  • annazadroza Myszokocie:-) Na pewno wygodniejsza to forma czytania, ale ja kocham książki, dotyk papieru, zapach świeżej farby drukarskiej. Dotyk starych, pożółkłych kartek też… zboczenie takie:)
  • annazadroza Ewuś:-) Bieganie z/za psem to dobra sprawa dla zdrowia kości i ich całości:) Wiesz, nie tylko my mamy problemy z „kościami”, faceci też. Zadbaj o swego, ja daję vit.D3, bo jak się człek połamie…to koniec świata.
    Jak masz pierogi pod ręką to Ci dobrze:) Ratunek masz w razie czego;)))
  • annazadroza Emmo:-) Czytanie to intymna sprawa i wcale nie ma obowiązku opowiadania o wszystkim, co się czyta. Typ lektury zależy od wielu czynników – od pory roku, nastroju, fazy księżyca itp., itd. Tak myślę.
  • annazadroza Magduś:-) Na razie wrażeń wcale nie mam, musiałam odłożyć czytanie. Jak przeczytam to powiem.
    Bidusia:( Może inny lek, np. taki jak Veanka bierze, pomógłby? Najważniejsze, że jest możliwość poprawy stanu kości, jak nie jednym preparatem to innym. Kiedyś takich badań nie było i kobiety się łamały, albo chodziły pochylone, co sama pamiętam.
    Poza tym leki nie są po to, żeby smakowały, tylko, żeby pomagały, choć obrzydliwe nieraz są w smaku, Magdusiu kochana. Na pewno jakieś uderzeniowe dawki Ci potrzebne, skoro nie pomogło.
    Buziaki :)))
  • annazadroza Ula:-) Masz rację, ani się obejrzysz już wieczór. Od pewnego czasu gotuję jednodaniowe obiady, albo drugie, albo zupa z chlebem ewentualnie (ja nie lubię ale babcia D. chlebek lubi). W zamrażalniku zawsze coś jest, żeby gotowe było do rozmrożenia i spożycia, no i żeby się nic nie marnowało.
  • annazadroza Marysiu:-) Przypomniałaś mi, że był czas, kiedy wszystko się do słoików wkładało i pasteryzowało. Nawet na wyjazdy wakacyjne słoiki się szykowało przez cały rok.
  • kotimyszkot Aniu, ja też kocham i nigdy nie przestanę.. jednak w większości czytam późnym wieczorem lub nawet w nocy gdy się przebudzę, a wtedy nie szeleszczę Mężowi nad uchem, nie budzę go, mogę powiększyć litery gdy męczą mnie małe litery i mam podświetlenie dzięki czemu nie świecę nikomu lampą po oczach 😉 Książki papierowe zabieram na wakacje, na plażę i wszędzie tam gdzie mogę czytać w dzień.. Kiedyś wydawało mi się, że nie dam rady się przyzwyczaić do czytnika, teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia 🙂
  • annazadroza Myszokocie:-) Na pewno wygodniejsze w użyciu, korzyści istotne wymieniłaś i jeszcze dostępne pod ręką w każdej chwili. Z przyjemnością patrzę na osoby czytające w autobusie, na przystanku. Ja ogólnie jestem mało techniczna i dlatego pewnie się nie przyzwyczaję, chociaż… nigdy nie mów nigdy;)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Zimowo ale ładnie

Zrobiło się biało,
zrobiło się czysto.
Świat cały okryty
pierzynką puszystą

przycupnął, przystanął,
zatrzymany w biegu
z zachwytem się witał
z płateczkami śniegu.

W świetle dwóch latarni
iskierki się skrzyły,
wesoło z gwiazdeczkami
w berka się bawiły.

Gdzie spojrzeć – pustynia
zda się być bez skazy,
tak można malować
zimowe obrazy.

Wtem – coś się czarnego
nagle pojawiło,
biel śniegu złamało,
ciszę zakłóciło.

Cztery szybkie łapki,
dwa uszka sterczące,
ogonek puchaty
i ślepka błyszczące.

To Szilka kochana
– odgadnąć nie trudno –
biegnie tu z radością
by nie było nudno:)))

30.01.2019

  • e.urlik Jesteś niesamowita!!! Cudny wierszyk, jak wszystkie twoje wierszyki. Taki ciepły, choć zimowy!
  • emma_b potwierdzam słowa Ewy. no i fajnie, że Szilka się załapała:)
  • Gość: [L.C.] *.centertel.pl Super Aniu,podzielam opinie
  • veanka Ślicznie! Tak ładnie piszesz o zimie i tak ciepło o Szilce, wzruszyłam się.
    Ale pozytywnie, tak ciepło zrobiło mi się na sercu:).
  • annazadroza Ewciu:-) Ty to potrafisz podnieść człowieka na duchu:))) Dzięki:)))
  • annazadroza Emmo:-) Dziękuję w imieniu Sziluni:)))
  • annazadroza Legendarna:-) Jak miło, że wpadłaś, buziaki i wielkie dzięki:))) Głaskanki dla psiaków:)))
  • annazadroza Veanko:-) No bo jak inaczej? Przecież nasze wszystkie zwierzaczki są takie kochane, takie dobre i tyle miłości okazują jak nikt inny na świecie:)))
  • Gość: [urszula97] *.static.ip.netia.com.pl Bajeczny wiersz z pieskiem, cudowny.
  • urszula97 Bajeczny wiersz zimowy z pieskiem w tle,cudowny.
  • annazadroza Uleńko:-) Bo nasze pieski są cudowne:)))

Dodaj komentarz

© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii wierszydełka, Wymyślanki | Dodaj komentarz