W Niedźwiedzim Lesie dzwonek wesoły
obwieścił, że już czas do szkoły.
Zewsząd misie zaczęły przychodzić,
chociaż nie każdy do szkoły chciał chodzić.
Jeden miś ziewał, bo spać mu się chciało.
Drugi jadł miodek, wciąż było zbyt mało.
Trzeci się wspiął na wysoką sosnę,
– Zejdę – powiedział – wtedy, gdy urosnę.
Czwarty i piąty – bawiły się w berka,
szósty – zza świerka z ciekawością zerka,
siódmy zagapił się na pszczołę,
ósmy chciał oka liczyć na rosole,
dziewiąty smacznie w cieniu chrapał,
dziesiąty biegł aż się zasapał.
Wszystkie misiaczki podobne były,
z jednej rodziny pochodziły.
Lecz co to? Krzaki zatrzeszczały,
z nich się wysunął nosek mały,
puchaty łepek, łapki, brzuszek,
ogólnie – misia cały kłębuszek.
Spojrzał nieśmiało, usiadł przy krzaczku.
– Hej, a któż jesteś, ty nieboraczku? –
krzyknął największy z dziesięciu miś. – Skąd się tu wziąłeś akurat dziś? I czemu jesteś taki łaciaty Jakbyś od krowy pożyczył łaty? My wszystkie mamy kolor brązowy i niepodobne jesteśmy do krowy –
zawołał miś, co siedział na sośnie
i nie chciał zejść póki nie urośnie.
Nadeszła pani Niedźwiedzica.
Przybyszem jęła się zachwycać.
– Jakiś ty śliczny, słodki, puchaty, bardzo podobny jesteś do taty. Widziałam wczoraj w telewizji gdy twa rodzina była na wizji dość długo, więc się przyjrzałam. Od razu ciebie rozpoznałam.
Łaciaty misiek przekrzywił główkę,
do pyszczka włożył słodką krówkę
i zaraz chętnie poczęstował
misia, który za drzewem się chował. – Ja jestem przecież waszym kuzynem! Chciałbym pobawić się odrobinę z wami, poznać, korzystając z okazji, że przyjechałem tutaj wprost z Azji. Ja jestem Panda, słyszeliście o mnie? – Tak, i cieszymy się przeogromnie z twoich dzisiejszych u nas odwiedzin W naszym przepięknym Lesie Niedźwiedzim.
Wszyscy wesoło się bawili
Póki rodzice Pandy nie przybyli.
Misie serdecznie się pożegnały,
Listy do siebie pisać obiecały.
A.Z. 2005 /4.01.2019
babciabezmohera Sympatyczny wierszyk. 😉
A nie za wcześnie się niedźwiadki ze snu zimowego pobudziły?…
annazadroza BBM:-) Kiedy misie oglądają tv, chodzą do szkoły to wszystko może się zdarzyć:)
Właśnie wykopałam teczkę z takimi kilkoma dyrdymałkami, o których myślałam, że przepadły na amen. Ucieszyłam się, że są, bo to dla małej wnusi wymyślane bzdurki były.
45gogula Bardzo sympatyczny wierszyk i taki z morałem, o poznawaniu nowego, tolerancji.
urszula97 Kapitalny wierszyk dla dzieciaków i nie tylko.Ostatnio kupiłam Olkowi ksiązeczkę z małymi wierszykami i obrazkami,trochę mnie zasmuciło że wierszyki jakie ja znałam zostały trochę zmodyfikowane,tak samo oglądając bajkę „Rolnik szuka żony’ też w piosence zmieniono tekst ,to jest nie fajne.
gregoria1 Cudny wierszyk.Wszystkiego najlepszego w tym 2019 roku.
emma_b mnie się też bardzo podoba wierszyk o Niedźwiedzim Lesie. mam wielką słabość do misiów i nawet przez chwilę dzieckiem się poczułam:)
veanka Oby niedźwiadki słowa dotrzymały i te obiecane listy pisały;)
Bo ludzie już o tym sposobie komunikowania się zapomnieli…
e.urlik Piękny wierszyk, cudny, nawet wyobraziłam sobie obrazki do niego. Ech, miśki wesołe u ciebie, a bandyci i mordercy znowu planują odstrzał żubrów i dzików 🙁
annazadroza Gosiu:-) No proszę, nawet morał znalazłaś! Jesteś wielka:)))
annazadroza Urszulko:-) Też nie lubię, kiedy z mienione zostaje coś, do czego jestem przywiązana. W duszy zostaje pierwsza wersja bajki, piosenki, tłumaczenia i żadna inna nie może się potem z nią równać, bo to już jest coś zupełnie innego.
annazadroza Gregorio:-) Dzięki:) I Tobie niech się spełni co tylko zechcesz:)))
annazadroza Emmo:-) Takie bajkowe misie są cudne. Z prawdziwym jednak nie chciałabym się spotkać oko w oko, oglądałam niedawno takie bliskie spotkania w tv. Delikwent przeżył, ale ja miałam dreszcze słuchając relacji.
annazadroza Veanko:-) Ludzie listów nie piszą, to prawda. Sama przestałam, choć lubiłyśmy z kuzynką do siebie pisać i mam stosiki różnych kopert, teraz tylko krótkie słowa przez internet albo komórkę. Tak jakoś szybko się wszystko toczy, że nie zdążamy.
Do babci pisałam co tydzień opowiadając o wszystkim co w szkole, w domu. Fakt, telefonów jeszcze w Tenczynku nie było. Strasznie żałuję, że dziadkowie nie doczekali w domu telefonu.
annazadroza Ewuś:-) Nic mi o tych bandytach nie mów. Żeby tak sami wzajemnie się wytłukli!
Był okres w moim życiu, kiedy często jeździłam tramwajem linii 33 aż do pętli, wsiadając przy Świerczewskiego. Kiedy tramwaj skręcał z Rakowieckiej w Komarowa zawsze z podziwem patrzyłam na działki. Czekałam na ten fragment trasy, żeby napatrzeć się, nasycić oczy. Był piękny przez wszystkie cztery pory roku. Od wiosny do jesieni przyciągało wzrok szaleństwo zieleni wraz ze wszystkimi barwami tworzonymi przez naturę i zaklętymi w kwiatach. Panowały tu spokój i radość. Starsi ludzie siedzieli na ławeczkach przed altankami albo pracowali pochyleni, wdychając zapach ziemi zbierali owoce swej pracy. Byli szczęśliwi. Dla wielu z nich było to jedyne szczęście. Zimą na drzewach, krzewach, altankach osiadał miękki, puszysty śnieg i przejeżdżając obok miałam wrażenie, że mijam krainę baśni.
Nic nie stoi w miejscu, zmieniło się moje życie, zmieniły się nazwy ulic, zmieniła się trasa, jeździłam w inną stronę miasta. Po długim czasie zdarzyło mi się znów jechać poprzednią trasą. Czekałam, by ujrzeć zapamiętaną oazę spokoju i zieleni. Czekałam na próżno. Ujrzałam martwe to, co w mej pamięci dotąd żyło i promieniowało radością. Połamane drzewa i krzewy, ziemię przerytą buldożerem czy też innym podobnym potworem, szczątki altanek, ławeczek i jakieś bezkształtne przedmioty nie do zidentyfikowania.
W tym obrazie zniszczenia przykuł mój wzrok starszy człowiek siedzący pod gołym niebem na kanapie. Siedział nieruchomo zapatrzony w dal. Jego twarz miała tak smutny, tak potwornie smutny wyraz jakby patrzył na umarłą najbliższą sobie istotę, jakby chciał tak zastygnąć na wieki.
Obok mnie stali w tramwaju dziewczyna z chłopakiem. Dziewczyna również zwróciła uwagę na nieruchomego człowieka. Była widocznie przez naturę obdarzona sporym stopniem wrażliwości, odczuła smutek starszego człowieka i podzieliła się spostrzeżeniem z partnerem. Obejrzał się, wzruszył ramionami.
– Też coś, przecież to tylko działka – powiedział.
Dziewczyna umilkła, nie odezwała się więcej, zaduma i mrok pokryły jej ładną twarz.
Tramwaj dojechał do pętli, wysiadłam ale wciąż miałam przed oczyma starego człowieka, który siedział.
20.02.2019
kotimyszkot Pięknie napisane Aniu.. aż czuć te emocje i tęsknotę za tym, co było..
babciabezmohera Wszystko się zmienia. I wcale nie zawsze na lepsze…:(
e.urlik Kilka dni temu znalazłam w necie zdjęcie domu, w którym mieszkali moi Dziadkowie. Stary dom w Katowicach-Ligocie, gdzie mieszkało wiele rodzin. Dziadek miał tam swój kawałek podwórka, na nim kury i obowiązkowo gołębie, Babcia kawałek ogródka, wypielęgnowanego i pachnącego. Spędzałam tam zawsze część wakacji i ferii, a kiedy wracałam, to mówiłam tylko po śląsku. Teraz to ruina, nie ma śladu po gołębiach i po cudownych kwiatach w ogródku. Są śmieci i śmierć. Wiem jak to jest, kiedy zabierają ukochane miejsce.
urszula97 To aż działka, z biegiem lat człowiek lubi to czego nie lubił jako nastolatek,
Jako młodka bardzo nie lubiłam działki, mielismy kartoflisko i ogródek przy domu.Krótko po ślubie 1/4 działki uprawialismy sobie u rodziców(warzywka i truskawki),teraz uwielbiam ale nic na siłę, to ma sprawiać radość no i swoje warzywka mieć ,kwiatów naciąć,wzrok nasycić.
fusilla Mieliśmy działkę w czasach, kiedy o wszystko trzeba było walczyć. Mieć wlasne owoce i warzywa, nawet jaja i własne kury, to wtedy było coś. Oczywiście dla Progenitury, praca na niej to był prawdziwy „dopust boży”! Jakie zatem było moje zdziwienie, gdy i Córka , i Syn, mając własne rodziny, kupili działkę i z wielkim zapałem się na niej spełniają! 🙂
annazadroza Myszokocie:-) Serce nie sługa i kocha różnie – kota, psa, działkę, auto, czasem innego człowieka…
annazadroza BBM:-) Tak to już jest, miejmy nadzieję, że przed nami tym razem prawdziwie dobre zmiany…
annazadroza Ewuniu:-) Też wiem. Pojechałam z wnusią do Tenczynka na cmentarz i przy okazji chciałam jej pokazać domek babci, a tam już byli obcy ludzie… poryczałam się jak głupia…
annazadroza Ula:-) Dzieci z reguły nie lubią działek, szczególnie gdy zmusza je się do jakiejś pracy. No, chyba, że to dzika działka w lesie i można cuda-niewidy wyczyniać;))) Dopiero z wiekiem się nabiera mądrości i ochoty do robienia czegoś, sadzenia, zbierania plonów, oglądania kwiatków i to cieszy.
annazadroza Fusilka:-) No właśnie, dowód na to, że z wiekiem mądrości przybywa. Niektórym oczywiście, są na nią zaimpregnowane jednostki w ilości niemałej…
Super taka działka była, mnóstwo jabłek miałam, przez całe lato piekłam po dwie wielkie blachy ciasta z jabłkami. Mały był wtedy jeszcze na diecie bezglutenowej, więc podwójnie piekłam, był to okres, kiedy chłopcy rośli i dosłownie zasysali każdą ilość;)
marijana2 To nie tylko działka, to kawałek czyjegoś życia…
emma_b wyobraziłam sobie tego starszego pana na kanapie i zrobiło mi się przeraźliwie smutno:(
krzysztof213 Czas wszystko zmienia i nieraz tak są ciche wspomnienie tamtych czasów jak tubu ciebie z działką się przypominają
W czasach kiedy człowiek nie chce patrzeć na człowieka i walka klas trwa nadal
I to może tu nawet sie dziać
Że człowiek patrzył i nikt go nie widział gzie jedna kobieta miała empatię gdzie facet nie miał serca
To jest bardzo psychogicne
Bo i tu były działki których nie ma i choć to te same miasto a jednak tak inne jak moze już wszystko i ja
annazadroza Marijanko:-) Najczęściej kawał życia, szczególnie w przypadku starszych ludzi. Na pewno mnóstwo wspomnień…
annazadroza Emmo:-) Miałam przez pewien czas działkę i widziałam, jak starsze osoby (ja byłam jeszcze młoda) są przywiązane do swego działkowego życia. Spotykały się tam grupki znajomych, panie przynosiły ciasta, panowie coś jeszcze, jednym słowem życie towarzyskie kwitło od wiosny do później jesieni. A na doroczne zebranie w maju panie ubierały się w eleganckie stroje:) Naprawdę.
annazadroza Krzysztof:-) Wszystko się zmienia, tak już jest, nowe wypiera stare i nic na to poradzić nie można. Co nie znaczy, że w duszy się z tymi zmianami godzimy i przestajemy tęsknić. W sercu na zawsze pozostają pewne obrazy, sytuację, których nie ma i powrócić nie mogą, a w sercu są wciąż żywe.
Dziś prawdziwa wiosna w powietrzu. Wybrałam się po zakupy, przez cały tydzień nie byłam w sklepie, więc to i owo się skończyło, należało odnowić zapasy. Ponieważ blisko i na chwilę – ubrałam cienką kurtkę i dobrze zrobiłam, bo zgrzałabym się jak mysz kościelna. Swoją drogą dlaczego się mówi – jak mysz kościelna – czy ktoś wie? Mamy zakodowanych mnóstwo różnych powiedzonek, używanych automatycznie a jak się zastanowić to nie wiadomo skąd się wzięły i jakiegoś sensu trudno się doszukać.
Jak co roku wiosną, kiedy śniegu już nie ma, bardziej wyraźnie rzucają się w oczy tony śmieci zostawianych na poboczach, trawnikach, koło torów to już w ogóle jedno wysypisko się tworzy. Jeszcze nie tak dawno chodziliśmy z psami takim fajnym skrótem obok działek, potem nieużytkami aż do tzw. centrum handlowego. Mówię „tzw.” bo to jeden budynek z kilkoma sklepami, ale nazwa szumna być musi. Teraz moda na słowo „centrum”. Tak mi się skojarzyło odnośnie mody na nazwy. Najpierw np. był Dom Kultury, potem Centrum Kultury, teraz używa się określenia Arena – wcale nie w związku z areną cyrkową, widziałam już ciucholand z „areną” w nazwie. To świadczy chyba tylko o tym, że język jest wciąż żywy i rozwija się, poszerzając znaczenie słów.
Cóż mnie tak znosi na boki, dryfuję zamiast wprost dążyć do celu. A chciałam tylko powiedzieć, że mnie cholera wzięła, bo nawet pod ogrodzeniem schroniska jakieś paskudne typy śmieci wyrzucają, o zgrozo, części samochodowej karoserii się walają! Butelki szklane i plastikowe, puszki po piwie i opakowania po zakąskach to normalka, ale kawałki aut? A dalej, gdzie przejście było to już ciężarówkami chyba jakieś resztki z ogrodów wywożą, bo naprawdę wielka ilość się zgromadziła. Oj, marudzę, wiem, że marudzę ale tak by się chciało mieć wokół ładne miejsca, czyste, uporządkowane gdzie bezpiecznie dałoby się spacerować bez groźby zatrucia (już olejem czy innym chemicznym świństwem był teren skażony), skaleczenia czy utonięcia w odpadkach. Mąż żartował, że bar pod chmurką już otwarty. No dobrze, ale nie mogliby zabrać ze sobą tych pozostałości po konsumpcji? Przecież jak przynieśli pełne to puste łatwiej zabrać z powrotem, prawda? Tak samo jest na turystycznych szlakach górskich. Ci „turyści” wnoszą pełne naczynia różniste a potem fruuu i w krzakach lądują puste. Czy nasze społeczeństwo kiedykolwiek się zmieni pod tym względem? Wiem, pytanie retoryczne.
O wiele przyjemniej idzie się miejscami rzadziej uczęszczanymi. Tam wiosnę naprawdę można poczuć i zobaczyć. Ździebełka świeżej trawy zaczynają się pokazywać, Szilunia je wyszukuje i zjada. Ptaszki śpiewają, skaczą po gałązkach aż miło popatrzeć. Bez ma pąki nabrzmiałe, mam nadzieję, że on, ten mój bez, zdaje sobie sprawę z tego, iż dopiero jest luty i nie zechce pachnieć już teraz. Kusi mnie aby wyjść do ogródka,
lecz nie, nie dam się omamić, ponieważ jeszcze do końca nie wydobrzałam, więc zachowując resztki zdrowego rozsądku oprę się pokusie;) Jedynie rozsypałam na trawie kilka torebek (po cukrze) przez zimę ususzonej (zużytej) herbaty. Zawsze to naturalny nawóz. Jak dobrze, że dzień już dłuższy i słoneczko coraz wyżej i dłużej świeci. O, a teraz Franuś przyszedł w odwiedziny:)))
19.02.2019
krzysztof213 I chociaż tu nie daruj sobie samego samej narzekania
Bo ludziom na żywo lepiej za dużo nie mówić
I piękne iść peryferiami
I nie zazdroszczę ale tak iść z psem na spacer
Zawsze lepiej niż samemu i ba widzę że ludzie rozmawiają z psami bardziej niż z ludźmi …
krzysztof213 I nie centrum handlowe i jeszcze lepiej galeria hmm jak handlowa to ok
Ale ludzue chodzą do galerii i nie że sztuką hmm żartuje z przekąsem
emma_b jak o śmieciach czytam, natychmiast nóż mi się w kieszeni otwiera. mam ten sam problem z lasem i plażą. zgroza!
e.urlik Wokół mnie same lasy pełne śmieci. Lasy są piękne, brzozowo-sosnowo-dębowe, ale idioci mają to gdzieś. Taką Ziemię dostaną w spadku nasze dzieci. Dalej uczmy religii, zamiast bycia człowiekiem i odpowiedzialnym obywatelem. A Krzysztof ma rację: psy łączą i łagodzą obyczaje. I dobrze, że kot przychodzi.
babciabezmohera Znam powiedzenie 'biedny jak mysz kościelna’- i ono da się logicznie uzasadnić. 😉
A śmieci są irytujące. Moje miasteczko w zasadzie jest bardzo czyste, ale po otwarciu sporego marketu wokół stworzyła się strefa śmieci najrozmaitszych. Myślę, że ten że sklep powinien wystawić ze 2-3 kosze albo regularnie sprzątać. 🙁
kotimyszkot Z tą myszą to i ja bardziej słyszałam powiedzenie „biedny jak mysz kościelna”, a o poceniu „spocić się jak ruda mysz” (nie wiem czemu akurat ruda poci się bardziej 😉
Najtrudniej wytłumaczyć nasze powiedzonka dziecku, dla którego słowo ma jedno znaczenie i jeszcze „za Chiny ludowe” nie łapie niuansów 😉 To już łatwiej uczyć go porządku i bardzo przykładam do tego wagę.. choć jak z nim wędrujemy, to aż wstyd za te śmieci i brud który widzimy dookoła. Ostatnio mnie pyta – Mamo, czemu ten pan wyrzucił butelkę na trawę, a powinien do kosza? Ano powinien dziecko.. powinien.
annazadroza Krzysiu:-) Zapomniałam o „galeriach”, które nic wspólnego ze sztuką nie mają.
Co do rozmowy z psami – to one są cudowne i czasem zdecydowanie więcej mają nam do powiedzenia niż niektórzy osobnicy na dwóch nogach. Moja Szilka np. normalnie rozmawia, a zasób słów ma duuuży:) Skituś natomiast nie gada, tylko się patrzy wielkimi ślepiami albo się przytula:)))
annazadroza Emmo:-) Dlatego noża nie noszę ze sobą, żeby mi się nagle sam nie otworzył…
annazadroza Ewuś:-) Masz rację, nie uczy się tego co potrzeba, wręcz przeciwnie. A teraz tę deformę i zepsutą szkołę pani z wytrzeszczem zostawi i będzie się ewakuować za granicę…
annazadroza BBM:-) Chyba tym, że nic do jedzenia w kościele nie ma, przynajmniej dla myszy?
Pewnie, że przed wszystkimi sklepami powinny być pojemniki na śmieci, przy drogach, chodnikach też. Chociaż… nieraz widać kosz przy ławeczce a masa butelek i puszek i tak się poniewiera obok na ziemi. Jest jakieś ogólne pozwolenie na śmiecenie w miejscach publicznych.
annazadroza Myszokocie:-) O rudej myszy nie słyszałam. Znam tylko rudego kota:)
Na pytanie synka aż prosi się głośno powiedzieć – „bo ten pan jest brudasem” – patrząc delikwentowi w oczy, może by się zawstydził? Ale pewnie nie…
Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowa, życzenia, Ciepłe i Puchate! Z pewnością dzięki temu jest m i lepiej i nawet wczoraj wyszliśmy rodzinnie z psami na spacer, czym wielce uradowane były:)
Wczoraj usłyszałam w tv, że radni w Krakowie przyznali opiekunom niepełnosprawnych dodatek w wysokości 500 zł. miesięcznie. O taką sumę walczyli w Sejmie rodzice, głównie matki, którym strażnicy wykręcali ręce i siłą odrywali od okiennych framug. A one tylko chciały upomnieć się o swoje dzieci, które choć ukończyły 18 lat, to niepełnosprawności nie zostawiły za sobą i będą się z nią borykać do swoich ostatnich dni. Swoich i rodziców.
Protest zaczął się 18. IV.2018 r. Od razu mam w oczach mamę, którą najbardziej zapamiętałam, panią Iwonę Hartwich, ona wtedy przedstawiła dwa główne postulaty. Chodziło o wprowadzenie dodatku rehabilitacyjnego dla osób z niepełnosprawnością niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18-go roku życia w kwocie 500 zł. miesięcznie. W drugim postulacie chodziło o zrównanie kwoty renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, oraz stopniowe podwyższanie tej kwoty do równowartości
minimum socjalnego.
W 2014 r. za rządów PO-PSL koczowali rodzice w Sejmie przez 17 dni i wywalczyli podwyższenie świadczenia pielęgnacyjnego dla rodziców, którzy musieli zrezygnować z pracy, żeby opiekować się dzieckiem bez względu na jego wiek – do najniższej krajowej.
11.V.2018 Sejm przyjął ustawę o wsparciu dla niepełnosprawnych wprowadzającą udogodnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych oraz wyrobów medycznych. Nic jednak z tego nie będą miały dzieci niewidome, upośledzone czy z zespołem Dawna – mówili rodzice. Oni prosili o 500 zł. na życie.
Protest został zawieszony po 40-tu dniach. Przez czas trwania był tematem szeroko omawianym w mediach. Ludzie, którzy pojęcia nie mieli co oznacza opieka nad niepełnosprawną osobą przez 24 godziny na dobę zastanowili się, coś zrozumieli, inaczej spojrzeli na problem, pomagali, wyrażali poparcie i sympatię. Dla mnie te matki są prawdziwymi bohaterkami. Dobrze, że radni w Krakowie to zrozumieli, oby w innych miejscowościach też tak się stało. Napisałam jeszcze o stosunku tzw. obrońców życia ale mi się skasowało. Widocznie nie są warci wzmianki, bo tylko złe emocje budzą się… Tak samo jak wtedy, gdy widzę reklamy środków na potencję dla facetów. A gdzie reklama środków dla kobiet, żeby się mogły obronić przed tymi facetami i nie zachodziły w ciąże niechciane? Przecież potem z tymi dziećmi i tak same zostają. Faceci biorą następną tabletkę i fruną do następnego kwiatka…
18.02.2019
e.urlik Dobrze, że nie wspomniałaś o tzw. obrońcach życia, bo robi mi się niedobrze i życzę im wszystkiego najgorszego, bez litości. To samo dotyczy „leków” dla facetów i to wmawianie wszystkim, że oni to biorą DLA KOBIET, bo przecież wszystkie są tak napalone, że jeśli facet nie sprosta to cały świat pogrąży się w chaosie. A przecież powinni raczej środki antykoncepcyjne promować, w każdej postaci i dla obu płci. Ech…
emma_b ciekawe, że jak się chce, to można całkiem spore pieniądze wygospodarować…za Krakowem powinny pójść inne miasta, bo nie ma chyba bardziej pokrzywdzonych przez los istot niż takie rodziny.
krzysztof213 hmm oo seksie
Nie każdy jest taki przecież chodzi o pieniądze i nie ma miłości
lecz i smutne to ze jeszcze trzeba żyć w takim kraju gdzie rodzice nie mają na dzieci
Ale ze dam piosenkę i dziękuje za komentarz bardzo mi miło
No ze taki komentarz był to napiszę jeszcze lubię książki i kwiaty oraz psy www.youtube.com/watch?v=8-rZC6cu4dc
urszula97 Wielkie brawa, czytałam też że chcą wprowadzać systematycznie 500 plus dla rodzin z 1 dzieckiem,
annazadroza Ewuniu:-) Cóż poradzić, że część rodaków żyje mentalnie w średniowieczu i resztę chciałaby też tam wciągnąć. Mam wciąż nadzieję, że „ludzi dobrej woli jest więcej”…
annazadroza Emmo:-) Zgadzam się z Tobą, to najbardziej skrzywdzone przez los istoty i całe rodziny, już nic gorszego nie może być niż oglądać na co dzień nieszczęście i cierpienie własnego dziecka, i nie mieć jak i za co mu pomóc.
annazadroza Hanulko:-) Cieszę się, że też tak myślisz:)))
annazadroza Krzysiu:-) Kto lubi kwiaty, książki oraz psy jest bardzo dobrym, wrażliwym człowiekiem:))) Dziękuję za link, robi wrażenie i pobudza do refleksji.
annazadroza Uleńko:-) Najbardziej przydałoby się te 500+ matkom samotnie borykającym się z losem.
krzysztof213 Dzięki za te słowa
Że dziś liczą się pieniądze dla wielu osób u nic więcej nieraz tak bardzo upada ten piękny kraj z wiarą katoliczką na czele
Więc spokojnego wypoczynku
Gdzieś człowiek musi się wygadać jak w społeczeństwie klasowym nieraz nie może
annazadroza Krzysiu:-) Dzięki, pozdrawiam Cię serdecznie i… pogłaszcz pierwszego pieska, jakiego dziś napotkasz na swej drodze:) Następne możesz również:)))
marijana2 Oby to była jaskółka, która wiosnę w całym kraju uczyni.
Wielkie brawa dla Krakowa!
annazadroza Marijanko:-) Oby, oby coś lepszego zaczęło się dziać:)))
Zaniedbałam Was, nie zaglądałam do Waszych blogów, bo nie mam siły, jeszcze mi nie przeszło. Wrzucam tylko na szybko kilka słów i uciekam. Mój Lapcio jest taki stary, że do internetu musi przez kabelek być podłączony, więc nie mogę z niego korzystać w łóżku. Jak się lepiej poczuję to nadrobię zaległości, obiecuję. Na razie mnie wszystkie możliwe mięśnie od kaszlu bolą i usiedzieć nie mogę. Ale za to czytam Nepomucką na leżąco:)
15.02.2019
emma_b na mój rozum internet bezprzewodowy to kwestia modemu nie laptopa.
Aniu, dużo zdrowia życzę, chociaż w łóżku z książką też bywa całkiem sympatycznie:)
Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Emmo:-) Mężowy działa, mój nie, nawet informatyk nie poradził. Najwyraźniej Lapcio jest stary,ślepy i nie widzi internetu;) Uciekam pa:)
fusilla Kuruj się i zbyt szybko z łóżka nie wychodź! W tym roku te infekcje bardzo długo trwają!
Ciepłe i Puchate podrzucam! Na zdrowotność!
babciabezmohera Szybkiego wyzdrowienia a i sympatycznych chwil z książką. Puchatości dorzucam! :))
kolewoczy Czyli wejscie USB się zepsuło, nie da się wymienić? Ja kupiłam 20 metrów kabla i mogę z laptopem nawet w łazience siedzieć 😉 No nie, u Ciebie sie nie da, masz zwierzaki, bedą sie kablem bawić może za bardzo 😉 Dużo zdrowia! Wiosna idzie 🙂 U mnie już ptaszki śpiewają.
kotimyszkot Taki czas na odległość od laptopa też jest potrzebny.. Poczekamy, a Ty sobie spokojnie czytaj i zdrowiej 🙂
mmzd Zdrowiej Anusiu, dobre myśli posyłam z Ciepłym i Puchatym !
kasiapur Aniu Droga…wracaj do zdrowia do sił ! Niech to dziadostwo Cię opuści.
Uściski i buziaki :)) trzymaj się w cieple !
marijana2 Aniu, życzę Ci wszystkiego dobrego – szybkiego powrotu do zdrowia i miłych chwil z lekturą. Cieplutko pozdrawiam :))
urszula97 Wyleż się a potem pisz dalej,zdrówka i zdrówka.Mnie jeszcze kaszel napadowy trzyma ale już funkcjonuję.
annazadroza Fusilko:-) Myślę, że Ciepłe z Puchatym pomogło bo mi lepiej, dziękuję:)))
annazadroza BBM:-) Dziękuję Ci, kochana, bardzo. Myślę, że pomogło a książka w łóżku to spełnienie marzeń:)))
annazadroza Kolewoczy:-) Lapcio do rutera musi być kablem przypięty, inaczej nie działa, taki cudak. Mężowy działa, mój nie da się przekonać do współpracy;) trudno, tak musi być. Wiosna idzie naprawdę, czuję ją w powietrzu i od razu mi lepiej. Dzięki:)))
annazadroza Myszokocie:-) Naprawdę od czasu do czasu potrzebny odpoczynek od świata. Wyleżałam się, wyspałam za wszystkie czasy i już mi lepiej. Nawet wczoraj wyszliśmy razem z psami, a jak się Szilunia cieszyła! To jest coś niesamowitego, ona wszystkim na ulicy opowiada jaka jest szczęśliwa i mordka jej się uśmiecha od ucha do ucha. Naprawdę:)))
annazadroza Kasiu:-) Pewnie pomogły Twoje życzenia. Jeszcze trochę słaba jestem bo łóżko wyciąga siły, to stara prawda. Już wczoraj wyszłam na spacer z psami, więc mam nadzieję, że już tylko lepiej będzie. Buziaki:)))
annazadroza Marijanko:-) Jak dobrze Cię widzieć:) Dziękuję, dobrze było w łóżku z książką, taki urlop od świata okazał się bardzo przydatny dla regeneracji sił:)))
annazadroza Urszulko:-) Ten napadowy kaszel to i mnie jeszcze trzyma, ale już lepiej jest. Tym razem używałam ACC max i Emskie tabletki, poza tym rutinoscorbin i codziennie czosnek na kolację. Mąż też, więc zapach nie był uciążliwy dla żadnej ze stron:)
annazadroza Tesso:-) Dzięki,kochana, tyle od Was dobrych życzeń, że na pewno to one pomogły. Dziękuję:)))
Padłam jak pies Pluto, wcale mi nie przeszło przeziębienie albo inna zaraza i jestem do niczego. A dzisiaj Walentynki! W prezencie przesyłam Wam życzenia najlepsze i fragment „Widocznie tak miało być”.
…………………………………………………
Miłosz zrobił postój na stacji benzynowej, zatankował, wziął sobie kawę i trzymając kubek w ręce z prawdziwą przyjemnością rozglądał się po okolicy. Pagórkowaty teren budził ciekawość co też kryje się za następnym wzniesieniem i za kolejnym, i jeszcze dalej… Poczuł spokój, jakby poranna cisza rozlewająca się wraz z lekkimi mgłami po okolicy wnikała do wewnątrz jego duszy wypierając z myśli chaos, napięcie i stres spowodowane nawarstwieniem się prac związanych z kończeniem projektu w Szwajcarii. Przyjechał na tydzień do kraju zobowiązany do wykonania konkretnych czynności, które udało mu się wykonać w ciągu dwóch dni, co uważał za prawdziwy cud. Teraz pozostało mu dostarczenie przesyłki od Sergiusza do jego matki, która wraz z córeczką przyjaciela przebywała na jakiejś zapadłej wsi pod Krakowem. Po wykonaniu zlecenia pozostaną mu całe cztery dni na odpoczynek. Czuł się ogromnie zmęczony i cztery wolne dni wydawały mu się darowaniem raju na ziemi. Stojąc przy samochodzie obserwował ptaki zakreślające kręgi w powietrzu, dwie krowy pasące się u podnóża wzniesienia, kilku turystów wchodzących na łagodny szczyt i zapragnął znaleźć się na ich miejscu.
Nieopodal zatrzymał się srebrny volkswagen golf. Wysiadło małżeństwo z dziewczynką tak na oko pięcioletnią, która miała z włosków zrobione dwa śmieszne kucyki spięte kolorowymi gumkami. Z auta wygramolił się za nią czarny pies średniej wielkości. Najpierw pospacerowali, żeby pies mógł rozprostować łapki po podróży oraz załatwić swoje ważne sprawy, potem skierowali się w stronę budynku. Obserwujący mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie na myśl, że ta trójka, właściwie czwórka, sprawiała wrażenie zgranej, dobrze porozumiewającej się grupki. Jeszcze z daleka słyszał śmiech dziewczynki. Ogarnęła go dziwna tęsknota nie wiadomo za czym, za czymś nieokreślonym, uczucie nieznane mu do tej pory. Przez chwilę przebywał pod wpływem owego uczucia, próbował je jakoś rozgryźć, rozpoznać, zrozumieć o co w tym chodzi, potem machnął ręką jakby chcąc je od siebie odgonić i wsiadł do samochodu. Zdecydowanie musi odpocząć, jest po prostu przemęczony. Po doręczeniu przesyłki znajdzie jakiś motel w okolicy, wynajmie pokój i odpocznie.
Trafił pod dom Karoliny bez trudu, albowiem Dorota dokładnie mu drogę wyrysowała instruowana telefonicznie przez Teresę. Powstało dzieło sztuki niewiele mające wspólnego z rzeczywistością w sferze szczegółów, jako że artystka puściła wodze fantazji tworząc drzewostan niczym z kosmosu. Sama trasa przejazdu została jednak odwzorowana dokładnie. A dlatego pod dom Karoliny, że przyjaciółki doszły do wniosku, iż tym sposobem delikwent imieniem Miłosz zostanie doprowadzony do miejsca przeznaczenie w całości, bez błądzenia po polnych drogach. Rzeczony delikwent dotarł na miejsce, zatrzymał samochód, westchnął z ulgą na myśl o zbliżającym się odpoczynku i wysiadł rozglądając się z zaciekawieniem. Niewiele dane mu było zobaczyć, ponieważ otoczyły go ze wszystkich stron dziecięce figurki powodujące gwar i hałas zagłuszany przez szczekanie psa.
– Czy pan kogoś szuka? – zapytała jedna figurka.
– Bo my jesteśmy Niewidzialna Ręka – dodała druga figurka.
– I mamy pomagać – uzupełniła trzecia.
– Może jesteście nie do końca Niewidzialną Ręką bo was widzę, ale Ryczącym Głosem jesteście na sto procent – odpowiedział siląc się na zachowanie powagi.
Jedna z figurek przybliżyła się do niego i wtedy spostrzegł, że jest jego wzrostu, chuda jak patyk ale wysoka prawie jak on sam. Ponieważ wszyscy stali pod słońce i nie był w stanie zobaczyć ich twarzy, widział w dalszym ciągu tylko postacie, jakby całkiem nierealne, takie cienie postaci. Rozbawiła go ta cała scena.
Roześmiał się choć próbował zachować powagę, co mu zdecydowanie nie wyszło mimo starań.
– Skąd wy jesteście ?– zapytał.
– Z Ursynowa – padła zbiorowa odpowiedź bez cienia zawahania.
– Aha, czyli dotarłem na miejsce – udał, że odetchnął z ulgą. – Dobrze, bo już myślałem, że będę musiał ruszyć w dalszą podróż szukając jednej dziewczynki.
– Jakiej dziewczynki? Jak ma na imię? A po co? Czego pan od niej chce? Może ją pan chce uprowadzić? To my nie pozwolimy! Zawołać mamę? – został zarzucony pytaniami.
– O tak, zawołać mamę, koniecznie. I to szybko.
– Mamusiu! Mamooo! Ciociuuu! – rozległo się wielogłosowe wołanie.
– Co takiego? Co się dzieje? – Aldona z Karoliną wyszły przed dom.
– Dzień dobry, jestem Miłosz Rzepecki, szukam pani Meli i jej wnuczki, mam przesyłkę od Sergiusza – wyjaśnił.
– Mamo, stój, a skąd wiadomo, że na pewno? – rzuciła pytanie Inka.
– Może ten pan chce porwać Monikę i ją wywieźć w umówione miejsce? – wyraził wątpliwość Marek. – Oszustom nie można ufać.
– A czy ja wyglądam na oszusta? – spytał Miłosz nie będący w stanie powstrzymać uśmiechu.
– Nie. I właśnie dlatego powinien pan być podejrzany – oświadczyła Linka.
– A my Moniki nikomu nie oddamy – Marek powiedział te słowa groźnym, grubym głosem, żeby obcy nie miał żadnych wątpliwości.
– Jak mam wam udowodnić, że nie mam złych zamiarów? – spytał rozbawiony Miłosz.
– Może… na początek dowód osobisty? – zaproponowała Karolina.
– Oczywiście, bardzo proszę – sięgnął do kieszeni.
– Może być fałszywy – uprzedziła Inka.
– Na stadionie można wszystko kupić – dodał Maciek.
– I z prawie prawdziwym zdjęciem – uzupełnił Kuba.
– Nie doceniłem was – Miłosz zniżył głos. – Mam chyba do czynienia z brygadą antyterrorystyczną. Nie zdradzę was, słowo, tylko powiedzcie, gdzie mogę panią Melę znaleźć bo już zmęczony jestem. Muszę przekazać przesyłkę i znaleźć jakiś hotel na cztery dni. Nie znacie jakiegoś?
– Już wystarczy, dzieciaki, – włączyła się Aldona. – Dajcie panu odetchnąć.
– A jak udaje? – nie dawał za wygraną Marek.
– Myślę, że pani Mela sama to zweryfikuje. Jak znajomy to go pozna, a jak nie to zawołamy policję. Co wy na to?
– No dobrze, ale uważaj, mamy cię na oku – oświadczyły dzieciaki.
Postanowili całą gromadką uczestniczyć w akcie okazania obcego pani Meli. Tak dla bezpieczeństwa, żeby być w pogotowiu. Monika szła z tyłu, jak najdalej od obcego, na wszelki wypadek trzymając mocno rękę Aldony.
– Nie bój się kochanie – uspokajała dziewczynkę. – Wszystko będzie dobrze, uspokój się już.
Pani Mela zdziwiła się widząc tak liczny orszak.
– Coś się stało? – spytała zaniepokojona.
– Dzień dobry pani Melu – ukłonił się Miłosz.
– Kto to? – przyjrzała się uważnie. – Miłosz? To naprawdę ty? Skąd się tu wziąłeś? Taka niespodzianka! Dziecko, jak ja ci się odwdzięczę za to, że mojego chłopaka uratowałeś…
– To znaczy, że on jest prawdziwy? – spytał nieco rozczarowany Marek.
– Że nie oszust? – upewniał się Kuba.
– Ani porywacz? – dodała Linka.
– Nie, nie, to przyjaciel twojego taty, Monisiu, jeszcze ze studiów.
– Uff, jak dobrze, że mnie pani rozpoznała – jęknął Miłosz. – Ta cała brygada antyterrorystyczna chciała mnie zaaresztować. I jak mógłbym przekazać paczkę i list od Sergiusza?
– Wiesz co, Miłoszku? Poczekaj chwilę, zagospodarujemy tych antyterrorystów – pani Mela zniknęła w głębi domu i po chwili pojawiła się z miską pełną lodów. – Proszę. Rządźcie się tym po sprawiedliwości bo ja muszę porozmawiać z wujkiem Miłoszem.
– To on jest wujkiem? – zdziwiona spytała Monika.
– Skoro Kajtuś go adoptował na wujka – zaśmiała się Aldona, – to znaczy, że jest.
– Aha, Kajtek – zastanowił się Marek. – To znaczy, że jest. No to idziemy do ogrodu.
– Moniko, możesz zostać z nami przez chwilę? – zapytał Miłosz. – Mam dla ciebie wiadomości od taty.
– Chodź, skarbie, do nas – powiedziała pani Mela. – Za chwilę dołączysz do przyjaciół.
Dziewczynka usłyszała, że jest dla taty najważniejsza na całym świecie, że wróci do niej po wakacjach, żeby się nie martwiła, bo wszystko się dobrze ułoży. Dostała dużą paczkę z ciuszkami i ze słodyczami, którymi podzieliła się natychmiast z pozostałymi „antyterrorystami”. Pani Mela w tym czasie z wielką przyjemnością przyglądała się Miłoszowi, którego pamiętała jako chudego, niezgrabnego młodzieńca, a który po latach objawił się jej niespodziewanie jako niezmiernie przystojny wybawca jej syna z ogromnych problemów.
– Mam jeszcze cztery wolne dni i muszę odpocząć, pani Melu. Czy nie ma tu w pobliżu jakiegoś motelu, w którym mógłbym wynająć pokój?
– Wiesz co, synku, niedługo Martyna wróci z pracy. To nasza gospodyni. Ma jeszcze jeden wolny pokój, mógłbyś się tu zatrzymać.
– Nie chciałbym przeszkadzać, wolałbym coś znaleźć…
Przerwał nagle, oczarowany widokiem małego aniołka w kolorowej sukieneczce, z buzią okoloną jasnymi loczkami, który pojawił się niespodziewanie i stanął nieruchomo, zaskoczony widokiem obcego człowieka. Za chwilę obok małego aniołka stanął większy anioł… Miłoszowi przemknęła myśl, że ze zmęczenia najwyraźniej ma przywidzenia… Duży anioł miał na sobie białą bluzkę i niebieskie dżinsy. Czy aniołom wolno chodzić w dżinsach? Szczególnie tak dopasowanych, uwydatniających wprost idealną figurę? Toż to chyba grzech… Duży anioł zbliżył się odrzucając jednym ruchem do tyłu lekko sfalowane, długie jasne włosy.
– Martynko, nie uwierzysz kto nas odwiedził – zawołała pani Mela.
– Tatusia przyjaciel – pospieszyła z wyjaśnieniem Monika.
Tatusia przyjaciel nie mógł oderwać oczu od uśmiechu i dołeczków w policzkach, już teraz czterech, bo mały aniołek, całkiem ośmielony, zbliżył się w podskokach i bez ceremonii chwycił go za rękę.
– Cześć wujek, jestem Mila.
– Kochanie, tak nie można… – zaczęła starsza piękność.
– Można, można – wreszcie wyszedł ze stanu osłupienia. – Ostatnio mam niebywałe szczęście do dzieci, zostałem nawet adoptowany w charakterze wujka. Pozwolisz, Miłosz Rzepecki… – przytrzymał kobiecą dłoń
– Przez Kajtka – uśmiechnęła się pani Mela.
– Przez Kajtusia Doroty – przytaknął i zdał relację ze spotkania, podczas którego został przyjęty do rodziny jako nowy wujek.
– Jeśli Kajtuś cię zaakceptował, to nie masz wyjścia – roześmiała się starsza pani.
– Masz przechlapane – wtrąciła Monika. – Jakby to ci się nie podobało, nic nie zrobisz. Jak Kajtek zdecydował, tak będzie.
– Ależ mnie się to podoba, nawet bardzo.
– To ja też mogę ci mówić wujek, prawda? – upewniła się Milenka.
– Oczywiście, będzie mi bardzo, bardzo miło – odpowiedział zwracając się w stronę Martyny, która chciała coś powiedzieć, ale po jego słowach zamilkła.
– Córeńko, masz wolny ten drugi pokój, prawda? – spytała pani Mela. – Nikt go jeszcze nie zarezerwował?
– Tak, jest wolny
– No to się możesz, chłopcze, wprowadzić na te cztery dni – oświadczyła spoglądając z zadowoleniem na wnuczkę. – Będziesz nam opowiadał o Sergiuszu.
Miłosz wcale już nie miał ochoty opuszczać tego konkretnego towarzystwa i szukać pokoju w motelu. Podobny pomysł wywietrzał mu z głowy natychmiast po ujrzeniu Martyny a na myśl o małej Mili uśmiechał się sam do siebie. Tak więc zainstalował się w drugim pokoju do wynajęcia i ogarnął go błogi spokój. Padł wczesnym wieczorem i jak kamień spał do samego rana.
Obudził się wypoczęty i radosny nie wiedząc z jakiego powodu. W każdym razie czuł się tak, jakby mu z ramion zdjęto ogromny ciężar, wyjątkowo niewygodny do niesienia. Nie wiedział czemu ten stan zawdzięcza ale było mu bardzo dobrze. Nie miałby nic przeciwko temu, by ów stan trwał jak najdłużej.
14.02.2019
aga-joz Jak ja lubię Twoje opowieści! Proszę o ciąg dalszy, bardzo proszę!
kotimyszkot Morze miłości dla Ciebie Aniu i zdrówka! :))
mmzd O jaki cudny prezent walentynkowy nam sprawiłaś !!!
Walentynkowo ściskam i cmokam 🙂
Zapach wiosny w powietrzu wciąż czuję:))) Poza tym złapało mnie paskudne zapalenie gardła i mnie boli, drapie, jakbym kaktusa chciała połknąć. Dobrze, że z natury nie jestem gadułą bo cierpiałabym podwójnie;) Przeleżałam wczoraj prawie cały dzień „martwym bykiem”, nawet nie włączyłam Lapcia. Być może jakieś grypowe to paskudztwo było, stąd ból mięśni. Dziś już lepiej ale nie będę się forsować, jeszcze mi łóżeczko pachnie.
Czy czytałyście powieści Krystyny Nepomuckiej?
Bardzo dawno temu pierwsza wpadła mi w rękę. To było „Małżeństwo niedoskonałe”, potem już poooszło:))) Kilka lat temu wydane zostały wszystkie w ilości 29 -ciu tomów pod wspólnym tytułem „Pamiętniki czerwonej szminki”. Pracowałam jeszcze wtedy i przemiła Danusia z kiosku odkładała mi każdy kolejny tom dzięki czemu zebrałam całą kolekcję. Znajdują się na półce w sypialni, żeby nikt obcy nie miał do nich dostępu, razem z innymi najukochańszymi książkami. Kiedy wczoraj z osłabienia ja padłam na łóżko to mój wzrok padł na Nepomucką. Znaczy – pora wrócić do niej zamiast denerwować się i tracić zdrowie z powodu różnych aktualnych mrocznych spraw i sprawek.
W ostatnim tomie, który wzięłam do łóżka, jest fragment z czterotomowego cyklu, pierwsza część to „Obraczka ze słomy”. Dalsze – „Krzew tamaryszku”, „Nie wierzę w powroty”, „Motyl z perłą” – chyba taka kolejność. Sprawdzę i ewentualnie sprostuję jeśli pokręciłam. Czytałam kiedyś jednym tchem – o miłości, która nie powinna się zdarzyć, młodziutkiej Polki Anny Marii i niemieckiego młodego żołnierza Waltera podczas II wojny. O poświęceniu, niebezpieczeństwie, oczekiwaniu i poszukiwaniu. Wspaniała lektura niosąca niezapomniane przeżycia, przynajmniej dla mnie. No i coś jeszcze – cudowne operowanie przez Autorkę polskim językiem, który jest piękny, czego na co dzień nie widać i nie słychać.
Aha, muffinki upiekłam z resztą maślanki, z dodatków użyłam tylko płatki owsiane, wiórki kokosowe i żurawinę suszonę. W smaku przypominają sernik, smaczne bardzo i syte.
12.02.2019
aga-joz A pewnie, że warto- zaczytywałam się niegdyś zwłaszcza cyklem od „Małżeństwa”, po „Starość”, nieważne- „doskonałe” czy „niedoskonałe”. Inne powieści też przeczytałam. Rzadko teraz wracam do tych przeczytanych pozycji, bo tych nowych jest tyle i kusi, ale czasem warto sobie powspominać
tessa37 Moja mama sie zaczytywala, kiedys i ja siegnelam, wiem, ze przeczytalam wszystko, co miala, ale juz kompletnie nic nie pamietam;)
emma_b zaskoczyło mnie Twoje wyznanie, że nie jesteś gadułą, jak te pozory mylą…:)
życzę szybkiego powrotu do stanu sprzed choroby:)
,
Gość: [Robert] *.bb.online.no Pani Anno odpisałem na Pani maila 6 lutego, pewnie „poszedł” do SPAM-u. Proszę tam zaglądnąć.
Pozdrawiam
Robert z Tenczynka
hanula1950 Mam chyba wszystkie jej książki. Bardzo ją lubię.
kobietawbarwachjesieni To i ja zainteresuję się jej książkami. A infekcję wyleż w łóżku i nie spiesz się ze wstawaniem. Mnie taka infekcja trzymała równy miesiąc.
annazadroza Ago:-) Warto, bo wracamy do świata, którego już nie ma a był. Pamiętam ruiny w mieście, pamiętam błoto zalewające wsie – tyle sobie przypomniałam czytając 29-ty tom, zaczęłam od końca. Do tego prawdziwy obraz polskiej emigracji w Stanach, nie ten lukrowany pokazywany rodzinie i znajomym, żeby zazdrościli. I język, co zawsze mnie zachwyca – nasz piękny polski język sprowadzany ostatnio do formy prymitywnej – a tu w całej krasie wykorzystywany.
annazadroza Tesso:-) Z wielką przyjemnością sięgnęłam kiedyś po nowe pozycje, których w młodości nie czytałam, był to właśnie cyklu o miłości Ann Marie i Waltera w czasie wojny, byłam zachwycona i dlatego zebrałam całą kolekcję, żeby przeczytać całość, kiedy wreszcie będę miała czas.
annazadroza Emmo:-) Nie jestem gadułą, mówienie to najgorsza rzecz do jakiej czuję się zmuszana. Lubię słuchać, uwielbiam pisać ale mówić – nie! To kara za grzechy. Najbardziej kocham ludzi z którymi dobrze mi się milczy:)))
annazadroza Hanulko:-) Cieszę się, że udało mi się zebrać całą kolekcję jej powieści. Zmarła niedawno mając 94 lata, piękny wiek, prawda?
annazadroza Robert:-) Znalazłam! Odpisałam i baaardzo dziękuję!!! Pozdrawiam serdecznie:)))
annazadroza Marysiu:-) Jeśli Ci wcześniej Nepomucka umknęła, to koniecznie do niej zajrzyj. Zaręczam, że nie pożałujesz.
Co do infekcji – masz rację. Zlekceważyłam i mnie zmogła bezlitośnie, nie czułam się tak fatalnie od kilku lat. Jednak trzeba dbać o siebie. Mówisz, że miesiąc? Nieźle, ale teraz już dobrze? Buziaki kochana:)))
Wczoraj i dziś świat błyszczał iskierkami gdy jeszcze było ciemno (koło szóstej). W piątek niewidoczna marznąca mżawka sprawiała wrażenie, jakby ktoś rozsypał na chodniku brylanciki migocące w świetle latarni. Pięknie było tylko ślisko. Całe szczęście, że miałam kijek ze sobą, nie dałam się zwieść pierwszemu wrażeniu, że jest sucho i nie zostawiłam go w domu. Nie zachowałam czujności przechodząc obok wyjazdu z myjni samochodowej i gdyby nie kijek klapnęłabym całym ciężarem na cztery litery. Szilki smycz nie wystarczyła, żeby mnie utrzymać w pozycji wyprostowanej:) Skituś został w domu, nie chciało mu się wyjść poza ogródek. Po południu zrobiliśmy za to dłuuugi spacer we czwórkę, korzystając z wyjątkowo ładnej pogody.
Dziś było pięknie z powodu szadzi, która osiadła na gałązkach, płotach niczym biały lukier a na chodniku w postaci iskierek. Na niebie od wschodniej strony dały się zauważyć purpurowe smugi. To się chyba brzask nazywa, świt następuje potem. Wyglądało przecudnie, kolory zabierały ciemności coraz większe terytorium, stawały się coraz intensywniejsze aż przeszły w mocny pomarańcz pomieszany z czerwienią. Czasem tak wygląda zachód słońca. Babcia wtedy mówiła, że nazajutrz będą duże wiatry.
Jaki cudny jest świat bez względu na to co się dzieje w polityce, prawda? Póki co, słońce wschodzi i zachodzi bez względu na decyzje partii aktualnie rządzących, ptaki śpiewają też sobie nic nie robiąc z wydarzeń w ludzkim świecie. Koło działek widziałam leszczynę, która bazie wypuściła. Wydaje się jej, że już wiosna? Może świat przyrody ma swoje tajemne źródła informacji na ten temat;) Jakieś ptaszki rano śpiewały jak zwariowane, jakby to maj był a nie luty, zaś Szilka zaczęła gubić sierść.
Muffinki zrobiłam na maślance, bo akurat miałam lekko przeterminowaną, z siemieniem lnianym, wiórkami kokosowymi i jabłkiem. Dwie ostatnie są na talerzu. Zrobię następną porcję, jeszcze pół maślanki zostało. Grochówki starczyło na dwa dni, to jest takie syte danie, że drugiego nie trzeba, na obiad wystarczy.
Od rana nie mogę się połączyć z internetem. Wczoraj, czyli w piątek, byłam tak zajęta, że nie miałam kiedy się odezwać a dziś nie mogę wbrew szczerym chęciom. Nie mam pojęcia co się dzieje, żadna strona nie wchodzi. Od razu myśl przychodzi, że kiedyś nie było Teleranka, to teraz nie będzie internetu? Durne myśli, chyba jeszcze nie doszliśmy do takiej ściany.
Internet wrócił!!! Nie wiem gdzie był jak go nie było ale dobrze, że jest:) Miłego weekendu Wam życzę, słonecznego i dobrze spędzonego:)))
9.02.2019
45gogula Miłego, ciepłego i smacznego dla Ciebie. U mnie nie jest ani bajkowo (niestety) ani ślisko (na szczęście). Mam nadzieję jednak odpocząć, ale ostatnio odpoczynek=spanie. Bez sił i chęci jestem znowu.
babciabezmohera U nas ciepło ale mokrawo, słońce się na trochę pokazało.
emma_b Aniu, wstajesz niesamowicie wcześnie, więc w nagrodę widzisz na przykład przepiękny brzask. wstyd się przyznać o której wstaję, żadnych porannych bonusów od Matki Natury w związku z tym nie mam. dobrego weekendu:)
pozasferamarzycieli a cóż by to było gdyby na edykt władz SI rządowe cenzurowałoby wpisy na stronach , zaś najmniej wychwalające wielkość gigantów decyzyjnych oznaczone jako niegodne XXI wiecznego eposu zmian ileś tam + ? Do rzeczy , bo brednie zawładną rzeczonym komentarzem. Tragizm obecnych czasów to okna godzin w których jeszcze da się oddychać – niekiedy dają możliwość wciągania haustów prostoty , piękna oraz przelewania piórem refleksji prozaicznej miary wyjątkowości talentu Matki natury. Miraż miałkiego płótna jakim zdaje się czcionka piszącego w trakcie korekty kursywą kreatywnego kursora koncepcyjnej kaletniczej Kreacji , ukazuje kunszt autorki poopinany lekką metaforą intelektualną. Całkiem nieźle , jak na dość przeciętną temperaturę zimowej Odysei opasującej polskie podwórko przezornej powierzchowności. Pzdr .
kotimyszkot Świat jest piękny, trzeba tylko oderwać się choć na trochę od problemów i to dostrzec. Zachłysnąć się tym pięknem, naładować jego energią i wtedy łatwiej wrócić do codzienności 🙂 Miłej niedzieli Aniu..
urszula97 Prześlicznie opisane widoki, jak u pisarki,poetki.U nas strasznie wieje że nosi człowiekiem.I u mnie będa w tym tygodniu mufiny,wnuk będzie robił a babcia zmywała, oj to już nie to samo co mały Oluś.
annazadroza Gosiu:-) Odpoczęłaś podczas weekendu? Jeśli chce Ci się spać to się temu pragnieniu poddaj, organizm najlepiej wie czego mu potrzeba. Bez sił i chęci to ja ostatnio też jestem. Wczoraj przeleżałam cały dzień, bo mnie jakieś paskudztwo zmogło.
annazadroza BBM:-) Dziś słoneczko u nas świeci lecz wiatr jest bardzo silny.
