Dzień Strażaka

4 maja w dniu św. Floriana jest święto strażaków, mojej ukochanej formacji, z którą byłam związana przez całe życie, a nawet jeszcze przed urodzeniem 😉 Będę ją kochać do końca, mojego, nie jej 😉

W Szczawnicy tego dnia strażacy powoli  jadą na sygnale wozami bojowymi przez całe miasteczko, ludzie przystają, składają życzenia, nawet wręczają coś – pewnie jakieś drobne upominki. Piszę bo widziałam na własne oczy. Bardzo sympatyczny zwyczaj.

Wszystkich zawodowym pożarnikom i druhom ochotnikom składam naj-naj-naj- najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności, jak najmniej akcji ale przede wszystkim szczęśliwego powrotu do domu z każdego wyjazdu 🙂

Przejazd przez osiedle, niestety zdążyłam uchwycić tylko z tyłu

W Radomiu w skansenie znajduje się stary sprzęt pożarniczy

Od razu uruchamia mi się wyobraźnia i widzę akcję gaśniczą z użyciem tego pojazdu

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 34 komentarze

3 Maja

Dziś już mija trzeci dzień maja. Zrobiło się chłodniej, ale ponieważ nie chodzę po Pieninach, jest mi to obojętne, aby tylko z psami dało się wyjść, więcej nic nie trzeba. W minione długie majowe weekendy podczas których wyjeżdżaliśmy z Mężem, mieliśmy pogodę najprzeróżniejszą. Były upały, po których wracałam opalona jak po letnich wakacjach, były też deszczowe dni ale nam to wtedy nie przeszkadzało w pokonywaniu długich tras. Zdarzył się grad duży niczym przepiórcze jajeczka. Nigdy nie zapomnę jak wybraliśmy się do Zakopanego, odstaliśmy swoje w długim ogonku po bilet na kolejkę, żeby wjechać na Kasprowy a tam – śnieg! Ja z gołymi nogami na śniegu! Była niejednokrotnie tęcza na niebie, było święto wód na placu Dietla, były uroczystości związane ze świętem Trzeciego Maja, świętem Konstytucji.
W Szczawnicy 3 maja odbywają się uroczystości patriotyczne na Przysłopie, obok malutkiej osady góralskiej znajdującej się na szlaku na Przehybę. Tego dnia czci się również pamięć poległych za ojczyznę partyzantów AK oraz spaloną żywcem we własnym domu rodzinę
Fijasów. Na polanie stoi kaplica, tam zawsze w dniu 3 maja odprawiana jest msza, na którą tłumnie przybywają mieszkańcy oraz turyści. Daleką trasę trzeba pokonać z miasteczka do polanki na Przehybie. Nam się to zdarzyło kilkakrotnie, oglądaliśmy też z
przyjemnością banderię konną, która zawsze towarzyszy uroczystościom.

Majówka na śniegu na Kasprowym

Kaplica na Przysłopie, z przodu księga pamiątkowa, do której się wpisują goście

Tłumy ludzi przybywają na uroczystości

Tu widać jak pięknie położona jest kaplica

Z okazji święta dekoracje są na trasie przejazdu banderii konnej

Konie w górach, czyż to nie piękne?

Oczywiście nie mówię o jakości zdjęć, tylko o tym, co na nich widać. Szczerze mówiąc nie wiem czy widzicie cokolwiek. Jeśli kiedyś uda się zrobić porządne fotki ( czyli jeśli uda sie pojechać do Szczawnicy) to je wstawię. nie przyszłoby mi wcześniej do głowy, że będę je komuś pokazywać. Nam wystarczały, możemy je oglądać w kółko na okrągło 🙂

Muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o miłym akcencie dzisiejszego dnia 🙂 Otóż z małżonkiem i synkiem wpadła do nas blogowa nasza Myszka z bloga kotimyszkot.wordpress.com , która majówkę rodzinnie spędzała w W-wie zwiedzając ile tylko się dało. Przemiłe młode małżeństwo i cudowny, słodki mały synek, który oświadczył, że”już je z dużego talerza bo już jest duży” 🙂 🙂 🙂 Dostałam m.in. śliczną pelargonię, pięknie dokorowaną świecę i czarodziejską różdżkę dla Calineczki 🙂 Szkoda, że nie mam mocy aby jej używać 😉 Ileż dobrego mogłabym zrobić! Wciąż powtarzam, że gdybym miała czapkę niewidkę, siedmiomilowe buty i kije samobije zrobiłabym porządek w mieście i skończyłoby się demolowanie przystanków i bazgrolenie po murach. Bardzo miłe było spotkanie i z pewnością nigdy go nie zapomnę, zawsze wchodząc na blog Myszki będę miała przed oczami śliczną dziewczynę tryskającą ogromną ilością dobrej energii 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 3 komentarze

Wspomnienie z Tenczynka

Dzisiaj są urodzin mojej Babci Stefy (1898) a jutro Dziadka Staszka (1895). W Tenczynku mieszkałam u Dziadków od czwartego roku życia, nawet zaczęłam tam chodzić do szkoły, wprawdzie raptem dwa tygodnie ale zawsze 🙂 Mogłam się potem chwalić, że ja jedna chodziłam do tej samej szkoły co Dziadkowie i Rodzice. Spędziłam najszczęśliwsze chwile dzieciństwa biegając po Skałkach, chodząc po polach i marząc o niebieskich migdałach, słuchając śpiewu skowronków, głosu dzwonów kościelnych niosących się nad polami. Nie mogłam się doczekać
końca roku szkolnego, żeby już do Tenczynka pojechać i spędzić tam wakacje. Zawsze wtedy kwitły jaśminy rosnące w ogrodzie…
Ach, gdzie te lata… Dlatego dziś zdjęcia z Tenczynka.

Babcia z Dziadkiem przed domkiem

Tu widać piękny kościółek w Tenczynku

Kościółek jest nieduży, bardzo sympatyczny, taki …ciepły

A to zabytkowa dzwonnica tenczyńska, obecnie już odnowiona, to jest stare zdjęcie

Buczyna jest najwyższym wzniesieniem w Tenczynku, jeśli dobrze pamiętam ma ok. 314m npm

Nad całą okolicą wznoszą się ruiny zamku Tęczyńskich

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Tenczynek | 23 komentarze

Ogródkowo

W niedzielę ranek wstał zachmurzony, szary lecz nie padało, dało się iść suchą nogą pomimo straszenia deszczem przez „pogodynki” obu płci. Nawiasem mówiąc deszcz bardzo by się przydał, tylko nocą, żeby w ciągu dnia można było korzystać z uroków wiosny. Bzy rozkwitły, pachną oszałamiająco a najbardziej w pokoju babci D. Rośnie krzak – właściwie już drzewko – prosto pod jej oknem i zapach wypełnia pokój od ściany do ściany, od podłogi do sufitu 🙂 Cała uliczka też pachnie. W zeszłym roku „ukradliśmy” odrost od korzenia bzu podczas psiego spaceru. Jeden był różowy, drugi biały. Jeden się przyjął, drugi nie. Nie mam pojęcia który i jeszcze tej wiosny się nie dowiem. Może za rok zakwitnie i wtedy się okaże. Jaka szkoda, że nikt nie stworzył bzu kwitnącego przez cały sezon. Kocham też jaśmin, ale mój taki jakiś rachityczny jest, niby rośnie lecz obsycha, potem wypuszcza byle jakie gałązki i słabo kwitnie. Szkoda, ponieważ kupiłam sadzonkę z pięknymi, pełnymi, pachnącymi kwiatami. Może od korzenia jakiś odrost się trafi i cały krzak urośnie od nowa. Tulipany już przekwitły, znów jesienią nie dokupiłam, żeby dosadzić. Lilie mam trzy, kiedyś były piękne lecz teraz coś je wyraźnie gryzie. Liście dopiero ledwo widoczne a już są pogryzione, podziurkowane i nie wiem przez jakiego owada. Dają się zauważyć takie płaskie zielone robaczki i drugie – czerwone. Muszę poszukać w necie co to takiego, czy szkodnik czy nie, nie wiem komu mam zwrócić uwagę, żeby zostawił moje kwiatki w spokoju 😉
Wiatr był taki silny, że zrzucił donice w których umieściłam bambusowe podpórki, po których piął się zimozielony bluszcz. Dziś obcięłam część pędów leżących na ziemi, okazało się, że połamane są plastikowe skrzynki i nadają się do wymiany. Dziś kupiłam sześć bratków i wsadziłam do dwóch skrzynek ocalałych tylko dlatego, że stały na oknach. Babcia D. pomagała przy w ogródkowych pracach, pograbiła małymi grabkami igły z trawy spod
iglaków, podlała doniczki. Trochę się niepokoję ponieważ psychiatra kazał odstawić lek i nie wiem co będzie, jaka reakcja. Bardzo nie lubię, kiedy wpada w dołek, jest smutna, pochlipuje i nie wiadomo jak jej pomóc. Na pytanie: co ci jest, co cię boli itd odpowiada, że nic i ucieka. Trudne to ale nie ma rady, taka jest rzeczywistość.

Taki jest cudny, pachnący i kwitnący mój bez

Taka była kiedyś jedna lilia dopóki jej coś nie zaczęło „zżerać”

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 19 komentarzy

Zbieg okoliczności?

W Wielkanocne Święta, które z założenia są radosne, doszło do zamachów terrorystycznych na dawnym Cejlonie, czyli na Sri Lance. Dokonali ich ekstremiści religijni zabijając i raniąc kilkaset osób. Koszmar z pewnością będzie się przypominał bliskim i znajomym ofiar
podczas każdych kolejnych Świąt. Każdy ekstremizm niesie ze sobą zagrożenie dla życia i zdrowia normalnych, zwykłych ludzi. Normalnych właśnie, tamci normalni nie są. Mają mózgi wyprane ze zdolności ludzkiego myślenia, z empatii, z przyzwoitości, z czegokolwiek poza nienawiścią i jakimś obłędem rządzącym nimi. Najgorsze, że wszystko w imię Boga, w imię religii „jedynej prawdziwej” lub „jedynie słusznej” prawdy. Do czego to prowadziło na przestrzeni wieków obserwujemy z perspektywy czasu i współcześnie zresztą też. Odczuliśmy w 1939 na własnej skórze i czuliśmy do 1945 roku. Potem także odczuwało wielu z tych, co przeżyli wojenny koszmar. Tym bardziej przeraża odradzający się nacjonalizm nie mający nic wspólnego z patriotyzmem (co się wciska ciemnemu ludowi), ekstremizmy religijne (ciekawe, że nie ma ateizmu ekstremistycznego), wzrost nietolerancji, rasizmu, agresji między grupami ludzi i jednostkami też (do tej pory nie było tylu ataków nożowników), nigdzie, nawet na zakupach nie można się czuć bezpiecznie. Myślę sobie, że całe zło zaczyna się od wychowania a raczej od jego braku. Nie uczy się dzieci szacunku dla drugiego człowieka, ustępowania miejsca starszym czy kobietom w ciąży, mówienia zwykłego „dzień dobry”, dzielenia się z innymi, skromności w zachowaniu, kultury na co dzień, zwykłej grzeczności, zasady savoir vivre’u istnieją już tylko na papierze, a wiadomo, że są tacy co nie odróżniają papieru zadrukowanego od toaletowego…
O matko, ale mi się zebrało to i musiało się ulać… Na szczęście są chlubne wyjątki, coraz ich więcej tylko – jak już kiedyś mówiłam – to, co złe krzyczy głośniej, panoszy się z hukiem a dobre robi swoje po cichu i bez rozgłosu, dlatego wydaje się, że jest mniejsze. Tu można
byłoby rozpocząć wywody – ale po co? Kto myśli – wszystko wie i czuje, kto nie – trudno, temu nic nie pomoże.
Wracam jeszcze do Świąt. Rodzinka moja kochana była u nas w obydwa świąteczne dni. Nastolatki nie zaglądały do telefonów, co jest niesłychane wprost. Natomiast Calineczka – wiadomo, uwagę na sobie skupiała, przecież z oka nie można tej szkrabusi na sekundę
spuścić. Przemieszcza się (prawie) z prędkością światła 🙂 Poza chodzeniem po schodach w górę i w dół najbardziej przypasowało jej malowanie kredą po chodniku, Szilkę też chciała pomalować 🙂 Poza tym bajeczki z naklejkami są na topie i naklejanie tychże gdzie się da,
na wszystkich meblach, ścianach, gdzie jej przyjdzie do główki 🙂
Jest też wspaniała wiadomość, moja przyjaciółka M. została wczoraj babcią po raz drugi 🙂 Pierwsza wnuczka urodziła jej się w dzień urodzin przyjaciółki M. z liceum o imieniu Anna. Druga – w dzień moich urodzin, czyli drugiej przyjaciółki też Anki. Zbieg okoliczności?

Niech droga życia nowej mieszkanki naszej planety będzie czysta, przejrzysta, rwąca i piękna niczym wody Dunajca 🙂 🙂 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 20 komentarzy

Kałuża

Była na łące kałuża,
raz mała była, raz duża.
W zależności od pogody
miała w sobie tyle wody
ile właśnie napadało,
więc raz dużo a raz mało.

Słońce w wodzie się przejrzało,
po brodzie się podrapało,
rozsunęło gęste chmury,
zerknąć sobie chciało z góry,
kałuży więc się przyjrzało
i oczkami zamrugało.

Wody teraz było dużo
w związku z przedwczorajszą burzą.
Ale! Wewnątrz coś się kłębi
chociaż przecież nie ma głębi.
– Kulka z nitką? Dziwna sprawa,
czy to jakaś jest zabawa?

W trawie zjawia się ropucha.
– Cóż to znowu za podpucha?
Co za głupek w górze świeci,
moich nie poznaje dzieci?
Słoneczko się roześmiało,
chmury deszczowe przysłało,

żeby było dużo wody
do picia i dla ochłody.
Bez wody żadne owady
żyć przecież nie dadzą rady.
Zwierz każdy, mały i duży
wciąż łaknie wody z kałuży.

Była sobie raz kałuża
czasem mała, czasem duża
w zależności od pogody
miała w sobie tyle wody
ile właśnie napadało,
czasem dużo, czasem mało.

Salamandra spotkana na szlaku

Taka piękna plamiasta istota potrzebuje wody z kałuży, z innych wodnych zbiorników także

 

Na wodzie można także stać, to dopiero jest sztuka

Można podziwiać przepiękne łabędzie pływające po wodzie lub czekające na poczęstunek w płytkiej wodzie na brzegu Jeziorka

Zaszufladkowano do kategorii Dla dzieci, wierszydełka, Wymyślanki | 14 komentarzy

Życzę

Życzenia – Radosnych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie najbliższych, tradycyjnego smacznego jajka, w lany poniedziałek wody tyle, ile trzeba aby zapewnić powodzenie na cały rok, wiosennego nastroju od dziś do oporu, zdrowia, pogody ducha, radości każdego dnia choć odrobinę, dobrych ludzi wokół, spokoju, pokoju i wszystkiego najlepszego – niech dotrą do Was i zostaną z Wami  🙂

Miało być zdjęcie stroiku zrobionego przeze mnie lecz nie udało mi się go przenieść na bloga. W zamian kolorowe wiosenne kwiaty z życzeniami kolorowych dni 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 24 komentarze

Pamiątka

Pożar katedry Notre Dame był strasznym widowiskiem. Pokazał jak mali jesteśmy w obliczu takiego żywiołu jak ogień. Zresztą z żadnym żywiołem nie mamy szans tak naprawdę, może z nami zrobić co chce i woda, i cyklon, i sama ziemia pochłaniając wszystko podczas trzęsienia, wybuchu wulkanu czy obsuwając się w dowolnym momencie, niezaplanowanym, nieprzewidzianym. Żywioły nas zaskakują, nie mamy na nie wpływu, nie mamy nad nimi kontroli choć wydaje się nam, że jesteśmy panami świata. Jeśli nie szanujemy Matki Natury, Matki Gai to nie możemy od nich oczekiwać szacunku. Za naszą gospodarkę rabunkową, za niszczenie ekosystemów, mordowanie zwierząt, wycinanie drzew bez opamiętania, śmieci walające się na każdym kroku i pływające w wodzie, które są powodem śmierci zwierząt spożywające to świństwo… itd. Takie myśli ponure napłynęły w tej chwili.
Obraz płonącej katedry, walącej się iglicy wciąż  mam w oczach. Iglicy nie pamiętałam, we wspomnieniach zawsze przewijają się dwie wieże frontowe i rozeta. Kiedy już podano informację o ugaszeniu pożaru sięgnęłam po album ze zdjęciami. No i iglica jest, od drugiej strony widoczna. Miałam szczęście zobaczyć katedrę w rzeczywistości. Naprawdę. Mąż wymyślił, że musimy spędzić w absolutnie wyjątkowy sposób noc Sylwestrową z 1999 roku na 2000. Pojechaliśmy na wycieczkę (taką objazdową) do Paryża zwiedzając również Amsterdam, Brugię i Brukselę, nocując w Lille. Północ spędziliśmy na Polach Elizejskich i pod Łukiem Tryumfalnym przywitaliśmy nowe tysiąclecie. Taka niespodziankę zafundował ukochany na przełomie wieków 🙂 Teraz już nie dałabym rady spędzić tak dużo czasu w autokarze, ale wtedy byłam o dziewiętnaście lat młodsza, jeszcze mogłam tyle, że ho ho 🙂 Nie miałam cyfrowego aparatu, klisze trzeba było oddawać do fotografa, żeby wywołać i zrobić odbitki, więc muszę pomyśleć jak pokazać jakieś fotki z wycieczki. W każdym razie mam pamiątkę nabierającą symbolicznego znaczenia, zdjęcie przed katedrą, która była i pozostanie jednym z symboli Paryża, natchnieniem pisarzy, muzyków, budowniczych. Dobra wiadomość jest taka, że będzie odbudowana.

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 16 komentarzy

Niewiarygodne!

Niewiarygodne, że już połowa kwietnia! Wciąż powtarzamy słowa o szybko uciekającym czasie a on ani myśli zwolnić ;(                                                                                                         W piątkowym „Tańcu z gwiazdami” wzruszeń było więcej niż zwykle, a to za sprawą dewelopera, który niewidomej sportsmence Joannie Mazur, mistrzyni świata mieszkającej w naprawdę nieciekawych warunkach, ofiarował mieszkanie w budowanym przez jego firmę osiedlu.
W sobotę rano zdążyłam wyjść z Szilką i Skitulem zanim zaczął sypać śnieg. No nie, tego sobie nie życzę, zdecydowanie mówię śniegowi NIE!!! Przynajmniej do grudnia. Miałam okna myć, naprawdę chciałam to zrobić. Do Wilanowa też chciałam pojechać i gucio, śnieg pokrzyżował plany. Zimno się zrobiło i wiatr nieprzyjemny wciskał się pod kurtkę. Mimo tego po obiedzie zrobiliśmy ładny kawałek drogi. Gdyby nie psy nikt nie zmusiłby mnie do wyjścia z domu.
Ponieważ okna chwilowo”odpadły”, udało się Mężowi powiesić półkę na ścianie oraz dwa obrazy, które mieszkały w ukryciu przez… czas jakiś 😉 Ten widok sprawia mi tyle radości, że uśmiecham się bezustannie. A wieczorem przyjemność i zachwyt – „Twoja twarz brzmi
znajomo”. W niedzielę rano Mąż wstał o nieprzyzwoitej – jak na niedzielę – porze, aby o godzinie ósmej rano zasiąść do oglądania Formuły 1. I co? I gucio znowu. W tym wypadku nic mnie nie zdziwiło, bo to w kurskiejtelewizji było. Zamiast oglądać start i kolejne okrążenia – oglądał twarze komentatorów sprawozdawców, którzy opowiadali co się działo na torze wyścigowym. Z radiem im się pomyliło czy co? Pewnie nie, chodziło – moim skromnym zdaniem – o przyciągnięcie widzów reklamą transmisji w celu pochwalenia się dużą oglądalnością, bowiem wielu panów miało nadzieję na obejrzenie wyścigów zapowiedzianych w programie tv. Po 40-tu minutach mieli pokazywać na żywo, podobno. Mąż jednak dał sobie spokój i pojechaliśmy do Wilanowa.
Po obiedzie udało się babcię D. przekonać do spaceru, pierwszy raz w tym roku! Zmęczyła się bardzo, choć nie szliśmy daleko biorąc pod uwagę jej kondycję. Dobrze, że zgodziła się wziąć kijki, przynajmniej miała się czym podeprzeć. Psiaki zmęczyły się bardziej drepcząc
pomału i nie mogąc poszaleć. Na łące jednak nie spuszczam ich teraz ze smyczy, dopiero przy samej furtce na osiedle, zbyt dużo ptaków jest łatwym celem tracąc zwykłą czujność przez amory. Bażanty skrzeczą na cały głos siedząc w chaszczach i wręcz prowokują psy by je odnalazły.
Przeczytałam wiadomość, która mnie ucieszyła przeogromnie. Niemcy zamknęli ostatnią fermę futrzarską. Nie ma ani jednego miejsca gdzie hoduje się żywe, czujące istoty, żeby je zamordować i nosić ich szczątki jako ozdoby!!! Wielka Brytania zakazała takiego procederu w 2000 roku, Austria w 2004 roku. Przez chwilę myślałam, że u nas coś się zmieni, były takie zapowiedzi lecz… cóż, jeszcze nam jako ogółowi daleko do wyższej cywilizacji, aczkolwiek pojedyncze osoby już tam są. I jest ich coraz więcej.
Trzymam kciuki za dzieciaki, przepraszam, młodzież przystępującą dziś do egzaminów z podwójnym stresem.

Dla odreagowania kojące zdjęcia z wiosennych Pienin.

Wprawdzie słup nieproszony pojawił się w kadrze ale co tam, niech się cieszy, że przez chwilę jest celebrytą 🙂

Taką dróżką chce się iść i iść bez końca

Lekkie mgiełki pojawiające się w oddali dodają jeszcze więcej uroku

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 15 komentarzy

Sprawdzam

Jedyną wadą wiosny jest jej krótkotrwałość. W tej chwili jest cudownie ale jak przyjdzie wiatr czy deszcz natychmiast białe, pachnące płateczki opadną z drzew, które teraz kojarzą mi się ze scenami z baśni. Wczoraj z Calineczką i Synową przez chwilę byłam na spacerze oczekując na Męża i widziałam mnóstwo kwitnących forsycji. Całą żółtą ścianę poprzecinaną świeżutką zielenią. Widać kolorowe tulipany, szafirki też wdzięczą się do słońca, kolorowe stokrotki cieszą oczy, cała przyroda się spieszy. No właśnie, do czego? Mam wrażenie jakbym oglądała film przyrodniczy, na którym rozwój roślin jest pokazany w przyspieszonym tempie. Czy to dlatego, że czas gna do przodu jak nigdy wcześniej? Wyszłam rano z psami gdy słońce jako czerwona kula ukryte było jeszcze za drzewami, jedynie czerwona barwa zza gęstwiny świadczyła o jego obecności. Przeszłam kilka kroków i obejrzałam się. Już był widoczny kawałek czerwonej kuli. Po kilku krokach znów się obejrzałam – kula była dużo większa. Po chwili ukazała się w całej swej czerwonej krasie. Może ziemia zaczęła się szybciej obracać i dlatego ten czas tak szybko płynie?

Teraz wiosna nad Dunajcem albo Dunajec na wiosnę 🙂

Tak wygląda Dunajec z Drogi Pienińskiej

Wyraźnie widać pływające ryby

Droga Pienińska prowadzi wzdłuż Dunajca do Czerwonego Klasztoru po słowackiej stronie

Przy okazji sprawdzam gdzie wyląduje wpis, czy na właściwym miejscu czy tam, gdzie sam chce. I wiem, że jakość zdjęć jest okropna 🙁  ale Dunajec piękny 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 14 komentarzy