Smutna refleksja

9 maja obchodzono Dzień Zwycięstwa. W ramach pisania nowej historii już się go nie obchodzi. Mam wrażenie, że w grobach przewracają się ofiary przeokrutnych zmagań nie mogąc patrzeć jak pycha, małostkowość, zadufanie biorą górę nad prawdą, nie mogą pogodzić się z zaistniałą sytuacją. A prawda była taka, że każdy normalny człowiek starał się walczyć z hitlerowskim najeźdźcą w taki sposób, w jaki się dało. W zależności od tego jakie ugrupowanie działało na danym terenie, do takiego przystawał, bo cel był jeden i wspólny. Dopóki politycy nie namieszali, napuszczając jednych na drugich, dzieląc, skłócając – co i aktualnie możemy odczuwać na własnej skórze. Wielka szkoda, że przez to zaprzepaszczany jest wielokrotnie dorobek poprzednich pokoleń. I tak wciąż od nowa musimy się odbudowywać, i wciąż. i wciąż…
A mnie się wciąż… marzy, że pewnego dnia przestaniemy się na siebie boczyć, spodziewać się najgorszego od kogoś idącego z przeciwka, bać się, że każde słowo wypowiedziane w pracy w chwili szczerości dotrze natychmiast krętymi drogami do niepowołanych uszu. Marzy mi się, że człowiek człowiekowi człowiekiem się okaże…
Tymczasem tyle już dni trwa protest w sejmie. Przeciwko traktowaniu niepełnosprawnych osób jako trzeciego albo i czwartego sortu, bo drugim są wszyscy mający poglądy odmienne od „dobrej” zmiany. Pomyślałam teraz o zmarłym w marcu Stephenie Hawkingu, w końcu był osobą niepełnosprawną. Wykryto u niego stwardnienie zanikowe boczne – nieuleczalną chorobę neurologiczną – kiedy miał 22 lata. Dawano mu 2 lata życia, a zmarł mając ich 76. Zrobił niezwykłą karierę naukową jako fizyk i matematyk, jego książki okazały się światowymi bestselerami, najbardziej znana „Krótka historia czasu” osiągnęła milionowe nakłady przetłumaczona na 40 języków. Jest symbolem zwycięstwa umysłu nad ułomnością ciała fizycznego. Gdyby urodził się w naszym kraju – nie osiągnąłby wiele, śmiem sądzić, że sprawdziłaby się przepowiednia lekarzy co do długości życia… Smutna refleksja.

10.05.2018

  • babciabezmohera Smutna refleksja, bo i życie osób z niepełnosprawnościami jest u nas ogromnie trudne i poza zmaganiem się z własnymi kłopotami zdrowotnymi i materialnymi trzeba jeszcze mieć skórę słonia w stykaniu się z państwową znieczulicą. Przygnębiające!:(((
  • veanka Zawsze wydawało mi się, ze historia, to prosta sprawa, ot, fakty i wszystko.
    I tak jest, dopóki nie wmieszają się do tego politycy.
    17 stycznia też już się nie wspomina, ze to jest data wyzwolenia Warszawy.
    Ponoć nie było to wyzwolenia miasta, tylko morza ruin pozbawionych mieszkańców, więc nie ma co świętować…
    A niepełnosprawnym odmówić pomocy to łatwe, górnikom by nie odmówili.
  • annazadroza BBM:-) Bardzo trudne pod każdym względem, a o materialnym – szkoda mówić. Każda rehabilitacja niesie ze sobą ogromne koszty i musi być powtarzalna, żeby była choć trochę skuteczna. A taki …. powie, że nie można tym ludziom pieniędzy dać do ręki…. Nóż się w kieszeni otwiera…
  • annazadroza Veanko:-) 17 stycznia też się nie obchodzi, bo to „niewłaściwe” wyzwolenie było… Jakiś czas temu klub emerytów zorganizował uroczystość z okazji wyzwolenia i rozesłał zaproszenia do pracowników (jeszcze pracowałam), dotarły do nas dzień po… Szkoda gadać…
  • e.urlik Porównuję sytuację osób niepełnosprawnych w Polsce i w UK, gdzie pracowałam kilka lat. I nie ma porównania. A ci w UK jeszcze narzekają. A moja Mama od 4 lat na wózku, bez możliwości wyjścia z domu samodzielnie i jakoś nie narzeka, bo to i tak niczego nie zmieni. Aniu całuski wielkie
  • kasiapur Niestety w oparciu nie tylko o swoje doświadczenie stwierdzam
    że diagnozy medyczne niejednokrotnie wygłaszane przez lekarzy
    niczym wyrok, wcale nie mają przełożenia na ŻYCIE. Ono toczy
    się swoją tajemnicą…
    Aniu uściski serdeczne 🙂
  • annazadroza Ewciu:-) Fajnie, że możesz się odzywać:) Osoby mające dzieci niepełnosprawne przenoszą się np. do Niemieć, jeśli oczywiście mają taką możliwość, to są jednostkowe przypadki. A tutaj? Słuchałam przed chwilą słów Adriana, który z mamą jest sejmie, słów skierowanych do pani Rafalskiej, przyznam, że gula w gardle mi stanęła…
  • annazadroza Kasiu:-) Tak, życie przynosi prawdziwe niespodzianki i potrafi zaskoczyć. Chciałoby się, żeby zawsze na plus…
    Serdeczności:)))
  • krzysztof213 Miło mi że są tacy ludzie w tej całej polskiej znieczulicy
    Pozdrawiam serdecznie
  • annazadroza Krzysiu:-) Serdeczności dla Ciebie całe mnóóóstwo:)))
  • krzysztof213 O dziękuje bardzo przyda.
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Kupa radości

Zobaczyłam w tv wywróconą cysternę na szosie, zmroziło mnie na myśl o ładunku, który mógł spowodować pożar lub skażenie terenu. Nie dowierzałam własnym uszom kiedy usłyszałam, że to czekolada:) Niesamowite! Nic na to nie poradzę, że nie mogłam zachować powagi i parsknęłam śmiechem. Bo to jak scena z komedii – chociaż prawdziwy problem kierowcy oraz służb z uprzątnięciem zablokowanej drogi. Od razu głupie pomysły przychodzą do głowy np. zaprosić chętnych łasuchów z okolicy, obowiązkowo każdy z własną łyżką oraz pojemnikiem na czekoladę…
Tak mi się skojarzyło, że kiedyś jechaliśmy z Mężem do malutkiej i na Puławskiej minęła nas cysterna-szambiarka z wielkim napisem KUPA RADOŚCI. Powitaliśmy ją wybuchem śmiechu i faktycznie jest kupa radości zawsze, kiedy nam się przypomni:)))
Jutro do Calineczki pojadę, stęskniłam się za szkrabem okrutnie, jak ją wezmę na ręce i przytulę, też będzie kupa radości:)))

9.05.2018

  • ciotkaeliza Byłam świadkiem jak w poślizg wpadła ciężarówka przewożąca świnie, kilkanaście wypadło, też było wesoło.
  • babciabezmohera Faktycznie, na oko wesolutko, ale ile potem się trzeba napracować, żeby to sprzątnąć!
    No i szczęśliwie, że skończyło się tylko na złamanej ręce kierowcy.
  • annazadroza Elizo:-) Biedne stworzenia:(
  • annazadroza BBM:-) Już wiedziałam, że kierowca zbytnio nie ucierpiał kiedy się śmiałam. Ale współczuję sprzątającym.
  • kolewoczy Nie, co wy, do sprzątania też są odpowiednie narzędzia i metody, przecież nie będą tego zbierać ścierkami 😉 A czekolady szkoda! Ile by z tego tabliczek było!
  • kotimyszkot Widziałam cysternę ratującą od przymusowej suszy z napisem „Wóda do picia” 😉
    Ale „kupa radości” równie pocieszna! 🙂
  • Gość: [raf] *.itsa.net.pl aszdziennik.pl/123149,wypadek-cysterny-z-czekolada-na-a2-szkody-usunie-300-tys-ochotnikow
    😉
  • annazadroza Kolewoczy:-) Szkoda czekolady, oj szkoda:( Tym bardziej, że to była mleczna czekolada. Jeszcze orzechów dosypać…mniam, mniam:)))
  • annazadroza Myszokocie:-) A wiesz jaki byłby kac po cysternie „wódy do picia”? Aż strach pomyśleć, cała rzeka wody byłaby potrzebna;)))
  • annazadroza Raf:-) Ach jaki żal, że nie udało się załapać na tę „czekolawę” ;)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 40c

Do rana rzeczywiście nic się nie wydarzyło. Przyjaciółki zasnęły snem sprawiedliwych dopiero wtedy, kiedy słońce zechciało łaskawym okiem rzucić na Krystianówkę. Nic więc dziwnego, że nagle obudzone hałasem spowodowanym rykiem klaksonów samochodowych połączonym z psim jazgotem, czuły się zupełnie nieprzygotowane na przyjęcie gości.

– Rany boskie, jak ja wyglądam – złapała się za głowę Adelka. – Kryśka, błagam cię, idź otworzyć bramę, bo ja idę do łazienki. Przecież muszę się jakoś upodobnić do ludzi…

– Dlaczego niby ja?

– Młodsza jesteś. Poza tym w takim stanie mąż widział cię już sto lat wcześniej, to się nie zdziwi, a mnie nie wypada tak się pokazać…

– Niby w jakim stanie? – zaperzyła się Krysia. – Co miałaś na myśli?

– Nic, nic, tak mi się powiedziało…

– Mogłabyś, mimo wszystko, sprecyzować o co ci chodziło? – nie ustępowała Krysia.

Dołączyła do nich ziewająca Elka, której nie obudził hałas dochodzący z zewnątrz lecz dopiero wymiana zdań przyjaciółek.

– Ooo, to niech ona idzie otworzyć, wygląda najlepiej – zaproponowała Krysia szukając dzwoniącej komórki, wreszcie znalazła i odebrała. – Tak kochanie? Żyjemy, tylko dopiero się obudziłyśmy, miałyśmy nocne atrakcje… Już otwieram… – pokazała Adelce język i wykonała ręką gest ucinania Adelcynej głowy.

– Ona nie może, bo jej jeszcze nie ma, dopiero przyjedzie – krzyknęła za Krysią Adelka.

– Jak ona? – zainteresowała się Elżbieta.

– Nie ona tylko ty – usłyszała wyjaśnienie najwyraźniej mało satysfakcjonujące. – Przecież miałaś przyjechać później, to cię jeszcze nie ma, prawda?

– Ale przecież jestem! Tutaj! Tu stoję, widzisz mnie? Halo, Adelka, tu ziemia!

– A idźże wreszcie się ubierz jak człowiek i nie machaj mi tu przed oczami – wypchnęła Elkę na tył domu i kazała natychmiast iść do łazienki.

Umysł Adelki bardzo intensywnie pracował nad zagadnieniem co zrobić, żeby Elka – zobaczywszy Winicjusza – po prostu nie wsiadła do auta i nie odjechała. Najpierw pomyślała, żeby przebić oponę. Zrezygnowała z pomysłu analizując konsekwencje wkurzenia się Elżbiety po stwierdzeniu owego faktu oraz potwierdzonej teorii spiskowej, za którą obwini bogu ducha winnego Winicjusza i do końca świata się do niego nie odezwie. A przecież chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Następnie wzięła pod uwagę zabranie jakimś podstępem i schowanie kluczyka od stacyjki, co odrzuciła uświadomiwszy sobie, że przezorna Elka zawsze ma przy sobie zapasowy. Mogła ewentualnie zatkać rurę wydechową jak Janek Kos w „Pancernych”, tylko żaden pies nie będzie naśladował Szarika, nie wiadomo czy oglądały akurat ten odcinek serialu…

Tymczasem Krysia otworzyła bramę przez którą wjechały dwa samochody. Z pierwszego wyskoczyła pręgowana bokserka. Na widok całej sfory psów pędzącej w jej kierunku czym prędzej się cofnęła i jednym skokiem znalazła się z powrotem w bezpiecznym wnętrzu własnego auta.  Dopiero po interwencji Krysi i Adama psy się uspokoiły, znały się wszak od dawna. Ze wszystkimi poza Bazylem Bierka spotykała się już wielokrotnie.  Prezentacja dokonała się sama gdy Bazyl wsadził swój ogromny łeb do samochodu. Bierka warknęła, olbrzym wycofał się, usiadł i zaskomlił jak mały szczeniaczek. Ośmielona suczka, zachęcona dodatkowo przez pana, wyszła z auta nieco się ociągając, coś w rodzaju „ i chciałabym i boję się”. Po wzajemnym badawczym obwąchaniu wyraziła chęć zabawy i dołączyła do pogoni za Misiem, który pierwszy złapał patyk rzucony przez Zenka.

– No, to z tej strony mamy chyba spokój – westchnęła Krysia śledząc wzrokiem psią gonitwę.

– A z innej strony nie? – zaciekawił się Zenek. – Przecież tu jest raj i oaza spokoju.

– Generalnie tak, ale ostatnio, co tu się porobiło! W nocy miałyśmy włamanie. Usnęłyśmy dopiero nad ranem i dlatego nie mogłeś mnie dobudzić.

– Nie może być! Ukradli coś? – zaniepokoił się Adam. – Nic wam się nie stało?

– Gdzie? Przy takim towarzystwie? – wskazała na bawiące się psy. – To niemożliwe. Dopadły włamywacza aż zgubił nogawkę od spodni – zaśmiała się na wspomnienie wyrazu twarzy Elżbiety wyciągającej Gamie zdobycz z pyska.

– O, są psice Elki – zauważył Zenek. – To ona też tutaj jest?

Zbliżyli się do domu i stanęli nieopodal okna rozmawiając.

– Tak, przyjechała wczoraj.

– Że też dała się przekonać – Adam pokręcił z podziwem głową. – Która z was ma takie zdolności dyplomatyczne?

– Adelka, oczywiście, że Adelka – odpowiedziała szybko Krysia. – A poza tym to zasługa samej Elki. Ona ma nadzwyczaj dobre serce i zechciała pomóc chorym koleżankom.

– To wy chore byłyście? – zaniepokoił się Zenek. – Nic nie mówiłaś.

– Oj tam, oj tam… – Krysia machnęła ręką i zamilkła dostrzegłszy jakiś cień w oknie przy którym stali.

– No, no, no – pokręcił głową Adam wyrażając ogromne zdziwienie. – I przyjechała wiedząc, że Winicjusz tu będzie?

Krysi przez myśl przeleciało, że on tak cały czas będzie tylko głową kręcił, gaduła niepotrzebny, że też te chłopy wyczucia nie mają…

– Ciii, – próbowała dać do zrozumienia, żeby zaniechali tematu.

– Co, nie wiedziała? – zaśmiał się Zenek. – No to nie chciałbym być w waszej skórze.

– Cicho – syknęła Krysia rzucając jednym wściekłym okiem na męża, drugim na Adama. – Cholera jasna, musicie tyle gadać? Chcecie wszystko zepsuć?

Trzasnęło zamknięte z impetem okno. Cud boski, że szyba nie wyleciała.  Po chwili trzasnęły drzwi aż się ściany zatrzęsły. Obok stojącej trójki jak burza przemknęła Elżbieta.

– Małpy – rzuciła w stronę Krysi, pomknęła do szopy i wsiadła do samochodu. Włożyła kluczyk do stacyjki, przekręciła. Rozległo się wrr, wrr i koniec. Próbowała kilkakrotnie. Bez skutku. Chciała najpierw auto z szopy wyprowadzić, potem zapakować torbę, obie psice i odjechać z podniesioną głową. Z domu wybiegła zniesmaczona Adelka.

– A jedź durna babo, jedź, już cię tam w lesie kłusownicy zdybią. Zapłacisz za te podarte gacie, zobaczysz – krzyknęła i stanęła obok zaskoczonej trójki wpatrującej się z napięciem w poczynania furii o imieniu Elżbieta.

– Co tak stoicie? Może by mi który pomógł uruchomić to pudło – fuknęła do mężczyzn. – A wy jesteście wstrętne cholery – dodała wskazując na kobiety. – Całkiem oszukałyście mnie…

– O przepraszam – oburzyła się Adelka. – Nie całkiem tylko trochę.

– I w dobrym celu – dodała Krysia. – Bo przez ile lat można z siebie robić kompletną kretynkę? – huknęła tracąc panowanie co z pewnością miało związek ze stresującymi wydarzeniami ostatniej nocy.

Mężczyźni nie słyszeli uroczej wymiany zdań próbując bez rezultatu uruchomić samochód.

– Moja droga, gdybyś wczoraj wyłączyła światła, to akumulator by ci się nie rozładował – wyszedł z szopy Adam wycierając ręce w chusteczkę. – Nic nie poradzę, nie mam kabla, żeby ci podładować. Zenek, a ty masz?

– Nie, nie mam.

Adelka uśmiechnęła się nie tylko w duchu ale całą gębą. Oto los załatwił sprawę bez jej udziału. Nie musiała przebijać opony, podkradać kluczyka, zatykać rury. Auto nie ruszy, nie pojedzie, Elka nie ucieknie. Chyba, że piechotą. Gdyby nie psice, mogłaby piechotą a potem, już w cywilizacji, jak wyjdzie z głuszy, stopa złapać. Albo iść tydzień. A teraz nie pójdzie, musi zostać.

Elżbieta spojrzała na Adelkę spode łba, z wyraźną niechęcią.

– Czego się szczerzysz? Z cudzego nieszczęścia się cieszysz?

– Jakiego nieszczęścia? To szczęście niebotyczne. Widzisz, auto zepsułaś, nie pojedziesz, musisz zostać. To zrządzenie losu.

Elcyna furia opadła pociągając za sobą Elkę tak, że ze spuszczoną głową usiadła na ławeczce pod oknem. Rozum chyba rozpoczął powrót z długotrwałej wycieczki, którą sobie najwyraźniej zafundował…

– Przepraszam dziewczyny, chyba macie rację, jestem kompletną idiotką…

Adelka wstrzymała oddech pełna oczekiwania wpatrzona w przyjaciółkę.

– Przez grzeczność nie zaprzeczę – mruknęła Krysia.

– … bo mam takie przyjaciółki jak wy a gderam – ciągnęła.

Adelka wypuściła powietrze, Krysia potakująco kiwnęła głową na znak, że się całkowicie zgadza z tym, co usłyszała.

– Czekaj tu, przyniosę ci dobrej herbaty – powiedziała rozbrojona Adelka. – Od razu poczujesz się lepiej. A w ogóle to powinniśmy zjeść śniadanie, no nie?

– Oj chętnie, chętnie, już mi kiszki marsza grają – ucieszył się Zenek.

– No dobrze, to chłopaki niech wniosą swoje klamoty do środka a my przygotujemy śniadanie – zarządziła Krysia. – Myślę, że najlepiej będzie na ganeczku, z drugiej strony domu.

Elżbieta pozostała na ławeczce w pozycji siedzącej, trzymając w ręce szklankę przyniesioną przez Adelkę.

– Wypij do końca tę herbatę. Miodem posłodziłam…nie rozmieszałaś… jest jeszcze na dnie – Adelka usiadła obok .– Ty wiesz ile taka jedna pszczółka musi się nalatać, nauwijać, napracować, żeby miodku tyle zrobić? A ty chcesz to zmarnować!

– Już przestań tyle gadać. Piję przecież, już, rozmieszałam. Zadowolona?

– Teraz tak – uśmiechnęła się Adelka. – Rozejrzyj się, zobacz jak tu ładnie, jakie szczęśliwe są twoje psice. Widzisz jak się bawią, jak im się mordy uśmiechają?

Ela rozejrzała się zgodnie z sugestią przyjaciółki.

– Tak, chyba masz rację. Przepraszam, że zrobiłam cyrk i popsułam wam poranek.

– Nie popsułaś tylko dostarczyłaś dodatkowych atrakcji co z pewnością wpłynie dodatnio na tak ciekawie rozpoczęty dzień – przymrużyła oko patrząc z zadowoleniem jak Elka opróżnia szklankę do dna. – Idę na drugą stronę, jak już dasz radę to przyjdź.

8.05.2018

 

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Prawdziwe bohaterstwo

Przy pogodzie tak pięknej jaką mieliśmy w weekend nie ma czasu na zasiadanie przy komputerze. Kusi człowieka przez cały czas, by jak najwięcej przebywać na zewnątrz, na świeżym powietrzu, napawać się pięknem natury tak ulotnym, tak bardzo szybko przemijającym, zmieniającym nieustannie swój wygląd. Moje bzy najświetniejszy okres mają już za sobą, jaka szkoda, że tak prędko. Jeszcze wypełniają swoim zapachem całą okolicę, ale już maleńkie kwiatuszki składające się na wielką kwiatową kiść zaczynają brązowieć. Rozkwitł za to mały bez, krzak który kupiłam jako ” bez turecki”, niski ale rozrósł się na boki i teraz on będzie pysznił się się urodą. Brateczki rosną, pelargonie też się przyjęły, trawnik skoszony. Płotki drewniane rozwalone dokładnie przez Skitusia, który bezustannie czegoś za nimi szuka, ale nie przeszkadza mi to wcale, bo widać, że jest szczęśliwy. Zacznę przynosić ze spacerów kamienie, której to czynności zaprzestałam z lenistwa i wygody, będzie więc kontynuacja pierwotnego planu oddzielenia trawniczka od grządki z kwiatkami. Z ciekawostek przyrodniczych – rano łapałam Szilkę podczas spaceru, bo dostrzegłam dwa zające tak sobą zajęte, że na nas uwagi nie zwracały. Szczęśliwie sunia ich nie zdążyła zauważyć zanim jej nie przypięłam do smyczy. Potem cztery goniące się wiewiórki obserwowałyśmy z rozbawieniem, bo trudno zachować powagę patrząc na dokazujące śliczne stworzonka.
Po powrocie do domu spojrzałam w tv i do tej pory mam przed oczami prof. Izdebskiego i jego córkę Magdę, osobę niepełnosprawną fizycznie w sposób niewyobrażalny
dla zdrowych ludzi, ale umysłowo rozwiniętą niezwykle. Tragedia umysłu zamkniętego w więzieniu ułomnego ciała osoby, która nie mówi i nie może nawet w ten sposób porozumieć się z obcym otoczeniem. Rozumieją ją tylko najbliżsi i mogą tłumaczyć jej zachowanie. W tym stanie zdała maturę, jest na bieżąco z aktualnymi sprawami, z protestem w Sejmie – dlatego właśnie pan profesor z Magdą przybył do studia, aby wesprzeć protestujące rodziny, unaocznić koszty, problemy codzienne związane z nieszczęściem, które tych ludzi dotknęło. Z mojej strony wyrazy największego szacunku, bowiem podjęcie się opieki, oddanie całego swojego życia niepełnosprawnemu dziecku, codzienne zmaganie się nie tylko z chorobą ale i z kłodami rzucanymi pod nogi – to prawdziwe bohaterstwo.

7.05.2018

  • bognna Od zawsze powtarzam, ze opiekunowie ludzi ciezko chorych, niesprawnych czy umierajacych to sa PRAWDZIWI bohaterowie naszych czasow. Niestety, uporczywie i powszechnie promuje sie inne, czesto pozalowania godne, „wzorce”.
  • kotimyszkot Tak, to jest niewyobrażalne poświęcenie, odwaga i stawianie czoła przeciwnościom losu .. a los doświadcza wtedy i osobę chorą i tą, która się nią opiekuje. Szacunek i podziw, choć one tu nie wystarczą, bo potrzebna jest wtedy pomoc z każdej możliwej strony..
  • babciabezmohera Na co dzień nie zawsze pamiętamy o ludzkich dramatach, dopiero sytuacje ekstremalne pokazują wagę i skalę problemu.
    Niezwykli ludzie, bohaterowie dnia codziennego…
  • urszula97 Poświęcenie,bohaterstwo,wielki szacun,słowa i tak nie zastąpią ich czynów,siła,wiara że może bedzie ciut lepiej,powinni mieć emerytury,i opiekujący się i opiekowani,nie te najniższe,co ja tu będę pisać,sami wiecie co powinno być a nie jest.
  • kasiapur Od trzech lat jestem bardzo blisko z osobą przykutą do łóżka.
    Jest młodziutka bo co to jest 36 lat… szalenie wrażliwa, inteligentna
    zna trzy języki…ale niestety taki ciężar choroby przeogromny- prawie
    nie do uniesienia. I wiem, jak ciężko jest Jej i jej Rodzicom. Jak walczą
    o każdy 1%, bo potrzeby takiego chorego są nie do opisania.
    Tak… Ci chorzy i ich Rodzice, opiekunowie są BOHATERAMI.
    Aniu jak zawsze uściskuję mocno 🙂
  • veanka Opieka nad niepełnosprawnym to zazwyczaj jest dyżur 24 godziny na dobę.
    Wiem coś o tym, bo „przerabiałam” to w najbliższej rodzinie.
    Z tym, ze w tym przypadku było wiadomo, ze wszystko minie, kiedy dziecko się spionizuje, czyli po ok. roku.
    Tak też się stało, ale w większości przypadków jest tak, ze te „całodobowe dyżury” są do końca życie – albo opiekuna, albo podopiecznego.
    Pytanie, „kto się zajmie moim niepełnosprawnym dzieckiem, jak mnie zabraknie?” spędza sen z oczu rodziców równie mocno, jak inne trudności i niedogodności.
    A najgorsze jest to, ze nikt tej grupy społecznej nie chce wysłuchać i nikt się z nimi nie liczy, bo jako wyborcy nie są grupą liczną i silną.
  • krzysztof213 Lubię panią czytać…
  • annazadroza Bognno:-) Co do tych innych, promowanych „wzorców” zgadzam się całkowicie.
    W XXI wieku powinniśmy być na takim etapie rozwoju, że opieka nad chorymi, pokrzywdzonymi osobami winna być być czymś absolutnie normalnym, tak jak dostarczenie im wszelkich potrzebnych środków, żeby ulżyć rodzinom w opiece. Niepojęte jest nie tylko to, że o własną godność muszą się upominać, ale słowa „wielkich” – żeby protestujących wynieść, poszukać na nich paragrafu…
  • annazadroza Myszokocie:-) Nie jeden raz zastanawiam się gdzie jest państwo, które pomoc powinno zapewniać, kiedy są organizowane społeczne akcje zbierania środków w celu np. ratowania życia dziecka poprzez operację za granicą. Jak może jakiś anonimowy urzędnik wydawać wyrok śmierci na dziecko poprzez odmowę świadczenia, bo się nie należy, bo procedury nie pozwalają itp., itd. A dla np. Rydzyka są pieniądze i dla innych też…
  • annazadroza BBM:-) Myślę, że dopiero po zetknięciu się bezpośrednio z problemem potrafimy go odczuć i zrozumieć u innych, pozbyć się obojętności, nie uciekać, nawet nie odwracać wzroku podczas przypadkowego spotkania, lecz spojrzeć z życzliwością i sympatią…
  • annazadroza Urszulo:-) Masz rację, powinni mieć zapewnioną normalną, godną egzystencję. Boję się, że coraz więcej będzie rodzących się chorych dzieci – z różnych względów- a coraz mniej osób mogących się nimi opiekować. Czarno to widzę…
  • annazadroza Kasiu:-) Taka młoda osoba i takie nieszczęście. Tak wiele wokół podobnych sytuacji… A jeden z drugim powie, że się lansują na nieszczęściu dzieci… Kazałabym się takiemu opiekować choć jeden calutki dzień, robić tylko to, co konieczne każdego dnia, bez dodatkowych „atrakcji”. Ręczę, że wielu mądrzących się nie udźwignęło by takiego ciężaru nawet przez ten jeden dzień.
    Odściskuję najserdeczniej:)
  • annazadroza Veanko:-) Inaczej jest opiekować się małym dzieckiem, łatwiej i podnieść, przenieść, nakarmić itd. Inaczej rosnącym i dorosłym, kiedy kręgosłupy matek nie wytrzymują takiego ciężaru, całodobowej opieki, braku snu, kiedy odporność fizyczna i psychiczna wreszcie wysiada… koszmar nie do wyobrażenia… I ciągły strach – co będzie gdy mnie zabraknie…
    Nikt się z nimi nie liczy, obiecywać można gruszki na wierzbie licząc, że ciemny lud wszystko kupi, a dawać tym, którzy przyniosą głosy i większość …

    Całe szczęście, że u Ciebie było wiadomo od początku, że sprawa jest czasowa i będzie dobrze.

  • annazadroza Krzysztof:-) Ja Ci baaardzo dziękuję:)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

Święto Strażaków:)))

Dzisiaj Dzień Strażaka. To formacja najbliższa memu sercu, wśród granatowych mundurów przebywałam od urodzenia i po prostu kocham strażaków!!!
W DNIU ICH ŚWIĘTA ŻYCZĘ, ABY SZCZĘŚLIWIE WRACALI Z KAŻDEJ AKCJI DO DOMÓW, ABY LUDZIE MĄDRZELI I ONI W ZWIĄZKU Z TYM MIELI MNIEJ WYJAZDÓW, ABY W ŻYCIU PRYWATNYM PRZEŻYWALI SAME SZCZĘŚLIWE CHWILE I ABY ŚWIĘTY FLORIAN CZUWAŁ NAD KAŻDYM BEZ WYJĄTKU ZAWSZE I WSZĘDZIE, NIEUSTANNIE I NIESTRUDZENIE PRZEZ 24 h NA DOBĘ:)))

4.05.2018

  • urszula97 I ja również dołączam się Anno do tych życzeń,to trudna i ciężka praca,to forma powołania,
  • babciabezmohera Przyłączam się do życzeń.Wspaniali ludzie!
  • krzysztof213 Też nie mam nic to nich ile ja bywam w okolicy straży pożarnej .
    A dzięki bardzo za komentarz.
  • krzysztof213 Zresztą wczoraj w Swarzewie też święto strażaków w kościele właśnie w Swarzewie .
    I jak kiedyś będziesz to poleczam kościół w Swarzewie . Chyba że nie chodzisz tam to też szanuję to .
  • annazadroza Urszulo:-) Są to ludzie, którzy żyją w bezustannej gotowości do niesienia pomocy, narażający własne życie dla innych, wychowałam się wśród nich i nigdy nie przestanie mi serce mocniej bić na widok strażackiego munduru:)))
  • annazadroza BBM:-) Za te słowa Cię ściskam najserdeczniej:)))
  • annazadroza Krzysztof:-) Jeśli kiedyś będę, nie omieszkam zajrzeć:) Lubię zwiedzać piękne i dobre miejsca, skoro polecasz – pewnie takie jest. Ja z kolei Ci polecę dwa kościoły, które są w dawnych łemkowskich cerkwiach, w Szlachtowej i w Jaworkach koło Szczawnicy. Odczułam tam niesamowitą energię, naprawdę:)))
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 40b

W tym czasie na zewnątrz zaczął się jakiś ruch mimo kompletnego braku wiatru. Najpierw zaszeleścił krzak po drugiej stronie drogi, potem jakiś skulony cień przemknął do furtki, przez chwilę się z nią mocował po czym porzucił zamiar przedostania się tą drogą do środka. Spróbował jeszcze otworzyć bramę ale też mu się nie udało. Rozejrzawszy się czy przypadkiem nie ma świadka jego poczynań, wspiął się na ogrodzenie i znalazł się po drugiej stronie wypatrując w ciemności „znaleziska” pod domem. Gdyby ktoś go obserwował domyśliłby się bez trudu co jest obiektem jego zainteresowania. I po chwili dowiedziałby się, że nie wziął pod uwagę aktywności kobiet związanej ze zmianą miejsca pobytu owego „znaleziska”.

Rozległ się rumor, krzyk i przekleństwa w ilości zaiste imponującej. Ciemny cień usiłował się wyswobodzić z pułapki, która miała się stać jego łupem. Mieszkańcy domku nie pozostali obojętni na nocne atrakcje. To znaczy nie wszyscy. Czworonożni. Rzucili się z ujadaniem w stronę drzwi co obudziło najbliżej się znajdującą Krysię. Pomyślała, ze psy domagają się wyjścia na zewnątrz z powodu zbyt obfitej kolacji. Szeroko ziewając otworzyła drzwi i bezmyślnie patrzyła przed siebie. Małe jazgoty zasilone przez Betę rzuciły się w stronę cienia szamoczącego się przy ogrodzeniu. Kilkoma susami wyprzedziły je potwory wsparte siłami Gamy. Ze zduszonym okrzykiem przerażenia, którego i tak nikt nie słyszał, w ostatniej chwili cień wskoczył na murek i nadludzkim wysiłkiem znalazł się za płotem. Podniósłszy się z ziemi i stanąwszy na własnych nogach, zobaczył dokładnie na wysokości swojej twarzy dwie olbrzymie mordy pełne kłów i wściekłego warkotu. .. tyle, że po drugiej stronie ogrodzenia. Zobaczył też brak fragmentu nogawki, który to fragment garderoby trzymał w zębach trzeci potwór. Na małe jazgoty nie zwracał uwagi, miał jednak wrażenie, że jest ich co najmniej dwadzieścia.

– Ratunku! Złodzieje! – do Krysi dotarł sens widowiska rozgrywającego się przed jej oczami.

Pojawiły się nieprzytomne pozostałe mieszkanki domku, po czym oprzytomniawszy w trybie natychmiastowym, pędem rzuciły się w kierunku miejsca zdarzenia. Ledwo udało się powstrzymać rozochocone olbrzymy od próby pokonania ogrodzenia. Gama zadowolona z zabawy i dumna z siebie, przyniosła pani swoje trofeum. Elżbieta w milczeniu patrzyła na zdobycz trzymaną w pysku przez swoją psicę. W miarę przyzwyczajania się wzroku do ciemności, uczucie przerażenia znikało z jej twarzy i wreszcie pojawił się wyraz ulgi.

– Uff – sapnęła wydychając z siebie resztki stresu. – To tylko kawałek szmaty.

– Ta szmata stanowiła część garderoby tego co łazi. Chyba – zawahała się Krysia.

– Na pewno. Nawet wiem, którą część ciała zakrywała – parsknęła Adelka. – Chyba nie chciałabyś mieć do czynienia z tą częścią.

– Na pewno. Z żadną częścią – z obrzydzeniem skrzywiła się Krysia.

– No dobra, ustaliłyście właściciela tego przedmiotu – Elka trzymała corpus delicti w dwóch palcach przez chusteczkę higieniczną wyjętą z kieszonki piżamy. – Teraz powiedzcie czego tu szukał i kto to konkretnie był.

– Kto, to ja nie wiem. Pewnie jakiś tutejszy. Przecież obcy by nie przyjeżdżał tu z daleka, bo i po co?

– Właśnie, po co?

– Głupie jesteście? Przecież ewidentnie był zainteresowany waszym żelastwem – oświadczyła Elżbieta zdegustowana niedomyślnością towarzyszek.

– Skąd wiesz? – zaciekawiły się obie naraz.

– Rzeczywiście wam na rozum padło albo jesteście pijane.

– To też – niewinnie uśmiechnęła się Krysia.

Adelka szturchnęła ją w bok.

– Już nie, tylko nadmiar możliwości ciśnie nam się na usta blokując wyrażanie się.

Elka z politowaniem pokręciła głową.

– Z wami naprawdę jest niedobrze. Co wy robiłyście od chwili opuszczenia cywilizacji i zaszycia się w głuszy, że wam tak rozum odjęło? I to obu jednocześnie?

– Cicho, słyszycie? – Krysia odwróciła uwagę Elki unikając tym samym odpowiedzi na kłopotliwe pytanie.

– Co? – jednocześnie odezwały się pozostałe niewiasty.

W oddali rozległ się przytłumiony warkot silnika samochodowego do którego dołączył się głuchy pomruk czworonożnych bestii dobiegający spod ogrodzenia. Maluchy nie zawracały sobie nim głowy zajęte obwąchiwaniem miejsca, w którym urywał się ślad obcego.

– Mnie się wydaje, że to była zorganizowana akcja… – zaczęła Krysia.

– Chyba się za dużo filmów sensacyjnych naoglądałaś – prychnęła Elka lecz po chwili spojrzała na Krysię z błyskiem zrozumienia w oku.

– …zorganizowana akcja w celu odebrania naszego trofeum – ciągnęła niezrażona Krysia.

– Myślisz, że to zbieracze złomu? – zastanowiła się Adelka.

– No nie, – spojrzała Elka z politowaniem, – kobieto, zacznij myśleć. Krysia już ruszyła rozumem, ja też. Jaki złom? W lesie? Skąd by się wziął? Sam przyszedł? A w jakim celu?

– Zaraz, zaraz – Adelka przytomniejącym spojrzeniem omiotła otoczenie. – Las. Jest las, no nie? Najpierw tego czegoś w lesie nie było, ja byłam i wiem, że nie było. Potem się znalazło. Zabrałyśmy i teraz nam chce to ktoś zabrać. I to w nocy, po ciemku…

– A kiedy miał zabrać? Za dnia? Puknij się w głowę – popukała się Elka palcem w czoło.  – Żeby go ktoś zobaczył?

– Przecież to nie tylko złodziej ale na pewno kłusownik – ze zgrozą i świętym oburzeniem stwierdziła Krysia.

– O bydlę cholerne – z mordem w głosie Adelka wlazła na ceglany murek i trzymając się metalowej balustrady próbowała wzrokiem przebić ciemność. – O bydlę cholerne – powtórzyła głośniej.

– Nie wysilaj się. Przecież słyszałaś warkot samochodu. To znaczy, że odjechał – zauważyła Elżbieta.

– To znaczy, że nie działa w pojedynkę, tylko musi ich być więcej – wydedukowała Krysia.

– Cała banda cholernych kłusowników, którzy znęcają się nad bezbronnymi zwierzątkami – krzyknęła Adelka. – Nogi z dupy takim powyrywać!

– Adelciu, ja cię nie poznaję – parsknęła Elka. – Jak ty się wyrażasz?

– Stosownie do sytuacji – oświadczyła z godnością zapytana. – I tak jeszcze zbyt delikatnie.

– Dobra, dziewczyny, chodźmy do środka. Już dzisiejszej nocy nic się więcej nie zdarzy. Możemy się spokojnie przespać – orzekła Elżbieta.

– A jeśli oni myślą tak samo jak ty? – zastanowiła się Krysia. – To co?

– To zostawimy uchylone drzwi a przy drzwiach będą spały potwory. Pokaż mi takiego kto po raz drugi z nimi zadrze straciwszy część garderoby przy pierwszym spotkaniu.

– Wiesz co? Chyba masz rację – zgodziła się Adelka. – W razie czego małe podniosą jazgot jak nie wiadomo co.

– No to wracamy. Nie wiem czy usnę po tych wszystkich przeżyciach – Krysia odwróciła się i podążyła w stronę domu.

– Uśniesz, uśniesz. A rano faktycznie trzeba porozmawiać z leśnikami albo policją – podsumowała Adelka.

– Chyba trzeba zgłosić włamanie – zastanowiła się Krysia. – Może powinnam zadzwonić do Krystiana?

– Daj chłopakowi spokój. Przecież nic się nie stało. A zresztą, same sobie poradzimy i zrobimy porządek – kategorycznie stwierdziła Elżbieta.

– I to mi się podoba – zaśmiała się Adelka. – Nareszcie się coś ciekawego dzieje.

4.05.2018

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Szerokiej drogi

Lenistwo moje poczuło się dowartościowane, ponieważ nie tylko „Przesilenie” K.B.Miszczuk przeczytałam, ale jeszcze „Apartament w Paryżu” autorstwa Michelle Gable. Jedno od drugiego oddalone o lata świetlne, ale widocznie było potrzebne takie zróżnicowanie, bo humor mi się poprawił:)
Teraz koniec czytania (na chwilę tylko przecież) i coś pożytecznego należałoby wykonać. Spacer popołudniowy z psami zaliczony, do Lapcia na chwilę usiadłam. Poza tym myślę czy upiec murzynka czy zrobić blok kakaowy. Mały mi powiedział, że kakao nie powinno być gotowane ani pieczone, bo traci
swoje wartości. No więc chyba je trzeba mieszać z wystudzoną już masą, żeby całość nie stała się jedynie pustymi kaloriami.Tylko czy się rozmiesza? Muszę spróbować. Całe życie człowiek się uczy a i tak jest głupi… .
Duchota jakaś się zrobiła choć słońca nie widać, na termometrze 22 st., więc niby nie tak dużo, lecz czuję się jak przed burzą. Nie patrzyłam wczoraj w tv na prognozę pogody. Mając świadomość, że nie ma mojego serialu, nie zasiadłam przed ekranem i było mi dużo lepiej na duszy, gdy odłączyłam się na trochę od bieżących wiadomości. Ale tylko na trochę, na dłużej się nie da…
Druk na 1% wysłałam pocztą, nawet razy trzy 1%, bo i Męża i babci D. też wypełniłam druk PIT-OP, przynajmniej te grosze nie pójdą na zmarnowanie tylko na pożytek się obrócą.

Ponieważ zaczęła się majówka, czyli długi majowy weekend, życzę każdemu, kto wyjeżdża, żeby wrócił cały i zdrowy. Przeraża ogromna liczba nietrzeźwych kierowców na drogach, głupota i kompletny brak wyobraźni. Tak więc szerokiej drogi i szczęśliwego powrotu do domu:)))

2.05.2018

  • krzysztof213 Wódka mówią jest dla ludzi ze nieraz wódka opętania .
    E tam majówka Ludzie szaleją w nią .
    Ale dobrze że taki masz stan książki ok lubię bardzo
    Że jak piszę to nad morzem wiele ludzi as się chce się schować
  • nie-okrzesana W moim mieście, pod moja pracą też dziś była masakra. Korek 5 km.
  • kasiapur Czasami myślę że to moje nieruszanie się z domu ma swoje zalety 😉
    Wszystkiego dobrego Anula ! uściski i uśmiechy dla Ciebie
  • urszula97 Tak,szerokiej drogi wszystkim.Wielki weekend a my siedzimy,ta duchota ,zwiastuny burzy,siedzimy bo strach wyjść na działkę, no i mecze piłkarskie -to slubny,ja zaś z przyjemnością walczę z robótkowymi Ufokami,1-maja byliśmy na grilu u syna,dzisiaj znów taka temperatura pod burzę,niby się dzieje na mieście ale bardziej pod młodych,ja się nie nudzę i miło spędzam czas ,pozdrawiam.
  • annazadroza Krzysztof:-) Widziałam w tv, że mnóstwo ludzi przyjechało nad morze. Ale to chyba dobrze, co? Osoby wynajmujące kwatery przynajmniej zarobią, jak również wszyscy inni, którzy żyją z turystów.
    Wódka, ogólnie alkohol – też jest dla ludzi, ale w normie, jak zresztą wszystko. Umiar zachować we wszystkim to wielka sztuka, ale jakże potrzebna. I w życiu nie siadać za kierownicę!!!
    Miłej majówki i odpoczynku Ci życzę, nawet jeśli miałbyś się schować przed przyjezdnymi:)))
  • annazadroza Nie-okrzesana:-) Widziałam relację z Zakopanego, toż to koszmar do potęgi n-tej! Przez 5 godz. stać po bilet do kolejki linowej? A wszędzie „ludź ludziowi” po głowie chodzi, taki tłok. No, ale co kto lubi. Jak byłam młodziutka też lubiłam takie klimaty, gust zmienia się w miarę upływu czasu:)
  • Gość: [annazadroza] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Kasiu:-) Nie chciałoby mi się jechać w takim tłoku, gdybym nie musiała. Teraz już nie muszę, nie jestem związana terminem urlopu. Inna sprawa, że w ogóle nie mogę, bo tzw. okoliczności zewnętrzne trzymają w miejscu i nie puszczają… „Cóż poradzisz jak nic nie poradzisz”…
    Serdeczności Kasieńko majowe, bo to najpiękniejsza pora jaka może być. Buziaki:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Fajnie, że miło spędzasz czas:) U nas burzy nie było, choć straszyło. Na upał nie narzekam, bo lubię ciepło i cieszę się, że tak jest. Mam kupione 3 worki ziemi, więc mogę poprzesadzać kwiatki, podsypać gdzie trzeba i ogólnie pobawić się w ogrodniczkę. A bratki w tym roku mam takie cudne, że napatrzeć się nie mogę.
    Na żadne imprezy do miasta nie chce mi się iść, wolę spędzić czas koło domu. Pozdrawiam serdecznie:)))
  • babciabezmohera Z takim szeregiem wolnych dni zawsze mi się wiąże pewien niepokój… Dobrze, że już blisko końca. Może to nieładnie z mojej strony, bo wielu ludzi bardzo się cieszy z takiego odpoczynku, ale…;(
  • emma_b przypomniał mi się taki blok (chyba w stanie wojennym wylansowany), ale mi apetytu narobiłaś:)
  • annazadroza BBM:-) Myślę,że wszyscy korzystający z wolnych dni są tak zadowoleni z możliwości odpoczynku, że nie przejmą się Twoim zdaniem:) Więc i Ty się nie przejmuj. A swoją drogą już piątek i zleciał tydzień nie wiadomo kiedy, a na urlopie pędzi czas jeszcze szybciej. Pogoda trafiła się wyjątkowo piękna na tę majówkę, jakby lato już było. Korzystaj z uroków wiosny póki trwa, pozdrawiam serdecznie:)))
  • annazadroza Emmo:-) Moja mama robiła taki blok sto lat temu, jak jeszcze stan wojenny nikomu się nawet nie przyśnił… Byłam w podstawówce i się nim zajadałam. Przepis chyba w „Przyjaciółce” albo „Kobiecie” znalazła i od tej pory wszedł na stałe do spisu domowych łakoci. Mnie się przypomniał, kiedy Mężowi zachciało się czekolady a w domu nie było. Miałam natomiast mleko w proszku. Dodaję też rodzynki, żurawinę, skórkę pomarańczową nie same herbatniki jak kiedyś. Naprawdę pycha:)))
  • kolewoczy Ja to czasami nie rozumiem – gdzie ci ludzie tak jeżdżą??? Mnie się nawet od sklepu na wsi nie chce rowerem podjechać 😉
  • kolewoczy Ja to czasami nie rozumiem – gdzie ci ludzie tak jeżdżą??? Mnie się nawet od sklepu na wsi nie chce rowerem podjechać 😉
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 40a

Gwizdnęła na psy, które natychmiast przygalopowały z roześmianymi mordkami, minęły ją i pomknęły dalej. Jeżyn było mnóstwo, jagód też. Postanowiła wrócić po południu z odpowiednim naczyniem, bo teraz nie miała do czego zebrać owoców by zanieść je do domu. Jej uwagę zwróciło zajadłe szczekanie. Przywołała towarzystwo, które posłusznie po chwili się zjawiło i usłyszała oddalający się warkot silnika samochodowego. Za krzewami jeżyn zobaczyła wydeptane paprocie i ślady prowadzące w głąb lasu.

Pewnie służba leśna – przemknęło jej przez głowę, ale zaraz zapomniała, były przecież ważniejsze sprawy, zawróciła i poszła w stronę domu.  – Krysiu, mam dla ciebie niespodziankę – zawołała od furtki.

– Ja dla ciebie też – odkrzyknęła Krysia stając na progu. – Mów pierwsza.

– Otóż Adam zapowiedział się na weekend. Nie będziesz miała nic przeciw temu?

– Przecież się umówiłyśmy, że może przyjechać kto chce i na ile chce pod warunkiem, że jest przyzwoitym człowiekiem. A Adam przecież jest? – spojrzała z uśmiechem w oczach odgarniając grzywkę z czoła.

– Pewnie, że jest – odpowiedziała Adelka również się uśmiechając. – A twoja wiadomość?

– Oprócz twojego Adama i mojego Zenka dotrze do nas Winicjusz. Mogłabyś tu jakoś ściągnąć Elkę?

– Ale jak to zrobić? Przecież zwącha pismo nosem i nie da się nabrać.

– Niech wsadzi psice do auta i przywiezie. Nie musisz mówić, że ktoś jeszcze będzie oprócz niej. Zawsze możemy zrobić głupie miny, że niby niespodzianka i nic nie wiedziałyśmy.

– Ale pod jakim pretekstem? Wymyśl coś!

– Mówiłaś, że jakieś ilustracje ma robić dla Teresy. Może tu sobie szkice porobi, tak na łonie natury. Albo fotki i potem je wykorzysta?

– Musiałybyśmy być umierające. Obydwie. Tylko wtedy dałaby się przekonać. I żebyś nie pomyślała, że w trosce o nasze zdrowie, nie łudź się. Tylko ze względu na zwierzaki, nami by się nie przejęła.

– No to… na przykład… zatrułyśmy się. I ona jest niezbędna. W końcu już nie pracuje, jest wolna. Może się poświęcić ratowaniu naszego życia…

– Przecież nasze ma głęboko gdzieś, usiłowałam ci to wytłumaczyć.

– Wszystko jedno czyje, aby się tylko tu przywlokła.

– Będzie się bała jechać sama tak daleko…

– O matko, jak ty marudzisz – zniecierpliwiła się Krysia. – Już kilka razy jeździła poza Warszawę więc na pewno sobie poradzi. A tu prosto trafić. Do Szczytna jest dobra droga a stamtąd to już właściwie rzut beretem.

– Spróbuję. Wątpię jednak w pozytywny rezultat.

Niewiarygodne, ale się udało. Elżbieta obiecała, że przyjedzie wraz z całą baterią leków na zatrucie i obiema psicami oczywiście.

– Widocznie Opatrzność ma jakieś plany w stosunku do tych dwojga. Ja naprawdę nie wiem jak ją przekonałaś – oświadczyła Krysia.

W zaistniałej sytuacji obie postanowiły udać się na jeżynową polankę zaopatrzone w pojemne koszyczki. Powtórzyła się sytuacja z porannego spaceru. Wszystkie psy zgodnie rzuciły się w tę samą stronę co poprzednio, małe z jazgotem, duże w milczeniu. Rozległ się jakiś dziwny hałas, rumor po czym dał się słyszeć warkot silnika odjeżdżającego samochodu. Adelka przywołała psy.

– Co u diabła…- zaklęła Krysia potknąwszy się o kłębowisko jakichś sznurków, żyłek, drutów i innego żelastwa.

– Tego rano nie było – zastanowiła się Adelka. – Dziwne. Przecież leśnicy przed nami by nie uciekali.

– Z pewnością. Nakrzyczeliby na nas, że psy biegają luzem albo i mandat wlepili – dodała Krysia.

– Dziwne – powtórzyła Adelka. – Rano też tak było. Jakby samochód przed psami uciekał czy co?

– Słuchaj, weźmiemy to diabelstwo ze sobą – wskazała Krysia znalezisko. – Zadzwonimy do leśników niech nam powiedzą co to takiego. Ale teraz musimy się zmobilizować, bo nas czeka dużo roboty. Rwij. Wolisz ostrężyny czy jagody?

– Z łaski swojej mogłabyś nazbierać jagód? Kręgosłup mnie boli przy dłuższym schylaniu.

– Niech ci będzie. Tylko się sprężaj. Wiesz co, miałabym stracha gdyby nie te nasze potwory. A i tak mam wrażenie jakby ktoś nam się przyglądał.

– Nie ma obawy. Potwory wyczułyby każdego. Poza tym pokaż mi takiego co zadarłby z Bazylem i Reksem jednocześnie. O małych jazgotach nie wspomnę.

– Fakt. Może się ktoś gapił wcześniej a mnie się ten wzrok do bluzki przyczepił? – zastanowiła się Krysia.

Adelka obejrzała przyjaciółkę ze wszystkich stron i parsknęła śmiechem.

– Nie masz żadnych oczu przyczepionych do bluzki, nie masz na co liczyć.

Z dziwnym znaleziskiem ciągniętym za sobą i zebranymi owocami lasu w koszyczkach wróciły do domu. Znalezisko zostawiły na zewnątrz, blisko budynku, owocami zajęły się w kuchni. Późnym popołudniem ochłodziło się, zerwał się wiatr i przygnał ciemne deszczowe chmury. Rozpadało się. Wszystkie zwierzaki skryły się w domu. Koty w kuchni, w pobliżu ciepłego jeszcze pieca myły sobie pyszczki po smacznym jedzeniu. Małe psy zgodnie wskoczyły na tapczan, oba olbrzymy na dywaniku rozłożyły swoje cielska otwierając od czasu do czasu ślepia by nie tracić kontroli nad rzeczywistością. Obie dwunożne istoty zaaferowane przygotowaniami nie zwracały uwagi na odpoczywające zwierzaki. Drzwi od domku zamknął przeciąg, uchylone okno w kuchni oparło mu się tylko dlatego, iż zostało dobrze zabezpieczone przed zamknięciem w tym celu, żeby koty mogły swobodnie wychodzić na zewnątrz zgodnie z własną wolą i potrzebą. Teraz jednak wola i potrzeba spania przeważyła nad jakimikolwiek pozostałymi z czego skorzystała Adelka  wychylając się na zewnątrz połową ciała.

– Co ty robisz? – zdziwiła się Krysia. – Nie możesz wyjść normalnie przez drzwi?

– Patrzę, bo po drodze łazi facet tam i z powrotem – wyjaśniła Adelka.

– Z psem? – zainteresowała się Krysia.

– Nie, psa nie widzę.

– To po co łazi? Głupi jakiś? Jak głupi to niech łazi dalej. A ty chodź do mnie, musisz potrzymać durszlak nad wiadrem bo sama sobie nie poradzę. Szybciej.

Adelka zapomniała o facecie i jego łażeniu, potem zajęła się przygotowaniem pokoi dla jutrzejszych gości. Późnym popołudniem albo wczesnym wieczorem – jak kto woli – przestało padać. Słońce nie zdążyło już wyjść zza chmur, udawało się w podróż na drugą półkulę. Na tej zaś zrobiło się miło i przyjemnie. Oszałamiająco świeży po deszczu zapach natury, nie skażonej żadnym okolicznym przemysłem z tego prostego powodu iż żadnego nie było, wtargnął do kuchni przez uchylone okno. Krysia i Adelka ocknęły się z odrętwienia, w które popadły jakiś czas temu odpoczywając po męczących przygotowaniach.

– O, jak się ładnie zrobiło – zauważyła Adelka.

– Nawet nie wiadomo kiedy – skinęła głową Krysia. – A może byśmy się napiły po lampce wina? – zaproponowała. – W końcu natyrałyśmy się dzisiaj za wszystkie czasy.

– Czemu nie? Zasłużyłyśmy. Chyba… – zawahała się Adelka.

– Chyba? Na pewno – stanowczo powiedziała Krysia. – Ty siedź a ja przyniosę.

Dobrze im poszła jedna lampka, potem druga. Wino było po prostu pyszne, słodkie, lekkie jak wspomnienie babcinego kompotu z wakacji w podstawówce. Po trzeciej zaczął im się podobać cały świat i okolice. Po kolejnych pogrążyły się w rozpamiętywaniu problemów egzystencjalnych swoich i przyjaciół. Wtem rozległo się energiczne stukanie do drzwi i wszystkie cztery psy wyrwane z głębokiego snu rzuciły się w stronę wyjścia.

– Słyszałaś coś? – spytała Adelka.

– Ja nie, za to one pewnie tak – odpowiedziała Krysia spoglądając na psy. – Musiały coś słyszeć bo po co by wstawały i skakały do drzwi. Dziwne, czemu one się tak radują?

– Co robią?

– No, merdają, potwory. A jazgoty jazgoczą, prawidłowo…

– Ale czemu?

– O wy małpy przebrzydłe, jędze niemożebne – rozległ się niespodziewanie głos Elżbiety zaś jej głowa ukazała się w otwartym oknie kuchennym. – To ja pędzę do was na złamanie karku bo podobno chore i zdechłe, a te uchlane jak… jak… jak nie wiadomo co!

– Kryśka, przecież nie piłyśmy aż tak dużo, żeby mieć zwidy – szepnęła Adelka.

– Ty też to widzisz i słyszysz? – Krysia szeroko otworzyła oczy.

– Ja wam dam zwidy! Otwierajcie drzwi zołzy niemrawe, bo mnie tu szlag na miejscu trafi – piekliła się Elżbieta.

Adelka podniosła się z krzesła i otworzyła drzwi.

– To naprawdę ty? – nie mogła się nadziwić. – Mogę cię uszczypnąć?

– Niby czemu mnie? Sama się uszczypnij – wzruszyła ramionami Elka.

– Ale wtedy nie będę wiedziała czy to na pewno ty tutaj stoisz, bo to ja zawyję – i uszczypnęła zaskoczoną przyjaciółkę.

– Auuu – zawyła Elżbieta. – Nie dosyć, że pijana to jeszcze głupia!

– O, teraz jest dobrze – ucieszyła się Adelka. – Teraz wiem, że ty to ty a nie, że ja to ty albo ty to ja…

Rozcierając rękę Elżbieta weszła do środka obdzielając pieszczotami wszystkie psy i koty, i znaczącym spojrzeniem obrzuciła pustą butelkę po winie oraz dwa kieliszki stojące na stole.

– Co się tak patrzysz? – spytała Krysia. – Czerwone wino jest dobre na serce, nieprawdaż?

– Wszystko jest dobre byle w normie. Ale wy podobno nie na serce zapadłyście lecz na sraczkę, prawdaż?

– Narwałyśmy jagód i nam przeszło – stwierdziła Adelka. – O widzisz, tam jeszcze kilka zostało. Chcesz, to przyniosę…

– A w ogóle jak się tu dostałaś? – Krysi włączyły się szare komórki. – Żadna z nas ci nie otwierała.

Adelka przytomniejszym wzrokiem spojrzała na puste podwórko.

– A gdzie masz auto? Helikopterem przyleciałaś? Coś kręcisz.

– Nie ja kręcę tylko wy, oszustki jedne. Ani domofonu nie odbieracie, ani telefonu. Jak miałam się tu dostać? Przelazłam przez płot.

– Sama? – z powątpiewaniem skrzywiła się Adelka. – A gdzie masz psice?

– Nie sama. Chłop mi pomógł. A psice w aucie na drodze.

– Jaki chłop? – obie momentalnie zaczęły trzeźwo myśleć. – Ten co łazi?

– Moczymordy żałosne – westchnęła z politowaniem. – Przecież nie fruwa. Grzeczny nawet. Podsadził i jeszcze się zatroszczył, żebym się nie skaleczyła, bo wy jakieś żelastwa i druty kolekcjonujecie…

– O matko, Kryśka, słyszysz? Coś mi się tu nie podoba… Miałyśmy dzwonić do leśników i nam jakoś zeszło. Może teraz…

– Teraz to ja wam radzę nic nie robić. Macie promile we krwi. Otwórzcie bramę, żebym mogła wjechać na posesję, bo mi psice auto zaraz rozwalą na kawałki.

– Słuchaj, a jak wyglądał ten łazik, no, chłop? – przypomniała sobie Adelka.

– Jak chłop – wzruszyła ramionami Elka. – Jak Wargacz albo jak Solejuk z  ławeczki w Wilkowyjach …nie wiem, jakoś tak.

– Ale podobni – skrzywiła się Krysia. – Nie mogłabyś dokładniej?

– Co dokładniej?

– Opisać go.

– Skąd mogłam wiedzieć, że mam się przyglądać? Mogłyście powiedzieć.

– Jak? Przecież miałaś przyjechać dopiero jutro a on łaził dzisiaj.

Krysia otworzyła bramę i Elżbieta wjechała na teren Krystianówki. Rozejrzały się dokładnie lecz żadnego łazika nie było widać. Zresztą w ogóle nic nie było widać, bo zmrok zapadł zupełny, chmury nie dawały księżycowi szansy na oświetlenie choćby kawałka terenu. Beta i Gama nareszcie wypuszczone z auta na wolność dzikim pędem wielokrotnie pokonywały przestrzeń wokół domu. Reszta czworonożnego towarzystwa dołączyła się i przez chwilę trwało pełne radości szaleństwo. Potem uśmiechnięte mordy w ilości sześciu sztuk pojawiły się w nikłym świetle sączącym się z kuchennego okna.

– Proponuję, żebyśmy tę waszą kolekcję przesunęły spod drzwi dalej od chałupy. Wylezie któraś w nocy i się na to nadzieje.

– Faktycznie, rację masz. Najlepiej pod sam płot – stwierdziła Krysia.

Tak zrobiły. Ponieważ psy były wyganiane, wysikane i zziajane, wszyscy mieszkańcy domku mogli się udać do środka. Przedtem zapadła ciemność, teraz zapadła cisza. Samochody nocowały w starej oborze przerobionej na garaż. Z domku nie przedostawała się ani jedna smużka światła. Na posesji nie było widać żadnych śladów życia.  Wewnątrz domu toczyło się natomiast bardzo intensywne życie towarzyskie.

– Opowiedzcie wreszcie co z tym żelastwem – zażądała Elżbieta.

Jedna przez drugą opowiadały, rozważając wszystkie możliwe opcje, przyczyny i skutki zaistniałej sytuacji.

– Zróbcie mi jakiegoś drinka – zażądała Elka. – Nie mogę się z wami porozumieć, jesteśmy na innych poziomach…

– Słusznie – skinęła głową Adelka. – Krysiu, idź coś przynieś, żeby nasza przyjaciółka nie pozostawała poniżej naszego poziomu, bo niczego nie wymyślimy.

Elżbieta pokiwała głową z politowaniem.

– Spuścić taką z oka na tydzień i co się z porządnej kobiety zrobiło?

– Elka, a co ty zrobiłaś ze swoim kotem i papugami Adelki? –zainteresowała się Krysia.

– Nic nie zrobiłam. Każde zostało u siebie. Kamil je nakarmi albo Kaśka jak dojedzie. Jakoś się umówią. Zwierzakom na pewno nie stanie się krzywda. Moje chłopaki też o wszystkim wiedzą i zajrzą. I zabiorą Kocia.

– Jak o wszystkim? – próbowała uściślić  Adelka.

– No, że macie sraczkę.

– Przecież nie mamy – zdziwiła się.

– Cicho – spojrzała groźnie Krysia. – Przecież miałyśmy ale dary natury nas uleczyły. Zapomniałaś? Miałaś milczeć jak kijanka.

– O matko, dlaczego jak kijanka? – zainteresowała się Elka otwierając szeroko oczy.

– Przecież kijanka nie wydaje z siebie głosu. Jest niema całkowicie – wyjaśniła Krysia.

– Ale jak się już zmieni w żabę to wydaje – Ela nie była do końca przekonana.

– Ale jak jest kijanką to nie – upierała się Krysia.

– No to od kiedy już nie jest? Jak ma dwie łapki czy cztery? A ogon? Co z ogonem?…

Dyskusja na temat kijanek, żab oraz ich głosu przeciągnęła się do późnej nocy. Wreszcie, szeroko ziewając, postanowiły się udać na zasłużony odpoczynek. Po dokonaniu pospiesznych czynności higienicznych padły zmęczone, każda w swoim łóżku, natychmiast zapadając w sen.

1.05.2018

Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz

Będę czytać

Zaczął się długi weekend. Kiedyś braliśmy z Mężem wolne dni i wyjeżdżaliśmy do Szczawnicy. Jeszcze wcześniej do Wisły, Szczyrku, Szklarskiej. W Krynicy byliśmy już po Szczawnicy i nic mi się nie podobało, bo za Szczawnicą tęskniłam. W tym roku siedzimy w domu, jesteśmy uwiązani, nie ma na to rady, czasem tak bywa, że człowiek nie ma wpływu na pewne sprawy, są całkowicie niezależne od jego woli. Buntowanie się nic nie pomoże, spowoduje utratę siły i zdrowia, trzeba się godzić z tym, czego zmienić nie można. Amen.
Pogoda piękna, bratki na kuchennym oknie wdzięcznie pochylają główki, bez kwitnie jak oszalały i tak samo pachnie. Jeszcze nigdy aż tak bardzo kwieciem nie był obsypany, jakby chciał poprawić humor i zrekompensować różne niedostatki.

Wczoraj wszystkie dzieciaki były:))) Jestem przeszczęśliwa, kiedy mogę ich mieć razem choć przez chwilę. Naprawdę – wciąż jeszcze patrząc na tych przystojnych, dużych facetów nie mogę uwierzyć, że to moje Skarby malutkie, ukochane, które dopiero co nosiłam na rękach i przytulałam. Tak właśnie jak Calineczkę:) Zresztą malutka bardzo przypomina swojego tatę, choć oczywiście jest bardziej kobieca i tym przypomina swoją mamę, a rzęsy ma długie tak, że mogłaby reklamować gabinet
kosmetyczny zajmujący się przedłużaniem rzęs. Poznała mnie, choć w innym miejscu, uśmiechnęła się na mój widok, od razu złapała za włosy. Poza tym szczypie teraz i gryzie, na takim jest etapie:))) W ogóle jest cudowna:))) Oczywiście pozostałe dwie wnuczki też, ale one już duże dziewczyny, zajęte własnymi sprawami, bo taka jest kolej rzeczy.
Powiem co przygotowałam na obiad, żeby się specjalnie nie przemęczyć. Mianowicie gulasz kurczakowy z pieczarkami, buraczki, mizerię, surówkę z sałaty lodowej, papryki czerwonej i żółtej, ogórka, marchewki, czerwonej cebuli i pora z octem jabłkowym, olejem z pestek winogron plus sól, pieprz, czosnek, zioła
prowansalskie.

Co do oleju z pestek winogron – pani okulistka mówi, że bardzo dobrze wpływa na oczy i należy go używać jak najczęściej.

Wersja vege – to kotlety z kaszy jaglanej z pieczarkami, cebulką, tartym ziemniakiem plus przyprawy. Wyszły chyba najlepsze ze wszystkich, jakie do tej pory robiłam. Nawet Mąż je jadł – rzekłabym z zapałem – i na kolację sobie odgrzał! Do tego ziemniaki i kaszę gryczaną ugotowałam, żeby było bardziej urozmaicone.
Na deser tylko sernik. Aha, zapomniałam, że „na zupę” był chłodnik śliwkowy, który ma tę zaletę, że nie trzeba go trzymać na kuchence, może sobie stać na stole i czekać aż goście przyjdą. Grzanki zrobiłam z bułki, na patelni na masełku i w trakcie podgrzewania posypałam cukrem waniliowym.
Skituś nacieszył się swoją rodziną, malutka była zainteresowana pieskami, patrzyła to na czarną Szilkę to na brązowego Skitsa i miałam wrażenie, że dokonuje porównania między nimi, ale wyniki obserwacji zachowała dla siebie:) Dostałam kilka nowych książek, między innymi kolejną część serii „Kwiat paproci” Katarzyny Bereniki Miszczuk, która na pewno zaraz przeczytam i nikt mnie od tego nie odwiedzie. Obiad na dziś mam, mogę więc z czystym sumieniem pozwolić sobie na tę przyjemność.

30.04.2018

  • babciabezmohera Fajnie, że jesteś taką ostoją ciepła rodzinnego. Miło się o tym czyta.
    A odpoczynek zdecydowanie Ci się należy. Miłej lektury! 🙂
  • nie-okrzesana głodna się zrobiłam……
  • kasiapur Aniu kochana jak Ty to robisz ? Tyle w Tobie ciepła… przypuszczam
    że to tak napędza Twoje życie i Twojej rodziny. Pięknie u Was jest !
    Mnie się wszystko rozlazło przez to chorowanie, żal mi straconego czasu.
    ściskam mocno i przytulańce ślę :)))
  • urszula97 Piękne spotkanie rodzinne,my w niedzielę mieliśmy duże spotkanie 35 lat po ślubie -my jako goście,było wesoło.Niestety w poniedziałek byłam na pogrzebie koleżanki z którą kiedyś pracowałąm.Dzisiaj do syna na grila,też będzie miło,ja upiekłam ciasto z owocami a oni resztę,musze nacieszyć sie małą naszą kluseczką.I tak mija dzień za dniem.Miłego wypoczywania i czytania.
  • annazadroza BBM:-) Mnie miło, że Tobie się miło czyta:))) Rzeczywiście się leniłam i powieść całą przeczytałam z wielką przyjemnością:)))
  • annazadroza Nie-okrzesano:-) Jakże Cię mam wspomóc w tym względzie? Posyłam Ci wirtualne smakowitości jakie tylko chcesz, wybieraj:))
  • annazadroza Kasiu:-) Kochana jesteś, ale przesadzasz w ocenie mojej skromnej osoby. Staram się postępować dobrze i robić to co do mnie należy, to prawda, ale uważam, że to wciąż za mało i nie tak jak powinno być. I rezultat mnie nie satysfakcjonuje. Na przykład teraz przeglądałam oferty pracy w prasie i stwierdziłam, że niczego nie potrafię, do niczego się nie nadaję i buuu:((( Do tego wiek nie ten, zdrowie nie takie…. tak więc, Kasieńko, nie wszystko złoto co się świeci:((( Ale i tak ściskam Cię mocno, serdecznie i słonecznie:)))
  • annazadroza Urszulo:-) Tak to się plecie na tym świecie – wesele i śmierć, radość i smutek… Tak już po prostu jest. Cieszmy się więc, póki możemy spotkaniem z rodziną, z bliskimi. A najważniejsze przecież są te malutkie kluseczki-krasnoludki:))) Któż więcej radości może przynieść niż dzieci?
    Słoneczka i bezdeszczowej pogody na te spotkania działkowo-grillowe oraz dobrej zabawy:)))
  • kolewoczy Ja też mam kolejne części serii: jej tytuł „Koszenie trawnika”:-))))
    Pozdrawiam majowo:-)
  • kobietawbarwachjesieni Tak tu u Ciebie cieplutko.
  • e.urlik Aniu, pozdrawiam z krainy deszczowcow. Pierwszy raz od tygodnia jest slonecznie, choc w nocy bylo minus 2. Bardzo mi tu dobrze, gdyby tyle nie padalo, a czasem lalo. Pan Pies ma depresje 🙁 Caluski, PS Internet tylko w bibliotece:( Caluski ogromne
  • annazadroza Kolewoczy:-) Twoja seria bardzo dobrze wpływa na kondycję:) Uważaj na zakwasy;) Poza tym to sama przyjemność, uwielbiam zapach koszonej trawy. U mnie w tej chwili bzy zdominowały okolicę, więc Ci pozdrowienia przesyłam w kolorze liliowym:)))
  • annazadroza Marysiu:-) Bo Ty sama cieplutka jesteś, więc wokół widzisz to, co masz w sobie:) Buziaki:)))
  • annazadroza Ewciu:-) Fajnie, że się odezwałaś. Dobrze, ze chociaż ten internet jest w bibliotece i możesz czasem skorzystać. Nie powiem, że Ci zazdroszczę deszczu, w żadnym wypadku nie zazdroszczę. Przynajmniej na razie. Bo u nas nareszcie jest ciepło, słonecznie, wszystko kwitnie, pachnie, śpiewa, ćwierka – jak to wiosną.
    Na miejscu Pana Psa też bym miała depresję, gdyby mi lało bez przerwy zamiast świecić słonecznym blaskiem. Nie mogłabyś zamówić lepszej pogody dla niego?
    Czy tam naprawdę tylko pada?
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | Dodaj komentarz

„Pasma życia” 40

Adelka umówiła się z Krysią Kowalską na wspólny wyjazd w czasie urlopu.  Zenek, wieloletni małżonek Krysi, miał dużo młodszego kuzyna, kuzyn zaś miał sporą posiadłość w dzikiej głuszy. Dom może nie był zbyt duży ale teren ogromny, do tego las i jezioro w zasięgu ręki.  Kuzyn o imieniu Krystian wyjechał do pracy do Kanady na mniej więcej rok w celu zarobienia środków finansowych na zamierzone inwestycje, prosząc Zenka  by od czasu do czasu kontrolnie zajrzał do tak zwanej Krystianówki, co ten chętnie czynił w towarzystwie zaprzyjaźnionych osób w chwilach wolnych od zajęć służbowych. Adelka mogła zabrać tam całą swoją menażerię. Po namyśle postanowiła papugi zostawić w domu pod opieką Elżbiety. Tak było dla nich bezpieczniej ze względu na dwa koty Krysi, Cynamonkę i Kminka, z którymi Krysia nie chciała się rozstawać. One zaś nie lubiły się rozstawać z Bazylem, ogromnym chartem irlandzkim, który z kolei nie mógł zostać z panem, bo Zenek  – jako ordynator oddany całym sercem pracy i pacjentom – nieraz zapominał wrócić do domu ze szpitala. Obecność Krysi w domu była więc konieczna, ewentualnie istniała konieczność przemieszczania się wspólnie z czworonożnymi domownikami, które bez niej umarłyby z głodu, pragnienia i samotności. A poza tym co to za wyjazd bez zwierzaków? Bez sensu, coś podobnego absolutnie nie wchodziło w rachubę.

W Krystianówce znalazło się dość miejsca dla czterech psów, dwóch kotów oraz spodziewanych i niespodziewanych gości w ilości dowolnej. Nieopodal domu stały zabudowania niegdyś gospodarcze, obecnie puste lecz wyremontowane, mające wkrótce po powrocie właściciela stać się pensjonatem. Krysia i Adelka zajęły dwa pokoje od strony ogrodu. Pokój przy kuchni pozostawał wolny, jak również pozostałe dwa pokoje z oknami wychodzącymi na ogród. Do dyspozycji „polecał się” stryszek, na którym spokojnie dałoby się w razie potrzeby rozłożyć materace dmuchane albo śpiwory.

Koty od razu „rozlazły się” po całym terenie uszczęśliwione całkowitą wolnością. Psy zaraz za nimi wybrały się na zbiorową wycieczkę w celu zaznajomienia się z okolicą.  Mogły to czynić całkowicie bezpiecznie ponieważ całą posiadłość otoczono solidnym ogrodzeniem w postaci metalowej balustrady umocowanej na wysokiej podmurówce z klinkierowej cegły.  Brama wjazdowa oraz furtka były zamykane na klucz i Adelka z Krysią czuły się jak w warowni chronione dodatkowo przez psy, z których Perełka i Miś robiły dużo hałasu, zaś Reks i Bazyl robiły wrażenie. Na każdym bez wyjątku. Szczególnie zdziwiłby się ktoś, kto byłby na tyle bezrozumny, by pojawić się nagle i bez uprzedzenia, na przykład pokonując samowolnie płot. Psy bowiem cały ogrodzony teren uznały za swoją własność.

Za płotem rozciągał się las poprzecinany leśnymi drogami umożliwiającymi służbie leśnej przemieszczanie się wzdłuż i wszerz całego obszaru zajmowanego przez stare i młode drzewa i krzewy, iglaste i liściaste, zmieniające kształt i kolor w zależności od pogody, pory dnia i roku.

Letniczkom żyło się cudownie, powoli i leniwie. Każda spała jak długo chciała albo tak samo nie spała. Krysia zajęła się przygotowaniem posiłków bo lubiła. Adelka chętnie na to przystała, ponieważ gotowanie nie należało do jej ulubionych czynności, za to z przyjemnością zabierała psy na długie spacery. W tym czasie Krysia odpoczywała na leżaku obok srebrnego świerka, albo urzędowała  na obrośniętym winoroślą ganeczku z książką w ręce, przeglądała kolorowe czasopisma lub rozwiązywała krzyżówki. Nie przepadała za długimi spacerami w leśnej głuszy.

Nadszedł piątek. Krysia dała się ponieść swojej kulinarnej pasji. Początkowo nie lada wyzwaniem było rozpalenie ognia w kuchennym piecu i przygotowywanie potraw w taki tradycyjny sposób. Szybko w pełni opanowała tę sztukę, jakby wystarczyło sobie przypomnieć zachowaną gdzieś głęboko – może w genach – ukrytą wiedzę. Adelka ochoczo zostawiła koleżankę w towarzystwie produktów, półproduktów, pięknego zielonego kaflowego pieca kuchennego oraz Cynamonki i Kminka czekających na jakąś pyszną przekąskę i pod pretekstem  nie przeszkadzania Krysi w samorealizacji gwizdnęła na psy. Po chwili cała piątka znalazła się za bramką.

– Chodźcie, potwory, trzeba Krysię zostawić w spokoju, bo jutro przyjedzie Zenek. Niech więc sobie pichci ile chce, ja się wolę usunąć i nie przeszkadzać – powiedziała do czterech strzygących par uszu i czterech par wpatrzonych w nią oczu. – Widzę po waszych mordkach, że jesteście z tego zadowolone.

Rzucała im patyki i piszczące piłeczki. Psiaki biegały pełne radości, znajdując ujście dla przepełniającej je energii. Miś i Perełka ginęły z oczu skryte całkowicie w wysokiej trawie rosnącej na brzegu lasu, za to słychać było je na odległość. Natomiast Reks i Bazyl poruszały się bezgłośnie i bezszelestnie, całkowicie zagłuszane przez jazgotanie mniejszych przedstawicieli własnego gatunku oraz miękkie leśne poszycie, pojawiając się znienacka jak prawdziwi olbrzymi władcy lasu.  W takim towarzystwie Adelka bez obaw pokonywała duże przestrzenie.

Zabrzęczał telefon. Wydobyła aparat z przepastnej kieszeni i uśmiechnęła się. Adam. Jak dobrze, ze już jest wszystko w porządku z jego zdrowiem. Po krótkiej rozmowie postanowiła się udać w stronę polanki, na której podczas poprzednich spacerów zauważyła krzaki jeżyn. Pomyślała, że upiecze ciasto z leśnymi owocami. Widziała w kuchni prodiż, więc powinno się udać. Przecież jeśli okazało się, że nazajutrz przyjedzie nie tylko Zenek ale i Adam z Bierką, to wypadałoby żeby i ona dołączyła się do przygotowań, nie zostawiając wszystkiego na głowie Krysi. W końcu korzysta z gościny i wypadałoby się jakoś zachować.

27.04.2018

  • kasiapur Raaany jak miło i ciepło na duszy – przenieść się w taki świat 🙂
  • annazadroza Kasiu:-) Też bym chciała:)))
Zaszufladkowano do kategorii Pasma życia, Powieści | Dodaj komentarz