Niestety

Wczoraj wcześnie rano znalazłam leżącą na chodniku zabitą przez samochód małą sarenkę. Zadzwoniłam na telefon straży miejskiej, pan ze zniecierpliwieniem w głosie odpowiedział: dzwonicie i dzwonicie tak, że nie mogę tej sarny zgłosić! Czyli, że więcej osób w tej sprawie dzwoniło i nie każdy przechodził obojętnie, co
widziałam wracając z sunią, bo biedactwo jeszcze leżało. Zrobiło mi się tak smutno, że nie napisałam wczoraj ani słowa.
Do tego w babcię D. jakby coś wstąpiło, było trudno wytrzymać. Być może dlatego, że znów kombinowała jak nie wziąć tabletek i mogło jej się udać.
Poza tym przy pracy w ogródku – a naprawdę niczego niezwykłego nie robiłam – rozbolał mnie koszmarnie staw biodrowy i musiałam odłożyć wszystko na bok. Na szczęście ibuprom w tabletkach i woltaren forte w maści pomogły na tyle, że mogłam dzisiaj pojechać do Calineczki. Z bólem jeszcze, to prawda, ale nieporównywalnie mniejszym niż wczoraj. Malutkiej nie widziałam przez tydzień i różnica jest zauważalna od razu. Uśmiałam się na widok leżącego na materacyku w łóżeczku szkraba, który się podnosi na rączkach obu wspierając resztę ciałka – coś niczym pozycja kobry (chyba) w jodze, główkę odchylając do tyłu, przy czym w ząbkach trzyma dyndającą zabawkę. A ząbki są dwa:) Tak więc malutka poprawiła mi nastrój.
Szukam teraz gdzie napisać o ustawienie znaku informującego o zwierzętach. Kiedyś już pisałam ale bez odzewu, teraz spróbuję znowu. Bo za chwilę znowu się coś zdarzy złego, niestety.

12.04.2018

  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Szczerze mówiąc jest taka ,,prawidłowość,, , że jak nie ma wpisu albo
    komentujący ,,znika,, to jednak dzieje się coś niedobrego. I tak czułam…
    Bardzo to przykre z tą sarenką, ale do licha jakie prędkości tam rozwijają
    te samochody, że nie mogą wychamować ?
    A ten ,,kasownik,, u Calineczki jak i Ona cała musi być przeuroczy !
    uściski i żeby nie bolało Aniu 🙂
  • annazadroza Kasiu:-) Większość jeździ w miarę normalnie, ale są idioci, może po dopalaczach czy innych świństwach, którzy pędzą bez opamiętania, wciskają się między tych normalnych, wyprzedzają na trzeciego – taki nie zahamuje zobaczywszy zwierzę, może nawet jeszcze dociśnie…
    Wszystko co małe jest słodkie:) I „zwierzątkowe” i „ludziowe” dzieci tak samo:)
    Tabletki przed spaniem wezmę, to jakoś będzie. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Najgorzej, jeśli boli kiedy bez ruchu człowiek leży, ale tym razem tak źle nie jest. Przejdzie. Dzięki i buziaki:)))
  • kobietawbarwachjesieni Jak to dobrze, że jeszcze są ludzie wrażliwi na cierpienie i śmierć zwierząt. Nie lubię myśliwych.
  • kolewoczy Oj, smutne. Ja to nie mam nawet numeru telefonu do Straży. A zastanawiam się, do kogo należałoby dzwonić, gdybym coś podobnego zobaczyła na wsi, to znaczy na szosie między wsiami, gdzie przebiegają też sarny, zające i dzikie ptaki.
  • kolewoczy No bo na wsi Straży Miejskiej przecież nie ma… to gdzie dzwonić?
  • nie-okrzesana No właśnie, gdzie ? Też nie raz o tym myślałam.
  • annazadroza Marysiu:-) Coraz bardziej są widoczni ludzie, którym na sercu leży los istot innych niż tylko oni sami. I to jest pocieszające, że jednak – jako ludzkość – rozwijamy się, idziemy w górę. Natomiast wypowiedzi niektórych… nie chcę używać obelżywych określeń, bo takie się cisną… pokazują, że przed niektórymi jednostkami jeszcze baaardzo daleka droga.
    Myśliwych nie znoszę.
    Ciebie ściskam serdecznie:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Nie-okrzesana:-)
    Wklepać – „gdzie dzwonić gdy przejechane zwierzę na szosie” – albo jakoś podobnie. Wyszło mi b.dużo różnych informacji. Trzeba wybrać jakieś możliwości dotyczące terenu, na którym się przebywa. Generalnie – reakcja zależy od człowieka na jakiego się trafi. Podają, że na 112. Tam zadzwoniliśmy poprzednio za 1-ym razem, gdy zginęła duża sarna, to kazali do straży miejskiej. Druga wersja to 997, czyli policja, niech przekierują zgłoszenie i podejmą działanie. Najważniejsze, żeby na człowieka trafić a nie podłego typa, co zwierzęta toleruje tylko na talerzu. Chociaż i w tym wypadku winien im jest szacunek, bo go żywią.
    Jest jeszcze ANIMAL RESCUE Polska, w Piasecznie to nr 792 112 222. Może oddziały są też w innych miejscowościach.
  • kotimyszkot Bardzo szkoda sarny i dobrze, że ludzie nie pozostają obojętni.. Mam nadzieję, że uda Ci się coś wskórać w sprawie znaku, powodzenia!
  • annazadroza Myszoocie:-) Przejrzałam wszystkie wydziały w Urzędzie Miasta, tzn. to, co było dostępne na stronie i doszłam do wniosku, że napiszę do samego włodarza miasta, bo nie wiem do kogo innego mogłabym, nie znalazłam nikogo takiego. A Pan Burmistrz albo oleje sprawę, albo przekieruje gdzie trzeba. Może nie oleje?
    Nie dziękuję:)))
  • annazadroza Zjadłam „k” Myszokocie, uściski:)))
  • e.urlik Ania, musisz interweniować w Zarządzie Dróg. Oni decydują o znakach. Wiem, bo my przesuwaliśmy granicę miasta, żeby u nas nie pędzili jak debile. Udało się bez problemu. Fajnie, gdyby była petycja, albo ktoś znajomy.
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Schody

Kiedyś była audycja w radio „Z kraju i ze świata”. Tak mi się przypomniało kiedy pomyślałam, że teraz ilość informacji jest przytłaczająca. Nie do wysłuchania, nie do przyswojenia i nie ma właściwie możliwości oddzielenia w pierwszej chwili tego co ważne od bzdetów, których jest oczywiście więcej. Często w zalewie tych ostatnich niknie to, co ważne. W ten też sposób nasi „znakomici” politycy przeprowadzają swoje „genialne” pomysły po cichu, wiedząc, że ogół zajmie się tymi bzdetami pływającymi po wierzchu. Przecież ciemny lud wszystko kupi. Ciemnota występuje wszędzie. Ciemnota atakuje nawet papieża Franciszka, bo trochę światła do zatęchłej kruchty stara się wpuścić – dlatego nasi sukienkowi nie są z niego zadowoleni, to nie jest „nasz” papież, omylny, można się nawet modlić o rychłe jego odejście do domu Ojca…

Z innej beczki – przeczytałam o „dorzynaniu Nowoczesnej” – trudno się nie zgodzić, że popieranie pana Ujazdowskiego jest popieraniem jego poglądów, które nijak się mają do programu Nowoczesnej. I gdybym nawet chciała wcześniej, to bym na nią teraz nie zagłosowała. Kolejny absurd – to schody dla małego człowieczka, żeby wydawał się sobie i ciemnemu ludowi większy. Już widzę, jak stoi na szczycie pomnika a poddani klęczą u stóp schodów i biją pokłony. A zaraz niedaleko drugi pomnik, jego sobowtóra na nas patrzy. Co ulica to Kaczyńskich, Kaczyńskiego albo Kaczyńskiej, albo Dwóch Takich Co Ukradli Księżyc, na każdym placu pomnik, popiersie albo chociaż tablica pamiątkowa głosząca wyjątkowość…  Jak w dowcipie: otworzysz lodówkę – a tam …Kaczyński. Wiadomo, że z przesytu rodzi się niechęć, niechęć może przejść w nienawiść, zaś stąd już niedaleko do tragedii… Jeśli ktoś się modli, niech prosi: od głupoty rządzących (wszystkich opcji) zachowaj nas, Panie…

A tak na marginesie – nikt dziś nie pamiętał o Katyniu, schody przysłoniły wszystko…

10.04.2018

  • kobietawbarwachjesieni Bardzo podoba mi się papież Franciszek. Ma otwartą głowę. Widzi ludzi, a nie tylko ideologię. Ściskam Cię mocno.
  • oldakowski2013 Jednak o Katyniu było dużo, w telewizji publicznej. Oglądałem!
  • urszula97 Masz rację Aniu,swoją drogą tyle tych programów informacyjnych że nie sposób posłuchać i oglądać,a zresztą co to słuchać,nienawiść,plucia, wolę sobie na kompie pograć,zresztą teraz ciepły i zaczął się sezon działkowy.
  • e.urlik Franciszek to jedyny papież, którego poważam. Poza tym, może dość tej martyrologii powszechnej? Inne narody jakoś pozamykały swoją przeszłość, idą do przodu. Niech każdy idzie drzewo zasadzić, będzie super :-))
  • annazadroza Maryniu:-) Właśnie, widzi ludzi. Jest ludzki a nie: nadęty i narcystycznie zapatrzony w siebie.
    Odściskuję najserdeczniej:)))
  • annazadroza Oldakowski2013:-) Nie trafiłam, bo mało oglądałam. Poza tym chodzi mi o zwykłych ludzi, dla których ważniejsza jest codzienność od przeszłości i przebijają się tu przekazy (dzień w dzień, miesiąc w miesiąc) związane z rokiem 2010, o tym słyszałam w sklepie i na ulicy – o barierkach, obchodach itp. Nikt nie wspomniał roku 1940. Dobrze, ze w tv nie zapomniano, w końcu media od tego – m.in. – są.
  • annazadroza Urszulo:-) I całe szczęście, że odskocznię od ciężkich tematów można znaleźć na łonie natury. Uwielbiam zapach świeżo poruszonej ziemi, grabionej trawy, tylko – nie lubię jak mnie przy okazji „pokręci”. A jak Twoje zakwasy, już się „rozeszły” czy jeszcze męczą?
    Słoneczka i samych działkowych przyjemności:)))
  • annazadroza Ewo:-) Z zasadzeniem drzewa dobry pomysł:) Martyrologii zdecydowanie dość. Zamiast wiecznego gloryfikowania umierania za Ojczyznę proponuję gloryfikować życie i pracę dla Niej. A poza tym- to za żadną Ojczyznę, tylko za polityków, którzy najpierw wpędzają kraj w kłopoty a potem uciekają ratując tyłki, przez co giną setki tysięcy przyzwoitych ludzi. Nieprzyzwoici sobie radzą np. wydając wrogom sąsiadów i zgarniając ich majątki, i wcale nie myślę o wydawaniu tylko tych, co wszyscy myślą…
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 35

Adelka zaczęła chodzić na rehabilitację, zabiegi bardzo jej ulżyły w bólu ramienia. Właśnie dotarła do przychodni gdy zadzwonił telefon. Stanęła przy okienku, położyła torbę na ladzie i szukała komórki. Nad okienkiem rzucał się w oczy duży napis RECEPCJA NIECZYNNA. Za Adelką stanęła jakaś kobieta.

– Niech pani tu nie stoi bo zamknięte – rzuciła Adelka do tyłu szukając dalej w torbie.

– Co mi pani będzie mówić, wiem gdzie mam stać! – ze złością odpowiedziała kobieta.

– No to niech pani stoi – wzruszyła ramionami Adelka wyjmując znaleziony wreszcie telefon.

– Co za nieużyte ludzie, stanie w kolejce im przeszkadza – usłyszała odchodząc od okienka.

Po zabiegach Adelka ustawiła się w kolejce, żeby oddać kluczyk od szafki, do której wkładała swoje rzeczy, oraz odebrać dowód osobisty oddawany w zastaw.  Pracownicy w okienku nie było, kolejka stawała się coraz dłuższa.

– Poszła baba na pogaduchy – ktoś powiedział rozpoczynając wymianę zdań.

– Trzeba ją zawołać – podpowiedział kobiecy głos.

– Ale ona się obrazi, jest nieprzyjemna – odezwał się staruszek z laską.

– One wszystkie są nieprzyjemne – dopowiedziała kolejna osoba.

– O, lezie pomału – zauważyła pierwsza.

– Nie może się pani pospieszyć? – Adelka nie wytrzymała. – Ludzie czekają, do domu chcą iść, już późno.

– Ja też mam prawo wyjść – nadęta jejmość nadęła się jeszcze bardziej.

– Tu wszystkie nieprzyjemne – powtórzyła starsza pani z zaciśniętymi ustami.

– Ze zwierzętami powinny pracować, nie z ludźmi – dodał dziadek w brązowym sweterku.

– Z jakimi zwierzętami?! – podniosła głos Adelka. – Żeby zwierzętom krzywdę robiły? A w życiu!

– Ze zwierzętami powinni pracować dobrzy ludzie – pokiwała głową szczupła pani z siwym koczkiem. – Zwierzęta często lepsze od ludzi.

– Bo nie wredne – podpowiedział dziadek w czerwonej kamizelce zrobionej na drutach.

– Często pies pana kocha choć pan wredny jest – powiedziała pani w berecie na głowie.

– To może ktoś i tę panią pokocha? – uśmiechnęła się pani z koczkiem.

– Musiałaby pracować  na okulistyce z niewidomymi – skwitował pan w brązowym sweterku odchodząc z odzyskanym dowodem w ręce.

– Jakie pani ma piękne zęby – powiedział dziadek w czerwonej kamizelce do zaskoczonej Adelki.

– Dziękuję – uśmiechnęła się. – To po mamie.

– I pasowały? – szczerze się zdziwił, a Adelka parsknęła śmiechem i jeszcze długo nie mogła opanować śmiechu idąc ulicą

Nazajutrz wracała z pracy w pogodnym nastroju. Miała w planie – oczywiście po spacerze z psami – włączenie pralki, wystawienie na świeżo sprzątnięty balkon skrzynek z przechowanymi przez zimę pelargoniami. Potem chciała sięgnąć po nową powieść pożyczoną od Kasi. Wieczór zapowiadał się miło i spokojnie. Adam wraz z Bierką wyjechał w okolice Radomia w  rodzinnej sprawie i miał tam spędzić jakiś czas.

Na psiej górce spotkała Elżbietę z Gamą i Betą. Reks, Miś i Perełka przyłączyły się do zabawy  i cała piątka radośnie biegała po trawniku. Przyjaciółki pogrążone w rozmowie nie zwróciły uwagi na kobietę, która przystanęła na ścieżce wydeptanej w poprzek górki. Z wyraźną niechęcią patrzyła na bawiące się psy. Wreszcie coś krzyknęła.

– Ona do nas mówi? – spytała Ela.

– Czy musicie tu przychodzić z tymi bydlakami? – krzyknęła znowu obca kobieta.

– Przepraszam, a o co konkretnie pani chodzi? – spokojnie spytała Elżbieta, Adelka zaś od razu poczuła, że ją bierze jasna cholera.

– Szczekają, srają, szczają, nie możecie iść gdzie indziej? – głos był tak nasycony nienawiścią, że powietrze wokół zdawało się drgać i świecić.

– Akurat tutaj jest miejsce dla psów, dla ludzi są chodniki czyste i wyasfaltowane. Poza tym sprzątamy po naszych psach – dobitnym, cichym i pozornie spokojnym głosem odpowiedziała Elżbieta.

– Po co się pani wdrapywała na psią górkę? – dodała Adelka. – Żeby się wyżywać na niewinnych istotach? A potem pójdziesz, kobieto, do kościoła i będziesz udawać miłosierdzie i dobroć? Widziałam cię nieraz! A nie wiesz, że Jezus zabronił się znęcać nad młodszymi braćmi i kazał się nimi opiekować? I że każdy odpowie za wszystkie świństwa jakie w życiu zrobił choćby ukrywał je nie wiadomo jak głęboko?

– Zabraniam wam tu przychodzić – zaskrzeczała baba.

– A ja zabraniam pani przechodzić pod moim blokiem – warknęła Elka.

Baba odeszła mrucząc pod nosem i ziejąc wściekłością.

– Co za dzień – jęknęła Adelka. – Pogoda na ludzi działa czy co? Opowiem ci o rehabilitacji…

Nazajutrz rano miały zajęcia z tańca. Elżbieta zajrzała do kosza z napisem „rzeczy znalezione”. Znajdowało się tam mnóstwo różnych przedmiotów zapomnianych przez kursantów. Były apaszki, szaliczki, kapcie, pęk kluczy oraz mnóstwo innych drobiazgów. Uwagę Elki przyciągnęły buty tak jakoś znajomo wyglądające. Wyjęła je.

– Czy któraś z was nie zostawiła tu butów? – spytała. – Całkiem fajne, gdyby nie były na obcasach to mogłabym się przyznać.

Adelka obojętnym wzrokiem obrzuciła pantofle, pozostałe uczestniczki zajęć też, więc Ela wrzuciła je z powrotem do pojemnika.  Po powrocie do domu zajęła się obiadem.

Zadzwoniła Adelka.

– Słuchaj! To były moje buty! Od dwóch miesięcy ich szukałam i stwierdziłam, że pewnie wyrzuciłam przez pomyłkę.

– O rety – jęknęła Ela.

– Ale to jeszcze nic! Nie mam biletu, dowodu, portfela, niczego! Mam za to kluczyk z szatni! Przez te buty! Bo jak je pokazałaś, to mi zaczęły chodzić po głowie. Nie oddałam kluczyka i nie odebrałam dokumentów!

– O matko – znowu jęknęła Elka. – Jak to możliwe?

– Zwyczajnie. Zjechałyśmy windą, bo akurat była, więc nie przechodziłyśmy przez bramki w metrze i nie wiedziałam, że nie mam biletu. Teraz chciałam kawałek podjechać metrem  i szukam, szukam a tu klops, nie ma.

Z telefonem przy uchu Elżbieta podeszła do swojej kurtki i włożyła rękę do kieszonki, w której zawsze trzymała kartę miejską.

– Rany koguta! Ja też zostawiłam bilet! Mam w kieszeni kluczyk od szafki!

Chcąc nie chcąc musiała wyłączyć gaz, zestawić obiad i obie z Adelką wróciły do szatni aby odebrać swoje dokumenty. Zadzwoniła do Kasi opowiadając ze śmiechem całą historię.

Kilka dni później Ela i Kasia weszły do ciucholandu na Cynamonowej. Obie szperały w koszach, oglądały ubrania powieszone na wieszakach chichocząc jak rozbawione dziewczynki. Nagle Ela znieruchomiała na widok wchodzącej do sklepu kobiety ubranej w futro.

– O, właśnie przyszła właścicielka górki – powiedziała tak głośno, że obejrzały się wszystkie klientki obecne w sklepie.

– Która to? – równie głośno spytała Kasia.

– Ta w wyliniałych wilkach – wyjaśniła Ela nie spuszczając wzroku z poczerwieniałej ze złości baby.

– Ciekawe. A może to z psów, które biegały po górce i zaginęły? – Kasia wlepiła wzrok w futro.

– No, wyliniały. A baba jest wściekła na wszystkie żywe – podsumowała Elka.

Baba opuściła sklep, w którym między stałymi bywalczyniami było wiele miłośniczek i opiekunek psów i innych zwierząt.

– Miałam ci powiedzieć, że Teresa zaproponowała mi wykonanie rysunków do swojej nowej bajki. Zastanawiam się, czy przyjąć propozycję, nie wiem czy jeszcze potrafię rysować – spojrzała Elka na przyjaciółkę.

– A kto by potrafił jak nie ty? Przecież nie ja ani Adelka. Tylko ty masz zdolności plastyczne. Ja mogę ci służyć najwyżej za modelkę do postaci baby Jagi – zaśmiała się Kasia.

10.04.2018

  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Powtarzam się…ale Aniu tak miły, barwny klimat jest w tych Twoich
    wpisach. Nadal zazdroszczę bohaterkom przyjaźni 🙂
    Serdeczności i mocno ściskam !!! :)))
  • annazadroza Kasiu:-) Dzięki:) Chciałoby się, żeby między ludźmi zawsze były dobre stosunki, ale to niemożliwe jest ogólnie. Dlatego warto cieszyć się z tego co jest dostępne. Ja z moją M. też się rzadko widuję, ale wciąż o niej myślę, jest w moim życiu bezustannie. Kiedyś miałyśmy się na co dzień mieszkając w sąsiednich blokach, ale przyszedł czas na zmiany i cóż poradzić?
    Kasieńko, mnóstwo kwiatów na wiosnę i radości:)))
Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Bażanci facet

W sobotę rano był szron na polu, choć świeciło piękne słońce. Był tylko jeden stopień powyżej zera. Przy końcu pola, a duże ono jest, pasły się sarenki. Było ich sześć, przynajmniej tyle naliczyłam, mogło ich być więcej w krzakach, albo może stały przodem do mnie – wtedy ich nie widać. Z boku tak, z tyłu też, bo mają „białe tyłki” – jak mówi Pan Pies Ewy. Z przodu nie są widoczne, barwa ich sierści zlewa się dokładnie z barwą krzewów, które jeszcze nie zdążyły się zazielenić, więc na ich tle sarenki znikają. Jednak to nie one były gwiazdami poranka. Widocznie ptasi ród też poczuł wiosnę, wokół słychać najróżniejsze trele, srocze wrzaski i sójkowe też, latają duże i małe skrzydlate stworzonka trzymając w dzióbkach materiał na domki, czyli źdźbła trawy, patyczki, jakieś kłębki sierści czy waty. Wszystko po to, by młodemu pokoleniu przygotować dobre warunki do wyklucia się, rozwoju i szybkiego stanięcia na własnych nóżkach i rozwinięcia skrzydełek. Na tym dużym polu dostrzegłam coś bardzo szybko przemieszczającego się w poprzek, jakąś szarą kulkę. Przystanęłam zaintrygowana zjawiskiem. Ślepa jestem, toteż myślałam, że coś mi się zwiduje. Ale nie, naprawdę w szybkim tempie owa kulka przebiegała przez pole a za nią, wyraźnie mając problem z dogonieniem biegł… bażant. Facet bażanci, ustrojony w piórka i miałam wrażenie, że nadęty. Tak się tymi piórkami popisywał, że nie mógł za wybranką nadążyć i gonił ją po całym polu. Obrazek był przezabawny i nie mogłam się od śmiechu powstrzymać. Od razu mi się skojarzył inny obrazek, często spotykany na plaży, kiedy naprzeciw siebie idą: opasły, brzuchaty facet i młoda, zgrabna dziewczyna. On na jej widok wciąga brzuch, aż mu się prawie uszami wylewa i wstrzymuje oddech. Gdy ją minie, powietrze z niego uchodzi i brzuszysko wraca na swoje miejsce, czyli zwisa smętnie falując w takt ciężkich kroków;)
Bażanci amant jest zdecydowanie przystojniejszy:)

9.04.2018

  • kolewoczy Bażanty są piękne 🙂 Widziałam ostatnio bażancią panią :-)) A pani bocian już wysiaduje, tylko dziób jej znad gniazda wystaje.
  • veanka Bażanci facet jest przystojniejszy, ale za to mniej szybki i zwinny;).
    Przyroda też nie jest „sprawiedliwa”, on całe życie będzie stroszył piórka, a ona będzie biegała i karmiła kurczaczki;).
  • annazadroza Kolewoczy:-) W zeszłym roku po raz pierwszy widziałam z bliska mamę bażancicę z maleńkimi bażanciątkami, takie śliczne, szare maciupinki:) Czy pani bocianowa nie pospieszyła się za bardzo z tymi jajami? Chociaż, na pewno się zna lepiej niż ja;)))
  • annazadroza Veanko:-) Na pewno przystojniejszy od ludzkiego, tego z dowcipu:) Ale i jeden i drugi piórka stroszy i ogólnie łatwiej mają w życiu niż te szare, zapracowane kurki dbające o swoje stadko:)
    A może ten kogucik myślał: dogonić – nie dogonię, ale chociaż trochę pobiegam;)
  • bognna A ja niestety czesto widuje te piekne ptaszyska w menu:((((
  • annazadroza Bognna:-) Koszmarne. Ludzie wszystko potrafią zeżreć, wiewiórki też:(((
    A wczoraj oglądałam na filmiku reanimację wiewióreczki, którą prąd poraził, bo kabel przegryzła. Wzruszające, nawet Mąż się wzruszył.
  • babciabezmohera Pięknie tam koło Ciebie! Takie widoki!:)
  • annazadroza BBM:-) Nie do końca, zależy na co się zwraca uwagę. Wielkie pole leży obok ruchliwej ulicy, niebezpiecznej dla zwierząt. Spokoju więcej jest tylko wczesnym rankiem zanim ludzie ruszą do pracy, albo w święta, gdy się nie ruszają wcale. Jest tez sporo jeszcze nie zabudowanych miejsc, kiedyś były pola uprawne, teraz są nieużytki. Tylko patrzeć, jak kolejny deweloper wyrwie naturze fragment i zabetonuje.
    Jednak – nie powinnam tak narzekać, bo wciąż jest gdzie chodzić i chociaż do Lasu Kabackiego zabronili wejścia z psami (całe lata wszyscy chodziliśmy, psy na smyczach więc nie przeszkadzały nikomu), to można iść w inne miejsca i pokonywać długie trasy.
  • fusilla No, fakt! Wszelka żywina szaleje, że hej. Wczoraj z rana, jak szłam na kije, widziałam zielonego bociana. Pierwszy raz w zyciu zresztą, i to na wyciągnięcie ręki prawie. Żałowałam, że nie miałam komórki, bo bym go sobie uwieczniła! ;-(
    U większości ptactwa tak jest, że panowie strosza kolorowe piórka, a mało barwne panie łaskawie daja się emablowac! :-)))) Najłatwiej to u mnie nad jeziorem widać wśród kaczek!
  • annazadroza Fusilko:-) Zielonego bociana? Czarnego widziałam w Pieninach, nad Dunajcem, nawet dwa lata pod rząd w tym samym miejscu. Ale zielonego nigdy!
    Kaczusie są śliczne i słodkie, też niby szare ale kaczorki te piórka swoje stroszą, popisują się, że aż miło patrzeć:)))
  • urszula97 Ciekawe masz tam towarzystwo i doskonałe obserwatorium.U nas dzisiaj typowe lato.Rozpoczeliśmy prace działkowe,kawek ziemi juz przerobione.Jak nie będzie deszczu to jutro znów trochę ale zakwasy trochę mi się udzielają.
  • kotimyszkot Nie pamiętam kiedy widziałam bażanta.. natomiast takich znad morza, to fakt, wielu brzuchy wciąga 😉 Zamiast wziąć się za ćwiczenia i dietę MŻ.. Fajnie, że możesz oglądać zwierzaczki w ich naturalnym środowisku, to o wiele fajniejsze widoki niż „bażanty” bez koszulek 🙂
  • e.urlik Do tej pory się śmieję z tego opisu plażowego 🙂 Co do bażantów, to tu mieszkają 2 haremy, czyli dwóch pięknisiów, jeden ma 2 kurki, drugi trzy, prowadzają je przy płocie, jakby się chciały nam pochwalić. Kurki mają samców gdzieś, urywają się ciągle w krzaki (pewnie idą na zakupy). Jeden często przylatuje do ogrodu, łazi i skrzeczy, nas się nie boi, tylko Pana Psa. Wszystkie zwierzaki są słodkie, a my nawet pająków nie zabijamy, tylko eksmitujemy 🙂
  • fusilla Ale dałam plamę!!!!!!!! Dzięcioła zielonego oczywiście widziałam! Pomroczność jasna chyba mnie wzięła. Przepraszam! Ale się musiałaś uśmiać, co! :-))))) Ja sama rechoczę,aż mnie brzucho boli, bo jeszcze takiego dziwadła mi sie nie udało napisać. Pocieszam się tylko, że zawsze musi byc ten pierwszy raz! :-)))))))))))))))))))))))
  • bognna Wiewiorki zezarte?????? Chyba zartujesz?
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Nie mam dziś dobrego dnia a mimo to ubawiłam się. Ogromnie
    barwnie opisujesz Aniu – ja u Ciebie od niedawna więc chyba
    mogę zrobić taki komplement. Tak fajnie, że ten humor
    stuacyjny za mną ,,chodzi,,.
    Uśmiechy i dobrego jutra !
  • annazadroza Urszulo:-) Każdy widzi co chce:) Większość ludzi przechodzących chodnikiem nie ma zielonego pojęcia co się wokół dzieje, najczęściej idą z komórką przy uchu albo ze słuchawkami. Czasem ktoś spojrzy na mnie i widząc, że się czemuś intensywnie przyglądam, zerknie w tamtą stronę. Rozumiem, że wszyscy się spieszą, ale przez to nie dostrzegają jaki rzeczywisty świat jest piękny, żyją głównie w wirtualnym. A trzeba połączyć oba i realnemu też dać szansę, tak mi się wydaje.
    Jak Ci wyszło ciasto szpinakowe?
  • annazadroza Myszokocie:-) Bażantów ci u nas dostatek:) Na początku nie wiedziałam co to za dziwne odgłosy słychać z krzaków, z łąki, takie jakieś skrzypienie, skrzeczenie, dopiero kiedy kilka kroków przede mną zerwał się z trawy, przekonałam się co to takiego. Chodzą sobie i niczego się nie boją. Dostrzegłam je dopiero 3,5 roku temu, bo tyle Szilka jest z nami, kiedy zaczęłam z sunią spacerować po okolicy. Zdecydowanie wolę to niż tych tłustych „pięknisiów” bez koszulek:)
  • annazadroza Ewo:-) Niczego nie zabiję, no, chyba, że komara, jak mnie skurczybyk użre. Ale wcześniej uprzedzam wszystkie w okolicy, że utłukę bez litości, więc niech się nie zbliżają, bo robią to na własną odpowiedzialność. Wtedy – trudno – ich wybór;) Pająki i inne stworzenia też eksmitujemy z domu na wolność.
  • annazadroza Fusilko:-) Cudna jesteś:))) Zdziwiłam się, nie powiem, ale takie cuda na świecie się zdarzają, że i zielony bocian mógł się trafić:))) Mógł być to mutant, albo mógł wracać z imprezy urodzinowej kolegi i wtedy nie tylko zielone piórka mógłby mieć, ale i tęczowe. Chociaż nie, tęczowe nie, bo byłby potraktowany przez niektórych wrogo wręcz i jakby dzieci przynosił? Same tęczowe? W tym kraju? Niemożliwe;)
  • annazadroza Bognno:-) Nie żartuję, czytałam w gazecie, że żrą sukinkoty jedne! A kiedyś była afera w Łazienkach, łapali wiewiórki właśnie i dlatego nigdy, żadnego dania typu chińszczyzna nie zjem. Zresztą mięsa na szczęście prawie nie jadam, tylko rybę i kurczaka, ale to, co sama przygotuję. Takie koszmarne niespodzianki w postaci zjedzenia psa czy wiewiórki mi nie grożą.
  • annazadroza Kasiu:-) Dzięki, kochana, za dobre słowo. Wystarczy zmienić miejsce zaczepienia uwagi, że tak powiem, i się różne śmieszne rzeczy zauważa:) A potem się przypominają, kojarzą i naprawdę można się uśmiać. Nawet wtedy, kiedy człowiekowi całkiem nie do śmiechu. Kiedy myśl się oderwie od własnych problemów choć na chwilę, jest łatwiej.
    Buziaki serdeczne, Kasieńko:)))
  • kasiapur Aniu ! Te moje krokusiki jednak wyrosły ! Witalność i chęć życia
    pokonały tę nieszczęsną korę 🙂 widzę je z okna kuchni. Banalna
    drobna rzecz a mnie cieszy – kompletnie zdziwaczałam ;)))
    Buziaki i uśmiechy dla Ciebie !
  • kolewoczy No wiesz, do gniazda jej nie zaglądałam, może jeszcze nie wysiaduje, tylko znosi 😉 To znaczy, że pan bocian się już pospieszył 😉
  • annazadroza Kasiula:-) Cieszę się ogromnie, że krokusiki przeżyły i cieszą teraz Twoje oczy 🙂 Nie zdziwaczałaś, bo to naprawdę cieszy. I to wiele osób – co widać nawet tutaj czytając komentarze dziewczyn. Wiosenne uściski:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Do tej pory już pewnie zniosła;) Wcześniej może tylko się przymierzała do wysiadywania? Coś w rodzaju próby generalnej;)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 34

Kasia umówiła się z młodymi, że raz w miesiącu będzie brała Kruszynkę na weekend. Nacieszy się wnuczką a młodzi będą mieli trochę czasu dla siebie. Dobrze pamiętała jak potrzebna jest młodym rodzicom chwila odpoczynku bez pieluszek w tle. Pierwszy raz dziewczynka spała w maleńkim mieszkaniu Mikołaja mając siedem miesięcy. Usypiali ją oboje, usnęła ściskając małą rączką palec Kasi. Zawsze potem tak u nich zasypiała, właściwie dopóty, dopóki nie poszła do szkoły. A naukę zaczęła nie mając jeszcze sześciu lat. Od tego momentu zaczęła się szybko „robić” duża.

Najpierw jednak była maleńką, słodką, pachnącą mlekiem przytulanką, skarbem, Kruszynką najdroższą na całym świecie. Za każdym jej pobytem w ruch szły książeczki, zawsze ten sam żelazny zestaw, z kolorowymi ilustracjami na grubych kwadratowych stronach. Obowiązkowo. Z początku było oglądanie obrazków, nazywanie kolorów, zwierzątek, przedstawionych postaci oraz czytanie przez babcię albo dziadka, potem powtarzanie przez Klarcię tekstów w cudownie dziecinnym języku. Obecnie panna Klara sama czytała wszystkie na głos z szybkością karabinu maszynowego w czasie każdej swojej bytności u dziadków i nawet z „Ptasim radiem” sobie świetnie radziła.

W ogóle było zawsze mnóstwo atrakcji dla maleńkiej dziewczynki. Na przykład ławeczka do ćwiczeń pełniła funkcję domowej zjeżdżalni. Kocyk, z którego spoglądały podobizny dwóch słodkich kociaków, stawał się kurtyną w teatrzyku, w którym rolę aktorów przejmowały wszystkie zabawkowe zwierzątka „mieszkające” na stałe u dziadków, bo miała Kruszynka tutaj swoje zabawki, do picia swój kubeczek z dzióbkiem, komplet składający się z talerzyków, miseczki, kubeczka i sztućców z melaniny. Poza tym zabawki do kąpieli, gąbeczki, także szczoteczkę do ząbków odkąd tylko mogła zacząć uczyć się utrzymywania prawidłowej higieny jamy ustnej. Kasia chciała, żeby jej królewna od początku wiedziała, że jest kochana, upragniona, akceptowana, bo to bagaż na całe życie. Bywa dobry ale i bywa zły, obciążający nieraz na zawsze, pociągający za sobą brak poczucia własnej wartości, kompleksy, nieumiejętność radzenia sobie w dorosłym życiu ze stresem oraz problemy w kontaktach z ludźmi.

Podczas ładnej pogody Kasia i Mikołaj chodzili z Klarunią  na spacery nad Jeziorko Czerniakowskie, gdzie mała skakała z radości na widok oswojonych kaczek podchodzących bardzo blisko, przyzwyczajonych, że ludzie przynoszą im dobre jedzenie. W domu, wkrótce po przywiezieniu jej przez rodziców, ciągnęła Kasię w stronę drzwi wołając „oc kalmic kacuski”. Na placu zabaw nad jeziorkiem lubiła korzystać z huśtawek i wspinać się po drabinkach – oczywiście przez cały czas przytrzymywana przez uwielbianego dziadka. Po nakarmieniu ptactwa wodnego i wybawieniu się wnuczki nad brzegiem jeziorka, szli na plac, na którym stała mała lokomotywa na pamiątkę kolejki wąskotorowej jeżdżącej dawnymi czasy w okolicy. Można było wejść do wewnątrz, kręcić wajchą, wyglądać przez okienka i buczeć przez nie udając ciuchcię. Jednym słowem – świetna zabawa. Obecnie ciuchcia została przestawiona blisko ulicy Wiertniczej. Zupełnie bez sensu, bo wcale jej nie widać i bawić się w niej nie można. Klarcia jednak miała to szczęście, że „załapała się” na zabawę na ukrytym w zieleni placu i ma o jedno miłe wspomnienie więcej. Pamięta też jak ratowała łabędzia, który – oszołomiony po upadku na trawę spowodowanym zderzeniem się z przewodami wysokiego napięcia – najwyraźniej stracił orientację. Pomalutku został zapędzony nad wodę wspólnymi siłami przez Kruszynkę z dziadkami oraz miłą panią, która była z psem na spacerze. Piękny ptak doszedł do siebie dotarłszy do jeziorka i odpłynął odzyskując formę.

W domu poza typowymi dla wieku zabawami lubiła ogromnie taniec, szczególnie przy dźwiękach irlandzkiej muzyki. Kazała włączać kasetę z „Lord of the dance” i patrząc na ekran telewizora wykonywała ewolucje taneczne usiłując naśladować tancerzy.

Czasem Klarcia nocowała z Kasią na Ursynowie, gdy rodzicom coś wypadło, a Kamil w tym samym czasie musiał wyjechać. Kasia uwielbiała te chwile, miała małą tylko dla siebie, Dżemika, Kicię i przyjaciółki pod ręką. Kruszynka zaś bardzo dobrze czuła się u babci. Każde normalne dziecko jest szczęśliwe gdy ma obok siebie kota, psa i kochające osoby potrafiące wejść w świat wyobraźni, w którym dziecko funkcjonuje. Chodziły na plac zabaw, pomagały Elżbiecie czyścić samochód co w wykonaniu Klarci polegało na skakaniu wokół pojazdu i bieganiu po trawie. Potem czytały bajkę. To znaczy babcia czytała a Klarunia powtarzała przetwarzając treść po swojemu. Usiadła do obiadu ale prawie niczego nie zjadła poza bułką tartą przysmażoną na maśle, zgarniając całą z fasolki szparagowej ze słowami: „pysna ta potlawa”. Potem młoda dama usiadła w kuchni przy stole w towarzystwie Kasi, Elki i Adelki mówiąc: „my dziewcyny”. Słuchała, kiwała główką ze zrozumieniem, włączała się do rozmowy i zwracała na siebie uwagę słowami: „ cicho, telas ja mówię”. A dopóki Elżbieta nie dotarła do Kasi, dopytywała się: „kiedy ta Elka wlescie psyjdzie”?

Uwielbiała towarzyszyć babci podczas gotowania, pomagała angażując się z całej duszy.

– Babca, gotujemy lazem? Tak? Dodać sole? I psepsu?

– Dodaj czosnek.

– Jesce cosnek?  Splóbuj, doble?

– Bardzo dobre.

– To zjedz sysko. Na zdlowie.

6.04.2018

  • kobietawbarwachjesieni Ile radości dają takie maluchy, ale i z oczu takiego szkraba spuścić nie można.
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Nie wiem jak to nazwać żeby nie wyszło banalnie… super ten tekst !
    Z takim ciepłem napisany… czytałam go z uśmiechem :)))
    A dla mnie taki stan jest wyjątkowo cenny. Czekam NA DALEJ !
    Dobrej nocki Anula :)))
  • fusilla Moje dwie Wnuczki to juz pannice ( 19 i 14 letnie ), ale ze wzruszeniem czytałam, wspominając tak jeszce niedawny- wydawałoby się – czas, kiedy były malutkie!
    Miłego dnia!
  • annazadroza Marysiu:-) No nie można, nawet na sekundę, bo akurat wtedy coś wykombinuje w główce i natychmiast wprowadzi w czyn:)))
  • annazadroza Kasiu:-) Wypowiedzi Klary są autentycznymi słowami mojej wnusi, zapisanymi na gorąco. Sama bym nie wymyśliła, każde dziecko inaczej zdrabnia i przekręca wyrazy, ona akurat tak to robiła. Kiedy czytam – sama się przenoszę w czasie:)))
  • annazadroza Fusilko:-) Moje niewiele młodsze, bo 17 i 13 lat. I oczywiście – Calineczka:) która właśnie 7 miesięcy skończyła i odmładza babcię o te kilkanaście lat (mentalnie, szkoda, że fizycznie nie) przywołując wspomnienia. Swoją drogą – kiedy to zleciało? Nie wiem.
    Serdeczności na weekend:)))

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Przecudne obie:)

Nie patrzyłam na prognozę pogody, więc nie wiem jaką przewidują na weekend. Chciałabym, żeby ładnie i ciepło było, bo zaplanowałam porządki w ogródku. Skoro młode roślinki wychylają główki, trzeba im zrobić miejsce i porządek wokół, żeby miały chęć żyć i kwitnąć:)
Na razie jest ładnie, psiaki biegają po trawniku, a raczej po czymś, co trawnikiem być powinno, lecz Skituś wykopał kilka dziur i wygląda jak po przejściu stada dzików. Ale nic to, dokupię ziemi, wsypię w dziury, dosieję trawki trochę i będzie dobrze. Ważne, że przeżyliśmy zimę.

A teraz jest już wieczór, wróciłam od Calineczki i jestem padnięta, ale szczęśliwa szczęściem jakie daje przebywanie z takim najukochańszym szkrabem. Uśmiałam się widząc jak próbowała w pozycji na czworakach sięgać łapką po coś, co jej się podobało, lecz zamiast do przodu, przesuwała się w tył i złościła się
robiąc śmieszne minki, wydając pomruki wyrażające złość i niezadowolenie. Przecudna:)))

Poszłyśmy na zakupy na bazarek, mała była zainteresowana wszystkim, co się działo wokół. Ona nie lubi się nudzić, monotonii nie znosi. Okazało się, że bucików na nóżkach też nie lubi, szczególnie na lewej. Nie policzę ile razy butka ściągała i lądował na ziemi.
Na bazarku trafiłam na farbę do włosów, której używam od lat, a która zniknęła z Rossmana gdzie kupowałam do tej pory. No, ale mam i mogę się odmłodzić wizualnie na wiosnę. Mimo, iż Wnusia K. powiedziała mi dzisiaj, kiedy odmówiłam słodyczy, żeby nie przytyć, – babciu, przecież ty już nie chodzisz na randki, a dziadek mówi, że i tak mu się podobasz, to przecież nie musisz się odchudzać. Też przecudna:)))

ps. Nie mam pojęcia skąd się wzięły takie małe literki, nie potrafię ich świadomie ani zmniejszyć ani zwiększyć, muszą zostać:)))

5.04.2018

  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Wszystko jest piękne w tym wpisie, bo przecież jakie może być
    jeśli dotyczy Calineczki. Ale mimo wszystko ,,…..a dziadek mówi,
    że i tak mu się podobasz…,, najpiękniejsze ! :))) Oj kochają Cię
    Aniu te Twoje szkraby i nie tylko 😉
    uściski i dobrego jutra !
  • Gość: [kobietawbarwachjesieni] *.neoplus.adsl.tpnet.pl Ja też Cię mocno ściskam.
  • urszula97 Wspaniałe,wnusie przesłodkie, a powiedzonko z randką rewelacyjne,
  • tessa37 Zrób włos i umów się z dziadkiem na randke;)
    Ja się z moim mężem nadal na randki umawiam:)
    A pogoda ma być piękna i słoneczna, jak ten wpis:)
    My w weekend bedziemy taras zakwiecac;)
  • annazadroza Kasiu:-) Ja ich też nieprzytomnie kocham, bo jakże inaczej? Calineczka wyrwała mi wczoraj trochę włosów, będzie mniej do farbowania:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Odściskuję:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Dzieciaki maja w ogóle rewelacyjne odezwania. Trochę zapisałam i uwieczniam w powieści. A teraz – malutka śmieje się z radości gdy widzi starszą wracającą ze szkoły i słyszy: siostra, jak podrośniesz to ja cię wszystkiego nauczę, niczym się nie przejmuj. Czyż to nie jest słodkie?
  • annazadroza Tesso:-) Włos robię w miarę regularnie, latem częściej, bo bardziej widać odrosty;)
    Na randki we czwórkę chodzimy, czyli psy nas wyprowadzają na spacery, bo z babcią D. same nie mogą zostać, mogłoby to być niebezpieczne dla psiaków.
    Czym będziecie ukwiecać taras? Widziałam śliczne bratki i myślę, czy nie kupić do skrzynek. Na razie krokusiki kwitną. Hortensja wypuszcza listki, czyli zimę przeżyła i to jest radość:)))
  • annazadroza Kasiu:-) Zapomniałam – a miałam spytać, czy kwiatki u Ciebie kwitną i czy widzisz je przez okno? Serdeczności moc, kochana:)))
  • tessa37 Jeszcze nie wiem, bo taras nowiutki, jak i mieszkanie, więc zaczynamy od podstaw;)
    Wiem, że chce lawende, róże, jakieś drzewko (ale to pozniej) i coś kolorowego, co długo kwitnie;) Kompletnie się nie znam na kwiatach na balkon i taras, w dodatku muszą być bezpieczne dla kotów, będę się jutro musiała dopytać, chyba, że tu ktoś coś podpowie;) Marza jeszcze mi się piwonie, ale nie wiem, czy nawet duża donica da rade.
  • babciabezmohera Fajnie mieć wnuczęta! Wszystkie są kochane!:))
  • mmzd Podpowiadam Tessie 🙂 – nasturcje !! – szybko rosną, kwitną długo i obficie. I zbieraj nasiona, – ja od lat już nie kupuję.
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Aniu 🙂 żeby to wyjaśnić trzeba powiedzieć wprost – dom stoi
    w lesie sosnowym :), więc jest pięknie. Słońce w upały tak nie męczy
    bo mam parasol z koron sosnowych, pachnie żywicą, wiewiórki
    dokarmiam ( nie mam zwierzaków w domu) więc wesoło harcują
    na tarasie przy doniczce z orzechami. Wygląda że żyć nie umierać…
    Na rok przed wprowadzką robiłam ogród (działka ma 1100m) jeszcze
    wtedy chodziłam choć z wielkim trudem 🙁 i wtedy kupiłam w Tesco chyba
    ze dwieście cebulek krokusów : żółtych , fioletowych. Wyznaczyłem takie
    poletka i posadziłam. Na następny rok miałam przepiękne pola krokusów !
    Raaany jak się cieszyłam ! Jakoś te krokusiki są takim przełamaniem zimy
    eksplozją życia. No i niestety rozrzuciliśmy na tych właśnie rabatach korę
    (tak wszyscy robią) i prawdopodobnie kwaśność tej kory wypaliła cebulki
    w tym roku ani jednego krokusa 🙁 Tak więc mój ogród zaczyna żyć kwiatami
    trochę później wtedy kwitną głównie różaneczniki.
    Gdybym chodziła na pewno coś bym wymyśliła jeśli chodzi o kwiaty…
    Ale i tak jest przepięknie i cieszę się, że mieszkam pod Łodzią 🙂
    ściskam mocno :)))

    .e.urlik Aniu, jaki kolor? Widzę cię na rudo!

  • tessa37 Mmzd, dziękuję serdecznie za podpowiedz:)
  • fusilla TESS!
    Wszystko zależy od tego jaka masz wystawę tarasu, i jak układają się wiatry! Czy taras jest osłoniety, czy wolny! Czy chcesz rośliny w dużych, wysokich pojemnikach, czy pojedynczo, czy w długich korytkach! Zadaj pytanie wujkowi guglowatemu, jak dobrze poszukasz, to znajdziesz konkretna odpowiedź! Ja tak zrobiłam dopiero po dwóch latach, bo metoda prb i błedów trwała za długo. Poza tym dobre podpowiedzi dała mi właścicielka gospodarstwa ogrodniczego, gdzie od lat kupuje kwiaty!
  • tessa37 Fussilko, no szukam:) Ale wiem, że lepiej liczyć na rady z doswiadczenia;) Taras jest na 1 piętrze, od strony wschodno-poludniowej, ma ok.15-16 m2 i jest podłużny, są na niego wyjścia z sypialni i z salonu, pomiędzy nimi jest ściana, na której stoi stół z krzesłami (wszystko drewniane), od strony sypialni jest nisza, w której chce dać coś „loungowego”;), ale to za rok, dwa, na razie stanie tam nasz fotel, z którym nie mamy co zrobic;) Całość jest zadaszona, ściany białe, a kafle i skrzynki-szare, kamienne. Najpierw chciałam wysokie i waskie skrzynie betonowe, ale trochę się boję że względu na koty, więc kupiliśmy, jak to piszesz,”korytka”;) Są dość długie, 60 cm i mam ich 12 sztuk do zagospodarowania. I kilka wyższych, terakotowych donic. Chciałabym tyle różnych roślin, ale się boję, że oczoplasu dostane;)
  • annazadroza Tesso:-) Dostałaś od dziewczyn tyle porad, że na pewno coś wybierzesz albo pobudzona dzięki nim wyobraźnia pchnie Cię we właściwą stronę. Powodzenia:)))
  • annazadroza BBM:-) Cudownie je mieć:)))
  • annazadroza Ewciu:-) Kolory miałam najprzeróżniejsze;) Najpierw normalny, jak większość dziewczynek. Potem były pasemka, z których przeszłam na blond na wiele lat. Potem chciałam włosy wzmocnić i zaczęłam tak kombinować, że wyszło mi coś pomarańczowo-żółto-zielonego. Musiałam przykryć ten kolor „wyjściowy” (jaki wyjdzie taki jest) i kupiłam farbę w odcieniu mahoniu. Potem była czarna wiśnia, bakłażan, rubin i sama nie wiem co jeszcze. Ale w momencie, kiedy srebro zaczęło prześwitywać dwa dni po farbowaniu, wylałam na głowę kilka butelek wody utlenionej, oczywiście nie w jednej chwili, po czym wróciłam do jasnych. Teraz mam wygodę i jestem zadowolona, bo odrosty nie rzucają się w oczy tak bardzo jak przy ciemnych. Poza tym zmobilizowała mnie wnusia, powiedziała: babciu, ja bym chciała, żebyś miała takie jasne włosy jak na zdjęciach. Tak się więc stało:)))
  • annazadroza Kasiu:-) Dom w sosnowym lesie to moje wspomnienie. Chłód w czasie upału, wiewiórki skaczące po dachu jakby to stado słoni wyprawiało harce, a nie zgrabne, drobne stworzonka. Karczowałam własnoręcznie las nigdy nie ruszany ludzka ręką, chciałam tam zostać na zawsze… i tyle. Było, nie ma, zostały wspomnienia.
    Krokusów szkoda, ale cóż, widocznie tak miało być. Same sosny i ich zapach to jest bajka. mam w oczach sosnowe igiełki po deszczu, kiedy krople drżą niczym perły… Różaneczniki też są przecudnej urody. Pięknie masz, Kasieńko, ściskam Cię serdecznie:)))
  • tessa37 Tak, dziękuję i przepraszam za prywate;)
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Tesso:-) Ależ nie ma za co:) Bardzo miłe jest spotkanie dziewczyn, które się świetnie ze sobą porozumiewają, takie babskie spotkanie, z którego wynikają same korzyści:)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Przyszła nareszcie:)

Dawno, dawno temu szukając sposobów wyjścia z najprzeróżniejszych życiowych zakrętów trafiłam na wskazówki, przesłania czy jak tam można jeszcze owe punkty w ilości siedmiu określić. Przepisałam je sobie i powiesiłam tak, aby mieć stale przed oczami. Papier, na którym wtedy je wypisałam, jest całkowicie żółty, widocznie był gorszej jakości i się szybko zestarzał, bo cóż to jest lat nawet dwadzieścia wobec wieczności. Przesłanie, które słowa owe ze sobą niosą nie zestarzało się nic a nic. Wręcz przeciwnie, z czasem wnika głębiej w duszę i coraz to nowe struny potrąca zwiększając siłę oddziaływania i wskazując nowe możliwości. Pomyślałam, że przytoczę tutaj owe mądrości – bez cudzysłowu przy słowie: mądrości, – aby miały możliwość przemówić do jeszcze kogoś oprócz mnie. Autorem jest P. Mulford, a znaleźć je można w „Przeciw śmierci”.
1. Nie bój się i niczego się nie obawiaj, gdyż możliwości człowieka nie mają granic.
2. Noś zawsze swą odwagę przed sobą jak płonącą pochodnię.
3. Nigdy nie zamykaj drogi przyszłym możliwościom.
4. Nie stawiaj barier swej wyobraźni. Tylko z zamków na lodzie powstają potem na ziemi  pałace.
5. Ćwicz się w sztuce oczekiwania powodzenia.
6. Kto oczekuje nieszczęścia, ten jednocześnie prosi o nie i je otrzymuje.
7. Uwierz w siebie i dąż do sukcesu.

Życzę owocnych przemyśleń i skutecznych działań. To takie życzenia na wiosnę, która nareszcie przyszła:)))

4.04.2018

  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Żeby choć jedno udało mi się wpisać w życie… ale one chyba ze
    sobą jak ,,naczynia połączone,,…
    Póki co, wiosna szaleje i trochę poprawiła mi humor.
    Uściski wiosenne dla Ciebie :)))
  • urszula97 Bardzo życiowe,dużo prawdy w tym.
  • e.urlik No to ja tak mam właśnie! Wiosny cudnej i nieustającej dla ciebie i rodziny!
  • kotimyszkot Jednak wiosna to ma moc 🙂 Wraz z nią przychodzi więcej pozytywnej energii i chęci do działania. Realizacja tych punktów, też od razu wydaje się łatwiejsza, więc powodzenia! 🙂
  • annazadroza Kasiu:-) Zacząć można od tego punktu, który najbardziej nam pasuje. Zresztą, można czytać sobie kilka razy dziennie aż znaczenie wejdzie w podświadomość. Nawet w chwili, gdy po raz kolejny ogarniają nas destrukcyjne myśli, żeby je przegonić, po co nas mają gnębić?
    Mnóstwo wiosennych serdeczności dla Ciebie, Kasieńko:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Niby nic nowego, a jednak słowa mają moc i potrafią nieść pomoc i pociechę.
  • annazadroza Ewo:-) Ciesz się więc wiosną wraz z bliskimi póki trwa, bo jak się obrazi, to gotowa jeszcze śniegiem sypnąć:( W końcu kwiecień – plecień…
  • annazadroza Myszokocie:-) Jak słoneczko zaświeci i dzień się wydłuża to od razu humor się poprawia, energii przybywa i świat się robi piękniejszy.
    Dzięki:)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Święta minęły

Święta minęły szybciej niż przyszły. Zmęczyłam się tym całym szykowaniem, nie powiem, że nie – bo bym skłamała. W pierwszy dzień były Małe z Wnusią Z., w drugi Duże z Wnusią K. oraz z Calineczką. Siedziała przy stole u taty na kolanach i jadła ziemniaczki rozgniecione z marchewką. Jadła z wielką chęcią, dziobek
nadstawiała mimo, że już była po swoim obiedzie. Po raz pierwszy spróbowała potrawy z solą, odrobinę pieprzu też dodałam do gotowanej marchewki nie przypuszczając, że taki konsument chętny się trafi:) Pani dietetyk w telewizorze mówiła, że jak kilkumiesięczny bobas spróbuje potraw ze świątecznego stołu to mu się nic nie stanie. My nie ryzykowaliśmy z innym jedzeniem, jeszcze tylko serniczka mojego skosztowała:) Była zainteresowana nowym otoczeniem, rozglądała się, przyglądała, śmiała się do psiaków, które się kręciły po pokoju.
Po wyjeździe dzieci chciałam usiąść spokojnie i odpocząć, ale padłam. Musiałam pójść się położyć i spałam do rana. Byłam skonana tym bardziej, że w noc między świętami psy zrobiły nam pobudkę o 4-ej nad ranem. Ja się już nie kładłam, więc odespać musiałam, wszak organizm swoje prawa ma.
A dziś w spokoju, na luzie usiadłam do Lapcia, ciepło na dworze, słoneczko grzeje, krokusiki zakwitły:) Jedzenia starczy jeszcze na 2 porządne obiady, więc nie muszę robić. Bigos tylko zagotowałam jeszcze raz i jak ostygnie włożę w pojemnikach do zamrażalnika. Będzie jak znalazł za jakiś czas, kiedy już zapomną
domownicy, ile go zjedli:) Do malutkiej pojadę w czwartek, tak więc jeszcze jutro bedę miała czas na zrealizowanie planów, których nie udało mi się wykonać przed świętami.
Jeszcze raz dziękuję Wam za odwiedziny i za życzenia:) Fusilko, Ewo, Bognno,Magdo, Marijano, Veanko, BBM, Marysiu, Kasiu:-))))) Życzę ciepłej, szczęśliwej wiosny:)))

3.04.2018

  • annazadroza Kochane:) wymieniłam dziewczyny z ostatniego wpisu, więc pomyślałam, że podziękuję wszystkim składającym życzenia wcześniej. No to dziękuję:)
    Myszokocie, Doroto, Kolewoczy, Urszulo, Ewo Krakowianko, Ago, Emmo, Elizo, Nie-okrzesano, Hanulu:)))))
  • kasiapur Ja też jestem padnięta ,,po świętach,, …i o zgrozo bardziej się zmęczyłam
    tym, że nic nie mogłam zrobić – chociaż chciałam. Ale jakem chory człowiek
    w taki sposób się ,,urobiłam,,. 😉
    serdeczności Anula :)))
  • fusilla Wczoraj, jak co roku, w kazdy wielkanocny poniedziałek, uskuteczniałam totalne lenistwo, i to tak, że potem miałam kłopot z zaśnięciem. Za to dzisiaj trochę słonca było, które zaraz mnie wygnało do biblioteki, bo tak siedzieć bez „nic”, to nudnawo trochę!
    Macham!
  • kobietawbarwachjesieni Ja wróciłam w codzienne koleiny. Dziś zaliczyłam już wyjazd do Warszawy i rehabilitację.
  • kolewoczy Po raz pierwszy od dawien dawna współuczestniczyłam w świątecznym przyjmowaniu gości – współ-, bo to nie u mnie w domu było – i przyrzekam sobie: NIGDY WIĘCEJ! To jest mordęga a nie świętowanie. Podejrzewam, ze część osób dlatego tak chętnie odwiedza rodzinę w czasie świąt, że im się samemu u siebie nie chce pitrasić żarcia ani nic robić.
  • urszula97 Anno i ja dziękuję za życzenia,chyba każdy rodzic tak ma że jest zmęczony po świętach ale widok zadowolonych dzieci i wnucząt to radość.
  • kotimyszkot Aniu, nie ma za co 🙂 Miło jest życzyć Ci wszystkiego dobrego, bo wiem, że i Ty masz w sobie mnóstwo ciepłych życzeń dla innych.. A z tym jedzeniem po świętach, to plus – człek się narobi przed, ale potem nic nie trzeba gotować, bo zapasów dużo 🙂
  • annazadroza Kasiu:-) Wiesz co, ja też się męczę jak nie mogę zrobić tego, co bym chciała. Rozumiem więc Cię dobrze:) Teraz odpocznij, bo już po świętach:)))
  • annazadroza Fusilko:-) I co wynalazłaś ciekawego w bibliotece? Książka to najlepszy przyjaciel bez względu na pogodę, służy i w czasie deszczu i gdy słoneczko świeci.
    „Odmachiwam” :)))
  • annazadroza Marysiu:-) Życie toczy się swoimi torami i po świętach wraca codzienność. Dla Ciebie brawo, że tak od razu się zmobilizowałaś i pojechałaś na rehabilitację, nie dałaś wygrać poświątecznemu leniuchowaniu:)))
  • annazadroza Kolewoczy:-) Na pewno są tacy, którzy wykorzystują okazję, żeby się nie narobić a Święta spędzić, że tak powiem, „w obfitości darów” , czyli najeść się niczego nie przygotowując. Ale przecież nie wszyscy. Chyba są i tacy, którzy z potrzeby serca, a może z poczucia obowiązku odwiedzają rodziny.
    Skoro mówisz, że nigdy więcej – to pewnie tak będzie:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Jeszcze jaka radość! Bezcenna:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) Strasznie Ci dziękuję za tak miłe słowa:)))
    Oj, rację masz, narobi się człek, narobi, ale jaka wygoda potem. Jeszcze na jutro mam obiad i spokój w związku z tym:)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 33

– Życie sprawiło, że twórcza część mojego umysłu została uśpiona, oby nie na zawsze – powiedziała Kasia. – Do działania musiała się włączyć praktyczna. Musiała. Została zmuszona, żebym przeżyła, wykarmiła dzieci i jakoś utrzymała je na powierzchni, aby pod tę powierzchnię nie zeszły jak wielu ich rówieśników. Po niektórych pozostały już tylko nagrobki na cmentarzu, fotografie i bolesne wspomnienia najbliższych.

– Wiesz Kasiu – powiedziała Elżbieta w zadumie, – kiedyś wszystko zdawało mi się takie proste. Nawet kiedy byłam zgnębiona Mirkiem i całą tamtą sytuacją myślałam, że po rozwodzie ułoży się wszystko samo. A tymczasem tak długo czuję się jeszcze bardziej rozbita i samotna jak bezdomny pies.

– Tak, ja też miałam podobnie – odpowiedziała Kasia. –Z drugiej jednak strony czułam ulgę, że nikt nie będzie mi więcej dyktował co mam robić, nikt nie będzie mnie bezustannie krytykował, w domu będę wreszcie sobą bez żadnego udawania. Zrobię albo i nie zrobię co tylko będę chciała bez liczenia się z kimś i bez liczenia na kogoś. Myślę o partnerze oczywiście a nie o chłopcach, bo oni zawsze byli najważniejsi na świecie. I są oczywiście nadal. Dołączyli tylko do nich Mikołaj i Kruszynka.

– Masz już jakąś stabilizację. A ja co? Jest mi źle – westchnęła Ela.

– Elka, nie zapominaj ile lat temu ja zdecydowałam się na tę samotność. Minęło dwadzieścia lat! Przyznasz, że to kawał czasu. Z Mikołajem spotykałam się dwanaście lat zanim zdecydowałam się na ślub. Widzisz, że trochę to trwało. A ty byś chciała tak raz dwa.

– Bo mi źle…

– A Winicjusz? Już wierniejszego wielbiciela na świecie chyba nie ma. Masochista jakiś czy co? – spojrzała Kasia na przyjaciółkę spod oka.

Nastąpiła chwila milczenia przerywana kilkoma głębokimi westchnieniami Eli.

– Ukrył przede mną prawdę. Udawał, że mnie nie zna, a przecież wiedział o mnie wszystko.

– Jakie wszystko? Elka, znowu przesadzasz. W szpitalu dźwigał cię zemdloną, nawiasem mówiąc powinnaś mu być wdzięczna, więc mógł zapamiętać najwyżej twój ciężar – rozłożyła Kasia ręce patrząc na Elkę. –  Wyglądałaś zresztą jak nieboszczyk, zupełnie inaczej niż potem w Szczawnicy, kiedy wyglądem już przypominałaś kobietę nie tylko żywą ale całkiem do rzeczy. No co się gapisz? Prawdę mówię.

– Ale się nie przyznał…

– Oj, głupia jesteś jak but z lewej nogi. Czego się czepiasz? A bo to jednemu psu Burek? Jak wreszcie cię skojarzył z Adelką, Zenkiem i całą resztą to cię nie chciał stawiać w niezręcznej sytuacji, bo się już na tobie poznał…

– Co chcesz przez to powiedzieć? – zmarszczyła czoło i groźnie popatrzyła na Kasię.

– Właśnie! – tryumfalnie obwieściła Kasia. – A to, że czepiasz się drobiazgów, a twoja nadwrażliwość nie pozwala ci na normalne funkcjonowanie. Bał się twojej reakcji. Nie przerywaj! Bał się, że znów wleziesz do tej swojej skorupy i nie da się z tobą rozmawiać jak z myślącym człowiekiem. Okazało się, że miał intuicję…

– Właściwie, powinnam się na ciebie obrazić – zaczęła Elżbieta.

– Spróbuj tylko – skrzywiła się Kasia.

-… ale po namyśle muszę ci przyznać rację.

– Nie może być – ucieszyła się Kasia. – Nie wierzę! Czyżbyś nareszcie zmądrzała?

– Tyle czasu myślę, wałkuję to moje życie tam i na powrót, zastanawiam się nad wszystkim i zastanawiam bez końca, i doszłam do wniosku, że teraz muszę zrobić wszystko, co się da, żeby chłopcy byli sobie bliscy…

– Dobrze – zgodziła się Kasia. – Nawet zupełnie nieźle ci to wychodzi.

– … i w jakiś sposób zapewnić im przyszłość.

– Tu bym nie przesadzała na twoim miejscu. Umożliwiłaś im ukończenie szkół, przy czym udało ci się to lepiej niż mnie, bo Kamil wciąż nie wie, czego chce od świata a Łukasz ciągle się uczy. Teraz są dorośli, mają swoje życie, swoje zainteresowania i rozwijają swoje zdolności wykorzystując zdobytą wiedzę. To bardzo dużo.

– No tak, ale wciąż nie mają pieniędzy…

– Poczekaj, spokojnie, w końcu i to się ułoży. My też nigdy nie miałyśmy i przeżyłyśmy.

– Nie chcę, żeby dzieci się tak męczyły jak ja.

– Chyba jasne. Ale pozwól im samym rozwinąć skrzydła do lotu we własnym kierunku. Myślę, że teraz rola matki ogranicza się do gotowości opatrywania ewentualnych kontuzji  jak wtedy, gdy uczyli się chodzić. Lecieć muszą już sami. Czując oczywiście naszą aprobatę, wtedy będzie im lżej.

– Masz rację ale co z tego?

– A to, że masz się zająć, kobieto, własnym życiem. Nie zostało nam go znowu tak dużo, więc zadbaj o to co przed nami. A życie jest takie cudowne!

– Owszem, chwilami – ostrożnie zgodziła się Ela.

– Jest. Zawsze. To tylko my chwilami zaledwie potrafimy tę cudowność odczuć.

3.04.2018

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | 2 komentarze

Życzę

Życzę
rodzinnych Świąt, jak najmilej spędzonych w życzliwej atmosferze, miłości, szacunku wzajemnym oraz
zdrowia, pomyślności, słoneczka, radości, dużo smacznych jajek, dla dzieciaków – bajek; zająca słodkiego czekoladowego, baranka białego z cukru calutkiego; wody w poniedziałek pełniutki antałek, a do tego grono bliskich swoich wokół i żeby nareszcie był już święty spokój:)))

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

30.03.2018

  • fusilla I Wzajemnie!
    Dobrych chwil świątecznych i uśmiechów bliskich i nieznajomych!
    Wesołego Alleluja! 🙂
  • e.urlik Ania, dzięki kochana dziewczyno. Dla ciebie i twojej rodziny pięknych i spokojnych Świąt
  • bognna Wzajemnie:)
    Z wyjatkiem tej wody w poniedzialek – nie znosze.
  • mmzd Wzajemnie Aneczko, dobrych, spokojnych Świąt, dla Ciebie i Twoich Najbliższych, a także – pozwolisz, prawda? – dla Wszystkich TU zaglądających. Wesołego Alleluja !!!
  • marijana2 Wzajemnie życzę dobrego i spokojnego czasu, pełnego ciepła i miłości. Wesołych Świąt!
  • veanka Za życzenia dziękuję, Tobie życzę pięknych Świąt i wiosennej pogody (jeżeli atmosferyczna się nie sprawdzi, to pogoda ducha dopisze obowiązkowo:).
  • babciabezmohera Zakończenie życzeń- genialne. Tak bardzo marzę o świętym spokoju.
    Serdeczności dla Ciebie i Bliskich. :))
  • annazadroza Kochane Dziewczyny:-) Wszystkim Wam baaardzo dziękuję za życzenia, za to, że odwiedzacie ten kącik, za to, że jesteście i za to, że mnie jest tak dobrze z Wami:)))
    I jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
  • kobietawbarwachjesieni Wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Dużo ciepła rodzinnego, miłości, bliskości i słoneczka życzy Marysia.
  • Gość: [kasiapur] *.toya.net.pl Jeszcze raz Anula samych dobroci i radości ! W te świąteczne dni i nie tylko :)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz