Zapiski z poprzedniego tygodnia

W środę 22 czerwca 2021 był mecz. Powtórki z „potopu” nie było, mecz do kitu, oglądałam wyłącznie z pobudek patriotycznych.  I gucio, od razu nam wkopali w drugiej minucie! Jak zwykle – „Polacy, nic się nie stało…” , a nie mogłoby się wreszcie coś stać? Skoro tak to wolę wstać i upiec drożdżowe ciasto, które na razie nam idzie najlepiej. To znaczy znika najszybciej, ja mam na śniadanie czy kolację jak w dzieciństwie podczas wakacji. Jak ja lubiłam babcine drożdżowe z mlekiem na kolację 🙂 Na śniadanie zaś  najbardziej lubiłam chleb (babciny) z czosnkiem i pomidorem popijany mlekiem… W czasie wakacji czosnek mogłam jeść bezkarnie, tak jak i teraz, dopóki maseczka na twarzy była obowiązkowa. Ooo, Robert strzelił drugiego gola! Ale przedtem główką nie trafił do bramki, gdyby się udało, mielibyśmy wyjście z grupy… Dobra, szkoda zdrowia. Anka, uspokój się…  Dziś na obiad zrobiłam placuszki z cukinii i sera feta. Dodałam mąkę ryżową, jajka, cebulkę pokrojoną, czosnek przeciśnięty przez praskę i zjedliśmy placuszki na obiad. Z ketchupem bardzo były smaczne. Poczekałam aż nieco przestygną i wydały mi się jeszcze lepsze, bez ketchupu rozkoszowałam się smakiem. Wchodzą na zawsze do zeszytu. Kurczę, oblałam się piwem, myślałam, że Robert strzeli… gucio! Nam strzelili!!! Trzeciego !!! Doopa!!! Zdecydowanie lepiej było nie patrzeć. MS powiedział, że nawet jego babcia taką główkę by strzeliła… 😉

… placuszki smakowały też z ogórkami zakiszonymi kilka dni temu …

Lepiej wrócić do życia. Rok szkolny się kończy. Kompletnie zwariowany, szczególnie męczący dla dzieci i młodzieży, dla nauczycieli z sercem podchodzących do pracy też. W podzięce za to obecny minister od „oświaty” robi kompletną ciemnotę… Stop! Anko stop, nie karm złych emocji… przecież  „… nadejdzie jeszcze dzień zapłaty, sędziami wtedy będziem my…” I życie toczy się dalej…
Maleństwo moje kochane było we wtorek. Obydwie dziewczynki były, tylko Wera nie pozwala się fotografować, a pokazywać to już w ogóle, w żadnym wypadku! Malutka  coraz częściej okazuje swe przywiązanie świadomie, co jest PRZECUDOWNE!!! Bo Calineczka wcale wylewna nie jest i w okazywaniu uczuć oszczędna. A tu, proszę i przytuli się do babci, i całuski prześle, i mówi, że lubi tu być 🙂 🙂 🙂

… Kikusiu, pobaw siem zie mnom, no plosiem ciem …

… po zabawie w upale odpoczywała w chłodnym pokoju, ale tylko przez chwilę 🙂 …

… znowu każą jeść, brrr… 😉

Skituś odpoczywa po zabawach, jako starszy pan nie bardzo ma chęć na szczenięce szaleństwa, więc gdy już mu dadzą spokój zapada w mocny sen 🙂

… nawet pogryziona marchewka nie przeszkadza we śnie, pełen relaks 😉 …

Do picia parzę owocowe herbatki i studzę w lodówce, wciąż i nieustannie jak na taśmociągu. Jedna porcja się parzy, druga studzi, trzecia mrozi w lodówce, a czwarta jest pita. Używam butelek po mleku, mieszczą się w drzwiach lodówki.

… to akurat herbatka z dzikiej róży z maliną, do dzbanka wrzucam kawałki cytryny …

…  na śniadanie zrobiłam serek ze szczypiorkiem i czerwoną cebulką …

Jeszcze uzupełnienie poprzedniego wpisu. Zaciekawiłam się, poczytałam, uznałam mądrość osób z tamtego kręgu kulturowego, zrobiłam rozpiskę, ułożyłam na pracowym biurku przedmioty w odpowiednich miejscach i … doczekałam emerytury, choć miałam obawy 😉

… obecnie najbardziej wykorzystuję co jakiś czas trzecią od dołu, żeby siebie samą przywołać do porządku 😉 …

25 czerwca, piątek już, ochłodziło się, deszcz podlał ogródek. Na szczęście nie było tak strasznych nawałnic jak na południu Polski. Oglądałam w tv z przerażeniem ich skutki. Wprawdzie wczoraj późnym popołudniem zrobiło się groźnie, ale przeszła burza bokiem, pomruczała, pogrzmiała na postrach, deszczem zmyła brudy,  zostawiła świeże, orzeźwiające, pachnące powietrze.

… nadciąga …

… błyskawicznie zrobiło się ciemno …

… po chwili groźnie i strasznie …

Świat zmieniał się w oczach, co uwieczniłam. Odblask dziwny, groźny, zupełnie nienaturalne kolory, coraz ciemniej się robiło, błyskawice przeszywały niebo… na szczęście obyło się bez tragedii, przynajmniej w zasięgu wzroku.

Weekend upłynął już bez burz, chłodniej się zrobiło, było czym oddychać. Niestety, przykra wiadomość jest taka, że zagradzają wejście do lasku solidnym płotem 🙁  Jak skończą to się okaże czy da radę którędyś przejść czy już nie. Dobrze, że nie zrobiono tego rok temu i dzięki temu przeżyliśmy pierwszy lockdown mogąc wychodzić z psami na spacery. W niedzielę rano było bardzo przyjemnie, udało mi się przeciągnąć psiepsioły na porządny spacer, dosłownie przeciągnąć na początku. Po chwili Skitek się rozruszał i szedł bez oporów. Chciałam sprawdzić, którędy da się przejść, czego jeszcze nie zagrodzili. Wracałam  obok nowego osiedla przechodząc na na Julianowską. Ruchu żadnego, samochody spały, powietrze świeżo pachniało wakacjami i było cudnie. Naprawdę 🙂

… kończę makami, choć miałam już maków nie fotografować, ale takie cudne były wśród zieleni …

Nie samą polityką człowiek żyje, więc wakacyjnego oderwania się od niej, ale z trzymaniem ręki na pulsie, żeby znów nas czymś niespodziewanie nie uraczono…

Dobrego, bezpiecznego tygodnia i trzymajcie się zdrowo!!!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 Responses to Zapiski z poprzedniego tygodnia

  1. BBM pisze:

    Zdjęcia przedburzowe- rewelacyjne!!!

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Udało się na zdjęciach uchwycić nadciągającą burzę. Jaki człowiek jest mały i nic nieznaczący wobec takiej potęgi, a tak wielkie mniemanie ma o sobie…
      Buziaki 🙂

  2. Mysza w sieci pisze:

    Dobry pomysł z tą herbatą, ja ostatnio wodę gotuję i studzę do zimnych napojów a tymczasem lepiej od razu herbatę! Te placki też kuszące, dawno żadnych nie smażyłam to pora nadrobić. Zwłaszcza że dziecię w domu, ale w przeciwieństwie do Calineczki – lubiące jeść To Wasze małe Słoneczko rozjaśni każdą burzę Ale oby te prawdziwe i groźne Was omijały. Wtedy i bałagan można w spokoju ogarniać (z tym politycznym trudniej). Miłego nowego tygodnia Aniu i dużo pozytywnych myśli

    • anka pisze:

      Myszko:-) Fakt, że MK lubi jeść, oszczędził Ci mnóstwa kłopotu, bo z niejadkami to naprawdę siedem światów 😉 Calineczki tatuś takim wyjątkowym egzemplarzem był i teraz sam doświadcza podobnej przyjemności jak ja z nim swego czasu, hi hi 😉
      Sposób z herbatkami wypróbowany od dawna i polecam. Możesz też przemycić w ten sposób jakieś ziółko (np czystek, melisę), smak owocowy ukryje jego smak i nikt nie zauważy. „Kwiatkowy” bałagan w ogródku ogarnęłam, ale kwiatki babcia D. zrywa wszystkie oglądając się na wszystkie strony czy my nie widzimy. Tu potrafi myśleć logicznie, ciekawostka, prawda? Mózg ludzki kryje mnóstwo tajemnic niezbadanych…
      Myszeczko, dla Was też samego dobrego, pogody bez burz i wakacyjnych pięknych chwil. Buziaki 🙂

  3. Urszula97 pisze:

    Słodka Calineczka.Dlaczego ten piękny lasek grodzą ? Chyba tam nie będzie jakaś budowa ? To byłoby straszne.Znow te upały, co za czasy.Pozdrawiam serdecznie.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Słodka szkrabusia tak jak i Twoje „szkodniki” 😉 Najcudniejszy okres dzieciństwa i najsłodsze maluchy teraz właśnie, póki do szkoły nie pójdą.
      Lasek przylega do ogromnej posiadłości z pałacykiem, część należy do właściciela, pewnie się wkurzył, że mu ludzie z psami chodzą i na skróty do innych osiedli i dlatego grodzi. Jak skończy to zobaczę, czy da się przejść. Ponieważ bardzo dużo ludzi korzystało to może wydepczą jakąś nową ścieżkę, po której będzie można się przedostać dalej.
      Lato to upały, taki klimat – choć nie zawsze, czasem jest zimne i deszczowe. Oby bez niszczycielskich nawałnic to będzie dobrze. A w takie upały babcia z ciotkami pracowały w polu… żniwa, młocka…nie ma co narzekać 😉
      Uściski serdeczne 🙂

  4. Lucia pisze:

    Calineczka jak prawdziwa. Śliczności babcine.
    A dlaczego grodzą to wejście do ładu? I tak na pewno jakąś dziurę w płocie się znajdzie. U mnie woda mineralna na okrągło. Ale w temperaturze pokojowej. Tylko V. pije z lodówki. Jak pije wodę.
    Ja też wino białe w rozsądnej ilości. Przy tym upale pomaga. Ale mnie jest dobrze.
    Może tak zostać do grudnia albo i dłużej.
    Buziaki

    • anka pisze:

      Luciu:-) Do zjedzenia te babcine śliczności 🙂
      Właścicielowi pewnie zaczęli przeszkadzać ludzie plączący się w nadmiarze po jego włościach. Choć posiadłość jest ogromna, ze starym pałacykiem. Nie mam jak zrobić zdjęcia, bo szczelnie pozakrywane ogrodzenia tak, żeby nikt nic nie widział. Mnie się udało przypadkiem zerknąć, gdy brama była otwarta. Historia pałacyku mnie intryguje i jak czegoś poszukam to się podzielę.
      Ja też lubię ciepełko, niech będzie … z deszczem w nocy dla roślinek.
      Buziaki 🙂

  5. fuscila pisze:

    Placuszki z cukinii, z dodatkowymi warzywami, to norma u mnie co parę dni. I obowiązkow z czosnkowym jogurtem! :-)Mniammmm!
    Z łezką w oku zawsze spoglądam na Twe fotki z Wnusiami! Moje już takie dorosłe, i takie zabiegane w swoich podlotkowo-panieńskich sprawach. Pocieszam się, że jeszcze trochę, to babcia, czyli ja będzie im bezwzględnie potrzebna! ;-)))
    Zazdroszczę deszczu wszystkim rejonom! Nawałnic nie, bo wiadomo, ale deszczu, którego u nas nie było od kilku tygodni, bo to co spadło z nieba, to nawet zroszeniem nie można było tego nazwać. Trawa usycha!
    Pozdrawianki serdeczniste!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Bo też starzeją się te dzieci bez umiaru 😉 A to jest najfajniejszy okres w życiu, gdy takiego krasnala można wziąć na ręce i przytulić, potem się już wyrwie… i pobiegnie do swoich spraw. Cóż, taka kolej rzeczy. ale żal chwil, dobrze, że są zdjęcia i powspominać można doszukując się rodzinnego podobieństwa. Ja ostatnio doszukałam się podobieństwa Calineczki do jej praprabaci, czyli mojej babci 🙂
      Deszcz bardzo przydałby się w nocy, a w dzień piękna pogoda, w końcu po to jest lato.
      Placuszki cukiniowe z czym jeszcze robisz? Podrzuć pomysł jeśli możesz, albo – lepiej – napisz u siebie.
      Buziaki 🙂

  6. jotka pisze:

    Wakacje niby, a ja jeszcze w robocie byłam 🙁
    Ty to tytan pracy jesteś normalnie, jak nie soki, to placki, twarożki i jeszcze z psami ganiasz 😉
    Dziś dostałam filmik z USG, a na nim mój wnusio dorodny jak trzeba, czekam cierpliwie!
    Buziaki zasyłam!

    • anka pisze:

      Jotko:-) Jaki tytan, hi hi 😉 To przez cały tydzień, czymś przecież domowników nakarmić trzeba, a ja idę po najmniejszej linii oporu w kwestii trudności przygotowanych potraw. Przecież męczyć się nie lubię, Byki z natury są leniwe, chyba, że je coś ugryzie – wtedy nie ma przebacz 😉
      Jotuś, cudownie, że mogłaś wnusia zobaczyć 🙂 Teraz takie cuda techniki są, że sąsiadeczka, która ma termin na sierpień, pokazała zdjęcie z USG, na którym dokładnie maluszka widać i nawet orzec do kogo podobny 🙂 Najcieplejsze myśli posyłam!!!!

  7. 7 8 Krystyna pisze:

    Mecz, ważny, prawie wszyscy oglądali…. Ja też, przykro się stało…… No cóż, jakiś nie otrafimy jako naród zmobilizować, może to nerwy, może psychika wysiada. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Nie wychodzi nam zmobilizowanie się i pojednanie w żadnej dziedzinie. Nawet w piłce, ilu było młodych zdolnych sportowców, którzy musieli wyjechać za granicę, żeby trenować. Sam Lewandowski meczu nie wygra. Wciąż zostaje tylko ta, co jest matką głupich…. że kiedyś się uda. Jedynie za trenera Górskiego udało się. Z mamą oglądałyśmy mecze i kibicowałyśmy jak rasowi kibice 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *