Podczas poprzednich wakacji zdarzyła się rzecz niesłychana – a mianowicie zgodnie z przysłowiem, że góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze może – okazało się, że tata Teresy i wujek Juranda, Zygmunt, znają się z okresu wojny, pracowali razem w krakowskich tramwajach i wspólnie płatali różne psikusy, jak to młode chłopaki. Z ogromnym wzruszeniem odbyli pierwszą rozmowę przez telefon. Potem kontaktowali się często, a zobaczyli się pierwszy raz od wojny kiedy Jurand przywiózł wujka do swego domu na Ursynowie. Starsi panowie najpierw długo nie mogli wydobyć z siebie głosu, który ugrzązł im gdzieś bardzo głęboko w gardłach, długo ściskali sobie ręce i poklepywali się po plecach zanim wreszcie mogli przemówić. Wszyscy obecni się wzruszyli, cała rodzina wycierała załzawione oczy.
Pojechali oczywiście do Cięciwy, Dziadek chciał tam ugościć przyjaciela z młodości. Helenka z Kaziem również zostali zaproszeni, jakże by mogło być inaczej. Zresztą, czuli się tak, jakby znajomość trwała od dawna. Pewnie dlatego, że bardzo dobrze znali z opowiadań wybryki młodych chłopaków.
– A pamiętasz to, a pamiętasz tamto, a to, a jak…
Chłopcy patrzyli z zapartym tchem i słuchali z uwagą, jednak ilość informacji była zbyt duża i dotyczyła prehistorycznych czasów, kiedy Dziadek był młodym chłopakiem, więc natężona uwaga odmówiła współpracy na dłuższą metę, zaczęli się poszturchiwać i przepychać, jak zwykle.
– No, panowie, spokój – wtrącił się Dziadek. – Zachowujcie się przyzwoicie i nie róbcie mi wstydu przed kolegą.
– Nie robimy ci wstydu, dziadziu, tylko tak dużo mówicie, że nie nadążam rozumieć – powiedział Kuba.
– Czego nie zrozumiałeś – uśmiechnął się do wnuka.- Chętnie ci wytłumaczę.
– Ja też – dodał wujek Zygmunt. – Młode pokolenie, szczególnie tak bardzo młode, różni się od naszego w tym samym wieku o całe lata świetlne. Nic dziwnego, że mają problem ze zrozumieniem.
– No to na przykład… – zająknął się Kubuś, – ten ba…badist w czerwonych majtkach, co to takiego?
Marek spojrzał na Kubusia jak na wariata i zaczął się z niego nabijać, czego ten znieść nie mógł w żadnym wypadku. Maciek zareagował jednakże natychmiast, chwycił obu braci za kark i unieruchomił. Nie na długo, lecz na chwilę wystarczającą by obaj oprzytomnieli i uspokoili się.
– Ot, Andrzejku, jakie to koguciki ci się wyhodowały – zaśmiał się Kazio.
– Nie ma się z czego śmiać, Marku, – powiedział wujek Zygmunt. – Ty od dziecka słyszałeś opowiadania o tamtych latach, więc pewne rzeczy są dla ciebie jasne i oczywiste. A wy, chłopcy, nie mieliście z tym do czynienie z bliska, że tak powiem, to i nie dziwota, że nie wszystko rozumiecie.
– A więc wracając do pytania Kuby – Dziadek spoważniał. – Baudienst czyli Służba Budowlana w Generalnej Guberni to była taka forma pracy przymusowej w okupowanej przez hitlerowców Polsce.
– Utworzono ją na podstawie zarządzenia Generalnego Gubernatora w grudniu 1940 roku – wtrącił Kazio. – Też coś wiem na ten temat..
– Właśnie tak – podjął wujek. – Celem było utworzenie dyspozycyjnych oddziałów, takiej…no, siły roboczej, oraz nauczenie dyscypliny i wydajnej pracy, tak nam tłumaczyli. Rekrutowano mężczyzn od osiemnastego roku życia do sześćdziesiątego.
– Czasem dobrowolnie, ale raczej z poboru, bo młodzi chłopcy uchylali się od takiej służby u szkopów, poza tym była słabo płatna i bardzo wyczerpująca fizycznie – dodał Kazio.
– Żeby mieć wszystkich junaków na oku, aby łatwiej było pilnować…
– Co to junak? – Kubuś próbował nowe wiadomości logicznie ułożyć sobie w głowie.
– Tak nazywano nas, chłopaków. Grupowano nas w obozach i mieszkaliśmy w barakach – mówił dalej wujek. – Trafiłem tam przypadkiem. Złapali mnie kiedy byłem u kolegi i nie miałem innego wyjścia, musiałem się zgodzić, bo powiedzieli, że mnie do Oświęcimia wyślą, do obozu koncentracyjnego. Pracowaliśmy w kamieniołomie w Czatkowicach. Kazali nam chodzić w czerwonych gaciach, żeby z daleka było widać czy któryś nie ucieka. Jak tylko ktoś zboczył ze ścieżki to strzelali.
Zapadła cisza, starsi panowie podążyli w krainę wspomnień ku bliskim i znajomym w owym świecie przebywającym… Młodzi uszanowali tę chwilę z całą swą młodzieńczą wrażliwością. Wreszcie Maciek przerwał.
– Wujku, byłeś w partyzantce?
– Oczywiście.
– To znaczy, że musiałeś z tego bau…dinstu nawiać? Jak to zrobiłeś?
– Ano, miałem iść na przepustkę. Fryce powiedzieli, że jak nie wrócę, zabiją moją matkę. Pomyślałem sobie, że mama pracuje i mieszka teraz w Krakowie, więc jej nie znajdą. Mnie złapali przecież, kiedy szedłem od kolegi. Z całą beztroską młodości postanowiłem nie wracać do baraków. Przekradłem się do ciotki, u której mieszkała moja babcia. Ukryły mnie na piętrze w środkowym pokoju, do którego drzwi zastawiały w ciągu dnia szafą. Gdyby ktoś obcy wszedł na górę, myślałby, że są tam dwa pokoje, nie trzy. Wychodziłem tylko w nocy, żeby nikt mnie nie widział, przecież za przechowywanie zbiega rozstrzelaliby całą rodzinę. Później miałem towarzystwo, dołączył do mnie Wiesiek, granatowy policjant, który miał dość patrzenia na hitlerowskie gęby i nie wrócił na posterunek zatrzymując broń. Mieliśmy dużo czasu na rozmowy, bo cały dzień spędzaliśmy przecież za szafą. Dużo się od niego nauczyłem.
– Na przykład czego? – chłopcy byli zaciekawieni.
– A choćby rozkładać karabin na czynniki pierwsze, czyścić, składać. Wiedzę o różnej broni miałem dzięki temu w jednym palcu.
– Fajnie miałeś – tęsknie powiedział Kuba.
– Ty durny jesteś? – Marek spojrzał z wyrzutem. – Jak fajnie?! Wojna przecież była! W każdej chwili groziła śmierć!
– Wujku, opowiedz jeszcze o partyzantce – prosili Kuba z Maćkiem. – Co robiliście, co ty robiłeś, gdzie byłeś…
– Chłopcy, koniec na dzisiaj – zadecydowała Teresa. – Zlitujcie się nad wujkiem. W Tenczynku będzie ciąg dalszy opowiadań. Podczas wakacji wujek wam nie tylko opowie ale i pokaże różne ciekawe miejsca związane z akcjami i z partyzantami.
– Zgoda – powiedział wujek. – Umawiamy się na dalszy ciąg opowieści w czasie wakacji. Trzeba taką wiedzę przekazywać młodym, żeby mieli świadomość do czego potrafi doprowadzić nienawiść i nietolerancja.
– A przede wszystkim ciemnota, głupota i podłość – dodał Dziadek.
– O to to – zgodził się Kazio. – Trzeba im mówić, żeby znowu ta faszystowska hydra łba nie podniosła, bo wiadomo, że tylko czeka na sposobność.
– Oj, co za bzdury – oburzyła się Teresa. – Mamy niedługo koniec dwudziestego wieku, to niemożliwe jest, nie-mo-żli-we – powtórzyła.
– Obyś miała rację – zamyśliła się pani Basia.
– Przecież na szczęście mamy zjednoczoną Europę jak jeszcze nigdy. Jest szansa, by wejść do Unii i nareszcie jeździć po świecie bez przeszkód. Dzieciaki będą już w tym nowym świecie żyły, będą mogły się uczyć i pracować gdzie zechcą. Fantastycznie! Nigdy jeszcze tak dobrze i bezpiecznie nie było, od dwóch tysięcy lat, rozumiecie to?
– My rozumiemy, ale półgłówków chcących tę perspektywę zepsuć nie brakuje, uwierz mi i nie podniecaj się aż tak bardzo – powiedział Dziadek.
– Jak ktoś normalny mógłby nie chcieć, żeby jego dzieci miały dobre życie, perspektywę rozwoju i sukcesów przed sobą w takiej dziedzinie, jaką sobie wybiorą. Żeby się mogły uczyć na każdej uczelni w całej Europie, żeby nie musiały się wstydzić dulszczyzny, kołtuństwa i zaściankowości…
– A skąd wiesz, że im przeszkadza ta dulszczyzna? – spojrzała pani Basia z dziwnym smutkiem w oczach. – Część naszych rodaków dobrze się czuje tylko w zaścianku. Nie myl ze szlacheckim zaściankiem. Chodzi mi raczej o brodzenie w gnoju po kostki albo i po kolana. Oni są szczęśliwi tylko wtedy, kiedy w tym gnoju mogą utopić sąsiada, któremu się lepiej powodzi. A jemu jest lepiej bo pracuje. To zaś nie pasuje temu pierwszemu. Więc nie tylko go utopi, ale zniszczy mu, dajmy na to, obsiane pole i maszyny, podpali stodołę z plonami, zgwałci córkę i połamie nogi synowi…
– Rany boskie, co ty mówisz – Teresą wstrząsnął zimny dreszcz.
– Prawdę Tereniu, prawdę.
– To nie może być prawdą w dzisiejszych czasach! Owszem, dawniej tak, zgadzam się. Lecz teraz? Nie ma już analfabetyzmu, ludzie mają dostęp do książek, telewizji, informacji wszelkiego rodzaju i wiedzy. Przecież każdy chce lepszego życia.
– Ale nasz rodzimy kołtun nie zniesie niczego lepszego u sąsiada, uwierz mi, to się nie zmieniło i jeszcze pokolenia przeminą zanim się zmieni. Albo i nie.
– Nie wierzę. Teraz jest moment na rozwijanie się społeczeństwa obywatelskiego, kiedy jak nie teraz? – zaperzyła się Teresa. – Po raz pierwszy od początku świat mamy możliwość pójścia do przodu…
– Dajcie już spokój, dziewczyny kochane – przerwał córce pan Andrzej. – Z perspektywy wieku, czasu i doświadczenia mówię ci, córciu, że najlepiej się nie gorączkować, obserwować tylko uważnie sytuacje i wyciągać wnioski, ot co.
Chłopcy ociągali się, mieli ochotę na ciekawe opowieści lecz stwierdziwszy, że na powrót do interesujących ich tematów się nie zanosi, poszli sobie w las po drugiej stronie drogi.
Starsi panowie od czasu pierwszego spotkania pozostawali ze sobą w stałym kontakcie telefonicznym, komentowali bieżące wydarzenia i wspominali.
cdn.
PS. W „Po co wróciłaś , Agato” w rozdziale 39. jest scena, w której się wyjaśnia, skąd znają się Dziadek i wujek Zygmunt. Zapraszam do czytania 🙂