Coś przyjemniejszego

Przez te wszystkie aktualne wydarzenia zapomniałam o urodzinach Lucy. Myślę, że siostra mi wybaczy zapalenie światełka z opóźnieniem.
Nic o polityce, przynajmniej przez chwilę. Staram się bardzo opanować emocje. Nawet usunęłam z bloga słowa, które w nerwach wypisałam ze słownika. A nawiasem mówiąc nasz język jest baaardzo bogaty.

Coś przyjemniejszego. Zrobiłam serkowe pączki wg przepisu znalezionego na blogu Jarka leśniczego. Pycha.
Szilka coś zjadła niedobrego. Nie wiem co, mogę się tylko domyślać, że babcia D. dała jej drobiową polędwiczkę z Biedronki. Dobre są, ostre, mocno przyprawione ale nie dla psa. Niestety, babcia D. nie zdaje sobie z tego sprawy choć wciąż ją prosimy, żeby nie karmiła suni jedzeniem nie służącym jej zdrowiu. Rano podczas spaceru pożarła mnóstwo trawy, zwróciła trzy razy wszystko co miała w żołądku. Po tym nastąpił koszmarny atak alergii, bidulka drapała się bezustannie, piszczała, biegała wokół, nie mogła sobie znaleźć miejsca, wyraźnie cierpiała. Poszłyśmy więc do psiego lekarza, dwa przystanki od domu. Wcześniej sprawdziłam w internecie czy gabinet czynny. Było napisane, że tak. W sumie dobrze, że wybrałyśmy się, bo idąc łatwiej mogła znieść dokuczliwość dolegliwości. Niestety, okazało się, iż pocałowałam klamkę, bo lekarz wybrał się na urlop wywieszając kartkę na drzwiach. Z informacją o zastępstwie, przyznaję, niemniej jednak się zeźliłam. Wróciłyśmy więc do domu. Po konsultacji telefonicznej z przyjaciółką M., psiarą doświadczoną dłużej niż ja, podałam Szilce mleko. Z dzieciństwa pamiętam, że mleko stosowano kiedyś jako odtrutkę. Potem wapno. Na szczęście pomogło. Do końca dnia lekko ją przegłodziłam, co nie zaszkodziło z pewnością, ponieważ sunia zbytnio przybrała na wadze.
Przyjaciółka M. uczestniczy w protestach i przysyła mi zdjęcia. Bardzo ładnie na nich wyglądają nocą policyjne mundury. Nawet jakoś o Święcie Policji nikt nie pamięta… Kiedyś takie fajne imprezy z tej okazji były organizowane, z dziećmi można było przyjść… Aha, M. nie jest starym upiorem bolszewickim, ani ubecką wdową, ani nie oczadziała jeszcze i nie jest pożytecznym idiotą. W przeciwieństwie do senatora o wykształceniu zawodowym ze specjalnością stolarz-tapicer, M. ma wyższe wykształcenie i za sobą lata pracy w oświacie z młodzieżą,  która na dodatek do tej pory się z nią kontaktuje. Dziwne, prawda?

22.07.2017

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Adrianie! Wybór należy do ciebie!

wczoraj 21.07.17
Myślałam zakładając bloga, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie ale rzeczywistość okazała się inna.
W Senacie emocje sięgają zenitu. Kordony policji, nastrój zagrożenia. Nie było do tej pory takiego kneblowania opozycji – słychać na sali. Na pytania odpowiada młody wyznawca, mówi jakby uczył się na księdza i w ostatniej chwili zrezygnował zachowując wyuczony sposób mówienia. Sprawia wrażenie, że mu się pomyliło czy jest w izbie parlamentarnej czy na ambonie. Nie odpowiada na konkretne pytania, niczego nie jest w stanie wyjaśnić, a jak wyjaśnia, to potem jego szef prostuje. A przed nim zapamiętałam pisowego posła sprawozdawcę, który najczęściej odpowiadał na pytanie, że nie było to przedmiotem debaty. Wyraźnie gubił się, nie rozumiał o co go pytają i tracił wątek. Stres pewnie…
Dobiegają odgłosy zza okna. Tysiące ludzi wyrażają obywatelski sprzeciw, protestują przeciw zawłaszczeniu sądów i zamianie w zakład karny – jak powiedział Jan Rulewski ubrany w strój więzienny.
Czarny dzień dla polskiej demokracji.
Rozmowy na ekranie z posłem pisu –  nie ma rozmowy, on nie słucha, wygłasza swoje teksty. Jak zaprogramowane, jak wszyscy wyznawcy. Czy naprawdę nie wstydzą się spojrzeć w lustro? Swoim dzieciom w oczy? Nie da się z nimi porozumieć w żaden sposób, nie dociera do nich żadne słowo, jakby się odbijało od skały. Jakby mieli blaszki wszczepione do mózgu i nadawali teksty tam nagrane. Jak nakręcone maszynki. Wszyscy ogarnięci paranoją i żądzą – czego? – władzy? A co to za władza znienawidzona przez miliony rodaków i nieuznawana na świecie?
Tłum jedynie powodem do optymizmu.
Jurata. Adrian w tym czasie, kiedy ja nie mogę oczu oderwać od ekranu telewizora czując, że ważne sprawy się dzieją, czując wspólnotę, przynależność do mojego Narodu, niesamowite podniosłe uczucia wywołane walką o wspólne dobro nas wszystkich potrzebne jak powietrze do oddychania a teraz niszczone… – on sobie olewa miliony ludzi, pływa skuterem wodnym, opala się na leżaku. Nie ma go w Pałacu, nie obchodzi go własna Ojczyzna, ani to, że oddaje Ją w ręce szaleńca, który publicznie ujawnił prawdziwe oblicze!!! Nie obchodzi go nic. Nawet, że mógłby wreszcie stać się człowiekiem niezłomnym – jakim mówił, że jest, – bo nie dałby się złamać nareszcie wychodząc z roli … Wziąć udział w tworzeniu historii po stronie Narodu, któremu przysięgał strzec Konstytucji!!!
Ludzie nawet w małych miejscowościach wyszli, duch wolności się obudził. Przeciw złu się obudził. Oddaj dyplom – krzyczą w Juracie pod rezydencją.
A w Senacie pisowy senator 5 poprawek zgłosił. Choć jeden okazał się mieć sumienie. Będzie mu lżej żyć niż innym…
Przyszedł Z. do Senatu, może mówić kiedy chce i jak długo chce, mija się z prawdą jak zwykle. Taką prawdę mówi jak to, że Macierewicz nie będzie ministrem wojny, przepraszam, obrony. I taka prawda jak Mistrale sprzedał Egipt Rosji za dolara. Tysiące ludzi pod Senatem a tu … jakby Piekarski na mękach… Za oknem słychać skandowanie: Zero, Zero… Jak się może taki człowiek czuć? Ma małe dziecko, synka. To dziecko będzie kiedyś resortowym dzieckiem. Pokazywanym palcami i karanym za zbrodnie tatusia. To samo Adrian. Współczuję córce, młodej studentce, żonie też współczuję. Coraz szybciej mówi i coraz głośniej. Coraz bardziej go zagłuszają odgłosy z zewnątrz. Próbuje przekonać, że takie dobre te zmiany. No, takie dobre że aż strach. Strach będzie wszędzie wyzierał, z każdego kąta jeśli senatorowie pisowi się nie obudzą.
Za granicą o sytuacji w Polsce informują obszernie. Rewolucja świec – takie określenie już funkcjonuje. Europa obserwuje, Stany też zaniepokojone o czym mówi rzeczniczka Departamentu Stanu. Francja, Anglia, Niemcy – w prasie padają słowa: rząd przejmuje władzę, likwidacja demokracji, rozmontowanie demokracji, instalacja reżimu, ostatni bezpiecznik systemu demokratycznego – Sąd Najwyższy jest w tej chwili uśmiercany, sądy tracą odrębność i niezależność, wyroki wydawane będą pod wpływem presji politycznej…
Konstytucja należy do Narodu, Gdy Naród wychodzi na ulice to broni swoich praw.

Tyle ludzi mówi to samo – rzadkość w Polsce, znaczy prawda i ważne.
Rozemocjonowanie opinii publicznej widać na każdym kroku, tysiące ludzi ze świecami, samochody z młodymi pokazującymi gest  solidarności, klaksony aut pulsują w takt skandowanych słów – wolność, równość, demokracja. Jeszcze słychać: nie pomogą wam kordony gdy suweren jest wk…ny. Reszty nie mogę odróżnić w ogólnym hałasie.
Jeszcze nadzieja.

22 lipca 2017
Koniec nadziei.
Adrianie! Masz jedyny w życiu raz okazję zostać Andrzejem! Był nim Kmicic i był mój Tata. Nie hańb imienia!
Pomyśl człowieku, czy wolisz być przez tłumy noszony na rękach czy wolisz być przez te tłumy wdeptany w błoto ?
Wybór należy do ciebie.

22.07.2017

  • fg2002 prymitywna ulotka
  • annazadroza Żadna ulotka. emocje do jakich każdy ma prawo
  • Gość: [obserwator] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Czysta prawda.Polska musi się jeszcze stoczyć aby część elektoratu Pis a może i niektórzy jej posłowie zrozumieli do czego zmierzają rządy oszołomów. Jeśli wszystkie znaczące środowiska prawnicze w Polsce wypowiedziały się o wielokrotnym złamaniu Konstytucji,jeśli promotor Dudy wstydzi się za swojego studenta,jeśli uznane instytucje europejskie mówią o łamaniu demokracji w naszym kraju,jeśli Departament Stanu USA wyraża zaniepokojenie działaniami ekipy rządzącej, no to do cholery coś chyba jest na rzeczy.Ktoś kiedyś powiedział ” jeśli kilka osób mówi Ci że jesteś pijany,to wracaj do domu „.
  • fg2002 A gdy nie „kilka osób” ale sukcesy, to nie da się ukryć że „oszołomy” są uczciwymi i kompetentnymi ludźmi, a nie, jak niektórzy, złodziejami.
  • annazadroza Odpowiem tak. Dawno, dawno temu kiedy były siedmio, potem ośmioklasowe szkoły, uczyli nas w tych szkołach (nie chodziłam do przedszkola więc mnie jedno chociaż ominęło), że żyjemy w cudownym, wspaniałym ustroju. Wierzyłam w to bez zastrzeżeń mając na bieżąco opowiadania dziadków i rodziców o biedzie i nędzy w przedwojennej Polsce oraz o koszmarze niedawno zakończonej wojny. Był pokój, można było bezpiecznie chodzić ulicami odbudowywanych miast, zaczęło się normalne życie.
    Potem się okazało, że zupełnie bezpodstawnie wierzyliśmy we wszystko. Dlatego tym razem bez wiary się obejdzie. Może zbyt dużo emocji, przyznaję, należy popracować nad jej wygaszaniem a zaprosić szare komórki do większej współpracy. Po to, żeby pamiętać, iż nie należy wierzyć w to, co już kiedyś odeszło a teraz wraca jak najgorszy nocny koszmar. Staje się rzeczywistością przed którą ostrzegają ci, którzy już to przeżywali oraz ci, którzy wiedzą co przyniesie.
  • fg2002 To nie wraca, to jest – dopiero obecny rząd z tym walczy.
  • annazadroza Pozwolę sobie stwierdzić, że właśnie wraca i to w gorszym wymiarze, bo z doświadczeniem i większymi możliwościami związanymi z dokonanym rozwojem przez ostatnie dwadzieścia kilka lat. Ale – oczywiście – każdy ma swoje zdanie i przy nim pozostaje. Ma prawo. Pozdrawiam. i dziękuję za komentarze.
  • Gość: [LC] *.play-internet.pl Cześć, wróciłam ze spotkania obywatelskiego w małym mieście, nie było nas wielu,ale mamy Sąd przed którym moglibyśmy zaprotestować nasze niezadowolenie z aktualnej sytuacji. Byliśmy tam wczoraj i dziś. Cieszę się, że aktywnie wzięłam udział w tej ogólnopolskiej akcji. Czuje złość, ale i strach,że może się nie udać. Przecież to planowe działanie. Najpierw zniszczyć Trybunał Konstytucyjny, a potem po kolei…… Jest łatwiej.
    Pisz Aniu,bo robisz to dobrze.
  • annazadroza Północ już, nie śpię bo nie mogę przestać myśleć. Może jest jeszcze iskierka nadziei? Wg przysłowia trzeba dna dosięgnąć, żeby było się od czego odbić… Pozytywny, pokrzepiający jest widok wspaniałych młodych ludzi światłem odpędzających zło:)

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Dramatu ciąg dalszy

Zdawać by się mogło, że pokazem „w żadnym trybie” dał Drabiniasty dowód, że mamy do czynienia z jednostką chorobową. Otóż nie. Nic bardziej mylnego. Wyznawcy chwalą go za to, biją brawo, witają owacjami na stojąco. A co robi wierchuszka „dobrej zmiany”? Krzyczy na nas.
Krzyczy pani premier, krzyczał pan prezydent – teraz go wcale nie ma, więc nie wiemy jakim głosem się odezwie, możemy tylko przypuszczać czy wróci Adrian czy Andrzej.

Ale nic nie stoi w miejscu, „wszystko płynie” przecież, już starożytni o tym mówili… Czas też płynie i niesie ze
sobą wydarzenia niespodziewane. „Zdradzieckie mordy” i „kanalie” poczuły, że mają dość, że taki przekaz idący w świat z naszego kraju im się nie podoba. Że chcą, by ludzie na zachód od naszych granic widzieli, że nie tylko ci za drabinkami metalowymi się kryjący w tym kraju żyją. Że nie wszyscy zapadli na choroby plączące umysł i zacierające granice między przyzwoitością a niegodziwością.
Żyją tu też ludzie – i jest ich więcej niż wyznawców RS – walczący o wolność białą różą w pokojowych demonstracjach. Zmobilizowani przez wylew jadu z ust i twarzy najważniejszego za barierką. Bo jego pachołki ziejące tym samym na każdym kroku już nie robią wrażenia. On sam świata nie widzi. Nie tylko dlatego, że nic nie może dostrzec zza pleców rosłych facetów odgradzających go od rzeczywistości. Bo on pustkę
ma wewnątrz siebie przemieszaną dokładnie z tym, co mu się wymknęło „w żadnym trybie”.
A teraz obrady Senatu.
Cały świat się przygląda. I wnioski wyciąga.
Budynek Parlamentu otoczony bezustannie kordonem policji oraz metalowymi barierkami. Mało tego, okazuje się, że siły i sprzęty policyjne są wewnątrz. Czyli wyraźnie jest wywierany nacisk na obradujących, a konkretnie ma miejsce zastraszanie senatorów przeciwnych złej ustawie. Tu pora przypomnieć słowa „oni wszyscy będą siedzieć” powiedziane obok „w żadnym trybie”.
Wczoraj przed Pałacem Prezydenckim na scenie Joanna Szczepkowska czytała Konstytucję. Kiedyś powiedziała, że skończył się komunizm. Teraz powinna powiedzieć, że skończyła się demokracja.
A może jeszcze szansa jest, że się nie skończyła? Może zaczyna się coś wielkiego? Takie tłumy ludzi, pozytywnie nastawionych do siebie, uśmiechniętych z nadzieją, potem smutnych, ze łzami w oczach ale tym bardziej RAZEM – to coś absolutnie niesamowitego. My jesteśmy narodem, który potrafi się zjednoczyć tylko wtedy gdy nam coś zagraża. Wtedy nic nie jest w stanie nas pokonać. Mamy problem ze wspólnotą w czasach pokoju i bezpieczeństwa. Może przyjdzie taki czas, że i z tym sobie poradzimy. Byłam pewna, że wejście do Unii jest taką szansą. Zwątpiłam patrząc na kłótnie i swary lecz gdy zobaczyłam młodych ludzi, których prawdziwe oblicze Drabiniastego zmobilizowało do obrony świata, który chce im odebrać, nadzieja wróciła.
Nasunęła mi się myśl, że podobna sytuacja w Rzeczpospolitej była przed rozbiorami. Kłótnie, swary, nienawiść, prywata… Teraz też tak jest. Nie zwracają rządzący uwagi na nic poza własnymi interesami, nie interesuje ich nikt na świecie, zdanie żadnych uznanych autorytetów, nawet z prostej przyzwoitości nie zgadzają się na spotkania z nikim, kto nie jest ich zwolennikiem. Staliśmy się takim wrzodem na ciele Europy,
który trzeba przeciąć, żeby gangrena się nie rozwinęła. Gdybyśmy żyli w dawnych czasach, znów mogłyby rozbiory stać się jedynym sposobem obrony przed zakażeniem. Dzięki Bogu, że te czasy za nami, że ofiary wszystkich naszych powstań nie na próżno oddały życie w walce o wolność. I choćby przez pamięć dla nich dziękuję za płonące światła nadziei.

21.07.2017

  • kobietawbarwachjesieni Twój bardzo rzeczowy, ale i emocjonalny wpis przeczytałam ze wzruszeniem. Myślę tak, jak Ty i chcę demokracji i wolności nie tylko dla siebie, ale i dla młodych. Mam nadzieję, że ruch społeczeństwa nie pójdzie na marne, że dobro zwycięży. Serdecznie Cię pozdrawiam.
  • annazadroza Dziękuję. Dziś już łzy same płyną, bo trudno znieść…
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Jeden komentarz

DRAMAT

Akt I
Adrian ogląda transmisję z Sejmu na nieakceptowanym przez Prezesa kanale tv. Kurczy się, maleje słysząc słowa o sobie, czuje się pomijany, poniżony, upokorzony, łza bezsilności spływa po policzku.
Akt II
Adrian spogląda przez okno oraz na sceny z ulicy pokazane w tv. Widzi ogromne tłumy ludzi, morze głów, świateł. Wzrokiem nie może całości ogarnąć. Tłum coś skanduje. Adrian wsłuchuje się i zaczyna rozumieć: „wolne sądy”, „chcemy veta„, „nie podpisuj prezydencie”! Przecież prezydent to on! Prostuje się, uśmiecha, czuje nagle swoją moc. Ci wszyscy ludzie przyszli tu dla niego! Jest władcą! Od niego zależy los
znienawidzonego Prezesa! Dość upokorzeń! Dość lekceważenia! Koniec z tym! Koniec z tym!!!
Akt III
Dzwoni telefon. Adrian odbiera i słysząc głos blednie, kurczy się, maleje, znów go nie ma. Odpowiada głosowi w słuchawce: oczywiście, tak jest, naturalnie podpiszę.
Wzdycha, siada, przeżywa.
Malutki dramat Adriana. I gigantyczny dramat Polski i Narodu.

Czy ktoś ma jeszcze nadzieję na inne zakończenie trzeciego aktu?

20.07.2017

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Jeden komentarz

Niech świeci

Tak bardzo chciałabym zdobyć się na dystans do rzeczywistości, na chwilę zapomnieć o tym co się aktualnie dzieje ale nie mogę. Zbyt
emocjonalnie podchodzę do życia, od urodzenia zresztą, więc już chyba nic się z tym nie da zrobić. Od piątku mam wrażenie, że siedzę na wulkanie. Jeśli nawet wbrew mojej woli wpadnie coś do ucha czy w oko, to od początku przeżywam. I złe emocje – gdy patrzę na to, co się w Sejmie dzieje i dobre – gdy słyszę hymn Polski czy „Warszawiankę” śpiewane przez tłumy ludzi, którzy przyszli wyrazić swoje poparcie, wolę obrony demokracji. Nie można żyć w takim bezustannym napięciu bo skończy się źle.
Dla odpoczynku i uspokojenia emocji skoczyłam do bloga w sam środek lasu, do Jarka leśniczego:) Co może być piękniejszego od lipcowego lasu? Może tylko lipcowy las w ukochanych Pieninach. Cóż, mam świadomość, że każdy las jest cudowny bez względu na to czy w nim jestem czy nie.

Pora do pisania wrócić, bo „Widocznie tak miało być” czyli trzecia część sagi ursynowskiej odłogiem leży. Zdominowana
wydarzeniami najświeższymi mam problem z cofnięciem się w czasie o dwadzieścia kilka lat, żeby wejść w świat bohaterów i poprowadzić ich dalej lub być przez nich poprowadzoną, co też się zdarza.
Powinnam dać odpocząć wszystkim sprzętom i pójść na długi spacer z Szilką. A potem znów łączyć się ze światełkiem nadziei, niech świeci jak najmocniej.

19.07.2017

  • kolewoczy Oczywiście, że pójść na spacer. Omijam emocje polityczne z daleka. Co jak co, ale tracić energię na śledzenie przepychanek politycznych, zamiast cieszyć się życiem, jest bez sensu. To granie na emocjach przez polityków, wszelkiej maści zresztą, granie na emocjach nawet poprzez takie popkulturowe, manipulacyjne wykorzystywanie haseł, idei… Zresztą, czy kiedykolwiek polityka nie była manipulacją emocjami?
  • annazadroza Omijanie przepychanek politycznych jest z pewnością konieczne dla zdrowia psychicznego. Jeśli się uda oczywiście. Ale co zrobić jak nie można nabrać dystansu? Boję się i ten strach siedzi głęboko nawet gdy pozornie zajmuję się czymś innym. Pewnie kolejna lekcja do przerobienia:) Trzeba myśleć, że póki się człowiek uczy to żyje.
  • kolewoczy Polityka to jest teatr, nie warto brać na serio i tak dosłownie do siebie wszystkiego, co mówią i prezentują politycy 😉
  • annazadroza Masz absolutną rację, tylko wytłumacz sercu, że ma słuchać głowy:) To się nie uda. Ktoś już powiedział, że „serce zawsze wystrychnie rozum na dudka”. Ale na pewno trzeba się starać:) Zresztą dziś można złapać oddech i spokojnie czekać co będzie dalej zajmując się swoimi ważnymi sprawami.
    A w teatrze też się wzruszam, ot, taka skaza genetyczna, po przodkiniach 🙂
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Bez żadnego trybu

Rządzący zarzucają opozycji wszystko to co sami robią. Jak złodziej krzyczący łapać złodzieja. Między innymi kryje się za tym uniemożliwianie wypowiedzi czy zadawania pytań posłom spoza własnego grona, wyłączanie mikrofonu, paskudne obrażanie, ciskanie inwektyw potworną dozą  nienawiści nasycone, wyzwalanie najgorszych uczuć, złych, niepotrzebnych emocji, podzielenie mieszkańców naszego kraju w sposób chyba nie do odwrócenia, tak się przynajmniej teraz wydaje. Nie ma języka, którym można do wyznawców Pis trafić.
Cała opozycja, jaka by nie była, nie jest chamska, operuje faktami, przywołuje logiczne argumenty, wypowiada się merytorycznie, próbuje ratować tę naszą umęczoną przez głupotę Ojczyznę. Bo głupota jest największym wrogiem.
Partia rządząca działa „bez żadnego trybu„- co zostało bardzo wyraźnie przekazane wczoraj społeczeństwu. Kwintesencja jedynie słusznej partii to dążenie za wszelką cenę do zdobycia władzy absolutnej oraz traktowanie każdego człowieka – oprócz własnych wyznawców – od wczoraj jako zdradzieckiej mordy i kanalii a od dawna już jako gorszego sortu, zdrajców, komunistów, złodziei itp. Mieliśmy wczoraj okazję
poznać szeroki zestaw – padających ze strony grupy skupionej wokół swojego prezesa – odrażających określeń ( moja babcia mówiła „jak kto kogo przezywa tak się sam nazywa”). A zaś cały świat miał okazję zobaczyć prawdziwą twarz chorego człowieka, chorego z nienawiści i chyba z poczucia winy, że własnemu bratu kazał „wykonać zadanie”, które skończyło się katastrofą lotniczą.
Donald Tusk wcześniej w to samo miejsce poleciał i wrócił, dlatego jest celem nr 1 oraz największym wrogiem i najgłówniejszym obiektem ataków.
A dodatkowo szlag Drabiniastego trafia, że Lecha podaje opozycja jako przykład strażnika trójpodziału władzy i obrońcy praworządności.
Ciekawe czy wyznawcy też na Wawelu swego idola pochowają? Czy też wcześniej między sobą się tak poróżnią, że już nie będzie kogo chować…
Boję się rozwiązań siłowych a to wisi nad nami. Jest następstwem sytuacji gdy prawo nie działa, gdy rządzący nie słuchają argumentów, lekceważą tysiące ludzi, którzy się z nimi nie zgadzają i w pokojowych demonstracjach wychodzą na ulice nie mając innej możliwości zwrócenia na problem uwagi. Ba, rządzący wyraźnie pogardzają nami wszystkimi, co wczoraj tak bardzo było widoczne na ich twarzach. Oni się nas brzydzą cały czas mówiąc z fałszywym uśmiechem, że to dla nas, że my tego chcemy, że dla naszego dobra… Boże, chroń nas przed takimi dobroczyńcami.
A najlepiej uwolnij nas od nich, prosimy Cię Panie…

19.07.2017

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Po co wróciłaś…” 13

Dzień pracy zbliżał się ku końcowi. Siedząca przy biurku Aldona postawiła przed sobą lusterko, poprawiła makijaż, szczotką przeczesała włosy i podpięła je dwoma grzebieniami.

– Ty głupia, stara Donico, co się z tobą dzieje? – mówiła patrząc na swoje odbicie. – Co ty wyprawiasz? Masz się wziąć w garść i nie tracić spokoju. Nie pamiętasz jak ostatnim razem źle na tym wyszłaś? Zapomniałaś?

Nie zapomniała, ale Sergiusz to nie Marian, cóż za porównanie! Zresztą Sergiusza nie można przyrównywać do żadnego innego mężczyzny na ziemi. Jest wielu sympatycznych kolegów, znajomych, ale nikt nie jest podobny do Sergiusza! Bo …no właśnie, bo co? Dlaczego? Z  powodu uśmiechu? Czy przez serdeczne spojrzenie, którego ciepło odczuwała jak dotyk, delikatną pieszczotę? Wiedziała, że mu się podoba. Nie, raczej zdawało jej się, że mu się podoba. Do tej pory – odkąd została sama – robiła to, na co miała chęć, nosiła stroje, w których dobrze się czuła nie troszcząc się o cudze zdanie. Teraz ogromną radość sprawiał jej fakt, że ktoś dzieli z nią poglądy, zachwyca się tym, co ona robi, jak wygląda nie kto inny ale właśnie ona, że oboje mają podobny gust. Pomyślała, że snucia marzeń nikt nikomu nie może zabronić tym bardziej, jeśli nikt nigdy nie pozna ich treści. Uśmiechnęła się do lusterka i pogroziła palcem spoglądającej na nią stamtąd niewieście.

– Uważaj Doniczko, nikt nie może się dowiedzieć jakie bzdury chodzą ci po głowie.

– Cóż to Aldono, rozmawiasz sama ze sobą?

Poderwała się na równe nogi. W drzwiach stał Marian zadowolony z wywołanego wrażenia.

– Ile razy prosiłam, żebyś mnie nie straszył? Jestem potwornie znerwicowana  i po takim głupim żarcie bardzo długo nie mogę się uspokoić. Musisz się nade mną znęcać?

– Wiesz, że cię lubię, nawet bardzo, więc się nie bój. Mogę usiąść?

– Proszę – odpowiedziała ostentacyjnie patrząc na zegarek.

– Spieszysz się?

– Tak, jestem umówiona zaraz po pracy.

– Tobie to dobrze – westchnął. – Możesz iść do domu a ja znów będę pracował do rana.

Chciała mu powiedzieć, że wcale w tę pracę nie wierzy. Po prostu nie ma po co wracać do domu i siedzi tu, gdzie mu się wydaje, że jest bardzo ważny. A poza tym, jeśli ktoś nie potrafi sobie odpowiednio zorganizować czasu pracy, marnuje go na bezsensowne gadanie i przechwałki, musi siedzieć dłużej. Nie pracuje w jednostce operacyjnej, żeby musiał stale być w pogotowiu. Brak organizacji to jego problem. Zresztą, pobiera takie wynagrodzenie, że może siedzieć i czterdzieści osiem godzin na dobę. Ale szkoda czasu i energii na wygłaszanie mowy. Do niego i tak nic nie dotrze. Wprawdzie ostatnio przestał dawać do zrozumienia, że właściwie – to on ją może w każdej chwili zwolnić z pracy, lecz z doświadczenia wiedziała czym grozi dawanie wiary jego słowom i wolała się trzymać jak najdalej.

– A co u ciebie?

– Wszystko w najlepszym porządku – swobodnie odpowiedziała nie patrząc na niego.

– Niczego ci nie trzeba?

– Absolutnie niczego. Mam wszystko albo jeszcze więcej.

– Bardzo ładnie wyglądasz.

– Jak miło, żeś to zauważył – uśmiechnęła się na myśl, że Sergiuszowi też się spodoba, bo przecież opinia Mariana zupełnie jej nie interesuje.

– Może pojechałabyś ze mną na kawę?

– Dziękuję, kawy już prawie nie piję, próbuję się odzwyczaić od jej picia.

– No to na herbatę albo lody? – nie dawał za wygraną kłując ją spojrzeniem aż prawie czuła fizyczny ból. – Moglibyśmy się spotykać od czasu do czasu, niczego nie stracisz, możesz nawet zyskać. Przecież cię nie ubędzie…

Wstał z krzesła, zbliżył się i próbował ją objąć. Odsunęła się cała drżąca z oburzenia i ze wstrętu. Nabrała powietrza w płuca.

– Słuchaj, znasz mnie na tyle dobrze by wiedzieć, że jeżeli jestem zaangażowana emocjonalnie, nikt inny dla mnie nie istnieje. Żadne lody i kawy nie wchodzą w rachubę. Rozumiesz?

– Jesteś zaangażowana?

– Jestem. Na śmierć i życie, na zawsze i do grobowej deski – usiłowała swojej wypowiedzi nadać żartobliwy ton.

– Ja jestem cierpliwy, poczekam.

– Nie ma po co. Lepiej poszukałbyś sobie odpowiedniej dla siebie kobiety i wreszcie się ustatkował. Dobrze ci radzę. A teraz pozwól mi zamknąć pokój, już jestem spóźniona.

– A więc do zobaczenia – wykrzywił twarz w fałszywym uśmiechu.

– Cześć.

Zamknęła pokój i zbiegła po schodach. Licho nadało Mariana akurat teraz. Wstrząsnęła się ze wstrętem. Brr, jest taki obmierzły, lepki, jakby niedomyty mimo eleganckiego ubrania i firmowej wody toaletowej. Popsuł jej dzień. A co ona przez niego nagadała? Same bzdury. A może nie bzdury? Może przez przypadek powiedziała prawdę? Przyszło jej na myśl, że musi pójść do Teresy, ona ma mnóstwo książek o astrologii, samorozwoju i temu podobnej tematyce. Musi kilka pożyczyć i zacząć zgłębiać, może się czegoś dowie ciekawego? Szczególnie o Sergiuszu…No i jak sobie radzić z problemami różnej natury… To przede wszystkim oczywiście.

Tymczasem on już czekał nie spodziewając się, że frunąca ze schodów w jego stronę zwiewna istota w białej bawełnianej bluzce ozdobionej koralikami i białej spódnicy wykończonej falbanką haftowaną w maleńkie pączki kwiatu wiśni – powzięła zamiar rozszyfrowania jego charakteru przy pomocy gwiazd.

Przywitali się. Od razu zauważył, że jest czymś wzburzona.

– Stało się coś? Jakieś nieprzyjemności w pracy? Chcesz o tym porozmawiać?

– Nieee, sama nie wiem… Wiesz co? Bardzo się cieszę, że po mnie przyjechałeś.

Usadowiwszy się na siedzeniu turkusowego malucha głęboko odetchnęła. Poczuła się jakby wypełzła z cuchnącego bagna i znalazła się na pewnym gruncie. Stan napięcia powoli mijał, rozluźniła się i uśmiechnęła do Sergiusza z uwagą obserwującego zmiany zachodzące na jej twarzy.

– Jadłaś obiad? – zapytał podnosząc grzebień, który wypadł jej z włosów gdy przesunęła po nich ręką.

– Nie jadłam, od dziś bufet zamknięty z powodu remontu. Jak ja wepnę ten grzebień bez lusterka? Będzie krzywo.

– Pozwolisz, że ja to zrobię – zapytał przemilczając fakt, iż mogła skorzystać z lusterka samochodowego.

– A potrafisz?

– Spróbuję.

– Nie tak, odwrotnie, zębami do przodu. Chciałeś wpiąć jak Magda – roześmiała się. – Narzekała, że ma jakieś dziwne włosy, bo innym ludziom grzebienie się trzymają a jej nie. No i wreszcie zobaczyłam, że źle wpina. Co tak długo?

– Pochyl trochę głowę, w lewo, już. Dobrze?

Poruszyła głową sprawdzając czy grzebień nie wypadnie. Sergiusz poczuł nieodparte pragnienie dotknięcia raz jeszcze miękkich, puszystych włosów. Podniósł rękę, bardzo delikatnym ruchem pogładził je. Spojrzała pytająco.

– Są piękne –szepnął.

Nie czuła zdziwienia, nie była zaskoczona, przyjęła gest jako naturalny, prosty, oczywisty.

– Przepraszam – powiedział całując jej rękę. – Nie mogłem się powstrzymać.

Patrząc sobie w oczy zrozumieli oboje, że stało się coś ważnego dla nich, choć przecież nie stało się zupełnie nic…

Katem oka dostrzegła Mariana stojącego na schodach, wpatrującego się w numer rejestracyjny auta jakby chciał sobie wbić go w pamięć.

– Proszę cię jedź już, szybko – powiedziała ogarnięta nieprzyjemnym uczuciem.

Odwrócił głowę i spojrzał na Mariana.

– A to co za typ? – spytał.

– Jedź już, proszę – powtórzyła.

– Czy on cię zdenerwował? – dopytywał się przekręcając kluczyk w stacyjce. – A może chcesz, żebym wysiadł i dał mu w mordę? Z natury jestem bardzo łagodny, ale jeśli nikomu nie powiesz… – mrugnął porozumiewawczo . – Dla ciebie mogę to zrobić.

Rozbroił ją. Westchnęła głęboko i znów się do niego uśmiechnęła.

– Nie, nie rób tego. To Marian, mój były kolega a obecny szef. Szkoda na niego czasu. Jedźmy obejrzeć twoją piwnicę, jestem strasznie ciekawa ukrytych w niej skarbów.

– Mam lepszą propozycję. Najpierw pojedziemy na obiad a potem do piwnicy. Byłaś w „Acapulco”?

– Jakim cudem miałabym się tam znaleźć?

Parsknął śmiechem na widok jej niesłychanego zdumienia.

– W takim razie porywam cię i niedługo tam będziemy.

Jechali prosto Puławską, minęli Wyścigi, zbliżali się do Piaseczna.

– Sergiuszu, jak doszło do porzucenia przez ciebie pracy w państwowej firmie? O ile się nie mylę, nie lubisz radykalnych cięć, cenisz poczucie bezpieczeństwa i stabilizację podobnie jak ja.

– Nie znoszę zmian – odpowiedział spokojnie. – Bywa jednak, że kiedy zostanę doprowadzony do ostateczności, tracę panowanie nad sobą. Zdarzyło mi się co prawda zaledwie kilka razy w życiu, ale może się powtórzyć wbrew mej woli. Starość nie radość, prawda?

– Możesz zdradzić w jakich sytuacjach czy wolisz zachować tajemnicę?

– Żadna tajemnica. Na przykład kiedy byłem w średniej szkole natknąłem się na kilku wyrostków zabawiających się rzucaniem kamieniami w rannego psa. Coś się ze mną wtedy stało. Rzuciłem się na nich z gołymi rękami, czułem, że mógłbym ich pozabijać i nie miałbym żadnych wyrzutów sumienia.

– I słusznie – wtrąciła. – To nie ludzie, to gnoje śmierdzące, powinno się takich eliminować ze społeczeństwa.

– Psa wziąłem do domu, wylizał się i miał kilka lat szczęśliwego życia.

– Cieszę się, że mi to powiedziałeś – pogładziła go po ramieniu.

– Drugi raz miał miejsce po odejściu z pracy mego bezpośredniego przełożonego, doświadczonego i mądrego człowieka. Na jego miejsce przyszedł taki podskakujący fircyk. Nie dosyć, że bez odpowiedniego wykształcenia to jeszcze bez pojęcia o pracy. Robił kardynalne błędy, nie dał sobie wytłumaczyć, że nie ma racji a ja nie mogłem sobie pozwolić na firmowanie własnym nazwiskiem kompletnych knotów i totalnych bzdur. Wreszcie rzuciłem papierami i odszedłem. Spotkałem kolegę ze szkoły, który zajmował się sprowadzaniem i instalowaniem anten satelitarnych. Zaproponował mi spółkę i rozwinięcie działalności na szerszą skalę, klientów jest coraz więcej. Zgodziłem się chociaż Dorota mówi, że to złodziej i hochsztapler. Ale ja myślę, że nie można człowieka potępiać za to, że ma głowę do interesów.

– Coś sobie przypominam. Dorota opowiadała o jakichś grzeszkach twojego wspólnika z młodości. Oszukał kogoś, czy coś takiego…

– Każdemu może się noga powinąć, co nie znaczy, że od razu jest spisany na straty. Istnieje coś takiego jak zmiana i to na korzyść. Nie uważasz?

– Uważam, ale ostrożność nie zawadzi.

– Dojechaliśmy, wysiadaj.

– Już, tak szybko?

Wysiadła z wozu i rozejrzała się dookoła. Obok budynku stało kilka samochodów różnych marek. Szeroko otwarte drzwi zapraszały by wejść do środka, zniknąć we wnętrzu starego budynku. Wokół różnymi odcieniami kipiała zieleń, z której niedawna ulewa wydobyła zapach świeżości. Za płotem siedział ogromny czarny pies.

– Jaki ty jesteś śliczny – powiedziała Aldona, która przebywając w towarzystwie Teresy i Doroty nauczyła się rozmawiać ze zwierzakami.. – Naprawdę jesteś piękny. Na pewno mądry też. Mam rację?

Olbrzym spojrzał w jedną stronę, w drugą, obejrzał się za  siebie i począł intensywnie wpatrywać się w niezwykłą dla niego rozmówczynię.

– Czemu tak mi się przypatrujesz pieseczku?

– Bo widocznie jeszcze nigdy w życiu nikt nie mówił do niego jak do człowieka – domyślił się Sergiusz. – Najpierw się oglądał szukając do kogo mówisz, a teraz się zastanawia czy ty jesteś nienormalna czy on.

– Wcale nie. Jest zadowolony i najwyraźniej się uśmiecha

– No więc ty też się uśmiechnij i wejdźmy do środka. Za chwilę może nie być miejsc, zobacz, przyjechali nowi goście.

Weszli i usiedli przy dwuosobowym stoliku pod samym oknem, przez które widać było plątaninę gałęzi i liści. Zamówili obiad, który został szybko podany. Półmrok panujący w pomieszczeniu uzyskany dyskretnym, przytłumionym światłem sprawiał miłe wrażenie i nastrajał do zwierzeń.

– … no i właśnie tym doprowadza mnie do szału – Aldona przełknęła ostatni kęs. – Nie jest w stanie pojąć, że takie numery nie z mną. Może jestem staroświecka i zacofana, trudno. Nie zmienię się. Nie uznaję seksu bez uczucia i koniec. Uczucie jest dla mnie najważniejsze. Nie liczy się kim jest człowiek, którego kocham ale jaki jest. Nie obchodzi mnie ile i czego może mi ofiarować w sensie materialnym. Przeciwnie, przyjmowanie kosztownych prezentów uważam za uwłaczające mojej godności. A taki bałwan śmie powiedzieć, że mogę skorzystać, jak się z nim umówię! Aż ręka świerzbi, żeby zdzielić w ten nadęty pysk. Tylko, on i tak niczego nie zrozumie, za tępy. Nie może mu się we łbie pomieścić, że to ja wybieram sobie partnera. Zresztą typowo po męsku. Wszystkim wam się wydaje, że jeśli kobieta jest  sama, poleci za każdym łamagą, który na nią spojrzy. A im bardziej prymitywny typ, tym o sobie ma większe mniemanie. Tymczasem jeśli ja kogoś nie chcę, to może być obsypany złotem, wyklejony diamentami i mieć pół świata na własność, niczego nie wskóra.

Sergiusz z upodobaniem przyglądał się ożywionej wzburzeniem twarzy Aldony. Czuł się uszczęśliwiony. Nie wytrzymała i podzieliła się z nim wszystkim, co wyprowadziło ją z równowagi. To znaczy, że uważa go za bliskiego człowieka. Wszak kiedyś powiedziała: radością mogę podzielić się z każdym, ale problemami tylko z kimś bardzo bliskim.

Przesunęła ręką po włosach i znów natrafił na nieszczęsny grzebień, który przeskoczył przez stolik i wpadł pod krzesło.

– No wiesz, nie mogłeś tego lepiej wpiąć? Takiej prostej czynności nie umiesz wykonać?

Zaśmiała się na widok jego, przez moment, głupiej miny

– Jeśli pozwolisz mi potrenować, może z czasem opanuję tę sztukę.

– Zastanowię się. A teraz oddaj grzebień. W szatni jest lustro, sama się uczeszę.

Stanął z tyłu gdy się czesała patrząc jej prosto w oczy za pośrednictwem zwierciadła.

– Chciałem ci podziękować za urocze chwile, za to co mówiłaś, za to, że jesteś wspaniałą dziewczyną…

– Czy mam rozumieć, że się ze mną żegnasz i wyjeżdżasz w siną dal zostawiając mnie na pastwę losu? – uśmiechnęła się. – A w ogóle to bredzisz, bo jestem jędzą. Do tego jędzą  głupio uczciwa i naiwną, i dlatego zawsze dostaję po głowie…

– Dalibóg – jęknął zabawnie, – takiej jędzy jeszcze nie widziałem.

– … no prawie zawsze – ciągnęła, – bo ostatnio jakby się trochę odmieniło…

Trzymając się za ręce doszli do samochodu.

– Wsiadaj damo, zawiozę cię teraz do lochu…

– Słucham?

– Pójdziemy zwiedzać lochy w moim zamczysku i szukać skarbów.

– Aha, no tak, jedziemy na wycieczkę.

– No to ruszamy, miła pani, po skarby.

18.07.2017

Zaszufladkowano do kategorii Po co wróciłaś Agato?, Powieści | Dodaj komentarz

Niech przyjdzie odrodzenie

Nie chcę już mówić o tym co się stało. Interesuje mnie to co się stanie. Na przeszłość nie ma wpływu, przyszłość możemy kształtować choć w pewnym stopniu. W pewnym, bo obywatel został oddzielony barierkami metalowymi i kordonem policji od Sejmu. Od budynku, w którym przedstawiciele obywateli tego kraju – zamiast pracować nad naprawą Rzeczypospolitej – obradują nad jej demontażem i zgubą.
Ilość demonstrantów podnosi ducha, daje nadzieję. Co obiecują w związku z tym liderzy polityczni? Że wreszcie się porozumiewać zaczną? Ludzie! Ja wymagam od was porozumienia! Opozycja ma obowiązek stworzyć jedną wspólną listę obrony demokracji. Musi być to wspólny blok, odtworzenie całej opozycji, nie tylko sejmowej, caluteńkiej opozycji. A co zostanie zaproponowane po pokonaniu zła? Mniejsze zło? A gdzie dobro? Przecież przez opieszałość i lenistwo Platformy dotarliśmy tu gdzie – niestety – jesteśmy teraz. Osobnik winny śmierci pacjentów, którzy nie doczekali przeszczepów w swoim czasie, nie stanął przed Trybunałem Stanu właśnie przez pewnych posłów PO i teraz mści się za to co było i jeszcze na zapas. Będzie ręcznie sterował wyrokami aż urośnie w taką siłę, że znów, skuteczniej, postawi się
Drabiniastemu. Albo Krokodyl się postawi. Bo po co sobie hoduje leśnych chłopaczków skłonnych do wszystkiego na jego rozkaz? Oni nie będą mieli oporów, by – rzuceni na ulice – wyżywać się z bronią w ręku na ludziach zbrojnych jedynie w przekonania.
W tej chwili boję się, że zrobi się gorzej niż było, boję się pokazowych procesów politycznych, boję się, że nikt – kto do partii nie należy – nie będzie mógł czuć się bezpiecznie, nie będzie pewien jutra.
Kto mnie przekona, że ma program pod którym się podpisać będę mogła z czystym sumieniem? Kto zapewni prawdziwy rozdział Kościoła od Państwa? Kto religię przeniesie z powrotem do kościoła, bo tam jest dla niej godne miejsce? Kto w szkole umieści etykę oraz historię religii, wszystkich? Kto odważy się rozwiązać IPN a koszty generowane przezeń przeznaczyć na dobry cel, choćby pomoc matkom samotnym – najczęściej nie z wyboru ale z konieczności? Kto zapewni mnie, wiarygodnie, że wszystkie szkody poczynione przez „dobrą zmianę” zostaną naprawione? Kto sprawi, że wyższa kadra oficerska Wojska Polskiego znów będzie doświadczona i poważana a dystynkcje nie będą się pojawiały z szybkością prawie światła u partyjnych kolegów na pagonach? Kto sprawi, że mój kraj znów stanie się poważanym, cenionym za rozwój i demokratyczne wartości, za otwartość i niesienie pomocy potrzebującym, za dotrzymywanie przyjętych zobowiązań, że stanie się znów dumą i chlubą Europy, do której należy, a nie pariasem przynoszącym wstyd i budzącym niechęć?
Wczorajszy wieczór przed Sądem Najwyższym był wzruszający. Światła w górze, hymn śpiewany przez tłum. Tłum obywateli stojących razem, razem śpiewających, razem przeżywających wspólnotę. Bo Naród to Wspólnota, to jedność w różności i akceptacja owej. To dążenie do rozwoju, bycie razem na dobre i na złe, na co dzień i od święta. Niech te małe światełka połączone w jeden wielki płomień dadzą
początek prawdziwemu odrodzeniu.

17.07.2017

annazadroza

Pisałam ten tekst rok temu, mając jeszcze nadzieję. Czy coś na lepsze się zmieniło? NIE!!! Odwrotnie:(

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Na dobroć trzeba odpowiadać dobrocią…

Jest sobota. Nie chcę o polityce myśleć. Wystarczy, że w piątek zawału o mało nie dostałam przez to, co snem – niestety – nie było lecz kolejnym działaniem nocnej zmiany. Mieliśmy w historii sejm niemy a teraz mamy sejm nocny. Dziwnym trafem tamten miał miejsce w 1717r. a teraz mamy rok 2017. Tyle tylko, że korzyści wtedy dla Polski wyniknęły, bo m.in. ukrócona została samowola hetmanów a sprawy wojska i skarbu powróciły w ręce państwa. Teraz zaś mamy sytuację odwrotną: państwo traci na rzecz ugrupowania działającego w myśl zasady: hulaj dusza piekła nie ma. I to jest najłagodniejsze nasuwające się określenie.
Zauważyć bez trudu da się prawidłowość: co tylko złego i niszczącego mają zaplanowane niszczyciele – to nocą jest uchwalane i Adrian często też nocą podpisuje. I wcale nie mam żadnych złudzeń co do niego, podpisze wszystko co mu Drabiniasty każe. Cóż, pan każe sługa musi.
I co? Znów to samo, znów polityka… A chciałam o normalnym życiu… Że słonko świeci, ciepło jest, nie pada ale i sucho nie jest po ostatnich ulewach, i podlewać nie trzeba oszczędzając wodę. Zrobiłam rozpustę ogromną, bo kupiłam brązową skrzynkę z pelargoniami i postawiłam na schodach. Miała stać gdzie indziej ale wygląda tak ładnie, że zostanie. Aksamitki też posadziłam aby rozjaśniły ciemny kąt pod wierzbą. Potem upiekłam murzynka bo Mały lubi. Wcześniej zrobiłam sernik na herbatnikach bez pieczenia, z masą kajmakową i czekoladowo-orzechową bo dziewczynom smakuje, usmażyłam kotlety wege (z kaszy jaglanej, pieczarek, kalafiora, cebulki, jajek i otrąb jako zagęstnika, bo trochę rzadka masa wyszła). Wszystko dlatego, że przyjechała z rodzicami moja kochana Jubilatka nastolatka. Jaka ona śliczna! Nie tylko młodością ale i swoją własną, osobistą urodą:):) Włosów zaś mogą jej pozazdrościć wszystkie aktorki i celebrytki.
Wielka szkoda, że jak człowiek młody to nie wie, że jest piękny bo młody. Wyszukuje w sobie mnóstwo wad, które z perspektywy czasu okazują się nieistotne a najczęściej nieistniejące w ogóle.
A teraz niedziela. I ręce opadły i smutek wraz z przerażeniem świat zasnuły. Ale nie całkiem. Światełka nadziei zapaliły się w ilości ogromnej. Nie same przecież rozbłysły ale dzięki ludziom, obywatelom tego kraju, którzy nadziei nie stracili ale gotowi są wystąpić w obronie wartości o które walczyli powstańcy. Tak pięknie o tym mówiła Pani Powstaniec, dziewięćdziesięcioletnia kobieta, która miała tyle siły, odwagi i determinacji, by stanąć przed tysiącami ludzi i powiedzieć w krótkich, dobitnych słowach co miała do przekazania. Zdążyłam trochę zapisać.
Bądźcie mądrzy, bogaci w dobroć bez nienawiści, zemsty aby cały naród mógł czuć godność… Bo my walczyliśmy o wolność i godność człowieka… Bądźcie mądrzy, walczcie ale bez broni… Matki z dziećmi powinny tu być bo my też byliśmy uchodźcami… Anders przeprowadził chore dzieci przez Syrię… Na dobroć trzeba odpowiadać dobrocią…

17.07.2017

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Po co wróciłaś…” 12

Następnego dnia Aldona poszła do pracy po wykorzystaniu dwóch dni urlopu okolicznościowego należących się na przeprowadzkę. Kiedy wreszcie dotarła do domu – a słowo ”dom” powtarzała z rozkoszą, mając przed oczyma ogródek oraz, na razie, duży pokój. Sergiusz czekał na nią rozmawiając z Bronkiem. Wyglądał jak połowa Bronka albo jeszcze mniej. Nie różnili się wzrostem, lecz o ile do Sergiusza pasowały określenia: smukły, proporcjonalny, szczupły, o tyle do Bronka: ogromny, potężny, zwalisty. Kubuś powiedział kiedyś, że wujek jest „wielki z każdej strony” i to było trafne spostrzeżenie. Wyglądał jak Wiking z jasnymi włosami i rudawą brodą. Niebieskie oczy wesoło patrzyły na rozmówcę w każdej chwili gotowe do żartów, a choćby Bronuś starał się nadać im najgroźniejszy wygląd i ciskać błyskawice, nic sobie nie robiły z jego wysiłków.

Zza krzaka jaśminu wyskoczył Zbój, machnął wesoło ogonem na powitanie i pobiegł przywitać się z Benem, kolegą z sąsiedniego bloku, równie czarnym jak on sam, po czym wrócił do pana. Odeszli razem, to znaczy Bronek szedł i ciągnął za sobą Zbója uczepionego jego buta.

Aldona i Sergiusz razem weszli do domu.

– Jadłeś obiad? – spytała.

Powiesiła torbę na wieszaku i poszła szeroko otworzyć balkon. Za nią krok w krok podążała Bibi ocierając się o nogi. Głośno mruczała wyrażając radość z powrotu opiekunki, która podniosła ją z podłogi i tuliła głaszcząc mięciutkie, delikatne futerko.

– Nie, nie jadłem. W ciągu dnia nie miałem czasu a potem chciałem jak najprędzej dotrzeć tutaj.

– Biedaku – rozczuliła się. – Poczekaj, zaraz coś przygotuję. Nie będzie to oczywiście taka wyżerka jak wczoraj u Michała, ale nie pozwolę, żebyś przeze mnie głodował.

– Nie rób sobie kłopotu, właściwie nie jestem głodny, miałem batonik w aucie i zjadłem go.

– Chyba oszalałeś! Po całym dniu pracy nie jesteś głodny? Akurat ci uwierzę. Myślisz, że będę cię za chwilę zeskrobywać nożem z podłogi jeśli padniesz z głodu na środku pokoju?

– Cicho, wiem. Mam puszkę kukurydzy. Otworzę ją, dobrze?

– I zjesz puszkę kukurydzy na śniadanie, obiad i kolację? Przyznaj się, czy ty w ogóle jadłeś śniadanie?

– Wyjadłem jakieś resztki z lodówki i…

– Och ty, pituło bosa, chodź do kuchni. I daj mi tę puszkę.

W kuchni stała lodówka, kuchenka, szafka na której umocowany był zlewozmywak oraz sterta zapełnionych pudeł. Aha, jeszcze stół. Teresa stół zostawiła ponieważ nie pasował do jej nowej kuchni.

– Nastaw wodę na herbatę i otwórz tę kukurydzę – poleciła. – Ja sprawdzę co się da zrobić do jedzenia. Przecież wiesz, że nie gotuję kiedy nie ma dziewczynek w domu a dla Bibi kupiłam na bazarku gotowe żarełko w pudełku.

W lodówce znalazła się puszka rybek, dwa jajka na twardo, cztery pomidory, dwa kiszone ogórki w słoiku, zeszłoroczne, robione własnoręcznie przez Dorotę oraz majonez.  Aldona szybko przyrządziła sałatkę dodając Sergiuszową kukurydzę. Otworzyła jeszcze puszkę groszku. Świeżo zaparzona herbata i świeżutkie, chrupiące wafelki uzupełniły menu.

– Jeszcze nigdy w życiu nie jadłem czegoś równie pysznego – chwalił.

– Powiedz raczej, że jeszcze nigdy nie byłeś taki głodny – śmiała się głośno.

Ona też czuła się „jak jeszcze nigdy” albo raczej „jak bardzo dawno” – ale niezupełnie tak samo, inaczej. Od dawna nie lubiła gotować a teraz przygotowanie posiłku sprawiło jej ogromną przyjemność. Cieszyła się, że mogła coś przygotować dla Sergiusza, że on był obok. Opowiadał wrażenia z całego dnia, świetnie charakteryzował postacie swoich dzisiejszych klientów, dzielił się z nią przeżyciami uśmiechając się do niej, tylko do niej, bo poza nimi dwojgiem i kotką nikogo więcej w domu nie było. A ten uśmiech przyprawiał serce o szybsze bicie zaś ręce o drżenie, nad którym starała się zapanować. Policzki stawały się bardziej różowe, pewnie z gorąca, oczy zaś błyszczały radością.

Sergiusz z wielka przyjemnością patrzył jak zręcznie poruszała się w zagraconej kuchni, szybko przygotowała obiad a właściwie kolację, jak radośnie uśmiechała się do niego opowiadając co się zdarzyło od wczorajszego wieczora do teraz. Miał wrażenie, że zna ją nie tylko sto ale może i tysiąc lat, od początku świata albo nawet dłużej.

Kiedy siedzieli przy herbacie żartując i przekomarzając się ze sobą, Bibi wskoczyła mu na kolana, zwinęła się w kłębuszek, ziewnęła i wkrótce usnęła. Przemknęło mu przez myśl, że tak właśnie powinien wyglądać prawdziwy dom oraz, że wcale nie ma ochoty wracać do własnego pustego mieszkania, w którym nie ma nawet kotki. Dorota zabrała Mimi i zawiozła do chłopców do Cięciwy, żeby całymi dniami nie siedziała sama w domu bo zwariuje. Chciała też zabrać Bibi, ale Aldona nie dała koteczki, bo czułaby się bez swojej faworytki bardzo osamotniona.

Po posiłku szybciutko sprzątnęła kuchnię. Właściwie tylko zmyła naczynia, bo o jakimkolwiek sprzątaniu nie można było na razie nawet pomarzyć. Sergiusz obejrzał wyschnięte już ściany w pokoju dziewczynek i zastanawiał się jak pomóc Aldonie w jego umeblowaniu. Do ustawienia miała tylko dwa rozkładane fotele oraz półeczkę na dziecięce drobiazgi. Wtem uderzył się dłonią w czoło aż echo po pustym pokoju rozniosło klaśnięcie. Przecież on sam ma w piwnicy różne sprzęty zbierane od znajomych z myślą o działce! Ucieszył się tym odkryciem jak małe dziecko nową zabawką. Postanowił niezwłocznie sam się wszystkim zająć. Przewiezie tutaj, wyczyści, pomaluje albo zabejcuje i będą jak nowe. Oczywiście te, które się przydadzą w pokoiku dzieci.

– Sergiuszu, dlaczego wciąż się stukasz w czoło? – roześmiana od ucha do ucha Aldona stanęła w drzwiach.- Wyobraź sobie, że dzwoniła do mnie dzisiaj teściowa. Mają fantastyczną pogodę, moje Stokrotki są zdrowe, opalone na czekoladę i stęsknione. Najbardziej za Bibi, dopiero potem za mną i za tobą też. Dopytywała się kto to jest wujek Sergiusz. Powiedziałam, że to taki starszy, siwy pan z białą brodą, monoklem w oku i o okropnym charakterze.

– Naprawdę tak powiedziałaś?

– Oczywiście, że nie. Masz ucałowania od dzieci. Aha, opowiedziałam jak urządzam mieszkanie przy pomocy przyjaciół, obiecała szafę dla dziewczynek. Bardzo się ucieszyłam, że wreszcie będę miała gdzie trzymać ciuszki moich panienek.

– Świetnie, bo szafy to ja nie mam. Mam za to schowane różne inne sprzęty. Jeśli chcesz, pojedziemy zaraz  i obejrzysz czy coś ci się ewentualnie przyda. Dobrze?

– Jakiś ty dobry…

Bardzo, bardzo serdecznie spojrzała mu prosto w oczy i położyła rękę na ramieniu. Nakrył jej drobną dłoń swoją dużą i silną. Poczuła falę ciepła i przypływ energii przebiegające przez jej ciało. Miała wrażenie, że poprzez ten dotyk spływa na nią ogromna siła pozwalająca zmierzyć się zwycięsko z całym światem.

Dzwonek domofonu, głos z innego świata niż ten, w którym przez moment znaleźli się tylko oni, przerwał tę pierwszą uświadomioną i przeżytą wspólnie chwilę intymności.

Dorota wpadła z informacją, że ma w schowku ławę, która nie pasowała do nowego, białoczarnego regału i została zesłana do schowka na półpiętrze w oczekiwaniu na lepsze czasy, podobnie jak stare biurko mogące się po odświeżeniu nadawać do użytku. Aldona oczywiście nie mogła opanować ciekawości i poszli natychmiast obejrzeć te skarby. Były w zupełnie dobrym stanie. Dorota przekonywała pełną skrupułów przyjaciółkę, że ma to zabrać do siebie, bo inaczej wzbogaci się śmietnikowa baba.

– Doniczko, po co masz teraz kupować nowe meble? Wytłumacz mi po jakie licho? Przecież musisz odkładać każdy grosz na uzupełnienie wkładu w spółdzielni mieszkaniowej. Skąd weźmiesz sto ileś tam milionów? Niech ci przyjdzie nagle wpłacić, to będziesz gwizdać i resztę życia spędzisz pod mostem, tak? Wszystkie pieniądze jakie miałaś przeznaczyć na zakup mebli wpłać na procent. To najlepsze co teraz możesz zrobić.

Aldona uznała słuszność wywodu przyjaciółki i dała się przekonać. Przenieśli i ławę, i biurko, i jeszcze półeczkę. Sergiusz obejrzał, porównał w myśli ze swoimi zapasami. Już wiedział jak i co z tym wszystkim zrobić.

Dorota wróciła do domu pracować nad jakąś martwą naturą. Aldona z Sergiuszem usiedli na stopniach balkonu i długo gawędzili, tak długo, aż mrok począł wypierać dzień ze wszystkich kątów ogródka, spod każdego listka i kwiatka. Rozumieli się doskonale, jedno intuicyjnie wyczuwało co drugie miało na myśli jeszcze zanim tę myśl ubrało w odpowiednie słowa.

Umówili się, że nazajutrz Sergiusz przyjedzie pod Aldony pracę i pojadą …zwiedzać piwnicę z meblami. Jeśli ona uzna, że się nadają do czegokolwiek, od razu zaczną je przewozić.

14.07.2017

  • asna0 Przyszłam, odwiedziłam, pozdrawiam.
    No i poglądy polityczne mam te same…… 🙂
  • annazadroza Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam serdecznie. Kraków też pozdrawiam. Już drugi rok nie mogę odwiedzić Babci F. na Rakowickim. Może się coś zmieni, trzeba mieć nadzieję 🙂 Zawsze i w każdej sprawie:):)
  • kolewoczy Pierwszy raz tu jestem 🙂 16 lat – rety! – kiedy to było?! 😉
  • Gość: [anka] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Oj leci ten czas, leci a teraz to już szczególnie szybko. Zupełnie nie wiem czemu? Mógłby zwolnić, bo to najpiękniejsze czasy, kiedy człowiek jeszcze w miarę na chodzie i ma czas na to, o czym dawniej tylko marzyć mógł w rzadkich wolnych chwilach. Dzięki za odwiedziny, zapraszam częściej:):)

 

Zaszufladkowano do kategorii Po co wróciłaś Agato?, Powieści | Dodaj komentarz