Święta minęły

Święta minęły szybciej niż przyszły. Zmęczyłam się tym całym szykowaniem, nie powiem, że nie – bo bym skłamała. W pierwszy dzień były Małe z Wnusią Z., w drugi Duże z Wnusią K. oraz z Calineczką. Siedziała przy stole u taty na kolanach i jadła ziemniaczki rozgniecione z marchewką. Jadła z wielką chęcią, dziobek
nadstawiała mimo, że już była po swoim obiedzie. Po raz pierwszy spróbowała potrawy z solą, odrobinę pieprzu też dodałam do gotowanej marchewki nie przypuszczając, że taki konsument chętny się trafi:) Pani dietetyk w telewizorze mówiła, że jak kilkumiesięczny bobas spróbuje potraw ze świątecznego stołu to mu się nic nie stanie. My nie ryzykowaliśmy z innym jedzeniem, jeszcze tylko serniczka mojego skosztowała:) Była zainteresowana nowym otoczeniem, rozglądała się, przyglądała, śmiała się do psiaków, które się kręciły po pokoju.
Po wyjeździe dzieci chciałam usiąść spokojnie i odpocząć, ale padłam. Musiałam pójść się położyć i spałam do rana. Byłam skonana tym bardziej, że w noc między świętami psy zrobiły nam pobudkę o 4-ej nad ranem. Ja się już nie kładłam, więc odespać musiałam, wszak organizm swoje prawa ma.
A dziś w spokoju, na luzie usiadłam do Lapcia, ciepło na dworze, słoneczko grzeje, krokusiki zakwitły:) Jedzenia starczy jeszcze na 2 porządne obiady, więc nie muszę robić. Bigos tylko zagotowałam jeszcze raz i jak ostygnie włożę w pojemnikach do zamrażalnika. Będzie jak znalazł za jakiś czas, kiedy już zapomną
domownicy, ile go zjedli:) Do malutkiej pojadę w czwartek, tak więc jeszcze jutro bedę miała czas na zrealizowanie planów, których nie udało mi się wykonać przed świętami.
Jeszcze raz dziękuję Wam za odwiedziny i za życzenia:) Fusilko, Ewo, Bognno,Magdo, Marijano, Veanko, BBM, Marysiu, Kasiu:-))))) Życzę ciepłej, szczęśliwej wiosny:)))

3.04.2018

  • annazadroza Kochane:) wymieniłam dziewczyny z ostatniego wpisu, więc pomyślałam, że podziękuję wszystkim składającym życzenia wcześniej. No to dziękuję:)
    Myszokocie, Doroto, Kolewoczy, Urszulo, Ewo Krakowianko, Ago, Emmo, Elizo, Nie-okrzesano, Hanulu:)))))
  • kasiapur Ja też jestem padnięta ,,po świętach,, …i o zgrozo bardziej się zmęczyłam
    tym, że nic nie mogłam zrobić – chociaż chciałam. Ale jakem chory człowiek
    w taki sposób się ,,urobiłam,,. 😉
    serdeczności Anula :)))
  • fusilla Wczoraj, jak co roku, w kazdy wielkanocny poniedziałek, uskuteczniałam totalne lenistwo, i to tak, że potem miałam kłopot z zaśnięciem. Za to dzisiaj trochę słonca było, które zaraz mnie wygnało do biblioteki, bo tak siedzieć bez „nic”, to nudnawo trochę!
    Macham!
  • kobietawbarwachjesieni Ja wróciłam w codzienne koleiny. Dziś zaliczyłam już wyjazd do Warszawy i rehabilitację.
  • kolewoczy Po raz pierwszy od dawien dawna współuczestniczyłam w świątecznym przyjmowaniu gości – współ-, bo to nie u mnie w domu było – i przyrzekam sobie: NIGDY WIĘCEJ! To jest mordęga a nie świętowanie. Podejrzewam, ze część osób dlatego tak chętnie odwiedza rodzinę w czasie świąt, że im się samemu u siebie nie chce pitrasić żarcia ani nic robić.
  • urszula97 Anno i ja dziękuję za życzenia,chyba każdy rodzic tak ma że jest zmęczony po świętach ale widok zadowolonych dzieci i wnucząt to radość.
  • kotimyszkot Aniu, nie ma za co 🙂 Miło jest życzyć Ci wszystkiego dobrego, bo wiem, że i Ty masz w sobie mnóstwo ciepłych życzeń dla innych.. A z tym jedzeniem po świętach, to plus – człek się narobi przed, ale potem nic nie trzeba gotować, bo zapasów dużo 🙂
  • annazadroza Kasiu:-) Wiesz co, ja też się męczę jak nie mogę zrobić tego, co bym chciała. Rozumiem więc Cię dobrze:) Teraz odpocznij, bo już po świętach:)))
  • annazadroza Fusilko:-) I co wynalazłaś ciekawego w bibliotece? Książka to najlepszy przyjaciel bez względu na pogodę, służy i w czasie deszczu i gdy słoneczko świeci.
    „Odmachiwam” :)))
  • annazadroza Marysiu:-) Życie toczy się swoimi torami i po świętach wraca codzienność. Dla Ciebie brawo, że tak od razu się zmobilizowałaś i pojechałaś na rehabilitację, nie dałaś wygrać poświątecznemu leniuchowaniu:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Na pewno są tacy, którzy wykorzystują okazję, żeby się nie narobić a Święta spędzić, że tak powiem, „w obfitości darów” , czyli najeść się niczego nie przygotowując. Ale przecież nie wszyscy. Chyba są i tacy, którzy z potrzeby serca, a może z poczucia obowiązku odwiedzają rodziny.
    Skoro mówisz, że nigdy więcej – to pewnie tak będzie:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Jeszcze jaka radość! Bezcenna:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Strasznie Ci dziękuję za tak miłe słowa:)))
    Oj, rację masz, narobi się człek, narobi, ale jaka wygoda potem. Jeszcze na jutro mam obiad i spokój w związku z tym:)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 33

– Życie sprawiło, że twórcza część mojego umysłu została uśpiona, oby nie na zawsze – powiedziała Kasia. – Do działania musiała się włączyć praktyczna. Musiała. Została zmuszona, żebym przeżyła, wykarmiła dzieci i jakoś utrzymała je na powierzchni, aby pod tę powierzchnię nie zeszły jak wielu ich rówieśników. Po niektórych pozostały już tylko nagrobki na cmentarzu, fotografie i bolesne wspomnienia najbliższych.

– Wiesz Kasiu – powiedziała Elżbieta w zadumie, – kiedyś wszystko zdawało mi się takie proste. Nawet kiedy byłam zgnębiona Mirkiem i całą tamtą sytuacją myślałam, że po rozwodzie ułoży się wszystko samo. A tymczasem tak długo czuję się jeszcze bardziej rozbita i samotna jak bezdomny pies.

– Tak, ja też miałam podobnie – odpowiedziała Kasia. –Z drugiej jednak strony czułam ulgę, że nikt nie będzie mi więcej dyktował co mam robić, nikt nie będzie mnie bezustannie krytykował, w domu będę wreszcie sobą bez żadnego udawania. Zrobię albo i nie zrobię co tylko będę chciała bez liczenia się z kimś i bez liczenia na kogoś. Myślę o partnerze oczywiście a nie o chłopcach, bo oni zawsze byli najważniejsi na świecie. I są oczywiście nadal. Dołączyli tylko do nich Mikołaj i Kruszynka.

– Masz już jakąś stabilizację. A ja co? Jest mi źle – westchnęła Ela.

– Elka, nie zapominaj ile lat temu ja zdecydowałam się na tę samotność. Minęło dwadzieścia lat! Przyznasz, że to kawał czasu. Z Mikołajem spotykałam się dwanaście lat zanim zdecydowałam się na ślub. Widzisz, że trochę to trwało. A ty byś chciała tak raz dwa.

– Bo mi źle…

– A Winicjusz? Już wierniejszego wielbiciela na świecie chyba nie ma. Masochista jakiś czy co? – spojrzała Kasia na przyjaciółkę spod oka.

Nastąpiła chwila milczenia przerywana kilkoma głębokimi westchnieniami Eli.

– Ukrył przede mną prawdę. Udawał, że mnie nie zna, a przecież wiedział o mnie wszystko.

– Jakie wszystko? Elka, znowu przesadzasz. W szpitalu dźwigał cię zemdloną, nawiasem mówiąc powinnaś mu być wdzięczna, więc mógł zapamiętać najwyżej twój ciężar – rozłożyła Kasia ręce patrząc na Elkę. –  Wyglądałaś zresztą jak nieboszczyk, zupełnie inaczej niż potem w Szczawnicy, kiedy wyglądem już przypominałaś kobietę nie tylko żywą ale całkiem do rzeczy. No co się gapisz? Prawdę mówię.

– Ale się nie przyznał…

– Oj, głupia jesteś jak but z lewej nogi. Czego się czepiasz? A bo to jednemu psu Burek? Jak wreszcie cię skojarzył z Adelką, Zenkiem i całą resztą to cię nie chciał stawiać w niezręcznej sytuacji, bo się już na tobie poznał…

– Co chcesz przez to powiedzieć? – zmarszczyła czoło i groźnie popatrzyła na Kasię.

– Właśnie! – tryumfalnie obwieściła Kasia. – A to, że czepiasz się drobiazgów, a twoja nadwrażliwość nie pozwala ci na normalne funkcjonowanie. Bał się twojej reakcji. Nie przerywaj! Bał się, że znów wleziesz do tej swojej skorupy i nie da się z tobą rozmawiać jak z myślącym człowiekiem. Okazało się, że miał intuicję…

– Właściwie, powinnam się na ciebie obrazić – zaczęła Elżbieta.

– Spróbuj tylko – skrzywiła się Kasia.

-… ale po namyśle muszę ci przyznać rację.

– Nie może być – ucieszyła się Kasia. – Nie wierzę! Czyżbyś nareszcie zmądrzała?

– Tyle czasu myślę, wałkuję to moje życie tam i na powrót, zastanawiam się nad wszystkim i zastanawiam bez końca, i doszłam do wniosku, że teraz muszę zrobić wszystko, co się da, żeby chłopcy byli sobie bliscy…

– Dobrze – zgodziła się Kasia. – Nawet zupełnie nieźle ci to wychodzi.

– … i w jakiś sposób zapewnić im przyszłość.

– Tu bym nie przesadzała na twoim miejscu. Umożliwiłaś im ukończenie szkół, przy czym udało ci się to lepiej niż mnie, bo Kamil wciąż nie wie, czego chce od świata a Łukasz ciągle się uczy. Teraz są dorośli, mają swoje życie, swoje zainteresowania i rozwijają swoje zdolności wykorzystując zdobytą wiedzę. To bardzo dużo.

– No tak, ale wciąż nie mają pieniędzy…

– Poczekaj, spokojnie, w końcu i to się ułoży. My też nigdy nie miałyśmy i przeżyłyśmy.

– Nie chcę, żeby dzieci się tak męczyły jak ja.

– Chyba jasne. Ale pozwól im samym rozwinąć skrzydła do lotu we własnym kierunku. Myślę, że teraz rola matki ogranicza się do gotowości opatrywania ewentualnych kontuzji  jak wtedy, gdy uczyli się chodzić. Lecieć muszą już sami. Czując oczywiście naszą aprobatę, wtedy będzie im lżej.

– Masz rację ale co z tego?

– A to, że masz się zająć, kobieto, własnym życiem. Nie zostało nam go znowu tak dużo, więc zadbaj o to co przed nami. A życie jest takie cudowne!

– Owszem, chwilami – ostrożnie zgodziła się Ela.

– Jest. Zawsze. To tylko my chwilami zaledwie potrafimy tę cudowność odczuć.

3.04.2018

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | 2 komentarze

Życzę

Życzę
rodzinnych Świąt, jak najmilej spędzonych w życzliwej atmosferze, miłości, szacunku wzajemnym oraz
zdrowia, pomyślności, słoneczka, radości, dużo smacznych jajek, dla dzieciaków – bajek; zająca słodkiego czekoladowego, baranka białego z cukru calutkiego; wody w poniedziałek pełniutki antałek, a do tego grono bliskich swoich wokół i żeby nareszcie był już święty spokój:)))

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

30.03.2018

  • fusilla I Wzajemnie!
    Dobrych chwil świątecznych i uśmiechów bliskich i nieznajomych!
    Wesołego Alleluja! 🙂
  • e.urlik Ania, dzięki kochana dziewczyno. Dla ciebie i twojej rodziny pięknych i spokojnych Świąt
  • bognna Wzajemnie:)
    Z wyjatkiem tej wody w poniedzialek – nie znosze.
  • mmzd Wzajemnie Aneczko, dobrych, spokojnych Świąt, dla Ciebie i Twoich Najbliższych, a także – pozwolisz, prawda? – dla Wszystkich TU zaglądających. Wesołego Alleluja !!!
  • marijana2 Wzajemnie życzę dobrego i spokojnego czasu, pełnego ciepła i miłości. Wesołych Świąt!
  • veanka Za życzenia dziękuję, Tobie życzę pięknych Świąt i wiosennej pogody (jeżeli atmosferyczna się nie sprawdzi, to pogoda ducha dopisze obowiązkowo:).
  • babciabezmohera Zakończenie życzeń- genialne. Tak bardzo marzę o świętym spokoju.
    Serdeczności dla Ciebie i Bliskich. :))
  • annazadroza Kochane Dziewczyny:-) Wszystkim Wam baaardzo dziękuję za życzenia, za to, że odwiedzacie ten kącik, za to, że jesteście i za to, że mnie jest tak dobrze z Wami:)))
    I jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
  • kobietawbarwachjesieni Wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Dużo ciepła rodzinnego, miłości, bliskości i słoneczka życzy Marysia.
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Jeszcze raz Anula samych dobroci i radości ! W te świąteczne dni i nie tylko :)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 32

Elżbieta przeszła w stan nieczynny, a następnie na wcześniejszą emeryturę. Była wolna. Niby fajnie ale… Gdyby odeszła z pracy z własnej, nieprzymuszonej woli i w normalnych okolicznościach, nie byłoby jej przykro. W tej jednak sytuacji czuła żal, rozczarowanie, tęskniła za stworzoną przez siebie pracownią plastyczną zniszczoną przez Larwę i za dzieciakami, do których się zawsze przywiązywała. Zabrakło jej motywacji jaką była konieczność codziennego  zadbania o siebie przed pójściem do pracy. Tam musiała przestać myśleć o swoich problemach,  zajmowała się wychowankami, pracownią i wdrażaniem własnego autorskiego programu nauczania przedmiotu,  wypracowanego na podstawie wielu lat doświadczenia. Czuła się źle tym bardziej, że Mirek przesiadywał w domu zamiast iść do pracy i zorientowała się, że ma kłopoty wynikające z nadużywania alkoholu. Został zawieszony a potem zmuszony do przejścia na emeryturę. Tak więc koszmar przebywania z byłym mężem pod jednym dachem wzrastał i wzrastała jej frustracja.

Myślała o znalezieniu jakiegoś zajęcia. Przeglądała ogłoszenia w gazetach, na próżno. Stwierdziła, że nic nie potrafi, do niczego się nie nadaje, niczego nie znajdzie, bo dla niej żadnych ofert pracy po prostu nie ma.

Któregoś dnia zastukała do drzwi Adelka. Ela odłożyła czytaną książkę z grymasem niechęci na twarzy.

– Głupie dialogi – stwierdziła. – Super pracę jej znalazła, akurat. Może w Stanach tak, ale na pewno nie u nas. Jakbym miała dwadzieścia lat życia i przynajmniej piętnaście praktyki w zawodzie to co innego.

– Coś musisz ze sobą zrobić – powiedziała Adelka stanowczo. – Może polityka?

– Chyba się z głupim na rozum pomieniałaś. Mam telewizor. Włączę i oglądam kabaret na jednym programie, kryminał na innym, horror na kolejnym i nie mam ochoty oglądać tego jednocześnie i bezpośrednio. Wolę z daleka i na ekranie, bo mogę zmienić kanał albo w ogóle wyłączyć.

– W takim razie… może poszłybyśmy na Uniwersytet tak zwanego trzeciego wieku? – zaproponowała Adelka. – Postanowiłam zrezygnować z kawałka etatu, zostawię sobie tylko jedną czwartą, w końcu już jestem na emeryturze i nic nie muszę. Mogłybyśmy się zapisać na przykład na gimnastykę albo hiszpański. Zawsze mi się ten język podobał, mogłabym się go trochę pouczyć.

– Właściwie… czemu nie? – zastanowiła się Elżbieta. – Trudno mi spędzać cały dzień w domu kiedy wiem, że on jest za ścianą i obmyśla czym by mi znów dokuczyć albo jak mnie najszybciej zgładzić z tego świata. Wychodzę z psicami na długie spacery ale to za mało. W domu przez cały czas jestem w nerwach, muszę mieć oczy dookoła głowy, boję się, że mnie nagle  zaatakuje.

– Tym bardziej powinnaś częściej wychodzić. Może się jeszcze na tańce zapiszemy?

Ela przemyślała propozycję i obie rozpoczęły nowy etap życia jako „studentki” Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zapisały się na basen, gimnastykę, tańce i hiszpański.

Z przyjemnością chodziły na zajęcia, rozruszały się, kondycja im się poprawiła a co za tym idzie – zdrowie też. Elżbieta orzekła, że dzięki zwiększonej dozie ruchu lepiej zaczęło jej się myśleć. Zaczęła więc myśleć bardzo intensywnie nad sposobem uwolnienia się od obecności byłego męża w domu. Myślała, myślała i wymyśliła. Najpierw musiała przeprowadzić kilka poważnych rozmów z Rafałem i przekonać go do swojego pomysłu. Następnym krokiem, dla niej najtrudniejszym, było zmuszenie samej siebie do odezwania się do Mirka, heroiczne przełamanie swoich lęków w celu osiągnięcia najważniejszego, upragnionego celu. Przełamała się. Nadludzkim wysiłkiem opanowała emocje i zaproponowała byłemu mężowi, aby przeprowadził się do mieszkania po jej mamie, w którym aktualnie mieszkał Rafał. Chłopak zgodził się przenieść do matki na czas oczekiwania na swoje własne mieszkanie. Robert się już jakiś czas temu wyprowadził i wspólnie z dziewczyną wynajmowali kawalerkę. Ponieważ wiadomo, że każdy sądzi według siebie, Mirek długo zastanawiał się jaki podstęp ma Elżbieta w zanadrzu. Ona zaś miała tylko jedno jedyne pragnienie: uwolnić się od prześladowcy. Zgodził się wreszcie, ale podpisali umowę, że wyprowadzi się z ursynowskiego mieszkania pod warunkiem, że do końca życia będzie miał zapewnione lokum w mieszkaniu byłej teściowej.

Pomału zaczynała Ela patrzeć na świat z lekkim uśmiechem na ustach i nadzieją na lepsze życie. Bardzo często, chwilami wręcz obsesyjnie, pojawiały się myśli o Winicjuszu. Kiedyś  na przykład ni stąd ni zowąd przypomniały jej się wypowiedziane przez niego słowa.

– Jesteś tajemnicza jak Dunajec. Głęboko kryje się coś, co ucieka przed ludźmi. Chwilami wydaje się, że widać dno a chwilami głębia staje się nieprzenikniona jak ty, Elżuniu. Kiedy idziemy razem i rozmawiamy to śmiejesz się i żartujesz, nagle milkniesz, uciekasz w głąb siebie, zapadasz się w toń jakby cię nie było.

Szli w milczeniu. Po dojściu do następnego zakrętu wyprzedził ją o krok, wziął za rękę i spojrzał prosto w oczy.

– Elżuniu, jesteś wspaniałą kobietą – powiedział.

– Szkoda, że ci nie wierzę – pomyślała, głośno zaś odrzekła – oj tam, oj tam, nie pleć.

Wyrwała mu rękę i pobiegła przed siebie. Od razu ją dogonił i do końca dnia rozmawiali już tylko o urokach górskich tras turystycznych.

30.03.2018

  • kobietawbarwachjesieni Oj! Jakie to życie jest skomplikowane. Widać to nawet w różnych powieściach i opowiadaniach, a co dopiero mówić o rzeczywistości.
  • annazadroza Marysiu:-) Życie potrafi przynieść takie niespodzianki, że najlepszy scenarzysta nie wymyśli nic podobnego. Oby ze szczęśliwym zakończeniem:)
Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Od kuchni

Jajka w cebuli ugotowane, buraki też, sałatka jarzynowa siedzi w słoikach, bo tylko tak się mieści w lodówce. Wywar po warzywach sałatkowych na zupę jest, śledzie jeszcze są:) Jutro wyjmę z zamrażalnika produkty, żeby się nadały do dalszej obróbki. Mam w planie kotlety jaglano-pieczarkowe oraz ryżowo-jajeczne i myślę, że z dodatkiem pora lekko podduszonego. Cóż poradzę, że lubię gotować:) Lubię, jak mi w garnkach bulgocze i apetyczne zapachy rozchodzą się po całym domu:)
W niedzielę przyjdą Małe, więc dla nich jarskie żarełko być musi. A w poniedziałek Duże przyjdą z Calineczką:) Ona jeszcze w tym roku kosztować moich potraw nie będzie, ale dla pozostałych zrobię kurczakowe kotlety mielone i indyka z morelami. Takie świąteczne potrawy sobie zaplanowałam. Żurek
oczywiście też będzie i jeszcze murzynka upiekę dla Małego oraz sernik. No i buraczki takie jak Mama robiła, z dużą ilością śmietany i usmażoną cebulką. Pycha.
A teraz odchodzę od kuchni do innych zajęć:) Psy po spacerze, nakarmione, wzięły się za ogryzanie przysmaku.

29.03.2018

  • kotimyszkot Tak smakowity wpis, że zgłodniałam!
    Miłych przygotowań i Wesołych Świąt wśród najbliższych :))
  • kolewoczy Upiekłam chleb z ziaren i to całe moje świąteczne kucharzenie 🙂
  • annazadroza Myszokocie:-)Dzięki:) Samych pyszności i dobrych Świąt Tobie i Rodzince:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Jak to zrobiłaś? Zdradzisz przepis? Szukam sprawdzonych, bo rezultat często różni się od oczekiwanego:)
  • babciabezmohera Dobrych, spokojnych Świąt, Aniu! Tobie, Rodzince, zwierzakom. :))
  • urszula97 Ale pyszności ,u mnie sernik,babki i ciasto szpinakowe(pierwszy raz),jutro będę przekładac,jutro też sałatkę zrobie,jajka ufarbowane w cebuli,śledzie dzisiaj założe, przyjemnej pracy,
  • annazadroza BBM:-) Dwunogi i czworonogi dziękują serdecznie i mooocno świątecznie przytulają życząc WESOŁYCH ŚWIĄT :)))
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Aniu zdrowych, spokojnych i błogosławionych Świąt Wielkiejnocy.
    Rodzinnej radości bo widzę, że zanosi się przepięknie !
    Ściskam i przytulam świątecznie
  • annazadroza Urszulo:-) Dzięki:) Jakie ciasto szpinakowe? Jestem zainteresowana, nawet bardzo:) Przypomnę się po Świętach:)
  • annazadroza Kasiu:-) Właśnie o Tobie myślałam, słowo!
    Tobie serdeczności świątecznych cały wielkanocny koszyk posyłam, żebyś znalazła w nim co tylko zechcesz i wybrała dla siebie wszystko, na co masz ochotę. I niech Ci się spełni:) Przytulanki z serca płynące, Kasieńko:)))

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | Dodaj komentarz

…się ucieszyłam:)

Nie dałam rady wcześniej usiąść do Lapcia, teraz już ledwo żyję, więc w skrócie. Podjechałam do Piaseczna lokalnym autobusem i się okazało, że bilet ulgowy kosztuje 2,50 czyli podrożał o 50 gr. Na szczęście miałam drobne w kieszeni, bo głupio byłoby zdejmować plecak, szukać portfela, który zawsze się gdzieś głęboko chowa, kiedy jest natychmiast potrzebny. Już widzę jak szukam, kierowca się niecierpliwi, pasażerowie zaczynają utyskiwać, rzucać różne uwagi… Na szczęście do tego nie doszło:) Załatwiłam co miałam do załatwienia i wróciłam na przystanek. Autobus miał być dopiero za pół godziny. Stwierdziłam, że
czekać nie będę i ruszyłam na piechotę. Szłam równo pół godziny, czyli zaoszczędziłam tyle czasu, którego wiecznie brak. Półgodzinny szybki marsz dla zdrowia mi się trafił.
Powrót do domu zawsze jest przyjemny, ale od czasu, kiedy witają mnie w drzwiach dwie mordki i dwa merdające z radości ogonki – jeszcze przyjemniejszy.
Potem na szybko obiad oraz inne czynności domowe, między innymi śledziki przygotowałam. Nic specjalnego, pokroiłam je, włożyłam do słoika przesypując skrojoną w kostkę cebulką, dodając ziele angielskie i listki laurowe. Zalałam olejem z dodatkiem octu. Muszą się „przegryźć” i dopiero wtedy są smaczne.
Dlaczego o nich mówię? Bo ledwo włożyłam słoik do lodówki, babcia D. przyszła zjeść kolację. Hurra! Nareszcie coś zje! Nie patrzyłam co sobie nakłada, zajęta byłam czym innym. Po chwili wróciła z talerzem i powiedziała, że nie lubi śledzi, ale jakoś jej się zachciało jak zobaczyła słoik i … takich pysznych to dawno
nie jadła. Nic nie powiedziałam poza tym, że się cieszę, że jej smakowały. Naprawdę się ucieszyłam:)

28.03.2018

  • emma_b jak najsłuszniej nic nie powiedziałaś. po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy:)
  • tessa37 Emma, przypomniałaś mi piosenkę nieodzalowanego Mistrza:)
  • kotimyszkot Że też śledzie mogą przynieść tyle radości 🙂
  • veanka Gdyby te śledzie, które tak babci smakowały zestawić z tym, co jest aktualnie za oknem, to wyszłoby, ze zbliża się Wigilia;))).
    Za oknami bowiem (za Twoimi zapewne też;) gości regularna zima … ale do anomalii pogodowych „czas był przywyknąć”;).
  • e.urlik Eh, śledzie, też bym wyżarła, gdybym miała w lodówce. Ale przez najbliższe dni nic z tego, bo kolejka była taka, że stałabym do soboty 🙁
  • nie-okrzesana Śledzie musiały być extra, skoro nawet babcia D. potwierdza.
  • mmzd Bo śledź przecie – znów śladem Mistrza – to metafizyczne danie 🙂
    Uwielbiam !!!! – na samą myśl ślinianki zaczęły działać 😉
  • annazadroza Emmo:-) Dokładnie tak pomyślałam:)))
  • annazadroza Tesso:-) Teksty Mistrza przypominają się „na okrągło” wielu osobom. Weszły do naszego życia na zawsze:)
  • annazadroza Myszokocie:-) I to zwykłe śledzie w oleju, nawet nie ucho od śledzia:)
  • annazadroza Veanko:-) Rano była normalna zima z gęstym śniegiem. Nie powiem, żebym była zachwycona, pod nosem rzuciłam tym i owym… Boć to właśnie nie Wigilia. Teraz jest za to chlapa, pada deszcz, sama nie wiem co lepsze. Chyba nie trzeba się na nic nastawiać, bo jaka aura nam się trafi – taką trzeba akceptować, choć wcale jeszcze nie przywykłam do pogodowych anomalii, pewnie z powodu ciągłego braku czasu;)))
  • annazadroza Ewo:-) Kolejka po śledzie?!
  • annazadroza Nie-okrzesana:-) Nie mam pojęcia, jeszcze nie odważyłam się spróbować, muszą się „przegryźć” – jak zdążą:) Chyba dokupię jutro ze dwie tacki i zrobię:)))
  • annazadroza Magdo:-) Jakie lubisz najbardziej? Kiedyś Babcia robiła takie w śmietanie i były pyszne, ale nie mam przepisu. Zresztą – wszystkie smaki z dzieciństwa są po latach nie do podrobienia. Druga Babcia – m.in. oczywiście – piekła taki biszkopt, jakiego nikt na świecie nie potrafi, ja też, choć mam przepis.
  • mmzd W śmietanie, z cebulą i jabłkiem, ale jabłko koniecznie czerwone i ze skórką, takie cieniuchne ćwierćplasterki, aaa, znowu ślinianki działają.
    I jeszcze mam taki patent, że jednego śledzika rozcieram na puch, łączę ze śmietaną, zostawiam na pare godzin do przegryzienia, i dopiero zalewam pozostałe.
    ( Oczywiście jak mam dostęp do śledzi, co w tym „dzikim kraju” raczej się nie zdarza ;)). )
  • annazadroza Madguś:-) Śledziki wymoczone, słone czy z octu, czy z oleju? Poproszę o dokładniejsze wskazówki, bo mi ochoty narobiłaś. Potem je kroisz czy w całości zalewasz tym roztartym ze śmietaną? Jabłka też zalane?
    Wybacz dociekliwość, ale chciałabym dobrze je zrobić. Buziaki:)))
  • mmzd Z octu, moczone w mleku( można też w maślance, nawet smaczniejsze są), potem muszą dobrze ocieknąć na sicie. Kroję na kawałki takie na „jeden gryz”, czyli nie za małe … łomatkooo, znowu się ślinię !!!
    Jabłka też zalane, ale tak żeby było widać te czerwone skórki – ładnie to wygląda 🙂
    <*0;ooooo;~~
  • hanula1950 Brawo dla babci !
    Radosnych Świąt !
  • fusilla Ło matko pojedyncza, jak ja nie lubię śledzi! Od dzieciństwa wczesnego, gdy co piatek na obiad do pysznych, goracych ziemniaków Tato dodawał śledzie w śmietanie z dużą ilością cebuli!!!! A cebuli do dzisiaj nie trawię, po wczesnodziecięcym kokluszu, który Mamusia leczyła własnie cebulowym sokiem! ;-(((((
  • annazadroza Magduś:-) Na pewno zrobię, zaraz sobie wpiszę w kajet, na wieczną rzeczy pamiątkę, to nie zgubię przepisu. Będzie się nazywał : śledziki Magdy 🙂
  • annazadroza Hanulu:-) Dziękuję w imieniu babci:) Tobie również radosnych, żeby zawsze w koło było wesoło:)))
  • annazadroza Fusilko:-) Oj, to biedna jesteś:( Ani śledzika, ani cebulki:( A to takie dobre. Rozumiem Cię jednak, bo ja się w dzieciństwie „przeżarłam” chałwą i do tej pory jej nie znoszę. Kiedyś wypiłam za dużo likieru bananowego, że za dużo poczułam dopiero, kiedy chciałam wstać… Przez kilka lat robiło mi się niedobrze, gdy poczułam zapach bananów…
  • e.urlik Oh, nie tylko po śledzie, ale po całą resztę biednych zwłok też. Kupię po świętach :-/
  • annazadroza Ewciu:-) Jak to, znowu kolejki? Puste półki w necie pokazali na skutek „zakazu na niedzielę”, czyli „komuno wróć” – a ona mówi: wracam;( Za chwilę babcia-meliniarka znów będzie alkohol sprzedawała spod fartucha. U nas mieszkała nad przedszkolem, chłopy z całego osiedla tam zachodzili po „towar”…
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 31

Kasia ni stąd ni zowąd znalazła się w katedrze św. Floriana. Odbywało się właśnie nabożeństwo żałobne. Wokół było granatowo od strażackich galowych mundurów. Widocznie chowają kogoś ważnego – pomyślała. Wtedy zauważyła, że jest ubrana na czarno. Ktoś chwycił ją za rękę i poprowadził w stronę trumny. Najpierw się przelękła, potem odetchnęła poznając, że to Łukasz ją podtrzymuje. Kamil wziął ją pod drugie ramię.

– Nie odchodź, bo nam znowu zginiesz. Przecież po uroczystościach jedziemy razem – szepnął.

– Po co? – szeptem spytała nic jeszcze nie rozumiejąc.

Wreszcie zrozumiała zobaczywszy przed sobą tatę zdrowego, młodego, uśmiechniętego, takiego sprzed choroby.

– Widzisz, przechytrzyłem Alzheimera – powiedział puszczając oko do córki. – Został tam – wskazał dłonią trumnę.

Zorientowała się, że nikt poza nią ojca nie widzi. Łzy popłynęły strumieniem.

– Nie płacz – powiedział tata. – Już po wszystkim. Jestem wreszcie wolny i wy też.  Wiem, że okropnie wam ostatnio utrudniałem życie i przeszkadzałem. Przepraszam, ale to nie z mojej winy. Odpracowałem swoje i mogę iść dalej. Pamiętaj córciu: ważne jest tylko to co zabieramy ze sobą na drugą stronę. Zawsze będę blisko was, będę pomagał i strzegł jak zawsze.

Postać taty zaczęła rozpływać się aż zniknęła. Głos jeszcze dźwięczał, oddalał się coraz bardziej, popłynął gdzieś w górę, pod sklepienie  katedry aż zniknął.

Kasia usiadła na wersalce zalana łzami. Wiedziała, że to nie był zwykły sen. Wyraźnie miała przed oczami – jak wydrukowane – zdanie: ważne jest tylko to co zabieramy ze sobą na drugą stronę.

Nie była pewna czy ona sama żyje i gdzie jest. Po dłuższej chwili dopiero poczuła, że jeszcze jest na tym świecie.

W pracy odebrała telefon z ośrodka z informacją, że tatę zawieźli do szpitala, bo najprawdopodobniej dostał wylewu. Natychmiast zaalarmowała Mikołaja i Marka. Pojechali do szpitala.

Tata przeszedł na Drugą Stronę Tęczy.

  Może teraz, z innej perspektywy wiesz Tato, że nie miałam złej woli, złej intencji tylko brak siły? Nie mogłam się pogodzić z tym, że już nie mam oparcia, że jestem sama na siebie zdana, a nie byłam tego w dzieciństwie nauczona? I tak wszystko robiłam sama, ale gdzieś tam , w tyle, zawsze byłeś Ty. I potem stałeś się nagle zupełnie inny, nie byłeś sobą, zamęczałeś mnie moim poczuciem winy za to, że nie wyrabiam w kontakcie z Alzheimerem i swoimi na niego reakcjami… Wybacz mi, proszę, teraz widzisz wszystko, mam taką nadzieję. Pamiętasz, kiedyś miałeś widzenie. Widziałeś siebie leżącego bez życia i patrzyłeś na siebie z góry, a potem usłyszałeś głos: to nie ty, to tylko twoje ciało… Czy teraz też tak było? Twoje biedne ciało było tak udręczone cewnikowaniem, wylewem, krwotokiem. Czy wyszła po Ciebie mama, czy babcia Karolina, a może babcia Frania? Obiecywałeś, że powiesz jak tam jest… Wybacz wszystko co zrobiłam nie tak. Chciałabym naprawić, ale nie mam jak. Nie wiem jak. Kocham Cię Tatusiu.

 27.03.2018

© Anna Blog

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | 2 komentarze

Ładnie było

W sobotę babcia D. jadła normalne posiłki, dała się wyciągnąć na spacer pierwszy raz w tym roku. Przeszła nawet spory kawałek, dałam jej po drodze mój kijek, żeby jej było lżej, bo drugiego nie chciała zabrać dla siebie. Dopiero gdy poczuła, że ją bolą nogi, a pewnie i kręgosłup, to się zdecydowała wesprzeć. Po
spacerze posiedziała z nami przy stole, zupełnie jakby nigdy nic złego się nie działo. Zaczęłam mieć cień nadziei i dużo ciepłych myśli…ale… już dziś wróciło wszystko do normy, niestety. Wstać jej się nie chce, jeść nie chce, znów obrażona i nie wiem co jeszcze za chwilę się może wydarzyć.
W niedzielę odwiedziliśmy cmentarz w Wilanowie, sprzątnęłam i stroik świeży położyłam, zapaliłam świeczki, pogadałam z siostrą…
Dziś nie miałam kiedy usiąść na dłużej przy Lapciu, rano tylko zajrzałam na bloga na chwlę. Teraz czuję zmęczenie, więc posiedzieć chwilkę muszę, a zatem jest okazja do „skrobnięcia” kilku słów. Politykę odkładam na bok, nadmienię jedynie, że całym sercem w piątek byłam z dzielnymi dziewczynami, których tłumy wielkie widać było na ulicach. Ale o tym potem, kiedy czasu będzie więcej na tekst.
Rozpoczął się przedświąteczny tydzień wypełniony przygotowaniami. Stroną materialną owych się zajmując doszłam do wniosku, że mniej przygotuję potraw niż zazwyczaj, bo mniej trzeba jeść dla zdrowia i do lodówki się nie mieści wszystko co powinno. Poza tym zrobiło się ciepło i na balkonie nie bardzo da się
przechowywać produkty.
Odnośnie pogody – naprawdę było prześlicznie, słonecznie i ciepło przez cały weekend. Dziś rano szron leżał na trawie, ale chłód rekompensował prześliczny wschód słońca, który oglądałam idąc z Szilunią. Jako skowronek nie mam problemu ze zmianą czasu. Mam za to problem z tym nieustannym czasu uciekaniem zbyt szybkim.

26.03.2018

  • kolewoczy No dzień wydłużyli, to czasu więcej powinno być 😉
  • bognna Ja jako sowa mam OGROMNY problem ze zmiana czasu:(
    Niestety.
  • annazadroza Kolewoczy:-) Choćby dzień nie wiem jak wydłużali, nic nie pomoże, zawsze czasu brakuje;)
  • annazadroza Bognna:-) Oj, to współczuję. Zazdroszczę sowom, że mogą siedzieć w nocy, bo za nic na świecie nie dam rady:( W każdej sytuacji usnę, na stojąco, na siedząco. Ile przyjemności mnie przez to omija:(
  • veanka Z dnia na dzień piękniej jest i wiosna wygląda z każdego kąta.
    Ale gdzieś w necie mi mignęło, ze święta mają być zimne;(.
    Zasypiam i wstaję tak jak w czasie zimowym, ale akurat w tym tygodniu nie bardzo mogę sobie na to pozwolić, bo … mam tylko dwie ręce a pracy przed świętami jest na cztery osoby;).
  • kotimyszkot Dobrze, że wydłużyli ale nie inaczej – ciągle czasu za mało!
    Ja to chyba sowo-skowronek jestem, są dni że mogę siedzieć długo w noc, a potem wstać o 7.. a są takie, że padam wczesnym wieczorem i zebrać się rano nie mogę. Takie 2w1 😉 Pozdrawiam..
  • urszula97 Chociaż na emeryturze to ta zmiana mi przeszkadza,taka trochę otumaniona,do pracy wstawałam na 5 ,to była masakra,teraz jak bym mogła pospać to kotka mnie budzi i gryzie po paluch nóg czy rąk,tylko mnie ,męża to nie rusza a nic jej nie zrobiłam.
  • e.urlik Ania! Słusznie! Mniej znaczy więcej (hihihi, kto to wymyślił), więc nadmiar potraw jest większym problemem niż ilość w sam raz. Ja co roku robię mniej i mniej i nikt nie narzeka :-0
  • nie-okrzesana Miejmy nadzieję, że poprawa pogody choć trochę poprawi nastrój babci D.
  • annazadroza Veanko:-) Cztery ręce i dwie pary oczu bardzo by mi się przydały osobiście, że tak się wyrażę:)
    Chłodniej nieco, ale właściwie teraz mnie to nie martwi, bo na balkon bigos wystawiłam, jajka i inne produkty podczas świąt dadzą się przechować, jako że w lodówce miejsca brak. Ale po świętach życzę Tobie i sobie pięknej, ciepłej wiosny:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Oj, kochana, jakże bym chciała, żeby wydłużyli tak jak Ty byś chciała:)
    Cóż, dawniej mnie również się zdarzało zarywać noce, potem krótka drzemka i znów na chodzie. Ale to dawno było… Też pozdrawiam:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Na 5-tą rano do pracy – toż to katorga i w tym przypadku zmiana czasu na pewno była koszmarem. Ale teraz – to możesz się przewrócić na drugi bok ze świadomością, że nie musisz wstawać. Koteczka Cię podgryza z miłości i żebyś – leżąc w cieplutkim łóżeczku – mogła sobie myśleć jak Ci jest dobrze:)))
  • annazadroza Ewuniu:-) Cieszę się, że mnie rozumiesz i dzięki za wsparcie:)))
  • annazadroza Nie-okrzesana:-) Ostatnio z synową rozmawiałyśmy, że pogoda ma wpływ na babcię D. Ma na każdego, lecz zaczęłam obserwować i faktycznie zauważyłam wyraźny związek jej nastroju z wahaniami ciśnienia. Kiedyś oglądałam program o wpływie, jaki ma wiatr halny na zachowanie ludzi, niesamowite jak niektóre jednostki reagują, nawet do samobójstw dochodzi. Dawniej, gdy wiał bardzo silny wiatr, ludzie mówili, że się ktoś powiesił. Może i coś w tym jest?
  • tessa37 Ja jako sowa, jak Bognna, raz zawsze cierpię i czekam., kiedy to kretymstwo zniosą. W tym roku wyjątkowo dobrze znioslam, bo wyjazdowo, w Bonn i pogoda przepiękna, w sobotę po zwiedzaniu, jedzeniu, winku i metaxie wpadliśmy wczesnie, więc przeszło ulgowo:)
    A jak tam sarenki? Nadal wierzę, że ta druga młoda, to ta sierotka jest…
  • tessa37 A co do pogody, to wiele osób tak ma, ja też, jak tylko slonecznie (niezależnie od temperatury), to od razu mi lepiej…

Dodaj komentarz

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Pasma życia” 30

Elżbieta stała przy oknie i patrzyła na uśpiony Ursynów. Czuła się jakby była jedyną nie śpiącą istotą na świecie. W oknach przeważnie światła już pogasły, gdzieniegdzie migotał blask od ekranu telewizora w tę cichą i ciemną noc. Latarnie owszem, świeciły, ich światła odbijały się w kałużach, ale z powodu deszczu i silnego wiatru Aleja KEN świeciła nie tylko światłami lecz przede wszystkim pustkami. Nikt normalny bez ważnej przyczyny nie wychylał nosa z domu. Z góry zobaczyła światło zapalające się w oknie Kasinego pokoju. Po chwili uchyliły się drzwi balkonowe i do ogródka wyskoczył Dżemik.

Widocznie kłopoty żołądkowe, pomyślała Ela. Skoro przyjaciółka i tak nie spała, bez skrupułów sięgnęła po telefon.

– Czy ty zgłupiałaś? Spać nie możesz? – ofuknęła ją Kasia.

– Właśnie nie mogę i widzę, że ty też…

– Ależ ja mogę, tylko mnie Dżemcio obudził i zaraz będę spać dalej.

– To jesteś szczęśliwa.

– Byłam – ziewnęła, – teraz mnie rozbudziłaś. Co cię dręczy o tej porze kobieto, że porządnym ludziom spać nie dajesz?

– Bo wiesz…tak sobie myślę, że nie potrafię żyć sama dla siebie. Dotąd wszystko robiłam dla kogoś. Kiedyś dla męża… teraz, wiadomo, najpierw liczą się dzieci, ich potrzeby, obowiązki,  zaś ja na samym końcu. Wygrywa myśl, że ja nie mam prawa wymagać czegoś dla siebie. Nawet jeśli coś dostaję od kogoś, to czuję się głupio, jestem skrępowana, zażenowana, wreszcie nawet zła, bo mi się wydaje, że to z litości.  I tak nakręcam sama siebie.

– Elka, jak zaczęłaś to zauważać, znaczy: rozwijasz się… No co? Tak piszą w poradnikach. Najwyraźniej zrobiłaś wielki krok na nowej drodze życia…

– Jakiej…

– Cicho! Jak mnie rozbudziłaś to teraz słuchaj – ziewnęła Kasia. – Zrobiłaś krok na drodze ku zmianom i nowemu życiu, tak to się mówi. Może wreszcie powinnaś przestać się ukrywać przed niektórymi ludźmi i się z nimi spotkać. W końcu już tak dawno odzyskałaś niepodległość, że możesz…

– Co zrobiłam?

– O matko, rozwiodłaś się kobieto, jesteś wolna, dzika, niepodległa…

– Głupia, ty znowu swoje…

– Bo mam rację. A teraz daj mi spać, błagam cię, jutro pogadamy. I tak cię kocham, pa.

Ziewająca Kasia odłożyła telefon i zgasiła światło. Dżemcio wrócił z ogródka. Elżbieta została sama ze swoimi myślami, które wbrew jej woli krążyły wokół Winicjusza i przesuwały przed oczami obrazy wspomnień ze spacerów pienińskich… Dlaczego one uważają, że Winicjusz nie zrobił niczego złego zatajając przede mną prawdę? To mnie mają za złe, że nie chcę się z nim spotykać, małpy jedne…Ale fakt, strasznie dużo czasu już upłynęło…

„Wiesz co? Nigdy nie będziesz szczęśliwa, bo szczęście to wartość, którą można odnaleźć tylko w sobie, na zewnątrz jej nie ma. A jeśli nie możesz jej odnaleźć to przyczyna tkwi w tobie”. Tak jej powiedział po sławetnym grillu u Teresy, kiedy na siebie wpadli w Hicie i próbował namówić ją na spotkanie o bardziej intymnym charakterze. Ale nie był zły ani obrażony, oczy mu błyszczały jak woda w Dunajcu… Nie, nie będzie o tym myśleć. Nie czas na sentymenty i urojenia. Trzeba się po raz kolejny zmierzyć z rzeczywistością. Teraz – to ona musi znaleźć jakiś sposób, żeby uwolnić się od potwora, z którym mieszka. Chwilowo go nie ma więc może oddychać pełną piersią. Wkrótce jednak wróci i znów zacznie ją dręczyć.

Zaparzyła sobie herbatkę z podwójnej melisy na uspokojenie  i wreszcie usnęła ukołysana kocim mruczeniem. Przyśnił jej się towarzysz pienińskich wycieczek… Gwałtownie wyrwana ze snu dzwonkiem telefonu usiadła na łóżku. Objęła kolana ramionami, oparła na nich brodę. Telefon dzwonił i dzwonił. Drżała na całym ciele, jej dusza jeszcze przebywała w krainie snów… Nie czuła się na siłach rozmawiać z kimkolwiek. Telefon wreszcie przestał dzwonić. Znudziło mu się albo się zmęczył, pomyślała. Po dłuższej chwili oprzytomniała. Zerknęła na zegarek. O rany, jak późno! Niemożliwe! A psice jej nie obudziły? No tak, nie spała prawie do rana i dlatego jest nieprzytomna. A psice są mądre i dobrze wiedzą, że jak pani śpi to nie należy jej budzić bez istotnej przyczyny. Co innego, gdy już usiądzie albo otworzy oczy, wtedy można domagać się paninej uwagi, żarełka, spaceru i pieszczot. Podniosła się i zerknęła kto dzwonił. Kaśka. Wzięła do ręki pilot od telewizora leżący obok telefonu, wcisnęła domowy numer Kasi i zdziwiła się nie słysząc sygnału. Popsuł jej się aparat, czy co? Za drugim razem powtórzyła dokładnie to samo i dopiero wtedy zorientowała się co robi. Odłożyła pilot  a wzięła telefon.

– Coś chciałaś? – spytała usłyszawszy głos przyjaciółki.

– Obudzić cię, żebyś poszła ze mną na giełdę. Dawno nie byłam, mam straszna ochotę pogrzebać w szmatach – odpowiedziała Kasia.

– Niech ci będzie, możemy się zrelaksować przy sobocie. Byłaś już z psem?

– Pewnie, przecież dawno wstałam.

– Ja dopiero pójdę. Umówmy się przy kamieniu za godzinę. Może być?

– Zgoda.

Poszły w stronę giełdy.

– Jesteś zakutą, beznadziejnie zakutą pałą – zaczęła z grubej rury Kasia. – Zdecyduj się wreszcie co naprawdę czujesz.

– Niby względem czego?… Sama jesteś zakuta pała!

– Nie czego tylko kogo. Nie udawaj, że nie wiesz, iż chodzi mi o Winicjusza.

– Aa, o to chodzi…Tak naprawdę… sama nie wiem…- przyznała niechętnie.

– No, nareszcie – w głosie Kasi zabrzmiał nieskrywany tryumf.

– Co: nareszcie?

– Nareszcie się przyznałaś, a to już połowa sukcesu.

– Do czego się przyznałam? – zdumiona Ela przystanęła na chodniku.

– Że nie wiesz.

– Głupia, wielki mi sukces – ruszyła do przodu tak gwałtownie, że Kasia potknęła się o Elki wózek na zakupy, który nagle znalazł się przed jej  nogami.

– Chciałaś mnie unieszkodliwić – stwierdziła z pretensją w głosie. – Nic ci to  nie pomoże, nie umkniesz przede mną. Teraz porozmawiamy o plusach twojej historii pewnej znajomości.

– Co za plusy? Jakie plusy? Nie ma ich. Niepotrzebnie uruchomiłam wyobraźnię, pozwoliłam się rozhuśtać emocjom i teraz mam problem

– Oj, masz problem, faktycznie.

– Przecież mówię, że mam. Muszę uspokoić się, wrócić do stanu równowagi i żyć normalnie dalej.

– Jak? Bez niego?

– Nie wiem…

– Przyznaj się dziewczyno sama przed sobą, że ci na nim zależy, że przed „erą Winicjusza” twoje życie było puste i beznadziejne, bo lizałaś rany po tym fatalnym małżeństwie i leczyłaś  zbolałą duszę…

– A skąd wiesz – przerwała przyjaciółce – czy moja dusza nadal nie jest zbolała? I co, mam jej jeszcze dokładać nowych boleści?

– Ty durna babo – pieszczotliwie rzekła Kasia. – Ty durna babo, przejrzyj wreszcie na oczy. Od powrotu ze Szczawnicy wyglądasz inaczej, myślisz inaczej i bez względu na bzdury jakie pleciesz, przypominasz nie martwą kukłę, ale kobietę z krwi i kości. Przynajmniej trochę…- zdążyła się nieco odsunąć od przyjaciółki, zatem otrzymany kuksaniec stracił zamierzony impet.

Ze śmiechem zrobiły zakupy dla domu, bo obowiązek na pierwszym miejscu i dopiero wtedy weszły do szmateksu.

– Należy nam się trochę przyjemności – oświadczyła Kasia radośnie i ruszyła na polowanie. Ela skierowała się w stronę przeciwną. Wśród wiszącej garderoby wyszukała ładną sukienkę. Zdjęła kurtkę, kamizelkę i założyła sukienkę na spodnie. Obejrzała się dokładnie w lustrze, oględziny wypadły pomyślnie. Wyszperała jeszcze kilka innych fajnych ciuchów, włożyła wszystkie do reklamówki, zważyła i zapłaciła. Kasia też coś wybrała dla siebie, obie zadowolone skierowały się do wyjścia. Już w drzwiach Ela poczuła, że coś jej wystaje spod kurtki.

– Co to? – zdziwiła się. – O matko! Sukienka! Czy ty nie widzisz, że wychodzę w obcej sukience? – spojrzała z pretensją na przyjaciółkę.

Wróciła, zdjęła ciuch, zważyła, zapłaciła.

– Czegoś mi brakuje, jakoś mi łyso – zastanowiła się. – Rany koguta, gdzie moja kamizelka?

Kasia rozejrzała się bezradnie. Zatrzymała wzrok na dużej reklamówce, w której były zakupy Elżbiety. Wystawał stamtąd fragment Elcynej kamizelki.

– No nie wytrzymam – parsknęła śmiechem. – Zapłaciłaś za własną kamizelkę.

– Zgłupiałam dzisiaj czy co? Rano próbowałam do ciebie zadzwonić pilotem od telewizora – jęknęła Ela.

– I co? Nie dało się? – zwijała się Kasia ze śmiechu. – Nie martw się. Ja ostatnio liczyłam na kalkulatorze i pisałam cyfry na kartce, wreszcie patrząc na wypisane cyferki wciskałam kilkakrotnie przycisk kalkulatora dziwiąc się, że nie znikają.

W doskonałych humorach wróciły do domów. Kasia wzięła się za pranie i sprzątanie, żeby synkowi nieco poprawić warunki życia bez mamy. Elżbieta za gotowanie obiadu ponieważ umówiła się ze swoimi chłopcami, że po południu obaj do niej przyjdą. Próbowała przy każdej okazji budować między nimi braterskie porozumienie. Wieczorem zaś miały spotkać  się u Kasi na babskie pogaduchy.

– Jestem zmęczona pracą – powiedziała Kasia. – To znaczy nie samym wykonywaniem czynności, co ciągle powtarzam, ale stosunkami miedzy ludźmi. No wiecie, ogólną sytuacją…

– Tak – wtrąciła Adelka. – Ogólna sytuacja przekłada się na szczególną i szczególniejszą…

– Niby cię rozumiem, ale mogłabyś sprecyzować co masz na myśli? – spytała Ela.

– Jasne – zgodziła się Adelka. – Ja mogę obserwować rzeczywistość z większym dystansem. Jestem na szczęście na emeryturze, pracuję bo chcę, a nie muszę i na dodatek mam gdzie. Jestem więc w komfortowej sytuacji w przeciwieństwie do was, dlatego moje obserwacje są mniej naładowane emocjami niż wasze. A chodziło mi o to, że ogólna sytuacja w kraju wpływa na wszystkie grupy ludzkie, jakbyś nie dzieliła, czy pod kątem zawodowym czy społecznym, po czym dochodzi do poszczególnych osób.

– Aleś się natrudziła – skrzywiła się Elka. – Myślałaś, myślałaś aż wymyśliłaś.

– Chciałaś to ci powiedziałam – obruszyła się Adelka. – Może nie mam racji?

– Ależ masz, oczywiście, że masz – zgodziła się Ela. – Tylko myślałam, że się odniesiesz do zmęczenia i sytuacji Kasi.

– Wybacz moja droga, ale ja nie odpowiadam za to co ty myślisz, że ja myślę i to jeszcze odnośnie Kaśki.

– Czy mogłybyście się przestać odnosić do mnie? Nie dacie mi skończyć wypowiedzi tylko się mnie czepiacie.

– My? – zgodnie zamrugały rzęsami. – A w życiu.

– My się nie czepiamy – wyjaśniła Ela, – tylko się o ciebie troszczymy.

– No właśnie, troszczymy się o ciebie – dodała Adelka, – bo chcemy, żebyś była bardzo szczęśliwa w nowym małżeństwie.

– Przecież jestem. Bardzo. Problemy dotyczą całkiem innej sfery.

– No dobrze, to już nie będziemy ci przerywać. Prawdaż Adelciu?

– Nie, nie będziemy, tylko nalej najpierw tego dobrego miodu i możesz mówić choćby do rana, nieprawdaż Elciu?

Kasia posłusznie wzięła dzbanek i nalała.

– Ktoś trafnie określił, że teraz mamy złote czasy paranoi – podsumowała.

23.03.2018

  • nie-okrzesana Dobre przyjaciółki to naprawdę skarb.
  • kobietawbarwachjesieni A ja się już zastanawiam, co będzie dalej. Pojawi się w końcu ten Winicjusz z błyszczącymi oczami, czy nie?
  • krzysztof213 Będzie książka hmm
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Barwne te postaci, fajne dialogi i miło poczytać o udanej przyjaźni.
    Dobre uczucia tutaj rządzą…
    Miłego weekendu Aniu :)))
  • annazadroza Nie-okrzesana:-) Jasne, przyjaciółki to skarb, masz absolutną rację:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Pojawi się, pojawi, przecież musi. Co by to była za bajka gdyby się nie pojawił:)))
  • annazadroza Krzysztof:-) To jest powieść, w odcinkach prezentowana:)))
  • annazadroza Kasiu:-) Złego wokół dużo, więc chociaż w bajkach niech będzie dobrze, żeby podczas czytania złapać oddech na dalsze życie w realu.
    Dobrego tygodnia, dziś poniedziałek, niech się dobrze zacznie, Kasieńko:)))
Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Dobranoc:)))

Obiecałam sobie, że poza weekendami pisać będę codziennie. Muszę dotrzymać, ponieważ jeżeli raz sobie odpuszczę, zrobi się takich wyjątków więcej i co z samodyscypliną, którą mam ćwiczyć? No właśnie, więc ćwiczę:)))
Byłam u Calineczki, jest coś niesamowitego w fakcie, że taki malutki szkrab zmienia się nie tylko codziennie, ale dosłownie zdarzają się skoki rozwojowe jeszcze szybsze. Na przykład idzie spać i budzi się już inna, z nową umiejętnością, jakby we śnie otrzymała instrukcję:))) Skończyła pół roczku, jest bardzo
pogodna, odkrywa świat, dziś np. uśmiechała się całą buzią na widok „dzidzi” w lustrze, próbowała rączką dostać do rączki swego odbicia, a widok rozradowanej buźki z dwoma ząbkami na dole – bezcenny!
Co poza tym? Babcia D. wczoraj wyszła z domu, po raz pierwszy chyba od 2 miesięcy (nie licząc wizyt u lekarzy) i poszła sobie kupić gazetę. Na śniadanie zjadła dwie parówki! Cud prawdziwy i z tego można się cieszyć.

A drugie poza tym – jestem zmęczona i idę spać. Dobranoc:)))

22.03.2018

  • kotimyszkot Miło poczytać dobre wieści 🙂 Dobranocki!
  • annazadroza Myszokocie:-) Dzięki:) Pozdrowienia najserdeczniejsze:)))
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Podziwiam Cię Aniu z tym postanowieniem i realizacją codziennego
    pisania. Trzeba jednak mieć DAR żeby codzienne sprawy ubrać w słowa.
    Przez to moje ,,skurczone życie,, rozmyślałam o założeniu bloga
    ale mam taki marazm życiowy i myślowy że nie dam rady. A może
    mam jakieś blokady ? Sama nie wiem.
    serdecznie pozdrawiam + uśmiechy
  • annazadroza Kasiu:-) Może przyszła pora, żeby się przełamać? Ja rok temu tez się bałam, ale się odważyłam i naprawdę jestem zadowolona, że zdobyłam się na odwagę. To jakby drugie życie, nowe znajomości – takie fajne miejsce, „kącik” do którego zaglądają dobre duszyczki. Motywuje też wtedy, kiedy się okrooopnie nie chce. Przytulanki Kasieńko:)))
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl A ja jednak mam wrażenie że to wszystko ( w sensie komentarzy ) jest tylko
    do pewnego momentu…zażyłości. Ja szukam czegoś bardziej osobistego.
    Tutaj trudno mi to szerzej określić, ale chyba mnie rozumiesz.
  • urszula97 Miło się czyta takie wieści,maluszki zaskakują,nasz podjął próbe przewracania się na brzuch,robi to już ale jeszcze nie wie co tą ręką zrobić którą tułowiem sobie przywala,
  • annazadroza Kasiu:-) Może jest taki pierwszy moment przełamania blokad, który pozwoli potem pójść dalej? Gdybyś zdecydowała się na pisanie na własnym blogu udałoby Ci się je pokonać?
    Tak pięknie powiedziałaś o moim pisaniu, że ciepło mi się na sercu zrobiło, dziękuję Ci:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Maluszki są najcudniejsze na świecie:) Moja malutka też do niedawna nie radziła sobie z rączką, ale już umie ją sobie spod brzuszka wyjąć. Szybko się uczą:)))
 

Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz