I „po ptokach” – jak kiedyś mówiono. Pozbyłam się zęba mądrości i siedzę z opuszczoną szczęką, bo mi szwy przeszkadzają. Muszę przyznać, że niepotrzebnie się bałam, nie bolało nic a nic. Może teraz mądrzejsza będę, skoro ząb dostępu do mądrości bronił nie będzie;) Noc przeszła spokojnie, położyłam się wcześniej do łóżka, chirurg kazał się nie wysilać pod żadnym pozorem, więc skorzystałam i poleniłam się trochę, po dobranocce zaległam zostawiając Mężowi wyjście z psami i podanie im posiłku. Spokoju jednak do końca nie było, bo włączyłam tv i oglądałam na bieżąco wydarzenia. Cóż, nie będę się wypowiadać, bo zdania od poprzedniego lipca nie zmieniłam, może tylko większa cholera mnie bierze.
Dziś też jadę na Ursynów, Szilkę czeka szczepienie. Nie mogę znaleźć jej książeczki zdrowia. Trzymałam ją w takiej plastikowej kopercie, wyjęłam, kiedy dzieciaki Skitsa zaświadczenie o szczepieniu przywiozły, żeby włożyć w tę kopertę, nie zgubić i w razie potrzeby mieć pod ręką. Szilusiowa gdzieś się tak dobrze ukryła, że wylezie pewnie dopiero jak nową założę. Zawsze tak jest, zgubiona rzecz się znajduje kiedy ma duplikat;)
Wróciłam do domu, jest już godz.21.08 i padam na twarz, ale jestem zadowolona. Szilka zaszczepiona, dobrze, że w klinice w komputerze są wszystkie informacje dotyczące suni, bo bez książeczki zdrowia nie pamiętałam, że w tym roku czeka ją tylko jedno szczepienie, pozostałe są na 2 lata, więc dopiero za rok trzeba będzie je powtórzyć. Poszłyśmy razem z przyjaciółką M., oraz jej sunią. Poza tym M. mnie poczęstowała pysznym makaronem z sosem szpinakowym oraz własnoręcznie zrobionym torcikiem bezowym z kremem kawowym. Genialny!!! W życiu takiego dobrego nie jadłam:)
A teraz mówię Wam dobranoc, bo już mnie nie stać na nic więcej:)))
5.07.2018
babciabezmohera Usuwanie zębów to nic sympatycznego, nawet jak stomatolog prima sort /wiem coś o tym!/. Szybkiego powrotu do autentycznie dobrego samopoczucia! 🙂
emma_b przed usunięciem ósemki naczytałam się w sieci jaka to może być koszmarna niemal operacja i mało nie umarłam ze strachu. a potem się okazało, że nic nadzwyczajnego, jak każde rwanie…
potwierdzam: torcik bezowy jest genialny:)
krzysztof213 Smacznego życzę i dziwny jest ten kraj
Wiadomości lubię ale o co ja mogę
XXI wiek i nie zmienia się nic …
Nie wiem czy warto jeszcze o coś walczyć
annazadroza BBM:-) Naprawdę jak do tej pory nie było problemu, ani nawet tabletki p.bólowej nie musiałam brać. Pora zacząć myśleć o przyjemniejszych sprawach, np o motylach, których się pojawiło dużo w ogródku, są śliczne:)
Dziękuję za troskę i uściskuję ze wszech sił:)))
annazadroza Emmo:-) Właśnie, bo strach ma wielkie oczy i czasem lepiej mniej wiedzieć.
Torcik – mniam… mniam…
annazadroza Krzysztof:-) Dzięki:)
Dziwny, oj bardzo dziwny to kraj, w którym przyszło nam żyć. Ale…nasz… Czy kogoś bliskiego można przestać kochać tylko dlatego, że ma gorszy czas?
A walczyć zawsze warto o siebie, nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.
Pozdrowienia:)))
annazadroza Krzysztof:-) Nie wiem, bo to od konkretnego przypadku zależy.Każdy sam w duszy musi sobie odpowiedzieć na nurtujące go pytania. Na pewno – postępować tak, żeby móc patrzeć w oczy temu w lustrze i nie mieć ochoty napluć mu w gębę…
Mówili w tv, że lato wraca. Lato jest po to, żeby było ciepło i dlatego nie narzekam na upały. Przecież tak szybko minie, że ani się obejrzymy jak przyjdzie jesień. Już się dzień zaczął skracać:(
Gorąco w polityce, ale nie będę komentować innych spraw, nawet tego, co widzę w tej chwili na ekranie, czyli uderzenie w twarz przez rządzicieli. Myślałam wczoraj o tym, że obchodzą mnie w tej chwili kobiety, ich los i los dzieci. Każdych, niepełnosprawnych dorosłych też. Dla matki dziecko jest zawsze dzieckiem, bez względu na to, ile ma lat. I uważam, że na ten temat nie mają nic do powiedzenia osoby, które w czasie pobytu matek w sejmie nie potrafiły tam przyjść, nie miały odwagi spojrzeć w oczy ani matkom, ani ich kalekim dzieciom. Nie mają prawa odzywać się osoby, które nie przyznały im 500 zł. dodatku na życie, a miliony z naszych, podatników, pieniędzy mają czelność przekazywać biznesmenowi w sukience. Także nie powinny zabierać głosu osoby, które dzieci nie mają, rodzin nie założyły, czyli tak zwane kiedyś stare panny i starzy kawalerowie (nie mylić z singlami, bo to inna para kaloszy jest).
Nie musiałam podejmować decyzji o aborcji, los mi tego oszczędził, ale myślę, że gdybym miała w oczach przyszłość mojego dziecka w postaci jego cierpienia przez całe życie, niemożność porozumienia się z nim, braku sposobu ulżenia mu i świadomość, że będzie traktowane jak przedmiot, że po mojej śmierci ktoś będzie się nad nim znęcał, ewentualnie będzie służył bogatym jako „zbiór” organów do przeszczepu – to „nie zrobiłabym mojemu dziecku tego, żeby je mieć”. Cytat pochodzi z wypowiedzi pewnego młodego człowieka.
I jeszcze pytanie mi się nasunęło – ilu z posłów czy innych osób głosujących za zakazem usuwania ciąży w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu weźmie do swojego domu takie dziecko urodzone przez kobietę do tego zmuszoną, wbrew jej woli zmuszoną do donoszenia ciąży i urodzenia? Już widzę, jak posłowie z pisu ustawiają się w kolejce … Szczególnie ci, którym matki w sejmie przeszkadzały do tego stopnia, że się z nimi szarpali, wychodzić na zewnątrz nie pozwolili, odcinali im dostęp do wind i toalet …
Przeczytałam na pasku w tv, że koło Lubartowa znaleziono w piecu zwęglone zwłoki noworodka, z uszkodzeniami głowy i klatki piersiowej. Co chwilę dowiadujemy się o zamordowanych dzieciach, o noworodkach w beczkach czy na śmietnikach. Do takich okrucieństw dokonywanych na urodzonych już dzieciach prowadzi zakaz. Ale przecież urodzone się nie liczą, prawda? Liczy się tylko krzyk w obronie kilku komórek. Kiedy się już rozwiną i przekształcą w urodzonego człowieka, przestają się liczyć. Gorzkie to…
4.07.2018
bognna Bardzo, bardzo gorzkie:(
Co sadze na ten temat opublikowalam u siebie.
P.S.
Tutaj upaly straszne:(((((((((
annazadroza Bognno:-) Moje rozmyślania tym właśnie faktem, o którym wspomniałaś, były spowodowane.
Dziś cieplej:)
kotimyszkot Fakty są przerażające.. ciężki i smutny los chorych i ich bliskich, a Twoje rozmyślania ubierają w słowa moje. Nie piszę o tym, bo mój blog to pamiętnik dla dziecka (o naszych zwykłych codziennych sprawach). Ale jak najbardziej uważam, że każdy powinien mieć możliwość decydowania o sobie i swoich przyszłych dzieciach..
e.urlik A właściwie dlaczego pozwalamy im sobą pomiatać?
annazadroza Myszokocie:-) A zauważyłaś, że innym urządzać życie często chcą tacy „wybrakowani” ludzie, którzy ze swoim sobie poradzić nie mogą? Rekompensują to sobie wyżywając się na otoczeniu. W zależności od sytuacji i możliwości – w skali rodziny, gminy, kraju, a niektórzy cały świat trzymaliby chętnie pod swoim butem.
annazadroza Ewo:-) Bo chyba mamy dusze niewolników albo chłopów pańszczyźnianych, którzy nie potrafią samodzielnie funkcjonować i myślą sięgać dalej niż zagroda najbliższego sąsiada. A myśl dotyczy tylko jednego – żeby jemu było gorzej niż mnie. Nie – aby, mnie się poprawiło i było tak dobrze jak jemu, tylko jemu gorzej. Nie dojrzeliśmy do miana społeczeństwa obywatelskiego.