annazadroza Emmo:-) Wstaję, bo wolę wstać niż zbierać litry Skitusiowych siuśków z podłogi. Ale czasem Mąż też wstaje, co doceniam, bo on jest sową. Mnie, skowronkowi, nie sprawia kłopotu poranne wstawanie. To prawda, że dzięki temu mogę zobaczyć na niebie przepiękne zjawiska. I wtedy czuję, że warto:)
Dobrego tygodnia Ci życzę:)))
annazadroza Pozasferamarzycieli:-) Dziękuję za odwiedziny i piękny komentarz. To pewne, że nie jest on „haustem prostoty” ale wyczułam ukłon w stronę Matki Natury i jej niezwykłych artystycznych zdolności;-) Pozdrawiam serdecznie:)))
annazadroza Myszokocie:-) Masz rację, jest piękny mimo ludzkich (niektórych) postępków. Jest cudownie piękny:) Dobrego tygodnia:)))
annazadroza Uleńko:-) I u mnie wieje dziś okrutnie. Wprawdzie nie wychodziłam, Mąż mnie wręczył ale widzę przez okno. Co do wnuków to masz rację, Wszystkie kochane ale maluszki najrozkoszniejsze:)))
Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Ewciu:-) Mam taką nadzieję, że skoro sporo zbieram kudełków, to znaczy, że Panna Wiosna nadchodzi rzeczywiście:)))
Czytałam z zaciekawieniem, „wciągnięta” w treść. Czytało mi się dobrze ale nie lekko. Trzeba się oddać czytaniu bez reszty. Nie można mimochodem, podczas innych czynności. Trzeba wytężyć uwagę by się nie zgubić, by odczuć przyjemność zanurzenia się w język, w znaczenie, w grę słów i skojarzeń. Słów, które „trzeba tresować, żeby chodziły na sznurku”. Uwagę trzeba trzymać w ryzach dlatego, że inaczej trudno nadążyć. Jest się jakby wewnątrz postaci, nie miałam wrażenia jakbym patrzyła z zewnątrz lecz jakbym czuła to, co odczuwa każda z nich. Uwagę trzeba zachować jeszcze z tego względu, iż nie jest to ciąg wydarzeń następujących po sobie jak w zwykłej opowieści, lecz poszarpane fragmenty życia wypełnione emocjami.
Są lata młode Jerzego Giedroycia, jest oddany klimat młodości Osieckiej, STS, odwilż „po Stalinie”, młodzież poszukująca siebie i sensu istnienia. Jest i zatęchła polska emigracja w Londynie czekająca na III wojnę by wrócić i żyć jak dawniej z pracy rąk czapkujących poddanych. Czekając chodzą w wyleniałych futrach, książę Sapieha załapał się do pracy w browarze… Lata się mieszają, powracają wspomnienia przeżyć z różnych okresów, Hłasko, Miłosz, Witkacy, Giedroyć, paryska „Kultura”… W tym wszystkim Agnieszka, młodziutka i śliczna, niezwykła, utalentowana, budząca z letargu uczucia starszego o 30 lat księcia Giedroycia. A ona „była igłą kompasu podążającą za kierunkiem, nie uczuciami”. Jednak… była to jedyna dojrzała miłość do mężczyzny w jej życiu – jak sama powiedziała. Zrezygnowała z niej, by wrócić do Warszawy. Do niego już przyjechać nie mogła, bezpieka zabrała jej paszport na siedem lat, ukarała ją w ten sposób za „Kulturę”, za to, że nie chciała donosić. Książę Redaktor zachował wiersz przez nią dla niego napisany, zażyczył sobie, by został wydrukowany po jego śmierci w ostatnim numerze :Kultury”.
I jeszcze coś. Przez cały czas miałam wrażenie, że słyszę głos autorki wypowiadający cały czytany tekst, słowo po słowie. Lubię słuchać jak Manuela Gretkowska mówi, po prostu lubię ją samą. Szczególnie lubię jej spotkania w Superstacji z Kubą Wątłym prowadzącym program. To swego rodzaju przedstawienie. Ścierają się ze sobą – inteligencja spokojna, zrównoważona z inteligencją nachalną, próbującą zdominować rozmowę. Kibicuję jej wtedy całym sercem.
7.02.2019
babciabezmohera Czytałam „Rozmowy w tańcu”- poszerzony wywiad Magdy Umer z Agnieszką Osiecką i chociaż było to dotykanie różnych tematów, opisany przez Ciebie nie został wspomniany.
emma_b lubię Gretkowską, ale tej książki nie przeczytam, bo nie lubię powieści „na motywach”. albo fikcja, albo literatura faktu. a płomienny romans to sprawa bardzo intymna . w „Rozmowach w tańcu” Osiecka sama z sobą gadała:)
hanula1950 Chociaż bardzo dużo czytam, ta książka jeszcze w oczy mi nie wpadła. Poszukam.
babciabezmohera @Emma_b:
Muszę sprostować, bo inaczej wyjdę na kłamczuchę. „Czytałam” audiobooka a przekaz Magdy Umer był tak sugestywny i skądinąd wiedziałam, że panie się znają /chyba nawet przyjaźnią/, toteż bez sprawdzania przyjęłam za pewnik formę autentycznej rozmowy. Mój błąd! ;(
annazadroza BBM:-) Na okładce jest zdanie – „W opartej na faktach powieści Manuela Gretkowska mistrzowsko opowiada historię miłości niemożliwej, o której Osiecka milczała całe życie”.
annazadroza Emmo:-) Tu mamy do czynienia z faktami ożywionymi dużą dawką emocji. To nie płomienny romans, to coś bardzo głębokiego. Podobało mi się.
annazadroza Hanulko:-) Mnie dzieciaki dostarczają tony książek, wiedząc, że nic innego mnie tak nie ucieszy. Dobrze mam, prawda?
emma_b BBM,
ja tak tylko dla porządku napisałam, w gruncie rzeczy nie jest to nic szczególnie istotnego. Magda Umer przeprowadziła sporo wywiadów z Osiecką, miałam takie DVD. cykl nazywał się „Rozmowy o zmierzchu i świcie”. były to rozmowy sfilmowane, które w wersji książkowej nigdy się nie ukazały.
Byłam wczoraj u mojej Calineczki kochanej, za chwile też jadę i jeszcze jutro. Babcia zawsze na posterunku w pełnej gotowości:) Po powrocie do domu jednak zakwasy i brak kondycji od razu się odzywają. Ale babcia Ania jest przeszczęśliwa mogąc tulić i usypiać maleństwo, które łapkami obejmuje, główkę wtula i usypia czując się dobrze i bezpiecznie. Poza tym jest cwane i już się nauczyło, że jak druga babcia karmi „z całą stanowczością”, to po ratunek trzeba uciekać do babci Ani. Uwielbiam tego szkraba albo raczej tę szkrabusię:)))
5.02.2019
emma_b ładne słowo, szkrabusia:)
taki kilkudniowy dyżur pewnie trochę męczący, a zatem dobrej kondycji życzę.
urszula97 Jak dziwnie ten świat zbudowany, przy własnych dzieciach ręcę opadają i człowiek zmęczony a przy wnukach to jakieś dodatkowej siły i cierpliwości człowiek dostaje, mała słodziaczka.
babciabezmohera A jak szybko rosną ! Mówi się, że cudze dzieci najszybciej rosną, ale to chyba nieprawda- własne dzieci, wnuki też! 😉
kotimyszkot U nas teściowa mało się nie rozpłakała, gdy mój synek przytulał jej ręce do szyi, jak go usypiała po raz pierwszy 🙂 Myślę, że oprócz rozczulenia takim gestem dochodzi też wspomnienie czasu, gdy własne dzieci były malutkie.. Jak najwięcej takich cudnych chwil Ci życzę 🙂
annazadroza Emmo:-) Dyżur się skrócił, na odsiecz przybył drugi dziadek, bo mój się rozłożył „kataralnie”, nie można przecież zarazić dziecka.
Swoją drogą – jak się zmobilizować, żeby pracować nad kondycją stale, nie tylko w porywach?
annazadroza Ula:-) Przy własnych dzieciach masz na głowie cały świat i całą odpowiedzialność. Przy wnukach już mniej. Możesz tylko kochać i rozpieszczać te słodziaki:)))
annazadroza BBM:-) Bardzo szybko, wszystkie. U sąsiadów dopiero co urodziła się córeczka a juz do szkoły poszła we wrześniu! Moja malutka już nie jest Calineczką tylko Szkrabusią, tak się zmieniła, dogoniła inne dzieciaki i wcale nie widać, że była tak maleńka jak prawie pół siostry w chwili narodzin.
annazadroza Myszokocie:-) Nie mam nic cudowniejszego na świecie niż takie łapeczki, które obejmują, niż główka, która się z ufnością przytula:)))
A nie za wcześnie się niedźwiadki ze snu zimowego pobudziły?…
Właśnie wykopałam teczkę z takimi kilkoma dyrdymałkami, o których myślałam, że przepadły na amen. Ucieszyłam się, że są, bo to dla małej wnusi wymyślane bzdurki były.
Bo ludzie już o tym sposobie komunikowania się zapomnieli…
Do babci pisałam co tydzień opowiadając o wszystkim co w szkole, w domu. Fakt, telefonów jeszcze w Tenczynku nie było. Strasznie żałuję, że dziadkowie nie doczekali w domu telefonu.