26 listopada 2022 i fragment szczawnickich wakacji 🚗

Kalendarzowa jesień jeszcze trwa, lecz śnieg się pokazał 😬 przywitał się ze mną i z psiepsiołami, i mnie wkurzył. Zimno i ślisko się zrobiło czego nie lubię, idę ostrożnie jak kaczka, żeby nie złapać zająca po drodze tym bardziej, że kolano mi się zbuntowało i mnóstwo czasu spędziłam, by znaleźć sposób na postawienie go do pionu i pokazanie kto tu rządzi 😀 Udało się, znalazłam świetne ćwiczenia na poprawę i radzenie sobie z problemami z kolanami (i innymi częściami też) na kanale Marka Purczyńskiego, u Kasi Gołębiewskiej (refleksologia) oraz na kanale Aktywny senior na YT.  Z czystym sumieniem mogę polecić. Chodzę bez bólu, jeszcze mi się trochę kolano blokuje podczas schodzenia ze schodów, ale to nic w porównaniu z tym co było.  Do tego łykam  Artresan  Optima i smaruję Voltarenem. To taka bezpłatna porada dla potrzebujących 😀😀😀  I tak mi czas ucieka. Poza tym co wyjmę Lapka (albo mam taki zamiar) to coś się dzieje i mój szczery zamiar napisania czegokolwiek (!) spełza na niczym. Poniżej linki do pomocnych stron.

https://www.youtube.com/@MarekPurczynski/videos

https://www.youtube.com/channel/UCU3G0HN066-T0sO_xEHzcyQ

https://www.youtube.com/@katarzynagolebiewska/videos

W związku z odejściem pięknej złotej jesieni pomyślałam, że zatrzymam ją na dłużej i będzie do oglądania w każdej chwili na blogu. Oczywiście myślę o Szczawnicy 🙂 Wczoraj wieczorem przegrałam z telefonu  część zdjęć i mogę się cofnąć w czasie, zapomnieć, że za oknem śnieg z deszczem i wieje wiatr.

… po przyjeździe przywitał nas taki widok z okna (wiem, że kiepska jakość, ale od czego wyobraźnia) 🙂 …

… po przybliżeniu ukazało się, że jest tam całe stado owiec …

… alejką do Parku Górnego …

… obok Dworku Gościnnego, na werandzie często babcia D. odpoczywała po spacerze przed wyruszeniem w drogę powrotną do domu …

… psiepsioły z MS i Dworkiem w tle …

… nasz ulubiony Park cd. …

… i tu też …

… mam wrażenie, że zaraz pojawi się pan Henryk Sienkiewicz z ukochaną Marynią, która właśnie w Szczawnicy poznał …

… zamiast pana Henryka pojawił się MS i bardzo dobrze 💗 …

… rzeźba w Parku we mgle …

… stara rzeźba przedstawiająca niedźwiadki …

… dochodzimy do pl. Dietla …

… wyraźnie widać kaplicę Szalaya …

… kaplica z prawej strony, na wprost cudownie oświetlony słońcem szczyt 🌞 …

… uwielbiam kamienne schodki …

… imć pan Józef Szalay osobiście dogląda uzdrowiska zerkając z postumentu …

… brązowy budynek to „Nawigator”. schody po prawej prowadzą do „Inhalatorium”…

Powracamy do domu tą samą trasą, która przyszliśmy, czasami robiąc zakupy w Delikatesach. Ukończono nadbudówkę na bloku obok owego sklepu. Wygląda jakby tak było od zawsze, nie od dwóch/trzech miesięcy. Zdjęcia chyba nie zrobiłam, przynajmniej nie pamiętam, jak znajdę to pokażę. Jeśli ktoś ma chęć na więcej zdjęć to w kategorii „Szczawnica” po prawej stronie jest ich sporo. A będzie oczywiście jeszcze więcej 🙂

Poza tym muszę przyznać, że ogólna sytuacja wpływa na mnie dołująco jak pewnie na wiele osób, niepewność, obawa nie dają spokoju… Zapisałam sobie zdanie Olgierda Łukaszewicza – „… nie ma niepodległości bez europejskiej jedności …” – krótko i dobitnie, tak w sam raz na czasie…

Dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowa, bądźcie zdrowi i bezpieczni 💗

💙💛

 

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Szczawnica | 18 komentarzy

Ursynów w jesiennym słońcu 🌞🍁

Nie oglądałam w Święto Niepodległości przemarszu przez Warszawę w tv jedynie fragmenty na Onecie. To dodatkowy bonus wynikający z faktu, że wciąż nie zdecydowaliśmy się na nowego operatora po rozstaniu z Polsatem. Szczerze mówiąc dobrze mi z tym, wcale nie odczuwam braku. To co mnie ciekawi oglądam na YT w wolnej chwili, nie jestem uzależniona od antenowego czasu czy godziny emitowania programu,  nawet „Nasz nowy dom” znalazłam, te fragmenty, które najbardziej lubię, czyli dom przed remontem, plan zmiany i rezultat pracy ekipy. Ze wszystkiego najpiękniejsza jest radość i łzy szczęścia członków rodzin, którym życie zaczyna się od nowa. W kwestii operatora trzeba będzie wreszcie podjąć decyzję ze względu na babcię D. Jeśli nie będzie miała zajęcia to zwariuje. Do ogródka nie da się wychodzić na dłużej, nie ta pora roku, taki mamy klimat 🍁 krzyżówki cieszą się coraz  mniejszym zainteresowaniem. Jeszcze niedawno rozwiązywała błyskawicznie, teraz już ma z tym problem. Wczoraj dałam kilka starych kolorowych czasopism (schowanych specjalnie dla niej), zajęła się nimi nawet dość długo wydzierając kartki z obrazkami (wiesza sobie w pokoju) lub reklamami np. leków, czasem przepis jakiś wpadnie w oko. W rezultacie stos poszarpanego papieru leży na krześle od wczoraj, ale niech sobie leży, może jeszcze do nich wróci. Potem wyrzucę i dam następną porcję. Wczoraj też wzięłam ją na krótki spacer po osiedlu, co nie często jest możliwe. Akurat wczoraj chciała i nie miała większego problemu z chodzeniem. Jedną ręką trzymała się mnie, w drugiej dzierżyła kijek i jakoś szła.

Z aktualnymi wydarzeniami jestem na bieżąco też dzięki YT. Jak już kiedyś mówiłam –  dzięki temu oszczędzam nerwy i psychikę. I tak wiem co się dzieje, ale przyjmuję z  większym dystansem, spokojniej niż na żywo z tv.  Nie mam wyrzutów w związku ze świętem, już pisałam o nim, np. tu –  Galicja – 1918 | Anna Pisze  Wszyscy wspominają, ja też, ale nie widzę potrzeby powielać tej samej wiedzy w nieskończoność. A od rozważania różnych nowych, kontrowersyjnych teorii są historycy, co tam ja , biedny żuczek, mogę wiedzieć 😉 Było, minęło, nie wróci w tej samej formie. Ktoś powiedział, że jeśli przeszłość wróci to w postaci farsy i właściwie – jak spojrzeć na naszą obecną rzeczywistość – tak właśnie jest. Tylko koni żal…

W poprzedni piątek byłam na Ursynowie. Królowa Marysieńka przygotowała faszerowane ziemniaki. Tak mi smakowały, że upiekłam w domu na obiad. Pyszne były choć Marysi lepsze. Muszę następnym razem ugotować ziemniaki dzień wcześniej i maksymalnie wydrążyć, żeby więcej farszu się zmieściło do środka. Farsz był z wydrążonej części ziemniaków, serka ze szczypiorkiem (taki miałam), jako przyprawy – sól, pieprz, czosnek, a na wierzch przed końcem pieczenia dałam utarty żółty ser.

   

Przywitały mnie Marysine zwierzaki, udało się uchwycić je razem 🙂

Każde osobno też 🙂

 

   

Potem poszłyśmy na spacer z jej psicami, z przyjemnością odwiedziłam bliskie sercu „psie ścieżki”, które milion razy przemierzałam z moimi kochanymi  psiakami, z Rolfem i Browciem, z przyjaciółkami „od psów”, z naszymi małymi i trochę potem większymi dzieciakami….

… zdaje się, że dopiero przed chwilą były tu chaszcze na metrze, które dopiero miało powstać…

   

Sunia uwielbia zabawę z liśćmi. Ostatnie zdjęcie zrobiła Marysia 🙂

Zrobiłam też kilka zdjęć z góry na podwórko, które już podwórkiem nie jest, ale kiedy moi chłopcy byli mali to było. Pomyślałąm, że poszukam starych zdjęc i porównam. Teraz już kończę, babcia się rusza na górze to wracam do obowiązków.

Życzę dobrego, spokojnego tygodnia 🍁🌞💗

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 26 komentarzy

Stokrotkowe zwariowanie 😃

Książka Stokrotki „Zwariowałam” uświadomiła mi, że ja też należę do grona niezupełnie „codziennych” (czytaj: normalnych  😄) i z pewną formą zwariowania się po prostu urodziłam. Jest to chyba – nie zawsze wygodna – nadwrażliwość, za bardzo emocjonalne podejście do świata i ludzi, wyolbrzymiony (prawie) każdy aspekt życia  – to wszystko w zbyt dużej ilości prowokuje (po dojściu do odpowiednich wniosków i wieku oczywiście) do nieustającej pracy nad ich opanowaniem, aby móc w miarę „codziennie” żyć każdego dnia wypełniając swoje obowiązki. Tymczasem los się bawi, zsyła coraz to nowe sytuacje wymagające coraz większej odporności i samokontroli. Właśnie zaglądałam po raz kolejny w Stokrotkowe wspomnienia gdy przerwał mi sygnał  telefonu informujący, że „coś przyszło”. Duży przysłał mi zdjęcie babcinego domku zrobione rok temu „w przelocie” przez Tenczynek. Poryczałam się z tęsknoty za tym co minęło… Domek jest już własnością obcych ludzi, którzy nic o nim nie wiedzą, nie mają pojęcia  o jego duszy i przeżyciach (bo to domek z duszą), kto go budował, skąd pochodziła ziemia na której stanął, ile w nim i w ogródku moich uczuć i marzeń mieszka nieustannie i wciąż, nie wiedzą, że często we śnie domek odwiedzam… Patrząc realnie powinnam się cieszyć, że trafił do ludzi, którzy się nim zaopiekowali, zadbali o niego i tchnęli weń nowe życie, że nie stoi pusty i samotny pogrążony w tęsknocie i żałobie…

Stokrotkowa książeczka  zawiera tak ogromny ładunek emocji, że trudno ją czytać obojętnie i spokojnie. Przynajmniej ja nie mogłam. Wspomnienia o babci Broni i babci Maryni natychmiast przeniosły moje myśli do babci Stefy i babci Frani pociągając za sobą mnóstwo emocji przelatujących przez głowę i mnóstwo wspomnień… Co zrobiłam, jak postąpiłam, powinnam to, powinnam tamto, jak było cudownie i pięknie z nimi być, ile od nich miłości dostałam i czy wiedziały, że je tak bardzo kocham… Teraz wiedzą na pewno – to stwierdzam po latach doświadczeń, przemyśleń, analizie przeróżnych powracających w mym życiu sytuacji. Także w snach, choć wciąż powtarzam, że jeśli ktoś ma mi coś przekazać niech to zrobi wyraźnie i dosłownie, bo inaczej nie zrozumiem przekazu…

Jaguniu, już wiem dlaczego jesteś Stokrotką 💗   W sierpniu 1979 mój Duży miał dwa latka i trzy miesiące gdy byłaś w Argentynie… Wycieczka do Moskwy i ówczesnego Leningradu mi się przypomniała (po trzeciej klasie liceum)… Teraz inaczej się na to patrzy i czyta gdy sytuacja się zmieniła za naszą wschodnią granicą… Rozumiem wzruszenie nad wodami Świtezi, w Zaosiu…Przypomniał mi się wyjazd do Wilna gdy zawoziliśmy polskie książki do polskiego liceum. Muszę odszukać zapiski, bo wtedy jeszcze robiłam… Rozmowy ze Szczerbatym i Pytalskim przypominają moich urwipołciów najdroższych z dawnych lat…

Fragmenty książkowych wspomnień Stokrotka prezentuje czasem na swoim blogu – stąd ja pamiętam dziewczynkę z warkoczami, a teraz mam ją na własność 🙂 to znaczy zdjęcie w książeczce i inne zdjęcia też, co miłe jest ogromnie, bo lubię stare fotografie.

Najstarszą fotografią, która mam, jest zrobione w Krakowie w 1920 roku zdjęcie mojej babci Stefanii –  Przełom kwietnia i maja | Anna Pisze    – tu jest, na tej stronie A jakie Wy macie najstarsze fotografie?

Słoneczko świeci, niech nam jak najdłużej towarzyszy tak pięknie jak w tej chwili, żeby było ciepło i jasno (chrustu nie nazbierałam jeszcze). Dobrego zdrowia i miłych jesiennych dni 🍁🌞🍂

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, Tenczynek | 22 komentarze

Listopad 2022 już nas dogonił 🍂

1 dzień listopada to urodziny babci D. Tak się złożyło jakby na dowód, że we wszechświecie absolutnie wszystko jest ze sobą połączone, zatacza koło, jest jednością, jednocześnie końcem i początkiem. Babcia D. skończyła 90 lat 🌹

… jubilatka z kwiatami …

… jubilatka z psiepsiołami …

Były dwa torciki, obiad urodzinowy, dzieciaki – przy Calineczce spokoju nie ma, to przecież wiadomo (i bardzo dobrze, człowiek wie, że jeszcze żyje) 😃😃😃

… pyszny torcik od dzieci …

… także pyszny od nas…

… moje rogaliki z ciasta francuskiego z marmoladą …

Oczywiście bez cukierków i dyni w Dyniowe Święto obyć się nie mogło. Ile było ekip – nawet nie wiem, przestaliśmy liczyć, ale najwięcej odkąd pamiętam.  Ileż pomysłów dzieciaki miały (szkoda, że nie pomyślałam o fotkach), musiały się wykazać inwencją, wyobraźnią ruszyć – nie wszystkie miały maski ze sklepu, gotowce takie, lecz stroje przy których tworzeniu musieli pomagać rodzice, co jest wspaniałe i tworzy wspólne wspomnienia na przyszłość.

… dynia mała, piękna i kolorowa, prawdziwie dekoracyjna …

… do kompletu zeszłoroczne straszydło 😉 …

Pogoda przepiękna, żal nie iść na spacer, Calineczka dała się skusić na pójście do lasku, na placu zabaw też byłyśmy, babcia na jednej huśtawce usiadła, ona na drugiej i pogaduchy babskie 🙂

… z Frankiem na kolanach …

Wieczorem spacer wzdłuż cmentarza, oświetlonego tysiącami migoczących płomieni, pełnego odwiedzających groby ludzi – mimo ciemności na zewnątrz najjaśniejszego miejsca w okolicy.

Tak się zaczął listopad. Ma być bardzo trudnym miesiącem, pełnym nieoczekiwanych, gwałtownych wydarzeń. Mimo przepowiedni życzę spokoju, dystansu do rzeczywistości i zdrowia 💗💗💗

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 28 komentarzy

Koniec października się zbliża wielkimi krokami 🍁

Zanim przejdę do szczawnickich wspomnień i fotek (cała zima przed nami i słotna jesień) chcę podzielić się z Wami pysznościami, które zrobiłam pod wpływem kanału Damiana na YT. Mnóstwo fajnych przepisów tam jest, akurat do wykorzystania (to nie jest żadna reklama, po prostu dzielę się z Wami moimi odkryciami, może się komuś coś przyda), a ponieważ uzbierało mi się trochę dużych słoików po ogórkach postanowiłam je wykorzystać w konkretny sposób, czyli właśnie korzystając z przepisu – https://www.youtube.com/watch?v=Vw5QQNL7oAs&t=6s

Białej kapusty wyszły cztery słoiki. Jeden się nie zamknął (moja wina, nie zauważyłam, że wieczko jest wygięte), konsumujemy więc jego zawartość do obiadu. Co za pycha to sobie nie wyobraża nikt, kto nie spróbował. MS (on dość wybredny chłopak jest) nie może się nachwalić 😀 Jako ciekawostkę powiem, że do zalewy użyłam cukru pudru. Dlaczego? Pamiętacie moment, gdy zabrakło cukru w sklepach? Przynajmniej w mojej „przydomowej” Biedronce nie było przez dłuższy czas. Pojawił się puder to wzięłam, przecież też można go użyć do kawy czy herbaty, a babcia D. słodzi niemożliwe ilości. Pokazał się też cukier trzcinowy w miejsce zwykłego kryształu, też kupiłam (z braku laku dobry kit – jak głosi porzekadło) i już go zużyliśmy po powrocie.

… sałatka zimowa z białej kapusty …

Drugim „arcydziełem” jest modra kapusta. Kupiłam małą główkę (na spróbowanie) i dwa słoiki z niej wyszły. Jak znajdę wolną chwilę to zrobię więcej. Niesamowita wygoda – otworzyć słoik i nie martwić się o obiad, szczególnie w awaryjnych sytuacjach, które stwarzają się same nie pytając mnie o zdanie 😉  Przepis jest tu – https://www.youtube.com/watch?v=Pg3WAWVaV_M&t=225s

… tu modra kapusta na zimę …

Staram się nadrobić zaległości w czytaniu Waszych blogów, ogródek z grubsza odgruzowany, wczoraj zabierali worki z zieleniną więc się należało spieszyć z ich przygotowaniem. Na kuchenne okno kupiłam cudne wrzosy i od razu zaczęły przylatywać sikoreczki. Stojąc bez ruchu mogłam je obserwować przez dłuższą chwilę.

… śliczne wrzosy, babcia D. nie ma do nich dostępu dlatego jeszcze są w całości 😉 …

… zdjęcie zrobione przez szybę …

… nie cudne? …

… no jak nie jak tak 😄 …

… tu się dwie ślicznotki dały uwiecznić …

Do butów, w których wiosną kwitły bratki, posadziłam rozchodniki. Właściwie trudno mówić „posadziłam”, po prostu wetknęłam ucięte łodyżki i już 🙂 To są pancerne kwiatki i rosną bez żadnej pomocy oraz podczas naszej nieobecności, są więc idealne dla kogoś, kto specjalnie o kwiatki nie dba, z różnych zresztą powodów, niekoniecznie dlatego, że nie chce…

… jeszcze się kwietniki bucikowe trzymają 😉 …

Jeśli o butach mowa to mam takie jedne, w których „się wychodziła” Wera, teraz paraduje Calineczka 🙂 Ja w nich nie chodziłam wcale, to są „wnuczkowe” buty 😃😃😃

Opiekunka Franka mówiła, że tęsknił za nami 🙂 Może i trochę prawdy w tym jest, tylko nie za nami a za spokojnym miejscem do spania 🙂 Odkąd wróciliśmy przychodzi na drinka (mlecznego), przekąskę i drzemkę. Ostatnie całe dwie noce przespał u nas. Teraz też śpi, już wrócił z obchodu osiedla 🙂

… prawdziwy król 🙂 …

Na obiad będą placki z jabłkami, ciasto przygotowałam rano, jabłka też obrałam i pokroiłam zanim domownicy wstali, teraz idę smażyć.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze, pozdrawiam pięknie złoto jesiennie i oby tak zostało jak najdłużej (tak pięknie)  🙂  🍂🍁🌹

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie | 18 komentarzy

Szczawnickie wakacje 2022

Pora rozpocząć sezon jesienny. Na nic się nie zda udawanie, że wciąż trwa lato mimo pięknej pogody. W tej chwili jesień jest najpiękniejsza na świecie, prawdziwa polska złota jesień, prawdziwe babie lato. A my właśnie wróciliśmy z naszego raju 😀 Było pięknie, cudownie i wspaniale mimo skrzeczącej rzeczywistości. Humory psuła (ta skrzecząca rzeczywistość) tylko chwilami, bo gdy kierujemy wzrok na nasze przepiękne Pieniny to humor wraca bez względu na wszystko inne. Tego „innego” było sporo, wiadomo.  O właśnie, czy wiecie, że można złożyć na poczcie pełnomocnictwo dla upoważnionej osoby, która będzie mogła odbierać przesyłki awizowane?  Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, bo od razu po naszym wyjeździe z domu takowe się pojawiły. Trzeba było wypełnić stosowne druki w urzędzie pocztowym, z uwzględnieniem danych osoby upoważnianej oraz oddziału  poczty, do której przychodzą przesyłki. W dobie internetu już na drugi dzień pełnomocnictwo działało i przynajmniej w tej materii byliśmy spokojni.

Z babcią D. zdarzały się częste trudne sytuacje, psiepsiołkom również przytrafiły się „dołki zdrowotne”, w końcu patrząc na „ludzkie lata” są w podobnym wieku więc nie ma w tym nic dziwnego. Na dalsze wyprawy nie mogliśmy sobie pozwolić, bo psiaki nie dają rady, zaś babci D. zostawiać na dłużej nie można ponieważ nie wiadomo co się może w tym czasie zdarzyć. Na wszelki wypadek zakręcaliśmy dopływ wody wychodząc z psami odkąd po powrocie zastaliśmy płynącą sobie bez zahamowań żadnych, wesoło szemrzącą wodę z kranu…

Od razu po powrocie ze Szczawnicy gościliśmy Calineczkę  przez dwie nocki i trzy dni z czego oczywiście się cieszyłam, bo już stęskniona za szkrabusią byłam okrutnie, ale wiadomo, że z oka jej spuścić nie można, jako że ma dziesięć pomysłów w jednej chwili. W tym samym czasie trzeba też nie spuszczać oka z babci D. Obydwie razem czasem stanowią zespół nie do opanowania 😉 Do tego doszedł zarośnięty ogródek, który też opanowania wymagał, żeby Calineczka mogła mieć z niego pożytek. Na szczęście pogoda jest piękna i mała mogła czas spędzać na zewnątrz, gdzie zajęć było dużo – plac zabaw, spacery po lasku z psiepsiołami  (babciu, ale ja bendem tsimać Skitusia), jazda na hulajnodze  (babcia podążająca za hulajnogą…😁 ), do tego „niejedzenie”, bo przecież niejadkiem Calineczka w dalszym ciągu jest. Babcia się uwija – a może zjesz kaszkę, może makaron (tylko babciu bez siosiu), może upieczemy ciasteczka, może naleśniki, może kanapkę… itp., itd. Tym sposobem babcia nie miała kiedy otworzyć Lapka i odezwać się do Was. Zdjęć trochę do pokazania jest, lecz to później, już na spokojnie, jak się skończy sezon ogródkowy i skończę ogarniać chałupę. Dziś tylko dla uśmiechu stali mieszkańcy Szczawnicy 🙂

… dwa jelonki wyszły do nas w osiedlu Połoniny…

… u góry dzidziuś niżej jego mama w osiedlu Połoniny, przyszły poczęstować się jabłkami …

… mama z dzieckiem weszła od strony Parku Górnego na posesję …

… wyżej w przybliżeniu, tutaj w naturze, a my idziemy ulicą …

… Calineczka wskazuje muchomorka, czyli krasnoludkowego grzybka 🙂 …

… rolady z ciasta francuskiego, jedna musiała być z czekoladą, druga była z powidłami …

Na razie tyle, dziękuję za odwiedziny i życzę dobrego tygodnia, w zdrowiu i spokoju 💗

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Szczawnica | 28 komentarzy

Wdzydze Kiszewskie dawno temu 🍓

Kiedy byliśmy we Wdzydzach – nie pamiętam, zapisków żadnych nie mam to i daty dokładnej nie znam. Z pewnością jeszcze w wieku poprzednim to się zdarzyło, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, przed pierwszą Szczawnicą. Mieliśmy domek w ośrodku położonym w lesie, domek był z werandą, na której z przyjemnością piliśmy poranną kawę. Można było wypożyczyć rowery i z tego korzystaliśmy. Pamiętam piękne jezioro, ryby jakieś jedliśmy (ale ja nie lubię takich co mają ości, więc żadna atrakcja dla mnie), odwiedziliśmy skansen i takie mini zoo. Szczerze mówiąc – tylko dzięki zdjęciom cokolwiek sobie przypomniałam. Nie wiem jak żyli ludzie dopóki nie wynaleziono fotografii. Na malowane portrety raczej mało kogo było stać i chyba bardzo szybko zapominano jak wyglądały osoby, które odeszły. Jak wyglądały miejsca zmienione przez różne budowle, zalania czy inne zdarzenia. Na przykład gdyby nie utrwalono na zdjęciach wsi przed powstaniem zapory na Dunajcem (Jezioro Czorsztyńskie) nikt by nie wiedział jak wyglądały i jakie życie toczyło się tam wcześniej. Trafiłam na YT na filmik – https://www.youtube.com/watch?v=Uan8c8QFt68  i stąd takie skojarzenia. Tu akurat wieś Stare Maniowy została zatopiona. Wróćmy do Wdzydzów (Wdzydz?) zawsze mam problem z regionalnymi nazwami, do tej pory nie wiem jak się odmienia Maniowy – w Maniowym, w Maniowych, w Maniowach? Ktoś może wie?  W każdym razie kawiarnia, albo restauracja (też nie pamiętam) nazywała się „Wdzydzana” 🙂

Pamiętam za to dobrze skansen, najstarszy skansen w Polsce, szczególnie domki-chatki, które  zawsze budzą we mnie nostalgiczne uczucia, przypominają mi domek prababci Marianny i przywołują różne wspomnienia… Skansen znajduje się w miejscowości  Wdzydze Kiszewskie, teraz doczytałam, że całość nosi nazwę – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich – i został założony w 1906 roku. Małżonkowie zostali pochowani na wzgórzu niedaleko swego domu na terenie Parku i to zapamiętałam, ich mogiły również mam w oczach. Ponieważ chciałam Wam przybliżyć a sobie przypomnieć przy okazji, zajrzałam na strony i proponuję zerknąć tu – – https://polskazachwyca.pl/ciekawostki/wdzydze-kiszewskie-najstarszy-skansen-w-polsce/

Podczas pobytu na Kaszubach odwiedziliśmy także kamienne kręgi w Odrach, nie mogłam przepuścić takiej okazji będąc w pobliżu. Specjalnych wrażeń nie pamiętam, widocznie jeszcze nie byłam gotowa, zbyt mało rozwinięta 😉 O kamiennych kręgach możecie przeczytać tu – https://www.busemprzezswiat.pl/2016/05/rezerwat-kamienne-kregi-w-odrach/

… baba nad jeziorem, na dole po lewej domek, w którym mieszkaliśmy …

… pod górnym zdjęciem ze zwierzakami (po lewej) baba w Odrach próbuje coś poczuć między kamieniami 🙂

W ten sposób wyczerpałam temat urlopowych wspomnień przedszczawnicowych. Takich ważniejszych, bo z zamierzchłej przeszłości może mi jeszcze coś w ręce wpadnie.

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa, pozdrawiam i życzę miłego weekendu, ma być ciepły, piękny i słoneczny – czyli prawdziwa polska złota jesień🍁🍂🍃

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 26 komentarzy

Już październik 🦚

Wrzesień minął, kiedy? Już nie ma się co rozwodzić nad szybkością uciekającego czasu, lepiej się zatrzymać póki można i kiedy można, i dopóki w ogóle można… w tym pędzie codziennym, pod wpływem bombardujących nas ze wszystkich stron katastroficznych wieści dotyczących każdej dziedziny życia. Na dodatek spojrzałam nieopatrznie w lektury Werci i z przerażeniem sobie przypomniałam „Inny świat” i „Zdążyć przed Panem Bogiem”, i też wspomnienia Zosi Tarkocińskiej o zsyłce, które zawarła w książce „Ociosani”… a to wszystko jawi się jako przerażająca możliwość powtórki z historii. Zresztą dla mieszkańców Ukrainy już stała się rzeczywistością. O naszym własnym podwórku szkoda mówić… żal serce ściska, że „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi” przez całe wieki …

Jesień nic sobie z ludzkich rozterek nie robi, w przerwach między deszczami pokazuje swą urodę i na tym się zatrzymam, to mogę zrobić.

Astry spotykane po drodze podczas spacerów z psiepsiołkami kochanymi.

Szilka wyraźnie lepiej się czuje, nie chodzi z podwiniętym ogonkiem, nawet nim macha 😀 i podskakuje od czasu do czasu, po schodach wchodzi raźniej 😀 Skitek jak to Skitek 😀 idzie powoli człapu człapu człap, najchętniej je i śpi 😀

… Szilunia w liściach 🙂 …

… Skituś i liście 🙂 …

Lucia  https://pozagranicamipolskialenietylko.home.blog/   u siebie wspomina Filipinki (zespół), a mnie wpadł w oczy artykuł z chyba 2014 roku (wtedy kupowałam mnóstwo kolorowych pisma dla babci D) o Alibabkach. Nie będę streszczać tylko zrobiłam fotkę i ciekawa jestem kto pamięta o tych (ówczesnych) dziewczętach?

🌞🌞🌞🌞🌞

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa 🌺🍀🌺 dobrego tygodnia życzę i posyłam moc Ciepłego i Puchatego każdemu, kto tu zajrzy 🌞💗🌞

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 28 komentarzy

21 lat temu w Krynicy Górskiej 🌞

27.12.2001 czwartek / O 6.05 pociągiem z Dworca Centralnego  jechaliśmy do ok. 13.30 i taksówką na miejsce przeznaczenia. Mieszkamy w pensjonacie „Leśna Polana”. Głowa pękała mi przez całą drogę aż do teraz (ok. 17.30 jest). Wreszcie wypiłam kawę i chyba mi lepiej. Kupiliśmy kawę, herbatę, słodycze i nareszcie siedzimy w pokoju w oczekiwaniu na kolację. Mamy już plan miasta i okolic, możemy więc od rana ruszać w drogę. Śnieg jest piękny, lekki mrozik, duży ruch ludzi i samochodów, kolorowe, świąteczne dekoracje…

28.12.2001 piątek / Pierwszy dzień spędziliśmy na poznawaniu miasta. Szliśmy ulicą Pułaskiego, Zdrojową, Kraszewskiego. Poszliśmy też w górę ul. Polną, minęliśmy żydowski cmentarz lecz nie doszliśmy do kościoła Baptystów. Minęliśmy go nie wiadomo kiedy i gdzie.  Śniegu taka masa, że z wydeptanej ścieżki nie dało się zejść na krok, bo śnieg górą do butów się wsypywał. Zrobiliśmy kilka zdjęć. MS kupił widokówki w pijalni, która jest duża i ładnie wewnątrz zagospodarowana: mnóstwo zieleni, sklepiki z pamiątkami, z pszczelimi produktami, z fotelami do masażu kręgosłupa, z różnymi innymi  urządzeniami elektrycznymi do masażu, nawet irydolog stawiający diagnozy. Obiad zjedliśmy w  „Krakusie”. Tradycyjnie – filet kurczakowy, frytki i pyszne grzane wino.

Pensjonat „Leśna Polana” na ul. Świdzińskiego jest ładnie położony, wysoko. W pierwszej chwili zdawało się daleko od miasta, ale już dziś inaczej odebrałam odległość. Nie jest tak źle. Idąc pod górę mam wrażenie, ze jestem w Szczawnicy i się wspinam…

29.12.2001 sobota / Piechotą weszliśmy na Górę Parkową a zjechaliśmy kolejką. Ku mojemu zaskoczeniu kolejka jest nie linowa ale szynowa. Duże wagoniki mieszczą ponad 30 osób. To znaczy kiedy kupowaliśmy bilety był napis, że jest 30 miejsc, w miarę napełniania się wagonika napis się zmieniał. Zjedliśmy na górze ”U babci Maliny”. MS kiełbaskę z rusztu (chodziła za nim od przyjazdu), a ja placki z sosem pieczarkowym. Dumna jestem z siebie, bo się nie skusiłam na szaszłyk i wygrałam sama ze sobą i z własnym łakomstwem. Po powrocie do pensjonatu wypiłam pyszną herbatkę, odpoczęliśmy nieco, po czym wyruszyliśmy do Parku Słotwińskiego oglądając wszystko po drodze. Park zasypany śniegiem, pijalnia stara, drewniana, piękna. Ciemno się zrobiło, nie mogłam zrobić zdjęcia.

30.12.2001 niedziela / Zrobiliśmy spacer ul. Pułaskiego obok Kopca Pułaskiego, który nie był udostępniony zwiedzającym z powodu przeprowadzanych prac renowacyjnych. Potem w bok, na Górę Parkową bardzo łatwym podejściem w niepowtarzalnych warunkach – śnieg, olśniewająca jego biel w słońcu, czapy śnieżne na wszystkich drzewach, świerki ustrojone niczym choinki, wszędzie biel, biel i nieskazitelna czystość. Widoki jak z bajki. Z góry zjechaliśmy kolejką, obiad chcieliśmy zjeść w karczmie lecz był mały wybór i znów wylądowaliśmy w „Krakusie”. MS zjadł szaszłyk, ja filet. Moja mięsożerna część jest zaspokojona, a druga – pełna niesmaku.

31.12.2001 poniedziałek / Ulicą Zdrojową doszliśmy do ul. Cmentarnej i bardzo ładnej cerkwi. Potem z powrotem  weszliśmy na ulicę Zdrojową i do Halnej, i kawałek w górę ile się dało. Dalej śnieg się zapadał pod nogami, gdybym stanęła całym ciężarem to byłby powyżej kolan. Staliśmy sobie i patrzyliśmy na Krynicę, na górę Holica, na wszystkie inne, które było widać. Piękne widoki, wszędzie śnieg, pociąg (jak „gąsienice” w Tenczynku) – wjeżdżał na stację. Dachy pokryte śniegiem, wszystkie białe innych barw nie widać. Obiad zjedliśmy znów w „Krakusie”, ja filet, MS pomidorową i szaszłyk. Śnieg się „rozsypał” i sypał przez całą noc aż do południa następnego dnia (bo piszę już 1.01.2002)

Sylwestra spędziliśmy w pokoju, oglądając z okna sztuczne ognie i światła reflektorów na Górze Parkowej, zaś w tv Marylkę Rodowicz w programie o hiszpańskiej muzyce. Nawet potańczyliśmy trochę, choć MS nie lubi 😊

Potem poszliśmy ul. Pułaskiego do ul. Leśnej i w górę, ulicę kończył wyciąg narciarski, wdrapaliśmy się jeszcze wyżej aż do Osady Leśnej. Przez cały czas sypał śnieg. Widoki bajkowe, nierealne. W budynku ośrodka po lewej stronie – poprawiny Sylwestrowej zabawy i orkiestra grająca przeboje Golców. Obiad znów w „Krakusie”. Chyba się trochę podziębiłam, męczy mnie kaszel i katar.

2,3,4.01.2002 środa, czwartek, piątek / Spacery po mieście, Muzeum Nikifora, mróz -16 st., znowu sypało wciąż i bezustannie. Wieczorem i w nocy nie było prądu. Ogólnie – ładnie tu jest, ale wciąż porównuję Krynicę ze Szczawnicą i naprawdę nie mam ochoty przyjechać tu po raz drugi. To nie moja bajka, nie moje miasto. Gdybym przyjechała tu wcześniej i do tego latem albo wiosną – z pewnością bardziej by mi się podobało. Teraz przechlapane, tęsknię za Szczawnicą i złoszczę się w duchu, że nie tam jestem.

5.01.2002 sobota powrót 🙂

… biały pensjonat (drugie zdjęcie od lewej) to „Leśna Polana” …

… na dole w środku to dom Nikifora i muzeum jednocześnie …

Takie zdjęcia znalazłam z Krynicy. Pojechaliśmy tam, bo koleżanka z pracy zachwycała się Krynicą, więc postanowiliśmy ją zwiedzić. Najbardziej zapamiętałam domek Nikifora, pijalnię, kolejkę wagonikową. Tam też (czyli w Krynicy) spotkaliśmy Andrzeja Grabowskiego, który jechał samochodem – na występ zapewne – i MS mu coś tłumaczył jak kierowca kierowcy. Oni (kierowcy) inaczej widzą świat niż takie cudaki jak ja, co to piechotą wszędzie dojdą, ale wytłumaczyć komuś za kółkiem ni czorta nie potrafią którędy dotrzeć do celu.

Jak widać specjalnie się nie wysilałam robiąc zapiski, nie miałam chęci. Pamiętam, że wysłałam powieść na jakiś konkurs i byłam zła, bo ta co zwyciężyła wcale mi się nie podobała. Zrezygnowałam z takich zabaw na zawsze.

🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀

Na zdjęciach śnieg, za oknami powinna być piękna, kolorowa jesień. A jaka będzie to się dopiero okaże. Straszą znowu zimnem i deszczem co mi się wcale nie podoba. Może się pomylą 🌞🌞🌞

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa 😘 Życzę zdrowia i dobrego tygodnia🌺💗

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie | 18 komentarzy

Hi hi, znowu baba 😃

Dawno temu za górami,

za rzekami, za lasami

stała sobie mała chatka,

w chatce tej mieszkała babka.

Babka strasznie była stara.

Już nie starczyło zegara

by pokazać wiek jej cały,

(fakt, ten zegar był zmurszały 😉)

Raz się wkradły krasnoludki,

takie małe, śmieszne ludki,

stary zegar przekręciły,

babie figiel wnet zrobiły.

Na cyferblat baba patrzy.

– Co za diabeł? Co to znaczy?

Przecież mnie już stanął licznik,

a w zegarze jestem śliczna!

Wzięła baba okulary.

  • Oj, jam stara, zegar stary,

kto mi taki figiel zrobił,

staruchę w młódkę przerobił?

Ubawiły się krasnale.

– Ty się babo nie smuć wcale,

ważne, żeś jest w duszy młoda

na zmartwienie czasu szkoda.

Baba chwilę pomyślała

i głośno się roześmiała.

– Macie rację, wy maluchy,

nie wpuszczę do duszy pluchy,

więcej gniewu ani złości

już w mym sercu nie zagości.

Gdy tak rzekła słonko mile

zaświeciło dłuższą chwilę.

Patrzy baba do lusterka

I nie wierzy, dalej zerka.

Słonko babę ozłociło

i coś w babie się zmieniło:

znikły zmarszczki, krzywe zęby

już nie straszą prosto z gęby,

a gęba się rozjaśniła,

jakaś lepsza się zrobiła.

Krasnale się ubawiły,

że tak babę odmieniły

w bardzo przecież sposób prosty:

wyjmując jej z duszy osty,

ciernie różne, gniewy, złości,

a gdy w sercu to nie gości

baba inna się zrobiła

i nawet z wyglądu miła 😀

Uff – westchnęła z ulgą baba –

Wiem co robić mi wypada.

Będę politykę chrzanić,

nie dam więcej się omamić,

pójdę swoją prostą drogą,

by nie zranić już nikogo.

Jak wyglądam? Wszystkim wara!

I co z tego, żem jest stara?

Teraz będę sobie  panią,

może Anką, może Anią,

każdy krok mój niesie pokój,

wokół mnie jest cisza, spokój.

Przy oknie baba stanęła,

starą płytę wyciągnęła,

 stary gramofon włączyła,

cały wieczór przetańczyła.

🌺🌹💗🌺🌹💗🌺🌹💗

Baba życzy dobrego tygodnia i dziękuje za odwiedziny 🙂😘

💙💛

Podziel się:
Zaszufladkowano do kategorii Myślę sobie, wierszydełka | 30 komentarzy