Druga myśl – nie wygrasz z kimś, kto choruje na słowotok wylewający się z niego, zawierający wyuczony „przekaz dnia”. Bez względu na pytanie każdy odpowiada tak samo, zakrzykując innych i nie próbując zrozumieć ani słowa. Tylko czy to możliwe, żeby aż tak wielu miało bielmo na oczach? Chyba raczej mają w tym interes. To tak jak z czerwonym suknem wyszarpywanym umierającemu, co książę Bogusław tłumaczył Kmicicowi.
babciabezmohera Czekam z utęsknieniem, żeby ta nieludzka partia zniknęła z powierzchni ziemi, żeby najmniejszy nawet ślad po niej nie pozostał!!
annazadroza BBM:-) Wielu na to czeka. Oby więcej na oczy przejrzało.
marijana2 Gorzko prawdziwe jest to, co napisałaś i to, co przeczytałam w komentarzach. Podpisuję się pod każdym słowem.
annazadroza Marijanko:-) Co tu więcej mówić? Uściski serdeczne posyłam:)
Adelka miała plan. Plan był zrodzony w ciężkich bólach podczas bezsennej nocy. Dotyczył zbliżającego się dnia promocji książki Teresy w czym udział czynny brać miała Elżbieta jako autorka ilustracji. Pozostali przyjaciele, znajomi i sąsiedzi, i znajomi znajomych, i sąsiedzi sąsiadów stanowić mieli tło, czyli robić tłok w charakterze licznie przybyłej publiczności. Po obmyśleniu najdrobniejszych szczegółów Adelka doszła do wniosku, że nie, jednak ten plan uczczenia sukcesu przyjaciółki nie jest zadowalający i zrezygnowała z niego. Pogrążyła się w intensywnym wymyślaniu następnego, który już po opracowaniu szczegółów znowu wydał jej się niedorzeczny.
Idiotko, pomyślała do siebie pieszczotliwie, nie mogłabyś rezygnować wcześniej? Przed obmyśleniem wszystkiego do końca? Wreszcie postanowiła wciągnąć do spisku Kasię czując ogólne zmęczenie wytężoną pracą umysłową. Zobaczywszy przez okno przyjaciółkę wychodzącą z metra rzuciła się do drzwi, po drodze przypinając psom smycze, zjechała na parter niecierpliwiąc się powolnością windy i wybiegła przed blok. Po Kasi nie było śladu. Adelka jednak wiedziała doskonale, że zaraz wyjdzie z Dżemikiem na spacer więc zaczaiła się wśród drzew za altanką śmietnikową i czekała.
Tymczasem Kasia wyszła z psem, oczywiście, lecz zamiast udać się we właściwym kierunku, czyli zwykłą psią trasą, poszła na pocztę. Wieczorem Kamil zadzwonił z informacją, iż w skrzynce znalazł awizo do niej adresowane, dlatego właśnie przyjechała na Ursynów. Kolejki na poczcie nie było, szybko odebrała korespondencję i wróciła na właściwą psią trasę lecz z przeciwnej strony, czyli szła pod prąd. W pewnej chwili przystanęła zdumiona, bowiem jej wzrok przykuł widok Adelki kryjącej się za śmietnikiem, trzymającej psy na krótkich smyczach, wyglądającej raz po raz zza śmietnikowego murku z widocznym coraz większym zniecierpliwieniem. Wyraźnie na kogoś czekała. Tylko czemu się chowała? Przed kim? Zaintrygowana niecodziennym zachowaniem przyjaciółki chciała podejść po cichu, niezauważona. Dżemik jednakże miał inne zdanie w tej materii.
– Hau, nadchodzę – oznajmił kumplom.
Cała trójka Adelcynych pupilków odpowiedziała radosnym szczekaniem. Ich pani odwróciła się gwałtownie wbijając sobie gałązkę dokładnie w koczek, co ją unieruchomiło na dobrych kilka chwil. Złorzecząc całemu światu puściła smycze i próbowała wyplątać włosy z gałęzi a gałąź z włosów.
– Zaraz mnie szlag trafi, nagły i niespodziewany – wysyczała ze złością.
– Już nie będzie ani taki nagły, ani niespodziewany – zaśmiała się Kasia podchodząc bliżej. – Co ty wyczyniasz?
– To przez ciebie! O mało sobie skalpu nie zdarłam – błyskała wściekłym okiem Adelka próbując okiełznać włosy, po misternym koczku nie pozostało nawet wspomnienie. – Spinkę przez ciebie zniszczyłam, frotki żadnej przy sobie nie mam i jak ja teraz stąd wyjdę?
– Chyba na wieki będziesz musiała w tym śmietniku zamieszkać – krztusiła się Kasia. – Co tu robisz? Dlaczego przeze mnie? Ja ci się kazałam do śmietnika przeprowadzać?
– To dlaczego zachodzisz mnie od tyłu zamiast iść w normalną stronę?
– Na pocztę poszłam – usprawiedliwiała się Kasia próbując opanować śmiech co jej się nie udawało, bo ilekroć spojrzała na przyjaciółkę z rozwiewającym się co moment włosem, znów parskała śmiechem. – Czekaj, mam w kieszeni gumkę recepturkę, zapleć warkoczyk i gumką przytrzymaj.. albo nie, najpierw zadzwonię po Elkę, musi cię zobaczyć…
– Stój! – krzyknęła Adelka. – Niech cię ręka boska broni… Auu, ciągnie! – zawyła. – Wyrwiesz mi wszystkie włosy!
– W żadnym razie, co najwyżej trochę… A dlaczego?
– Co dlaczego?
– Dlaczego niech mnie ręka boska broni?
– Bo to tajemnica przed Elką.
– Aha – ze zrozumieniem kiwnęła Kasia głową. – O nią chodzi.
Udało się wreszcie doprowadzić Adelkę do jakiego takiego porządku. Obeszły osiedle a po drodze Adelka wtajemniczyła przyjaciółkę w swoje plany.
– No i zupełnie, ale to zupełnie nie mam pojęcia co zrobić – westchnęła.
– Tylko dla Elki mamy coś wymyślać czy dla obu? To znaczy, dla Teresy też? Dla Elki, bo się wzięła w garść i zaczęła coś robić? Tak? – Kasia chciała skonkretyzować problem.
– Bezapelacyjnie osiągnęła sukces – podkreśliła Adelka.
– Głównie w przezwyciężaniu siebie. Szkoda, że nie dotyczy to wszystkich sfer życia.
– Od razu chciałabyś wszystko – żachnęła się Adelka. – Elka jest kobietą po przejściach i należy jej się taryfa ulgowa.
– No proszę cię! Już jej się gwarancja skończyła na użalanie się nad sobą. Życie ucieka i trzeba je chwytać garściami zanim całkiem ucieknie – zdecydowanie powiedziała Kasia.
– Ależ ona się dopiero zastanawia czy już może zacząć je chwytać czy jeszcze nie – broniła przyjaciółki Adelka.
– Ty jej nie broń, bo ja jej nie atakuję. A poza tym wydaje mi się, że już dobrze wie, że może. Od waszego powrotu z Krystianówki. Tylko nie bardzo wie jak zacząć.
– Może i coś w tym jest – zastanowiła się Adelka. – No to co robimy?
– Bo ja wiem? Kwiaty na pewno. Ogromny bukiet. I nawet wiem kto powinien je publicznie wręczyć – zachichotała Kasia. – Wtedy nie będzie mogła dać dyla. Dla Teresy też, oczywiście.
– Pewnie. Teresa jest taka zdolna, że może sobie pisać od niechcenia, ot tak sobie, kiedy jej się zachce. A Elka musiała się namęczyć, żeby zacząć w ogóle coś robić.
– Już się namęczyła wystarczająco i teraz powinno jej pójść jak z płatka. Tak uważam. Ale wiesz co? – Kasia przystanęła koncentrując się na myśli, która jej przyszła do głowy. – To jest niesprawiedliwe! To jest cholernie niesprawiedliwe, żeby człowiek dopiero po doczekaniu emerytury mógł się spełniać i robić to, co chciał przez całe życie! A jak nie doczeka?
– Ty, przestań, przecież doczekała! I nie uprawiaj mi tu żadnego czarnowidztwa. Rusz głową i myśl dalej.
Myślały, myślały lecz najwyraźniej dopadło je jakieś zaćmienie umysłowe akurat w tej kwestii.
– Lampka wina dla przybyłych – radośnie oznajmiła Kasia po dłuższej chwili wysiłku umysłowego.
– To się przecież rozumie samo przez się – spojrzała Adelka z niesmakiem. – A specjalistą od wina jest właściciel „Filiżanki”, chyba ci tego nie muszę przypominać.
– Fakt – westchnęła Kasia ogarnięta poczuciem bezradności, lecz zaraz poczuła się ożywiona. – To już będzie miał dwa plusy: wino i kwiaty – dodała wyraźnie ucieszona.
– A my co? Kwiaty miały być od nas – Adelka wydawała się coraz bardziej zdegustowana.
– Ale będą od niego, rozumiesz? I pewnie wielki bukiet czerwonych róż – domyślnie spojrzała na Adelkę. – I przy ludziach nie będzie jej wypadało robić żadnych cyrków. Musi kwiaty od niego przyjąć.
– Ale my jesteśmy głupie – Adelka palnęła się dłonią w czoło. – Kaśka, przecież my się nie musimy wygłupiać przy ludziach. Zaśpiewamy jej, albo raczej im, sto lat albo szła dzieweczka i już. A jak pójdą wszyscy inni to ją dopiero uczcimy i obdarujemy po swojemu.
– Aha, jak zostaną sami swoi. Ale dlaczego szła dzieweczka? – zainteresowała się Kasia.
– Dla niczego, dla przykładu, tak mi się powiedziało – machnęła bagatelizująco ręką Adelka.
– Tylko czym ją obdarujemy? Coś do nowego mieszkania, to znaczy do odnowionego, jej sprezentujemy? Właściwie wszystko ma, fuknie po swojemu, że jej nie trzeba. Dlaczego akurat szła dzieweczka?
– Czekaj, czekaj, coś mi idzie…, tfu, świta – Adelka przystanęła i zamilkła.
– No… – zniecierpliwiona Kasia przestępowała z nogi na nogę. – Co takiego?
– Czekaj, czekaj, coś mi się precyzuje… Szła do tego laseczka i szła…
– Gadajże wreszcie po ludzku bo uduszę ciebie i siebie przy okazji też.
– Mam! Wiem! Ufundujemy jej w nagrodę wyjazd. Zbiórkę przyjacielską zrobimy i wyślemy ją do Szczawnicy – wykrzyknęła Adelka tryumfalnie.
– Dobrze mówisz – ucieszyła się Kasia. – To genialne jest. Zupełnie przypadkiem pojawi się tam Winicjusz, tylko go trzeba odpowiednio wcześnie uprzedzić…
– I tym samym historia zatoczy koło i się zamknie – uroczyście obwieściła Adelka. – Nareszcie wszystko się znajdzie na właściwym miejscu.
– O matko, po tylu latach szarpaniny – z zachwytem dodała Kasia.
3.07.2018
kasiapur Może nie jest to odkrywcze ale te dziewczyny świetnie ze sobą rozmawiają.
Uśmiałam się :)))
Uściskuję Aniu bardzo bardzo !
Straszliwie szybko minął weekend jak zwykle. Widać, taka już jego natura;)
Mecze oglądałam jednym okiem wspólnie z Mężem. Dziwna to była wieść, że odpadają i wracają do domu zespoły takich państw jak Portugalia, Argentyna. Najsławniejsi jadą do domu – Messi, Ronaldo, nasz Lewandowski w takim gronie „odpadniętych” nie przedstawia się tak tragicznie, pewnie się lepiej
poczuł. Niestety, nasze mecze były słabe (także ten o niby honor), co mogę zaświadczyć ja, kompletny laik.
W ramach ćwiczeń fizycznych Mąż znacznie skrócił nasze dwa perukowce, teraz je będę prowadziła jako krzaki, nie drzewa, bo wybujałe ponad miarę zaczęły przeszkadzać wychodząc poza siatkę na uliczkę. Piękne one są dopóki „peruki” nie dojrzeją i nie zaczną fruwać po całej okolicy. Wtedy robią się wkurzające i brzydkie niczym prawdziwe, stare, zrudziałe peruki. Taki nalot, zmasowany atak nieprzyjemnego paskudztwa. Dużo było gałęzi, każdą uciętą biorę w rękę i sekatorem obcinam mniejsze gałązki zostawiając długi kij, który w ogródku służyć może do celów różnych. Nie skończyłam jeszcze, bo naprawdę tego dużo i mam zakwasy od gimnastyki – typu: przysiad, powstań, schyl się, utnij i powtórz od początku;) Poza tym zrobiło się
zimno i odechciało mi się ogródkowych prac ręcznych. Za dwa dni ma się ocieplić, wtedy dokończę.
Panią stomatolkę odwiedziłam, musiałam zrobić prześwietlenie całej szczęki i dziś zobaczymy co dalej. Na pewno czeka mnie wyrwanie zęba. Aha, źle powiedziałam, usunięcie powinno być;) Taty przyjaciel stomatolog kiedyś powiedział: ” Pamiętaj, że wyrywa to się nogi z doopy, a zęby się usuwa”.
Ale w sumie… czy wyrwać, czy usunąć – na jedno wychodzi. Ważne, żeby się pozbyć przyczyn bólu i zagrożenia dla zdrowia całego organizmu. Każdego organizmu.
2.07.2018
babciabezmohera Też mam perukowca i bardzo go lubię. Nawet fruwające kłapcie mi nie przeszkadzają, bo zbijają się w duże „kule” i łatwo je zebrać. Ale mój mąż narzeka.No, cóż- każdy ma inaczej! 😉
urszula97 Tak ,robota w ogrodzie jest.U nas w piątek ciepło a w sobotę ochłodzenie aż do dzisiaj,trzeba pójśc na działkę i zobaczyć co urosło w tym chłodzie.Mam wnuka na wakacje i zupełnie inny rytm dnia.Jak ja nie lubie dentysty.Trzymam kciuki.
kotimyszkot A to się nagimnastykowałaś 🙂 Też już czekam niecierpliwie na to ocieplenie. Lato zdecydowanie powinno mieć tą temperaturę choć ze 25, a nie jakieś 17 i wichry szalejące 😉 Powodzenia u dentysty Aniu, oby jak najszybciej było po bólu..
emma_b nigdy nie słyszałam o perukowcach więc z ciekawości wyguglałam: bardzo fajne!
annazadroza BBM:-) Bo to ładna roślina jest. Tylko nasze rozrosły się za bardzo i po całym osiedlu te „peruki” fruwają zaśmiecając sąsiadom ogródki. Skróciliśmy je i teraz sobie będą rosły dalej, one bardzo szybko rosną.
annazadroza Urszulo:-) Wczoraj padało, dziś już nie, chyba cieplej jest, i dobrze, bo do ogródka może da się wyjść, żeby skończyć to, co zaczęte.
Fajnie, że masz u siebie wnuczka, nie ma to jak wakacje u babci:) Nawet jak trzeba zmienić rytm dnia, to radość dziecko sobą niesie ogromną:)
Ogólnie dentysty nikt nie lubi, ale ja moją panią Kasię tak, bo tylko jej na całym świecie się nie boję;)
annazadroza Myszokocie:-) Dziś trochę cieplej, na razie nie pada. Deszcz potrzebny, ale w nocy;) Niebo zakryte chmurami i strach wyjść gdzieś dalej, żeby za chwilę nie lunęło z nieba i nie zmoczyło psów i mnie.
Usuwać ząb mądrości będę jutro:( Brr…
annazadroza Emmo:-) Są bardzo ładne, szczególnie zanim te „peruki” nie dojrzeją. Liście mają w takim jakby czerwonawym-różowawym kolorze, te puszki również. Potem zmieniają się w zrudziałe „peruki” i już nie są dekoracyjne.
kolewoczy Mówi się „ekstrakcja zęba” 😉 A podobny problem jak Ty z perukowcami mam z leszczynami, te to się dopiero rozkrzewiają. Utniesz jedną gałąź, a odrastają trzy! Jak hydra 😉
annazadroza Kolewoczy:-) Tak się mówi fachowo, prawda. Ale bez względu na nazwę – strach;)
Z leszczyny masz przynajmniej orzechy, jakiś pożytek jest, a te „peruki” są okropnie upierdliwe.
krzysztof213 Nie patrzyłem na ani jeden mecz a ogród jak masz to można zrobić w nim wiele wręcz jednak to sztuka i duży wysiłek
annazadroza Krzysztof:-) Nie każdy musi lubić oglądać mecze, można mnóstwo innych rzeczy robić w tym czasie. Na przykład polenić się w ogródku, albo w parku, albo poczytać – bo nie zawsze trzeba ciężko pracować, czasem da się odpocząć:)
Gość: [chirurgia stomatologiczna]*.dynamic.chello.pl Czy rozmawiałaś ze swoją stomatolog czy będziesz potrzebowała jakiegoś konkretnego znieczulenia pod wyrywanie zębów 🙂 Wiem, że niekiedy strasznie boli. Znowu niektorzy znajomi opowiadali mi, że ich wyrywanie zęba przebiegło praktycznie bez bólu
annazadroza Chirurgio droga:-) Nic nie bolało, absolutnie bez żadnych problemów się obyło. Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam:)))
Przyszedł czas, że Elżbieta mogła sobie urządzić sypialnię. I urządziła. Czuła satysfakcję jakby chciała Mirkowi udowodnić, że zmieniła w domu absolutnie wszystko i ślad po nim nie pozostał. Była zmuszona dwa razy się z nim spotkać w niedużym odstępie czasowym i bardzo to przeżyła. To znaczy przeżywała dopóki nie stanęła z nim twarzą w twarz, wtedy przestała. Uświadomiła sobie, że jest absolutnie spokojna, obojętna na obecność byłego męża, że on nie ma na nią żadnego wpływu i nie robi na niej jakiegokolwiek wrażenia. Odetchnęła z ulgą. Była już naprawdę zupełnie innym człowiekiem.
Okazją do spotkania stało się zawarcie małżeństw przez Roberta i Rafała. Obaj zaprosili ojca na swoje śluby i musiała uszanować ich decyzję.
Chłopcy wspólnie z małżonkami doczekali się wreszcie odebrania kluczy od upragnionych mieszkań, przewieźli swoje rzeczy uwalniając matce ostatni pokój, w którym mogła urządzić wymarzoną sypialnię. Właśnie w niej siedziała, w swojej nowej, pięknej sypialni, w której przeważał zielony kolor. Postawiła na stoliczku nowy telewizor, stary zostawiła w dużym pokoju ochrzczonym teraz szumnie salonem. Stwierdziła, że musi mieć wygodę na stare lata i możliwość wygodnego oglądania programu z łóżka.
Do pokoiku wpadła Beta próbując złapać muchę. Wskoczyła za nią na łóżko, z łóżka na fotel, z fotela chciała na ścianę, ale jej się nie udało. Fotel z hukiem na ścianę poleciał, suczka od ściany się odbiła, a mucha nic. Jak siedziała tak siedziała dalej, nawet nie odfrunęła.
– Mądra ty jesteś? – spytała Ela podnosząc fotel. – Dopiero skończyłam remont, a ty mi chcesz od razu ściany porozwalać?
Rozmasowała suczce łebek, mięśnie przykręgosłupowe na wszelki wypadek też. Nie stwierdziła uszkodzeń, bo Beta otrząsnąwszy się z niecierpliwością, znów intensywnie szukała muchy.
Rozległ się dźwięk telefonu. Teresa zadzwoniła z informacją, że ich wspólna książka jest gotowa i zaproponowała zorganizowanie wieczoru autorskiego w „Filiżance”. Elka odłożyła komórkę oszołomiona nieco. Co prawda kiedyś kilka swoich „dzieł” wystawiała wraz z innymi nauczycielami plastyki lecz była to zupełnie inna historia. Wtedy przyszło grono znajomych, z których każdy prezentował swoje prace, przybyły ich rodziny i przyjaciele. Ale teraz? Pójdzie w świat książka z jej ilustracjami. Trafi do księgarń, bibliotek, może nawet znajdzie się w jej dawnej szkole? Oczyma wyobraźni zobaczyła jak Larwa bierze książkę do ręki, podziwia rysunki, potem spogląda na nazwisko ilustratorki i… musi ją wziąć jasna cholera więc pada z wściekłości w pokoju nauczycielskim. Wzywają pogotowie, ale w mieście są duże korki, karetka wcale się nie spieszy, jedzie pomalutku…
O matko, jęknęła zachwycona a jej dusza poczuła się usatysfakcjonowana obrazem i napawała się przez chwilę poczuciem dokonanej zemsty. Zemsta jest rozkoszą bogów…. Elżbieta jednakże boginią nie była toteż wróciła do rzeczywistości z lekkim niesmakiem. Tfu, żeby mnie ta Larwa nawet w moich własnych myślach prześladowała, obruszyła się, to jest nie do wytrzymania. Postanowiła zacząć myśleć o przyjemniejszych sprawach, na przykład w co się ubrać. O właśnie, o tym trzeba pomyśleć… o matko jedyna, będą się na mnie patrzeć? Nie chcę, niech się patrzą na Teresę, ja się gdzieś muszę schować! A jakby Larwa przyszła i się patrzyła? No to przecież musiałabym wytrzymać i jeszcze pokazać, że mam wszystko gdzieś i wcale się nie denerwuję i nie boję się, nic a nic… Rany koguta, umrę ze strachu! Telefon, gdzie mam telefon? Gdzie, do diaska, go znowu wsadziłam, jest.
– Kaśka? Słuchaj, ja się boję!
– Co ty do mnie mówisz? – zdziwiła się Kasia. – Kogo się boisz?
– Nie kogo tylko czego.
– No to czego? I gdzie?
– Jak to gdzie? – zdziwiła się z kolei Ela. – Wszędzie się boję.
– Rany boskie, na manię prześladowczą nagle zapadłaś czy jak?
– Głupia, w każdej komórce się boję, no, wszędzie, rozumiesz?
– Aa, takie wszędzie. Ale dlaczego?
– Bo się będą na mnie gapić.
– Kto?
– Wszyscy!
– Rany boskie! Jacy wszyscy? Kobieto! Miliardy ludzi na ziemi, jakieś siedem tych miliardów czy ileś? Może jeszcze ufoludki z kosmosu, co? Zwariowałaś ze szczętem?
– Durna, aż tyle nie przyjdzie, przecież nie zmieszczą się w „Filiżance”.
– Aha, ty o tym. Nie mogłaś od początku po ludzku powiedzieć o co ci chodzi?
– Teresa zadzwoniła, że to już, lada chwila i się zestresowałam.
– Czym? Gdybym ja się zestrachała, to byłoby zrozumiałe, bo od zawsze umieram z przerażenia przed publicznym odezwaniem się. Ale ty? Przecież całe życie występowałaś przed ludźmi, małymi podczas lekcji i dużymi na zebraniach. I czym się masz stresować?
– Oo, jakby tak podejść do sprawy… No, to zupełnie inna historia!
– Ty, Elcia, jesteś przyzwyczajona do gadania. Ja nie, za żadne skarby świata! Tracę głowę i pamięć natychmiast, kiedy ktoś nagle mnie o coś zapyta. Wtedy nawet nie wiem jak się nazywam i gdzie mieszkam. Zawsze tak miałam, od dziecka, nie teraz, żeby zaraz Alzheimer, bo dziedziczny… Wyobraź sobie, że prowadzisz lekcję w najstarszej klasie albo zebranie z rodzicami.
– Katarynko! Jesteś genialna – ucieszyła się Ela.
– W głębi duszy zawsze o tym wiedziałam – odpowiedziała skromnie Kasia. – Ale miło jest usłyszeć potwierdzenie z czyichś ust.
Wygraliśmy ten ostatni mecz, dobre i to. Nie przeżywałam, bo zaczytałam się i zapomniałam o całym świecie. Mąż był poza domem, kiedy wrócił – spytał o wynik, wtedy dopiero włączyłam telewizor i okazało się, że prowadzimy. Było kilka minut przed końcem. Patrząc na pomalowane twarze kibiców pomyślałam, że wróciła moda, albo nie, niewłaściwe określenie, wróciliśmy do wyrażania uczuć, nastrojów poprzez obraz i kolor – kiedyś Indianie malowali barwy wojenne na twarzach, a teraz malujemy barwy narodowe przed meczem, czyli idziemy na wojnę z przeciwnikiem, który ma twarzy barwy naszego rywala. W ten sposób wyrażamy swoją przynależność plemienną. Taka wojna może być, akceptuję, aby nie szła dalej przeradzając się w rękoczyny.
Poza tym posadziłam kwiatki, miałam jeszcze trochę zeszłorocznej odżywki do pelargonii więc je podlałam. Są wyjątkowo urocze z masą zieleni i delikatnymi kwiatuszkami.
Mijający tydzień był męczący, ponieważ upłynął pod znakiem wizyt u lekarzy. Tak wypadło, że się skumulowały dzień po dniu, a wybrzydzać nie można, bo wiadomo jak jest z terminami do specjalistów. Jeszcze dziś dentystka na mnie czeka, jedyna na świecie, której się nie boję;)
Przydałaby mi się czarodziejska żywa woda, po której zniknęłoby całe zmęczenie i zniechęcenie, wróciła energia i siła, bo jakaś taka padnięta jestem. Trzeci rok nie jedziemy do Szczawnicy, nie wiem czy się uda, z babcią D. trudna sprawa na co dzień, a co dopiero mówić o wyjeździe. Musiałabym ją chyba
związać i wrzucić do bagażnika na drogę;( Równałoby się to z morderstwem, bo przecież drogi by nie przetrzymała, a ja natury mordercy nie mam, mimo iż mordercze instynkty czasami miewam, szczególnie słuchając „mądrości” padających z tv. Dlatego staram się ich nie słuchać. Idę sobie zrobić kawę na pocieszenie i życzę spokojnego weekendu.
29.06.2018
kotimyszkot Byłam kiedyś na meczu naszej drużyny siatkarskiej z Japonią. Mimo iż nie jestem żadną wielką fanką sportu. Były barwy na twarzy, kołatki, okrzyki i autentycznie czuło się niesamowitą przynależność do biało-czerwonych. Wyniku nie pamiętam, nie miał takiego znaczenia, bo samo kibicowanie było niesamowitym przeżyciem i fakt, że ten ogromny tłum przyjechał wspierać swoją drużynę 🙂
Dobrze, że strzelili wczoraj choć tę jedną bramkę, lepsze to niż nic 😉
babciabezmohera Oglądałam ten mecz, choć fanką nożnej nie byłam i chyba już nie będę. Mecz był po prostu brzydki- jakby nikomu na niczym nie zależało. Wiem, że upał, że żaden najwyższy nawet wynik niczego nam już nie dawał, ale aż tak ostentacyjnie mieć wszystko w d…? Jakoś tak niesportowo. ;((
kasiapur Masz rację też ich nie słucham …szkoda sił i zdrowia których jest
i tak mało. I też jestem wyjątkowo zmęczona, więc obie możemy
iść na kawę 😉
Anula odpocznij…dobrego weekendu 🙂
emma_b dołączam do grona zmęczonych, też sadziłam dzisiaj kwiaty, ale przecież to nie jest jakiś morderczy wysiłek. w moim przypadku wszystkiemu winna starość.
krzysztof213 Takie gdzieś daleko tam inne życie a tak wyszło jakoś że mecz nie miałem czasu wyniki znam i tak jakoś historia się powtarza.
Ja bym musiał napisać jak to było ale to by nie było takie proste i słodkie do końca
annazadroza Myszokocie:-) Mecze siatkówki wyglądają zupełnie inaczej, to prawda. Czasem zerkam, (teściowa jest wielką fanką siatki, w młodości sama grała i teraz patrzy na wszystko jak leci). Nie ma na tych meczach chamstwa, jakie zazwyczaj panuje podczas spotkań piłkarskich.
Lubię takie chwile, kiedy budzi się wspólnota w narodzie, są to przeżycia silnie zapadające w pamięć. Szkoda, że ich jest mało, że teraz głównie skupiamy się na podziałach.
annazadroza BBM:-) Tak to właśnie wyglądało – jakby nikomu na niczym nie zależało. Jeśli zawodnicy grają z sercem, to taki kibic jak ja – czyli od przypadku do przypadku – potrafi się włączyć emocjonalnie i czuje związek z zawodnikami, jeśli nie to obojętnieje, macha ręką i przestaje oglądać.
annazadroza Kasiu:-) Pomogła Ci kawa? Ja już mogę pić kilka pod rząd i nic. Skończyła mi się Yerba Mate, muszę dokupić, bo już nic innego mnie nie stawia na nogi.
Kasieńko, trzymaj się, kochana, ściskam mocno:)))
annazadroza Emmo:-) Sadzenie kwiatków nie jest męczące, odwrotnie, daje radość i sprawia przyjemność. Ale… kiedyś mogłam tyle rzeczy zrobić w tym samym czasie… teraz… gucio… Sama świadomość własnych niedostatków jest męcząca i wkurzająca.
annazadroza Krzysztof:-) Dobrze, że meczu nie oglądałeś, nic nie straciłeś, bo to nieładne, albo nawet żadne – widowisko było.
Proste to w ogóle nic nie jest, a na osłodzenie zrób sobie kawę, zjedz czekoladę i będzie Ci lepiej. Na pewne sprawy nie mamy wpływu, trzeba machnąć na nie ręką i nie dawać im rosnąć w siłę poprzez myślenie o nich nieustanne. Wystarczy zareagować kiedy będzie okazja. Trzymaj się, pozdrawiam:)))
Wczoraj po południu wracając z psami zobaczyłam gołębia. Pod siatką od strony ulicy stał nieruchomo z napuszonymi piórkami, nie zwracając uwagi na nic co się wokół działo, a dzieci biegały, krzyczały bawiąc się i samochody przejeżdżały. Zaprowadziłam psiaki do domu i wróciłam. Gołąbek był śliczny, biały z jasnobrązowym łebkiem i takimi samymi paskami na skrzydełkach. Dzień wcześniej Mąż mi go pokazywał, że taki ładny skądś przyleciał. Zauważyłam, że miał na nóżkach dwie obrączki, czyli czyjś, nie bezdomny. Złapałam go bez trudu, zaniosłam do ogródka. Dałam wodę i kaszę z nadzieją, że się pożywi – ale nie chciał. Stał i – tu mi się określenie babci przypomniało odnoszące się do chorych kurczaków – „kipiał”. Mąż zaczął
szukać w internecie informacji o hodowcach gołębi, znalazł telefon, zadzwonił, opowiedział co się zdarzyło. Pan powiedział, że ktoś oddzwoni, ale nie doczekaliśmy się, więc zadzwonił w inne miejsce. Tam pan poradził, żeby dać jeść i pić, bo może tylko zmęczony. Aha, spisaliśmy z obrączki dane. Na żółtej były niewidoczne, a na zielonej – RO F.R.S.C. 2017 029707. Pan powiedział, że to z Rumunii gołąb. Miałam nadzieję, że odpocznie i będzie dobrze, bo nawet zaczął się trochę ruszać, przesunął się w inne miejsce, ale – niestety – nocą pofrunął za Tęczowy Most. Rano leżał z rozpostartym białym skrzydełkiem na zielonej trawie. Przynajmniej odszedł w spokoju, nikt się nad nim nie znęcał, nie pogryzł, nie rozszarpał (psy siedziały w domu i do ogródka drzwi były zamknięte). Pochowaliśmy go pod wierzbą, kupiłam kwiatki i posadzę tam za chwilę. Żal biedactwa, taki był śliczny, szmat drogi przebył, żeby zakończyć życie w obcym kraju.
krzysztof213 Gołębie to historia i to ciekawa .
Hmm ..
urszula97 Taki szmat drogi i przejść na drugą stronę mostu,szkoda.
kotimyszkot Po przeczytaniu „Ptaśka” inaczej spojrzałam na gołębie. Szkoda tego, być może dotarł do celu swej podróży, a tu takie zakończenie..
kasiapur Tak to Aniu napisałaś przejmująco, że doczytałam się jakby symbolu.
Może dlatego że jest parę dzieł malarskich graficznych gdzie gołąb
jest wręcz sensem literackim. Ech może mam taki nastrój…szkoda go wielka…
Przytulańce i dobrego dnia dla Ciebie Aniu 🙂
annazadroza BBM:-) Smutne, bo żal takiego bezbronnego, niewinnego stworzonka:(
annazadroza Krzysztof:-) Gdyby prześledzić drogi, które pokonują ptaki, okazałoby się, że każda to materiał na osobny film.
annazadroza Urszulo:-) Można pomyśleć, że nigdy nie wiadomo kto i kiedy tam podąży, a dotyczy to wszystkich żywych istot, nie da się uciec…
annazadroza Myszokocie:-) Żal, ale co zrobić? Pocieszam się, że miał spokój w ostatnich chwilach. Pewne zdarzenia są nieuchronne…
annazadroza Kasiu:-) Tak, biały gołąb to symbol. Wprawdzie biel złamana była jasnym brązem, ale co to ma za znaczenie? Kwiatki mu już posadziłam. Może gdzieś tam w innym wymiarze fruwa bezpieczny i szczęśliwy?
Buziaki Kasieńko:)
krzysztof213 Jedna z niewielu nie licznych kobiet co odpisuję na komentarze
I jest taki film mikro lub makro kosmos .
A gołębie to i wiadomości nosiły nawet w czasie wojny
e.urlik Aniu kochana, emocji ci w życiu nie brakuje… Biedny ptak, biedna ty. Wiesz, pomyślałam sobie, że warto by zawiadomić hodowcę, żeby nie czekał na swojego gołębia. Jeśli chcesz, to postaram się znaleźć namiary. Przepraszam, ja zawsze tak praktycznie…
annazadroza Krzysztof:-) A jak inaczej? Nie odpowiadać? To byłoby – gadał dziad do obrazu, a obraz ani razu 😉
Gołębie z dawien dawna używane były do przenoszenia wieści, mają niezwykłe zdolności odnajdywania drogi. Widziałam kiedyś film jakby z punktu widzenia lecącego ptaka kamera była prowadzona. Niesamowite.
annazadroza Ewuś:-) I dobrze, że praktycznie. Mąż szukał, ale na nic więcej nie trafił, poza tymi kilkoma telefonami, które wykonał. A ten adres to jaki? W ogóle jak zdobyłaś? Aa, no tak, Ty poliglotka jesteś, to zrozumiałaś:)))
annazadroza Marysiu:-) Samo życie, ale szkoda pięknego ptaka.
e.urlik Aniu, adres do Rumuńskiego związku hodowców gołębi pocztowych to:www.federatianationalacolumbofila.ro/contact.html a ich adres mailowy: office@fcpr.ro
Możesz napisać tak: We are very sorry to inform you that we found one of your pigeons (ring number: tu wpisz numer na obrączce) dead on our estate in (wpisz miasto i kraj).
We are hoping that this such a accident will not happen in the future.
Sincerely yours
Anna i Mąż
Całuski
Kasia z Mikołajem spędzili cudowne chwile majowego weekendu w Szczawnicy. Niestety, wszystko co dobre prędko się kończy. Po powrocie powitanie z teściową było – rzec by można – umiarkowanie neutralne. Zamieniły zdawkowe słowa i tyle. Trzeba było iść do pracy, co od pewnego czasu stało się koszmarem z piekła rodem. W rezultacie Kasia przychodząc po pracy do domu nie miała siły się ruszyć. Siadała w bujanym fotelu i bujała się patrząc w okno. Ba, nawet nie szła na górę się przebrać, co się jej nigdy do tej pory nie zdarzało. Musiała najpierw odreagować zaistniałe sytuacje i wydarzenia, strząsnąć z siebie całą złą energię przyniesioną z pracy i dopiero po pewnym czasie mogła zacząć żyć i wykonywać wszystkie domowe obowiązki. Tak było w poniedziałek, wtorek i środę. W czwartek teściowa zeszła na dół kiedy Kasia – bujając się z zamkniętymi oczami – próbowała pokonać straszliwy ból głowy i dojść do równowagi. Usiadła z kwaśną miną i przemówiła.
– To teraz już tak będzie?
Zdziwiona Kasia z wysiłkiem otworzyła oczy.
– Jak? Z czym? Nie wiem o czym mówisz.
– Nie udawaj, ze nie rozumiesz. Znowu chcesz mi dokuczyć! To teraz tak będzie, że każdy będzie osobno?
– Rany boskie, o co ci chodzi?
– Ty dobrze wiesz o co chodzi. Od czterech dni siadasz i nic nie robisz. Przedtem gotowałaś. Teraz siedzisz i strajkujesz!
Zaatakowana Kasia szeroko otworzyła oczy ze zdumienia.
– Kobieto – westchnęła patrząc z politowaniem na teściową. – Jestem tak zmęczona, że nie idę nawet na górę się przebrać, bo nie mam siły. Nie widzisz, że wracam z pracy kompletnie wykończona i ledwo żyję?
– Ja dobrze wiem co chcesz mi udowodnić – zaczęła patrząc z ledwo skrywaną nienawiścią na synową.
– Litości – jęknęła Kasia. – Znowu: ja, mnie…Czy ty myślisz, że na całym świecie nie ma innych problemów tylko to, co ty myślisz? A jaką to ważną personą jesteś, żebym myślała tylko o tobie, żeby tobie dokuczyć, tobie zrobić na złość? Mam w tej chwili tyle na głowie, że naprawdę dla ciebie w niej nie ma miejsca. A tak w ogóle to o co ci chodzi? Lodówka jest pełna jedzenia i jeszcze pierogi w zamrażalniku. Podgrzej sobie, zrób co chcesz. Przedtem miałaś pretensję, że cię z kuchni wygoniłam, a teraz odwrotnie?
– Mnie chodzi o Mikołaja…
– Mikołaj jest już dużym chłopcem. Poza tym ma dwie sprawne ręce i gotować potrafi zupełnie dobrze. Da sobie radę.
– On cały dzień pracuje przy komputerze, a ty tak mówisz?
– A ja co, z balu wracam? Też chyba z pracy wracam! Przestań się już czepiać drobiazgów i daj mi spokój.
– Mamo, przestań sobie mną buzię wycierać i naprawdę daj Kasi spokój – odezwał się podniesionym głosem Mikołaj schodząc ze schodów.
– Mnie tylko o ciebie chodzi…
– A czy ja narzekałem albo ci się skarżyłem? Przestań się wtrącać do mojego małżeństwa! Zazdrosna jesteś, bo wczoraj zobaczyłaś, że trzymałem własną żonę za rękę podczas oglądania telewizji? Czy tobie się coś nie pomyliło? Masz swój pokój, masz czas na pichcenie kiedy Kasia jest w pracy i przestań stwarzać ciągłe problemy. Tak się nie da żyć!
Poirytowany w najwyższym stopniu chciał ciągnąć dalej. Kasia uciszała go i uspokajała jak mogła widząc, że ciśnienie się podnosi mężowi coraz bardziej. Pani Wacia poszła do siebie i trzasnęła drzwiami.
– Kotku, to jest starszy człowiek, już jej nie zmienisz. Uspokój się, ochłoń i nie denerwuj się, szkoda zdrowia. Widzisz, ja się tym razem aż tak bardzo nie przejęłam. Widocznie pomału się uodparniam.
– Nie pozwolę, żeby ona cię tak traktowała…
– Dzięki kochany, że stanąłeś po mojej stronie. Ale to twoja matka. Owszem, wkurzam się nieraz, działa mi na nerwy lecz myślę, że to kwestia wieku, nie ma rady, trzeba przetrzymać. Może kiedyś dotrze do niej, że w domu jest o wiele lepiej kiedy jest po prostu normalnie, bez szukania wroga, bez wojny podjazdowej i snucia spiskowych teorii, w których ona jest główną ofiarą.
26.06.2018
cliff_z_poddabia dzień dobry, ja trochem nie na temat. pszyszłam podzieńkować za życzenia, które dopiero teraz znalazłam i pozdrowić Szilę i Skitsa. Hau hau!
annazadroza Marysiu:-) A żebyś wiedziała. I nic na to nie da się poradzić:(
annazadroza Panno Cliff:-) Szilka i Skituś dziękować serdecznie, hau:))) Pozdrowionka ślemy i pyszności życzymy, a dla Baby też serdeczności trochę, a co tam, niech ma:)))
No i mamy piłkarski plan D czyli – do domu:((( Nie znam się na piłce, kibicką jestem okazjonalnie, ale się wkurzam, kiedy zawodnicy przez cały czas kłębią się pod naszą bramką. W takim zamieszaniu łatwo jest strzelić gola. No i stało się, strzelili nam, nie tylko jednego:((( A my nic:((( Biedronka przysłała przed meczem sms, że za każdego gola strzelonego przez naszą reprezentację daje bon o wartości 5 zł. Cóż, ani jednego nie da. Nikomu. Zaoszczędziła. Szkoda. Nie ma nas nigdzie, ani na mundialu, ani na spotkaniu w sprawie ważnej dla całej Europy, bo może my – w sensie pierwszy sort – w Europie nie jesteśmy? Drugi sort jak najbardziej tu widzi swoje miejsce, tylko jak to się rozkłada ilościowo? Arytmetyka jest nieubłagana, a wsparta „odpowiednim” liczeniem głosów … Smutno mi…
25.06.2018
bognna No totalna beznadzieja ten mecz. Mamy dwie flagi na tarasie, ale obawiam sie, ze polska flaga niedlugo zniknie:(
annazadroza Przykre to było widowisko. Szczególnie po zapowiedziach, że wspaniałą drużynę mamy, prawie mistrzowską.
urszula97 Za dużo reklam,blichtrów echów o achów,jak dobrze są przygotowani,mnie cieszy fakt że moi ulubieni siatkarze weszli do najlepszej szóstki w LN,czekam na 5 lipca jak im dalej pójdzie,a o nich praktycznie zero informacji,
veanka Mnie mniej smutno, bo żadnego meczu nie oglądałam.
Takie czasy nastały, ze im mniej wiem, tym lepiej mi psychicznie;(.
kotimyszkot Smutno i szkoda, ale co zrobić.. trzeba wstać, ćwiczyć dalej i uczyć się na błędach. Ponoć nigdy nie jest późno na naukę 😉
marijana2 Aniu, przecież to wina tych niebieskich. Gdyby nie przeszkadzali, nasi zagraliby piękny mecz. ;))
annazadroza Urszulo:-) Brawo dla siatkarzy:) Oby tak dalej. W piłce nożnej – za dużo bicia piany.
annazadroza Veanko:-) Masz rację, dla własnego zdrowia lepiej unikać pewnych sytuacji i nie ekscytować się niepotrzebnie.
annazadroza Myszokocie:-) Toś mądrze powiedziała:) Uczyć się na błędach i wyciągać wnioski potrafią tylko mądrzy ludzie, głupi uważają, że wszystkie rozumy zjedli i uczyć się nie muszą.
annazadroza Marijanko:-) Właściwie …tak by było;) A tak prawdę mówiąc – czy to nie my sami się oszukujemy biorąc pobożne życzenia za rzeczywistość?
annazadroza Fusilko:-) Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje – a przysłowia są mądrością narodu. Okazuje się, że słusznie tak się mówi.
kasiapur Z Japonią już nie będę oglądała… Lepiej Ciebie poczytam i nadrobię
zaległości 🙂 buziaki !
karolinagurazda „W piłkę nożną można grać niechlujnie przez 80 minut. W siatkówkę tak grać się po prostu nie da.” – Jacek Laskowski/komentator sportowy.
I tyle ode mnie w temacie piłki 😉
Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Kasiu:-) Jeszcze popatrzę, może się chłopaki wezmą w garść i chociaż na pożegnanie ładnie zagrają?
Miło, że chcesz mnie czytać:) Chciałam spytać, gdzie byłaś, że zaległości narobiłaś, ale nie będę taka wścibska;) Buziaki:)))
Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Karolino:-) Szczera prawda, to zupełnie inna piłka, choć niby tak samo okrągła;)))
Nie mogłam się u Ciebie wpisać, bo blox oszalał i nie pozwolił. Dziś wpisu też nie mogłam puścić, kilka razy musiałam się logować i uzbroić się w duuużo cierpliwości, zanim się udało.
Pozdrawiam:)))
babciabezmohera Przyznam, że względnie bezboleśnie przyjęłam wynik. Nie dałam się uwieść propagandzie nadmuchiwanego balonu, jacy to jesteśmy naj,-. więc i rozczarowanie było niewielkie.
Polacy coś takiego w sobie mają, że trudno im się zgrać w zespole- i tu cały szkopuł! ;(
kasiapur Aniu mam duże problemy rodzinne. Kto ich nie ma prawda ?
ale tu chodzi o coś naprawdę ,,ostatecznego,,…Czasami mnie nie będzie
ale to żebym zebrała myśli, no i siebie pozbierała…
Uściskuję jak wiesz zawsze ciepło dla Ciebie
emma_b powiem szczerze, że nic mnie te mecze nie obchodzą. na szczęście, bo moja sąsiadka sobie paznokcie do krwi poobgryzała (w czasie meczu), a jej małżonek ma minę jakby mu kto umarł. do tego jeśli PiS miał ewentualne sukcesy piłkarskie zdyskontować, to niech już lepiej będzie tak jak jest:)
annazadroza Kasiu:-) Trzymaj się, zbieraj myśli i niech się wszystko układa jak najlepiej dla Ciebie. Jakakolwiek sytuacja by nie zaistniała, wyjście zawsze jest. Znasz powiedzenie, że jeśli los zamyka drzwi, to otwiera okno.
Serdeczności Kasieńko i życzenia siły. Buziaki:)))
Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Emmo:-) Oglądam mecze, ale bez przesady, nie przeżywam tak bardzo. Wkurzona byłam tylko na to pompowanie balona oraz – że dowód mamy kolejny, iż nie potrafimy działać zbiorowo, razem, iść w jednym kierunku. Kłócić się umiemy za to jak nikt.
A czemu pis miałby zdyskontować ewentualne sukcesy zamiast podpiąć się pod nie?
annazadroza BBM:-) Zgadzam się z Tobą, tu jest sedno sprawy. Nie potrafimy być zespołem, grupą idącą po coś razem, zawsze znajdzie się ktoś, kto się wyłamie, obrazi, nie pójdzie wcale, albo inna drogą, bo ma muchy w nosie:(
– Słuchajcie, mam najnowsze wieści z Krystianówki i okolic – oświadczyła Adelka, kiedy zebrały się w pięknej nowej kuchni Elżbiety.
– Skąd wzięłaś? Byłaś tam? – spytała Kasia.
– Jak skąd? Od Krysi. Byli oboje z Zenkiem.
– No i co?
– Wyobraźcie sobie, że kłusownika złapano na gorącym uczynku. I jeszcze sam błagał, żeby go zabrali.
– Zaraz, jak sam? Kogo błagał?
– Leśników. A błagał, bo się złapał we własne sidła! Tak szczęśliwie, że w żaden sposób nie mógł się uwolnić własnoręcznie.
– No to chyba nieszczęśliwie.
– Szczęśliwie dla zwierząt i służb porządkowych – powiedziała z satysfakcją Adelka.
– Ale dlaczego się sam nie wydostał?
– Bo mu ręce unieruchomiło i przez dwa dni siedział o suchym pysku – z wielkim zadowoleniem wyjaśniła Adelka.
– Dobrze mu tak – Kasia miała taką minę jakby chciała się zerwać, polecieć nad jezioro, ponownie przytrzasnąć złoczyńcy ręce i pilnować, żeby nikt nigdy już go nie uwolnił.
– Dobrze mówisz – przytaknęła Elka. – Każdego drania powinno spotkać to samo co robi innym.
– Właśnie – Kasia skinęła głową z aprobatą. – Zgodnie z porzekadłem: nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.
– Aha, słuchajcie, przyszedł mi do głowy pewien pomysł, już nawet sporo sama odłożyłam…
– Jaki pomysł?
– Co odłożyłaś? – równocześnie zadały pytanie Elżbieta i Kasia.
– Przecież mówię – zniecierpliwiła się Adelka. – Tylko mi przeszkadzacie…
– Mówże wreszcie, bo nie wytrzymam – jęknęła Elka.
– O rany, co za jędze – westchnęła Adelka wznosząc oczy ku górze. – Tyle tego mamy w domu niepotrzebnie…
– Zaraz ją uduszę – rzuciła Kasia w przestrzeń międzyplanetarną.
– …ciuchów, różnych zbędnych przedmiotów, albo podwójnych artykułów bez sensu kupionych, albo dostanych… Inni zabawki mają w ilościach hurtowych. Po co im? Można wszystko przejrzeć, jeszcze rozpuścić wici wśród znajomych i zawieźć to wszystko do rodziny Jaśka.
– Popatrz, myśleć zaczęła – mruknęła Ela. – Ja już dawno na to wpadłam. Nawet zaczęłam realizować i dwa wielkie worki mam przygotowane. W czasie remontu mi to przyszło do głowy kiedy się zastanawiałam co mam z tymi wszystkimi rzeczami zrobić.
– To nie mogłaś podpowiedzieć wcześniej? – oburzyła się Kasia.
– A rozmawiałyśmy na ten temat? Nie. Ty mi pamiętać każesz byle kiedy? Przypomniało mi się jak Adelka o Krystianówce powiedziała i tyle – wzruszyła Elka ramionami.
– To ja do młodych się odezwę – skinęła głową Kasia. – Wprawdzie ciuszki, z których Klarcia już wyrosła znajomym przekazują, ale może część przechwycę. Kiedy znowu tam Krysia pojedzie?
– Nie wiem, pewnie jak zbierze przyzwoitą partię darów dla tej rodziny.
– Wszystko się przyda. Przecież pani Monika uciekła z dziećmi tak jak stała, właściwie bez niczego. Potem ten jej były mąż, ten cholerny drań, przechlał wszystko co zostało w domu i zaczął do niej przychodzić domagając się pieniędzy – przypomniała Elżbieta.
– Podłość ostatniego rzędu – oburzyła się Kasia. – Niestety, często się zdarza podobna niesprawiedliwość, że kobieta z dziećmi, czyli ofiara, ucieka z domu, a bandzior, czyli sprawca, zostaje i ma rodzinę w głębokim poważaniu.
– Albo nikt nie reaguje na groźby aż wreszcie taki bandzior je spełnia. Mało to przypadków pokazuje telewizja? Nawet ostatnio było, że mąż zabił żonę i dzieci – wtrąciła Adelka.
– A inny spalił całą rodzinę, żeby wziąć odszkodowanie. Mam wrażenie, że doszliśmy do absurdu, bo istnieje wyraźne pozwolenie na przemoc – dodała Ela.
– Karę dostaje łotr w zawieszeniu i wtedy morduje z zemsty – ponuro stwierdziła Adelka.
– Przestańcie już, zwariować można z żalu – chwyciła się za głowę Kasia jednocześnie zatykając sobie uszy.
– Dobrze, że możemy w jakiś sposób pomóc rodzinie Jaśka i chociaż z tego trzeba się cieszyć – skwitowała Elka.
– Tak sobie właśnie uświadomiłam, że my nigdy niczego nie marnowałyśmy – zastanowiła się Kasia. – Segregowałyśmy też śmieci, bo nas tego EKON nauczył.
– Fakt, tak robiłyśmy odkąd te mróweczki zaczęły przynosić żółte torby na papier, plastik, metal, a to już bardzo dawno było – zgodziła się Adelka.
– Ubrań nie wyrzucałyśmy, nasze dzieci nosiły jedno po drugim, my także wymieniałyśmy się ciuchami. Jak się coś całkiem nie nadawało dla żadnej z nas, a było jeszcze dobre, to szło do PCK – kiwnęła głową Ela.
– A jak niedobre ale bawełniane, to do schroniska, czasem jak było za co, to i karmę dla psów kupowałyśmy albo środki czystości – zamyśliła się Kasia mając przed oczyma różne obrazy z przeszłości.
-Teraz to sms-y wysyłamy na Centaurusa, albo do Fundacji Polsat, TVN –u także, obowiązkowo na Orkiestrę Owsiaka – wyliczała Ela.
– A jeszcze zbierałyśmy dla Azylu, jeden procent w tym roku dałam na Przytulisko Ami – przypomniała Kasia.
– Więcej się nie da, bo kasy nie ma i wiecznie na wszystko brakuje – rozłożyła Elka ręce w geście bezradności.
– Ojej, nie rozczulajcie się znowu za bardzo nad sobą, nie chwalcie się tą swoją dobrocią, bo wstyd – huknęła Adelka. – To co, ustalamy, że w ciągu dwóch tygodni uszykujemy dostawę do Krystianówki, tak?
– Ok, powinnam się sprężyć – zgodziła się Kasia.
Faktycznie wzięła się do roboty. Przejrzała własne ubrania i wreszcie zdecydowała się pozbyć wszystkiego co od dawna nie dawało się dopiąć. Stwierdziła, że czas najwyższy zerwać z sentymentami. Nie wróci do figury sprzed trzydziestu lat, nie da się tego osiągnąć w żaden żywy sposób. Pocieszyć się mogła faktem, że jak na swój wiek wyglądają obie z Elką zupełnie przyzwoicie. To ją podniosło na duchu i ze zwiększonym zapałem upychała w ogromnym plastikowym worku coraz to nowe rzeczy ukryte na strychu od czasu przeprowadzki aż do tej pory. Z własnego doświadczenia pamiętała, że matka ze wszystkiego potrafi wyczarować ładne ubranka dla swoich dzieci. Kiedyś obie z Elką szyły dla siebie falbaniaste spódnice z tetrowych pieluch i farbowały je w pralce. Chłopcom zaś farbowały zwykłe bieliźniane koszulki, po czym Elka malowała na nich różne cuda, jakieś smoki, napisy i inne modne wówczas wzory. Tym sposobem chłopcy mieli unikalne bluzy i koszulki w czasach, gdy nie można było tego towaru nabyć w sklepach.
W sumie przyjaciółki zebrały dużą ilość darów. Znajomi dołączyli się ofiarowując również paczki żywnościowe zawierające odżywki dla dzieci, makarony, kasze, puszki, a także środki czystości i zabawki. Cały transport pojechał, został przyjęty z wdzięcznością i obfitymi łzami. Przyjaciółki nie zapomniały także o zapasie psiej karmy dla Jaśkowego pupila.
Krysia dowiedziała się przy okazji, że sąsiedzi pani Moniki naprawdę zgłosili rodzinę do programu. Zgłoszenie zostało przyjęte i po kilku miesiącach, w niedzielne popołudnie, podekscytowana Kasia zadzwoniła do Adelki, Elki i Krysi.
– Macie włączony Polsat? Nie? No to prędko! Rodzinie naszego Jaśka remontują dom.
Wszystkie oglądały telewizję wzruszone, z załzawionymi oczyma, z poczuciem, że mają swój maleńki udział w czymś dobrym na tym świecie.
22.06.2018
kobietawbarwachjesieni U Ciebie w opowiadaniach znajduję dobro w różnych odmianach i odcieniach. Pisz dalej, bo robisz to pięknie. Ściskam. Marysia.
urszula97 Czekałam na kolejny odcinek,fajne te koleżanki i zgrana paczka,czekam na c.d.
A na marginesie,po umyciu 2 okien lunęło z nieba dużym prysznicem i co? przecież nie będę co chwila okien myć aby deszcz padał,aktualnie bardzo zimno,bez swetra nie wyjdziesz,
annazadroza Marysiu:-) Wiesz co? W takich dyrdymałkowych powieściach chciałoby się znaleźć to wszystko, co chcielibyśmy mieć w życiu na co dzień. Przynajmniej ja tak mam. Dlatego nie czytuję kryminałów, horrorów ani innych straszydeł. Za dużo ich jest w rzeczywistości, wystarczy włączyć aktualności w tv, żeby się bać:(
annazadroza Urszulo:-) Czyli patent z myciem okien działa zawsze;) U mnie też popadało, rachunek za wodę przyjdzie mniejszy, bo podlewać nie trzeba.
Cieszę się nieustannie, że Ci się podobają moje dyrdymałki, dziękuję:)))
potwierdzam: torcik bezowy jest genialny:)
Wiadomości lubię ale o co ja mogę
XXI wiek i nie zmienia się nic …
Nie wiem czy warto jeszcze o coś walczyć
Dziękuję za troskę i uściskuję ze wszech sił:)))
Torcik – mniam… mniam…
Dziwny, oj bardzo dziwny to kraj, w którym przyszło nam żyć. Ale…nasz… Czy kogoś bliskiego można przestać kochać tylko dlatego, że ma gorszy czas?
A walczyć zawsze warto o siebie, nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.
Pozdrowienia:)))