„Pasma życia” 52

Po wytłumaczeniu sobie, że promocja książki nie jest powodem do stresu bo właściwie nie różni się od szkolnego zebrania, ba, nawet łatwiejsza jako, że nie trzeba się tłumaczyć za innych nauczycieli z wystawionych ocen, Elżbieta uspokoiła się. A poza tym autorką jest Teresa, ona jedynie osobą towarzyszącą tak naprawdę, ilustratorką, nic wielkiego…Przyjaciółki przekonały ją, że należy się wspólnie naradzić nad wybraniem odpowiedniego dla niej stroju, bo przecież nie mogą jej z tym problemem zostawić samej. W końcu będzie jakby przedstawicielką osiedla, przyjaciół, kobiet w wieku 50 plus, nawet chwilami duże plus… Usłyszawszy to ostatnie chciała się obrazić, co jej się jednakowoż nie udało, bo jak można się obrazić na takie głupie małpy jak one? Zaczęły chichotać, pleść tak niebotyczne bzdury, że nie wytrzymała i chichotała razem z nimi. Teraz idąc z psicami zerkała na Adelcyne okno, które wciąż pozostawało zamknięte. Znaczy, Adelki nie ma w domu.

Adelka tymczasem stała na stacji metra z utęsknieniem czekając na pociąg. Nie wiadomo skąd się wziął katar, który dopadł ją bardzo już późnym wieczorem. Zalewał oczy zacierając kontury świata, zatykał nozdrza tamując oddech tak, że musiała łapać powietrze wyschniętymi ustami, do tego gorączka powodowała zawroty głowy. Męczyła się okrutnie. Pociąg nadjechał. Przez okno wypatrzyła jedno wolne miejsce. Zanim się doń dopchała, z tryumfującą miną usiadła na nim sporo młodsza blondynka.

Czekaj cholero, będę na ciebie chuchać aż cię zarażę za to, że zajęłaś moje miejsce –  pomyślała patrząc z odrazą na siedzącą. Z zadowoleniem zobaczyła, że nad blondynką stanął jakiś menel najwyraźniej bardzo śmierdzący, czego Adelka z powodu kataru nie poczuła. Wnioski wysnuwała natomiast z zachowania ludzi stojących wokół. Na dodatek z kieszeni wystawała mu butelka, pewnie niedokładnie zakręcona, bo kiedy pociąg szarpnął, menelem rzuciło, znalazł się na kolanach blondynki a z butelki polał się przezroczysty płyn… Adelka poczuła się usatysfakcjonowana.

Ledwie doszła pod blok, dopadła ją Elżbieta.

– Czego tu? – z niechęcią w zachrypniętym głosie spytała Adelka.

– Czekam na ciebie i czekam, a ty się gdzieś szwendasz – zaczęła Ela.

– Nie się szwendam tylko z pracy wracam. Ja jeszcze czasem pracuję. Zapomniałaś?

– Dobrze już, dobrze. Patrzę w okno, żeby cię dopaść, a ciebie wciąż nie ma i nie ma…

– Jak to mnie nie ma? – zdziwiła się Adelka. – A kto ma katar, a psik! A poza tym, widzisz,  jestem chora i czego ty ode mnie chcesz?

– Jak to czego? Przecież wczoraj się umawiałyśmy na dzisiaj u ciebie. Teraz ty zapomniałaś?

– O matko, faktycznie, przez to, że katar mi rozum zalewa…

– Wczoraj jeszcze go nie miałaś – podejrzliwie spojrzała Ela. – Skąd ci się tak nagle wziął?

– Nie wiem… już wiem! Przecież Adam był chory, widocznie się od niego zaraziłam i w nocy wylazło.

– W takim razie cię trzeba szybko wyleczyć bo z ciebie żadnego pożytku nie będzie – stwierdziła Ela i zamachała ręką w powietrzu. – Hej, Kaśka, Katarynka! Tutaj jesteśmy! Zobacz co za zdechlak się z niej zrobił – wskazała na ledwie żywą Adelkę. – Musimy ją do porządku doprowadzić.

– Jest genialny na to sposób, który znam od synowej – ucieszyła się Kasia. – Potrzebne nam będą miód, cytryna i czysta wódka. Masz w domu czy trzeba iść do sklepu?

– Mam – wykichała i wychrypiała Adelka. – Idę, nie mam siły dłużej stać. A wy jak sobie chcecie. Macie ochotę się zarazić, bardzo proszę, przeciwwskazań nie widzę. Już w metrze taką jedną wstrętną babę zarażałam – zachichotała na wspomnienie sceny w wagonie. – Jej akurat wódka szczęścia nie przyniosła.

– To może się zarazków pozbyłaś – zaśmiała się Kasia. – Ja się nie boję, pójdę do ciebie. Zresztą Mikołaj przyjedzie po mnie dopiero za trzy godziny, więc i tak muszę.

– Ja też się nie boję, poza tym nie mam czasu na żadne banie się– dodała Elżbieta.

Winda stała na parterze, nie trzeba było czekać, więc wkrótce rozgościły się w Adelki mieszkaniu. To znaczy chciały się rozgościć od razu, jednak zwykła ludzka przyzwoitość kazała Kasi wyjść z psami Adelki, żeby chora mogła już zacząć do zdrowia dochodzić, zaś Elka swoje psice zaprowadziła do domu. Po wykonaniu owych czynności rozgościły się na dobre. Kasia z miną znawczyni przygotowała leczniczą miksturę i kazała chorej wypić ją duszkiem. Wypiła, zakasłała lekko, oczy zrobiły jej się okrągłe jak złotówki, nabrała głęboko powietrza, chwilę przytrzymała w płucach.

– Dobre – powiedziała na wydechu.

– Prawda? Pycha – przytaknęła Kasia.

– To ja też chcę – zażądała Elka. – Profilaktycznie chyba można, prawda? Żeby się wirusy nie czepiały.

– Ona ma rację – stwierdziła wyraźnie ożywiona i coraz weselsza pani domu. – Jak się rozłoży to będzie chrychać na promocji. Zrób jej. I sobie też.

– Dwa razy nie musisz mi tego powtarzać – uśmiechnęła się Kasia. – Nie mam zamiaru przyczepiać się do twoich zarazków…

– Popatrz – zdziwiła się Ela, – od samego wąchania bredzi, to musi być dobry lek…

– Tfu, to znaczy, chciałam powiedzieć, że twoje zarazki nie będą się czepiać do mnie – sprostowała Kasia.

– Adelka, co masz w karafce, tam u góry, na półce, takie coś strasznie ciemne – zainteresowała się Ela.

– Aa, to? To zielona herbata z czerwonym winem. Znalazłam przepis na taką zdrowotną nalewkę i zrobiłam.

– No wiesz co? I nie dałaś spróbować? – oburzyła się Kasia.

– To obrzydliwie niedobre, nie da się wypić!

Ela uważnie przyjrzała się karafce.

– Bujasz. Jest mniej niż na początku, są ślady na szkle. Pewnie piłaś sama.

– Zdurniałaś? Wietrzeje pomału. To takie niedobre, że może być tylko dla gości.

Kasia zakrztusiła się z wrażenia.

– Wy przecież nie goście – uśmiechnęła się błogo Adelka. – To wam nie dam.

Mikstura zdrowotna według przepisu Łukaszowej Agnieszki najwyraźniej zaczęła spełniać swoją powinność.  Adelcyny katar jakby mniej zaczął się udzielać towarzysko, zaś wszystkie trzy „dziewczyny” odczuwały rosnącą sympatię do siebie oraz reszty świata.

Rozważyły niezwykle istotną kwestię Elcynej toalety na wieczór promocyjny. Propozycji padło kilka lecz nie udało się ustalić ostatecznie jednoznacznego stanowiska i sprawa pozostała otwarta. Druga kwestia dotyczyła prezentu od przyjaciół.

– Nie chciałabyś pojechać do Szczawnicy? – zapytała Kasia. – Teraz jest tak pięknie w samym miasteczku, że nie poznałabyś gdzie jesteś. Tylu nowości nie widziałaś. Promenady nad Grajcarkiem nie widziałaś, ani wyremontowanych budynków na placu Dietla nie widziałaś. Teraz jest nowa rzeźba przy nowej fontannie, choć prawdę mówiąc bardziej mi się stara, kamienna podobała… Cała ulica Zdrojowa jest odnowiona, mostek ma i strumyczek, zegar kwiatowy i pomnik Sienkiewicza. Jest drugi most równolegle zbudowany do starego z Krościenka, nowy parking przy Dunajcu i sklepy z pamiątkami. I jeszcze różne kwiatowe figury zwierząt: Słonie, Dzięcioł, Sowa, Paw, Owieczki, Jaszczurka, Ślimak no i Wiewiór przy  „Halce”. I jeszcze odbudowany Dworek Gościnny w Parku Górnym…

– O matko – westchnęła Elżbieta. – Pewnie, że bym chciała, tylko jest to niemożliwością. Po pierwsze: nie mam kasy na żadne ośrodki czy hotele. Po drugie nie mam co zrobić z psicami.

– Znowu bredzisz – zaczęła Kasia.

– Przestań – wtrąciła Adelka. – Może bredzić. Nasza Elcia to artystka. Wolno jej więcej niż innym i dlatego tyle głupot robi…

– Już ty lepiej nic nie mów – spojrzała Kasia z politowaniem. – Chora jesteś.

– Ale mi lepiej, zdecydowanie – Adelka wyraźnie  była z życia zupełnie zadowolona w tej konkretnej chwili historycznej.

– Cieszę się. Lepiej jednak zdrowiej w ciszy i nie przeszkadzaj – rzekła Kasia. – Elcia, ty wcale nie musisz mieć kasy ani się o psice martwić. Z psicami pojedziesz. Do mnie, to znaczy do naszego wspólnego, znaczy do mojego i Mikołaja mieszkanka. Bo my się zastanawiałyśmy jaki by ci prezent zrobić dla uczczenie twojego, no wiesz, zwycięstwa nad wrogą materią. I stwierdziłyśmy, że kwiatki i takie różne zagracajki i pierdułki to ci nie są potrzebne, masz ich do diabła i trochę, pewnie zresztą dostaniesz od innych. Od nas miałabyś wyjazd na odpoczynek… Co ty na to?

– Dziewczyny, jakie wy jesteście kochane – rozczuliła się Ela. – Jakie dobre, jakie… już sama nie wiem jakie…

– Genialne – wtrąciła Adelka. – Po prostu genialne. Przecież to oczywiste.

Rozległ się dźwięk muzyki z Kasinej kieszeni. Świetny, ostry rock.

– Jak ja tego nie znoszę – ze wstrętem skrzywiła się Kasia.

– Zgłupiałaś? –  Elżbieta uniosła brwi w geście wyrażającym zdziwienie i oburzenie najwyższego stopnia. – Przecież to fantastyczny kawałek!

– Ale ja mam to  ustawione jako budzik. On mi każe wstawać!

– Aa, to rozumiem – Ela skinęła głową z pełnym zrozumieniem. – Więc ustaw sobie coś innego do pioruna! Jakieś paskudztwo najlepiej. To przecież jest boskie!

10.07.2018

  • urszula97 wspaniałe trio,
  • annazadroza Urszulo:-) Smutne byłoby życie bez przyjaciół, prawda?
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Szukać dobrych

W sobotę przeczytałam Jarosława Kamińskiego „Tylko Lola”, nawiązanie do wydarzeń marcowych. Może niepotrzebnie, bo znów wpadłam w dołek emocjonalny łapiąc się na rozważaniu nikczemności ludzkiej natury. Dopiero kiedy sobie to uświadomiłam, napłynęła refleksja, że dla zachowania równowagi, która jest konieczna do istnienia świata – jest mnóstwo cudownych, wspaniałych ludzi.
W niedzielę Mąż oglądał „Wołyń”. Ja nie. Z premedytacją. Naczytałam się o tych potwornościach przy okazji szukania informacji o moim dziadku, który zginął zamordowany przez bandytów z UPA. Wystarczy mi tego na zawsze. A swoją drogą, naprawdę trzeba mieć w sobie gen okrucieństwa i sadyzmu, żeby się odezwał musi być wewnątrz człowieka… „Ludzie ludziom zgotowali ten los”… Ale czy można ich nazwać ludźmi?
Jesteśmy w drugim dziesięcioleciu XXI wieku, należymy do Unii Europejskiej, do NATO, znaleźliśmy się po raz pierwszy w historii w sytuacji, w której moglibyśmy żyć spokojnie i bezpiecznie, wszyscy, jako naród. Niestety, nieodpowiedzialne czyny ślepych ludzi, z takich co to „takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy” mogą tę sytuację zmienić na zgoła dramatyczną. Oby nie, oby cud się stał…
Jest i pozytywna wiadomość. Rozpoczęła się akcja wyprowadzania chłopców uwięzionych wraz z trenerem w jaskini. Kiedy piszę – czterech wydostało się na powierzchnię, oby z resztą poszło równie sprawnie. Całą ogromną akcję odbieram jako wyraz empatii, zjednoczenia mnóstwa ludzi w celu ratowania dzieci. Z całego świata są chętni nurkowie i inni specjaliści od działania w warunkach ekstremalnych. Dla mnie jest absolutnie nadrzędną wartością, kiedy ludzie jednoczą się w celu niesienia pomocy. I tego będę się trzymać, no właśnie, zapomniałam już, że obiecałam sobie szukać samych dobrych wieści omijając złe szerokim łukiem. Ta jest dobra.

9.07.2018

  • kobietawbarwachjesieni Nie mogę się wprost doczekać chwili, kiedy ostatni uwięzieni w jaskini chłopcy oraz ich trener znajdą się w bezpiecznym miejscu.
  • annazadroza Marysiu:-) Czekam tak samo. Już następne dzieciaki wydostały się z tej okropnej pułapki. Jeszcze trochę i będzie dobrze.
  • babciabezmohera Rozumiem Cię, bo we mnie jest też blokada na wojenne okrucieństwa. „Wołynia” też nie oglądałam i nie zamierzam, chociaż kto wie,może mi się kiedyś odmieni?… Powiadają: nigdy nie mów”nigdy”!
  • e.urlik Ja też nie ogladałam i też z premedytacją. Pewnie mnie znielubisz, ale warto wiedzieć skąd się to wzięło, ta nienawiść, okrucieństwo i chęć zemsty. A najgorsze jest to, że takie rzeczy dzieją się na całym świecie. Codziennie.
  • urszula97 Sporo empatii i zjednoczenia ludzi przy chłopcach uwięzionych w jaskini,ostatnią piątke wyciągają,oby szczęśliwie ale debilów hejtujących nie brakuje.Pozdrawiam słoikowo,
  • kotimyszkot Szkoda, że nie wszyscy mają tak dobre i zdrowe podejście do życia i do świata. Na szczęście (w nieszczęściu) takie akcje, ratunkowe czy niesienia pomocy innym sprawiają, że jeszcze się w ludzi wierzy..
  • annazadroza BBM:-) Raczej Ci się nie odmieni w tej materii. Jest granica wytrzymałości. Żadnych wojennych nie oglądam (poza :Stawką” i „Pancernymi” jak czasem trafię;), bo to zbyt autentyczne i realne dla mnie, choć już po wojnie się urodziłam. Może to wynik wyobraźni, która opowiadania rodziców przemieniała w realistyczne obrazy?
  • annazadroza Ewo:-) Dlaczego mam Cię znielubić? Co to ja, z pisu? Nienawiść się bierze z nienawiści, okrucieństwo z okrucieństwa a zemsta pociąga za sobą zemstę. Tak jest na całym świecie z każdym „ludziem”, bo „człowiek” – powinien umieć się już kontrolować…
  • annazadroza Urszulo:-) Idiotów nie brakuje, tych hejtujacych, i niech ich diabli… Szczęściem są tacy ludzie, jak ci, co niosą pomoc, narażając siebie. W tej chwili już 10-ty dzieciak na powierzchni.
    Dużo już tych słoików?
  • annazadroza Myszokocie:-) Zgadzam się całkowicie, bo i mnie takie sytuacje przywracają wiarę w człowieka. Jakoś tak lżej na duszy się robi, oddech głębszy mogę wziąć, mam wrażenie, że nad ziemię mogę się unieść podczas tego wdechu… Głupia jestem. Bredzę. Chyba.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 51

Pani Wacia została zawieziona przez syna do endokrynologa na umówioną wizytę. Kasia odmówiła towarzyszenia teściowej ponieważ jeszcze nie przeszła jej złość po z tym, jak po raz kolejny usłyszała, że jest „podłą suką”.

– Wybacz, nie jestem w stanie wejść z nią do lekarza i udawać, że wszystko jest ok jak nie jest. Niech sobie radzi sama skoro ja jestem taka jak ona o mnie mówi.

Okazało się, że decyzja Kasi stała się punktem zwrotnym w całej sytuacji. Lekarka najwyraźniej nie była w stanie porozumieć się ze starszą panią w stopniu zadowalającym, w związku z czym wypisała jej skierowanie do poradni zaburzeń pamięci.

Kasi jakby łuska z oczu spadła. No jasne, przecież nikt normalny tak się nie zachowuje. Przypomniały jej się różne sytuacje i połączyły w jeden ciąg… Boże, znowu to samo? Tylko tata nawet w chorobie był kochany, a ta kobieta… Spokój Kaśka – zastopowała samą siebie. Ta kobieta jest po prostu chora, a charakter zostaw na boku. Teraz to już nie ma żadnego znaczenia.

– Dziewczyno, powiedz mi ile razy można przeżywać to samo? – spytała Kasia sadowiąc się na krześle w pięknej kuchni Elżbiety.

– W sensie? – dopytała Elka.

– Odkąd wiem, że teściowa jest chora, obserwuję u siebie dziwną reakcję. Z jednej strony jej zachowanie wkurza mnie chwilami tak jak do tej pory. Chociaż nie, znacznie mniej i szybciej mi przechodzi. Z drugiej zaś czuję ulgę, że to demencja przez nią przemawia a nie, że jest taka wredna sama z siebie. Wciąż powtarza się to co dobrze znam: oskarżanie o kradzież telefonu, pieniędzy, kluczy, dokumentów. Te ostatnie udało się już Mikołajowi przejąć o co było oczywiście kilka awantur przez nią zrobionych. W ich wyniku oboje czujemy się jakby ktoś wyssał z nas całą energię. Jak wodę z butelki przez cienką słomkę, żeby śladów nie zostawić. Przy okazji znowu usłyszałam, że mnie nienawidzi, bo jestem podłą suką i uzależniłam od siebie Mikołaja. Po jakimś czasie idzie po kwiatki i przeprasza twierdząc, że bardzo mnie lubi. Za chwilę jest obrażona, bo na pewno zabrałam jej pieniądze, których nie może znaleźć, a które Mikołaj znalazł ostatnio ukryte w jej pokoju w pufie, w torebce rzekomo wcale przez nią nieużywanej. Aha, przecięła dwa kable od ładowarek do dwóch telefonów. I to też ja na pewno zrobiłam. „Ktoś przeciął, cuda się zdarzają” oświadczyła znacząco patrząc w moją stronę.

– Najwyraźniej nie odrobiłaś lekcji i musisz repetować – palnęła Elka. – Trzeba się było przykładać a nie wagarować.

– Durna jesteś – skrzywiła się z niechęcią  Kasia.

– No co ci mam powiedzieć? – spojrzała na przyjaciółkę. – Że ci współczuję? Pewnie, że ci współczuję. Ale co można zrobić? Nic.

– Wiem przecież. Zaopiekować się na tyle, na ile ona na to pozwoli. A przede wszystkim wspomóc Mikołaja. To on musi jakoś oswoić się z tą sytuacją, przywyknąć, zaakceptować, że teraz tak będzie. Nie złościć się, nie buntować, nie czekać kiedy  ona zrozumie jakie mamy problemy, kiedy jej przejdą humory i będzie taka jak dawniej. Bo nie będzie. Zacznie się stawać coraz gorsza.

– Jak to wytrzymać? – zadumała się Ela. – Wydaje się niemożliwe.

– Już teraz mu skacze ciśnienie niebotycznie, kiedy matka schodzi do niego z kolejnymi pretensjami…

Kasi stanęła przed oczami scena sprzed kilku dni.

– Mikusiu, kiedy weźmiesz moją emeryturę?  Nie mam pieniędzy.

– Przecież dałem ci przed chwilą. Gdzie je schowałaś?

– Nie mam.

– To poszukaj.

Poszła na górę, po chwili zeszła wściekła.

– Oddaj mi telefon, pieniądze i dokumenty.

– Po co mi twój telefon? Znowu przełożyłaś? Przecież postawiłem ci przy telewizorze na stojaczku, żebyś widziała jak dzwoni. Nawet gdy nie usłyszysz to zobaczysz, że mruga.

Poszedł z matką na górę. Kasia nie ruszając się z krzesła, żeby nie zaogniać sytuacji, słyszała jak głos męża zmienia się od tłumionych emocji.

– No i gdzie znowu schowałaś? Po co?

– Nie schowałam – zawsze szła w zaparte.

Wyjął swój telefon, wybrał numer matki. Zadzwoniło gdzieś w jej ubraniu.

– No i gdzie masz komórkę, w kieszeni?

– W kieszeni nie mam.

– Przecież dzwoni! Nie słyszysz? Gdzie włożyłaś? Pod stanik?

Niewiele się mylił. Telefon w miękkim futerale miała zawieszony na szyi i ukryty pod bluzką.

– Mamo! Po co schowałaś?

– Żebyś mi nie zabrał jak pieniądze.

– Ja?! Złodzieja ze mnie chcesz zrobić?

– No nie wiem…

– Mamo, ja już nie wytrzymuję. Co się z tobą zrobiło? Co chwilę przychodzisz i atakujesz mnie i Kasię, ziejesz nienawiścią do niej, snujesz jakieś teorie spiskowe.

– Bo chcecie się mnie pozbyć!

– A niby w jakim celu? Co by nam z tego przyszło? Jaką mielibyśmy korzyść? Powiedz, no jaką? Czy ty sama słyszysz co wygadujesz?

Wrócił do stołu cały rozdygotany.  Kasi też się z nerwów wszystko trzęsło. Fizycznie, psychicznie już nie. Codziennie sobie tłumaczyła : to nie moja matka, to obca kobieta, nic mnie nie obchodzą jej humory, jej obelgi i pomówienia. Jest chorą osobą. To matka mojego ukochanego męża i pomogę mu w opiece nad nią. Tyle. Nic więcej.

– Kochanie, dam ci proszek na uspokojenie bo mi tu zawału dostaniesz. Teraz głęboko oddychaj. To tylko choroba, pamiętaj, tylko choroba.

Po chwili pani Wacia zeszła na dół.

– Czy odebrałeś już pieniądze bo nie mam…

Poprzednio wiele razy się podobne sytuacje zdarzały. Tłumaczył Mikołaj matce, że wszystkie pieniądze natychmiast wydaje na bzdury, jakieś niepotrzebne kwiatki, kolorowe czasopisma po kilka tych samych egzemplarzy, jedzenie, które ląduje w śmietniku, niezdrowe słodycze, po których boli ją brzuch. Proponował, żeby notowała wydatki wtedy będzie miała kontrolę nad finansami. Pozornie się godziła, po czym za jakąś chwilę znów schodziła.

– Który dzisiaj? Czy mógłbyś mi wziąć emeryturę, bo już nie mam pieniędzy?

Tak było ciągle. Wszystko byłoby łatwiejsze do zniesienia gdyby nie agresja, obelgi, oskarżanie. Potrafiła na przykład zejść na dół z płaczem, chociaż parę minut wcześniej zachowywała się najzupełniej normalnie.

– Za co mnie to spotyka? – łkała.

– Boże, co się znowu stało?

– Dlaczego chcecie mnie zniszczyć? Co ja wam zrobiłam?

– Ale o co chodzi tym razem? Co się stało? Powiesz wreszcie?

– Dlaczego zabraliście mi aparaty słuchowe?!

Z płaczem poszła do siebie. Przeszukali oboje kuchnię, pokój, toaletę, Mikołaj poszedł do jej łazienki, nie było. Mogła zgubić na ulicy i wtedy klops, po aparacie. Nie byłoby ich teraz stać na nowy ponieważ wydatki nawarstwiały się niewyobrażalnie. Zmartwieni zastanawiali się co z tym fantem zrobić. Wtedy pani Wacia zeszła do Mikołaja znów po pieniądze.

– Przecież ci dałem – odpowiedział.

Zrobiła jedną ze swoich min oznaczającą, że mu nie wierzy. Kasia odczekała jeszcze chwilę.

– Jaką herbatę ci zrobić? – spytała jakby nigdy nic.

– Jakąkolwiek – padła odpowiedź a ton głosu wskazywał, że na spokój się nie zanosi.

Usiadła bez ruchu i nic. Nie sięgnęła po jedzenie.

– Zjedz, proszę, musisz tabletki połknąć

– Nie chce mi się.

– Znalazłaś aparaty? – Mikołaj dojrzał oba urządzenia na uszach.

– Tak.

– Gdzie były?

– Leżały na półeczce przy telewizorze.

– To po co na mnie krzyczałaś, że ci schowałem? – zduszonym głosem spytał Mikołaj.

– Ja? – spytała z wyrazem niebotycznego zdziwienia.

– Ty. I złodzieja ze mnie robisz mówiąc, że pieniędzy nie dostałaś.

– Bo nie mam.

– Znowu gdzieś schowałaś. Po co chowasz? Przed kim?

– Przed wami, bo chcecie się mnie pozbyć.

– A możesz wytłumaczyć po co? – spytała Kasia.

Cisza.

– Jaki mielibyśmy w tym cel?

– Cisza.

– Czy mogłabyś wytłumaczyć?

– Cisza.

– Mamo, znowu spisków szukasz? Nikt ci nie chce zrobić krzywdy! Po co? Masz gdzie spać, co jeść i o nic nie musisz się troszczyć. Mamo! – Kasia miała mimo wszystko nadzieję, że coś dotrze do tej chorej głowy.

– Nie mów do mnie mamo – słowom towarzyszył pogardliwy grymas.

– A jak mam mówić? Droga teściowo?

– Bezosobowo, a najlepiej wcale.

– Jesteś moją teściową czy ci się to podoba czy nie. A więc droga teściowo powtarzam ci po raz chyba setny, że jesteś tu bezpieczna, o nic nie musisz się martwić, niczego nie musisz się bać, nikt ci krzywdy nie chce zrobić. Nie musisz chować telefonu ani kluczy.

Odpowiedzią były miny, wykrzywianie twarzy tak jak robią dzieci przedrzeźniając kogoś.

– A potem szukasz bezustannie bo nie pamiętasz gdzie schowałaś – dodał Mikołaj. – Jak mogłabyś mieszkać sama skoro ciągle do mnie przychodzisz, żebym ci włączył telewizor albo telefon.

– Nieprawda.

– Telefon w futerale przypięłaś szpilką do abażuru, pamiętasz? A przedwczoraj spałaś z telefonem i kluczami na szyi. Po co?

– Żebyście mi nie zabrali.

– To co, uważasz, że ja ci kradnę telefon i wszystko? – pienił się Mikołaj .

– Zjedz coś, połknij lekarstwa, lepiej się poczujesz – Kasia próbowała rozładować napięcie.

– Nie chce mi się.

– Musisz przyjąć lek.

– Nie będziesz mi mówiła co mam robić!

– Mamo…

– Nie mów do mnie mamo!

– Zatem: droga teściowo, wiesz przecież, że człowiek jest tym co je. Ty nie jesz od trzech dni. Jak twój mózg ma się regenerować skoro nie ma się czym odżywić? Zamiast się naprawiać to się psuje dalej.

Odpowiedzią były miny, wykrzywianie twarzy, wytrzeszczanie oczu i drżenie rąk jak przy chorobie Parkinsona.

– Z tej nienawiści trzęsą ci się ręce – Kasia nie wytrzymała. – Ziejesz złością, atakujesz bez ustanku. Że mnie, trudno, ale za co tak dręczysz własne dziecko?

– Kłamiesz!

– Mamo, masz problemy z pamięcią – włączył się Mikołaj.

– Nic nie mam!

– A pamiętasz w jakiej poradni się leczysz?

Cisza.

– W poradni zaburzeń pamięci – wyjaśnił.

– Jak może pamiętać, skoro ma zaburzenia – syknęła cicho Kasia.

– Bo wy się chcecie mnie pozbyć!

Jęknęli oboje. Ich granica wytrzymałości wisiała na cieniutkim włosku.

– A niby po co? Spróbuj wytłumaczyć.

Cisza i spojrzenie pełne nienawiści rzucone w stronę Kasi były jedyną odpowiedzią.

– Powiedz jak ci pomóc. Chcemy, żeby ci było dobrze, żebyś się tak nie męczyła – Kasia ponowiła próbę „obłaskawienia potwora”.

Pani Wacia wstała i usiadła. Kasia nie spuszczała z niej wzroku. Znowu wstała, podeszła do okna i do drzwi, znowu do okna i do drzwi. Chodziła tam i z powrotem. Kasia siedząc przy stole cały czas wodziła za nią oczami. Wreszcie starsza kobieta stanęła i wbiła w synową wzrok pełen nienawiści. Kasia wytrzymała spokojnie to spojrzenie. Przez chwilę wpatrywały się sobie w oczy.

– No co? –  rzuciła teściowa z agresją i wściekłością.

– No i co? – odpowiedziała Kasia spokojnie pytaniem na pytanie. – No i co? Jak mogę ci pomóc?

Teściowa bez słowa odwróciła się i poszła na górę. Nie schodziła. A pogoda była piękna i mogłaby sobie posiedzieć w ogródku albo pójść na spacer. Siedziała w swoim pokoju za zamkniętymi drzwiami i pewnie rozmyślała.

Na drugi dzień wyszła rano z domu, wróciła z kwiatkami. Podeszła do Kasi.

– Nie gniewaj się na mnie. Ja wam tylko chciałam pomóc…

– W czym? – Mikołaj nie zdołał otrząsnąć się z wczorajszych przeżyć. – Oboje jesteśmy dorośli, każde z nas miało mieszkanie i pensję. Kupilibyśmy sobie trzypokojowe mieszkanie i żylibyśmy jak w raju.

– Ale ja sprzedałam mieszkanie, żeby wam pomóc…

– Mamo! W czym pomóc?! To ty chciałaś z nami zamieszkać! Dla ciebie szukaliśmy domku żebyś miała pokój z własną łazienką i ogródek. Pokój przeznaczony dla ciebie też ci się zresztą nie podobał, wolałaś inny i dostałaś go. A teraz do końca życia jesteśmy zarżnięci przez kredyt. Poszły już prawie wszystkie pieniądze  i zaraz nie będzie z czego dokładać na raty. Czy o tym pomyślałaś?

– Dlatego musimy oszczędzać – dodała Kasia. – Zapisuję w zeszycie każdy wydatek, zbieram rachunki, żeby było wiadomo na co pieniądze idą i z jakich zakupów można jeszcze zrezygnować.

– Ja was przepraszam. Całą noc nie spałam. Myślałam o tym, że mam tylko was. Nie gniewaj się – zwróciła się z płaczem do Kasi.

– Mamo, to choroba. Jak mogłabym się gniewać za chorobę? Spróbuj tylko zapamiętać sobie, że jesteś bezpieczna, że nikt ci tu nie chce zrobić krzywdy ani nie chce okraść.

– Ja tak powiedziałam? Ja? Nigdy w życiu bym tak nie powiedziała.

– Mamo, wczoraj zrobiłaś ze mnie złodzieja – nie wytrzymał Mikołaj.

Kasia próbowała uspokoić męża, lecz w nim wezbrał żal i wylewał się gwałtownie na zewnątrz.

– Co ty masz za problemy?  Masz gdzie mieszkać, co jeść, o nic nie musisz się martwić. I jeszcze ci wciąż źle! Wiecznie jesteś zła, skrzywiona, wściekła, obrażasz, rzucasz bezpodstawne oskarżenia, wietrzysz spiski…

– Ciii… – uspokajała Kasia.

– Ja was przepraszam – płakała pani Wacia.

– Cicho, już dobrze, cicho – gładziła Kasia chudą rękę teściowej, gdzieś zniknęły żale i niechęć. – Tylko spróbuj, proszę, wbić sobie w pamięć, że jesteś bezpieczna i nikt cię nigdy nie skrzywdzi.

6.07.2018

  • urszula97 Oj,nie udała się Panu Bogu ta starość,jakże dokładnie to opisałaś,choroba jest okropna.Dzisiaj akurat pożegnaliśmy naszego domowego przyjaciela(traktowaliśmy jego i jego żonę jak nasze rodzeństwo),miał 64 lata.
  • kobietawbarwachjesieni Alzheimer to straszna choroba.
  • Gość: [ina20] *.ssp.dialog.net.pl Niestety. to taki charakter, a choroba to tylko „podkręca” i ujawnia, bo nie pozwala na zachowania kontrolowane( rycie dołów po cichutku i , niemal niezauważalnie).
  • annazadroza Urszulo:-) To chyba sprawa genów, jakichś cech dziedziczonych sprzed iluś tam pokoleń, pewnie wielu innych jeszcze czynników. Zobacz, że są osoby dożywające w świetnej kondycji bardzo późnej starości, ale może duszę mają młodą? A może to kwestia przeznaczenia? Tak naprawdę, kto to może wiedzieć.
    Przykro z powodu śmierci przyjaciela, tym bardziej , że do podeszłego wieku dużo mu jeszcze brakowało. Zal, okropnie żal, kiedy odchodzą bliscy nam ludzie.
  • annazadroza Marysiu:-) Okropna, odbierająca stopniowo człowiekowi wszystko, każde najdroższe wspomnienie, zostawia pustkę…
  • annazadroza Ino:-) Myślę, że każdy przypadek jest jednostkowy. Są osoby cudowne, które choroba może zmienić w trudne do zniesienia. No, ale na odwrót – to się chyba nie zdarza, takich cudów na pewno nie ma.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | 2 komentarze

„Po ptokach”…

I „po ptokach” – jak kiedyś mówiono. Pozbyłam się zęba mądrości i siedzę z opuszczoną szczęką, bo mi szwy przeszkadzają. Muszę przyznać, że niepotrzebnie się bałam, nie bolało nic a nic. Może teraz mądrzejsza będę, skoro ząb dostępu do mądrości bronił nie będzie;)  Noc przeszła spokojnie, położyłam się wcześniej do łóżka, chirurg kazał się nie wysilać pod żadnym pozorem, więc skorzystałam i poleniłam się trochę, po dobranocce zaległam zostawiając Mężowi wyjście z psami i podanie im posiłku. Spokoju jednak do końca nie było, bo włączyłam tv i oglądałam na bieżąco wydarzenia. Cóż, nie będę się wypowiadać, bo zdania od poprzedniego lipca nie zmieniłam, może tylko większa cholera mnie bierze.
Dziś też jadę na Ursynów, Szilkę czeka szczepienie. Nie mogę znaleźć jej książeczki zdrowia. Trzymałam ją w takiej plastikowej kopercie, wyjęłam, kiedy dzieciaki Skitsa zaświadczenie o szczepieniu przywiozły, żeby włożyć w tę kopertę, nie zgubić i w razie potrzeby mieć pod ręką. Szilusiowa gdzieś się tak dobrze ukryła, że wylezie pewnie dopiero jak nową założę. Zawsze tak jest, zgubiona rzecz się znajduje kiedy ma duplikat;)

Wróciłam do domu, jest już godz.21.08 i padam na twarz, ale jestem zadowolona. Szilka zaszczepiona, dobrze, że w klinice w komputerze są wszystkie informacje dotyczące suni, bo bez książeczki zdrowia nie pamiętałam, że w tym roku czeka ją tylko jedno szczepienie, pozostałe są na 2 lata, więc dopiero za rok trzeba będzie je powtórzyć. Poszłyśmy razem z przyjaciółką M., oraz jej sunią. Poza tym M. mnie poczęstowała pysznym makaronem z sosem szpinakowym oraz własnoręcznie zrobionym torcikiem bezowym z kremem kawowym. Genialny!!! W życiu takiego dobrego nie jadłam:)
A teraz mówię Wam dobranoc, bo już mnie nie stać na nic więcej:)))

5.07.2018

  • babciabezmohera Usuwanie zębów to nic sympatycznego, nawet jak stomatolog prima sort /wiem coś o tym!/. Szybkiego powrotu do autentycznie dobrego samopoczucia! 🙂
  • emma_b przed usunięciem ósemki naczytałam się w sieci jaka to może być koszmarna niemal operacja i mało nie umarłam ze strachu. a potem się okazało, że nic nadzwyczajnego, jak każde rwanie…
    potwierdzam: torcik bezowy jest genialny:)
  • krzysztof213 Smacznego życzę i dziwny jest ten kraj
    Wiadomości lubię ale o co ja mogę
    XXI wiek i nie zmienia się nic …
    Nie wiem czy warto jeszcze o coś walczyć
  • annazadroza BBM:-) Naprawdę jak do tej pory nie było problemu, ani nawet tabletki p.bólowej nie musiałam brać. Pora zacząć myśleć o przyjemniejszych sprawach, np o motylach, których się pojawiło dużo w ogródku, są śliczne:)
    Dziękuję za troskę i uściskuję ze wszech sił:)))
  • annazadroza Emmo:-) Właśnie, bo strach ma wielkie oczy i czasem lepiej mniej wiedzieć.
    Torcik – mniam… mniam…
  • annazadroza Krzysztof:-) Dzięki:)
    Dziwny, oj bardzo dziwny to kraj, w którym przyszło nam żyć. Ale…nasz… Czy kogoś bliskiego można przestać kochać tylko dlatego, że ma gorszy czas?
    A walczyć zawsze warto o siebie, nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.
    Pozdrowienia:)))
  • krzysztof213 Tylko tak walczyć o siebie …
  • annazadroza Krzysztof:-) Nie wiem, bo to od konkretnego przypadku zależy.Każdy sam w duszy musi sobie odpowiedzieć na nurtujące go pytania. Na pewno – postępować tak, żeby móc patrzeć w oczy temu w lustrze i nie mieć ochoty napluć mu w gębę…
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Mówili

Mówili w tv, że lato wraca. Lato jest po to, żeby było ciepło i dlatego nie narzekam na upały. Przecież tak szybko minie, że ani się obejrzymy jak przyjdzie jesień. Już się dzień zaczął skracać:(
Gorąco w polityce, ale nie będę komentować innych spraw, nawet tego, co widzę w tej chwili na ekranie, czyli uderzenie w twarz przez rządzicieli. Myślałam wczoraj o tym, że obchodzą mnie w tej chwili kobiety, ich los i los dzieci. Każdych, niepełnosprawnych dorosłych też. Dla matki dziecko jest zawsze dzieckiem, bez względu na to, ile ma lat. I uważam, że na ten temat nie mają nic do powiedzenia osoby, które w czasie pobytu matek w sejmie nie potrafiły tam przyjść, nie miały odwagi spojrzeć w oczy ani matkom, ani ich kalekim dzieciom. Nie mają prawa odzywać się osoby, które nie przyznały im 500 zł. dodatku na życie, a miliony z naszych, podatników, pieniędzy mają czelność przekazywać biznesmenowi w sukience. Także nie powinny zabierać głosu osoby, które dzieci nie mają, rodzin nie założyły, czyli tak zwane kiedyś stare panny i starzy kawalerowie (nie mylić z singlami, bo to inna para kaloszy jest).
Nie musiałam podejmować decyzji o aborcji, los mi tego oszczędził, ale myślę, że gdybym miała w oczach przyszłość mojego dziecka w postaci jego cierpienia przez całe życie, niemożność porozumienia się z nim, braku sposobu ulżenia mu i świadomość, że będzie traktowane jak przedmiot, że po mojej śmierci ktoś będzie się nad nim znęcał, ewentualnie będzie służył bogatym jako „zbiór” organów do przeszczepu – to „nie zrobiłabym mojemu dziecku tego, żeby je mieć”. Cytat pochodzi z wypowiedzi pewnego młodego człowieka.
I jeszcze pytanie mi się nasunęło – ilu z posłów czy innych osób głosujących za zakazem usuwania ciąży w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu weźmie do swojego domu takie dziecko urodzone przez kobietę do tego zmuszoną, wbrew jej woli zmuszoną do donoszenia ciąży i urodzenia? Już widzę, jak posłowie z pisu ustawiają się w kolejce … Szczególnie ci, którym matki w sejmie przeszkadzały do tego stopnia, że się z nimi szarpali, wychodzić na zewnątrz nie pozwolili, odcinali im dostęp do wind i toalet …
Przeczytałam na pasku w tv, że koło Lubartowa znaleziono w piecu zwęglone zwłoki noworodka, z uszkodzeniami głowy i klatki piersiowej. Co chwilę dowiadujemy się o zamordowanych dzieciach, o noworodkach w beczkach czy na śmietnikach. Do takich okrucieństw dokonywanych na urodzonych już dzieciach prowadzi zakaz. Ale przecież urodzone się nie liczą, prawda? Liczy się tylko krzyk w obronie kilku komórek. Kiedy się już rozwiną i przekształcą w urodzonego człowieka, przestają się liczyć. Gorzkie to…

4.07.2018

  • bognna Bardzo, bardzo gorzkie:(
    Co sadze na ten temat opublikowalam u siebie.

    P.S.
    Tutaj upaly straszne:(((((((((

  • annazadroza Bognno:-) Moje rozmyślania tym właśnie faktem, o którym wspomniałaś, były spowodowane.
    Dziś cieplej:)
  • kotimyszkot Fakty są przerażające.. ciężki i smutny los chorych i ich bliskich, a Twoje rozmyślania ubierają w słowa moje. Nie piszę o tym, bo mój blog to pamiętnik dla dziecka (o naszych zwykłych codziennych sprawach). Ale jak najbardziej uważam, że każdy powinien mieć możliwość decydowania o sobie i swoich przyszłych dzieciach..
  • e.urlik A właściwie dlaczego pozwalamy im sobą pomiatać?
  • annazadroza Myszokocie:-) A zauważyłaś, że innym urządzać życie często chcą tacy „wybrakowani” ludzie, którzy ze swoim sobie poradzić nie mogą? Rekompensują to sobie wyżywając się na otoczeniu. W zależności od sytuacji i możliwości – w skali rodziny, gminy, kraju, a niektórzy cały świat trzymaliby chętnie pod swoim butem.
  • annazadroza Ewo:-) Bo chyba mamy dusze niewolników albo chłopów pańszczyźnianych, którzy nie potrafią samodzielnie funkcjonować i myślą sięgać dalej niż zagroda najbliższego sąsiada. A myśl dotyczy tylko jednego – żeby jemu było gorzej niż mnie. Nie – aby, mnie się poprawiło i było tak dobrze jak jemu, tylko jemu gorzej. Nie dojrzeliśmy do miana społeczeństwa obywatelskiego.
    Druga myśl – nie wygrasz z kimś, kto choruje na słowotok wylewający się z niego, zawierający wyuczony „przekaz dnia”. Bez względu na pytanie każdy odpowiada tak samo, zakrzykując innych i nie próbując zrozumieć ani słowa. Tylko czy to możliwe, żeby aż tak wielu miało bielmo na oczach? Chyba raczej mają w tym interes. To tak jak z czerwonym suknem wyszarpywanym umierającemu, co książę Bogusław tłumaczył Kmicicowi.
  • babciabezmohera Czekam z utęsknieniem, żeby ta nieludzka partia zniknęła z powierzchni ziemi, żeby najmniejszy nawet ślad po niej nie pozostał!!
  • annazadroza BBM:-) Wielu na to czeka. Oby więcej na oczy przejrzało.
  • marijana2 Gorzko prawdziwe jest to, co napisałaś i to, co przeczytałam w komentarzach. Podpisuję się pod każdym słowem.
  • annazadroza Marijanko:-) Co tu więcej mówić? Uściski serdeczne posyłam:)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 50

Adelka miała plan. Plan był zrodzony w ciężkich bólach podczas bezsennej nocy. Dotyczył zbliżającego się dnia promocji książki Teresy w czym udział czynny brać miała Elżbieta jako autorka ilustracji. Pozostali przyjaciele, znajomi i sąsiedzi, i znajomi znajomych, i sąsiedzi sąsiadów stanowić mieli tło, czyli robić tłok w charakterze licznie przybyłej publiczności. Po obmyśleniu najdrobniejszych szczegółów Adelka doszła do wniosku, że nie, jednak ten plan uczczenia sukcesu przyjaciółki nie jest zadowalający i zrezygnowała z niego. Pogrążyła się w intensywnym wymyślaniu następnego, który już po opracowaniu szczegółów znowu wydał jej się niedorzeczny.

Idiotko, pomyślała do siebie pieszczotliwie, nie mogłabyś rezygnować wcześniej? Przed obmyśleniem wszystkiego do końca? Wreszcie postanowiła wciągnąć do spisku Kasię czując ogólne zmęczenie wytężoną pracą umysłową. Zobaczywszy przez okno przyjaciółkę wychodzącą z metra rzuciła się do drzwi, po drodze przypinając psom smycze, zjechała na parter niecierpliwiąc się powolnością windy i wybiegła przed blok. Po Kasi nie było śladu. Adelka jednak wiedziała doskonale, że zaraz wyjdzie z Dżemikiem na spacer więc zaczaiła się wśród drzew za altanką śmietnikową i czekała.

Tymczasem Kasia wyszła z psem, oczywiście, lecz zamiast udać się we właściwym kierunku, czyli zwykłą psią trasą, poszła na pocztę. Wieczorem Kamil zadzwonił z informacją, iż w skrzynce znalazł awizo do niej adresowane, dlatego właśnie przyjechała na Ursynów. Kolejki na poczcie nie było, szybko odebrała korespondencję i wróciła na właściwą psią trasę lecz z przeciwnej strony, czyli  szła pod prąd. W pewnej chwili przystanęła zdumiona, bowiem jej wzrok przykuł widok Adelki kryjącej się za śmietnikiem, trzymającej psy na krótkich smyczach, wyglądającej raz po raz zza śmietnikowego murku z widocznym coraz większym zniecierpliwieniem. Wyraźnie na kogoś czekała. Tylko czemu się chowała? Przed kim? Zaintrygowana niecodziennym zachowaniem przyjaciółki chciała podejść po cichu, niezauważona. Dżemik jednakże miał inne zdanie w tej materii.

– Hau, nadchodzę – oznajmił kumplom.

Cała trójka Adelcynych pupilków odpowiedziała radosnym szczekaniem. Ich pani odwróciła się gwałtownie wbijając sobie gałązkę dokładnie w koczek, co ją unieruchomiło na dobrych kilka chwil. Złorzecząc całemu światu puściła smycze i próbowała wyplątać włosy z gałęzi a gałąź z włosów.

– Zaraz mnie szlag trafi, nagły i niespodziewany – wysyczała ze złością.

– Już nie będzie ani taki nagły, ani niespodziewany – zaśmiała się Kasia podchodząc bliżej. – Co ty wyczyniasz?

– To przez ciebie! O mało sobie skalpu nie zdarłam – błyskała wściekłym okiem Adelka próbując okiełznać włosy, po misternym koczku nie pozostało nawet wspomnienie. – Spinkę przez ciebie zniszczyłam, frotki żadnej przy sobie nie mam i jak ja teraz stąd wyjdę?

– Chyba na wieki będziesz musiała w tym śmietniku zamieszkać – krztusiła się Kasia. – Co tu robisz? Dlaczego przeze mnie? Ja ci się kazałam do śmietnika przeprowadzać?

– To dlaczego zachodzisz mnie od tyłu zamiast iść w normalną stronę?

– Na pocztę poszłam – usprawiedliwiała się Kasia próbując opanować śmiech co jej się nie udawało, bo ilekroć spojrzała na przyjaciółkę z rozwiewającym się co moment włosem, znów parskała śmiechem. – Czekaj, mam w kieszeni gumkę recepturkę, zapleć warkoczyk i gumką przytrzymaj.. albo nie, najpierw zadzwonię po Elkę, musi cię zobaczyć…

– Stój! – krzyknęła Adelka. – Niech cię ręka boska broni… Auu, ciągnie! – zawyła. – Wyrwiesz mi wszystkie włosy!

– W żadnym razie, co najwyżej trochę… A dlaczego?

– Co dlaczego?

– Dlaczego niech mnie ręka boska broni?

– Bo to tajemnica przed Elką.

– Aha – ze zrozumieniem kiwnęła Kasia głową. – O nią chodzi.

Udało się wreszcie doprowadzić Adelkę do jakiego takiego porządku. Obeszły osiedle a po drodze Adelka wtajemniczyła przyjaciółkę w swoje plany.

– No i zupełnie, ale to zupełnie nie mam pojęcia co zrobić – westchnęła.

– Tylko dla Elki mamy coś wymyślać czy dla obu? To znaczy, dla Teresy też? Dla Elki, bo się wzięła w garść i zaczęła coś robić? Tak? – Kasia chciała skonkretyzować problem.

– Bezapelacyjnie osiągnęła sukces – podkreśliła Adelka.

– Głównie w przezwyciężaniu siebie. Szkoda, że nie dotyczy to wszystkich sfer życia.

– Od razu chciałabyś wszystko – żachnęła się Adelka. – Elka jest kobietą po przejściach i należy jej się taryfa ulgowa.

– No proszę cię! Już jej się gwarancja skończyła na użalanie się nad sobą.  Życie ucieka i trzeba je chwytać garściami zanim całkiem ucieknie – zdecydowanie powiedziała Kasia.

– Ależ ona się dopiero zastanawia czy już może zacząć je chwytać czy jeszcze nie – broniła przyjaciółki Adelka.

– Ty jej nie broń, bo ja jej nie atakuję. A poza tym wydaje mi się, że już dobrze wie, że może. Od waszego powrotu z Krystianówki. Tylko nie bardzo wie jak zacząć.

– Może i coś w tym jest – zastanowiła się Adelka. – No to co robimy?

– Bo ja wiem? Kwiaty na pewno. Ogromny bukiet. I nawet wiem kto powinien je publicznie wręczyć – zachichotała Kasia. – Wtedy nie będzie mogła dać dyla. Dla Teresy też, oczywiście.

– Pewnie. Teresa jest taka zdolna, że może sobie pisać od niechcenia, ot tak sobie, kiedy jej się zachce. A Elka musiała się namęczyć, żeby zacząć w ogóle coś robić.

– Już się namęczyła wystarczająco i teraz powinno jej pójść jak z płatka. Tak uważam. Ale wiesz co? – Kasia przystanęła koncentrując się na myśli, która jej przyszła do głowy. – To jest niesprawiedliwe! To jest cholernie  niesprawiedliwe, żeby człowiek dopiero po doczekaniu emerytury mógł się spełniać i robić to, co chciał przez całe życie! A jak nie doczeka?

– Ty, przestań, przecież doczekała! I nie uprawiaj mi tu żadnego czarnowidztwa. Rusz głową i myśl dalej.

Myślały, myślały lecz najwyraźniej dopadło je jakieś zaćmienie umysłowe akurat w tej kwestii.

– Lampka wina dla przybyłych – radośnie oznajmiła Kasia po dłuższej chwili wysiłku umysłowego.

– To się przecież rozumie samo przez się – spojrzała Adelka z niesmakiem. – A specjalistą od wina jest właściciel „Filiżanki”, chyba ci tego nie muszę przypominać.

– Fakt – westchnęła Kasia ogarnięta poczuciem bezradności, lecz zaraz poczuła się ożywiona. – To już będzie miał dwa plusy: wino i kwiaty – dodała wyraźnie ucieszona.

– A my co? Kwiaty miały być od nas – Adelka wydawała się coraz bardziej zdegustowana.

– Ale będą od niego, rozumiesz? I pewnie wielki bukiet czerwonych róż – domyślnie spojrzała na Adelkę. – I przy ludziach nie będzie jej wypadało robić żadnych cyrków. Musi kwiaty od niego przyjąć.

– Ale my jesteśmy głupie – Adelka palnęła się dłonią w czoło. – Kaśka, przecież my się nie musimy wygłupiać przy ludziach. Zaśpiewamy jej, albo raczej im, sto lat albo szła dzieweczka i już. A jak  pójdą wszyscy inni to ją dopiero uczcimy i obdarujemy po swojemu.

– Aha, jak zostaną sami swoi. Ale dlaczego szła dzieweczka? – zainteresowała się Kasia.

– Dla niczego, dla przykładu, tak mi się powiedziało – machnęła bagatelizująco ręką Adelka.

– Tylko czym ją obdarujemy? Coś do nowego mieszkania, to znaczy do odnowionego, jej sprezentujemy? Właściwie wszystko ma, fuknie po swojemu, że jej nie trzeba. Dlaczego akurat szła dzieweczka?

– Czekaj, czekaj, coś mi idzie…, tfu, świta – Adelka przystanęła i zamilkła.

– No… – zniecierpliwiona Kasia przestępowała z nogi na nogę. – Co takiego?

– Czekaj, czekaj, coś mi się precyzuje… Szła do tego laseczka i szła…

– Gadajże wreszcie po ludzku bo uduszę ciebie i siebie przy okazji też.

– Mam! Wiem! Ufundujemy jej w nagrodę wyjazd. Zbiórkę przyjacielską zrobimy i wyślemy ją do Szczawnicy – wykrzyknęła Adelka tryumfalnie.

– Dobrze mówisz – ucieszyła się Kasia. – To genialne jest. Zupełnie przypadkiem pojawi się tam Winicjusz, tylko go trzeba odpowiednio wcześnie uprzedzić…

– I tym samym historia zatoczy koło i się zamknie – uroczyście obwieściła Adelka. – Nareszcie wszystko się znajdzie na właściwym miejscu.

– O matko, po tylu latach szarpaniny – z zachwytem dodała Kasia.

3.07.2018

  • kasiapur Może nie jest to odkrywcze ale te dziewczyny świetnie ze sobą rozmawiają.
    Uśmiałam się :)))
    Uściskuję Aniu bardzo bardzo !
  • kobietawbarwachjesieni Czytam z dużym zainteresowaniem.
  • annazadroza Kasiu:-) Cieszę, że choć na chwilę dziewczyny poprawiły Ci humor:)
    Serdeczności moc:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Ogromnie mi miło:) Dziękuję za zainteresowanie w imieniu bohaterek:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | 2 komentarze

Wyrwać

Straszliwie szybko minął weekend jak zwykle. Widać, taka już jego natura;)
Mecze oglądałam jednym okiem wspólnie z Mężem. Dziwna to była wieść, że odpadają i wracają do domu zespoły takich państw jak Portugalia, Argentyna. Najsławniejsi jadą do domu – Messi, Ronaldo, nasz Lewandowski w takim gronie „odpadniętych” nie przedstawia się tak tragicznie, pewnie się lepiej
poczuł. Niestety, nasze mecze były słabe (także ten o niby honor), co mogę zaświadczyć ja, kompletny laik.
W ramach ćwiczeń fizycznych Mąż znacznie skrócił nasze dwa perukowce, teraz je będę prowadziła jako krzaki, nie drzewa, bo wybujałe ponad miarę zaczęły przeszkadzać wychodząc poza siatkę na uliczkę. Piękne one są dopóki „peruki” nie dojrzeją i nie zaczną fruwać po całej okolicy. Wtedy robią się wkurzające i brzydkie niczym prawdziwe, stare, zrudziałe peruki. Taki nalot, zmasowany atak nieprzyjemnego paskudztwa. Dużo było gałęzi, każdą uciętą biorę w rękę i sekatorem obcinam mniejsze gałązki zostawiając długi kij, który w ogródku służyć może do celów różnych. Nie skończyłam jeszcze, bo naprawdę tego dużo i mam zakwasy od gimnastyki – typu: przysiad, powstań, schyl się, utnij i powtórz od początku;) Poza tym zrobiło się
zimno i odechciało mi się ogródkowych prac ręcznych. Za dwa dni ma się ocieplić, wtedy dokończę.
Panią stomatolkę odwiedziłam, musiałam zrobić prześwietlenie całej szczęki i dziś zobaczymy co dalej. Na pewno czeka mnie wyrwanie zęba. Aha, źle powiedziałam, usunięcie powinno być;) Taty przyjaciel stomatolog kiedyś powiedział: ” Pamiętaj, że wyrywa to się nogi z doopy, a zęby się usuwa”.
Ale w sumie…  czy wyrwać, czy usunąć – na jedno wychodzi. Ważne, żeby się pozbyć przyczyn bólu i zagrożenia dla zdrowia całego organizmu. Każdego organizmu.

2.07.2018

  • babciabezmohera Też mam perukowca i bardzo go lubię. Nawet fruwające kłapcie mi nie przeszkadzają, bo zbijają się w duże „kule” i łatwo je zebrać. Ale mój mąż narzeka.No, cóż- każdy ma inaczej! 😉
  • urszula97 Tak ,robota w ogrodzie jest.U nas w piątek ciepło a w sobotę ochłodzenie aż do dzisiaj,trzeba pójśc na działkę i zobaczyć co urosło w tym chłodzie.Mam wnuka na wakacje i zupełnie inny rytm dnia.Jak ja nie lubie dentysty.Trzymam kciuki.
  • kotimyszkot A to się nagimnastykowałaś 🙂 Też już czekam niecierpliwie na to ocieplenie. Lato zdecydowanie powinno mieć tą temperaturę choć ze 25, a nie jakieś 17 i wichry szalejące 😉 Powodzenia u dentysty Aniu, oby jak najszybciej było po bólu..
  • emma_b nigdy nie słyszałam o perukowcach więc z ciekawości wyguglałam: bardzo fajne!
  • annazadroza BBM:-) Bo to ładna roślina jest. Tylko nasze rozrosły się za bardzo i po całym osiedlu te „peruki” fruwają zaśmiecając sąsiadom ogródki. Skróciliśmy je i teraz sobie będą rosły dalej, one bardzo szybko rosną.
  • annazadroza Urszulo:-) Wczoraj padało, dziś już nie, chyba cieplej jest, i dobrze, bo do ogródka może da się wyjść, żeby skończyć to, co zaczęte.
    Fajnie, że masz u siebie wnuczka, nie ma to jak wakacje u babci:) Nawet jak trzeba zmienić rytm dnia, to radość dziecko sobą niesie ogromną:)
    Ogólnie dentysty nikt nie lubi, ale ja moją panią Kasię tak, bo tylko jej na całym świecie się nie boję;)
  • annazadroza Myszokocie:-) Dziś trochę cieplej, na razie nie pada. Deszcz potrzebny, ale w nocy;) Niebo zakryte chmurami i strach wyjść gdzieś dalej, żeby za chwilę nie lunęło z nieba i nie zmoczyło psów i mnie.
    Usuwać ząb mądrości będę jutro:( Brr…
  • annazadroza Emmo:-) Są bardzo ładne, szczególnie zanim te „peruki” nie dojrzeją. Liście mają w takim jakby czerwonawym-różowawym kolorze, te puszki również. Potem zmieniają się w zrudziałe „peruki” i już nie są dekoracyjne.
  • kolewoczy Mówi się „ekstrakcja zęba” 😉 A podobny problem jak Ty z perukowcami mam z leszczynami, te to się dopiero rozkrzewiają. Utniesz jedną gałąź, a odrastają trzy! Jak hydra 😉
  • annazadroza Kolewoczy:-) Tak się mówi fachowo, prawda. Ale bez względu na nazwę – strach;)
    Z leszczyny masz przynajmniej orzechy, jakiś pożytek jest, a te „peruki” są okropnie upierdliwe.
  • krzysztof213 Nie patrzyłem na ani jeden mecz a ogród jak masz to można zrobić w nim wiele wręcz jednak to sztuka i duży wysiłek
  • annazadroza Krzysztof:-) Nie każdy musi lubić oglądać mecze, można mnóstwo innych rzeczy robić w tym czasie. Na przykład polenić się w ogródku, albo w parku, albo poczytać – bo nie zawsze trzeba ciężko pracować, czasem da się odpocząć:)
  • Gość: [chirurgia stomatologiczna] *.dynamic.chello.pl Czy rozmawiałaś ze swoją stomatolog czy będziesz potrzebowała jakiegoś konkretnego znieczulenia pod wyrywanie zębów 🙂 Wiem, że niekiedy strasznie boli. Znowu niektorzy znajomi opowiadali mi, że ich wyrywanie zęba przebiegło praktycznie bez bólu
  • annazadroza Chirurgio droga:-) Nic nie bolało, absolutnie bez żadnych problemów się obyło. Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam:)))
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 49

Przyszedł czas, że Elżbieta mogła sobie urządzić sypialnię. I urządziła. Czuła satysfakcję jakby chciała Mirkowi udowodnić, że zmieniła w domu absolutnie wszystko i ślad po nim nie pozostał. Była zmuszona dwa razy się z nim spotkać w niedużym odstępie czasowym i bardzo to przeżyła. To znaczy przeżywała dopóki nie stanęła z nim twarzą w twarz, wtedy przestała. Uświadomiła sobie, że jest absolutnie spokojna, obojętna na obecność byłego męża, że on nie ma na nią żadnego wpływu i nie robi na niej jakiegokolwiek wrażenia. Odetchnęła z ulgą. Była już naprawdę zupełnie innym człowiekiem.

Okazją do spotkania stało się zawarcie małżeństw przez Roberta i Rafała. Obaj zaprosili ojca na swoje śluby i musiała uszanować ich decyzję.

Chłopcy wspólnie z małżonkami doczekali się wreszcie odebrania kluczy od upragnionych mieszkań, przewieźli swoje rzeczy uwalniając matce ostatni pokój, w którym mogła urządzić wymarzoną sypialnię. Właśnie w niej siedziała, w swojej nowej, pięknej sypialni, w której przeważał zielony kolor. Postawiła na stoliczku nowy telewizor, stary zostawiła w dużym pokoju ochrzczonym teraz szumnie salonem. Stwierdziła, że musi mieć wygodę na stare lata i możliwość wygodnego oglądania programu z łóżka.

Do pokoiku wpadła Beta próbując złapać muchę. Wskoczyła za nią na łóżko, z łóżka na fotel, z fotela chciała na ścianę, ale jej się nie udało. Fotel z hukiem na ścianę poleciał, suczka od ściany się odbiła, a mucha nic. Jak siedziała tak siedziała dalej, nawet nie odfrunęła.

– Mądra ty jesteś? – spytała Ela podnosząc fotel. – Dopiero skończyłam remont, a ty mi chcesz od razu ściany porozwalać?

Rozmasowała suczce łebek, mięśnie przykręgosłupowe na wszelki wypadek też. Nie stwierdziła uszkodzeń, bo Beta otrząsnąwszy się z niecierpliwością, znów intensywnie szukała muchy.

Rozległ się dźwięk telefonu. Teresa zadzwoniła z informacją, że ich wspólna książka jest gotowa i zaproponowała  zorganizowanie wieczoru autorskiego  w „Filiżance”. Elka odłożyła komórkę oszołomiona nieco. Co prawda kiedyś kilka swoich „dzieł” wystawiała wraz z innymi nauczycielami plastyki lecz była to zupełnie inna historia. Wtedy przyszło grono znajomych, z których każdy prezentował swoje prace, przybyły ich rodziny i przyjaciele. Ale teraz? Pójdzie w świat książka z jej ilustracjami. Trafi do księgarń, bibliotek, może nawet znajdzie się w jej dawnej szkole? Oczyma wyobraźni zobaczyła jak Larwa bierze książkę do ręki, podziwia rysunki, potem spogląda na nazwisko ilustratorki i… musi ją wziąć jasna cholera więc pada z wściekłości w pokoju nauczycielskim. Wzywają pogotowie, ale w mieście są duże korki, karetka wcale się nie spieszy, jedzie pomalutku…

O matko, jęknęła zachwycona a jej dusza poczuła się usatysfakcjonowana obrazem i napawała się przez chwilę poczuciem dokonanej zemsty. Zemsta jest rozkoszą bogów…. Elżbieta jednakże boginią nie była toteż wróciła do rzeczywistości z lekkim niesmakiem. Tfu, żeby mnie ta Larwa nawet w moich własnych myślach prześladowała, obruszyła się, to jest nie do wytrzymania.  Postanowiła zacząć myśleć o przyjemniejszych sprawach, na przykład w co się ubrać. O właśnie, o tym trzeba pomyśleć… o matko jedyna, będą się na mnie patrzeć? Nie chcę, niech się patrzą na Teresę, ja się gdzieś muszę schować! A jakby Larwa przyszła i się patrzyła? No to przecież musiałabym wytrzymać i jeszcze pokazać, że mam wszystko gdzieś i wcale się nie denerwuję i nie boję się, nic a nic… Rany koguta, umrę ze strachu! Telefon, gdzie mam telefon? Gdzie, do diaska, go znowu wsadziłam, jest.

– Kaśka? Słuchaj, ja się boję!

– Co ty do mnie mówisz? – zdziwiła się Kasia. – Kogo się boisz?

– Nie kogo tylko czego.

– No to czego? I gdzie?

– Jak to gdzie? – zdziwiła się z kolei Ela. – Wszędzie się boję.

– Rany boskie, na manię prześladowczą nagle zapadłaś czy jak?

– Głupia, w każdej komórce się boję, no, wszędzie, rozumiesz?

– Aa, takie wszędzie. Ale dlaczego?

– Bo się będą na mnie gapić.

– Kto?

– Wszyscy!

– Rany boskie! Jacy wszyscy? Kobieto! Miliardy ludzi na ziemi, jakieś siedem tych miliardów czy ileś? Może jeszcze ufoludki z kosmosu, co? Zwariowałaś ze szczętem?

– Durna, aż tyle nie przyjdzie, przecież nie zmieszczą się w „Filiżance”.

– Aha, ty o tym. Nie mogłaś od początku po ludzku powiedzieć o co ci chodzi?

– Teresa zadzwoniła, że to już, lada chwila i się zestresowałam.

–  Czym? Gdybym ja się zestrachała, to byłoby zrozumiałe, bo od zawsze umieram z przerażenia przed publicznym odezwaniem się. Ale ty? Przecież całe życie występowałaś przed ludźmi, małymi podczas lekcji i dużymi na zebraniach. I czym się masz stresować?

– Oo, jakby tak podejść do sprawy… No, to zupełnie inna historia!

– Ty, Elcia, jesteś przyzwyczajona do gadania. Ja nie, za żadne skarby świata! Tracę głowę i pamięć natychmiast, kiedy ktoś nagle mnie o coś zapyta. Wtedy nawet nie wiem jak się nazywam i gdzie mieszkam. Zawsze tak miałam, od dziecka, nie teraz, żeby zaraz Alzheimer, bo dziedziczny… Wyobraź sobie, że prowadzisz lekcję w najstarszej klasie albo zebranie z rodzicami.

– Katarynko! Jesteś genialna – ucieszyła się Ela.

– W głębi duszy zawsze o tym wiedziałam – odpowiedziała skromnie Kasia. – Ale miło jest usłyszeć potwierdzenie z czyichś ust.

29.06.2018

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Ostatni mecz

Wygraliśmy ten ostatni mecz, dobre i to. Nie przeżywałam, bo zaczytałam się i zapomniałam o całym świecie. Mąż był poza domem, kiedy wrócił – spytał o wynik, wtedy dopiero włączyłam telewizor i okazało się, że prowadzimy. Było kilka minut przed końcem. Patrząc na pomalowane twarze kibiców pomyślałam, że wróciła moda, albo nie, niewłaściwe określenie, wróciliśmy do wyrażania uczuć, nastrojów poprzez obraz i kolor – kiedyś Indianie malowali barwy wojenne na twarzach, a teraz malujemy barwy narodowe przed meczem, czyli idziemy na wojnę z przeciwnikiem, który ma twarzy barwy naszego rywala. W ten sposób wyrażamy swoją przynależność plemienną. Taka wojna może być, akceptuję, aby nie szła dalej przeradzając się w rękoczyny.
Poza tym posadziłam kwiatki, miałam jeszcze trochę zeszłorocznej odżywki do pelargonii więc je podlałam. Są wyjątkowo urocze z masą zieleni i delikatnymi kwiatuszkami.
Mijający tydzień był męczący, ponieważ upłynął pod znakiem wizyt u lekarzy. Tak wypadło, że się skumulowały dzień po dniu, a wybrzydzać nie można, bo wiadomo jak jest z terminami do specjalistów. Jeszcze dziś dentystka na mnie czeka, jedyna na świecie, której się nie boję;)
Przydałaby mi się czarodziejska żywa woda, po której zniknęłoby całe zmęczenie i zniechęcenie, wróciła energia i siła, bo jakaś taka padnięta jestem. Trzeci rok nie jedziemy do Szczawnicy, nie wiem czy się uda, z babcią D. trudna sprawa na co dzień, a co dopiero mówić o wyjeździe. Musiałabym ją chyba
związać i wrzucić do bagażnika na drogę;( Równałoby się to z morderstwem, bo przecież drogi by nie przetrzymała, a ja natury mordercy nie mam, mimo iż mordercze instynkty czasami miewam, szczególnie słuchając „mądrości” padających z tv. Dlatego staram się ich nie słuchać. Idę sobie zrobić kawę na pocieszenie i życzę spokojnego weekendu.

29.06.2018

  • kotimyszkot Byłam kiedyś na meczu naszej drużyny siatkarskiej z Japonią. Mimo iż nie jestem żadną wielką fanką sportu. Były barwy na twarzy, kołatki, okrzyki i autentycznie czuło się niesamowitą przynależność do biało-czerwonych. Wyniku nie pamiętam, nie miał takiego znaczenia, bo samo kibicowanie było niesamowitym przeżyciem i fakt, że ten ogromny tłum przyjechał wspierać swoją drużynę 🙂
    Dobrze, że strzelili wczoraj choć tę jedną bramkę, lepsze to niż nic 😉
  • babciabezmohera Oglądałam ten mecz, choć fanką nożnej nie byłam i chyba już nie będę. Mecz był po prostu brzydki- jakby nikomu na niczym nie zależało. Wiem, że upał, że żaden najwyższy nawet wynik niczego nam już nie dawał, ale aż tak ostentacyjnie mieć wszystko w d…? Jakoś tak niesportowo. ;((
  • kasiapur Masz rację też ich nie słucham …szkoda sił i zdrowia których jest
    i tak mało. I też jestem wyjątkowo zmęczona, więc obie możemy
    iść na kawę 😉
    Anula odpocznij…dobrego weekendu 🙂
  • emma_b dołączam do grona zmęczonych, też sadziłam dzisiaj kwiaty, ale przecież to nie jest jakiś morderczy wysiłek. w moim przypadku wszystkiemu winna starość.
  • krzysztof213 Takie gdzieś daleko tam inne życie a tak wyszło jakoś że mecz nie miałem czasu wyniki znam i tak jakoś historia się powtarza.
    Ja bym musiał napisać jak to było ale to by nie było takie proste i słodkie do końca
  • annazadroza Myszokocie:-) Mecze siatkówki wyglądają zupełnie inaczej, to prawda. Czasem zerkam, (teściowa jest wielką fanką siatki, w młodości sama grała i teraz patrzy na wszystko jak leci). Nie ma na tych meczach chamstwa, jakie zazwyczaj panuje podczas spotkań piłkarskich.
    Lubię takie chwile, kiedy budzi się wspólnota w narodzie, są to przeżycia silnie zapadające w pamięć. Szkoda, że ich jest mało, że teraz głównie skupiamy się na podziałach.
  • annazadroza BBM:-) Tak to właśnie wyglądało – jakby nikomu na niczym nie zależało. Jeśli zawodnicy grają z sercem, to taki kibic jak ja – czyli od przypadku do przypadku – potrafi się włączyć emocjonalnie i czuje związek z zawodnikami, jeśli nie to obojętnieje, macha ręką i przestaje oglądać.
  • annazadroza Kasiu:-) Pomogła Ci kawa? Ja już mogę pić kilka pod rząd i nic. Skończyła mi się Yerba Mate, muszę dokupić, bo już nic innego mnie nie stawia na nogi.
    Kasieńko, trzymaj się, kochana, ściskam mocno:)))
  • annazadroza Emmo:-) Sadzenie kwiatków nie jest męczące, odwrotnie, daje radość i sprawia przyjemność. Ale… kiedyś mogłam tyle rzeczy zrobić w tym samym czasie… teraz… gucio… Sama świadomość własnych niedostatków jest męcząca i wkurzająca.
  • annazadroza Krzysztof:-) Dobrze, że meczu nie oglądałeś, nic nie straciłeś, bo to nieładne, albo nawet żadne – widowisko było.
    Proste to w ogóle nic nie jest, a na osłodzenie zrób sobie kawę, zjedz czekoladę i będzie Ci lepiej. Na pewne sprawy nie mamy wpływu, trzeba machnąć na nie ręką i nie dawać im rosnąć w siłę poprzez myślenie o nich nieustanne. Wystarczy zareagować kiedy będzie okazja. Trzymaj się, pozdrawiam:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Biały gołąb

Wczoraj po południu wracając z psami zobaczyłam gołębia. Pod siatką od strony ulicy stał nieruchomo z napuszonymi piórkami, nie zwracając uwagi na nic co się wokół działo, a dzieci biegały, krzyczały bawiąc się i samochody przejeżdżały. Zaprowadziłam psiaki do domu i wróciłam. Gołąbek był śliczny, biały z jasnobrązowym łebkiem i takimi samymi paskami na skrzydełkach. Dzień wcześniej Mąż mi go pokazywał, że taki ładny skądś przyleciał. Zauważyłam, że miał na nóżkach dwie obrączki, czyli czyjś, nie bezdomny. Złapałam go bez trudu, zaniosłam do ogródka. Dałam wodę i kaszę z nadzieją, że się pożywi – ale nie chciał. Stał i – tu mi się określenie babci przypomniało odnoszące się do chorych kurczaków – „kipiał”. Mąż zaczął
szukać w internecie informacji o hodowcach gołębi, znalazł telefon, zadzwonił, opowiedział co się zdarzyło. Pan powiedział, że ktoś oddzwoni, ale nie doczekaliśmy się, więc zadzwonił w inne miejsce. Tam pan poradził, żeby dać jeść i pić, bo może tylko zmęczony. Aha, spisaliśmy z obrączki dane. Na żółtej były niewidoczne, a na zielonej – RO F.R.S.C. 2017 029707. Pan powiedział, że to z Rumunii gołąb. Miałam nadzieję, że odpocznie i będzie dobrze, bo nawet zaczął się trochę ruszać, przesunął się w inne miejsce, ale – niestety – nocą pofrunął za Tęczowy Most. Rano leżał z rozpostartym białym skrzydełkiem na zielonej trawie. Przynajmniej odszedł w spokoju, nikt się nad nim nie znęcał, nie pogryzł, nie rozszarpał (psy siedziały w domu i do ogródka drzwi były zamknięte). Pochowaliśmy go pod wierzbą, kupiłam kwiatki i posadzę tam za chwilę. Żal biedactwa, taki był śliczny, szmat drogi przebył, żeby zakończyć życie w obcym kraju.

27.06.2018

  • babciabezmohera Smutne…
  • krzysztof213 Gołębie to historia i to ciekawa .
    Hmm ..
  • urszula97 Taki szmat drogi i przejść na drugą stronę mostu,szkoda.
  • kotimyszkot Po przeczytaniu „Ptaśka” inaczej spojrzałam na gołębie. Szkoda tego, być może dotarł do celu swej podróży, a tu takie zakończenie..
  • kasiapur Tak to Aniu napisałaś przejmująco, że doczytałam się jakby symbolu.
    Może dlatego że jest parę dzieł malarskich graficznych gdzie gołąb
    jest wręcz sensem literackim. Ech może mam taki nastrój…szkoda go wielka…
    Przytulańce i dobrego dnia dla Ciebie Aniu 🙂
  • annazadroza BBM:-) Smutne, bo żal takiego bezbronnego, niewinnego stworzonka:(
  • annazadroza Krzysztof:-) Gdyby prześledzić drogi, które pokonują ptaki, okazałoby się, że każda to materiał na osobny film.
  • annazadroza Urszulo:-) Można pomyśleć, że nigdy nie wiadomo kto i kiedy tam podąży, a dotyczy to wszystkich żywych istot, nie da się uciec…
  • annazadroza Myszokocie:-) Żal, ale co zrobić? Pocieszam się, że miał spokój w ostatnich chwilach. Pewne zdarzenia są nieuchronne…
  • annazadroza Kasiu:-) Tak, biały gołąb to symbol. Wprawdzie biel złamana była jasnym brązem, ale co to ma za znaczenie? Kwiatki mu już posadziłam. Może gdzieś tam w innym wymiarze fruwa bezpieczny i szczęśliwy?
    Buziaki Kasieńko:)
  • krzysztof213 Jedna z niewielu nie licznych kobiet co odpisuję na komentarze
    I jest taki film mikro lub makro kosmos .
    A gołębie to i wiadomości nosiły nawet w czasie wojny
  • kobietawbarwachjesieni Smutna historia.
  • e.urlik Aniu kochana, emocji ci w życiu nie brakuje… Biedny ptak, biedna ty. Wiesz, pomyślałam sobie, że warto by zawiadomić hodowcę, żeby nie czekał na swojego gołębia. Jeśli chcesz, to postaram się znaleźć namiary. Przepraszam, ja zawsze tak praktycznie…
  • e.urlik Mam już adres. Ty napiszesz, czy ja?
  • annazadroza Krzysztof:-) A jak inaczej? Nie odpowiadać? To byłoby – gadał dziad do obrazu, a obraz ani razu 😉
    Gołębie z dawien dawna używane były do przenoszenia wieści, mają niezwykłe zdolności odnajdywania drogi. Widziałam kiedyś film jakby z punktu widzenia lecącego ptaka kamera była prowadzona. Niesamowite.
  • annazadroza Ewuś:-) I dobrze, że praktycznie. Mąż szukał, ale na nic więcej nie trafił, poza tymi kilkoma telefonami, które wykonał. A ten adres to jaki? W ogóle jak zdobyłaś? Aa, no tak, Ty poliglotka jesteś, to zrozumiałaś:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Samo życie, ale szkoda pięknego ptaka.
  • e.urlik Aniu, adres do Rumuńskiego związku hodowców gołębi pocztowych to:www.federatianationalacolumbofila.ro/contact.html a ich adres mailowy: office@fcpr.ro
    Możesz napisać tak: We are very sorry to inform you that we found one of your pigeons (ring number: tu wpisz numer na obrączce) dead on our estate in (wpisz miasto i kraj).
    We are hoping that this such a accident will not happen in the future.
    Sincerely yours
    Anna i Mąż
    Całuski
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 2 komentarze