Kałuża

Była na łące kałuża,
raz mała była, raz duża.
W zależności od pogody
miała w sobie tyle wody
ile właśnie napadało,
więc raz dużo a raz mało.

Słońce w wodzie się przejrzało,
po brodzie się podrapało,
rozsunęło gęste chmury,
zerknąć sobie chciało z góry,
kałuży więc się przyjrzało
i oczkami zamrugało.

Wody teraz było dużo
w związku z przedwczorajszą burzą.
Ale! Wewnątrz coś się kłębi
chociaż przecież nie ma głębi.
– Kulka z nitką? Dziwna sprawa,
czy to jakaś jest zabawa?

W trawie zjawia się ropucha.
– Cóż to znowu za podpucha?
Co za głupek w górze świeci,
moich nie poznaje dzieci?
Słoneczko się roześmiało,
chmury deszczowe przysłało,

żeby było dużo wody
do picia i dla ochłody.
Bez wody żadne owady
żyć przecież nie dadzą rady.
Zwierz każdy, mały i duży
wciąż łaknie wody z kałuży.

Była sobie raz kałuża
czasem mała, czasem duża
w zależności od pogody
miała w sobie tyle wody
ile właśnie napadało,
czasem dużo, czasem mało.

Salamandra spotkana na szlaku

Taka piękna plamiasta istota potrzebuje wody z kałuży, z innych wodnych zbiorników także

 

Na wodzie można także stać, to dopiero jest sztuka

Można podziwiać przepiękne łabędzie pływające po wodzie lub czekające na poczęstunek w płytkiej wodzie na brzegu Jeziorka

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Dla dzieci, wierszydełka, Wymyślanki | 12 komentarzy

Życzę

Życzenia – Radosnych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie najbliższych, tradycyjnego smacznego jajka, w lany poniedziałek wody tyle, ile trzeba aby zapewnić powodzenie na cały rok, wiosennego nastroju od dziś do oporu, zdrowia, pogody ducha, radości każdego dnia choć odrobinę, dobrych ludzi wokół, spokoju, pokoju i wszystkiego najlepszego – niech dotrą do Was i zostaną z Wami  🙂

Miało być zdjęcie stroiku zrobionego przeze mnie lecz nie udało mi się go przenieść na bloga. W zamian kolorowe wiosenne kwiaty z życzeniami kolorowych dni 🙂

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 24 komentarze

Pamiątka

Pożar katedry Notre Dame był strasznym widowiskiem. Pokazał jak mali jesteśmy w obliczu takiego żywiołu jak ogień. Zresztą z żadnym żywiołem nie mamy szans tak naprawdę, może z nami zrobić co chce i woda, i cyklon, i sama ziemia pochłaniając wszystko podczas trzęsienia, wybuchu wulkanu czy obsuwając się w dowolnym momencie, niezaplanowanym, nieprzewidzianym. Żywioły nas zaskakują, nie mamy na nie wpływu, nie mamy nad nimi kontroli choć wydaje się nam, że jesteśmy panami świata. Jeśli nie szanujemy Matki Natury, Matki Gai to nie możemy od nich oczekiwać szacunku. Za naszą gospodarkę rabunkową, za niszczenie ekosystemów, mordowanie zwierząt, wycinanie drzew bez opamiętania, śmieci walające się na każdym kroku i pływające w wodzie, które są powodem śmierci zwierząt spożywające to świństwo… itd. Takie myśli ponure napłynęły w tej chwili.
Obraz płonącej katedry, walącej się iglicy wciąż  mam w oczach. Iglicy nie pamiętałam, we wspomnieniach zawsze przewijają się dwie wieże frontowe i rozeta. Kiedy już podano informację o ugaszeniu pożaru sięgnęłam po album ze zdjęciami. No i iglica jest, od drugiej strony widoczna. Miałam szczęście zobaczyć katedrę w rzeczywistości. Naprawdę. Mąż wymyślił, że musimy spędzić w absolutnie wyjątkowy sposób noc Sylwestrową z 1999 roku na 2000. Pojechaliśmy na wycieczkę (taką objazdową) do Paryża zwiedzając również Amsterdam, Brugię i Brukselę, nocując w Lille. Północ spędziliśmy na Polach Elizejskich i pod Łukiem Tryumfalnym przywitaliśmy nowe tysiąclecie. Taka niespodziankę zafundował ukochany na przełomie wieków 🙂 Teraz już nie dałabym rady spędzić tak dużo czasu w autokarze, ale wtedy byłam o dziewiętnaście lat młodsza, jeszcze mogłam tyle, że ho ho 🙂 Nie miałam cyfrowego aparatu, klisze trzeba było oddawać do fotografa, żeby wywołać i zrobić odbitki, więc muszę pomyśleć jak pokazać jakieś fotki z wycieczki. W każdym razie mam pamiątkę nabierającą symbolicznego znaczenia, zdjęcie przed katedrą, która była i pozostanie jednym z symboli Paryża, natchnieniem pisarzy, muzyków, budowniczych. Dobra wiadomość jest taka, że będzie odbudowana.

