„Tamte dni, tamte noce” – Andre Aciman

Wera dała mi książkę do przeczytania mówiąc, że to romans, a ja przecież lubię romanse. Zabrałam się za czytanie i… szok. Moja dziewczynka czyta TAKIE książki? Właśnie dzięki TEJ książce polubiła czytanie? Cóż… czas płynie, Wera ma tyle lat ile miała moja prababcia
Marianna kiedy ją wydano za mąż… Ochłonęłam i czytałam. Po pierwszym szoku przyszła refleksja. Sfera uczuć nigdy nie znajdzie się pod kontrolą umysłu. To jest niemożliwe, serce zawsze wystrychnie rozum na dudka…. Nie ma znaczenia do kogo pierwsze młodzieńcze
uczucie jest skierowane…  Powieść  jest zapisem stanów emocjonalnych przynależnych młodości. Rejestrowane są w dużej części jako strumień świadomości, tysiące myśli przepływających w jednej chwili przez skołataną głowę i zderzających się z buzującymi hormonami co daje mieszankę wybuchową.

… jeszcze raz prezentacja książki …

Gdybym nie obiecała wnuczce, że przeczytam w całości – to bym nie przeczytała z własnej woli. To nie mój świat, zdecydowanie wolałabym się znaleźć na Wyspie Księcia Edwarda w świecie Ani Shirley… Tu się kłania różnica pokoleń. Ale… dobrnęłam do końca i ostatnią część czytałam już z innym nastawieniem. I tu najbardziej poruszyła mnie reakcja rodziców Elio na jego miłość do Oliviera. Muszę zacytować słowa ojca.
„Miałeś piękną przyjaźń. Może coś więcej niż przyjaźń. Zazdroszczę ci. Większość rodziców na moim miejscu liczyłaby na to, że wszystko rozejdzie się po kościach albo modliłaby się, żeby ich syn szybko stanął na nogi. Ale ja nie jestem takim rodzicem. Jeśli jest ból, pielęgnuj
go, a jeśli jest płomień, nie zdmuchuj go, nie obchodź się z nim brutalnie. Ból rozstania potrafi być straszny, a patrzenie, jak druga strona zapomina, jeszcze go pogłębia. Chcąc jak najszybciej zapomnieć, wyrywamy z siebie mnóstwo uczuć i każdej następnej osobie mamy
mniej do zaoferowania, a w wieku trzydziestu lat jesteśmy bankrutami. Ale nic nie czuć, żeby nie musieć czuć – co za marnotrawstwo! – Nie pojmowałem tego wszystkiego. Odebrało mi mowę. – Powiedziałem za dużo? – zapytał. Pokręciłem głową. – W takim razie powiem jeszcze jedno, żeby nie było niejasności. Może byłem blisko, ale nigdy nie miałem tego, co ty. Zawsze mnie coś powstrzymywało albo stało na przeszkodzie. To twoja sprawa, jak pokierujesz swoim życiem, ale pamiętaj, że nasze dusze i ciała są nam podarowane tylko raz. Większość ludzi zachowuje się tak, jakby mieli dwa życia, oryginał i kopię. Już nie mówiąc o wszystkich wariantach pośrednich. Ale życie jest jedno i zanim się obejrzysz, twoja dusza jest zużyta, a na twoje ciało od pewnego momentu nikt nie ma ochoty patrzeć, a tym bardziej zbliżać się do niego. Teraz czujesz smutek. Ból nie jest czymś godnym pozazdroszczenia, a mimo to ci go zazdroszczę. – Zrobił głęboki wdech. – Może już nigdy nie poruszymy tego tematu, ale mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, że dzisiaj to zrobiliśmy. Byłbym fatalnym ojcem, gdybyś pewnego dnia chciał ze mną o tym porozmawiać i miał poczucie, że drzwi są zamknięte albo za mało otwarte. – Czy mama wie? – spytałem. Chciałem użyć słowa <podejrzewa>, ale w ostatniej chwili zmieniłem zamiar. – Chyba nie – odparł tonem, który sugerował: <A nawet gdyby wiedziała, na pewno podeszłaby do tego dokładnie tak samo jak ja>.”

I nie sposób myśli własnych nie przenieść do naszej rzeczywistości. Bohaterowie powieści (i filmu) to przecież – wg naszej „elity” nie ludzie! To ideologia, tak samo jak dzieci są winne temu, że pedofile w sukienkach krzywdzą je zostawiając z traumą na całe życie. Ileż
tragedii muszą przeżywać i dzieci i rodzice przez brak empatii, zrozumienia, tolerancji w otoczeniu, poprzez ciemnotę, zacofanie, przez pychę i zarozumiałość tych, którym się wydaje, że są lepsi od reszty świata i mogą innym urządzać życie według własnych, często chorych, zasad.

Wera podczas weekendu u nas przeczytała inną książkę, która wywarła na niej duże wrażenie. Kilka następnych ma zamówionych. Teraz czyta w każdej wolnej chwili, a ja się z tego cieszę przeogromnie. Dumna jestem z mojej dziewczynki, przed chwilą napisała mi, że zaliczyła test, którego się bała 🙂

… własnie tę pozycję przeczytała, do lekkich nie należy…

Dobrego tygodnia i trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 Responses to „Tamte dni, tamte noce” – Andre Aciman

  1. fuscila pisze:

    Mnie też cieszy, że mój Syn załapał czytelniczego wirusa dawno, dawno temu, i ma go do dzisiaj. Ja sobie życia bez książki w ogóle nie wyobrażam, nawet jak jadę na jakieś wywczasy, biorę książki ze sobą! Nie kupuję już, ale wypożyczam w bibliotece. Akurat nasza malutka, wiejska jest świetnie wyposażona i ma naprawdę ogromny księgozbiór, ciągle powiększany o nowe zakupy!
    Tak więc wiem o czym piszesz i dlaczego jesteś taka dumna! :-))))
    A na podstawie tej ostatniej książki powstał film, który miałam okazje oglądać! Jest opowieścią wojenną, a bohaterką główną jest młoda Litwinka, która tylko dzięki temu, że pięknie rysuje będzie mogła wraz ze swoja rodzina przeżyć zesłanie na Syberii!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Super, że masz taką dobrze zaopatrzoną bibliotekę. Bez książki nie ma życia 🙂 Ja też nie kupuję już, no, czasem 😉 głównie dzieci mi dostarczają, a ile czeka na przeczytanie, a do ilu bym chciała wrócić, to ho ho ho 😉 ale – czasu brakuje.
      Historię najlepiej poznaje się nie na lekcjach lecz poprzez czytanie powieści, wtedy dobrze wchodzi do głowy i daje się zapamiętać. Skoro Wercia przeżyła (dosłownie) lekturę o Syberii, podsunę jej wspomnienia szwagierki mojej siostry, która sama doświadczyła koszmaru wywiezienia na Syberię. Dawno temu o niej pisałam
      http://annapisze.art/?p=136

  2. jotka pisze:

    Mój syn załapał bakcyla przy Harrym Potterze.
    Nieodgadnione są ścieżki czytelnicze, jest w tym magia!

  3. BBM pisze:

    Miałam okazję sięgnąć po tę książkę, ale coś mnie zatrzymało. Widziałam już filmy dotyczące relacji LGBT, czytalam Senność Kuczoka…a poza tym miałam na tapecie inną książkę, więc zrezygnowałam.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Dla własnej przyjemności nie czytałabym, nie moja bajka. Zrobiłam to w wyniku podjętego zobowiązania i w sumie dobrze. Inaczej spojrzałam na świat…

      • BBM pisze:

        To prawda! Wiele problemów jest dla nas niedostępnych, stąd i niepełna, często wykrzywiona wiedza. Dlatego warto, zawsze warto.

        • anka pisze:

          Przypomina mi się reportaż o dzieciach źle czujących się we własnych ciałach i ich rodzicach, o koszmarze jaki całe rodziny przeżywają, Ty też oglądałaś – tak mi się wydaje. Zdecydowanie potrzebujemy „więcej człowieczeństwa w człowieku”.

  4. Mysza w sieci pisze:

    Rośnie świadoma Czytelniczka, nie bojąca się trudnych tematów. Nic tylko pogratulować, bo to wspaniała droga na przyszłość. Nie dość, że wchodząc w książkowe opowieści będzie żyła życiem wielu, to jeszcze rozbuduje swój świat wewnętrzny i emocje. Miłego czytania, Wam obu życzę 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Pięknie to określiłaś – będzie żyła życiem wielu rozbudowując swój świat wewnętrzny i emocje 🙂
      Trudnych tematów nie unika, toczy z MS dyskusje, które mnie zadziwiają i – oczywiście – popieram jej kobiecy, świeży, tolerancyjny, humanistyczny punkt widzenia 🙂 Dziadek w starciu często nie ma szans i salwuje się ucieczką, hi hi 😉
      I za to też go kochamy 🙂
      Buziaki!

  5. Pola pisze:

    Wiele prawdy jest w cytowanym fragmencie…
    Tak w sumie, życie to wielka niewiadoma. Co komu przypadnie w udziale… i kto…
    Pozdrawiam Cię Anuśko serdecznie 🙂 – zmęczona pracą w ogrodzie Polka 🙂

    • anka pisze:

      Polinko:-) Masz rację, nie wiadomo co komu przyjdzie przeżyć. Ważne, żeby nikt tego nie narzucał, nie zmuszał wbrew woli. I nie wtrącał się komuś urządzając życie. Wolność, wolność wyboru, tolerancja, empatia, życzliwość i traktowanie zwierząt jako żywych, czujących, kochających istot, którymi są – to dla mnie drogowskazy na drodze życia… wiem, że dla Ciebie też 🙂
      Trochę ruszyłam ogródek i też się zmęczyłam, ale dziś zimno, deszcz i można odpocząć. Uściski serdeczne 🙂

  6. Lucia pisze:

    Najważniejsze że połknęła bakcyla i czyta. Książka nie z mojej bajki i nie z powodu uczuć.
    Ja jakoś ostatnio w tradycyjne romanse historyczne wpadam. Sagi rodzinne gdzie romansów nie brakuje i oczywiście serie z trupem.
    Ale skoro obiecałaś, to musiałaś przeczytać. Ja mimo, że się starałam i obiecywałam córce, że przeczytam Władcę Pierścieni odpadłam. Fantasy nie moja bajka też. Chociaż akurat Harrego Pottera przeczytałam z przyjemnością. I naszą rodzimą Katarzynę Berenikę Miszczuk też bardzo lubię.
    No to się opisałam o czytaniu. Buziaki

    • anka pisze:

      Luciu:-) Romanse historyczne też lubię, ogólnie lubię romansowe historie i już! I jeszcze mają się dobrze kończyć! Zaglądam najpierw na koniec i jak się dobrze kończy – czytam, jeśli nie – odkładam. Nie będę się katować na starość, już nie muszę 😉
      KB Miszczuk mam sagę o kwiecie paproci, podobała mi się i czekałam na ciąg dalszy. Tu wspomniałam: http://annapisze.art/?p=193
      Wera wczoraj miała ze sobą grubą cegłę, której akcja toczy się w Chinach w czasach dawnych. Zaraz po zakończeniu zdalnych lekcji wzięła się za czytanie, w czym bezustannie przeszkadzała jej Calineczka 🙂
      Całusy!

  7. zamyślona pisze:

    Ja po raz n-ty siedzę przy Chłopach Reymonta. A przy tym kolejnym czytaniu nie powszednieje mi świat przedstawiony w powieści, tylko wciąż znajduję w tej książce treści, które wcześniej mi umknęły i które mnie urzekają.

    • anka pisze:

      Marysiu:-) „Chłopi” należą do jednej z moich ulubionych pozycji, czytałam wielokrotnie od początku do końca i z powrotem. Podobnie jak „Nad Niemnem”, „Potop” i mnóstwo innych, które kocham i nie oddam nikomu 🙂
      Miłego czytania i zdrowia, Maryniu kochana 🙂

  8. 7 8 Krystyna pisze:

    Młodzież szybciej teraz dorasta, widzi swiat jako problem…. Dorośli mają problemy, a młodzież dzieci….. Mają swoje. Książki dla wielu obecnie jest formą ucieczki od codzienności. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Masz rację, że książki są odskocznią od rzeczywistości, ucieczką od tego, co nam nie odpowiada w tym świecie. Dobrze, że są. Odpozdrawiam 🙂

  9. wilma pisze:

    Wypożyczyłam tę książkę kiedyś w sanatorium.
    Kiedy zorientowałam się co do treści, chciałam ją oddać nie czytając, bo prawdę mówiąc – nic co ludzkie, nie jest mi obce, akceptuję to, ale nie muszę się o tym rozczytywać.
    Ale książkę przeczytałam, bo napisana jest dobrze, autor w operowaniu słowem jest prawdziwym wirtuozem.
    Przeczytałam, nawet mnie nieco zaciekawiła, ale to tyle, to nie moja bajka.
    Jeżeli dzieci/młodzież łapią bakcyla książkowego to fantastycznie.Lepiej niech siedzą z nosami w książkach niż by miały siedzieć z nosami w smartfonach;).
    Serdeczności:).

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Taka była moja pierwsza reakcja jak Twoja, ale obiecałam, że przeczytam i nie było rady. I nie żałuję. Dobrze określiłaś autora: wirtuoz słowa, rzeczywiście operuje nim po mistrzowsku.
      Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona, że Wera zaczęła czytać w ilościach zadowalających (mnie, hi hi) i teraz bez książki „nie zyje” 😉 Jak była mała to tak mówiła o kawie, którą piłam ja 😉
      Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *