piątek, 14.06.2019
Zastanawiałam się co zrobić na obiad w taki upał. Konkretnie na sobotę, bo wreszcie dzieciaki mają dotrzeć na wizytę przekładaną kilkakrotnie. Mam nadzieję, że jutro wreszcie na pewno przyjadą, tak jak się zarzekają. Wymyśliłam, że przygotuję chłodnik jagodowy. Co
do tego żadnych wątpliwości nie ma. Ale co potem? Gotować, trzymać w cieple czekając na nich, a najczęściej Calineczka śpi dłużej akurat wtedy albo coś innego się przytrafi… Ziemniaki się rozgotują albo wystygną, resztę przypalę na zmianę stawiając na płycie i
zdejmując… Doszłam więc do wniosku, że najprostszy będzie beuf a’la anka, który Myszka zdążyła „poznać”. Jeśli ryż ugotuję to dobrze, jeśli nie – będzie z chlebem. Tym sposobem skupię się na jednym garnku a nie na kilku, no i źródło ciepła będzie tylko jedno, nie mnóstwo jednocześnie, co przy obecnie panującej temperaturze się liczy.
Szukając kulinarnego natchnienia przypomniałam sobie panią Lucynę Ćwierczakiewiczową i oczywiście sięgnęłam po jej „365 obiadów”. Czasem lubię sobie poprzeglądać takie cudeńka, poczytać przepisy i za każdym razem z zadziwienia wyjść nie mogę jak myśmy się zmienili. My – czyli ludzie, rodacy, konsumenci – w tym przypadku odnośnie jedzenia. Zarówno tego co jemy, jak jemy oraz ile jemy. Nie da się porównać dzisiejszego śniadania na przykład i tego posiłku z czasów pani Lucyny, która była swoistym dobrem narodowym, cudem
natury, „bohaterką polskiej kuchni” 🙂
Pierwsza jej książka ukazała się w 1858 roku pod tytułem „Jedyne praktyczne przepisy wszelkich zapasów spiżarnianych oraz pieczenia ciast”, druga – owe „365 obiadów” – ujrzała światło dzienne w 1860 roku i cieszy się powodzeniem do tej pory!!! Niezwykłe, prawda?
Teraz posłużę się cytatem wziętym z „365 obiadów” ze wstępem J. Kalkowskiego.
” Jej następne kilka książek dotyczyło gospodarstwa domowego. Były to: Podarunek ślubny. Kurs gospodarstwa miejskiego i wiejskiego dla kobiet (1885 r.). Intencja przejrzysta – dokształcanie młodych małżonek. Miała w tej dziedzinie praktyczne doświadczenia, prowadziła bowiem przez pewien czas rodzaj szkoły kucharskiej dla pań. Wydawała też kalendarze Kolęda dla gospodyń. Kalendarz na rok… . Pierwszy
w 1876 na rok 1877. Z innych książek Poradnik porządku i różnych nowości gospodarczych (1876 r .), Nauka robienia kwiatów bez pomocy nauczyciela (1879 r.), Cokolwiek bądź chcesz czyścić czyli porządki domowe (1887 r.), a także Listy humorystyczne w kwestii kulinarnej (1900 r.).
Współpracowała z warszawską prasą. Przez 28 lat (do 1894) z „Bluszczem”, popularnym pismem dla kobiet. Do „Kuriera Warszawskiego” pisała w sprawach gospodarskich, a nadto korespondencje z uzdrowisk”.
Tu się zatrzymam… kto zgadnie?… No właśnie, oczywistością jest przecież, że pani Lucyna z Bachmanów Ćwierczakiewiczowa (1829- 1901) bawiła … gdzie? W Szczawnicy przecież!
Pojawiła się w uzdrowisku w 1891 roku, w połowie miesiąca czerwca. Nie patyczkując się skrytykowała ówczesnego właściciela i zarządcę, którym była Akademia Umiejętności. Za to, że mało kuracjuszy, że „dostanie się tu jest już uciążliwe i kosztowne … mieszkania są ciemne, źle umeblowane, bez koniecznych ludzkich wygód i bardzo drogie … że most prowadzący do najbardziej uczęszczanego Leśnego Potoku stoi jak stał odwiecznie, wąski i bezużyteczny, a przez kamienisty Dunajec o niebezpiecznym zjeździe – trzeba się jednokonnym wózkiem, bez wcięcia do wsiadania, dostawać na drugą stronę… że ogromny budynek wystawiony kiedyś na kurhaus i teatr, stoi bezużytecznie… A jednak prywatne usiłowania robią co mogą.” ( T.Bednarski. Spotkania w dawnej i niedawnej Szczawnicy). Pochwaliła więc sporo prywatnych kwater, także Zakład Wodoleczniczy dra Józefa Kołączkowskiego jako stojący na europejskim poziomie. Ubolewała nad miernym
wykorzystaniem niezwykłości uzdrowiska, tak korzystnego dla poprawy zdrowia ludzkiego ze względu na klimat, wody mineralne lecznicze oraz położenie zachęcające do spacerów i wycieczek po Pieninach. Podobała jej się dbałość o zieleń w samej Szczawnicy: „…róże
wystawowe i kwiaty cudowne na każdem miejscu zachwycają oko…”. Usilnie postulowała zmianę właściciela na takiego, który umiałby wykorzystać wszelkie atuty miejscowości i stworzyć zdrojowisko z prawdziwego zdarzenia. Pani Lucyna nie doczekała wykupu uzdrowiska przez Adama Stadnickiego w 1909 roku, który uczynił ze Szczawnicy prawdziwy kurort słynący jako Perła Pienin.
No i czy może być pięknie bez Szczawnicy w moim świecie? Nie może!!!
Aha, pani Lucyna pochwaliła też stronę gastronomiczną, szczególnie pierogi w restauracji Oleksego (nie, nie tego od „józiolenia”, to było wiek przed nim, a nazwisko spotykane w okolicy). Skojarzyłam, że w rewolucjach szczawnickich Magda Gessler w lokalu „U Zosi” też na pierogi położyła nacisk. Słyszałam określenie, że pani Lucyna to ówczesna Magda Gessler. Na pewno łączy panie znajomość życia od strony kuchni 🙂
Panią Lucynę znała cała Warszawa, ba, cała Polska przecież (pod zaborami) od kiedy jej porady w kwestii gotowania, produktów, porządku w domu, ubioru, higieny itp. stały się niezbędnymi ówczesnym paniom domu. Bywała gdzie wypadało bywać, przemieszczała się wciąż przez całe miasto choć z powodu olbrzymiej tuszy miała problem z chodzeniem po schodach, była więc na piętro wnoszona przez dwóch silnych mężczyzn. Nic dziwnego, że tak przybyła na wadze albowiem wszystkie przepisy podane najpierw sama wypróbowywała aby mieć pewność co do jakości i smaku potrawy. Bez jej niesamowitej osobowości, znacznej postaci i nieprzeciętnej wiedzy oraz inteligencji Warszawa XIX wieku wyglądałaby mniej malowniczo i kolorowo (mimo noszonych głównie stonowanych w kolorze sukien) 🙂
Zakończę cytatem wziętym z „365 obiadów” opracowanych przez Jana Kalkowskiego. Myśl zawartą w przytoczonym poniżej cytacie uważam za niezwykle trafną 🙂
„Przyjemność jedzenia jest właściwą wszelkiemu wiekowi; wszelkim stanowiskom, wszelkim narodom, jest codzienną i nieustającą. Łączy się z wszelkimi innymi przyjemnościami, a zostaje ostatnią, aby nas pocieszyć po stracie innych”. Brillat-Savarin „Fizjologia smaku”. Czyż tak nie jest? 🙂
Mam w domu –
Lucyna Ćwieczakiewiczowa. 365 obiadów – według wydania XXIII opracował do druku, poprzedził wstępem i zaopatrzył w słowniczek Jan Kalkowski, KAW, Kraków 1985,
Wanda Jackowska. Perfekcyjny poradnik pani domu. Kuchnia i porady Lucyny Ćwierczakiewiczowej, GWFoksal, Warszawa ?,
Tadeusz Z. Bednarski. Spotkania w dawnej i niedawnej Szczawnicy, Wydawn. astraia, Kraków 2012,
Z nich to właśnie korzystałam podczas pisania a także korzystam w życiu codziennym. Mogę polecić z czystym sumieniem osobom lubiącym kulinaria.
niedziela, 16.06.
Zajęłam się panią Lucyną i zapomniałam od czego zaczęłam 😉 Dzieci były, Calineczka bawiła się różdżką czarodziejską od Myszki. Myszko, jeszcze raz dziękujemy!!! Konik na biegunach był na tapecie oraz całe otoczenie bo malutka dama wciąż ruchliwą jest osóbką i w
jednym miejscu przebywa tylko wtedy, kiedy śpi 🙂 Oczywiście jest cudowna 🙂

Odbudowany po pożarze Dworzec Gościnny w Szczawnicy, „ogromny budynek wystawiony kiedyś na kurhaus i teatr” – jak pisała pani Lucyna

Inne ujęcie

Park Dolny w Szczawnicy, sztuczna grota upamiętniająca marszałka Sejmu Galicyjskiego Mikołaja Zyblikiewicza, po prawej stronie znajdował się Zakład Wodoleczniczy dr J.Kołączkowskiego