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 16 komentarzy

Niewiarygodne!

Niewiarygodne, że już połowa kwietnia! Wciąż powtarzamy słowa o szybko uciekającym czasie a on ani myśli zwolnić ;(                                                                                                         W piątkowym „Tańcu z gwiazdami” wzruszeń było więcej niż zwykle, a to za sprawą dewelopera, który niewidomej sportsmence Joannie Mazur, mistrzyni świata mieszkającej w naprawdę nieciekawych warunkach, ofiarował mieszkanie w budowanym przez jego firmę osiedlu.
W sobotę rano zdążyłam wyjść z Szilką i Skitulem zanim zaczął sypać śnieg. No nie, tego sobie nie życzę, zdecydowanie mówię śniegowi NIE!!! Przynajmniej do grudnia. Miałam okna myć, naprawdę chciałam to zrobić. Do Wilanowa też chciałam pojechać i gucio, śnieg pokrzyżował plany. Zimno się zrobiło i wiatr nieprzyjemny wciskał się pod kurtkę. Mimo tego po obiedzie zrobiliśmy ładny kawałek drogi. Gdyby nie psy nikt nie zmusiłby mnie do wyjścia z domu.
Ponieważ okna chwilowo”odpadły”, udało się Mężowi powiesić półkę na ścianie oraz dwa obrazy, które mieszkały w ukryciu przez… czas jakiś 😉 Ten widok sprawia mi tyle radości, że uśmiecham się bezustannie. A wieczorem przyjemność i zachwyt – „Twoja twarz brzmi
znajomo”. W niedzielę rano Mąż wstał o nieprzyzwoitej – jak na niedzielę – porze, aby o godzinie ósmej rano zasiąść do oglądania Formuły 1. I co? I gucio znowu. W tym wypadku nic mnie nie zdziwiło, bo to w kurskiejtelewizji było. Zamiast oglądać start i kolejne okrążenia – oglądał twarze komentatorów sprawozdawców, którzy opowiadali co się działo na torze wyścigowym. Z radiem im się pomyliło czy co? Pewnie nie, chodziło – moim skromnym zdaniem – o przyciągnięcie widzów reklamą transmisji w celu pochwalenia się dużą oglądalnością, bowiem wielu panów miało nadzieję na obejrzenie wyścigów zapowiedzianych w programie tv. Po 40-tu minutach mieli pokazywać na żywo, podobno. Mąż jednak dał sobie spokój i pojechaliśmy do Wilanowa.
Po obiedzie udało się babcię D. przekonać do spaceru, pierwszy raz w tym roku! Zmęczyła się bardzo, choć nie szliśmy daleko biorąc pod uwagę jej kondycję. Dobrze, że zgodziła się wziąć kijki, przynajmniej miała się czym podeprzeć. Psiaki zmęczyły się bardziej drepcząc
pomału i nie mogąc poszaleć. Na łące jednak nie spuszczam ich teraz ze smyczy, dopiero przy samej furtce na osiedle, zbyt dużo ptaków jest łatwym celem tracąc zwykłą czujność przez amory. Bażanty skrzeczą na cały głos siedząc w chaszczach i wręcz prowokują psy by je odnalazły.
Przeczytałam wiadomość, która mnie ucieszyła przeogromnie. Niemcy zamknęli ostatnią fermę futrzarską. Nie ma ani jednego miejsca gdzie hoduje się żywe, czujące istoty, żeby je zamordować i nosić ich szczątki jako ozdoby!!! Wielka Brytania zakazała takiego procederu w 2000 roku, Austria w 2004 roku. Przez chwilę myślałam, że u nas coś się zmieni, były takie zapowiedzi lecz… cóż, jeszcze nam jako ogółowi daleko do wyższej cywilizacji, aczkolwiek pojedyncze osoby już tam są. I jest ich coraz więcej.
Trzymam kciuki za dzieciaki, przepraszam, młodzież przystępującą dziś do egzaminów z podwójnym stresem.

Dla odreagowania kojące zdjęcia z wiosennych Pienin.

Wprawdzie słup nieproszony pojawił się w kadrze ale co tam, niech się cieszy, że przez chwilę jest celebrytą 🙂

Taką dróżką chce się iść i iść bez końca

Lekkie mgiełki pojawiające się w oddali dodają jeszcze więcej uroku

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 15 komentarzy

Sprawdzam

Jedyną wadą wiosny jest jej krótkotrwałość. W tej chwili jest cudownie ale jak przyjdzie wiatr czy deszcz natychmiast białe, pachnące płateczki opadną z drzew, które teraz kojarzą mi się ze scenami z baśni. Wczoraj z Calineczką i Synową przez chwilę byłam na spacerze oczekując na Męża i widziałam mnóstwo kwitnących forsycji. Całą żółtą ścianę poprzecinaną świeżutką zielenią. Widać kolorowe tulipany, szafirki też wdzięczą się do słońca, kolorowe stokrotki cieszą oczy, cała przyroda się spieszy. No właśnie, do czego? Mam wrażenie jakbym oglądała film przyrodniczy, na którym rozwój roślin jest pokazany w przyspieszonym tempie. Czy to dlatego, że czas gna do przodu jak nigdy wcześniej? Wyszłam rano z psami gdy słońce jako czerwona kula ukryte było jeszcze za drzewami, jedynie czerwona barwa zza gęstwiny świadczyła o jego obecności. Przeszłam kilka kroków i obejrzałam się. Już był widoczny kawałek czerwonej kuli. Po kilku krokach znów się obejrzałam – kula była dużo większa. Po chwili ukazała się w całej swej czerwonej krasie. Może ziemia zaczęła się szybciej obracać i dlatego ten czas tak szybko płynie?

Teraz wiosna nad Dunajcem albo Dunajec na wiosnę 🙂

Tak wygląda Dunajec z Drogi Pienińskiej

Wyraźnie widać pływające ryby

Droga Pienińska prowadzi wzdłuż Dunajca do Czerwonego Klasztoru po słowackiej stronie

Przy okazji sprawdzam gdzie wyląduje wpis, czy na właściwym miejscu czy tam, gdzie sam chce. I wiem, że jakość zdjęć jest okropna 🙁  ale Dunajec piękny 🙂

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 14 komentarzy

Samowolka

Tak się porobiło, że nowy wpis nie chce być na początku tylko ucieka na dalszą pozycję. Samowolka już nie do wytrzymania:( Pewnie dlatego, że Duży popracował nad tym, aby powieści czytało się z góry na dół a nie odwrotnie, bo to było wkurzające. Tylko teraz nie wiem co zrobić, żeby aktualne pokazywały się jako aktualne. Cóż, w życiu nic proste nie jest a w świecie komputerowym tym bardziej, szczególnie dla takiej technicznej nogi jak ja, wrrr…

Na osłodę zachód słońca z okna w Szczawnicy.

Słoneczko postanowiło udać się na spoczynek, wszak po całym dniu krążenia po niebie mu się należy

Ostatnie promyczki ziewającego ze zmęczenia słoneczka

 

Słoneczko ułożyło się wygodnie do snu i spokojnie oddycha – wdech, wydech, wdech, wydech… dobranoc…

 

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 18 komentarzy

Zawsze aktualne

Znalazłam słowa, które sobie wypisałam w czasie ostatniego przeglądania „Pana Tadeusza”. Zupełnie przypadkiem, tak mi jakoś wpadły w oko, jasnowidzem nie jestem, choć – czasem szkoda, a czasem lepiej nie wiedzieć co przyszłość niesie. Okazują się niezwykle trafne w dzisiejszej sytuacji.

„Ale co dzień postrzegam , jak młódź cierpi na tem,

że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem”.

Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”,  księga I, wers 345-346

A przecież powinno się uczyć jak „młodzi” ma być dobrze i jak z „młodzią” ma być dobrze innym członkom społeczeństwa. Czyż nie?

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 6 komentarzy

Pracowity weekend

Odpoczywający Skituś

W piątek oczywiście oglądałam Taniec z Gwiazdami, nie odpuszczę jeśli tylko jakaś siła wyższa nie zainterweniuje. Odpadł Quczaj, szkoda, żal mi go bardzo. Sam powiedział, że zatańczył ile mógł, był sobą, nikogo nie udawał. „Każdy odcinek to krok do przodu.
Zwyciężałem za każdym razem gdy przygotowywałem się do następnego odcinka” – tak powiedział mały góral o wielkim sercu, mądry chłopak.
W sobotę – ledwo ledwo, przysypiając w przerwach na reklamę – śledziłam program Twoja Twarz Brzmi Znajomo podziwiając wykonawców i charakteryzatorów, co będzie trwało do końca edycji. Znaczy – mój podziw będzie trwał.
Poza tym weekend upłynął pod znakiem konwencji partyjnych. kto chciał mógł się nasłuchać obietnic, planów, projektów, mijania się z prawdą w gigantycznym wymiarze itd., itp…. Nie miałam ochoty słuchać w myśl, że przekonanych nie trzeba przekonywać. Poszłam w sobotę te małe 900 m. po zakupy na niedzielę do drugiej Biedronki i wróciłam robiąc drugie 900 m. z wózkiem pełnym zakupów. Mąż podjechał potem po cięższe rzeczy.
Planowałam na niedzielę zrobić potrawę wg Uli przepisu czyli udka kurczaka na ryżu w porach. Niestety, porów w sklepie nie było. Pomysł na zupę selerową także nie mógł zostać zrealizowany z tego samego powodu – czyli braku porów, które do tej zupy są potrzebne.
Koncepcję więc zmieniłam. Przygotowałam filety kurczakowe w złocistej przyprawie i polędwiczki też drobiowe z solą, pieprzem i schowawszy do lodówki aby się przegryzły ruszyłam do ogródka.
Wykonaliśmy spore prace porządkowe, m.in. uwolniliśmy drewutnię z resztek drewna. Przy nowym sposobie segregowania odpadów trzeba było zrobić miejsce na wszystkie worki, żeby pod drzwiami nie stały. Dotychczasowy sposób odbierania worków bardzo mi odpowiadał. Co tydzień normalne śmieci oraz żółte worki z plastikiem, metalem i papierem były odbierane, co dwa tygodnie zielone ze szkłem wymiennie z trawą i innymi ogródkowo-domowymi biodegradowalnymi odpadami. We własnym zakresie dokładniej segreguję zawsze, bo np. puszki do osobnej reklamówki zbieram zanim trafią do żółtego worka, papier w ogóle osobno kładę obok w podpisanym worku. Teraz dostarczono nowy harmonogram i tam stoi wyraźnie, że po papier i szkło panowie z Zakładu Oczyszczania zjawią się raz w miesiącu, po metal i plastik dwa razy. Już sobie wyobrażam te „urocze” zapachy rozchodzące się na całą okolicę w upalne dni…
Nie myślcie sobie, że bez powodu taką ucztę szykowałam. Dzieciaki z Calineczką miały w niedzielę przyjechać na obiad z racji Mężowych imienin i urodzin. Upiekłam jeszcze szarlotkę, taką nową, całkiem kruszonkową. Dobra wyszła, wprawdzie mnie bardziej smakuje taka jaką od lat robiłam, rodzince jednak smakowała bardzo. Zrobiłam jeszcze kolorowe galaretki z serkiem waniliowym i owocami a dzieci przyniosły pyszny tort czekoladowy, bowiem Mąż wszystko czekoladowe lubi najbardziej (lody też). Calineczka zaś upodobania kulinarne ma sprecyzowane dokładnie. Uwielbia makarony i kasze. Dla mnie to niesłychane, kasz nie lubię w ogóle a ziemniaki przedkładam nad wszystkie makarony świata. Krasnusia udowadnia na każdym kroku, że jest osóbką konkretną, zdecydowaną i broni swojego zdania nie dając sobie wcisnąć tego, czego nie chce. Tak przecież od początku było z mlekiem, mówiłam wtedy jaką gehenną dla Synowej było karmienie maleństwa, które przecież urodziło się z bardzo niską wagą. Teraz panienka „wsuwała” makaron z masełkiem aż miło było patrzeć, a potem maszerowała po schodach na górę i na dół, i na górę i na dół itd. Nie trzeba dodawać, że osoby towarzyszące wymieniały się po kilku
kursach:)))
Psiaki dostały po białej kości do gryzienia, Skitek wielką, Szilka mniejszą bo przecież ma pyszczek mniejszy.
Babcia D. pomagała w ogródku a potem zjadła obiad i deser – co mnie bardzo cieszy. Kiedy jest w takim w miarę „normalnym” stanie ogarniają mnie ciepłe uczucia. Myślę sobie wtedy, że tak właśnie powinno być, po prostu normalnie.

Rozmyślająca Szilunia

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 29 komentarzy

Krasnusia i śrubki:)))

Wczoraj byłam u Calineczki i spotkała mnie największa przyjemność: uśpiłam szkrabusię i trzymałam ją przytuloną dopóki się nie obudziła. Ileż uczuć wtedy się we mnie odzywa, ile wspomnień. Widzę w niej małego synka czyli jej tatusia i wzbiera we mnie taka czułość,
taka miłość, że nie ma słów aby ją opisać. Pewnie każda z babć odczuwa to samo, nie jestem wyjątkiem. Może dlatego, że babcia może sobie pozwolić na zatrzymanie się i przeżycie chwili, tej cudownej chwili z wnuczką w ramionach. Mama musi z rzeczywistością brać się za bary, wypełniać masę obowiązków i po prostu nie ma czasu i siły. A babcia ma tę chwilę dla siebie i maleństwa, i jest najszczęśliwsza na świecie:))) Wiem, że się powtarzam lecz to takie niezmiernie ważne są uczucia!
Calineczka jest osóbką ruchliwą niezwykle, przedsiębiorczą i myślącą, co widać szczególnie podczas prób zdobycia czegoś, co akurat chce mieć w łapkach. Albo – widać jak szare komórki intensywnie pracują nad jakimś problemem a potem buzia się rozjaśnia bo krasnalka/krasnoludka/krasnusia już wie, wymyśliła, wpadła na pomysł. Jeśli ma dwie książeczki do oglądania i w jednej są misie, czy inne maskotki, lalki, przytulanki a w drugiej samochody – z całą pewnością wybierze drugą. Już mówiłam kiedyś, że narzędzia, śrubki i temu podobne rzeczy najbardziej ze wszystkiego ją interesują. Wczoraj Duży montował kupiony fotelik na rower. Jak tylko zobaczyła, że tata ma jakieś metalowe coś – przecież nie wiedziała co to jest – nie odstępowała go na krok. Piała z radości i zachwytu, natychmiast wzięła do rączek jakąś część osobno leżącą, koniecznie chciała przykręcać śruby, chociaż przytrzymać śrubokręt musiała, cała się trzęsła z radości kiedy już mogła sobie usiąść w tym czymś, wejść do środka. Oglądała dokładnie, sprawdzała jak się zamyka pałąk zabezpieczający dziecko na siedzeniu. No, jednym słowem widzę ją za kierownicą bolida w Formule 1;)))

Wiało wczoraj, wieje dzisiaj ale słońce świeci i rozgania smutki, zachęca do wyjścia na zewnątrz. A tam – zaczyna być zielono, miejscami nawet kolorowo. Poza krokusikami mlecze żółte widziałam. Myślałam, że mi się przywidziało ale nie, już rosną. Pewnie przez brak prawdziwej zimy w tym roku, takiej z wielkimi, długotrwałymi mrozami. Mnie to nie przeszkadza, nie lubię zimy lecz – gdyby była w odpowiednim czasie, wymroziłaby trochę kleszczy. Teraz niech nie wraca bo pora wiosny nadeszła. A gdzie wiosna najpiękniejsza? Wiadomo, każdy ma swoją najpiękniejszą wiosnę we własnym najpiękniejszym miejscu na ziemi.

Jakość zdjęć jest beznadziejna, ale nawet ona nie jest w stanie zepsuć i zakryć piękna gór moich ukochanych.

Jak można się nie zachwycać zieloną przestrzenią?

To wprawdzie trochę późniejsza pora, ale jeszcze wiosna

Tęsknię bezustannie za tymi widokami oglądanymi w naturze

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 18 komentarzy

Pani Wiosna

Piękna sobota się przytrafiła:) Rano niebo szare, zachmurzone powitało mnie i psiaki, powietrze świeże, pachnące (potem w tv zobaczyłam, że bez smogu). Sójki darły się jak opętane, wyraźnie dwie się kłóciły a reszta je dopingowała. Niesamowite, oglądać można bez końca. Wróbelki w końcu pojawiły się przed domem, dawno ich nie było. Butelka, którą chciałabym nazwać karmnikiem – wisi dalej nienaruszona, żadne ptaki nie chciały skorzystać z jej „usług” i nie potraktowały jej jako stołówki. Może się oswoją z tym ustrojstwem jeśli powisi przez całe lato i skorzystają kiedy nadejdą chłody?
Po powrocie, kiedy domownicy jeszcze spali, zanurkowałam w Wasze blogi i trochę je poodwiedzałam. Potem rodzinka wstała więc śniadanie. Zauważyłam, że się słonko przebiło przez chmury i zrobiło się jasno. Zaliczyłam więc trochę prac ogródkowych a po obiedzie
spacer dłuuugi „dla zdrowotnosci” połączony ze zwiedzaniem okolicy i zaobserwowaniem zmian jakie zaszły od jesieni czyli od poprzednich spacerów w tych samych miejscach. Szliśmy taką dziką drogą za działkami wychodzącą na lokalne nieduże centrum
handlowe. Gryzie się „nieduże” z „centrum” ale cała nasza rzeczywistość gryzie się sama ze sobą, już się dziwić czemukolwiek przestaję. Zaobserwowaliśmy kilka ciekawostek. Najgorsza – zwiększyła się ilość śmieci wyrzucanych dosłownie wszędzie wzdłuż torów, owej dzikiej drogi, część ktoś pewnie próbował spalić i został spory kawał terenu czarny, ogołocony z roślin, z kikutami spalonych pozostałości po meblach i innych dużych przedmiotach wywożonych tam bezprawnie. Kiedy już minęliśmy pogorzelisko i dziką drogą dotarliśmy do owego centrum, z przyjemnością zobaczyliśmy, że obok szosy ruszyły prace, mające na celu przygotowanie terenu pod chodnik dla pieszych. To bardzo pozytywna sprawa ponieważ podczas brzydkiej pogody, deszczu czy śniegu, kiedy nie da się iść poboczem, poruszanie się jezdnią grozi śmiercią lub kalectwem. Przeczytałam, że w tym roku chodnik ma być ukończony i to jest bardzo dobra wiadomość. Niejednokrotnie
truchlałam na widok matki z wózkiem albo z małym dzieckiem prowadzonym za rączkę (w pobliżu jest przedszkole) idącej jezdnią wśród jadących samochodów.
Co jeszcze zobaczyliśmy? Kilkoro ludzi w kilku miejscach zbierających do worków butelki, tony butelek pozostawionych przez amatorów spożywania napojów wyskokowych pod chmurką, czyli zwykłych pijaczków. Pojąć nie mogę jednego – czy naprawdę nawet pod drzewem czy w krzakach nie byłoby im przyjemniej się napić gdyby nie brodzili w śmieciach po kolana? Pytanie retoryczne oczywiście.
Po spacerze i Szila i Skits padły i spały.
W piątek miałam przyjemność bo oglądam „Taniec z Gwiazdami” i popatrzyłam sobie rozmarzona na pięknie tańczące pary. Rozmarzona bo marzyłam o walcu w pięknej sukni w ogromnej sali balowej z partnerem, który potrafi tańczyć walca wiedeńskiego… Nasunęła się tylko myśl, że gwiazdami w tym wypadku są znani już dobrze tancerze. Bo te „gwiazdy” co gwiazdami mają być wcale nimi nie są. W soboty czekam na „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, uwielbiam, podziwiam zdolności i artystów śpiewających i charakteryzatorów. To mistrzostwo świata w ich wykonaniu! Czyż niektóre ścigane indywidua byłyby do odnalezienia gdyby skorzystały z ich usług;)? Nasz program, czyli polska edycja, stoi na bardzo wysokim poziomie.
A dziś niedziela po zmianie czasu. Nie przestawiłam zegarka, włączyłam telewizor, żeby sprawdzić która jest teraz naprawdę godzina ale nic z tego. Rozregulował się przez tę zmianę i woła, że nie jest zaprogramowany! No to mnie się taki interes nie podoba. Mąż wstanie i  zaprogramuje, ja nie potrafię, wszak techniczna noga jestem co wiadomo wszem i wobec. Włączyłam więc Lapcia na chwilę w ramach odpoczynku po porannym spacerze z psami. Ranek jest tak cudny jak rzadko. Słońce, jasne niebo bez chmurki żadnej, leciutki szron na łące i podnoszące się mgły. W pierwszej chwili pomyślałam, że mi patrzałki zaparowały:) Zrobiliśmy bardzo duże kółko w okolicy, psy wąchały a ja się zachwycałam i w tym zachwycie pozostaję do chwili obecnej. Świat jest taki piękny na wiosnę:)))

Wiosna w Szczawnicy

 

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 33 komentarze