W Dzień Dziecka zrobiliśmy długi spacer, chyba najdłuższy od czasu nadwyrężenia Skitusiowej łapki. Żeby nie było zbyt wesoło – Szilka zaczęła utykać po podniesieniu się z posłania, potem łapkę „rozchodziła” i przestała kuśtykać. Obawiam się, że już zaczynają się problemy związane z wiekiem i nadwagą, z którą nie możemy sobie poradzić. To znaczy mnie chyba lepiej wychodzi niż jej (dopinam niektóre spodnie 😉 ). Wydaje mi się, że babcia D. potrafi nas przechytrzyć w kwestii dokarmiania psiaków. Przy stole nie bardzo jej wychodzi, bo pilnujemy. Ale – zmieniła sobie pory funkcjonowania, śpi do południa albo dłużej, choć MS ją budzi na śniadanie. Potem buszuje po nocach zmyślnie wyczekawszy aż MS pójdzie spać. Ja padam wcześniej, ale on siedzi dłużej i czasem babcia D. myśli, że już nikogo nie ma, więc około północy idzie sobie coś zjeść. Jeśli nikt jej nie widzi to na dwieście procent dzieli się z psiepsiołami. Z miłości oczywiście, nie dociera do niej, że w ten sposób je krzywdzi.
Wracając do spacerów – przechodziliśmy obok szkoły/przedszkola i uwieczniłam coś ciekawego, ładnego, wesołego 🙂

… czyż nie urocze? …
Pogoda nam się poprawiła. Nareszcie, maj był wyjątkowo zimny, ale i tak piękny jak to maj ma z natury 🙂 Bzy kwitły cudownie, ale moje są wczesne (chyba), kwiaty już całkiem zbrązowiały, lecz za to rozkwitł i rozpachnił się mały lilak Meyera. Właściwie taki mały to on nie jest, rozrósł się chyba dlatego, że porządnie go podcięłam po zeszłorocznym kwitnieniu. Teraz wyczytałam, że tak trzeba, bo kwiaty (zawiązki) na następny rok formują się latem, trafiłam więc idealnie. Mam zamiar odnóżkę ukorzenić i posadzić z drugiej strony, żeby zapach docierał do naszej sypialni.

… kwitnie jak szalony, a jak pachnie 🙂 …
Poza tym – w ogródku się nagimnastykowałam (nie: narobiłam 🙂 ) przywracając trawnik. Po zeszłorocznym naszym niebycie w domu podczas wakacji zdechł kompletnie, więc MS kupił ziemię (dobrze, że otworzyli sklepy), trawę i Ania zabrała się za to co lubi 🙂 Czyli lubi kopać, ciąć, siać, sadzić, czyli szaleć bez opamiętania tak, aby było widać rezultat. Wtedy Ania się cieszy, choć zakwasy nie pozwalają się ruszać i głośno śmiać się z dowcipów MS 🙂 Ale to właśnie jest szczęście 🙂

Zrobiłam tak. Podzieliłam całość na małe fragmenty, każdy fragmencik posypałam ziemią do trawników, potem nasionkami trawy i porządnie ziemią nakryłam. Zostawiałam kępki trawy, które ocalały i wygląda to śmiesznie, takie zielone kozie brody 😉 Aha, wcześniej rozsypałam ziemię wyrównując dołki – o czym wspomniałam w tym samym wpisie co o drożdżówce, czyli https://annapisze.art/?p=4430
Moje piwonie mają pąki, jeszcze żadna się nie otworzyła, może teraz gdy się zrobiło cieplej pokażą swoją urodę.

… blisko, coraz bliżej …
Podczas psich spacerów spotykamy cuda jakie tylko wiosną napotkać można. Uwielbiam taką jeszcze świeżą zieleń, nie spaloną słońcem.







… stokrotki specjalnie dla naszej Stokrotki …

… zupełnie jak na wakacjach …

… nie wiem co to, ale białe kule są przepiękne …

Drożdżówkę upiekłam wg poprzedniego przepisu https://annapisze.art/?p=4430 , tylko ułatwiłam sobie w ten sposób, że zamiast robić mnóstwo maleńkich roladek, kroić je i układać w blaszce, uformowałam trzy spore rolady, które włożyłam do formy, aby podczas rośnięcia w czasie pieczenia się połączyły i był to dobry pomysł 🙂 Mniej trudu i czasu, może nie tak pięknie ciasto wyglądało, lecz smak był równie wyborny jak poprzednio 🙂

Kotlety selerowe zrobiłam i wyszły najsmaczniejsze ze wszystkich jakie dotąd usmażyłam. Po prostu nie przedobrzyłam, nie dodawałam żadnych przypraw wychodząc z założenia, że co za dużo to niezdrowo. Plastry selerowe gotowały się w zupie z innymi warzywami i to wystarczyło, żeby złapały odpowiedni smak. Tylko do jajka użytego przy panierowaniu dałam trochę soli i pieprzu.

Nastawiłam ogórki pierwszy raz, małą kapustę poszatkowałam do słoika do ukiszenia, tak się zmobilizowałam 😉

… kapusta była nieduża, a po „morzeniu” zajęła pół słoja, myślałam, że więcej jej wyjdzie …
Idąc za lasek napotykamy ruiny czegoś. To „coś” mogło być fabryką albo zakładem produkcyjnym o czym świadczą pozostałości budynków, w których obecnie odbywają się spotkania „towarzystwa” piwno/winno/alkoholowego co widać po śladach pozostawionych, czasem wisi na sznurku uprana (chyba) garderoba. Zresztą może się tylko wietrzy… Budynki, a raczej ich resztki, przypominają hale fabryczne/produkcyjne z oknami u góry. Teren był (jeszcze pozostałości są) wyłożony betonowymi płytami, po których mógł jeździć ciężki sprzęt. Widać resztki ogrodzenia i dyżurki.

… jeden z budynków, nikt znajomy nie wie co tam było …
Spotkaliśmy w pobliżu ruin łanię i jelenia. Zdjęcia nie zrobiłam, nie chciałam wykonywać gwałtownych ruchów, żeby ich nie spłoszyć.

… cuda, panie, cuda …


… konwalijki moje …
To tyle we czwartek. Mam nadzieję, że nie nastąpi wzrost zachorowań mimo obrazków w tv, na których widać tłumy rodaków w różnych miejscach.
Trzymajcie się zdrowo!
Słodyczy mniej się Magdom życzy,
Słodyczy naturalnych tyle,














Rósł mlecz żółty na łące
























































































