Karol z Patrycją prowadzili częste rozmowy telefoniczne, wymieniali sms-y. Pretekstem były dzieci, a konkretnie przyjazd z chłopcami. Karol doszedł do wniosku, że nie może się „zwalić” na głowę babci Beni razem z synkami mimo serdecznego zapraszania.
– Babciu, kochana jesteś, ale moje ancymony zamęczyłyby cię całkowicie – tłumaczył, zarysował mu się bowiem zupełnie inny plan…
Stało się, że przestał uważać Darię za wariatkę, jak się kiedyś o niej wyraził do Marysi. Zaprzyjaźnili się, czego głównym i pierwszym powodem była Patrycja. Dopiero potem Karol odkrył, że Darka jest bardzo dobrym człowiekiem, świetną kumpelką, wspaniałą mamą. Dla niego najpierw liczył się fakt, że była siostrą Patuli i mogła o niej rozmawiać bez końca. Ponieważ Patrycja dzwoniła do siostry częściej niż zwykle i zawsze dziwnym trafem rozmowa schodziła na temat Karola, Daria wreszcie dodała do siebie wszystkie fakty, od córki znała „wózkową scenę” poznania, którą uznała za „współcześnie romantyczną” i postanowiła pomóc losowi. Zgrała swój urlop z urlopem Karola i upewniła się, czy będzie ją mógł przy okazji zabrać jadąc do Warszawy.
– Siostra, słuchaj, jest sprawa – zagadała dzwoniąc . – Karolek będzie z chłopakami jechał do Julianowa. Martwi się, że ta cała babcia Benia nie wytrzyma takiego najazdu, w końcu jest bardzo starszą osobą, ale już obiecał i ona koniecznie chce zobaczyć chłopców. Podobno powiedziała, że jest już taka stara, że to mogą być jej ostatnie wakacje w życiu i ona musi z prawnukami się spotkać. Rozumiesz?
– Jak dotąd rozumiem. Ale co w związku z tym?
– Pomyślałam, że masz wolny pokoik, ten co z niego garderobę chciałaś zrobić.
– Mam wolny, garderoby nie robię, zmieniłam plan, wersalkę kupiłam i regał w Ikea.
– To super! Karolek mógłby się w nim z chłopakami na tydzień zatrzymać! A my z Oluśką będziemy spały w tym drugim pokoiku.
– Zgłupiałaś? – zdziwiła się Patrycja.
Daria jedna nie ustąpiła. Jeśli coś sobie wbiła do głowy musiała swój zamiar przeprowadzić do końca. Jak nie siłą to sposobem cel potrafiła osiągnąć i zawsze udawało jej się dopiąć swego, pod tym względem okazała się nieodrodną córką Wiesi. Tak długo wierciła siostrze przysłowiową dziurę w brzuchu aż wreszcie Patrycja uległa dla świętego spokoju…. tak przynajmniej mówiła. Wygrawszy jedną batalię przygotowała się do stoczenia następnej. Tym razem z drugą pozornie nie zainteresowaną stroną, czyli z Karolem. Tu było trudniej, ale wreszcie się udało.
Powinnam zostać policyjnym mediatorem – powiedziała gratulując sobie. Zadowolona wsiadła do samochodu Karolka i ruszyli w kierunku Warszawy. Droga była urozmaicona, obfitująca w niespodzianki, bo jaka inna może być gdy jedzie dwóch chłopców, których rozpiera energia?
Wreszcie dojechali. Najpierw wysiedli chłopcy, których nie dało się zatrzymać wewnątrz ani o sekundę dłużej niż było to konieczne. Właściwie drzwi otworzyłyby się w momencie zatrzymania samochodu albo nawet przed, gdyby nie zostały przezornie zablokowane przez Karola. Wyskoczyli więc natychmiast gdy ojciec zwolnił blokadę i Tymek zaczął biegać w kółko jak szalony.
– Tymek! Przestań! – krzyknął Karol.
– Daj mu spokój, niech gania – powiedziała Daria opuszczając auto. – Musi się jakoś wyładować po długiej jeździe.
Więcej nie zdążyła powiedzieć, bowiem rzucił się na nią potwór imieniem Olga.
– Mama! Nareszcie!
Tyle zdążyła usłyszeć zanim przygarnęła ukochanego „potwora” uciszając tym samym dalsze okrzyki. Z domku wyszła Patrycja. Znad córczynej główki Daria zdążyła dostrzec, że siostra jakoś dziwnie promienieje choć ma na sobie zwykłe dżinsy i kwiecistą koszulę zawiązaną w talii na supeł.. W miejsce codziennego warkocza leżącego zwykle grzecznie na plecach koński ogon wesoło podskakiwał jej na czubku głowy.
– Witajcie podróżnicy – zawołała. – Widzę, że chłopakom energii nie zabrakło. Myślałam, że będą wypompowani a oni, proszę bardzo, pełni werwy.
– Niestety – westchnął Karol. – Nie wiem czy dobrze zrobiłem przyjmując twoje zaproszenie, oni cię zamęczą…
– Cześć siostra – wtrąciła Daria nie chcąc dopuścić do wyjaśnień kto kogo zapraszał w jakim celu i kto był pierwszy . – Zlituj się nad spragnionymi i daj coś do picia. Wejdźmy do środka, nie będziemy się tu ściskać na ulicy…
– Wchodźcie, oczywiście, wchodźcie do domu, zapraszam – powiedziała Patrycja, a Daria spostrzegła, że spojrzeli sobie z Karolem głęboko w oczy… jakoś tak … porozumiewawczo?
– Ciocia, możemy tu zostać? – Tymek wciąż biegał wokół samochodu.
– Proponuję wejść do środka, zdążysz potem zrobić jeszcze te swoje tysiąc okrążeń – odpowiedziała z uśmiechem patrząc na zaróżowioną chłopięcą buzię.
– Skąd wiedziałaś? – zdumiał się.
– Ptaszki mi powiedziały, a może umiem czytać w myślach, bo jestem czarodziejką – wyciągnęła rękę przytrzymując drzwi. – Wskakuj do środka.
Wiedziała od Olgi, że Tymek powiedział bratu, że kiedy dojadą obiegnie auto tysiąc razy, dlatego mogła zaskoczyć chłopca wiedzą, zastanawiając się czy chłopiec ma pojęcie ile to jest tysiąc i czy potrafi do tylu policzyć.
cdn.
Do dzieci trzeba było mieć anielską cierpliwość kurcze i masę energii. Mam nadzieję, że nie wejdą Pati na głowę te chłopaki Zapowiada się na wesołe przygody Aniu. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg. Czyli Daria i Karol mają się ku sobie… No fajnie, fajno Serdecznie Cię pozdrawiam Aniu. Tamten komentarz oczywiście zatwierdzony. Dzięki Ci bardzo.
Kasiu:-) Do dzieci faktycznie trzeba mieć cierpliwość i jeszcze kondycję 🙂 Wiesz coś o tym, prawda? Dlatego dzieci powinni mieć młodzi ludzie, żeby sił starczało 🙂 Buziaki Kasiu 🙂
A, przecież dziś kochana masz imieniny! Życzę Ci spełnienia pragnień na każdym polu, oraz oczywiście dobrego zdrowia i siły, o wenie nie wspomnę, bo przecież czekam na ciąg dalszy Twej twórczości ❤️ Przytulam ❤️❤️❤️
Witam Aniu . Życie toczy się trochę radości i trochę nerwów. Wszystko się przeplata. Przyjemnie poczytać. Zapomniana Krystyna 78. Pozdrawiam
Krysiu:-) Nie jesteś zapomniana! W telefonie mogę do Ciebie wejść, oglądałam np. Chęciny, pop art, nasz kochany Ursynów, lecz nie mam jak się odezwać. Z Lapka z kolei nie mogę na Twój blog, bo mnie nie wpuszcza program antywirusowy, nie wiem o co chodzi ale tak jest.
Cieszę się, że się odezwałaś i wiedz, że o Tobie pamiętam. Serdeczności posyłam ❤️❤️❤️
Nasz jeden wnusio ma energii za trzech, a co dopiero dwóch takich chłopaczków! Ja staruszką nie jestem jeszcze, ale po tygodniu u wnuka wracam szczęśliwa i zmęczona jednocześnie 🙂
Jotuś:-) Wyobrażam sobie, że Twój wnusio to wulkan energii 🙂 Pamiętam moich Brysiów kochanych 🙂 🙂 🙂 Ciesz się póki jest mały, za chwilę urośnie i pójdzie własną drogą jak moja Wera. Dobrze, że jeszcze mam Calineczkę ❤️
Z tym bieganiem to jak moje urwisy.Kroi się romans a może i więcej.Pozdrawiam cieplutko. ❤️
Uleńko:-) Urwisy są wręcz rozrywane przez nadmiar energii, prawda? Jak Ci się zbiorą wszystkie razem to szaleństwo 🙂 🙂 🙂 Buziaki ❤️
Fajny, pełen rodzinnego ciepła i energii fragment. Relacje między bohaterami, drobne gesty, spojrzenia (jak to Patrycji i Karola ❤️) i dialogi sprawiają, że historia naprawdę żyje i tętni emocjami. Chłopcy wprowadzają radosny chaos, a Tymek z pewnością nie wie ile to jest 1000
Ściskam Aniu❤️
Anetko:-) Dziękuję za Twoje słowa 🙂 Dzieciaki faktycznie potrafią cały świat wprawić w ruch 🙂 Tak jak koty potrafią odpędzać złe myśli 🙂 Przytulam kochana ❤️
Czyta się tak sielsko, tak przyjemnie, z miłym uczuciem w sercu. No to teraz może się dziać u Patrycji…co to rozpromieniona… Piszesz, jakbyś miała to w sobie od zawsze, czuję lekkość, a nawet miłość.
Tak serdecznie Cie pozdrawiam.
Aguniu:-) Dziękuję za przemiłe słowa. Istoty tak wrażliwe jak Ty zawsze odbierają nawet najdrobniejsze drgania duszy innych… Buziaki kochana ❤️
Mam nadzieję, że komentarz doszedł, bo nie jestem pewna.
Doszedł ❤️❤️❤️