Samowolka

Tak się porobiło, że nowy wpis nie chce być na początku tylko ucieka na dalszą pozycję. Samowolka już nie do wytrzymania:( Pewnie dlatego, że Duży popracował nad tym, aby powieści czytało się z góry na dół a nie odwrotnie, bo to było wkurzające. Tylko teraz nie wiem co zrobić, żeby aktualne pokazywały się jako aktualne. Cóż, w życiu nic proste nie jest a w świecie komputerowym tym bardziej, szczególnie dla takiej technicznej nogi jak ja, wrrr…

Na osłodę zachód słońca z okna w Szczawnicy.

Słoneczko postanowiło udać się na spoczynek, wszak po całym dniu krążenia po niebie mu się należy

Ostatnie promyczki ziewającego ze zmęczenia słoneczka

 

Słoneczko ułożyło się wygodnie do snu i spokojnie oddycha – wdech, wydech, wdech, wydech… dobranoc…

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 18 komentarzy

Zawsze aktualne

Znalazłam słowa, które sobie wypisałam w czasie ostatniego przeglądania „Pana Tadeusza”. Zupełnie przypadkiem, tak mi jakoś wpadły w oko, jasnowidzem nie jestem, choć – czasem szkoda, a czasem lepiej nie wiedzieć co przyszłość niesie. Okazują się niezwykle trafne w dzisiejszej sytuacji.

„Ale co dzień postrzegam , jak młódź cierpi na tem,

że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem”.

Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”,  księga I, wers 345-346

A przecież powinno się uczyć jak „młodzi” ma być dobrze i jak z „młodzią” ma być dobrze innym członkom społeczeństwa. Czyż nie?

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 6 komentarzy

Pracowity weekend

Odpoczywający Skituś

W piątek oczywiście oglądałam Taniec z Gwiazdami, nie odpuszczę jeśli tylko jakaś siła wyższa nie zainterweniuje. Odpadł Quczaj, szkoda, żal mi go bardzo. Sam powiedział, że zatańczył ile mógł, był sobą, nikogo nie udawał. „Każdy odcinek to krok do przodu.
Zwyciężałem za każdym razem gdy przygotowywałem się do następnego odcinka” – tak powiedział mały góral o wielkim sercu, mądry chłopak.
W sobotę – ledwo ledwo, przysypiając w przerwach na reklamę – śledziłam program Twoja Twarz Brzmi Znajomo podziwiając wykonawców i charakteryzatorów, co będzie trwało do końca edycji. Znaczy – mój podziw będzie trwał.
Poza tym weekend upłynął pod znakiem konwencji partyjnych. kto chciał mógł się nasłuchać obietnic, planów, projektów, mijania się z prawdą w gigantycznym wymiarze itd., itp…. Nie miałam ochoty słuchać w myśl, że przekonanych nie trzeba przekonywać. Poszłam w sobotę te małe 900 m. po zakupy na niedzielę do drugiej Biedronki i wróciłam robiąc drugie 900 m. z wózkiem pełnym zakupów. Mąż podjechał potem po cięższe rzeczy.
Planowałam na niedzielę zrobić potrawę wg Uli przepisu czyli udka kurczaka na ryżu w porach. Niestety, porów w sklepie nie było. Pomysł na zupę selerową także nie mógł zostać zrealizowany z tego samego powodu – czyli braku porów, które do tej zupy są potrzebne.
Koncepcję więc zmieniłam. Przygotowałam filety kurczakowe w złocistej przyprawie i polędwiczki też drobiowe z solą, pieprzem i schowawszy do lodówki aby się przegryzły ruszyłam do ogródka.
Wykonaliśmy spore prace porządkowe, m.in. uwolniliśmy drewutnię z resztek drewna. Przy nowym sposobie segregowania odpadów trzeba było zrobić miejsce na wszystkie worki, żeby pod drzwiami nie stały. Dotychczasowy sposób odbierania worków bardzo mi odpowiadał. Co tydzień normalne śmieci oraz żółte worki z plastikiem, metalem i papierem były odbierane, co dwa tygodnie zielone ze szkłem wymiennie z trawą i innymi ogródkowo-domowymi biodegradowalnymi odpadami. We własnym zakresie dokładniej segreguję zawsze, bo np. puszki do osobnej reklamówki zbieram zanim trafią do żółtego worka, papier w ogóle osobno kładę obok w podpisanym worku. Teraz dostarczono nowy harmonogram i tam stoi wyraźnie, że po papier i szkło panowie z Zakładu Oczyszczania zjawią się raz w miesiącu, po metal i plastik dwa razy. Już sobie wyobrażam te „urocze” zapachy rozchodzące się na całą okolicę w upalne dni…
Nie myślcie sobie, że bez powodu taką ucztę szykowałam. Dzieciaki z Calineczką miały w niedzielę przyjechać na obiad z racji Mężowych imienin i urodzin. Upiekłam jeszcze szarlotkę, taką nową, całkiem kruszonkową. Dobra wyszła, wprawdzie mnie bardziej smakuje taka jaką od lat robiłam, rodzince jednak smakowała bardzo. Zrobiłam jeszcze kolorowe galaretki z serkiem waniliowym i owocami a dzieci przyniosły pyszny tort czekoladowy, bowiem Mąż wszystko czekoladowe lubi najbardziej (lody też). Calineczka zaś upodobania kulinarne ma sprecyzowane dokładnie. Uwielbia makarony i kasze. Dla mnie to niesłychane, kasz nie lubię w ogóle a ziemniaki przedkładam nad wszystkie makarony świata. Krasnusia udowadnia na każdym kroku, że jest osóbką konkretną, zdecydowaną i broni swojego zdania nie dając sobie wcisnąć tego, czego nie chce. Tak przecież od początku było z mlekiem, mówiłam wtedy jaką gehenną dla Synowej było karmienie maleństwa, które przecież urodziło się z bardzo niską wagą. Teraz panienka „wsuwała” makaron z masełkiem aż miło było patrzeć, a potem maszerowała po schodach na górę i na dół, i na górę i na dół itd. Nie trzeba dodawać, że osoby towarzyszące wymieniały się po kilku
kursach:)))
Psiaki dostały po białej kości do gryzienia, Skitek wielką, Szilka mniejszą bo przecież ma pyszczek mniejszy.
Babcia D. pomagała w ogródku a potem zjadła obiad i deser – co mnie bardzo cieszy. Kiedy jest w takim w miarę „normalnym” stanie ogarniają mnie ciepłe uczucia. Myślę sobie wtedy, że tak właśnie powinno być, po prostu normalnie.

Rozmyślająca Szilunia

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 29 komentarzy

Krasnusia i śrubki:)))

Wczoraj byłam u Calineczki i spotkała mnie największa przyjemność: uśpiłam szkrabusię i trzymałam ją przytuloną dopóki się nie obudziła. Ileż uczuć wtedy się we mnie odzywa, ile wspomnień. Widzę w niej małego synka czyli jej tatusia i wzbiera we mnie taka czułość,
taka miłość, że nie ma słów aby ją opisać. Pewnie każda z babć odczuwa to samo, nie jestem wyjątkiem. Może dlatego, że babcia może sobie pozwolić na zatrzymanie się i przeżycie chwili, tej cudownej chwili z wnuczką w ramionach. Mama musi z rzeczywistością brać się za bary, wypełniać masę obowiązków i po prostu nie ma czasu i siły. A babcia ma tę chwilę dla siebie i maleństwa, i jest najszczęśliwsza na świecie:))) Wiem, że się powtarzam lecz to takie niezmiernie ważne są uczucia!
Calineczka jest osóbką ruchliwą niezwykle, przedsiębiorczą i myślącą, co widać szczególnie podczas prób zdobycia czegoś, co akurat chce mieć w łapkach. Albo – widać jak szare komórki intensywnie pracują nad jakimś problemem a potem buzia się rozjaśnia bo krasnalka/krasnoludka/krasnusia już wie, wymyśliła, wpadła na pomysł. Jeśli ma dwie książeczki do oglądania i w jednej są misie, czy inne maskotki, lalki, przytulanki a w drugiej samochody – z całą pewnością wybierze drugą. Już mówiłam kiedyś, że narzędzia, śrubki i temu podobne rzeczy najbardziej ze wszystkiego ją interesują. Wczoraj Duży montował kupiony fotelik na rower. Jak tylko zobaczyła, że tata ma jakieś metalowe coś – przecież nie wiedziała co to jest – nie odstępowała go na krok. Piała z radości i zachwytu, natychmiast wzięła do rączek jakąś część osobno leżącą, koniecznie chciała przykręcać śruby, chociaż przytrzymać śrubokręt musiała, cała się trzęsła z radości kiedy już mogła sobie usiąść w tym czymś, wejść do środka. Oglądała dokładnie, sprawdzała jak się zamyka pałąk zabezpieczający dziecko na siedzeniu. No, jednym słowem widzę ją za kierownicą bolida w Formule 1;)))

Wiało wczoraj, wieje dzisiaj ale słońce świeci i rozgania smutki, zachęca do wyjścia na zewnątrz. A tam – zaczyna być zielono, miejscami nawet kolorowo. Poza krokusikami mlecze żółte widziałam. Myślałam, że mi się przywidziało ale nie, już rosną. Pewnie przez brak prawdziwej zimy w tym roku, takiej z wielkimi, długotrwałymi mrozami. Mnie to nie przeszkadza, nie lubię zimy lecz – gdyby była w odpowiednim czasie, wymroziłaby trochę kleszczy. Teraz niech nie wraca bo pora wiosny nadeszła. A gdzie wiosna najpiękniejsza? Wiadomo, każdy ma swoją najpiękniejszą wiosnę we własnym najpiękniejszym miejscu na ziemi.

Jakość zdjęć jest beznadziejna, ale nawet ona nie jest w stanie zepsuć i zakryć piękna gór moich ukochanych.

Jak można się nie zachwycać zieloną przestrzenią?

To wprawdzie trochę późniejsza pora, ale jeszcze wiosna

Tęsknię bezustannie za tymi widokami oglądanymi w naturze

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 18 komentarzy

Pani Wiosna

Piękna sobota się przytrafiła:) Rano niebo szare, zachmurzone powitało mnie i psiaki, powietrze świeże, pachnące (potem w tv zobaczyłam, że bez smogu). Sójki darły się jak opętane, wyraźnie dwie się kłóciły a reszta je dopingowała. Niesamowite, oglądać można bez końca. Wróbelki w końcu pojawiły się przed domem, dawno ich nie było. Butelka, którą chciałabym nazwać karmnikiem – wisi dalej nienaruszona, żadne ptaki nie chciały skorzystać z jej „usług” i nie potraktowały jej jako stołówki. Może się oswoją z tym ustrojstwem jeśli powisi przez całe lato i skorzystają kiedy nadejdą chłody?
Po powrocie, kiedy domownicy jeszcze spali, zanurkowałam w Wasze blogi i trochę je poodwiedzałam. Potem rodzinka wstała więc śniadanie. Zauważyłam, że się słonko przebiło przez chmury i zrobiło się jasno. Zaliczyłam więc trochę prac ogródkowych a po obiedzie
spacer dłuuugi „dla zdrowotnosci” połączony ze zwiedzaniem okolicy i zaobserwowaniem zmian jakie zaszły od jesieni czyli od poprzednich spacerów w tych samych miejscach. Szliśmy taką dziką drogą za działkami wychodzącą na lokalne nieduże centrum
handlowe. Gryzie się „nieduże” z „centrum” ale cała nasza rzeczywistość gryzie się sama ze sobą, już się dziwić czemukolwiek przestaję. Zaobserwowaliśmy kilka ciekawostek. Najgorsza – zwiększyła się ilość śmieci wyrzucanych dosłownie wszędzie wzdłuż torów, owej dzikiej drogi, część ktoś pewnie próbował spalić i został spory kawał terenu czarny, ogołocony z roślin, z kikutami spalonych pozostałości po meblach i innych dużych przedmiotach wywożonych tam bezprawnie. Kiedy już minęliśmy pogorzelisko i dziką drogą dotarliśmy do owego centrum, z przyjemnością zobaczyliśmy, że obok szosy ruszyły prace, mające na celu przygotowanie terenu pod chodnik dla pieszych. To bardzo pozytywna sprawa ponieważ podczas brzydkiej pogody, deszczu czy śniegu, kiedy nie da się iść poboczem, poruszanie się jezdnią grozi śmiercią lub kalectwem. Przeczytałam, że w tym roku chodnik ma być ukończony i to jest bardzo dobra wiadomość. Niejednokrotnie
truchlałam na widok matki z wózkiem albo z małym dzieckiem prowadzonym za rączkę (w pobliżu jest przedszkole) idącej jezdnią wśród jadących samochodów.
Co jeszcze zobaczyliśmy? Kilkoro ludzi w kilku miejscach zbierających do worków butelki, tony butelek pozostawionych przez amatorów spożywania napojów wyskokowych pod chmurką, czyli zwykłych pijaczków. Pojąć nie mogę jednego – czy naprawdę nawet pod drzewem czy w krzakach nie byłoby im przyjemniej się napić gdyby nie brodzili w śmieciach po kolana? Pytanie retoryczne oczywiście.
Po spacerze i Szila i Skits padły i spały.
W piątek miałam przyjemność bo oglądam „Taniec z Gwiazdami” i popatrzyłam sobie rozmarzona na pięknie tańczące pary. Rozmarzona bo marzyłam o walcu w pięknej sukni w ogromnej sali balowej z partnerem, który potrafi tańczyć walca wiedeńskiego… Nasunęła się tylko myśl, że gwiazdami w tym wypadku są znani już dobrze tancerze. Bo te „gwiazdy” co gwiazdami mają być wcale nimi nie są. W soboty czekam na „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, uwielbiam, podziwiam zdolności i artystów śpiewających i charakteryzatorów. To mistrzostwo świata w ich wykonaniu! Czyż niektóre ścigane indywidua byłyby do odnalezienia gdyby skorzystały z ich usług;)? Nasz program, czyli polska edycja, stoi na bardzo wysokim poziomie.
A dziś niedziela po zmianie czasu. Nie przestawiłam zegarka, włączyłam telewizor, żeby sprawdzić która jest teraz naprawdę godzina ale nic z tego. Rozregulował się przez tę zmianę i woła, że nie jest zaprogramowany! No to mnie się taki interes nie podoba. Mąż wstanie i  zaprogramuje, ja nie potrafię, wszak techniczna noga jestem co wiadomo wszem i wobec. Włączyłam więc Lapcia na chwilę w ramach odpoczynku po porannym spacerze z psami. Ranek jest tak cudny jak rzadko. Słońce, jasne niebo bez chmurki żadnej, leciutki szron na łące i podnoszące się mgły. W pierwszej chwili pomyślałam, że mi patrzałki zaparowały:) Zrobiliśmy bardzo duże kółko w okolicy, psy wąchały a ja się zachwycałam i w tym zachwycie pozostaję do chwili obecnej. Świat jest taki piękny na wiosnę:)))

Wiosna w Szczawnicy

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 33 komentarze

Do przodu

Dziś dwa lata i jeden miesiąc mijają od rozpoczęcia mojej blogowej przygody i pisania dyrdymałek. Dla niewtajemniczonych – na bloxie był podtytuł:  …takie sobie dyrdymałki…  Wszystko po to, by nie brać wszystkiego zbyt poważnie, lecz z lekkim przymrużeniem oka spoglądać na niektóre sprawy. Dawno temu doszłam do wniosku, że jeśli ktoś tylko śmiertelnie poważnie patrzy na życie to trudno z nim wytrzymać otoczeniu ( mnie na pewno). Humor rozjaśnia świat, pozwala się odprężyć, przetrwać trudne chwile, nawet znaleźć wyjście z niełatwych sytuacji bo rozświetla horyzont, odsłania nowe perspektywy, daje siłę do myślenia, szukania rozwiązań i działania.

Mija też mniej więcej miesiąc od rozpoczęcia szaleństwa przenosin z bloxa, szukania w panice nowego miejsca, problemów technicznych, które szczególnie dokuczliwe były dla takich informatycznych analfabetów jak ja:) Większości udało się już zakotwiczyć w nowym porcie, czy też w nowej wiosce – jak mówi Ewa. Może być jeszcze portowa wioska;) Część jeszcze się waha, nie wie czy pozostać w blogowisku czy sobie darować i zniknąć. Oczywiście jest to indywidualna decyzja, mam jednak nadzieje, że i tych wahających się spotkam jeszcze na swojej drodze, że gdzieś przycupną na chwilę a potem wrócą. Może nie z taką częstotliwością będą wrzucać nowe notki jak na bloxie, ale wrócą. Myślę, że i ja przestanę sobie narzucać „rygor bloxowy”. Postawiłam wtedy przed sobą zadanie codziennego pisania, żeby się zdyscyplinować. Chwilami trudne to się stawało do wykonania z braku czasu i siły też, czasem czułam się tak wykończona ( z wielu różnych powodów), że nie mogłam trafić palcem w odpowiednią literę na klawiaturze.  Wytrzymałam jednak, prawie się udało dotrzymać przyrzeczenia.  Teraz, już po ochłonięciu, po opadnięciu emocji związanych z przenosinami mogę zacząć czerpać samą przyjemność z kontaktu z Wami, bez presji, bez zmuszania się do czegokolwiek za to z lekkością i radością, że już spokój powraca „na bloga łono”;))) Nauczyłam się wstawiać zdjęcia, co mnie największą dumą ostatnio napawa. Cieszę się też ogromnie, że się odnalazłyśmy/ odnaleźliśmy (przecież i chłopaki się odzywają)  po przeprowadzkach.

W realu zaś – Średnia kończy ósmą klasę i nie wiadomo jak będzie w związku z sytuacją ogólną, babcia D. zaczęła jeść po nowych lekach, jest też spokojniejsza, nie ma ataków agresji, które dawniej zatruwały życie. Niestety, trzeba bezustannie mieć oczy i uszy otwarte, żeby zakręcić odkręconą wodę, przetkać wannę aby woda nie zalała mieszkania, zgasić światło, wyłączyć kuchenkę, grzejnik ustawić bo np. odkręcony na maksa i otwarte okno, psów w żadnym wypadku nie można zostawić z nią w domu dlatego muszą wszędzie z nami jeździć. Jutro ma wizytę u lekarza, ciekawa jestem czy uda się ją zawieźć bez problemu. Ostatnio się udało i ogólnie jest do przodu:)))

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 22 komentarze

Szila:)))

Pogłówkowałam co zrobić. Tego, o co mi chodziło nie osiągnęłam lecz znalazłam inny sposób, okrężną drogą ale EUREKA!!! Mogę Szilunię zaprezentować, modelkę ówczesną. Teraz byłaby modelką o rozmiarze XXL;-(

Szila w Szczawnicy przy kapliczce na Sewerynówce

Wyraźnie widać, że sunia jest szczęśliwa i uśmiechnięta

Nawet w galerii handlowej była bo to dama przecież, kobieta pełną buzią 🙂 Chwila odpoczynku na krakowskim Rynku

Szila turystka pod krakowskim Barbakanem

Nie ma to jak zielone przestrzenie w Pieninach

Szilunia  ze szczęściem w oczach i na buzi

 

Po chwili już  tęskni za Pieninami

I jak Wam się podoba Szilunia wędrowniczka? Nie wiadomo gdzie i jak spędziła pierwsze 2-3 lata życia, ale teraz jest baaardzo kochana:)))

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 32 komentarze

Kłótliwa baba;)

Mija weekend, pierwszy wiosenny, ciepły i pogodny. Ptaki śpiewają jakby na scenie się znalazły i nie chcą przestać wykorzystując każdą chwilę wiosny. Ale nie tylko śpiewają. Sójka kłóciła się ze mną rano. Normalnie się kłóciła. Wyszłam ok. 6-ej z psami, ona siedziała na drzewie przy wejściu na łąką i darła się jak opętana. Przystanęłam i mówię do niej: po co się tak drzesz babo jedna? Ona zamilkła na moment, przyjrzała mi się ze swej wysokości i jak nie zacznie się wydzierać! Nie wiem co sobie myślała, może,  że jak siedzi na gałęzi to jest większa ode mnie i może sobie pozwolić na takie zachowanie? Skitusia to nie ruszyło ale Szilka natychmiast się zainteresowała. Ona goniłaby wszystkie ptaki, na pewno żywiła się nimi kiedy nie miała domu i dzięki temu przetrwała, cóż, prawa natury. Teraz jej nie wolno, żarełko ma w misce ale instynkt łowcy się odzywa na widok fruwających stworzeń. Stanęła pod sójką i zaczęła się coś do niej mówić, a sunia ma taki zasób słów jakiego nie słyszałam u żadnego z moich psów, choć i Browek umiał gadać, nawet „mama” powiedział, naprawdę:) Tak trwało dłuższą chwilę, sójka niczym się nie przejmowała, bezczelnie się na mnie patrzyła ignorując psicę i skrzeczała dalej. Wreszcie Skitsowi znudziło się stanie w jednym miejscu bez żadnego widocznego dla niego powodu i ruszył do przodu. Ile można tak stać bez sensu? Nie byłam przygotowana na szarpnięcie, więc poleciałam za nim. Szilka przez chwilę była w rozterce, spoglądała to na mnie to na sójkę, wreszcie dosłownie olała ptaka (a raczej miejsce po drzewkiem) i ruszyła za nami. Sójka została na placu boju a jej skrzeczenie rozlegało się daleko i towarzyszyło nam dopóki nie wyszliśmy na ulicę.

To jest Skituś kiedy jeszcze był młodziutki, teraz ma siwą mordkę lecz pozostał takim samym słodkim ciapkiem

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 24 komentarze

Biedronka odfrunęła

Biedronka zrobiła brzydki kawał i odfrunęła za tory. Wróci, lecz do tego czasu życie mam utrudnione a do wygody się już przyzwyczaiłam. Remont budynku na zewnątrz szedł pełną parą, w porządku, nic jednak nie zapowiadało, że wejdą do środka w tak ekspresowym tempie bez uprzedzenia. I o to ostatnie mam pretensję, nie o co innego. Rano przechodziłam z psami obok sklepu i nie było żadnej informacji, żadnej, że od dziś zamknięte (to było w środę). Wzięłam wózek, listę zakupów dość pokaźną – tak wypadło – i … zastałam informację, że zamknięty sklep z powodu remontu. Zaklęłam brzydko i głośno. Na usprawiedliwienie mogę dodać, że nie ja jedna. Cóż było robić, powędrowałam kawałek spory do następnej Biedronki. Rozsiadły się w okolicy dość licznie. Co innego jednak pokonywać taką drogę z psiakami idąc na spacer a co innego po zakupy i z powrotem. Ale… ja lubię sama chodzić do sklepu, Mąż jest delegowany tylko w sprawie konkretnych przedmiotów ewentualnie ciężkich w rodzaju zgrzewki wody mineralnej.

Dziś już piątek, zleciał tydzień jak z bicza strzelił. Na jutro zapowiadają 20 st., jeśli nie będzie padało planuję prace w ogródeczku. Teraz jest leciutka mżawka, nawilży roślinki, które z ziemi wychodzą. Bez ma coraz większe pąki, hortensja wypuszcza listki, tulipany się pokazały, nawet trzy krokusiki znalazłam:)

Wyszukałam fotkę Browusia, taki był podobny do Pana Psa Quattro, tylko mniejszy. Teraz śpi wśród innych zwierzaczków w Koniku Nowym.

To jest nieostrzyżony Browar na Ursynowie

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 25 komentarzy

Wiosny dzień pierwszy

Tak wygląda wiosna w Szczawnicy. Wprawdzie nie w tym roku ale co za różnica? Zawsze jest cudnie. Tu widać kwitnące jabłonie, więc to musiało być dużo później zrobione zdjęcie. To jedna z naszych ulubionych tras spacerowych, zaraz za osiedlem idąc w stronę Czardy, czyli karczmy, którą polubiliśmy od pierwszego pobytu. Można do niej dojść podczas każdej pogody, jest w naszej części miasteczka, więc często tam wpadamy kiedy odwiedzamy naszą ukochaną Perłę Pienin.  Ponieważ dziś jest pierwszy dzień astronomicznej wiosny życzę pogody i piękna wokół Was takich jak na fotce a do tego ASTRONOMICZNIE dużo radości i cudownych chwil przez całą wiosnę:)))

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 22 komentarze