Korzystając…

Korzystając ze sprzyjającej pogody odkrywamy uroki okolicy. W sobotę udało się przejść nową, odkrytą (przez nas) drogę. Wyszliśmy furtką na tyłach naszego osiedla przez łąkę i lasek do osiedla Biedronka (nie mylić ze sklepem), obok którego powstają nowe budynki, segmenty i bloki (na szczęście nie są wysokie). Chcieliśmy zobaczyć ile zbudowano, jak tam teraz wygląda i czy da się przejść dalej. Dało się, choć drogą pełną dziur, kałuż i błota, po której jechały samochody chlapiąc niemiłosiernie. Dotarliśmy wreszcie do szosy łączącej Piaseczno z Konstancinem, z szerokim poboczem po obu stronach, którym piechur może się bezpiecznie poruszać. Po dojściu do ulicy Tujowej skręciliśmy w nią i poszliśmy w nieznane, przed siebie, odkrywając piękną drogę wśród domów z ogrodami, między chaszczami – ale wygodną ścieżkę, potem znów uliczkami aż okazało się, że jesteśmy w Chylicach obok granicy z Konstancinem. Wiem stąd, że tablica graniczna stała i przeczytałam:)
Do tego miejsca już kiedyś doszliśmy tylko od drugiej strony. Niedaleko płynie rzeczka Jeziorka, po drodze mija się budynek wyglądający jak stary dwór, taki cudny że słów brak, bo na wyobraźnię działa i chciałoby się tam znaleźć w środku. Wcześniej była tam chyba restauracja czy coś podobnego, bo jeszcze pozostały ślady
lepszej przeszłości, ławeczki w ogrodzie, latarnie – w ogóle zajmuje owa posiadłość duży teren, aż do samej rzeczki.
W niedzielę za to lało przez cały dzień. Biedne psiaki tylko na chwilę mogły wyjść i mokły tak, że wytrzeć było ciężko. Na szczęście w domu ciepło, więc dosychały. Skitek rozkłada się na podłodze jak dywanik:)
Potem tradycyjnie – ogladałam „Twoja twarz brzmi znajomo”, bo wieczorem w sobotę tylko fragment byłam w stanie. Wygrał Rafał Szatan. Mateusz Ziółko i on to moi dwaj faworyci. Jeszcze Adriana Kalska mnie zaskoczyła swoimi umiejętnościami. Źle powiedziałam, zdolnościami, bo jeśli tych matka natura nie dała, to żaden wysiłek nie pomoże, będzie daremny. W ogóle – wszyscy uczestnicy są świetni, a charakteryzatorki to mistrzostwo po prostu. Potem „Nasz nowy dom” i wieczorem przenoszę się do Kazimierza, jak już mówiłam, że względu na widoki miasteczka, w którym spędziliśmy z Mężem dłuuugi weekend, kiedyś, dawno temu. Teraz można obejrzeć miejsca, które bez wykorzystania dronów mogły oglądać tylko ptaki.
Już mamy poniedziałek, po zmianie czasu, która w tym konkretnym momencie życiowym jest mi obojętna. Ważne jest to, że lać przestało. Zapowiadają, że ciepłe powietrze do nas płynie. Dobrze, nich płynie, powitam je z radością:)))

29.10.2018

  • 45gogula U mnie nadal pogoda nędzna , chociaż to ledwie „kilka” kilometrów od Warszawy w drugą stronę…no i chyba będę chora.
  • urszula97 Śliczny spacer,u nas też całą niedzielę lało i zimno było.
    Też oglądam „Twoja twa brzmi znajomo”,fantazja ,charakteryzacja lux,jak można zmienić ludzi a wykonawcy perfekcyjnie wykonują utwory,piękne.
  • marijana2 U mnie też lało przez całą niedzielę, a dziś wyglądało, jakby ktoś świat pomalował szarą farbką. Ale rzeczywiście napływa ciepłe powietrze, bo co jakiś czas zerkam na termometr i widzę, że im późniejsza godzina, tym wyższa temperatura za oknem.
  • veanka Też czekam na poprawę pogody, bo wyjeżdżam na groby, więc dobra pogoda by się przydała. A przynajmniej, by nie padał deszcz.
    ps. już trzy lata nie oglądam telewizji (z wyjątkiem TLC, HGTV, DOMO+, programów przyrodniczych) przyzwyczaiłam się i dobrze mi z tym)))
  • annazadroza Gosiu:-) Dlaczego masz być chora, bierze Cię coś? Zaaplikuj sobie końską dawkę sprawdzonych środków (ja biorę 8 rutinoscorbinów i aspirynę) bo szkoda jesieni, która znów robi się piękna. Nie daj się!
  • annazadroza Urszulko:-) Uwielbiam ten program. To nie do uwierzenia, że tak można zmienić powierzchowność człowieka, a jeszcze bardziej, że można zaśpiewać identycznie jak oryginał.
    Spacer rzeczywiście udany. Już sobie trasę następnej wyprawy opracowaliśmy, niestety pogoda popsuła szyki. Może jeszcze trafi się ładny weekend i uda się pójść na wycieczkę.
  • annazadroza Marijanko:-) Szary świat, zasnuty mgłą też jest przecudny:) Oby nie lało i wiatr nie urywał głowy;) Dziś słońce wyszło, wiatr jest okrutnie silny ale ciepły:)
  • annazadroza Veanko:-) Podróż na groby i bycie na cmentarzu w czasie deszczu i porywistego wiatru to prawdziwy koszmar. Niechby się przepowiadacze pogody nie pomylili tym razem, bo mówią, że będzie ciepło i ładnie.
    Jeśli odzwyczaiłaś się od tv to masz więcej czasu. Przyznam, że całkowicie nie potrafię, kiedyś próbowałam, ale czułam sie nieszczęśliwa, jakby ktoś mi krzywdę robił;) Natomiast teraz oglądam mało i tylko wybrane programy a podczas posiłków włączamy informacje, żeby babcię czymś zająć, więcej zje;)
    Aha, HGTV włączam sobie teraz na dobranoc zamiast „Rancza”.
  • kotimyszkot Korzystajcie, bo jeszcze i pierwszy tydzień listopada ma być ciepły 🙂 A z reguły 1go już deszcze albo i śniegi nawet były.. Miłych spacerów 🙂
  • babciabezmohera A okolice Konstancina są bardzo piękne!! 🙂
  • emma_b okolice Konstancina bardzo lubię, wielokrotnie je na rowerze przemierzałam. a w Kazimierzu brałam ślub, podczas którego śmiałam się jak debilka:)
  • annazadroza Myszokocie:-) Jest pięknie, ciepło i wieczorem spacer koło cmentarza miał w sobie coś z wyprawy do magicznego świata. Wcale nie smutnego, tylko przyjaznego, dobrego i pięknego.
    Dziękuję, jak nie popada, na pewno będą miłe. Tobie również życzę, żeby synek mógł pohasać po powietrzu:)))
  • annazadroza BBM:-) Zielone przede wszystkim:) Urokliwe, dające poczucie, że się jest na wakacjach, pozwalające błądzić po polnych drogach, ścieżkach… Oj tam, co się będę wysilać, masz rację, że są piękne:)))
  • annazadroza Emmo:-) Na wspomnienie samego faktu też się śmiejesz? Ja się śmieję sama z siebie, bo na ślubie Dużego ryczałam jak bóbr dopóki nie zobaczyłam, że ma nieodklejone metki na podeszwach butów, wtedy zaczęłam się śmiać:)
    Rowerem zjeździłam Las Kabacki (jeszcze z psami nie zabraniali), cały teren do Piaseczna i drugą stronę Puławskiej, jak Lesznowola itd., okolice Konstancina odkrywam dopiero teraz, piechotą. Przedtem widziałam je tylko z 10-go piętra od koleżanki.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Tajemnica Adasia”3

Po wielu dodatkowych pytaniach pani Agatka wydobyła z dzieci wystarczająco dużo informacji, żeby ogarnąć całą sytuację.

– Myślę, że Adaś błędnie zinterpretował wypowiedź swojego taty – stwierdziła. – Usłyszał zapewne tylko fragment i widzicie co z tego wyszło? Nie należy podsłuchiwać. Po pierwsze to nieładnie a po drugie przynosi same kłopoty. Na razie umyjcie ręce i siadajcie do stołu. Potem dam wam jedzenie dla psa. Przyrzeknijcie, że będziecie go karmić tylko przez siatkę. Ja w tej chwili nie mam czasu się nim zająć. Później porozmawiam z Bacusiem i z tatusiem oczywiście też. Zgoda?

– Tak! – ucieszyły się bliźniaki. – Przyrzekamy!

– Mamusiu, przepraszam, że się tak głupio zachowałem naśladując Adasia. Ja nie wiedziałem, że go choroba napada – ze spuszczoną głowa tłumaczył Antoś.

– Myślę, kochanie, że gdybyś wiedział, na pewno nie zrobiłbyś tego. Jestem przekonana, że moje dzieci nigdy w życiu nie będą się wyśmiewały z nikogo dlatego tylko, że jest chory, czy słaby, czy inaczej wygląda. Nie mylę się, prawda?

-Tak mamusiu, ale ja nie wiedziałem, że Adaś jest chory, bo chory leży w łóżku i ma gorączkę a nie bije się po głowie i rzuca kamieniami.

– Ty, synku, jeszcze mało wiesz, ale cieszę się, że się uczysz – uśmiechnęła się mamusia. – Tymczasem jedzcie, bo wystygnie i będzie niesmaczne.

Mama Agatka mocno przytuliła swoja dwójkę, ucałowała serdecznie dziecięce główki i lekko popchnęła w stronę stołu. Pomyślała, że powinna porozmawiać z sąsiadami. Poznała ich już w trakcie trwania budowy. Wydali jej się sympatycznymi ludźmi. Mama Adasia miała na imię Marysia, tata Wojtek. Oboje z miłością i troską mówili o swoim synku. Może coś umknęło ich uwadze? Czasem bywa, że osobie z zewnątrz łatwiej jest zauważyć pewne sprawy niż tym, których bezpośrednio dotyczą.

Bliźniaki jadły obiad ze smakiem. Mamusia na pewno coś wymyśli, przecież jest Czarodziejką. Tatuś tak mówi. Tylko Czarodziejka może sprawić, że kiedy zmęczony wraca z pracy to za sprawą czarów zmęczenie ucieka i jest mu wtedy dobrze i wesoło.

Czarodziejka tymczasem zobaczyła w uliczce mamę Adasia.

– Marysiu! – zawołała wychylając się przez okno. – Poczekaj, chciałam się ciebie o coś zapytać.

Wyszła przed dom i dzieci widziały, że obie mamy rozmawiały uśmiechając się do siebie. Nie słyszały jednak ani słowa chociaż się starały. A mama wróciła i udając, że nie widzi pytających, zaciekawionych spojrzeń, przygotowała jedzenie dla psa.

– Skończyliście? Idźcie więc nakarmić Bacusia – powiedziała. – Tylko przez siatkę, pamiętajcie!

Patrząc na swoje pociechy pomyślała, ze ma dużo szczęścia bo w dzisiejszych czasach zupełnie zdrowe dzieci to naprawdę rzadkość. Nigdy oczywiście nie wiadomo kiedy i jakie geny po przodkach z najdalszej przeszłości mogą się odezwać. Na razie siedziały cicho i nie ujawniały się i oby tak pozostało. Dlatego z troską myślała o Adasiu i o tym, o czym powiedziała przed chwilą jego mama, a mianowicie o chorobie dziecka. Pani Agatka zetknęła się już z cukrzycą gdy okazało się, że córeczka jej przyjaciółki zachorowała w wieku pięciu lat. Od niej też wiedziała, że jest to choroba bardzo uciążliwa, ale – po dokładnym zapoznaniu się z jej przyczyną, przebiegiem, sposobem leczenia – jest „ do oswojenia”. Takie oswojenie polega na mierzeniu poziomu cukru i nie dopuszczeniu do jego zbyt wysokiego poziomu oraz podnoszeniu, jeśli nastąpił spadek. Żeby uniknąć drastycznych skoków i odchyleń od normy trzeba stosować odpowiednią dietę, prowadzić kontrole moczu sprawdzając obecność cukru i acetonu. Wiedziała, że rodziców zaniepokoić powinno nadmierne pragnienie u dziecka i nagle pojawiające się moczenie nocne. Może temu towarzyszyć swędzenie skóry, która staje się bardzo sucha. Jeśli na tym etapie zlekceważy się chorobę, może dojść do śpiączki będącej stanem niebezpiecznym dla życia. Wtedy bez natychmiastowej pomocy lekarskiej może dojść do tragedii.

Dzieci tymczasem dobiegły do ogrodzenia. W krzakach nie poruszyła się ani jedna gałązka, nic nie zaszeleściło, nie drgnęło.

– Bacuś, Bacuś, piesku, chodź, mamy dla ciebie jedzonko – wołały.

Nic. Cisza. Żadnej reakcji.

– Może on się nas boi, bo nas jeszcze nie zna?- wpadło Klarusi do głowy. – Adaś! Adam! Adasiu, przyjdź tutaj! Hej, jesteś tam?

Po dłuższej chwili dołączył do nich Adaś w swoim ogródku.

– Wołamy go, ale nie chce do nas przyjść – wyjaśnił Antoś. – Mamy dla niego jedzenie od naszej mamusi.

– Powiedzieliście o Bacusiu waszej mamie?! – przestraszył się chłopiec. – Jak mogliście?

– Nie bój się – spokojnie powiedziała Klara. – Nasza mama jest Czarodziejką, więc wszystko będzie dobrze, już ona się o to postara. Rozmawiała z twoja mamą…

– Z moją mamą?! – krzyknął Adaś z rozpaczą w głosie. – A ja wam zaufałem! Zdradziliście i mnie i jego! Teraz zrobią mu krzywdę! Przez was!

Adaś pobiegł w drugi kąt ogródka.

– Ojejku, znowu go choroba napadła – jęknął Antoś. – Co zrobimy?

– Wysypiemy za siatką żarełko dla pieska i poczekamy aż tatuś przyjdzie z pracy i mamusia  z nim porozmawia – stwierdziła Klarusia.

30.10.2018

  • urszula97 Co się takiego dzieje w małej główce tego chorego dziecka? może Ci rodzice nie są tacy ?fajni do innych ludzi a inni do dziecka?
    Też takiego gościa znałam.
  • 45gogula Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.
  • emma_b w Twoich opowieściach jest jak za króla Ćwieczka: ludzie ze sobą rozmawiają, bo nie mają smartfonów ani laptopów:)
  • annazadroza Urszulko:-) Różni są ludzie i „ludzie”, w tv co chwilę podają info o różnych draniach znęcających się nad dziećmi, od razu mam instynkty mordercze w stosunku do takich.
    Inną kwestią jest wrażliwość dzieci, mających problemy zdrowotne w szczególności, odbierających świat i jego bodźce w zwielokrotnionej ilości/formie. Nie panują nad odbiorem, zresztą dorośli często też, więc czego wymagać od dzieci…
  • annazadroza Gosiu:-) Miło mi:) A jak zdrowie, nie dałaś się?
  • annazadroza Emmo:-) Dobrze było za króla Ćwieczka;) Ale pilota do tv, żebym nie musiała wstawać z łóżka i komórki bym się nie wyrzekła:)))
  • emma_b za króla Ćwieczka było, excusez le mot, zajebiście:) a o tv jako niepraktykująca w ogóle zapomniałam.
  • annazadroza Emmo:-) Ano tak, jak nie używasz to inna rzecz. Więc Ci mówię, że to super sprawa, kiedy na coś zerkasz w półśnie i nie musisz wstawać z ciepłego łóżka, żeby wyłączyć pstryczkiem jak kiedyś. Wyłączasz pilotem i śpisz sobie słodko;)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Dla dzieci, Powieści, Tajemnica Adasia | Dodaj komentarz

„Tajemnica Adasia”4

Wrócili do domu, w którym przecież tyle było do zrobienia w pierwszym dniu po przeprowadzce. Tylko Misia odmówiła współpracy i wdrapawszy się na najwyższą gałąź dzikiego czarnego bzu, patrzyła z góry na ludzką krzątaninę.

Późnym popołudniem zadźwięczał dzwonek u drzwi. Zaniepokojona nieobecnością dziecka pani Marysia przyszła z pytaniem, czy nie ma u nich jej synka. Nie było go ani w domu, ani w ogródku jakby się zapadł pod ziemię. Pomyślała, że może bawi się z bliźniakami.

– Niestety, nie ma go u nas – powiedziała mamusia Agatka. – Dzieci, nie wiecie gdzie może być Adaś?

Bliźniaki spojrzały na siebie porozumiewawczo i bez słowa pomknęły pod płot, w miejsce, w którym zostawiły jedzenie dla psa. Zniknęło.

– Może poszedł do Bacusia, w tamte krzaki? – poddała myśl Klara.

Cofnęli się, wyszli poza ogrodzenie osiedla tylną furtką. Dzieciaki przodem, mamy za nimi między krzaki, gdzie wieczorem grasował łaciaty „duch”. Ów duch nagle wyskoczył z krzaków ze szczekaniem. Pani Marysia cofnęła się przestraszona.

-Cicho, – uspokoiła ją mama Czarodziejka, która będąc małą dziewczynką miała kilka psów w domu swoich rodziców, – nie bój się. On woła, żebyśmy za nim poszli.

Bacuś najwyraźniej to właśnie chciał powiedzieć.

– Hau, hau, chodźcie za mną, jesteście potrzebni, szybko!

Przedzierał się pewnie przez gąszcz, znając doskonale wszystkie przejścia. Rodzeństwo za nim. Obie mamy w pewnej odległości, bo trudniej im było przedzierać się przez zarośla niż małym dzieciakom. Przyspieszyły kroku nie zważając na zadrapania usłyszawszy gwałtowne szczekanie psa i krzyki dzieci.

– Adaś, Adam! Co ci jest? Obudź się!

Adaś nieruchomo leżał na ziemi. Nad nim stał Bacuś liżąc go po rączkach jakby mówił:

– Hau, hau już tu jestem, możesz się obudzić! Przyprowadziłem pomoc!

Adaś się poruszył.

Mama Marysia uklękła przy dzecku. Uniosła mu główkę, przytknęła do ust butelkę z colą. Wiedziała, że słodki napój szybko podnosi poziom cukru, miała go zawsze przy sobie, gdy była z synkiem.

7.11.2018

  • aga-joz Aniu, opisujesz najgorszy moment w życiu mamy słodkiego dziecka. Najgorszy, bo nigdy do końca nie wiadomo, kiedy się przytrafi i czy w pobliżu będzie ktoś, kto umie pomóc. Teraz mamy w razie katastrofy z utrata przytomności cudowny zastrzyk- GlucaGen, ale też trzeba mieć odwagę, żeby go użyć, zwłaszcza jeśli jest się np. nauczycielem w szkole (a i rodzicom ręka może zadrżeć). Cieszę się, że poruszasz taki ważny temat. Gorąco pozdrawiam
  • urszula97 Dobrze się czyta i nauczyć się można,
  • 45gogula Pisz, pisz- czytam i czekam na dalej
  • emma_b cukrzyca jest straszną chorobą, bardzo współczuję matkom maluchów nią dotkniętych, muszą żyć w niewyobrażalnym stresie. dzieciakom oczywiście również współczuję.
  • annazadroza Ago:-) Taką sytuację znam z relacji osoby mającej w domu chorą osobę. Dzięki niej też wiedziałam jak zareagować na widok osoby zachowującej się „dziwnie”, która uspokoiła się zobaczywszy, że nie jest sama. Cola wtedy pomogła i czekolada, którą miała w torebce, tylko w tym „dziwnym” stanie straciła zdolność reakcji.
    Jak się stosuje taki zastrzyk, w które miejsce trzeba trafić?
  • annazadroza Urszulko:-) Dobrze wiedzieć, bo czasem można naprawdę komuś życie uratować.
  • annazadroza Gosiu:-) Dziękuję:)))
  • annazadroza Emmo:-) Od dawna wiedziałam, że ta „słodka” choroba wcale nie jest taka słodka. Jednak dopiero na blogu Agi poznałam jak naprawdę wygląda życie ze słodkim dzieckiem. Taka mama to bohaterka!!!
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii Dla dzieci, Powieści, Tajemnica Adasia | Dodaj komentarz

Krasnoludek i aura

Krasnoludek już w zupełnie dobrej formie, nie obyło się jednak bez pierwszego w życiu antybiotyku. Ale czasem trzeba. Humor wrócił, charakterek pokazuje się w całej postaci:) Kiedy się jej mówi: nie wolno – to głośno się śmieje i oczywiście próbuje to coś zrobić. Jeśli ma się czego trzymać idzie na nóżkach, kiedy podpórki się kończą resztę zaplanowanej drogi pokonuje na czworakach. Coraz częściej przebiega kilka kroczków od np. wersalki do pufa. Dziś mnie rozbawiła niesamowicie:) Wzięła w łapki dwie kolorowe gumki do włosów, najpierw kładła sobie na główkę pokazując, że wie do czego służą, bo patrzy co siostra z tymi gumkami robi. Potem wzięła jedną w jedną łapkę, drugą w drugą i mocno ściskając ruszyła przed siebie. W ten sposób trzymając się gumek przeszła bardzo sprawnie kilka kroków:)))
Dzisiaj już bez deszczu w ciągu dnia, wczoraj – powrót do domu to prawdziwy koszmar był. Deszcz, wiatr i ciemność, bo się latarnie nie świeciły na Geodetów. Dziś też nie, ale nie lało, więc widoczność była inna. Wczoraj – nie było widać żadnego „ludzia” próbującego przejść przez jezdnię, wycieraczki nie nadążały zgarniać wody z szyb, pasy na jezdni całkiem niewidoczne były w związku z tym łatwość pomyłki i możliwość wjechania nie na swój pas duża… Po dotarciu do domu w jednym kawałku trzeba było odczekać chwilę, by odreagować stres. I tu taki apel – ludzie kochani, uważajcie na drodze jak jedziecie i jak chodzicie też, bo nadeszła najgorsza i najniebezpieczniejsza – pod względem pogody – pora roku.

24.10.2018

  • hanula1950 Maluchy są rozkoszne.
    Pogoda rzeczywiście jest okropna. Wczoraj nie wychodziłam z domu.
  • babciabezmohera U nas pogoda obłędna: wieje i pada! A czas rzeczywiście trudny…
  • kotimyszkot A to mała spryciulka! Niedługo zacznie ganiać i ciężko będzie za nią nadążyć 😉
    Trzeba przetrwać te szarugi, potem ślizgawice i inne atrakcje..nie ma lekko.
  • 45gogula Fajnie, że zdrowie wraca, a takie maluchy- no sama rozkosz, zwłaszcza jak nie na 24 godziny dziennie ; u mnie albo leje albo pada a do tego wszystkiego wieje mocniej lub bardzo mocno, brrrr
  • emma_b niezła kontestatorka z niej wyrośnie:)
    a apel jedynie słuszny.
  • marijana2 Na dworze dokucza jesienna szaruga, za to w domu Słoneczko rozdaje radosne promyczki. Fajnie macie!
  • urszula97 Piekny a może najpiekniejszy wiek dzieci,ciekawośc poznania świata,inny tok myslenia,nasz szkrab na czworak leci jak samolocik,najlepiej chce aby go za rączki trzymać i dzieli całusami na prawo i lewo.
    Pogoda fatalna,dalej wiatr i deszcz.
  • annazadroza Hanulko:-) Rozkoszne są, to prawda, do zjedzenia;)))
    Dobrze, że nie musiałaś wychodzić z domu. Taka jest zaleta „mania” kota w domu, z psem trzeba wyjść bez względu na wszystko.
  • annazadroza BBM:-) Dzisiaj już wytrzymało bez padania, ale wieje nadal
  • annazadroza Myszokocie:-) Spryciulka prawdziwa:) Do jedzenia w dalszym ciągu nie można jej zmusić jak nie chce. Zaciśnie dziobek, odwraca główkę i cuda trzeba robić, żeby ją przechytrzyć:)
    Najgorsze wichury i zacinający deszcz albo śnieg. Resztę da się przetrzymać.
  • annazadroza Gosiu:-) Najukochańszy na świecie taki krasnal, ale przez 24h to ja bym padła bez tchu i na amen;)
    Ponoć na 1 listopada szykuje się ładna pogoda, dobrze by było, bo na cmentarz przy takim wichrze – oj, trudno i ciężko…
  • annazadroza Emmo:-) Już teraz widzę, że taka „panna z mokrą głową” z niej nie tylko będzie ale już jest:) Zupełnie różna od siostry, mam wrażenie, że da rodzicom popalić, w końcu równowaga zachowana być musi a przynajmniej powinna:)
  • annazadroza Marijanko:-) Będąc u Calineczki rzeczywiście nie zwracam uwagi na to, co za oknem. Bo się nie da, z niej oka spuścić nie można, z tego Słoneczka kochanego:)
  • annazadroza Urszulko:-) Najcudniejszy okres:) Calineczka wącha kwiatki, pranie i co się da odkąd się nauczyła i śmieje się z tego głośno. Buziaki też rozdaje, a najcudniej wygląda, gdy schyla się do koteczki (maleńka miniaturka) i czółkiem do niej sięga. Tak samo przytula się do psiaków, choć różnica wielkości ogromna. Przy Skitusiu wygląda jak przy koniu:
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Tajemnica Adasia”5 – koniec

Po chwili Adaś otworzył oczy. Przeraził się zobaczywszy obydwie mamy.

– Nie bój się – powiedziała Klarusia. – Przecież mówiłam, że nasza mama to Czarodziejka.

– Synku, naprawdę nie masz powodu do obaw. Wiem już o co chodzi, ale zapewniam cię, że źle nas zrozumiałeś. Wiesz kochanie, że to Bacuś przyprowadził nas do ciebie? Właściwie to on uratował ci życie. Jest bohaterem i pójdzie z nami.

– Naprawdę? – Adaś z niedowierzaniem spojrzał na mamę, która miała mokre oczy… – Chciałem z nim uciec do lasu, żebyśmy byli razem…

– Oczywiście Adasiu, że pójdzie z nami – mama Czarodziejka uśmiechnęła się do dziecka. – Pójdzie z nami. Naprawdę. I zostanie u nas dopóki nie poczujesz się na tyle dobrze, żebyś mógł się sam nim opiekować, a moje bliźniaki chętnie ci pomogą… – ukradkiem wytarła łzy płynące po policzkach.

– Długo to będzie trwało? – zapytał Adaś słabym jeszcze głosem, ale buzia już nabierała kolorów.

– Niedługo – odpowiedziała mama Marysia. – Właśnie szukałam cię synku, żeby ci przekazać dobrą wiadomość. O mały włos a nie zdążyłabym … gdyby nie Bacuś…

Bacuś siedział obok Adasia, różowym językiem lizał go po rączkach a chłopiec tulił się do niego.

– Adasiu, teraz musimy wrócić do domów. Zabieramy Bacusia, wykąpiemy go a jutro zaprowadzimy do weterynarza do kontroli. Potem będziesz mógł się do niego przytulać bez przerwy. Zgoda? A teraz dokończ Marysiu, co to za dobra wiadomość.

– Otóż chodzi o pompę insulinowa i glukometr. Właśnie odebrałam telefon w tej sprawie. Będzie je miał. To wspaniałe! Będzie mógł zawsze je mieć przy sobie gdziekolwiek się uda. Glukometr mierzy cukier, pompa analizuje pomiar, podaje insulinę a czas podawania jest ustawiony automatycznie. Nie będzie już narażony na takie okropne ataki.

-To znaczy, że choroba już go nie będzie napadała? – dopytywał się Antoś.

-Z pewnością nie będzie tak bardzo dokuczliwa – odpowiedziała mama Agatka-Carodziejka.

Mama Marysia wzięła synka na ręce. Objął ją raczkami za szyję i przymknął oczy. Obok szła mama Agatka z bliźniakami trzymającymi ręce na karku Bacusia. Tak pojawili się w osiedlowej uliczce. Z przeciwka szybkim krokiem szli obaj tatusiowie zaniepokojeni otwartymi drzwiami pustych domów. Jedyną żywą istotą była Misia, która zeszła z gałęzi na widok taty Michała i próbowała coś powiedzieć po swojemu, ale nie zrozumiał. Obaj wybiegli równocześnie przed domy i wtedy właśnie ukazał się ich oczom wspomniany pochód. Spojrzeli na siebie pełni złych przeczuć i ruszyli w stronę rodziny.

– Co się stało? – tata Wojtek pierwszy dobiegł do żony niosącej Adasia.

– Już wszystko dobrze – uspokoiła go mama Marysia.

– Daj, wezmę go, przecież tobie nie wolno dźwigać – wyciągnął ręce po dziecko.

Adaś mocniej przytulił się do mamy.

– Synku, lekarz nie pozwolił mamie nosić nic ciężkiego, a ty trochę ważysz – powiedział.

– Nie chcę, bo ty nie chcesz mieć kłopotów ze mną i z psem – szepnął Adaś. – Sam słyszałem.

– Musiałeś coś źle zrozumieć. Zaraz o tym porozmawiamy, ale najpierw wezmę cię od mamy, ona już nie ma siły. Zgoda?

Adaś nie odpowiedział, ale pozwolił się wziąć na ręce tatusiowi, który zaczął dziwnie szybko mrugać powiekami…

Mama Marysia zachwiała się, jakby razem z dzieckiem została od niej zabrana cała siła życiowa. Rodzice bliźniaków podtrzymali ją z obu stron. Dobrze, że ich domki stały w ostatnim rzędzie, bo do drzwi zostało dosłownie kilka kroków.

-Wejdźcie do nas na chwilę, wszyscy – poprosiła mama Marysia. – U was jeszcze przeprowadzkowy rozgardiasz a u nas już jest gdzie usiąść.

Weszli do saloniku na parterze. Adasiowi wróciły kolory na policzki, bardzo blada była natomiast jego mama. Usiedli. Bacuś zatrzymał się przed drzwiami. Rozglądał się czujnie, przygotowany do ucieczki.

-Wejdź piesku – powiedziała mama Marysia, – ty jesteś bohaterem dnia.

Klarusia i Antoś stanęli po obu stronach psa i weszli do środka trzymając ręce na jego karku, wszak bliźniaki nie muszą porozumiewać się słowami, żeby wiedzieć co robić.

– A więc tatusiu? – Adaś, już z fotela – spojrzał pytająco na ojca.

Tata Wojtek odwrócił wzrok w stronę żony, która skinęła głową i rzekł.

– Nie wiem co usłyszałeś. Chcieliśmy wspólnie z mamą powiedzieć ci, że będziesz miał siostrzyczkę. Ale zanim to się stanie mama musi bardzo dużo odpoczywać, nie wolno jej się przemęczać, powinna leżeć jak najwięcej, żeby nie nadwyrężać sił. W takiej sytuacji szczeniak w domu to zbyt duży problem.

– Ale Bacuś nie jest szczeniakiem! – krzyknął Adaś.

– A czy ty nam powiedziałeś o Bacusiu? Zrobiłeś awanturę o pieska, więc myśleliśmy, że chcesz szczeniaka. My też chcieliśmy psa, zawsze chcieliśmy, szczególnie teraz, kiedy już mamy domek z ogródkiem, ale nie w tej chwili.

– A kiedy? – dopytywał się chłopczyk.

– Kiedy mama będzie się już dobrze czuła i ty też. Ty, synku, musisz teraz pomagać mamie. Przecież wiesz, że przestała chodzić do pracy ze względu na zdrowie. Ty wkrótce będziesz miał swoją pompę insulinową i glukometr, co zdecydowanie ułatwi ci codzienne życie i będziesz w domu jedynym mężczyzną, podczas gdy ja muszę zarabiać na naszą rodzinę i prawie cały dzień spędzam w pracy. Rozumiesz?

– To znaczy, że nie byłeś zły na Bacusia?

– Dziecko, przecież ja o Bacusiu nic nie wiedziałem! On jest dorosłym psem i, jak widać, bardzo mądrym. Uratował ci życie i przez to stał się członkiem rodziny. Tak?

– Kochani, znowu się wzruszyłam – mama Agatka-Czarodziejka wycierała oczy. – Czyli wszystko się wyjaśniło? Gratuluję wam i cieszę się ogromnie.

– Agatko, dziękuję ci – mama Marysia serdecznie uściskała nowa przyjaciółkę. – Za pomoc w sprawie pompy insulinowej i glukometru. Dzięki temu i ja odetchnę, uspokoję się i urodzę zdrową córeczkę. Na dodatek nasze dzieci się zaprzyjaźniły, no i my też…

– Mamo, a co to jest cukrowa choroba, ta, co napada Adasia? – szarpał Antoś mamę za rękę.

– Pozwól Antosiu, że ja ci odpowiem – mama Marysia uśmiechnęła się do chłopca. – Zdążyłam się już dobrze zapoznać z tym problemem Mówiąc w skrócie polega ona na zaburzeniu przemiany materii a wywołuje ją niedobór insuliny, hormonu produkowanego przez trzustkę.

-To ja już wiem – zawołała Klara. – To jest ta sama choroba, którą ma mała Julka od mamusi koleżanki z pracy. Trzeba jej robić zastrzyki z tej…in…in…

– Insuliny – podpowiedział tatuś.

– No właśnie, insuliny – podchwyciła dziewczynka.

– Wiecie co? Ważne, że dobre jest wszystko co się dobrze kończy – skwitowała mama Agatka . – A na dodatek Bacuś zyskał i imię i dom – wskazała na pieska, który szczeknął potakująco.

– Na razie zabierzemy go do siebie – uśmiechnął się tata Michał.

– Tak, jutro pójdę z nim do weterynarza. Mam całe trzy tygodnie urlopu na uporanie się z porządkami w nowym domu, więc zdążę wszystko załatwić – powiedziała mama Agatka.

– Dobrze, a nasi mężowie niech zrobią furtkę w płocie, żeby dzieci i pies mogły się odwiedzać bez wychodzenia na uliczkę. – dodała mama Marysia.

Kiedy zapadła noc księżyc wyszedł na spacer po niebie i przechadzał się zaglądając do ludzkich snów. Zatrzymał się dłużej nad dwoma domkami przy ulicy Bajkowej. Patrzył na dwie rodziny ze wspólnym psem i uśmiechał się, bo widział, że śpią tam bardzo szczęśliwe dzieci.

9.11.2018

  • 45gogula Jak to że koniec? Świetne było:)
  • emma_b tak szybko koniec? zaskoczyłaś mnie. myślałam, że fabuła dopiero się rozkręca…
  • urszula97 Bardzo edukacyjna książka,powinna być lekturą,sporo się można dowiedziec,szkoda że koniec.A co teraz będzie?
  • kobietawbarwachjesieni Też proszę o ciekawą opowieść.
  • annazadroza Gogulko:-) Kochana moja, to bajka miała być, bajki są krótkie;)
  • annazadroza Emmo:-) Skarbie, potem jak żyli ze słodką chorobą – u Agi na blogu możesz poczytać. Ważne, że technika do przodu idzie i oswoić nieco można tę „słodziznę”. Każda mama słodkiego dziecka to bohaterka, zawsze na pierwszej linii frontu, nie wie kiedy nastąpi atak i musi być przygotowana.
  • annazadroza Urszulo:-) Poszukam w szufladzie, jeszcze może coś znajdę, ale nie takie duże. Duże kiedyś skończę:)
  • annazadroza Maryniu:-) Będę szukać, buziaki:)))
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Dla dzieci, Powieści, Tajemnica Adasia | Dodaj komentarz

O „Tajemnicy Adasia”

Mam jeszcze jedną ukończoną dyrdymałkę pod tytułem „Tajemnica Adasia”. Dawno temu – bo kiedy miałoby to być jeśli nie dawno temu – wpadłyśmy z koleżanką na pomysł bajek edukacyjnych związanych z różnymi kwestiami medycznymi. Dlatego z takimi, że Belcia (tak nazwijmy koleżankę) sercem związana jest z ową dziedziną, ma za sobą szkołę pielęgniarską, ale potem jej losy potoczyły się innymi torami prowadzącymi w
dziedziny – zdawałoby się – od medycyny oddalone o lata świetlne (np. ASP, Laboratorium Reportażu, szkoła fotografii i jeszcze różne inne). Ona jest ostatnim człowiekiem renesansu, wszystko czego się uczyła ma w głowie cały czas, nie tak jak większość, co to przed egzaminem się uczy, żeby zdać i zapomnieć. O niej można książkę napisać, naprawdę. Belcia podpowiedziała temat – cukrzyca. Ma w domu chorą osobę, więc
opowiadała o różnych sytuacjach z jakimi można się spotkać. Dużo przeczytałam w necie, powiązałam i wyszła na jaw tajemnica Adasia.
Teraz, gdy na blogu Agi czytałam o tej słodko-zabójczej przypadłości, widzę, że niedostatki w opowieści są ogromne, bo i czasy były inne, osiągnięć technicznych pomagających w oswojeniu choroby nie było dostępnych jak dziś, dopiero zaczynały wchodzić w użycie różne takie „pomagajki”. Trudno, proszę o wybaczenie w tym względzie, głównie chodziło o zwrócenie uwagi na problem, o wyczulenie, że nie zawsze ktoś, kto się zachowuje w sposób odbiegający od normy musi być np. pijany, bo zwyczajnie może być chory i potrzebować pomocy. Sama się zetknęłam z taką sytuacją i tylko dzięki wiedzy od Belci potrafiłam zareagować prawidłowo i pomóc osobie tego potrzebującej.
Tak więc puszczam Adasia w świat, niech idzie :)))

23.10.2018

  • 45gogula No to bardzo ciekawa koncepcja. Poczytam chętnie.
  • aga-joz O, tak, tak, tak!!! Bajki terapeutyczne są cudowną sprawą, czekam z niecierpliwością.
  • annazadroza Gosiu:-) Koncepcja a jej wypełnienie/realizacja to dwie różne sprawy, nie zawsze się udaje, ale… jak się nie spróbuje to się nie wie co wyjdzie;)
  • annazadroza Ago:-) Myślę, że będziesz prostować błędy i wtedy może będzie pożytek z tego pisania. W każdym razie intencje były dobre:)
© Anna Blog
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Tajemnica Adasia | Dodaj komentarz

Zajmujący weekend

Minął zajmujący weekend. Nie był leniwy ani wypełniony tylko pracami domowo-ogródkowymi. Wybory zdominowały przestrzeń, nie ma co udawać, że nie: śledzenie sondaży, komentarzy, słuchanie prognoz i czekanie na pierwsze wyniki – oto co okazało się najważniejsze. Najpierw rano poszliśmy z psami piechotą, bo Mąż głosuje koło domu, na miejscu. Pogoda trafiła się na ten dzień przepiękna, jak na zamówienie i złota polska jesień pokazała się w całej krasie. Bo przecież „piękna nasza Polska cała”… Potem pojechaliśmy na Ursynów, gdzie ja spełniłam nie tylko obywatelski obowiązek ale i pragnienie serca zaspokoiłam, w sensie próby wpłynięcia na rzeczywistość poprzez oddanie głosu. Teraz pozostaje czekać na oficjalne wyniki. I wierzyć, że prawdziwe będą, nie takie jak słowa pana MM, w których prawdy ze świecą szukać można.
Potem pojechaliśmy na cmentarz w Wilanowie, Mąż poszedł z psiakami na spacer, ja do siostry, szwagra i jego ojca, zapaliłam im światełka, położyłam chryzantemy, kremowe tym razem, pogadałam z Lucy jak zawsze… Zresztą rozmawiam z nią często, tak jak i z innymi bliskimi, którzy odeszli na Drugą Stronę Tęczy… jakby byli wciąż obecni w pobliżu…
Malutka czuje się lepiej, jutro znów do niej pojadę. A dziś rano mgła zakryła cały świat, jedynie na skraj łąki poszłam z psiakami, bałam się, że możemy się natknąć na dzika albo inne zwierzę i nie wiadomo jakby mogło się takie spotkanie zakończyć.
Aha, no i przeczytałam drugi tom „Hotelu Varsovie” pt. „Bunt chimery” Sylwii Zientek. Czekam na ciąg dalszy. Patrząc na dzieje kilku pokoleń splecione z losami kraju, wydarzeniami, na które pojedynczy człowiek nie ma żadnego wpływu, łatwiej jest spojrzeć z dystansem na swoje czasy i losy. Zawsze tak było i będzie, że jednym real odpowiada, potrafią się w nim odnaleźć i znaleźć szczęście, innym wprost przeciwnie. A potem
następuje zmiana i zamiana ról. W każdym z przypadków nie ma nic do powiedzenia przysłowiowy zwykły Kowalski. Przychodzi na świat w konkretnych warunkach i tak musi żyć. Czuje się skrzywdzony, kiedy po zmianie dowiaduje się, że żył w złym czasie, w niesłusznym państwie i w ogóle powinien nie żyć, bo była wtedy czarna dziura. A mówi to ktoś, komu nie da się przypisać źdźbła honoru czy prawdomówności. I tak to się bez
przerwy powtarza. Mam wrażenie, że inne nacje takich problemów nie mają, potrafią żyć do przodu a my – nie. Jak już coś jest i dobrze działa, to druga część musi to zniszczyć. Bo zawsze jesteśmy i byliśmy podzieleni, a reszta świata ma powyżej uszu naszego głupiego zachowania.I wtedy, kiedy nieczystości wylewało się wprost na ulice. I wtedy, gdy zaczęto budować kanalizacje i rozwijać W-wę na wzór europejskich miast. I teraz też tak jest, choć zaborców nie ma, okupantów nie ma więc z braku owych musimy sami siebie niszczyć. Jestem ciekawa jak autorka pociągnie dalej wątki i jakie będzie ostateczne zakończenie historii.

22.10.2018

  • 45gogula Dobrze, że ze zdrowiem lepiej . Wybory były owszem zajmujące, jak nigdy. Ja mieszkam poza Warszawą, ale bardziej interesowało mnie co tam u Was niż u mnie. W sumie nie wyszło tak źle, jak mogłoby być i fakt…dobrze, że pogoda dopisała w naszym regionie, chociaż trochę nią straszyli.
  • kotimyszkot Obowiązek i my spełniliśmy, a przyszłość pokaże co dalej..
  • nie-okrzesana Jak ja lubię mgłę. Oczywiście nie w drodze. Zamglony ranek zawsze dobrze mnie nastraja.
  • babciabezmohera We mnie jest dużo nadziei.
  • kolewoczy Szybko poszło, u mnie kolejki nie było, trafiłam w lukę 🙂 Świat był taki ładny w weekend, ze szkoda było czasu zajmować się tylko wyborami 😉
  • kobietawbarwachjesieni Poszliśmy z Mężem zagłosować, a wieczorem przed telewizor. Na razie jest dobrze. Oby tak dalej. Pojawiła się nadzieja.
  • krzysztof213 Czytam

    I w sumie jednak mądra kobieta jesteś…

  • annazadroza Gosiu:-) Pogoda wyjątkowo dopisała, bo zaraz potem okropna się zrobiła. Dziś już wiadomo, że Warszawa się obroniła:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Wyszło lepiej niż się można było spodziewać. I całe szczęście, że ludzie zaczęli się budzić z letargu:)))
  • annazadroza Nie-okrzesana:-) Uwielbiam mgłę:) Podkrakowska mgła wypełniała cały babciny ogródek i zmieniała świat w bajkę. A w Szczawnicy cudownie jest z okna obserwować mgłę, która zakrywa Bryjarkę i Palenicę jakby nic nie było… Cudnie jest:)))
  • annazadroza BBM:-) We mnie się obudziła:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Szkoda, że tak się pogoda popsuła i zrobiła się najgorsza jesień, taka mokra, wietrzna i ponura, brr…
  • annazadroza Marysiu:-) Dziś już wiadomo, że nadzieja miała powód, by się obudzić:)))
  • annazadroza Krzysiu:-) Ja Ci baaardzo dziękuję za komplement:)))
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

I całe szczęście

Wczoraj też byłam u Calineczk, malutka ma zapalenie gardła i migdałków. Dobrze, że wreszcie jest diagnoza i można wdrożyć prawidłowe leczenie. Poprzednia wizyta u pediatry nic nie dała. Może wtedy infekcja jeszcze się nie uwidoczniła, tym razem pan doktor (inny) od razu powiedział co i jak.
Ten sam lekarz opiekował się Średnią kiedy była mała, bardzo byłoby dobrze, gdyby się jeszcze nie wybierał na emeryturę i prowadził Calineczkę jak najdłużej:)
Tak w ogóle to wszyscy podłapali jakieś paskudztwo, przyjaciółka M. też próbuje dojść do siebie. Miałyśmy iść razem głosować i poplotkować przy okazji, lecz odłożyć trzeba przyjemności na potem. W sensie plotkowania, nie głosowania oczywiście. W tej drugiej sprawie przepływa przeze mnie raz nadzieja a drugi raz zwątpienie, na przemian. Po raz kolejny przychodzi wybierać mniejsze zło a nie popierać poglądy najbliższe sercu. Ale
wszystko jest lepsze od wizji katastrofy, do której podpływamy jak Titanic do góry lodowej. Niby klimat cieplejszy, lody topnieją, wieczna zmarzlina zmniejsza swój obszar… może jakimś cudem unikniemy zderzenia?
Zrobiłam dzisiaj zakupy, jutro będzie pełno ludzi, bo jest „zamknięta” niedziela, więc ludzie kupują na zapas z obawy, że czegoś w domu zabraknie. Kiedy szłam do sklepu, przed południem to było, słońce jeszcze świeciło. Po obiedzie wyszłam z psami i śladu po słońcu ani trochę, mgła zaczęła się unosić tworząc prawdziwie jesienny, melancholijny nastrój. Też pięknie, aby bez wiatrów i pluchy się obyło przez czas jakiś, żeby można było się przestawić na tę nieprzyjemną aurę, która i tak przyjdzie bez względu na nasze zdanie na ten temat. Poszłam z psami do lasku i… o matko, jak cudnie! Choć słońca nie było, to kolory, wszystkie możliwe barwy jesieni zdawały się stawać jeszcze bardziej wyraziste poprzez lekką mgiełkę.
Zauważyłam przy okazji mnóstwo młodych dębów o wyjątkowo dużych i niesamowicie barwnych liściach, jakaś chyba dekoracyjna odmiana. Podejrzewam, że została sprowadzona (ta odmiana) do posiadłości z odrestaurowanym dworkiem leżącej za ogrodzeniem (szczelnym bardzo), zajmującej duży teren. Stamtąd pewnie wiewióreczki wyniosły żołędzie do lasku i stąd się wzięły owe drzewka. Pięknie jest w lesie, bez względu na to, co sobie ludzie myślą i jakie mają przekonania. I całe szczęście:)))

19.10.2018

  • kotimyszkot Choć tyle na pocieszenie.. Zdrówka dla Calineczki i miłego weekendu 🙂
  • annazadroza Myszokocie:-) Dziękuję:) I Tobie też miłego. Zobaczymy, w jakim kraju się obudzimy w poniedziałek, w samorządnym czy nierządnym…
    Ale i tak Cię ściskam serdecznie:)))
  • emma_b no niestety, ja też nieustająco na mniejsze zło głosuję…jestem niemal pewna w jakim kraju się w poniedziałek obudzimy, ale maleńka iskierka nadziei tli się…
  • Gość: [Ania z Polskie-Ogloszenia.PL] *.free.aero2.net.pl No tak..

    Ania z Polskie-Ogloszenia.PL

  • 45gogula Podobno nadzieja umiera ostatnia, więc… Ale jesień w tym roku nam się niewątpliwie udało . Niby szkoda, że to już koniec, ale nie można mieć wszystkiego chyba.
  • fusilla W Dusznikach zatrzęsienie kasztanów. Dzieciaczki zbierają pełne kosze.
    A drzewa przeciwnej urody teraz. Zwłaszcza miłorzęby – złociste całe!
    Pozdrawianki!
  • fusilla Przecudnej miało być!
  • babciabezmohera Mniejsze zło nie będzie takie złe, gdy się je porówna z tzw. „dobrą zmianą”! 😉
  • urszula97 Zdrówka dla chorych,szczególnie dla maluchów.
    Cóż, idziemy głosowac,ja mam juz pomieszanie z poplataniem,tak się ugrupowania scaliły że juz nie wiem nic.
  • annazadroza Emmo:-) Chyba sie niektórzy obudzili…
  • annazadroza Aniu:-) Bo tak… miałaś rację:)
  • annazadroza Gosiu:-) Jesień przecudna:) Jednak nadzieję trzeba mieć zawsze:)
  • annazadroza Fusilko:-) Myślę, że przecudnej;) Miłorzęby nie wiem dokładnie jak wyglądają, ale kasztany i dęby – bajka. Czy tam kasztany zdrowe, bez tego żarłocznego szkodnika co im zżera liście? Korzystaj z uroków jesieni, nie wiadomo kiedy następna taka piękna się trafi. Serdeczności:)))
  • annazadroza BBM:-) Większej klęski jak ta „dobra” nie można sobie wyobrazić (w pokojowych czasach rzecz jasna), zgadzam się z Twoim zdaniem, w rzeczy samej absolutnie:)
  • annazadroza Urszulko:-) Dzięki w imieniu chorzutków;)
    Pewnie po wzięciu kart do głosowania do ręki rozjaśniło Ci się i już wszystko wiedziałaś:)))
  • fusilla A może znasz nazwę ginko biloba?
    Kasztanowce tu też zaatakowane szrotówką, ale widać im to nie przeszkadza w produkcji tak dużej ilości kasztanów!
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Fusilko:-) To taki miłorząb! Widać mam kłopoty ze skojarzeniami, na szczęście chwilowe;)
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Nie zrozumiałam?

Wczoraj wcale nie powinnam pisać. Ale – zakładając bloga przyrzekłam sobie, że notki będę puszczać codziennie poza weekendami. Chyba, że jakaś siła wyższa zdecyduje inaczej lub awaria wystąpi – wtedy wola boska i skrzypce, nic nie poradzę. Dlatego wczoraj usiłowałam coś powiedzieć, choć głowa mi na klawiaturę leciała i oczy się zamykały. Niejeden stwierdziłby, że jak się nie ma nic do powiedzenia, to się nie powinno odzywać. „Tyz prowda” – powiedziałby Jądruś Pyzdra i normalnie bym się z nim zgodziła. Normalnie. Lecz jeśli nienormalne staje się normalne a normalne nie? To co robić? Tak sobie myślę, że nie słuchać niczego poza własnym sumieniem oraz własną intuicją. Przede wszystkim zaś nie słuchać uczestników festiwalu obietnic. Czegoż to oni nie naobiecują – będą wszyscy prawi i sprawiedliwi, zbudują linie metra w ilości nieokreślonej, przedszkoli i żłobków będzie tyle, że ho ho albo jeszcze więcej, pensje wzrosną, emerytury też, znikną kolejki do lekarzy, do szkół tylko zeszyty będą dzieci nosić, reszta wiedzy wejdzie do głowy automatycznie i bez zadawania prac do domu, których nawet rodzice nie odrobią. W ogóle będziemy krajem mlekiem i miodem płynącym, a nie takim w ruinie jak do tej pory, wszyscy zaczną nas wreszcie szanować, na każdym rogu stanie odpowiedni pomnik, zawisną na budynkach odpowiednie pamiątkowe tablice, nie będziemy musieli jeździć po Europie bez paszportów jak teraz, bo po co jeździć? Trzeba siedzieć u siebie i za***ać za miskę ryżu, i morda w kubeł, bo ściany mają uszy…
Matko kochana, chyba przysnęłam przy Lapciu i jakiś koszmar mi się przyśnił. Co taki sen oznacza? Ano, myślę sobie, że chodzi o to, aby swoich szarych komórek używać przy podejmowaniu różnych decyzji i tyle. Chyba, że nie zrozumiałam znaczenia snu…

17.10.2018

  • babciabezmohera Proroczy sen, Aniu a i odebrałaś go, myślę, prawidłowo. Po pierwsze- iść na wybory, po drugie: mądrze i odpowiedzialnie zagłosować i może uda się te nocne mary przepędzić?…
  • ciotkaeliza Wszystko w naszych rękach
  • emma_b ciekawa jestem dlaczego obiecałaś sobie, że będziesz pisała codziennie:)
  • fusilla I nawet nie sprawdzi się
    powiedzenie: ” sen mara….. itd.”!
  • kotimyszkot Jak tak to wszystko zebrałaś w jedno, to masz idealny program! Szkoda, że nie do zrealizowania, choć fajnie by było żeby ktoś wreszcie zaczął próbować, a nie tylko obiecywać..
  • 45gogula Kraj miodem i mlekiem płynący….? No jasne, tylko szkoda, że to mleko i ten miód droższy z każdym dniem, ale na te składniki ludzie nadal się łapią …ehhh
  • urszula97 No miodem i mlekiem płynący, kiedyś bardzo,bardzo dawno temu lub może kiedyś ale za ile lat to nie wiem.
  • annazadroza BBM:-) Tak dobrze byłoby powiedzieć: giń, przepadnij maro – i już byłoby po wszystkim… Szkoda, że to niemożliwe.
  • annazadroza Elizo:-) Teoretycznie w naszych rękach… wierzmy, że tak będzie naprawdę.
  • annazadroza Emmo:-) Bo chciałam się zmusić do systematycznego działania i popracować nad samodyscypliną. Żeby nie wpadać w dołki i nic nie robić – bo po co, bo bez sensu i tak dalej. Żeby mieć obowiązek, który mnie będzie stawiał do pionu. Żeby wygrać sama ze sobą, przynajmniej z tą częścią mnie, która mnie (tę drugą część) wciąż denerwuje. I jeszcze pewnie z wielu innych powodów, ale dziś nic nie napiszę, bo dopiero wróciłam i nie mam siły.
  • annazadroza Fusilko:-) Okropne, że taki sen to nie mara być może, lecz real. Nieee!!!
  • marijana2 Nie chcę się powtarzać, bo wiele już napisano. Ale tak mnie niepokoi to, co się wokół dzieje, że muszę napisać. Oby w najbliższym czasie Twój senny koszmar nie stał się rzeczywistością!
  • annazadroza Myszokocie:-) Obiecać można wszystko, co tylko ślina na język przyniesie, bez żadnej odpowiedzialności za słowa, bo ciemny naród wszystko kupi…
  • annazadroza Gogulko:-) Mleko o 9gr. a mąka o 30gr. – tyle podrożały od poprzednich zakupów. O maśle i jajkach szkoda mówić, miód drogi od dawna…
  • annazadroza Urszulko:-) Nikt tego nie wie, bo czy kiedyś da się odzyskać,odbudować to co zostało zniszczone? Cofnąć się o lata całe a potem znów odbudowywać jak Syzyf, to jakieś przekleństwo jest. Albo „Dzieje głupoty w Polsce”…
  • annazadroza Marijanko:-) Niepokoi się wielu światłych i rozumnych ludzi, czy wystarczająca ilość do zmiany na lepsze?
  • kobietawbarwachjesieni Kiedyś się ten obecny koszmar skończy. Może jutro, może za pół roku, albo rok. Na razie czekajmy cierpliwie i przygotowujmy się psychicznie na tę radosną chwilę.
  • annazadroza Marysiu:-) Jakby się mały kamyczek poruszył, może spowoduje lawinę dobrych działań? Już wiem, że w W-wie w 1-ej turze Jaki padł, więc jest światełko w tunelu:)))
© Anna Blog

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Dobranoc

Dziś nie zauważyłam, że dzień przeminął, naprawdę nie wiem jak i kiedy koło mnie przepłynął. Jest już ciemno, późno, mecz Francja-Niemcy w tv, właśnie Francuzi wyrównali na 1:1. Nie w tym rzecz, że przeżywam rozgrywki, przypadkiem rzuciłam okiem, Mąż ogląda. Mnie się już oczy zamykają, a jutro do Calineczki jadę, bo się dziewczyny pochorowały. Jeszcze jesiennej słoty nie ma, ale jakieś wirusy krążą i dokuczają ludziom, wredne takie.
Dostałam drugą część „Hotelu Varsovie” Sylwii Zientek, nie mogę się doczekać chwili, kiedy się na nią rzucę, ale chyba dopiero w weekend się uda. Nie znoszę przerywać lektury, więc muszę uzbroić się w cierpliwość i czekać.
Ciekawostka z życia służby zdrowia. Lekarka nie może odtworzyć płyty z wynikami badania, bo nie działa sprzęt. Każe przyjść za dwa tygodnie, otworzy płytę gdzie indziej i zobaczy co tam wyszło. Zapisać się na wizytę nie można, bo nie ma miejsca. Trzeba iść się pytać, czy łaskawie przyjmie, bo sama kazała przyjść. Ale nie wzięła płyty, więc za tydzień znowu trzeba się do niej udać, po prośbie – czy przyjmie. A jak znowu zapomni? Ile razy jeszcze trzeba będzie jeździć z jedną sprawą, w sumie prostą – ale jednak skomplikowaną? Dla mnie to zmarnowany cały dzień, kiedy coś nade mną wisi.
Marudzę, bo już naprawdę jestem zmęczona. Dobranoc:)))

16.10.2018

  • kotimyszkot U nas też kaszle i katary, walczymy dzielnie i zdrówka dla Twoich życzymy 🙂
    Jak lekarka dotrze w końcu z płytą i znowu nie da się otworzyć, to jej zabierz 😉 Może da się otworzyć u kogoś, kto ma lepszy sprzęt, albo zapisać je i wydrukować? Nie wiem jak one są nagrane, ale w punktach ksero czy podobnych mają różne możliwości odtworzenia. Żeby już Cię tak nie ganiali 😉
  • 45gogula Zdrowi dla dziewczyn, cierpliwości i wytrwałości dla Ciebie w „pojedynku” ze służbą zdrowia, a co do czytania …czytnik mi się popsuł i zaczęłam książkę papierową, nawet idzie powoli chociaż myślałam, że się odzwyczaiłam.
  • annazadroza Myszokocie:-) W dzień ciepło, rano i wieczorem zimno, tu pewnie źródło kłopotów. Średnia przywlokła ze szkoły jakiegoś wirusa, po kolei wszyscy złapali. Calineczka też, ale i tak jest pełna energii, jeść tylko nie chce jeszcze bardziej niż zwykle, bo ona niejadkiem jest.
  • annazadroza Gosiu:-) Kocham książki papierowe, zapach farby drukarskiej, szelest papieru; uwielbiam je trzymać w ręce, mieć na zawsze, szczególnie te, które polubiłam. Dziękuję za dobre życzenia 🙂
  • annazadroza Aha, Myszokocie, dzięki za radę w kwestii przegrania płyty, nie wpadłam na to.
© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz