Adelka spędzała z Adamem sporo czasu. Czasem wspólnie gotowali nowa potrawę, szli do kina albo do teatru, często przyjeżdżał z Bierką i ze wszystkimi psami pokonywali piechotą wiele kilometrów, kiedy indziej znów jechali do znajomych na działkę pod Warszawę albo odwiedzali Krysię na działce przy Idzikowskiego. Sprawiały jej te wyprawy dużą przyjemność. Aż za dużą. Od czasu poznania Alana jeszcze większą. Zauważyła, że z niecierpliwością czeka na dzwonek telefonu, zaś przed spotkaniem z Adamem zwraca większą niż zazwyczaj uwagę na ubiór i staranność makijażu. Z jednej strony było to przyjemne uczucie, z drugiej jednak zaczynało ją denerwować, bo przecież ceniła sobie niezależność emocjonalną, z którą bardzo dobrze jej się żyło aż do tej pory, a która pozwalała obserwować z dystansu sercowe perypetie przyjaciółek oraz bliższych i dalszych znajomych. Miała wrażenie, że „coś” zaczyna ograniczać jej wolność osobistą i wdzierać się do jej świata powodując zamieszanie i zachwianie ustalonego ładu. Raz było jej z tym dobrze, innym razem była wściekła z powodu własnych odczuć. Miała kilku osiedlowych znajomych płci niewątpliwie przeciwnej, z którymi utrzymywała „psie” kontakty, ale nigdy nie była bardzo zaangażowana w owe stosunki, nie rozstrajało jej to, było powierzchowne, nie miało głębszego wpływu na nią samą.
– Wiesz, mam wrażenie, że Adelka stała się jakaś taka drażliwa albo nieobecna. Jakby ja coś gryzło od środka – pierwsza Elżbieta zauważyła, że coś się dzieje z przyjaciółką i podzieliła się z Kasią swymi obserwacjami.
– Może i racja, ostatnio nie mogłam przyjechać w poniedziałek, żeby ją wygnieść i była wyraźnie zdegustowana – odpowiedziała Kasia.
– No właśnie, bo Adam nie zadzwonił przez cały tydzień. Duma nie pozwoliła jej zadzwonić pierwszej i wyżywała się na mnie wieczorem na spacerach – wyjaśniła Ela.
– Przyganiał kocioł garnkowi – uśmiechnęła się Kasia. – Przypomnij sobie jak ty wyżywałaś się na nas za całe swoje życie i małżeńskie problemy.
– I pewnie jeszcze za moje życie płodowe, co? Ale dzięki – spojrzała Ela ciepło na przyjaciółkę. –Trzymałyście mnie przy życiu i tylko dlatego wszystko przetrzymałam. A zmieniając temat na przyjemniejszy, może pójdziesz jutro ze mną na giełdę?
– Jasne. Przecież wiesz, że gdybym nie poszła, to tak jakby nie było weekendu. Muszę zrobić zakupy na dwa domy oraz, oczywiście, pogrzebać w ciuchach.
– Świetnie, pomożesz mi, bo dostałam od Adelki wyraźne polecenie co mam jej znaleźć.
– Nie może być! Naprawdę? Widzisz, to dowód, że naprawdę przeżywa coś niezwykłego.
– Daj głos jak się obudzisz i pójdziemy razem Teraz muszę już lecieć, cześć.
Po wyjściu Eli Kasia uciszyła Dżemika i choć próbowała zająć myśli własnymi sprawami, królowała w nich Adelka.
Adelka zaś w tym samym czasie rzuciła się na telefon, który głośno zadzwonił wyrywając ją z zamyślenia.
– Adam? – krzyknęła do słuchawki i zbladła usłyszawszy nieznany głos.
– Nie, jestem jego sąsiadem. Adam miał zawał…
– O Boże – zdołała jęknąć.
Świat zawirował jej przed oczami, w ciągu kilku sekund odczuła wokół siebie nagłą potworną, bezdenną pustkę… już raz tak było… dawno temu, kiedy dowiedziała się o Andrzeju porwanym przez lawinę… Nagle zrozumiała jak ważnym elementem jej świata stał się Adam.
– Halo! Proszę pani! Jest pani tam? Jeszcze mi kobieta padnie trupem przy telefonie… Proszę pani!
– Tak, jestem, przepraszam – odezwała się słabym głosem.
– Już wszystko dobrze. Nic mu nie będzie, to był na szczęście lekki zawał. Spokojnie, wyjdzie z tego – człowiek po drugiej stronie słuchawki próbował dodać jej otuchy.
– Na pewno wyjdzie? – zapytała już żywszym głosem.
– Na pewno. Dał mi numer pani telefonu, żebym zadzwonił z przeprosinami, że się nie odzywał. Nie mógł.
– Bardzo, bardzo panu dziękuję za wiadomość. W którym jest szpitalu? Tak, a sala? Dziękuję jeszcze raz. Tak, tak, dobrze, jestem spokojna. O Boże! A Bierka? Pan się nią zajął? Jakże mam panu dziękować? Przyjadę po nią, dobrze, do widzenia.
Usiadła z westchnieniem. Psy naprzeciw, zaniepokojone, wpatrzone w panią. Nawet Miś nie szczekał tylko cichutko popiskiwał. Reks położył jej na kolanie swą wielką łapę. Pomału kolory zaczęły wracać na pobladłą twarz, głęboko westchnęła wciągając w płuca maksymalną ilość powietrza.
– Dobrze, że jutro nie idę do pracy. Rano odwiedzę Adama i sama wszystko sprawdzę – powiedziała zwierzakom.
W nocy prawie nie spała. Zresztą nie umiałaby rozgraniczyć co było jawą, co snem, co marzeniami sennymi a co logicznymi przemyśleniami całego życia. Rano stanęła na balkonie oświetlona promieniami wschodzącego słońca mając u stóp cały świat, przed sobą widok na odległe lasy, w sercu czuła głęboką pewność, że Bóg zesłał jej Adama aby z nim i z jego przyjaźnią spędziła resztę życia. Nie myślała o małżeństwie ani o wspólnym zamieszkaniu. To niosłoby za sobą zbyt duże komplikacje dla osób przyzwyczajonych do samodzielnego życia. Raczej o związku emocjonalnym, a dokładniej – o zgodzie na ten związek.
17.04.2018
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl W pewnym wieku już bardzo ciężko podjąć decyzję o wspólnym
życiu nawet jeśli ten KTOŚ jest bardzo bliski. A jednak boimy się samotnych
dni…nocy… Nikt tak naprawdę nie chce być sam, ale i tak najważniejsze jest zdrowie.
słoneczności Aniu !
annazadroza Kasiu:-) Zdrowie jest najważniejsze, masz rację. Mój Tata mawiał, że jak mamy zdrowie i pieniądze, to z całą resztą sobie poradzimy:)
Różnie bywa ze związkami wtedy, kiedy dwie osoby są po tzw. przejściach, każda jest ukształtowana, ma swoje przyzwyczajenia, nawyki i nie ma ochoty ich zmieniać całkowicie. Czasem to wymaga wielu wyrzeczeń a czasem jest wręcz niemożliwe. Myślę, że to indywidualna sprawa i jeszcze – na ile ktoś jest skłonny do ustępstw.
Miłego dnia, Kasieńko:)))
Przeminął weekend. Ciepły, słoneczny jakby już lato się zaczęło, nie wiosna. Deszczyk padał nocą – czyli sytuacja idealna, tak powinno być:)
W sobotę się leniłam z konieczności, bo ból nie pozwalał mi na żadne szaleństwa fizyczne, mogłam najwyżej szare komórki potrenować. Wzięłam pierwszą z odłożonych do przejrzenia książek. Padło na „Zimowe serca” Belindy Jones. Taki sympatyczny romans, tylko… akcja toczy się w Kanadzie w zimie! A ja zimy mam dość i prawie zmarzłam podczas czytania, musiałam wyjść na słońce:) Myślę, że Ewie by się podobało, że opisuje jej znajome miejsca, bo Montreal i Quebec. Nie zostawię tej powieści dla siebie, puszczę dalej, niech idzie do ludzi.
Rozgrzałam się, gdy wyszliśmy z psami. Przy okazji zobaczyłam ile zostało zrobione nowej drogi i chodnika od poprzedniej soboty. Dopóki nie skończą przebudowy skrzyżowania – mam nadzieję, że ze światłami – będzie wciąż bardzo niebezpiecznie.
Bzy coraz większe mają „kiście” i zakwitną niebawem, dzikie wino wypuszcza listeczki, tulipany już zakwitły, za chwilę wystrzelą kolorem szafirki. Uwielbiam wiosnę najbardziej ze wszystkich pór roku. Życzę Wam wszystkim wiosny w myślach, w duszy, wszędzie:)))
16.04.2018
urszula97 Uwielbiam wiosnę za kolory i najwiekszą ilość kwiatów,u mnie szafirki już kwitną,tulipany w pączkach,nie wiem jak teraz gdyż ostatni raz byłam na działce w czwartek,goscie rano odjechali,po południu będzie dyżur z małym a jutro lub pojutrze kolejni będą w rodzinnym domku,myślę około czwartku będzie normalność.
annazadroza Urszulo:-) Wiosna poza kolorami niesie radość, nadzieję, nowe życie po prostu. Jesień też ma piękne kolory ale jest w niej smutek przemijania.
Trochę się zachmurzyło, ale nie pada, psiaki mogą w ogródku siedzieć. Ja do malutkiej w czwartek pojadę, więc do tego czasu chciałabym skończyć ogródkowe porządki, jeśli dam radę, bo mnie jeszcze „łupie w kręgosłupie”:)))
nie-okrzesana Wszystkim widzę, udziela się ten, wiosenny nastrój !
kotimyszkot Nic dziwnego, kiedy słońce za oknem i ciepło, aż się chce żyć i chłonąć to życie całym sobą :)) Mocy i sił na tę wiosnę życzę 🙂
kobietawbarwachjesieni Ja już wystawiłam na taras swoje drzewka i kwiaty. Skorzystałam z tego, że mój wnuk miał trochę czasu, bo to on zawsze je wynosi na powietrze i wnosi do mieszkania przed zimą. Trochę się boję przymrozków majowych, ale mam agrowłókninę i w razie czego będę nią otulała rośliny.
annazadroza Nie-okrzesana:-) Niech się udziela i rozprzestrzenia dobry humor i dobry nastrój, jak najdalej i jak najszerzej, bo wciąż tego za mało w naszym klimacie:)
annazadroza Myszokocie:-) Dzięki:) Masz rację,że żyć się chce kiedy słonce świeci, szczególnie teraz, po zimie. Korzystać trzeba, bo dziś już się schowało za chmury, mokro jest, ale na szczęście ciepło:)
annazadroza Marysiu:-) A taras masz równo z ziemią czy wyżej? Bo jak wyżej, to roślinom nie powinny zaszkodzić majowe chłody. Chyba, że – odpukać- sypnie śniegiem, tak też się zdarzało. Skoro jednak jesteś przygotowana do okrycia roślinek – na pewno będzie ok:)))
babciabezmohera Dzięki, Aniu! Tobie też pięknej wiosny! Cieszmy się nią wszyscy! :))
krzysztof213 Też lubię wiosnę.Choc i szarość dnia też mam .Więc pozdrawiam
annazadroza BBM:-) Szkoda tylko, że życie wiosennych kwiatów jest tak krótkie. Już tulipany wczesne przekwitły a deszcz z wiatrem do spółki zdmuchnął białe płatki kwiatów z mirabelki. W pierwszej chwili myślałam, że to śnieg! Na szczęście to tylko zmyłka i Pani Wiosna zapanowała niepodzielnie. Dużo radości:)))
annazadroza Krzysztof:-) Podobno jak mamy w duszy – tak postrzegamy świat wokół. Niech więc Ci słoneczko świeci w środku i tę szarość rozjaśnia:)))
krzysztof213 Jest tak jak mówisz . Choć chce nieraz inaczej.Taki nieraz jest świat i tak los że nieraz pomimo wiosny tak się potrzega świat.Wiem że to nie fajne
Ale pozdrawiam serdecznie i abyś miała fajnie
annazadroza Krzysiu:-) Dzięki:) Mimo kiepskich chwil – niech Ci wiosna nadzieję i spełnienie pragnień przyniesie. Czasem jakaś drobna rzecz, zdarzenie, potrafi spowodować dużą zmianę. Trzymaj się i nie daj się – jak mawiał mój Tata. Pozdrawiam serdecznie:)))
Zjedli obiad. Mikołaj zmywał w kuchni. Kasia obierała pieczarki siedząc w fotelu, trzymając tackę z obierkami na kolanach. Na ekranie telewizora zmieniały się co chwilę skłócone gadające głowy. Szkoda słuchać. I Kasia nie słuchała, bo myśli uleciały w kierunku Wilanowa i dotarły na Ursynów do miejsca budowy upragnionego mieszkania. Bez zdziwienia zatem przyglądała się budynkom, które ukazały się na ekranie, uważając je za projekcje własnych myśli.
– Czemu mnie nie wołasz? – dotarł do niej głos męża, który wyskoczył z kuchni z mokrymi rękami i stanął przed telewizorem. – Co oni mówią? Przecież to nasze osiedle!
Oprzytomniała i skierowała uwagę na telewizyjny obraz i dźwięk oraz na wygląd, a raczej na zmianę w wyglądzie Mikołaja oraz na jego słowa.
– A to dranie! – wykrzyknął wzburzony. – Teraz rozumiem dlaczego ta kobieta kręciła i nie chciała się konkretnie umówić u notariusza.
– Co takiego? Słucham? – poruszona reakcją męża Kasia wsłuchała się w słowa dziennikarza rozmawiającego z grupką lokatorów budynku widniejącego w tle. – Czy ja dobrze zrozumiałam? To znaczy, że oni wszyscy dali deweloperowi pieniądze bez aktu notarialnego zabezpieczającego ich interesy?
– Dokładnie tak.
– No to mają w plecy. A ty się nie dałeś w to wciągnąć! Mężu mój najdroższy, jesteś genialny – wykrzyknęła z podziwem.
– Miło, że to zauważyłaś – uśmiechnął się do żony. – Ale, kochanie, odłóż nóż, nie zbliżaj się do mnie z tym narzędziem zbrodni…
Kasia odłożyła nóż, tacka z obierkami wylądowała na podłodze, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi.
– Mikołaj! Gdybyś nie był taki genialny stracilibyśmy wszystkie pieniądze! A ja się na ciebie złościłam, że jeszcze nie podpisałeś umowy.
– Przecież tłumaczyłem ci wielokrotnie, że bez notariusza nie ma w ogóle o czym mówić. Wszyscy ci, którzy tam już mieszkają, zawarli umowy w formie pisemnej lecz nie mają aktów notarialnych.
– No tak – posmutniała Kasia. – Ale co my teraz zrobimy?
– Zaczniemy szukać od nowa. Szkoda, bo ładne to mieszkanko…
– I w idealnym miejscu – dodała ze łzami w oczach.
– Mieszkać można wszędzie – skwitował bez zrozumienia Mikołaj, który nie był emocjonalnie związany z Ursynowem.
– Nieprawda! Ile razy mogę ci tłumaczyć, że nie!
– Uspokój się, poszukamy czegoś po południowej stronie Warszawy. Z pewnością coś znajdziemy. Jutro środa, w gazecie jest dodatek mieszkaniowy, będziesz miała w czym wybierać.
– No dobrze, masz rację. W ten weekend będą targi mieszkaniowe w Pałacu. Pójdziemy, zobaczymy co jest w ofercie.
Żegnała w myślach urocze mieszkanko z oknami wychodzącymi na krzaki bzu od strony Wilanowa i konie za płotem obok knajpy… Spokojniej podeszła do kwestii miejsca przyszłego zamieszkania niż zaraz po ślubie z Mikołajem. W tym – w sumie krótkim – czasie wydarzyło się tak wiele w jej życiu osobistym i zawodowym, i były to sprawy ważniejsze od żalu za mieszkaniem. Powinna się cieszyć, że mąż okazał się mądry i przewidujący. Ze znów załzawionymi oczami spojrzała na swoje ślubne szczęście, tym razem to były łzy rozczulenia i miłości. Przytuliła się, a właściwie wtuliła tak, że całkiem utonęła w objęciach męża, zniknęła, nie było jej poza nim…Czuła ogromną miłość, którą mogłaby określić jako połączenie czułości, zaufania, poczucia bezpieczeństwa, pragnienie bycia zawsze obok, blisko, jak najbliżej…
– Kochanie, jest coś o czym akurat w tym momencie powinienem wspomnieć – pocałował czubek Kasinej głowy patrząc przed siebie w nagłym zamyśleniu.
– Co takiego? – wtulała się jeszcze mocniej oplatając ramionami Mikołaja. – Mam nadzieję, że nic strasznego. Wystarczy mi wrażeń na dziś. Jak mnie jeszcze bardziej zdenerwujesz to nigdy nie obiorę tych pieczarek i nie zrobię obiadu na jutro.
– Nie wiem jak na to spojrzysz – odsunął ją nieco od siebie i poważnie spojrzał w oczy. – Wszystko zależy od twojej decyzji.
– Ale co? Wyduś z siebie, bo się zaczynam bać.
– Widzisz, moja mama powiedziała, że bardzo żałuje, że już wybraliśmy mieszkanie, bo może… gdybyśmy się zdecydowali na większe… to i dla niej znalazłoby się miejsce..
– Czyli… chciałaby… zamieszkać z nami – ostrożnie sformułowała myśl.
– Nie denerwuj się kochanie…
– Ależ ja się nie denerwuję. No co ty, Mikołaj – wciągnęła głęboko powietrze w płuca.
– Pomyślałem, że może gdzieś blisko, w tym samym bloku albo obok udałoby się kupić drugie, małe mieszkanko dla niej. Wiesz, mama nie jest już najmłodsza, często źle się czuje, ciśnienie ma wysokie, nieraz boi się być sama w domu… – wykorzystał „zapowietrzenie się” Kasi, a teraz ona zrobiła to samo kończąc za niego zdanie.
– I dzwoni po ciebie w środku nocy, żebyś przyjechał i z nią posiedział. Przecież nikt lepiej ode mnie nie wie jak często…A problem widzę zasadniczy.
– Jaki?
– Finansowy skarbie, finansowy. Wiesz co, zrób mi dobrego drinka, a sobie zrób co chcesz. Musimy pomyśleć i policzyć.
Mikołaj odetchnął głęboko, jakby po długim biegu z ciężarem pozbył się wreszcie owego ciężaru i poczuł przyjemną lekkość.
– A na co masz chęć? Jest jeszcze słowacka śliwowica.
– Oczywiście vermouth z tonikiem. Przecież wiesz, że przy tym najlepiej mi się myśli.
Z ulubioną wysoką szklanką w ręce usadowiła się wygodnie na szerokim łóżku przykrytym bordowym sztucznym futerkiem. Stojąca lampa z żółtym kloszem rzucała ciepłe światło. Kasia uspokajała się tu i czuła bezpiecznie. Oparła się o poduszkę i wyciągnęła rękę do męża.
– Chodź, usiądź obok mnie. Ważne sprawy należy omawiać w przyjemnym nastroju, nie uważasz?
Rzeczywiście zrobiło się miło i intymnie. Pieczarki leżały na ławie i traciły nadzieję, że szybko ktoś sobie o nich przypomni, chociaż „polecały się na obiad”… Mieszkańcy malutkiego przytulnego mieszkanka rozważali kwestię przyszłości, całego dalszego życia.
– W żaden sposób nie da się kupić dwóch nowych mieszkań po sprzedaży twojego i mamy. Nie ma takiej możliwości – stwierdziła Kasia.
– Kupno jednego większego mieszkania też wymagać będzie dużego kredytu. A w ogóle nie jestem zwolennikiem mieszkania razem z rodzicami. Wynikają z tego nieporozumienia, rodzą się konflikty i kłótnie w rodzinie. – dodał Mikołaj
– W mieszkaniu tak – zaczęła Kasia tak dobierając słowa, aby jak najlepiej oddać swoje myśli. – Nie wyobrażam sobie życia w jednym mieszkaniu z dorosłą osobą, tym bardziej teraz, po moich doświadczeniach z tatą. Poza tym od kilkudziesięciu lat jestem sama sobie panią i nie zniosę, żeby nagle ktoś zaczął mnie traktować z góry jak dziecko i dyktował mi co mam robić. Nawet przebywanie z tobą bezustannie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę było dla mnie początkowo nie do wytrzymania.
– Co ty mówisz? – spojrzał zaskoczony Mikołaj. – Co… jak…
– Nie przerywaj, muszę skończyć. Przecież wiesz, że bardzo cię kocham – pogładziła palcem policzek męża. – Moje odczucia nie miały nic wspólnego z miłością. Chciałam być z tobą a jednocześnie nie mogłam być całkiem szczęśliwa bez mojego kochanego mieszkanka na Ursynowie i życia, które sobie ułożyłam. Dopiero teraz jakoś przywykłam, jeszcze nie do końca, ale traktuję bycie tutaj jako coś przejściowego, w oczekiwaniu na prawdziwy dom.
– Myślałem, że jesteś szczęśliwa…
– Przecież jestem! Tylko inaczej wygląda szczęście młodej dziewczyny wchodzącej w dorosłe życie z rodzinnego domu, bez obciążeń, samej, a zupełnie inaczej kobiety dojrzałej, która ma za sobą pół życia na własny rachunek, kobiety po przejściach, żyjącej nie tylko dla siebie, ale dla dzieci. My matki takie już po prostu jesteśmy.
– I za to też cię kocham – pocałował ją w czubek głowy.
– To się bardzo dobrze składa, bo i ja ciebie – odwzajemniła się tym samym. – Ale nie przerywaj, bo stracę wątek.
– Nie lubię przerywać jak zacznę – mrugnął i przytulił żonę, która jednak się wyswobodziła z mężowskiego uścisku ze śmiechem i zaczęła tłumaczyć.
– Widzisz dlaczego nie możemy mieszkać z mamą w jednym mieszkaniu? Miałabym świadomość, że jest za ścianą i w każdej chwili może wejść. Zero intymności i swobody.
– No właśnie, więc…
– …więc jeśli w mieszkaniu nie – weszła mu w słowo, – to w domku jak najbardziej.
– W jakim domku? O czym ty mówisz?
– Przyszło mi to do głowy bardzo dawno temu. Wyobrażałam sobie nieduży domek, w którym każdy miałby swój kąt, swoją łazienkę i nikt nikomu nie wchodziłby w drogę. Chłopcy byli wtedy mali… Potem się zaczęły problemy z dojrzewaniem, ze szkołą, z tą całą „pierestrojką” w pracy i w kraju, i marzenia odpłynęły w siną dal. W tej chwili wróciły.
– Myślisz o budowie? Nie, to niemożliwe.
– Pewnie, że niemożliwe. Sprawdzaliśmy przecież ceny działek wokół Ursynowa i ceny nie są dla normalnych ludzi.
– Bo się uparłaś na Ursynów jakby nie można było mieszkać gdzie indziej.
– Owszem, uparłam się, bo kocham Ursynów i chcę być blisko i dzieci, i ukochanej dzielnicy. A poza tym dawno temu przyrzekłam sobie, że jeśli kiedykolwiek się przeprowadzę, to tylko bliżej lasu.
– Czy sądzisz, że w domu, powiedzmy, że dałoby się coś znaleźć, da się żyć bez antagonizmów? Nie wierzę, jestem przeciw…
– Poczekaj, mam schowany katalog projektów domów, który dostałam od Mariolki. Przyniosę i pooglądamy. Od czegoś trzeba zacząć.
Wyciągnęła katalog spod sterty czasopism. Oglądali projekty domów wolnostojących dużych i małych. Wszystkie piękne, jak to na obrazku, każdy chciałoby się mieć.
– Skonkretyzujmy czego nam potrzeba. Po obejrzeniu tylu projektów mamy chyba jakieś pojęcie – skwitował Mikołaj. – Ewentualnie oczywiście…
– Oczywiście a nie ewentualnie – sprostowała Kasia. – Konieczne są dwa poziomy. Przynajmniej dwa. Na przykład na dole salon z kuchnią i, powiedzmy, pokój mamy z łazienką, zaś na górze nasza sypialnia z łazienką i jeden pokój wolny, taki garderobo-biblioteko-gabinet. Albo w innym układzie, natomiast koniecznie muszą być dwie łazienki, bo na wspólną się nie zgodzę. Należy nam się sfera intymności. Poza tym jest to bardzo często punkt zapalny stosunków teściowa – synowa.
– Drugi punkt to kuchnia. Dwie gospodynie w jednej kuchni – powątpiewająco pokręcił głową. – To niemożliwe.
– Chyba sobie z tym poradzimy. Twoja mama ciągle mówi, że nie lubi gotować, robi to tylko ze względu na ciebie. Odciążę ją z przyjemnością, bo gotować lubię.
– No, nie wiem…
– Przede wszystkim będzie miejsce, „rozleziemy się”, nie musimy na siebie wpadać tak, jakby to było w mieszkaniu. Aha, ogródek. Musi być kawałek ogródka, wtedy będzie miała zajęcie. Wiesz, że lubi się zajmować kwiatkami. Zamiast siedzieć w czterech ścianach i gapić się w telewizor, pójdzie na powietrze. Od razu będzie zdrowsza. Zobaczysz. Poza tym przyjdzie czas, że trzeba będzie zacząć kontrolować, czy prawidłowo przyjmuje leki, co je, żeby ciągle nie narzekała na żołądek. W tym wieku należy jej już poświęcić więcej uwagi. Gdybym tatę miała wcześniej na oku to może zauważyłabym objawy choroby i jeszcze udałoby się coś poradzić – łza spłynęła po policzku Kasi.
Mikołaj otarł łzę i przytulił żonę.
– Kotku, zrobiłaś wszystko co się dało. Na Alzheimera jeszcze nie wynaleziono lekarstwa.
– Może, ale ja ciągle mam wyrzuty sumienia.
– Niepotrzebnie skarbie, na pewne rzeczy naprawdę nie mamy wpływu.
Przejrzeli tony gazet, dziesiątki albo i setki ofert z rynku pierwotnego i wtórnego. Zjeździli całe miasto – a raczej jego peryferia z każdej strony – w poszukiwaniu inwestycji, która spełniałaby ich oczekiwania i byłaby do uchwycenia pod względem finansowym. Najgoręcej zaczęło bić Kasine serce, kiedy idąc z Dżemikiem na spacer wypatrzyła na Moczydłowskiej budowane segmenty. Mikołaj udał się tam nazajutrz rano lecz niestety, bariera finansowa okazała się nie do pokonania. Jakiś czas potem Mikołaj znalazł w Wawrze segmenty, które odpowiadały wszystkim wymaganiom poza lokalizacją. Kasia niby godziła się na ten wariant ale w głębi duszy błagała los, aby nie musiała tam zamieszkać. No i tak się stało, budowa została przerwana. Później z bliska przyjrzeli się osiedlom w okolicach Nowej Iwicznej, podobały im się lecz zrezygnowali po dokładnym przeliczeniu kosztów związanych z wykończeniem budynku będącego w stanie surowym. Następny wyszukany segment był po prostu idealny i miał olbrzymią zaletę w postaci dużego poddasza do zagospodarowania. Kasia widziała tam całe czterdzieści metrów kwadratowych zapełnione półkami książek, swój kąt do pracy i domową siłownię. Pozostała kwestia kredytu. We wszystkich bankach okazywało się, że nie mają wymaganej zdolności kredytowej, zaś mama Mikołaja nie wchodziła w rachubę ze względu na wiek. W międzyczasie wyszło na jaw, że nie staliby się właścicielami budynku po wpłaceniu pieniędzy, lecz mieliby jedynie udział w całości. Dopiero po wykupieniu wszystkich segmentów przez indywidualnych właścicieli należałoby dokonać notarialnie podziału na poszczególne części własności.
– Jakoś tak. W każdym razie strasznie to skomplikowane i prawie niemożliwe, żeby się wszyscy porozumieli bez problemów. Wiesz jak to u nas jest, zawsze musimy się kłócić, taki naród – tłumaczyła Kasia Elżbiecie.
– Aaa, to dlatego jesteś taka wściekła. Wyglądasz jakbyś miała pęknąć za chwilę na tysiąc kawałków.
– Też byś tak wyglądała, gdyby upragnione mieszkanko odpłynęło w siną dal.
– Rozumiem, że w dalszym ciągu nie masz chałupy – Elka pokiwała z politowaniem głową. – I po co ci to było? Nigdzie nie jest tak dobrze jak na naszej wsi.
– Masz absolutną rację poza jednym: wsią już tego nazwać nie można. A tak było kiedyś fajnie…
– Zające biegały wśród chaszczy na metrze, którego jeszcze nie zaczęli kopać… – westchnęły obydwie pogrążając się we wspomnieniach.
Młodzi stażem małżonkowie nie ustawali w poszukiwaniach. Za którymś razem natrafili w Piasecznie na plac budowy, który wyglądał wyjątkowo nieciekawie. Domki były na różnych etapach „rośnięcia”, jedne stały prawie gotowe, inne, ledwo zaczęte, zarastały chwastami. Ogólnie było niechlujnie i brzydko.
– Pewnie każdy sam sobie stawia jak chce – powiedziała Kasia. – Ale przecież nie będziemy budować sami, bo się na tym nie znamy. Idziemy stąd.
Po jakimś czasie wrócili w to samo miejsce. Więcej domków zostało wykończonych i zamieszkałych. Całość wyglądała zdecydowanie sympatyczniej niż poprzednio. Przyjrzeli się bliżej, Mikołaj umówił się z deweloperem, warunki wydały się zachęcające. Podjęli decyzję. Skorzystali z pomocy młodego doradcy finansowego. Wyszukał on bank, który zgodził się na udzielenie kredytu hipotecznego na trzy osoby słusznie rozumując, że emerytura mamy to stały i pewny dochód. Podpisali akt notarialny własności działki, na której stał rozpoczęty segment. Pieniądze mieli wpłacić w ciągu tygodnia. I wtedy… bank wycofał się z kredytowania! Młody doradca w ostatniej chwili znalazł inny bank, który udzielił kredytu, chłopak nawet z własnego konta przesłał pieniądze, żeby zdążyli w terminie uregulować należność za działkę. Szkopuł w tym, że kredyt był we frankach szwajcarskich a oprocentowanie potwornie wysokie. W tym konkretnym momencie nie mieli jednak innego wyjścia, zostali postawieni pod ścianą. Musieli skorzystać, żeby nie stracić wpłaconej już kwoty i nie płacić kolosalnej kary.
– Nie martw się kochanie – pocieszał Kasię mąż. – Po przelaniu ostatniej transzy na konto dewelopera poszukam innego banku, który przejmie cały kredyt z mniejszym oprocentowaniem. Będzie dobrze, poradzimy sobie.
– Musimy. Mam serdecznie dość takiego tymczasowego życia. Wiesz przecież, że Byk musi stać pewnie na ziemi wszystkimi czterema nogami. Inaczej nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Wytrzymam jeśli będę wiedziała, że to już na pewno moje miejsce.
– Będzie. Teraz nie mamy wyjścia. Po takich przejściach…
– Uff, oby szybko się wzięli za budowę naszego domku. Na razie nie przywoź tu mamy, bo się przestraszy na widok betonu porośniętego zielskiem. A ja już zacznę sobie wyobrażać, jaki będzie po wykończeniu – rozmarzyła się. – Wiesz jaki będzie cudny? Widzę kominek, szczapy płoną na kominku, iskry skaczą i rozbłyskują, drewno roztacza wokół niepowtarzalny zapach…
– Iskry skaczą – wszedł jej w słowo Mikołaj, – jedna właśnie wskoczyła na dywan, po chwili cały dom zamienia się w pochodnię i stąd niepowtarzalny zapach…
– Zdurniałeś? – spojrzała z dezaprobatą i silnym kuksańcem w bok poczęstowała męża. – Jaki dywan? Żadnej szmaty na podłodze. Dosyć mam kurzu. Poza tym będzie ogrzewanie podłogowe więc jedynym sensownym wyjściem są płytki w salonie. Prawda? A więc żadnych pochodni, co najwyżej świece.
– Już wszystko zaplanowałaś? Tak od razu, nie pytając mnie o zdanie?
– Nie, jeszcze nie wszystko. Nie wiem na przykład jaki kolor paneli mi się będzie podobał…bo kafelki w naszej łazience muszą być niebieskie – zerknęła spod oka. – Mikołaj! Kochanie! Naprawdę możemy zacząć myśleć o urządzaniu domu? To nie sen? Jest cudownie…
Reszta słów przeszła w niezrozumiały pomruk pod wpływem poczynań męża.
13.04.2018
nie-okrzesana My o mało nie pozabijaliśmy się z powodu niebieskich kafelek w łazience.
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Na szczęście ,,dom w sosnach,, sama wykańczałam wg własnych projektów.
To był fantastyczny czas dla mnie, bardzo się wtedy zrealizowałam.
Ale miałam genialnego wykonawcę a to jest pół powodzenia.
Słyszałam że niektóre małżeństwa nie wykończą domu, za to się rozwiodą 😉
Ale wierzę że Kasia i Mikołaj dadzą radę i znajdą swoje miejsce na ziemi.
Odpoczynku i miłego weekendu Aniu :)))
kobietawbarwachjesieni Własny dom to najlepsze rozwiązanie. Ja też mieszkam we własnym domu.
annazadroza Nie-okrzesana:-) Jak to? Bo miały być czy nie miały? I kto wygrał? Fajne są takie wspomnienia:)
annazadroza Kasiu:-) Dobry wykonawca to skarb, naprawdę wiem coś o tym. To znaczy wiem o niedobrym:( Jeśli sama mogłaś sobie projektować i wykańczać swój domek, to miałaś na pewno przyjemność. Skoro malujesz – to wnioskuję, że masz wiele artystycznych zdolności, więc urządzanie domku według własnych pomysłów to wielka radość i spełnienie. Buziaki:)))
annazadroza Marysiu:-) Własny na pewno. Gorzej gdy należy do banku, a człowiek drży co miesiąc ze strachu, czy tym razem jeszcze starczy na ratę czy już nie.
A masz bez i jaśmin w ogródku? Uściski wiosenne dla Ciebie:)))
Wczoraj wcześnie rano znalazłam leżącą na chodniku zabitą przez samochód małą sarenkę. Zadzwoniłam na telefon straży miejskiej, pan ze zniecierpliwieniem w głosie odpowiedział: dzwonicie i dzwonicie tak, że nie mogę tej sarny zgłosić! Czyli, że więcej osób w tej sprawie dzwoniło i nie każdy przechodził obojętnie, co
widziałam wracając z sunią, bo biedactwo jeszcze leżało. Zrobiło mi się tak smutno, że nie napisałam wczoraj ani słowa.
Do tego w babcię D. jakby coś wstąpiło, było trudno wytrzymać. Być może dlatego, że znów kombinowała jak nie wziąć tabletek i mogło jej się udać.
Poza tym przy pracy w ogródku – a naprawdę niczego niezwykłego nie robiłam – rozbolał mnie koszmarnie staw biodrowy i musiałam odłożyć wszystko na bok. Na szczęście ibuprom w tabletkach i woltaren forte w maści pomogły na tyle, że mogłam dzisiaj pojechać do Calineczki. Z bólem jeszcze, to prawda, ale nieporównywalnie mniejszym niż wczoraj. Malutkiej nie widziałam przez tydzień i różnica jest zauważalna od razu. Uśmiałam się na widok leżącego na materacyku w łóżeczku szkraba, który się podnosi na rączkach obu wspierając resztę ciałka – coś niczym pozycja kobry (chyba) w jodze, główkę odchylając do tyłu, przy czym w ząbkach trzyma dyndającą zabawkę. A ząbki są dwa:) Tak więc malutka poprawiła mi nastrój.
Szukam teraz gdzie napisać o ustawienie znaku informującego o zwierzętach. Kiedyś już pisałam ale bez odzewu, teraz spróbuję znowu. Bo za chwilę znowu się coś zdarzy złego, niestety.
12.04.2018
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Szczerze mówiąc jest taka ,,prawidłowość,, , że jak nie ma wpisu albo
komentujący ,,znika,, to jednak dzieje się coś niedobrego. I tak czułam…
Bardzo to przykre z tą sarenką, ale do licha jakie prędkości tam rozwijają
te samochody, że nie mogą wychamować ?
A ten ,,kasownik,, u Calineczki jak i Ona cała musi być przeuroczy !
uściski i żeby nie bolało Aniu 🙂
annazadroza Kasiu:-) Większość jeździ w miarę normalnie, ale są idioci, może po dopalaczach czy innych świństwach, którzy pędzą bez opamiętania, wciskają się między tych normalnych, wyprzedzają na trzeciego – taki nie zahamuje zobaczywszy zwierzę, może nawet jeszcze dociśnie…
Wszystko co małe jest słodkie:) I „zwierzątkowe” i „ludziowe” dzieci tak samo:)
Tabletki przed spaniem wezmę, to jakoś będzie. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Najgorzej, jeśli boli kiedy bez ruchu człowiek leży, ale tym razem tak źle nie jest. Przejdzie. Dzięki i buziaki:)))
kobietawbarwachjesieni Jak to dobrze, że jeszcze są ludzie wrażliwi na cierpienie i śmierć zwierząt. Nie lubię myśliwych.
kolewoczy Oj, smutne. Ja to nie mam nawet numeru telefonu do Straży. A zastanawiam się, do kogo należałoby dzwonić, gdybym coś podobnego zobaczyła na wsi, to znaczy na szosie między wsiami, gdzie przebiegają też sarny, zające i dzikie ptaki.
kolewoczy No bo na wsi Straży Miejskiej przecież nie ma… to gdzie dzwonić?
nie-okrzesana No właśnie, gdzie ? Też nie raz o tym myślałam.
annazadroza Marysiu:-) Coraz bardziej są widoczni ludzie, którym na sercu leży los istot innych niż tylko oni sami. I to jest pocieszające, że jednak – jako ludzkość – rozwijamy się, idziemy w górę. Natomiast wypowiedzi niektórych… nie chcę używać obelżywych określeń, bo takie się cisną… pokazują, że przed niektórymi jednostkami jeszcze baaardzo daleka droga.
Myśliwych nie znoszę.
Ciebie ściskam serdecznie:)))
annazadroza Kolewoczy:-) Nie-okrzesana:-)
Wklepać – „gdzie dzwonić gdy przejechane zwierzę na szosie” – albo jakoś podobnie. Wyszło mi b.dużo różnych informacji. Trzeba wybrać jakieś możliwości dotyczące terenu, na którym się przebywa. Generalnie – reakcja zależy od człowieka na jakiego się trafi. Podają, że na 112. Tam zadzwoniliśmy poprzednio za 1-ym razem, gdy zginęła duża sarna, to kazali do straży miejskiej. Druga wersja to 997, czyli policja, niech przekierują zgłoszenie i podejmą działanie. Najważniejsze, żeby na człowieka trafić a nie podłego typa, co zwierzęta toleruje tylko na talerzu. Chociaż i w tym wypadku winien im jest szacunek, bo go żywią.
Jest jeszcze ANIMAL RESCUE Polska, w Piasecznie to nr 792 112 222. Może oddziały są też w innych miejscowościach.
kotimyszkot Bardzo szkoda sarny i dobrze, że ludzie nie pozostają obojętni.. Mam nadzieję, że uda Ci się coś wskórać w sprawie znaku, powodzenia!
annazadroza Myszoocie:-) Przejrzałam wszystkie wydziały w Urzędzie Miasta, tzn. to, co było dostępne na stronie i doszłam do wniosku, że napiszę do samego włodarza miasta, bo nie wiem do kogo innego mogłabym, nie znalazłam nikogo takiego. A Pan Burmistrz albo oleje sprawę, albo przekieruje gdzie trzeba. Może nie oleje?
Nie dziękuję:)))
e.urlik Ania, musisz interweniować w Zarządzie Dróg. Oni decydują o znakach. Wiem, bo my przesuwaliśmy granicę miasta, żeby u nas nie pędzili jak debile. Udało się bez problemu. Fajnie, gdyby była petycja, albo ktoś znajomy.
Kiedyś była audycja w radio „Z kraju i ze świata”. Tak mi się przypomniało kiedy pomyślałam, że teraz ilość informacji jest przytłaczająca. Nie do wysłuchania, nie do przyswojenia i nie ma właściwie możliwości oddzielenia w pierwszej chwili tego co ważne od bzdetów, których jest oczywiście więcej. Często w zalewie tych ostatnich niknie to, co ważne. W ten też sposób nasi „znakomici” politycy przeprowadzają swoje „genialne” pomysły po cichu, wiedząc, że ogół zajmie się tymi bzdetami pływającymi po wierzchu. Przecież ciemny lud wszystko kupi. Ciemnota występuje wszędzie. Ciemnota atakuje nawet papieża Franciszka, bo trochę światła do zatęchłej kruchty stara się wpuścić – dlatego nasi sukienkowi nie są z niego zadowoleni, to nie jest „nasz” papież, omylny, można się nawet modlić o rychłe jego odejście do domu Ojca…
Z innej beczki – przeczytałam o „dorzynaniu Nowoczesnej” – trudno się nie zgodzić, że popieranie pana Ujazdowskiego jest popieraniem jego poglądów, które nijak się mają do programu Nowoczesnej. I gdybym nawet chciała wcześniej, to bym na nią teraz nie zagłosowała. Kolejny absurd – to schody dla małego człowieczka, żeby wydawał się sobie i ciemnemu ludowi większy. Już widzę, jak stoi na szczycie pomnika a poddani klęczą u stóp schodów i biją pokłony. A zaraz niedaleko drugi pomnik, jego sobowtóra na nas patrzy. Co ulica to Kaczyńskich, Kaczyńskiego albo Kaczyńskiej, albo Dwóch Takich Co Ukradli Księżyc, na każdym placu pomnik, popiersie albo chociaż tablica pamiątkowa głosząca wyjątkowość… Jak w dowcipie: otworzysz lodówkę – a tam …Kaczyński. Wiadomo, że z przesytu rodzi się niechęć, niechęć może przejść w nienawiść, zaś stąd już niedaleko do tragedii… Jeśli ktoś się modli, niech prosi: od głupoty rządzących (wszystkich opcji) zachowaj nas, Panie…
A tak na marginesie – nikt dziś nie pamiętał o Katyniu, schody przysłoniły wszystko…
10.04.2018
kobietawbarwachjesieni Bardzo podoba mi się papież Franciszek. Ma otwartą głowę. Widzi ludzi, a nie tylko ideologię. Ściskam Cię mocno.
oldakowski2013 Jednak o Katyniu było dużo, w telewizji publicznej. Oglądałem!
urszula97 Masz rację Aniu,swoją drogą tyle tych programów informacyjnych że nie sposób posłuchać i oglądać,a zresztą co to słuchać,nienawiść,plucia, wolę sobie na kompie pograć,zresztą teraz ciepły i zaczął się sezon działkowy.
e.urlik Franciszek to jedyny papież, którego poważam. Poza tym, może dość tej martyrologii powszechnej? Inne narody jakoś pozamykały swoją przeszłość, idą do przodu. Niech każdy idzie drzewo zasadzić, będzie super :-))
annazadroza Maryniu:-) Właśnie, widzi ludzi. Jest ludzki a nie: nadęty i narcystycznie zapatrzony w siebie.
Odściskuję najserdeczniej:)))
annazadroza Oldakowski2013:-) Nie trafiłam, bo mało oglądałam. Poza tym chodzi mi o zwykłych ludzi, dla których ważniejsza jest codzienność od przeszłości i przebijają się tu przekazy (dzień w dzień, miesiąc w miesiąc) związane z rokiem 2010, o tym słyszałam w sklepie i na ulicy – o barierkach, obchodach itp. Nikt nie wspomniał roku 1940. Dobrze, ze w tv nie zapomniano, w końcu media od tego – m.in. – są.
annazadroza Urszulo:-) I całe szczęście, że odskocznię od ciężkich tematów można znaleźć na łonie natury. Uwielbiam zapach świeżo poruszonej ziemi, grabionej trawy, tylko – nie lubię jak mnie przy okazji „pokręci”. A jak Twoje zakwasy, już się „rozeszły” czy jeszcze męczą?
Słoneczka i samych działkowych przyjemności:)))
annazadroza Ewo:-) Z zasadzeniem drzewa dobry pomysł:) Martyrologii zdecydowanie dość. Zamiast wiecznego gloryfikowania umierania za Ojczyznę proponuję gloryfikować życie i pracę dla Niej. A poza tym- to za żadną Ojczyznę, tylko za polityków, którzy najpierw wpędzają kraj w kłopoty a potem uciekają ratując tyłki, przez co giną setki tysięcy przyzwoitych ludzi. Nieprzyzwoici sobie radzą np. wydając wrogom sąsiadów i zgarniając ich majątki, i wcale nie myślę o wydawaniu tylko tych, co wszyscy myślą…
Adelka zaczęła chodzić na rehabilitację, zabiegi bardzo jej ulżyły w bólu ramienia. Właśnie dotarła do przychodni gdy zadzwonił telefon. Stanęła przy okienku, położyła torbę na ladzie i szukała komórki. Nad okienkiem rzucał się w oczy duży napis RECEPCJA NIECZYNNA. Za Adelką stanęła jakaś kobieta.
– Niech pani tu nie stoi bo zamknięte – rzuciła Adelka do tyłu szukając dalej w torbie.
– Co mi pani będzie mówić, wiem gdzie mam stać! – ze złością odpowiedziała kobieta.
– No to niech pani stoi – wzruszyła ramionami Adelka wyjmując znaleziony wreszcie telefon.
– Co za nieużyte ludzie, stanie w kolejce im przeszkadza – usłyszała odchodząc od okienka.
Po zabiegach Adelka ustawiła się w kolejce, żeby oddać kluczyk od szafki, do której wkładała swoje rzeczy, oraz odebrać dowód osobisty oddawany w zastaw. Pracownicy w okienku nie było, kolejka stawała się coraz dłuższa.
– Poszła baba na pogaduchy – ktoś powiedział rozpoczynając wymianę zdań.
– Trzeba ją zawołać – podpowiedział kobiecy głos.
– Ale ona się obrazi, jest nieprzyjemna – odezwał się staruszek z laską.
– One wszystkie są nieprzyjemne – dopowiedziała kolejna osoba.
– O, lezie pomału – zauważyła pierwsza.
– Nie może się pani pospieszyć? – Adelka nie wytrzymała. – Ludzie czekają, do domu chcą iść, już późno.
– Ja też mam prawo wyjść – nadęta jejmość nadęła się jeszcze bardziej.
– Tu wszystkie nieprzyjemne – powtórzyła starsza pani z zaciśniętymi ustami.
– Ze zwierzętami powinny pracować, nie z ludźmi – dodał dziadek w brązowym sweterku.
– Z jakimi zwierzętami?! – podniosła głos Adelka. – Żeby zwierzętom krzywdę robiły? A w życiu!
– Ze zwierzętami powinni pracować dobrzy ludzie – pokiwała głową szczupła pani z siwym koczkiem. – Zwierzęta często lepsze od ludzi.
– Bo nie wredne – podpowiedział dziadek w czerwonej kamizelce zrobionej na drutach.
– Często pies pana kocha choć pan wredny jest – powiedziała pani w berecie na głowie.
– To może ktoś i tę panią pokocha? – uśmiechnęła się pani z koczkiem.
– Musiałaby pracować na okulistyce z niewidomymi – skwitował pan w brązowym sweterku odchodząc z odzyskanym dowodem w ręce.
– Jakie pani ma piękne zęby – powiedział dziadek w czerwonej kamizelce do zaskoczonej Adelki.
– Dziękuję – uśmiechnęła się. – To po mamie.
– I pasowały? – szczerze się zdziwił, a Adelka parsknęła śmiechem i jeszcze długo nie mogła opanować śmiechu idąc ulicą
Nazajutrz wracała z pracy w pogodnym nastroju. Miała w planie – oczywiście po spacerze z psami – włączenie pralki, wystawienie na świeżo sprzątnięty balkon skrzynek z przechowanymi przez zimę pelargoniami. Potem chciała sięgnąć po nową powieść pożyczoną od Kasi. Wieczór zapowiadał się miło i spokojnie. Adam wraz z Bierką wyjechał w okolice Radomia w rodzinnej sprawie i miał tam spędzić jakiś czas.
Na psiej górce spotkała Elżbietę z Gamą i Betą. Reks, Miś i Perełka przyłączyły się do zabawy i cała piątka radośnie biegała po trawniku. Przyjaciółki pogrążone w rozmowie nie zwróciły uwagi na kobietę, która przystanęła na ścieżce wydeptanej w poprzek górki. Z wyraźną niechęcią patrzyła na bawiące się psy. Wreszcie coś krzyknęła.
– Ona do nas mówi? – spytała Ela.
– Czy musicie tu przychodzić z tymi bydlakami? – krzyknęła znowu obca kobieta.
– Przepraszam, a o co konkretnie pani chodzi? – spokojnie spytała Elżbieta, Adelka zaś od razu poczuła, że ją bierze jasna cholera.
– Szczekają, srają, szczają, nie możecie iść gdzie indziej? – głos był tak nasycony nienawiścią, że powietrze wokół zdawało się drgać i świecić.
– Akurat tutaj jest miejsce dla psów, dla ludzi są chodniki czyste i wyasfaltowane. Poza tym sprzątamy po naszych psach – dobitnym, cichym i pozornie spokojnym głosem odpowiedziała Elżbieta.
– Po co się pani wdrapywała na psią górkę? – dodała Adelka. – Żeby się wyżywać na niewinnych istotach? A potem pójdziesz, kobieto, do kościoła i będziesz udawać miłosierdzie i dobroć? Widziałam cię nieraz! A nie wiesz, że Jezus zabronił się znęcać nad młodszymi braćmi i kazał się nimi opiekować? I że każdy odpowie za wszystkie świństwa jakie w życiu zrobił choćby ukrywał je nie wiadomo jak głęboko?
– Zabraniam wam tu przychodzić – zaskrzeczała baba.
– A ja zabraniam pani przechodzić pod moim blokiem – warknęła Elka.
Baba odeszła mrucząc pod nosem i ziejąc wściekłością.
– Co za dzień – jęknęła Adelka. – Pogoda na ludzi działa czy co? Opowiem ci o rehabilitacji…
Nazajutrz rano miały zajęcia z tańca. Elżbieta zajrzała do kosza z napisem „rzeczy znalezione”. Znajdowało się tam mnóstwo różnych przedmiotów zapomnianych przez kursantów. Były apaszki, szaliczki, kapcie, pęk kluczy oraz mnóstwo innych drobiazgów. Uwagę Elki przyciągnęły buty tak jakoś znajomo wyglądające. Wyjęła je.
– Czy któraś z was nie zostawiła tu butów? – spytała. – Całkiem fajne, gdyby nie były na obcasach to mogłabym się przyznać.
Adelka obojętnym wzrokiem obrzuciła pantofle, pozostałe uczestniczki zajęć też, więc Ela wrzuciła je z powrotem do pojemnika. Po powrocie do domu zajęła się obiadem.
Zadzwoniła Adelka.
– Słuchaj! To były moje buty! Od dwóch miesięcy ich szukałam i stwierdziłam, że pewnie wyrzuciłam przez pomyłkę.
– O rety – jęknęła Ela.
– Ale to jeszcze nic! Nie mam biletu, dowodu, portfela, niczego! Mam za to kluczyk z szatni! Przez te buty! Bo jak je pokazałaś, to mi zaczęły chodzić po głowie. Nie oddałam kluczyka i nie odebrałam dokumentów!
– O matko – znowu jęknęła Elka. – Jak to możliwe?
– Zwyczajnie. Zjechałyśmy windą, bo akurat była, więc nie przechodziłyśmy przez bramki w metrze i nie wiedziałam, że nie mam biletu. Teraz chciałam kawałek podjechać metrem i szukam, szukam a tu klops, nie ma.
Z telefonem przy uchu Elżbieta podeszła do swojej kurtki i włożyła rękę do kieszonki, w której zawsze trzymała kartę miejską.
– Rany koguta! Ja też zostawiłam bilet! Mam w kieszeni kluczyk od szafki!
Chcąc nie chcąc musiała wyłączyć gaz, zestawić obiad i obie z Adelką wróciły do szatni aby odebrać swoje dokumenty. Zadzwoniła do Kasi opowiadając ze śmiechem całą historię.
Kilka dni później Ela i Kasia weszły do ciucholandu na Cynamonowej. Obie szperały w koszach, oglądały ubrania powieszone na wieszakach chichocząc jak rozbawione dziewczynki. Nagle Ela znieruchomiała na widok wchodzącej do sklepu kobiety ubranej w futro.
– O, właśnie przyszła właścicielka górki – powiedziała tak głośno, że obejrzały się wszystkie klientki obecne w sklepie.
– Która to? – równie głośno spytała Kasia.
– Ta w wyliniałych wilkach – wyjaśniła Ela nie spuszczając wzroku z poczerwieniałej ze złości baby.
– Ciekawe. A może to z psów, które biegały po górce i zaginęły? – Kasia wlepiła wzrok w futro.
– No, wyliniały. A baba jest wściekła na wszystkie żywe – podsumowała Elka.
Baba opuściła sklep, w którym między stałymi bywalczyniami było wiele miłośniczek i opiekunek psów i innych zwierząt.
– Miałam ci powiedzieć, że Teresa zaproponowała mi wykonanie rysunków do swojej nowej bajki. Zastanawiam się, czy przyjąć propozycję, nie wiem czy jeszcze potrafię rysować – spojrzała Elka na przyjaciółkę.
– A kto by potrafił jak nie ty? Przecież nie ja ani Adelka. Tylko ty masz zdolności plastyczne. Ja mogę ci służyć najwyżej za modelkę do postaci baby Jagi – zaśmiała się Kasia.
10.04.2018
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Powtarzam się…ale Aniu tak miły, barwny klimat jest w tych Twoich
wpisach. Nadal zazdroszczę bohaterkom przyjaźni 🙂
Serdeczności i mocno ściskam !!! :)))
annazadroza Kasiu:-) Dzięki:) Chciałoby się, żeby między ludźmi zawsze były dobre stosunki, ale to niemożliwe jest ogólnie. Dlatego warto cieszyć się z tego co jest dostępne. Ja z moją M. też się rzadko widuję, ale wciąż o niej myślę, jest w moim życiu bezustannie. Kiedyś miałyśmy się na co dzień mieszkając w sąsiednich blokach, ale przyszedł czas na zmiany i cóż poradzić?
Kasieńko, mnóstwo kwiatów na wiosnę i radości:)))
W sobotę rano był szron na polu, choć świeciło piękne słońce. Był tylko jeden stopień powyżej zera. Przy końcu pola, a duże ono jest, pasły się sarenki. Było ich sześć, przynajmniej tyle naliczyłam, mogło ich być więcej w krzakach, albo może stały przodem do mnie – wtedy ich nie widać. Z boku tak, z tyłu też, bo mają „białe tyłki” – jak mówi Pan Pies Ewy. Z przodu nie są widoczne, barwa ich sierści zlewa się dokładnie z barwą krzewów, które jeszcze nie zdążyły się zazielenić, więc na ich tle sarenki znikają. Jednak to nie one były gwiazdami poranka. Widocznie ptasi ród też poczuł wiosnę, wokół słychać najróżniejsze trele, srocze wrzaski i sójkowe też, latają duże i małe skrzydlate stworzonka trzymając w dzióbkach materiał na domki, czyli źdźbła trawy, patyczki, jakieś kłębki sierści czy waty. Wszystko po to, by młodemu pokoleniu przygotować dobre warunki do wyklucia się, rozwoju i szybkiego stanięcia na własnych nóżkach i rozwinięcia skrzydełek. Na tym dużym polu dostrzegłam coś bardzo szybko przemieszczającego się w poprzek, jakąś szarą kulkę. Przystanęłam zaintrygowana zjawiskiem. Ślepa jestem, toteż myślałam, że coś mi się zwiduje. Ale nie, naprawdę w szybkim tempie owa kulka przebiegała przez pole a za nią, wyraźnie mając problem z dogonieniem biegł… bażant. Facet bażanci, ustrojony w piórka i miałam wrażenie, że nadęty. Tak się tymi piórkami popisywał, że nie mógł za wybranką nadążyć i gonił ją po całym polu. Obrazek był przezabawny i nie mogłam się od śmiechu powstrzymać. Od razu mi się skojarzył inny obrazek, często spotykany na plaży, kiedy naprzeciw siebie idą: opasły, brzuchaty facet i młoda, zgrabna dziewczyna. On na jej widok wciąga brzuch, aż mu się prawie uszami wylewa i wstrzymuje oddech. Gdy ją minie, powietrze z niego uchodzi i brzuszysko wraca na swoje miejsce, czyli zwisa smętnie falując w takt ciężkich kroków;)
Bażanci amant jest zdecydowanie przystojniejszy:)
9.04.2018
kolewoczy Bażanty są piękne 🙂 Widziałam ostatnio bażancią panią :-)) A pani bocian już wysiaduje, tylko dziób jej znad gniazda wystaje.
veanka Bażanci facet jest przystojniejszy, ale za to mniej szybki i zwinny;).
Przyroda też nie jest „sprawiedliwa”, on całe życie będzie stroszył piórka, a ona będzie biegała i karmiła kurczaczki;).
annazadroza Kolewoczy:-) W zeszłym roku po raz pierwszy widziałam z bliska mamę bażancicę z maleńkimi bażanciątkami, takie śliczne, szare maciupinki:) Czy pani bocianowa nie pospieszyła się za bardzo z tymi jajami? Chociaż, na pewno się zna lepiej niż ja;)))
annazadroza Veanko:-) Na pewno przystojniejszy od ludzkiego, tego z dowcipu:) Ale i jeden i drugi piórka stroszy i ogólnie łatwiej mają w życiu niż te szare, zapracowane kurki dbające o swoje stadko:)
A może ten kogucik myślał: dogonić – nie dogonię, ale chociaż trochę pobiegam;)
bognna A ja niestety czesto widuje te piekne ptaszyska w menu:((((
annazadroza Bognna:-) Koszmarne. Ludzie wszystko potrafią zeżreć, wiewiórki też:(((
A wczoraj oglądałam na filmiku reanimację wiewióreczki, którą prąd poraził, bo kabel przegryzła. Wzruszające, nawet Mąż się wzruszył.
annazadroza BBM:-) Nie do końca, zależy na co się zwraca uwagę. Wielkie pole leży obok ruchliwej ulicy, niebezpiecznej dla zwierząt. Spokoju więcej jest tylko wczesnym rankiem zanim ludzie ruszą do pracy, albo w święta, gdy się nie ruszają wcale. Jest tez sporo jeszcze nie zabudowanych miejsc, kiedyś były pola uprawne, teraz są nieużytki. Tylko patrzeć, jak kolejny deweloper wyrwie naturze fragment i zabetonuje.
Jednak – nie powinnam tak narzekać, bo wciąż jest gdzie chodzić i chociaż do Lasu Kabackiego zabronili wejścia z psami (całe lata wszyscy chodziliśmy, psy na smyczach więc nie przeszkadzały nikomu), to można iść w inne miejsca i pokonywać długie trasy.
fusilla No, fakt! Wszelka żywina szaleje, że hej. Wczoraj z rana, jak szłam na kije, widziałam zielonego bociana. Pierwszy raz w zyciu zresztą, i to na wyciągnięcie ręki prawie. Żałowałam, że nie miałam komórki, bo bym go sobie uwieczniła! ;-(
U większości ptactwa tak jest, że panowie strosza kolorowe piórka, a mało barwne panie łaskawie daja się emablowac! :-)))) Najłatwiej to u mnie nad jeziorem widać wśród kaczek!
annazadroza Fusilko:-) Zielonego bociana? Czarnego widziałam w Pieninach, nad Dunajcem, nawet dwa lata pod rząd w tym samym miejscu. Ale zielonego nigdy!
Kaczusie są śliczne i słodkie, też niby szare ale kaczorki te piórka swoje stroszą, popisują się, że aż miło patrzeć:)))
urszula97 Ciekawe masz tam towarzystwo i doskonałe obserwatorium.U nas dzisiaj typowe lato.Rozpoczeliśmy prace działkowe,kawek ziemi juz przerobione.Jak nie będzie deszczu to jutro znów trochę ale zakwasy trochę mi się udzielają.
kotimyszkot Nie pamiętam kiedy widziałam bażanta.. natomiast takich znad morza, to fakt, wielu brzuchy wciąga 😉 Zamiast wziąć się za ćwiczenia i dietę MŻ.. Fajnie, że możesz oglądać zwierzaczki w ich naturalnym środowisku, to o wiele fajniejsze widoki niż „bażanty” bez koszulek 🙂
e.urlik Do tej pory się śmieję z tego opisu plażowego 🙂 Co do bażantów, to tu mieszkają 2 haremy, czyli dwóch pięknisiów, jeden ma 2 kurki, drugi trzy, prowadzają je przy płocie, jakby się chciały nam pochwalić. Kurki mają samców gdzieś, urywają się ciągle w krzaki (pewnie idą na zakupy). Jeden często przylatuje do ogrodu, łazi i skrzeczy, nas się nie boi, tylko Pana Psa. Wszystkie zwierzaki są słodkie, a my nawet pająków nie zabijamy, tylko eksmitujemy 🙂
fusilla Ale dałam plamę!!!!!!!! Dzięcioła zielonego oczywiście widziałam! Pomroczność jasna chyba mnie wzięła. Przepraszam! Ale się musiałaś uśmiać, co! :-))))) Ja sama rechoczę,aż mnie brzucho boli, bo jeszcze takiego dziwadła mi sie nie udało napisać. Pocieszam się tylko, że zawsze musi byc ten pierwszy raz! :-)))))))))))))))))))))))
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Nie mam dziś dobrego dnia a mimo to ubawiłam się. Ogromnie
barwnie opisujesz Aniu – ja u Ciebie od niedawna więc chyba
mogę zrobić taki komplement. Tak fajnie, że ten humor
stuacyjny za mną ,,chodzi,,.
Uśmiechy i dobrego jutra !
annazadroza Urszulo:-) Każdy widzi co chce:) Większość ludzi przechodzących chodnikiem nie ma zielonego pojęcia co się wokół dzieje, najczęściej idą z komórką przy uchu albo ze słuchawkami. Czasem ktoś spojrzy na mnie i widząc, że się czemuś intensywnie przyglądam, zerknie w tamtą stronę. Rozumiem, że wszyscy się spieszą, ale przez to nie dostrzegają jaki rzeczywisty świat jest piękny, żyją głównie w wirtualnym. A trzeba połączyć oba i realnemu też dać szansę, tak mi się wydaje.
Jak Ci wyszło ciasto szpinakowe?
annazadroza Myszokocie:-) Bażantów ci u nas dostatek:) Na początku nie wiedziałam co to za dziwne odgłosy słychać z krzaków, z łąki, takie jakieś skrzypienie, skrzeczenie, dopiero kiedy kilka kroków przede mną zerwał się z trawy, przekonałam się co to takiego. Chodzą sobie i niczego się nie boją. Dostrzegłam je dopiero 3,5 roku temu, bo tyle Szilka jest z nami, kiedy zaczęłam z sunią spacerować po okolicy. Zdecydowanie wolę to niż tych tłustych „pięknisiów” bez koszulek:)
annazadroza Ewo:-) Niczego nie zabiję, no, chyba, że komara, jak mnie skurczybyk użre. Ale wcześniej uprzedzam wszystkie w okolicy, że utłukę bez litości, więc niech się nie zbliżają, bo robią to na własną odpowiedzialność. Wtedy – trudno – ich wybór;) Pająki i inne stworzenia też eksmitujemy z domu na wolność.
annazadroza Fusilko:-) Cudna jesteś:))) Zdziwiłam się, nie powiem, ale takie cuda na świecie się zdarzają, że i zielony bocian mógł się trafić:))) Mógł być to mutant, albo mógł wracać z imprezy urodzinowej kolegi i wtedy nie tylko zielone piórka mógłby mieć, ale i tęczowe. Chociaż nie, tęczowe nie, bo byłby potraktowany przez niektórych wrogo wręcz i jakby dzieci przynosił? Same tęczowe? W tym kraju? Niemożliwe;)
annazadroza Bognno:-) Nie żartuję, czytałam w gazecie, że żrą sukinkoty jedne! A kiedyś była afera w Łazienkach, łapali wiewiórki właśnie i dlatego nigdy, żadnego dania typu chińszczyzna nie zjem. Zresztą mięsa na szczęście prawie nie jadam, tylko rybę i kurczaka, ale to, co sama przygotuję. Takie koszmarne niespodzianki w postaci zjedzenia psa czy wiewiórki mi nie grożą.
annazadroza Kasiu:-) Dzięki, kochana, za dobre słowo. Wystarczy zmienić miejsce zaczepienia uwagi, że tak powiem, i się różne śmieszne rzeczy zauważa:) A potem się przypominają, kojarzą i naprawdę można się uśmiać. Nawet wtedy, kiedy człowiekowi całkiem nie do śmiechu. Kiedy myśl się oderwie od własnych problemów choć na chwilę, jest łatwiej.
Buziaki serdeczne, Kasieńko:)))
kasiapur Aniu ! Te moje krokusiki jednak wyrosły ! Witalność i chęć życia
pokonały tę nieszczęsną korę 🙂 widzę je z okna kuchni. Banalna
drobna rzecz a mnie cieszy – kompletnie zdziwaczałam ;)))
Buziaki i uśmiechy dla Ciebie !
kolewoczy No wiesz, do gniazda jej nie zaglądałam, może jeszcze nie wysiaduje, tylko znosi 😉 To znaczy, że pan bocian się już pospieszył 😉
annazadroza Kasiula:-) Cieszę się ogromnie, że krokusiki przeżyły i cieszą teraz Twoje oczy 🙂 Nie zdziwaczałaś, bo to naprawdę cieszy. I to wiele osób – co widać nawet tutaj czytając komentarze dziewczyn. Wiosenne uściski:)))
annazadroza Kolewoczy:-) Do tej pory już pewnie zniosła;) Wcześniej może tylko się przymierzała do wysiadywania? Coś w rodzaju próby generalnej;)))
Kasia umówiła się z młodymi, że raz w miesiącu będzie brała Kruszynkę na weekend. Nacieszy się wnuczką a młodzi będą mieli trochę czasu dla siebie. Dobrze pamiętała jak potrzebna jest młodym rodzicom chwila odpoczynku bez pieluszek w tle. Pierwszy raz dziewczynka spała w maleńkim mieszkaniu Mikołaja mając siedem miesięcy. Usypiali ją oboje, usnęła ściskając małą rączką palec Kasi. Zawsze potem tak u nich zasypiała, właściwie dopóty, dopóki nie poszła do szkoły. A naukę zaczęła nie mając jeszcze sześciu lat. Od tego momentu zaczęła się szybko „robić” duża.
Najpierw jednak była maleńką, słodką, pachnącą mlekiem przytulanką, skarbem, Kruszynką najdroższą na całym świecie. Za każdym jej pobytem w ruch szły książeczki, zawsze ten sam żelazny zestaw, z kolorowymi ilustracjami na grubych kwadratowych stronach. Obowiązkowo. Z początku było oglądanie obrazków, nazywanie kolorów, zwierzątek, przedstawionych postaci oraz czytanie przez babcię albo dziadka, potem powtarzanie przez Klarcię tekstów w cudownie dziecinnym języku. Obecnie panna Klara sama czytała wszystkie na głos z szybkością karabinu maszynowego w czasie każdej swojej bytności u dziadków i nawet z „Ptasim radiem” sobie świetnie radziła.
W ogóle było zawsze mnóstwo atrakcji dla maleńkiej dziewczynki. Na przykład ławeczka do ćwiczeń pełniła funkcję domowej zjeżdżalni. Kocyk, z którego spoglądały podobizny dwóch słodkich kociaków, stawał się kurtyną w teatrzyku, w którym rolę aktorów przejmowały wszystkie zabawkowe zwierzątka „mieszkające” na stałe u dziadków, bo miała Kruszynka tutaj swoje zabawki, do picia swój kubeczek z dzióbkiem, komplet składający się z talerzyków, miseczki, kubeczka i sztućców z melaniny. Poza tym zabawki do kąpieli, gąbeczki, także szczoteczkę do ząbków odkąd tylko mogła zacząć uczyć się utrzymywania prawidłowej higieny jamy ustnej. Kasia chciała, żeby jej królewna od początku wiedziała, że jest kochana, upragniona, akceptowana, bo to bagaż na całe życie. Bywa dobry ale i bywa zły, obciążający nieraz na zawsze, pociągający za sobą brak poczucia własnej wartości, kompleksy, nieumiejętność radzenia sobie w dorosłym życiu ze stresem oraz problemy w kontaktach z ludźmi.
Podczas ładnej pogody Kasia i Mikołaj chodzili z Klarunią na spacery nad Jeziorko Czerniakowskie, gdzie mała skakała z radości na widok oswojonych kaczek podchodzących bardzo blisko, przyzwyczajonych, że ludzie przynoszą im dobre jedzenie. W domu, wkrótce po przywiezieniu jej przez rodziców, ciągnęła Kasię w stronę drzwi wołając „oc kalmic kacuski”. Na placu zabaw nad jeziorkiem lubiła korzystać z huśtawek i wspinać się po drabinkach – oczywiście przez cały czas przytrzymywana przez uwielbianego dziadka. Po nakarmieniu ptactwa wodnego i wybawieniu się wnuczki nad brzegiem jeziorka, szli na plac, na którym stała mała lokomotywa na pamiątkę kolejki wąskotorowej jeżdżącej dawnymi czasy w okolicy. Można było wejść do wewnątrz, kręcić wajchą, wyglądać przez okienka i buczeć przez nie udając ciuchcię. Jednym słowem – świetna zabawa. Obecnie ciuchcia została przestawiona blisko ulicy Wiertniczej. Zupełnie bez sensu, bo wcale jej nie widać i bawić się w niej nie można. Klarcia jednak miała to szczęście, że „załapała się” na zabawę na ukrytym w zieleni placu i ma o jedno miłe wspomnienie więcej. Pamięta też jak ratowała łabędzia, który – oszołomiony po upadku na trawę spowodowanym zderzeniem się z przewodami wysokiego napięcia – najwyraźniej stracił orientację. Pomalutku został zapędzony nad wodę wspólnymi siłami przez Kruszynkę z dziadkami oraz miłą panią, która była z psem na spacerze. Piękny ptak doszedł do siebie dotarłszy do jeziorka i odpłynął odzyskując formę.
W domu poza typowymi dla wieku zabawami lubiła ogromnie taniec, szczególnie przy dźwiękach irlandzkiej muzyki. Kazała włączać kasetę z „Lord of the dance” i patrząc na ekran telewizora wykonywała ewolucje taneczne usiłując naśladować tancerzy.
Czasem Klarcia nocowała z Kasią na Ursynowie, gdy rodzicom coś wypadło, a Kamil w tym samym czasie musiał wyjechać. Kasia uwielbiała te chwile, miała małą tylko dla siebie, Dżemika, Kicię i przyjaciółki pod ręką. Kruszynka zaś bardzo dobrze czuła się u babci. Każde normalne dziecko jest szczęśliwe gdy ma obok siebie kota, psa i kochające osoby potrafiące wejść w świat wyobraźni, w którym dziecko funkcjonuje. Chodziły na plac zabaw, pomagały Elżbiecie czyścić samochód co w wykonaniu Klarci polegało na skakaniu wokół pojazdu i bieganiu po trawie. Potem czytały bajkę. To znaczy babcia czytała a Klarunia powtarzała przetwarzając treść po swojemu. Usiadła do obiadu ale prawie niczego nie zjadła poza bułką tartą przysmażoną na maśle, zgarniając całą z fasolki szparagowej ze słowami: „pysna ta potlawa”. Potem młoda dama usiadła w kuchni przy stole w towarzystwie Kasi, Elki i Adelki mówiąc: „my dziewcyny”. Słuchała, kiwała główką ze zrozumieniem, włączała się do rozmowy i zwracała na siebie uwagę słowami: „ cicho, telas ja mówię”. A dopóki Elżbieta nie dotarła do Kasi, dopytywała się: „kiedy ta Elka wlescie psyjdzie”?
Uwielbiała towarzyszyć babci podczas gotowania, pomagała angażując się z całej duszy.
– Babca, gotujemy lazem? Tak? Dodać sole? I psepsu?
– Dodaj czosnek.
– Jesce cosnek? Splóbuj, doble?
– Bardzo dobre.
– To zjedz sysko. Na zdlowie.
6.04.2018
kobietawbarwachjesieni Ile radości dają takie maluchy, ale i z oczu takiego szkraba spuścić nie można.
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Nie wiem jak to nazwać żeby nie wyszło banalnie… super ten tekst !
Z takim ciepłem napisany… czytałam go z uśmiechem :)))
A dla mnie taki stan jest wyjątkowo cenny. Czekam NA DALEJ !
Dobrej nocki Anula :)))
fusilla Moje dwie Wnuczki to juz pannice ( 19 i 14 letnie ), ale ze wzruszeniem czytałam, wspominając tak jeszce niedawny- wydawałoby się – czas, kiedy były malutkie!
Miłego dnia!
annazadroza Marysiu:-) No nie można, nawet na sekundę, bo akurat wtedy coś wykombinuje w główce i natychmiast wprowadzi w czyn:)))
annazadroza Kasiu:-) Wypowiedzi Klary są autentycznymi słowami mojej wnusi, zapisanymi na gorąco. Sama bym nie wymyśliła, każde dziecko inaczej zdrabnia i przekręca wyrazy, ona akurat tak to robiła. Kiedy czytam – sama się przenoszę w czasie:)))
annazadroza Fusilko:-) Moje niewiele młodsze, bo 17 i 13 lat. I oczywiście – Calineczka:) która właśnie 7 miesięcy skończyła i odmładza babcię o te kilkanaście lat (mentalnie, szkoda, że fizycznie nie) przywołując wspomnienia. Swoją drogą – kiedy to zleciało? Nie wiem.
Serdeczności na weekend:)))
Nie patrzyłam na prognozę pogody, więc nie wiem jaką przewidują na weekend. Chciałabym, żeby ładnie i ciepło było, bo zaplanowałam porządki w ogródku. Skoro młode roślinki wychylają główki, trzeba im zrobić miejsce i porządek wokół, żeby miały chęć żyć i kwitnąć:)
Na razie jest ładnie, psiaki biegają po trawniku, a raczej po czymś, co trawnikiem być powinno, lecz Skituś wykopał kilka dziur i wygląda jak po przejściu stada dzików. Ale nic to, dokupię ziemi, wsypię w dziury, dosieję trawki trochę i będzie dobrze. Ważne, że przeżyliśmy zimę.
A teraz jest już wieczór, wróciłam od Calineczki i jestem padnięta, ale szczęśliwa szczęściem jakie daje przebywanie z takim najukochańszym szkrabem. Uśmiałam się widząc jak próbowała w pozycji na czworakach sięgać łapką po coś, co jej się podobało, lecz zamiast do przodu, przesuwała się w tył i złościła się
robiąc śmieszne minki, wydając pomruki wyrażające złość i niezadowolenie. Przecudna:)))
Poszłyśmy na zakupy na bazarek, mała była zainteresowana wszystkim, co się działo wokół. Ona nie lubi się nudzić, monotonii nie znosi. Okazało się, że bucików na nóżkach też nie lubi, szczególnie na lewej. Nie policzę ile razy butka ściągała i lądował na ziemi.
Na bazarku trafiłam na farbę do włosów, której używam od lat, a która zniknęła z Rossmana gdzie kupowałam do tej pory. No, ale mam i mogę się odmłodzić wizualnie na wiosnę. Mimo, iż Wnusia K. powiedziała mi dzisiaj, kiedy odmówiłam słodyczy, żeby nie przytyć, – babciu, przecież ty już nie chodzisz na randki, a dziadek mówi, że i tak mu się podobasz, to przecież nie musisz się odchudzać. Też przecudna:)))
ps. Nie mam pojęcia skąd się wzięły takie małe literki, nie potrafię ich świadomie ani zmniejszyć ani zwiększyć, muszą zostać:)))
5.04.2018
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Wszystko jest piękne w tym wpisie, bo przecież jakie może być
jeśli dotyczy Calineczki. Ale mimo wszystko ,,…..a dziadek mówi,
że i tak mu się podobasz…,, najpiękniejsze ! :))) Oj kochają Cię
Aniu te Twoje szkraby i nie tylko 😉
uściski i dobrego jutra !
Gość: [kobietawbarwachjesieni] *.neoplus.adsl.tpnet.pl Ja też Cię mocno ściskam.
urszula97 Wspaniałe,wnusie przesłodkie, a powiedzonko z randką rewelacyjne,
tessa37 Zrób włos i umów się z dziadkiem na randke;)
Ja się z moim mężem nadal na randki umawiam:)
A pogoda ma być piękna i słoneczna, jak ten wpis:)
My w weekend bedziemy taras zakwiecac;)
annazadroza Kasiu:-) Ja ich też nieprzytomnie kocham, bo jakże inaczej? Calineczka wyrwała mi wczoraj trochę włosów, będzie mniej do farbowania:)))
annazadroza Urszulo:-) Dzieciaki maja w ogóle rewelacyjne odezwania. Trochę zapisałam i uwieczniam w powieści. A teraz – malutka śmieje się z radości gdy widzi starszą wracającą ze szkoły i słyszy: siostra, jak podrośniesz to ja cię wszystkiego nauczę, niczym się nie przejmuj. Czyż to nie jest słodkie?
annazadroza Tesso:-) Włos robię w miarę regularnie, latem częściej, bo bardziej widać odrosty;)
Na randki we czwórkę chodzimy, czyli psy nas wyprowadzają na spacery, bo z babcią D. same nie mogą zostać, mogłoby to być niebezpieczne dla psiaków.
Czym będziecie ukwiecać taras? Widziałam śliczne bratki i myślę, czy nie kupić do skrzynek. Na razie krokusiki kwitną. Hortensja wypuszcza listki, czyli zimę przeżyła i to jest radość:)))
annazadroza Kasiu:-) Zapomniałam – a miałam spytać, czy kwiatki u Ciebie kwitną i czy widzisz je przez okno? Serdeczności moc, kochana:)))
tessa37 Jeszcze nie wiem, bo taras nowiutki, jak i mieszkanie, więc zaczynamy od podstaw;)
Wiem, że chce lawende, róże, jakieś drzewko (ale to pozniej) i coś kolorowego, co długo kwitnie;) Kompletnie się nie znam na kwiatach na balkon i taras, w dodatku muszą być bezpieczne dla kotów, będę się jutro musiała dopytać, chyba, że tu ktoś coś podpowie;) Marza jeszcze mi się piwonie, ale nie wiem, czy nawet duża donica da rade.
babciabezmohera Fajnie mieć wnuczęta! Wszystkie są kochane!:))
mmzd Podpowiadam Tessie 🙂 – nasturcje !! – szybko rosną, kwitną długo i obficie. I zbieraj nasiona, – ja od lat już nie kupuję.
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Aniu 🙂 żeby to wyjaśnić trzeba powiedzieć wprost – dom stoi
w lesie sosnowym :), więc jest pięknie. Słońce w upały tak nie męczy
bo mam parasol z koron sosnowych, pachnie żywicą, wiewiórki
dokarmiam ( nie mam zwierzaków w domu) więc wesoło harcują
na tarasie przy doniczce z orzechami. Wygląda że żyć nie umierać…
Na rok przed wprowadzką robiłam ogród (działka ma 1100m) jeszcze
wtedy chodziłam choć z wielkim trudem 🙁 i wtedy kupiłam w Tesco chyba
ze dwieście cebulek krokusów : żółtych , fioletowych. Wyznaczyłem takie
poletka i posadziłam. Na następny rok miałam przepiękne pola krokusów !
Raaany jak się cieszyłam ! Jakoś te krokusiki są takim przełamaniem zimy
eksplozją życia. No i niestety rozrzuciliśmy na tych właśnie rabatach korę
(tak wszyscy robią) i prawdopodobnie kwaśność tej kory wypaliła cebulki
w tym roku ani jednego krokusa 🙁 Tak więc mój ogród zaczyna żyć kwiatami
trochę później wtedy kwitną głównie różaneczniki.
Gdybym chodziła na pewno coś bym wymyśliła jeśli chodzi o kwiaty…
Ale i tak jest przepięknie i cieszę się, że mieszkam pod Łodzią 🙂
ściskam mocno :)))
fusilla TESS!
Wszystko zależy od tego jaka masz wystawę tarasu, i jak układają się wiatry! Czy taras jest osłoniety, czy wolny! Czy chcesz rośliny w dużych, wysokich pojemnikach, czy pojedynczo, czy w długich korytkach! Zadaj pytanie wujkowi guglowatemu, jak dobrze poszukasz, to znajdziesz konkretna odpowiedź! Ja tak zrobiłam dopiero po dwóch latach, bo metoda prb i błedów trwała za długo. Poza tym dobre podpowiedzi dała mi właścicielka gospodarstwa ogrodniczego, gdzie od lat kupuje kwiaty!
tessa37 Fussilko, no szukam:) Ale wiem, że lepiej liczyć na rady z doswiadczenia;) Taras jest na 1 piętrze, od strony wschodno-poludniowej, ma ok.15-16 m2 i jest podłużny, są na niego wyjścia z sypialni i z salonu, pomiędzy nimi jest ściana, na której stoi stół z krzesłami (wszystko drewniane), od strony sypialni jest nisza, w której chce dać coś „loungowego”;), ale to za rok, dwa, na razie stanie tam nasz fotel, z którym nie mamy co zrobic;) Całość jest zadaszona, ściany białe, a kafle i skrzynki-szare, kamienne. Najpierw chciałam wysokie i waskie skrzynie betonowe, ale trochę się boję że względu na koty, więc kupiliśmy, jak to piszesz,”korytka”;) Są dość długie, 60 cm i mam ich 12 sztuk do zagospodarowania. I kilka wyższych, terakotowych donic. Chciałabym tyle różnych roślin, ale się boję, że oczoplasu dostane;)
annazadroza Tesso:-) Dostałaś od dziewczyn tyle porad, że na pewno coś wybierzesz albo pobudzona dzięki nim wyobraźnia pchnie Cię we właściwą stronę. Powodzenia:)))
annazadroza Ewciu:-) Kolory miałam najprzeróżniejsze;) Najpierw normalny, jak większość dziewczynek. Potem były pasemka, z których przeszłam na blond na wiele lat. Potem chciałam włosy wzmocnić i zaczęłam tak kombinować, że wyszło mi coś pomarańczowo-żółto-zielonego. Musiałam przykryć ten kolor „wyjściowy” (jaki wyjdzie taki jest) i kupiłam farbę w odcieniu mahoniu. Potem była czarna wiśnia, bakłażan, rubin i sama nie wiem co jeszcze. Ale w momencie, kiedy srebro zaczęło prześwitywać dwa dni po farbowaniu, wylałam na głowę kilka butelek wody utlenionej, oczywiście nie w jednej chwili, po czym wróciłam do jasnych. Teraz mam wygodę i jestem zadowolona, bo odrosty nie rzucają się w oczy tak bardzo jak przy ciemnych. Poza tym zmobilizowała mnie wnusia, powiedziała: babciu, ja bym chciała, żebyś miała takie jasne włosy jak na zdjęciach. Tak się więc stało:)))
annazadroza Kasiu:-) Dom w sosnowym lesie to moje wspomnienie. Chłód w czasie upału, wiewiórki skaczące po dachu jakby to stado słoni wyprawiało harce, a nie zgrabne, drobne stworzonka. Karczowałam własnoręcznie las nigdy nie ruszany ludzka ręką, chciałam tam zostać na zawsze… i tyle. Było, nie ma, zostały wspomnienia.
Krokusów szkoda, ale cóż, widocznie tak miało być. Same sosny i ich zapach to jest bajka. mam w oczach sosnowe igiełki po deszczu, kiedy krople drżą niczym perły… Różaneczniki też są przecudnej urody. Pięknie masz, Kasieńko, ściskam Cię serdecznie:)))
Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Tesso:-) Ależ nie ma za co:) Bardzo miłe jest spotkanie dziewczyn, które się świetnie ze sobą porozumiewają, takie babskie spotkanie, z którego wynikają same korzyści:)))
Dawno, dawno temu szukając sposobów wyjścia z najprzeróżniejszych życiowych zakrętów trafiłam na wskazówki, przesłania czy jak tam można jeszcze owe punkty w ilości siedmiu określić. Przepisałam je sobie i powiesiłam tak, aby mieć stale przed oczami. Papier, na którym wtedy je wypisałam, jest całkowicie żółty, widocznie był gorszej jakości i się szybko zestarzał, bo cóż to jest lat nawet dwadzieścia wobec wieczności. Przesłanie, które słowa owe ze sobą niosą nie zestarzało się nic a nic. Wręcz przeciwnie, z czasem wnika głębiej w duszę i coraz to nowe struny potrąca zwiększając siłę oddziaływania i wskazując nowe możliwości. Pomyślałam, że przytoczę tutaj owe mądrości – bez cudzysłowu przy słowie: mądrości, – aby miały możliwość przemówić do jeszcze kogoś oprócz mnie. Autorem jest P. Mulford, a znaleźć je można w „Przeciw śmierci”. 1. Nie bój się i niczego się nie obawiaj, gdyż możliwości człowieka nie mają granic. 2. Noś zawsze swą odwagę przed sobą jak płonącą pochodnię. 3. Nigdy nie zamykaj drogi przyszłym możliwościom. 4. Nie stawiaj barier swej wyobraźni. Tylko z zamków na lodzie powstają potem naziemi pałace. 5. Ćwicz się w sztuce oczekiwania powodzenia. 6. Kto oczekuje nieszczęścia, ten jednocześnie prosi o nie i je otrzymuje. 7. Uwierz w siebie i dąż do sukcesu.
Życzę owocnych przemyśleń i skutecznych działań. To takie życzenia na wiosnę, która nareszcie przyszła:)))
4.04.2018
Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Żeby choć jedno udało mi się wpisać w życie… ale one chyba ze
sobą jak ,,naczynia połączone,,…
Póki co, wiosna szaleje i trochę poprawiła mi humor.
Uściski wiosenne dla Ciebie :)))
e.urlik No to ja tak mam właśnie! Wiosny cudnej i nieustającej dla ciebie i rodziny!
kotimyszkot Jednak wiosna to ma moc 🙂 Wraz z nią przychodzi więcej pozytywnej energii i chęci do działania. Realizacja tych punktów, też od razu wydaje się łatwiejsza, więc powodzenia! 🙂
annazadroza Kasiu:-) Zacząć można od tego punktu, który najbardziej nam pasuje. Zresztą, można czytać sobie kilka razy dziennie aż znaczenie wejdzie w podświadomość. Nawet w chwili, gdy po raz kolejny ogarniają nas destrukcyjne myśli, żeby je przegonić, po co nas mają gnębić?
Mnóstwo wiosennych serdeczności dla Ciebie, Kasieńko:)))
annazadroza Urszulo:-) Niby nic nowego, a jednak słowa mają moc i potrafią nieść pomoc i pociechę.
annazadroza Ewo:-) Ciesz się więc wiosną wraz z bliskimi póki trwa, bo jak się obrazi, to gotowa jeszcze śniegiem sypnąć:( W końcu kwiecień – plecień…
annazadroza Myszokocie:-) Jak słoneczko zaświeci i dzień się wydłuża to od razu humor się poprawia, energii przybywa i świat się robi piękniejszy.
Dzięki:)))
Odściskuję najserdeczniej:)))
Słoneczka i samych działkowych przyjemności:)))