Lek na ból głowy :)

Obudziłam się koszmarnym bólem głowy. Padało, wyszłam z psiakami tylko na łąkę, tak na szybko, na szczęście sprężyły się w wiadomej sprawie i nie musieliśmy długo chodzić. Teraz śpią co i ja bym najchętniej uczyniła 🙂 Ponieważ jednak szkoda mi dnia na spanie, nawet takiego deszczowego a nic mądrego nie wymyślę w tej chwili (oj, jak mnie łupie w łepetynie), puszczę w świat fragment „Widocznie tak miało być” dla rozrywki i poprawy nastroju. Poprzedni był na Walentynki, dziś na deszcz, ból głowy i trzynastego.

🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

Po powrocie z pracy Aldona poszła do Doroty. Przyjaciółka otworzyła drzwi „udekorowana” ogromnym siniakiem otaczającym oko.

– Matko jedyna, co ci się stało? Kto ci oko podbił? – krzyknęła Aldona.

– Alkohol … – zaczęła Dorota.

– Alkohol ci oko podbił? – zdziwiła się Aldona.

– Alkohol szkodzi…

– Przecież wiadomo, że tak. W nadmiarze oczywiście. Ale co ma wspólnego z twoim okiem? Upiłaś się? A może Michał się upił i ci przyłożył?

– Chyba zidiociałaś na amen – obruszyła się Dorota. – Żeby Michała o coś takiego posądzać to trzeba rozumu za grosz nie mieć.

– No wiesz, alkohol rozum odbiera, rzecz udowodniona…

Rozległ się kolejny dzwonek i do mieszkania wpakowała się Teresa.

– Oo, co ci się stało? – wyraziła zdziwienie o takiej sile natężenia jaką przed chwilą zaprezentowała Aldona.

– Druga mądra – odburknęła gospodyni. – Jednej próbuję wytłumaczyć… ale ona w ciąży, to nie rozumie, bo rozum dziecku użyczyła, żeby się dobrze rozwijało…

– Doniczka, co jej się stało? Ty coś rozumiesz?

– Obawiam się, że nie tylko w oko dostała ale również poniosła dużą szkodę na umyśle – westchnęła Aldona ledwo powstrzymując głośny wybuch śmiechu. – Ciekawe co jej tak rozum uszkodziło…

– Idiotki kompletne, obydwie – huknęła Dorota. – Usiłuję wam powiedzieć, tylko mi przerywacie, że alkohol szkodzi. Spróbuj się odezwać – spojrzała groźnie na Teresę już otwierającą usta, żeby coś wtrącić. – Wczoraj mieliśmy z Michałem taką swoją rocznicę. Poszłam po szampana schowanego na balkonie, na samym końcu, akurat zimno było, to mógł tam stać. Schylając się po niego rąbnęłam twarzą w pałąk, na którym zaczepiam linki, kiedy wieszam pranie. Ot i tyle.

– No wiesz co, stwierdzam, że w twoim przypadku alkohol szkodzi nawet zamknięty w butelce – oświadczyła Aldona

Weszły wreszcie do pokoju. Dorota postawiła na stoliku dzbanek z herbatą i szarlotkę.

– No nie, nie powinnaś stawiać przede mną słodyczy, bo niedługo będę grubsza od wieloryba. I jak ukryję swój stan w pracy?

– To nie jedz, ćwicz silną wolę – Dorota nie okazała ani grama litości.

– Przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach – westchnęła Teresa.

– Zdecydowanie wolałabym nudniejsze  – stanowczo stwierdziła Aldona. – Naprawdę marzę o ciszy, spokoju, o świecie pozbawionym  agresji, nienawiści, wojen…

– Utopia. Ale pomarzyć dobra rzecz – skinęła głową Dorota. – Ludzkość od wieków walczy o pokój i co z tego?

– Właśnie – wtrąciła Aldona, – walczy. A gdyby pokój zwyczajnie sam ogarnął świat i nad nim zapanował? Rozpostarłby się, rozprzestrzenił jak mgła nad ranem…

– Gadasz jakby tobie mgła się rozprzestrzeniła w mózgu – popukała się palcem w czoło Teresa.

– Jeszcze się taki nie urodził co wszystkim by dogodził – Dorota spojrzała na Teresę. – A ty nie pukaj się w czoło, bo się okaże, że tam pusto. Jedni chcą spokoju, inni do życia muszą mieć zamęt wokół.

– O to, to, jak ta nieszczęsna Greta z mojej pracy – stwierdziła Aldona.

– Raczej ty jesteś nieszczęsna, że musisz z taką lampucerą siedzieć w pokoju. Ona jest chyba zadowolona – skomentowała Teresa.

– Ona nigdy nie jest zadowolona. Chyba jak do tego stopnia namiesza, że już nikt nie wie o co chodzi, wtedy przez chwilę może tak. Niesamowita jest zdolność z jaką kłamie. Na przykład przez telefon opowiadała jakiejś swojej psiapsiółce, że gotowała zupę pomidorową, ze szczegółami opowiadała, co po czym wrzucała, ile czego i na jak długo. W chwilę potem zadzwoniła do innej i opowieść się powtórzyła, tyle, że główną rolę grała zupa ogórkowa.

– Widocznie jest z gatunku tych, co prawdę powiedzą tylko jak się pomylą – z politowaniem skinęła głową Teresa.

– Biedny jest taki człowiek – powiedziała Dorota. – Mam wrażenie, na podstawie twoich relacji oczywiście, przecież osobiście jej nie znam, że krótkotrwałe przyjemności przedkłada nad wszystko inne, wybiera szybkie, nietrwałe rozwiązania problemów, które na dłuższą metę niczego nie załatwiają…

– No i ty, Doniczko, chcesz pokoju na całym świecie mając w pobliżu  takie jednostki jak moja bratowa, twoja Greta, czy Marian – wtrąciła Teresa.

– Nie moja, nie moja – Aldona wyciągnęła przed siebie ręce jakby w geście obrony.

– W sensie koleżanka, przecież nie ja z nią siedzę biurko w biurko – wyjaśniła Dorota.

– Nie patrz na nią, bo ci się brzydkie dziecko urodzi  – poradziła Teresa.

– O właśnie, postaw sobie jakiś ładny widoczek, żebyś się na cholerę nie zapatrzyła – zgodziła się Dorota z przedmówczynią. – Przynajmniej będę miała ładną bratanicę.

– Nie może być spokoju na całym świecie, to niech chociaż w Europie będzie, a cholery niech za morza idą – skrzywiła się Teresa.

– Akurat, bo ktoś ich tam potrzebuje – odpowiednią mimiką twarzy Dorota wyraziła dezaprobatę dla wszystkich choler na świecie.

– Ale poważnie, niech na tym naszym starym kontynencie  wreszcie zapanuje spokój. Tyle się tu działo przez ostatnie dwa tysiące lat, że wystarczy, znudziło mi się…- westchnęła Aldona.

– Popatrz Tereniu – Dorota porozumiewawczo trąciła przyjaciółkę, – nieźle się trzyma jak na dwa tysiące lat…

– No, i jeszcze dziecko będzie miała…

– Zarobicie, obydwie zarobicie zaraz, jędze jedne – pogroziła Aldona.

Aza, która właśnie zakończyła drzemkę, przeciągnęła się i była gotowa na jakieś atrakcje. Położyła przednie łapy na ramionach pani usiłując ją polizać po twarzy.

– A idźże ty paskudo, rzuć się na ciotki bo one się mnie czepiają.

Aza po namyśle „rzuciła się” na „ciotki” ze szczekaniem w pysku i miłością w oczach jak to określiły Stokrotki, które przyszły po matkę w towarzystwie chłopców Doroty. Za nimi pojawił się Michał, dziś wypadała jego kolej przyprowadzenia całego towarzystwa z zajęć na basenie.

Kajtuś podkradł się do Teresy i zaczął ją łaskotać. A ona nic.

– Ciocia, nie mas  gilgotek?

– Nie mam.

– To ty jesteś jakaś wybrakowana ciocia – stwierdził rozczarowany i zwrócił się do matki. – Mama, zrobis prośne kulki?

– Zrobię Kajtusiu, zrobię.

– A sypko zrobis?

– Jak ciocie pójdą do domu.

– No to jus sobie idźcie – Kajtuś ze zniecierpliwieniem spoglądał na gości.

– Nie lubisz nas Kajtusiu, że tak nas wyrzucasz? – droczyła się Aldona.

– Lubię, nie wyzucam, tylko chcę, zeby mama zrobiła prośne kulki – sprostował.

– A co to takiego?

– Kulki z kaszy jaglanej utytłane w czekoladzie – wyjaśniła Dorota.

– Utytłane? Czemu prośne?

– No, obtoczone. Co wy obie dzisiaj jakieś tępe jesteście, niczego nie rozumiecie. Prośne, bo kasza jaglana jest z prosa, prośte, tfu, proste chyba.

– Ciocia, ty za wolno dzisiaj myślis – Kajtuś z dezaprobatą spojrzał na Teresę.

– A ty za szybko, uważaj, żebyś się nie spocił – Linka stanęła w obronie Teresy, która dusiła się ze śmiechu.

Aldona wyjęła z torebki paczkę cukierków.

– Poczęstujesz się Kajtusiu?

Spojrzał na paczuszkę i skrzywił buzię jakby się napił soku z cytryny.

– One scypią w język, są niedobre. Wies co? Pocęstuj kogoś, kogo nie lubimy, niech jego poscypie.

– Och ty, mądralo – roześmiała się. – Nawet chętnie bym poczęstowała taką jedną… No dobrze, trzeba iść. Kajtusiu, masz nowy zegarek. Możesz powiedzieć, która godzina?

– Nie mogę ci powiedzieć, bo mi się zegarek zuzywa – odpowiedział poważnie.

– Jędrek, a ty ruszże się wreszcie z tego przedpokoju – zawołała Dorota do starszego syna. – Siedzisz w jednej pozycji i nic nie robisz.

– Wcale nie – oburzył się. – Przedtem zmieniałem jedną skarpetkę a teraz zmieniam drugą.

– Ciociu, – z kuchni zawołała Inka. – Aza zeżarła gazetę!

– Pewnie jej się artykuł nie podobał – mruknęła Dorota. – Gazeta to nic. Dwa dni temu otworzyła drzwi do kuchni, zeżarła ciasto i pół koszyka pomidorów. Czego już nie dała rady, pomieszała i rozniosła po pokoju.

– O matko jedyna! – krzyknęła nagle Aldona. – Nigdzie nie idę. Przecież przyszłam do ciebie z konkretną sprawą. Ważną na dodatek. Tak mnie zagadaliście wszyscy razem, że zupełnie mi wyszło z głowy.

– Co ci wysło, ciocia? Wsy? – zainteresował się Kajtuś.

– Nie gadaj głupot – wtrącił się  Bartuś. – Ciocia nie chodzi do szkoły, to skąd miałaby mieć wszy? Wszy się przynosi ze szkoły.

– Albo z psedskola – uściślił Kajtuś.

– No to mów, bo przecież muszę te kulki zrobić – Dorota podniosła się z krzesła.

– Wiesz co, chodźmy do kuchni i rób te kulki, popatrzę przy okazji jak to się robi – powiedziała Aldona.

– Dobrze, że już zrobiłaś miejsce, ja też się zmieszczę – Teresa cofnęła się z przedpokoju. – Myślicie, że będziecie jakieś sekrety ukrywać przede mną? Figa!

– Chodź, chodź, może co mądrego wymyślisz, bo to nie są żarty. Słuchajcie, od dziewczynek się dowiedziałam, że Agata chce Monisię gdzieś wywieźć, do jakiejś ciotki czy kogoś, żeby jej nie przeszkadzała.

– A to takie buty – gwizdnęła Dorota. – I w ten sposób chce wywrzeć nacisk na mojego brata. A to cholera jedna.

Do kuchni wcisnął się Kajtuś.

– Mama, co to są skini?

– A cholera wie – odpowiedziała Dorota nie słuchając dziecka zajęta innymi myślami.

– A babcia wie – stwierdził Kajtuś. – Cy babcia jest cholera?

– Uciekaj mi stąd, ale już – machnęła Dorota ścierką w stronę synka. – Ja muszę pomyśleć w spokoju. Już cię tu nie ma.

Kajtuś zmył się natychmiast w obawie przed ścierką.

– A coś konkretniejszego wiesz? – spytała Teresa.

– Nie, skąd. Tyle wiem od dziewczynek, a one od Moniki.

– Michał! – zawołała Dorota. – Chodź tu szybko.

🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieści. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 Responses to Lek na ból głowy :)

  1. Mysza w sieci pisze:

    Ależ miło spotkać znane mi już bohaterki 🙂
    Zajrzyj na maila, buziaki!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Mnie jak miło 🙂 Już zaglądam, lecę, pędzę 🙂

      • anka pisze:

        Udało się! Zgodnie z Twoją instrukcją dodałam do obserwowanych dziewczyny z blogspota, wreszcie mam w jednym miejscu 🙂

        • Mysza w sieci pisze:

          Brawo! I jaka teraz wygoda.. Cieszę się, że pomogłam 🙂
          A ja dopiero zobaczyłam, że masz swoje powieści w jednej zakładce. Będzie łatwiej czytać drugą część 🙂

          • anka pisze:

            Dziecko mi tak zrobiło, żeby łatwiej było szukać.
            Wygoda z obserwowanymi jest wielka, cieszę się bardzo, że już nie będę musiała skakać po necie w poszukiwaniu zaprzyjaźnionych duszyczek. Dziękuję, Myszko droga, baaardzo za pomoc 🙂

  2. Urszula97 pisze:

    Deszcz, albo go za mało albo zbyt dużo, u mnie juz za dużo,
    Jak pięknie że dałaś poczytać, prosze częściej wrzucać te piękne teksty.
    Przesyłam duzo CIEPŁEGO I PUCHATEGO.

    • anka pisze:

      Ula:-) Dziś pada od rana, najpierw mżyło a teraz się rozpadało porządnie. Mogłoby po południu na chwilę przestać, żeby się dało pieski wyprowadzić.
      Cieszę się, że dobrze Ci się czytało, dzięki 🙂
      CIEPŁE i PUCHATE odsyłam podwójnie 🙂

  3. dora pisze:

    Pogubołam się w Twoich opowiadaniach niestety.
    Ale ten fragment fajnie sie czyta nawet jak nie znam wczesniejszych części. Czekam na dalszy ciąg.

    • anka pisze:

      Dora:-) Na blogu jest „Po co wróciłaś, Agato”, możesz w wolnej chwili poczytać. Ten, z którego pochodzi fragment, jest z następnej części. Nie ma jej tu jeszcze. Tak więc na razie „Po co…” polecam 🙂
      Cieszę się, że Ci się fajnie czytało 🙂

  4. BBM pisze:

    Współczuję bólu głowy. Mnie boli tak rzadko, że można machnąć ręką! Pozdrawiam. 🙂
    p.s. Mogę komentować. Niepotrzebnie wpisywałam witrynę internetową. Bez tego mogę się zalogować. Dziwne ale prawdziwe-wypróbowałam na kilku blogach.

    • anka pisze:

      BBM:-) Pomału do przodu 🙂 Mnie się udało – dzięki poradom Myszki – dołączyć do Obserwowanych Twój blog oraz pozostałych rozbitków z bloxa przycupniętych na blogspocie 🙂 Tym sposobem mam Was wreszcie w jednym miejscu i się z tego bardzo cieszę 🙂

  5. dora pisze:

    Dzięki! Faktycznie, niedostatecznie skupiłam się na,głownej stronie bloga a tam sa linki do opowiadań
    !

    • anka pisze:

      Dora:-) Dziecko mi zrobiło, żeby było łatwiej trafić. Nawet zrobiło tak, że czytało się po kolei a nie od tyłu. Niestety, aktualne wpisy też szły w odwrotną stronę więc trzeba było wrócić do stanu poprzedniego. Szkoda, bo podczas przenoszenia czasem minęłam jakiś rozdział i wstawiałam później, jak się zorientowałam, że brakuje. Ale cóż, póki co tak musi zostać, może jeszcze kiedyś Duży coś wymyśli.
      U nas pada dziś przez cały dzień, nic się zrobić w ogródku nie da. Nie zamęcz się 🙂

  6. fuscila pisze:

    Też dziecięce nazywanki kapitalne! W życiu nie domyśliłabym się, że prośne to od prosa!;-)))

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Uwielbiam kiedy dzieci mówią przekręcając słowa, po prostu uwielbiam. Żałuję, że nie zapisywałam więcej bo umykają z pamięci.
      Mała zagadka, co to jest: optelel, asiaica, puta ?
      Pierwsze zdanie mojego Dużego brzmiało: „kla kla aaa”, co oznaczało, że wrony (kla kla czyli kra kra) poszły spać (aaa…).
      Buziaki 🙂 🙂 🙂

  7. marijana2 pisze:

    Współczuję bólu głowy. Ja akurat nie znam tego.
    Aniu, jak dobrze czytało mi się Twoje opowiadanie. Tyle w nim ciepełka. W sam raz na ogrzanie chłodnych ostatnio dni.
    Lecą do Ciebie cieplutkie pozdrowienia 🙂

    • anka pisze:

      Marijanko:-) Dobrze, że bólu głowy nie znasz i takiej znajomości serdecznie
      Ci nie życzę. Cieszę się, że dobrze się czytało, to miało być lekarstwo na niepogodę. Ciepłe z Puchatym do Ciebie posyłam.
      ps. Czytałaś u Fusilki bajkę o Ciepłym i Puchatym? One się z tej bajki wzięły i dlatego je wysyłamy, żeby było jak najwięcej i Ciepłego i Puchatego 🙂

      • marijana2 pisze:

        Nie czytałam. Wejdę do Fusilki i postaram się odnaleźć bajkę. Bardzo mi się podoba Ciepłe i Puchate. 🙂

        • anka pisze:

          We wpisie „Zamiast” z 29.IV jest bajka u Fusilki Cudna i mądra, u nas ostatnio samo zimne i kolczaste zamiast Ciepłego i Puchatego, najwyższa pora, żeby to zmienić 🙂
          fuscila.blogspot.com – (W małym, białym domku )

  8. Myślę, marzę, wspominam...jestem. pisze:

    Po ciężkim filmie w internecie o pedofilii, Twoje opowiadanie to odskocznia do normalności.

    • anka pisze:

      Maryniu:-) Ciężar jest nie do udźwignięcia. Ale… dlaczego mnie nie dziwi, że policja wchodzi rano do kobiety, która ubrała inną kobietę w Tęczę, symbol Przymierza, Miłosierdzie i Piękna i traktuje ją jak gangstera, a w rękę całuje niegodnych i klęczy przed nimi na kolanach?
      Miło mi bardzo, że trochę oddechu złapałaś dzięki „mafii” ursynowskiej 😉
      Buziaki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *