Środa, 10.02.2021

Dziś są urodziny mojej koleżanki Morelki co sobie uświadomiłam spoglądając na datę, a ponieważ czasem tu zagląda –  życzę wszystkiego najnajnajlepszego pod każdym względem i na każdym polu 🙂 Sto lat Morelciu !!! Dla Ciebie takie zimowe zdjęcie 🙂

Ciąg dalszy moich kulinarnych działań wynika z tego, że się zmobilizowałam do „wzięcia się za bary ” z papierami. Rozpoczęłam dawno, ale mi się odechciało, choć nie zaprzestałam wypróbowywania nowych przepisów, czego rezultatów jesteście na bieżąco naocznymi świadkami, jeśli oczywiście uda mi się zrobić fotkę przed zniknięciem potrawy 😉  Tym razem muszę się pochwalić, że w przedpokoju stoi prawie pełny duży niebieski worek na papier, a zanim przyjdą panowie zabierający odpady segregowane po ten worek – jeszcze go zapełnię do końca.  Pozbyłam się wszystkich przepisów zawierających mięso wśród wykorzystywanych produktów. Znalazłam dużo różnych ciast (prostych i łatwych), deserów, najprzeróżniejszych kombinacji warzywnych i mnóstwo pomysłów na fajne dania. I te zostawiłam, oczywiście tylko do wypróbowania, żeby się podzielić z Wami wrażeniami 😉

Upiekłam ciasto z suszonymi morelami (w sezonie używa się świeżych) namoczonymi w herbacie (można w brandy). Smakiem przypomniało mi ciasto pieczone przez mamę, przepis wskoczył więc do zeszytu na zawsze. Następnym razem spróbuję z jabłkami. W przepisie jest napisane, że potrzeba: *50-60 dkg moreli, *8 dkg masła, *8 dkg mąki, * pół łyżeczki proszku do pieczenia, * 2 jajka, * 6 dkg cukru, * 2 łyżki mielonych migdałów (nie dałam).  1/ Morele świeże przekroić, wyjąć pestki; masło stopić i przestudzić; mąkę przesiać z proszkiem i wymieszać z migdałami; jajka utrzeć z cukrem. Gdy masa będzie puszysta wsypywać porcjami sypkie składniki, wymieszać, dolać masło, wymieszać dobrze. 2/ Potrzebna tortownica o śr.22 cm, rozsmarować ciasto na dnie na papierze do pieczenia albo tradycyjnie wysmarować tłuszczem i posypać tartą bułką. Ułożyć na cieście połówki moreli wypukłą stroną do góry. piec 20-30 min/ 175 st.

… tak wyglądało po upieczeniu …

Ciasto jest pokazane (wraz z przepisem)  specjalnie dla Luci, która wykazała nim zainteresowanie 🙂 Mnie bardzo smakowało, taki wspomnieniowy smak dzieciństwa i mamy ciasta na niedzielę 🙂

Jeszcze mogę się pochwalić zdjęciem mojego obiadu, na który składały się kluski śląskie, surówka z kapusty pekińskiej, kotletoplacki ( z tofu, pieczarek, płatków drożdżowych, owsianych, jajka, bułki tartej) – reszta domowników jadła kurczaka –  oraz  modrej kapusty (  http://annapisze.art/?p=3519 ) 

… zdjęcia robione przez „ślepy” telefon, więc nigdy nie wiem co wyjdzie…

Poza tym zima wróciła, śniegu powyżej kostek, psiaki się tylko cieszą, ja nie. Wiało i sypało tak, że musiałam czapkę założyć, a nienawidzę mieć na głowie czegokolwiek, toleruję tylko kaptur i opaskę. Mam czapkę z daszkiem, kupioną (w Szczawnicy) ze względu na daszek, do której doszyłam czarną opaskę i zakładam tylko wtedy, gdy nie ma innego wyjścia.

Pisałam we wtorek, a dopisuję w środę rano.  Wyszłam z psiepsiołami i znalazłam się w bajkowym świecie 🙂 Delikatne śnieżynki łagodnie osiadały wokół mnie, żadnego wiatru, szłam osłonięta, otulona białym puchem a psiaki skakały szczęśliwe oglądając się tylko co jakiś czas, czy mnie nie zgubiły 🙂 Potem wzięłam je na smycz bo ślady sarenek bardzo wyraźnie odznaczały się na śniegu i poszliśmy jeszcze kawałek przez lasek. Było przepięknie.  Wiecie co? Na depresję lekarstwem jest psi nos, wierne ślepia patrzące z miłością, świadomość, że jeśli nawet czarne myśli dopadają człowieka, tak czarne jak strony dzisiejszych gazet czy portali informacyjnych, to wstać trzeba z łóżka choć się nie chce, wyjść z nimi  trzeba choć się nie chce i żyć trzeba, choć czasami  też się nie chce. Psiaki darzą nas ogromną, bezinteresowną miłością i ratują nasz świat w trudnych dla nas chwilach. Przerobiłam to już dawno dzięki mojemu kochanemu Rolfowi i potwierdzam bezustannie. Tylko… nie każdy człowiek zasługuje na psa…

… Szilunia i Skituś ze śniegiem na noskach 🙂 …

Trzymajcie się zdrowo i nie pozwólcie czarnym myślom sobą rządzić!!!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 Responses to Środa, 10.02.2021

  1. BBM pisze:

    Dołączam do końcowego hasła: nie pozwólcie czarnym myślom sobą rządzić! Wspierajmy się nawzajem, bo to zawsze możemy! Buziaki, Aniu!:)

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Podczas wojny humor pozwalał przetrwać. Tysiącletnia Rzesza u nas była przez lat sześć, „mówi ci to coś?” – cytat z filmu.
      Trzymajmy się jasnej strony Mocy. Przytulam 🙂

  2. Czyli większość tych przepisów miałaś na papierzyskach? Tak łatwiej wyrzucać. Choć i tak zawsze szkoda 🙂 bo a nuż się przyda 🙂
    Ja mam powklejane do zeszytów głównie, no i w książkach. Miałam też sporo czasopism kulinarnych sprzed lat, ale to już w początku pandemii wyniosłam, zostawiłam chyba tylko jeden segregator.

    Ale mam znajomą, która od paru lat (a jest na emeryturze, więc w teorii czasu ma więcej) robi porządki z papierami. I wygrzebać się nie może. Bo wszystko, co weźmie do ręki, musi przeczytać, jasne? Zrozumiałe, tylko że… zaczynają się schody. Kartka jest do wyrzucenia, ale jedno albo dwa zdania z niej trzeba gdzie indziej przepisać. I taka zabawa 🙂

    Sama mam duże pudło z jakimiś wycinkami (na pewno nie kulinarnymi, tylko takimi wokół kultury). Ponieważ nie zaglądam do niego od lat, powinnam wywalić w pierony. Ale ciągle odkładam to na później.

    Mam też dwie półki teczek z wycinkami o Krakowie. Jeżu, ileż miejsca bym zyskała na książki! Ale tego się tknąć nie odważam nawet w myślach!

    • anka pisze:

      Ja się dopiero wzięłam za wycinki kulinarne, a wszystkie inne? Matko jedyna ile tego jest! O bibliotekach kiedyś zbierałam, bo miałam ambicję coś mądrego napisać, ale już ambicja poszła spać na wieki, może w następnym wcieleniu się obudzi 😉 O różnych mądrych ludziach, o fajnych miejscach, o teatrze, o koncertach i czort wie o czym jeszcze. Koniec z tym! Życie jest za krótkie, żeby robić WSZYSTKO! Tak więc pomalutku uprzątam, lecz z każdą kartką dokładnie tak jest, że trzeba przeczytać, zdecydować o jej losie, ewentualnie wyciąć jakieś zdanie i znowu schować a potem szukać, bo przecież miałam, hi hi… 🙂 🙂 🙂
      Wycinki o Krakowie jakieś też mam z sentymentu, mój tata się tam urodził, babcie pracowały, dziadek za babcią jechał pociągiem do Krakowa i na Starowiślnej ją dopadł choć mu na dworcu zwiała 😉 No i byli razem kilkadziesiąt lat 🙂 Takie tam wspominki bliskie sercu, po prostu kocham Kraków. I Szczawnicę też, żeby nie było to tamto 😉

      • Wiesz co jest najgorsze w tym wszystkim? Że człowiek myśli, iż te jego papierzyska mają jakąś wartość – choćby te Twoje o bibliotekach – że komuś by się przydały… i dlatego nie wyrzuca. Ale przecież z tym hipotetycznym kimś, kto mógłby na ich podstawie napisać coś interesującego, nie masz styczności 🙁

        Dziadek babcię dopadł na Starowiślnej 🙂 A „Wypadek z ulicy Starowiślnej” znasz? Nawiasem mówiąc, gdy ja przybyłam do Krakowa, ona się nazywała Bohaterów Stalingradu i taką już dla mnie została. Zawsześmy mówili „spotkamy się na Bohstal” (chodziliśmy tam z mężem na obiady) 🙂

        • anka pisze:

          Masz rację, ciągle mam wrażenie, że jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, tyle czasu przede mną, tyle planów… a tu czas się kurczy, kondycja coraz gorsza, jeszcze covid się przyplątał do tego naszego życia, pora zacząć porządkować swoje rzeczy, żeby dzieci miały mniej do wyrzucania… Duży założył mi blog właśnie po to, żebym sobie moje dyrdymałki mogła puścić w świat, a nuż się komuś spodobają i sprawią trochę przyjemności? No i nie umrą tak od razu razem ze mną. Teraz pora na resztę szpargałów, tylko łatwe to nie jest, bo ja się przywiązuję do rzeczy i do miejsc, typowy chomik 😉
          Książki nie czytałam, nie wpadła mi w ręce. Nie wiedziałam, że Starowiślna miała taką „słuszną” nazwę, że Katowice były „Stalinogrodem” to wiem. „Bohstal” to jak nazwa firmy, np Instal 😉

  3. 7 8 Krystyna pisze:

    O jakie wspaniałe ciasto. Wygląda pdychotka. Pozdrawiam

  4. Lucia pisze:

    Aniu zaraz jak tylko wrócę do kompa to skopiuje. Wygląda pysznie. Nie
    wiem czy nie poczeka na morele świeże. U mnie będą szybciej.
    Jutro chrust a na niedzielę kręci mnie torcik bezowy. Bo mam szklankę białek.
    Tak że bardzo dziękuję. Skoro wyrzucilas przepisy z mięsem, to chyba już na dobre jesteś wegetarianką.
    Ja uważam, że lubię i dlatego będę jeść.
    A to, że nie każdy zasługuje na psa, to prawda. Całuję gorąco.

    • anka pisze:

      Luciu:-) Zamiast pączków upiekłam rano to samo ciasto tylko z jabłkami, jeszcze lepsze niż z morelami. Nie poszłam po pączki, stwierdziłam, że na pewno będzie dużo ludzi w sklepie, więc dla bezpieczeństwa zostałam w domu. Po zakupy pójdę jutro.
      Luciu, jestem wegetarianką, taką podjęłam decyzję i nie żałuję. Domownikom robię inne dania i tak już sobie radzić potrafię. Coraz lepiej mi to wychodzi i jestem dumna jak paw 😉
      Buziaki!

  5. Mysza w sieci pisze:

    Aniu i Ty i MS zasługujecie na psa i to nie jednego, co też w realu się sprawdza 🙂 Ciekawa jestem tych nowości kulinarnych, bezmięsnych. Sama trochę ograniczyłam spożycie owego, ale jeszcze nie tak całkowicie jak Ty. Za to ciasta chętnie zje u mnie cała rodzina i przyda się podszkolić 🙂 Buziaki!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Dziękujemy za dobre słowo 🙂 Psiaki są cudowne i dają tyle miłości, że to się nie zmieści w głowie nikomu, kto tego nie doświadczył.
      Za każdym razem gdy coś nowego wypróbuję to pokażę albo przynajmniej opowiem. Sprawia mi to radość, a podwójną gdy jeszcze komuś się przyda i ma z tego pożytek. Ciasto możesz robić, jest łatwe i szybkie, ale pamiętaj, że znika natychmiast, czyli jest jednodniowe, bo drugiego dnia nie doczeka 🙂
      Buziaki!

  6. Urszula97 pisze:

    Uroczy , cudowny spacer .Gazety dawno wyrzucilam , jest mój stary zeszyt , przepisy głównie z Internetu i od znajomych ,jeśli ok to wpisuje do zeszytu.Coż za niemiła niespodzianka dzisiaj , masakra.Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Kompletna masakra, dziwne uczucie, jakaś taka groza i strach…
      U mnie też zeszyty i kartki, a teraz konsekwentnie wypróbowane wpisuję w nowy zeszyt. Przynajmniej nie muszę szukać gdzie indziej czy już na blogu było czy jeszcze nie 😉 Dużo CiP na odporność!

  7. jotka pisze:

    U nas tez bajkowo, nawet słoneczko wyjrzało, a teraz delikatnie sypie śnieg 🙂
    Ja dziś żurek będę robić, bo to zupka na mrozy dobra…
    Teraz słuchamy walców orkiestry Andre Rieu, a za oknem biało, wyobrażasz sobie?
    Piecz i gotuj, w końcu mamy karnawał!

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Walce i uroczy widok za oknem 🙂 Cudo!
      Żurek dobra rzecz, muszę ugotować, ostatnio grochówkę miałam na dwa dni. Kapuśniak też czeka w kolejce- to akurat na zimowy czas super rozgrzewające jedzenie.
      Dziś z jabłkami ciasto upiekłam zamiast pączków, to słodkie i to słodkie, a mniej tłuszczu i kalorii 😉

      • jotka pisze:

        Zupy nie potrafię ugotować na krótko, żuru wyszło mi tez sporo, na 3 dni na bank!

        • anka pisze:

          I dobrze, ja też na 1 dzień nie gotuję, to wręcz szkoda prądu i mojego czasu 😉 Dziś garnek kapuśniaku uwarzyłam, dobry wyszedł, nawet dokładkę MS wziął, a i babcia D. pochwaliła i zjadła 🙂

  8. fuscila pisze:

    Akuratnie nabyłam drogą kupna całe 300g moreli suszonych, plus całą masę bakalii, które chcę wykorzystać do wielkanocnej nalewki. Zonk jest taki, że nigdzie u nas i po opłotkach nie ma lasek wanilii!!! Trza zużyć cukier wanilinowy, ale to erzatz przecież!
    A pra tym, śnieg nadal pada, jego hałdy mam z kilku stron, ale co dalej nie wiem, bo nikt tu nie odśnieża z gminy! Chyba se biegówki kupie, cy cóś?

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Naleweczka z bakalii? Zdradź jak robisz, proooszę 🙂
      U nas też sypie i sypie, na szczęście delikatnie i łagodnie przez co jest ładnie. MS odgarnął sprzed drzwi, żeby się dało przejść, ale po chwili znów napadało. Oby wiatru nie było. To u Ciebie już chyba tunelem trzeba chodzić 😉 Umiesz jeździć na nartach? Jeśli tak to biegówki są wyjściem bardzo dobrym na pokonywanie większych odległości. Ano, moze se kup i zapiernicaj psed siebie!

  9. L.C pisze:

    Aniu, dzięki psiakom mamy codzienny zastrzk ruchu na świeżym powietrzu. Mój mąż powtarza że gdyby nie psy, w brzydką pogodę na pewno byśmy się z domu nie ruszyli. Kochane są te nasze zwierzaki. Często wspomagam zbiórki internetowe na pomoc dla zwierząt i ciągle wścieka mnie ludzka bezduszność. Tylko człowiek potrafi być tak okrutny, niszczymy siebie, nasze środowisko, wywołujemy wojny….lepiej czsami nie czytać i nie oglądać, a biały śnieg zakrywa brud! Z czystym sercem pójdę za chwilę z psami do lasu. Całusy <3

    • anka pisze:

      Tereniu:-) Gdyby nie psiaki to za nic na świecie w brzydką pogodę nie wyszłabym z domu. Nikt by mnie nie zmusił i nie wstałabym wcześnie, bo zwyczajnie by mi się nie chciało, coraz większy leń mnie ogarnia. Dzięki Sziluni i Skitusiowi muszę wstać, wyjść, wywołują uśmiech, czułość gdy swoimi ślepkami wpatrują się czekając na przysmak, rzucenie piłeczki, głaskanki i przytulanki. Są kochane 🙂
      A ludzie, cóż, o niektórych szkoda mówić…
      Trzymajmy się jasnej strony! Uściski dla Was i głaskanki dla piesków 🙂

  10. cieniewiatru pisze:

    Juniorce kiedyś potrafiły się poplątać litery w imieniu mojej Mamy i pytana jak Babcia ma na imię często odpowiadała: Morela 🙂

    • anka pisze:

      Katju:-) Juniorka jest cudna, jej Dzień Tłustych Pączków jest niezrównany 🙂
      W pracy imię koleżanki zmieniłyśmy na Morelkę z sympatii i dla odróżnienia od innych o takim samym imieniu 🙂

  11. Eliza pisze:

    Mnie też się już kilka razy zbierało by uporządkować papiery, ale to by trzeba wszystko wyrzucić z zamkniętymi oczami, albo poskładać i na nowo schować. Znalazłam za to zapomniany przepis na placek drożdżowy.

    • anka pisze:

      Elizo:-) Zabierałam się kilka razy, zawsze po kawałku małym zaledwie udawało się zrobić ale teraz się zaparłam. W kwestii przepisów, wszystko inne dalej czeka… Najbliższe do wypróbowania powiesiłam na lodówce.
      Jaki przepis na drożdżowe odszukałaś? Ja znalazłam smak mamy ciasta właśnie w tym co na fotce 🙂 Dziś upiekłam z jabłkami i jest świetne! Już wkleiłam przepis do zeszytu „na zawsze”. Pozdrowienia!

  12. fuscila pisze:

    https://slodkieniebo.blogspot.com/2019/01/nalewka-bakaliowa.html#
    W sieci jest cała masa przepisów na nalewki, ja robię według powyższej strony.
    Na nartach jeździłam w dzieciństwie, tak samo, jak na łyżwach – jeszcze wtedy nie było figurówek!
    Miłego paczkowania. Ja swoje przenoszę na sobotę, bo wtedy wszyscy Moi mają wolne od pracy!
    Serdeczności!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Bardzo dziękuję, zaraz zajrzę. Nie pomyślałam o nalewce z bakalii. Natomiast pamiętam, że rodzice nastawiali wino z ryżu i rodzynek w ogromnym gąsiorze. Skończyło się, kiedy napełniony baniak rozleciał się i wszystko poleciało na kuchnię 🙁
      Czyli jeździć umiesz na nartach, jesteś wielka! Do zimowych sportów miałam zawsze lewe ręce i nogi 😉 Najlepiej wychodzi mi oglądanie skoków w tv 😉

  13. zamyślona pisze:

    Serdeczne pozdrowienia lecą do Ciebie spod Warszawy. Marysia.

  14. BBM pisze:

    ❤️ Ukłony i buziaki walentynkowe!

  15. anka pisze:

    Matyldo:-) Buziaki najserdeczniejsze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *