Czerwiec w stronę lipca zerka🍓

Po pierwsze – zachciało mi się wypróbować przepisy na serek robiony w domu. Oczywiście pamiętam babciny ser – niebo w gębie i nic się z jego smakiem porównać nie da. Najpierw nastawiała mleko na zsiadłe, a mleko było od krowy pani Banasiowej, nie ze sklepu. Jak się już zsiadło to można było kroić płaty, takie było! Najpierw babcia zbierała śmietanę, potem mleko podgrzewała, przelewała do woreczka lnianego czy bawełnianego, tego nie wiem, ale pamiętam, że żółty był. Jak babcia serwatkę z grubsza wycisnęła, to kładła woreczek z serem między dwie deszczułki i przyciskała czymś ciężkim. Reszta serwatki obciekała, a ser miał kształt serca jak już „doszedł do siebie” i był gotowy do spożycia 🙂 Na YT znalazłam mnóstwo propozycji robienia serka w domu ze zwykłego mleka. Podjęłam dwie próby. Za pierwszym razem użyłam czerwone mleko (czyli 3,2%) z butelki, 3 jajka, kwaśną śmietanę, łyżeczkę soli. Kiedy mleko się zagotowało wlałam rozbełtane jajka ze śmietaną i mieszałam, aż się grudki pojawiły, po czym je wyłowiłam na szmatkę  i odcisnęłam.  Konsystencja była dobra, smak zbyt łagodny, taki nijaki, ale serek i tak został zjedzony, udało mi się ostatnie trzy plasterki sfotografować. Do drugiej próby przygotowałam się inaczej. Wycisnęłam cytrynę, użyłam dwóch łyżeczek soli, a mleko miałam tylko żółte z kartonu. Długo nie chciały się tworzyć żadne grudki, więc spanikowałam i rozkłóciłam jedno jajko i wlałam. Pomyślałam, ze może mleko za mało tłuste i dodałam trochę masła. Kiedy już prawie zwątpiłam i miałam się poddać, grudki poczęły się pokazywać 🙂 Co to jednak znaczy wytrwałość! Wyraźnie prowadzi do sukcesu! Tym razem uwieczniłam cały (prawie) proces tworzenia. Aha, serwatkę wykorzystałam do placków z jabłkami.

… serek wyłowiony, umieszczony w ściereczce, odciśnięty …

… przyciśnięty moim kamieniem wszechstronnego zastosowania …

… po odciśnięciu tak się prezentował …

… ostatnie trzy plasterki pierwszego serka …

Po drugie – ogórki po raz drugi w słoju się znajdują, po czym znikają zostawiając wodę, którą daję do picia MS i babci D, sama też używam i sensacji żołądkowych nie mam. Dużo wody jest, właściwie soku czy sosu, jak zwał tak zwał, ale że to zdrowe – święta prawda. Zupy ogórkowej dwa razy wielki garniec gotowałam i pyszna była z koperkiem 🥣

Po trzecie – jeśli chodzi o dania obiadowe – również pochodzą z YT, od Kasi Opolanki. Weszłam na jej kanał właśnie dlatego, że Opolanka i już zostałam, ma bardzo fajne przepisy. Do tego mówi piękną śląską gwarą aż miło posłuchać 🙂  Pierwsza była zapiekanka z cukinią, wyszła naprawdę smaczna, ale nie została uwieczniona,      https://www.youtube.com/watch?v=hoyg1iZpqp0&list=PLUAnVvHNlbULgJ-SckPsDvAosbMJYv84X&index=29

Drugą potrawą był kisz z ziemniakami i tuńczykiem. Ten „twór” został uwieczniony i też zostaje na stałe ponieważ to świetny sposób na szybki obiad z wykorzystaniem różnych resztek z lodówki odpowiednio doprawionych. Potrzebne tylko ciasto na pizzę, może być kupne, na takim upiekłam i było smaczniejsze w tej wersji niż jako tradycyjna pizza.   https://www.youtube.com/watch?v=RNzh5SdSwfY&list=PLUAnVvHNlbULgJ-SckPsDvAosbMJYv84X&index=21

 

… przygotowane składniki, cytryna załapała się „na krzywy ryj” …

… składniki wymieszane czekają na dalszą obróbkę …

… w foremce na tartę, przygotowane do upieczenia …

… gotowe! …

Ze słodkości przygotowałam – idąc po najmniejszej linii oporu – znowu deser na herbatnikach. Do nadzienia użyłam ser z wiaderka i masę kakaową jak na murzynka przed dodaniem mąki i jajek. Wymieszałam wszystko razem … ups, skłamałam, bo MS wymieszał  😜 Część została do polania wierzchniej warstwy herbatników. To jest rewelacyjna pychotka! Ciastka łączą się z masą w jeden krem i nie można się oderwać… tylko…  potem nie można dopiąć spodni, należy więc ćwiczyć silną wolę ewentualnie bardzo intensywnie mięśnie brzucha…

W mojej Biedronce nie trafiłam (dwa razy!) na naturalne tofu, które jest mi niezbędne ponieważ Mały przyjedzie i koniecznie muszę mu zrobić gulasz. Moje młodsze dziecko powiedziało, że robię gulasz z tofu najlepszy na świecie 😀😀😀 i sobie zamówiło 😊 W takiej sytuacji musiałam koniecznie tofu zdobyć, czyż nie? Nie udało mi się kupić w zielarni, dawniej było lecz już nie sprowadzają, podczas zarazy ludzie przestali kupować.  Wybrałam się więc do Lidla. Działa już chyba od roku, mimo to nie zaszczyciłam go do tej pory swoją obecnością. Nie było takiej potrzeby, podstawowe zakupy robię w mojej Biedronce idąc z kartką, żeby licho nie podkusiło, bo przecież licho nie potrafi liczyć ile można wydać bez uszczerbku na domowym budżecie 😉 Tofu kupiłam, również inne produkty wege, które od dawna polecała Królowa Marysieńka, ale Lidl po drodze nie był i już. Tym razem siła wyższa zmusiła mnie, nie ma to tamto 🙂 Oprócz owych spożywczych produktów nabyłam ściereczki takie gumowato-gąbczaste, które są bardzo przydatne w kuchni oraz… jeansy za niecałe 30 zł. Tylko babę do sklepu posłać… No, sama się posłała 😁 hi hi 😁

Czerwiec do końca swego zmierza i mnie się to wcale a wcale nie podoba! Dzieci szczęśliwe (babcia mówiła „szkolniki”), przecież wakacje i „…niech żyją wakacje, niech żyje pole, las, i niebo, i słońce, swobodny letni czas…” – co jest prawdą, ale dzień zacznie się skracać i tego już nie lubię 😢 Wpływu jednak nie mam i zamartwiać się nie będę znając prawa Natury i jej cykle powracające w ustalonym porządku. Przyjemniej pomyśleć, że czerwiec zerka w stronę lipca, bo go może lubi? Cieszmy się zatem latem  🌞🍀

Dziękuję za odwiedziny, pięknej pogody Wam życzę, bądźcie zdrowi i bezpieczni 💗

💙💛

 

 

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 odpowiedzi na Czerwiec w stronę lipca zerka🍓

  1. Stokrotka pisze:

    Już od samego oglądania najadłam się jak bąk :-)))
    A tak nie na temat to napiszę, że dzisiejsza noc była w stolicy OKROPNIE duszna i gorąca….

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Czyli zaoszczędziłaś na jedzeniu, hi hi 😉
      Okropnie duszno jest teraz, czuję się jak padnięta mucha, a babcia D. śpi. Psiepsioły też leżą i żaden spacer im nie w głowach. Buziaki 🙂

  2. Urszula97 pisze:

    Pogotowalas same pyszności, ja w tym upale siedzę w słodkościach, jutro obchodzimy przed wcześnie urodziny ślubnego, potem przez 1,5 m- ca będziemy bez windy a każdy senior nie dojdzie na 7 piętro.Z rana dekorowalam tort a teraz czekam na galaretke , nie chce stężniec.Oglądałam trochę tą Opolanke, ich gwara troszkę inna , inaczej śpiewają niż u mnie.Pozdrawiam gorąco.Buziaki.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Ło matko i córko, bez windy na siódme piętro? Z zakupami, z tobołkami, a nawet i tylko z torebką to jest wyzwanie!
      Na myśl o Twoim torcie zachciało mi się słodkiego i jak się tu odchudzać 😉
      Lubię popatrzeć i posłuchać jak ta Opolanka robi i mówi, sympatyczna bardzo dziewczyna. I ma dużo fajnych, prostych przepisów, w sam raz dla mnie, bo skomplikowanych robić nie będę.
      Wiesz co? Może będą Ci dzieci robić zakupy, a Ty będziesz wciągać je na górę przez okno, jak księżniczka w wieży 😉 Buziaki!!!

      • Urszula97 pisze:

        U mnie jak w sklepie, zgrzewki z wodą, mlekiem, cukier i mąka oraz olej w zapasie. Ziec pojechał że mną do Biedronki a potem pakowaliśmy do windy.Najgorsze że to czas wisni, ogorkow I cukini, to trzeba wnieść.Buziaki.

        • anka pisze:

          Dobrze, że część zapasów masz. Ale jak chcesz wnosić działkowe zbiory to nie wiem. Musisz chyba całą rodzinkę zapędzić do wnoszenia, skoro potem jedzą pyszne i zdrowe przetwory zrobione przez Ciebie. Ogórki, cukinie – to ciężkie przecież!

  3. jotka pisze:

    Aniu, zawstydzasz mnie tymi wyczynami kulinarnymi, nigdy nie dogonię Cię w tej kwestii, wszystko smakowicie wygląda!

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Ja Ciebie nie dogonię w innych kwestiach, nawet nie będę próbować 😉 Zwyczajnie – mam fazę na gotowanie i wypróbowywanie nowych (dla mnie) i prostych przepisów. Podkreślam PROSTYCH 🙂 Jak mi się odechce to mnie żadna siła nie zmusi. Kiedyś namiętnie „drutowałam”, chwili bez robótki nie mogłam wytrzymać jeśli nie byłam zajęta czym innym i przeszło. A karmienie rodziny jest koniecznością, która przerodziła się w przyjemność, ale dopiero teraz, czyli „na wolności”, czyli na upragnionej emeryturze. Buziaki!

  4. Mysza w sieci pisze:

    Ale mi smaka na ten kisz zrobiłaś, niby co pod rękę wpadnie, a wygląda obłędnie :)) Za ser własnego wyrobu brawo, do tego naprawdę trzeba cierpliwości. Pamiętam takie mleko prosto od krowy, ubijanie masła i sery na wsi u rodziny.. A jak dziecko zamówi ulubione danie u mamy, no to nie ma zmiłuj, zrobić trzeba koniecznie! U mnie to głównie naleśniki ;)) Buziaki i miłego weekendu!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Naprawdę żadna robota (kisz), a smaczny był i wyglądał też ładnie. Popróbuję z innym nadzieniem. Faza naleśników już minęła. Przed zarazą jak jechałam do Calineczki to obowiązkowo zabierałam stertę usmażonych naleśników. Teraz nie jeżdżę, dzieci nas odwiedzają, bo na dłużej babci D. nie można zostawić samej. Wera lubi ciasto drożdżowe, francuskie rożki z jabłkiem, szarlotkę – więc dla niej to piekę. Malutka zamawia sobie kluski z dziurką, ale z tym jej jedzeniem to jest siedem światów 😉 Serka więcej robić nie będę, smak nie jest powalający, więc sobie daruję. Miałam po prostu ogromną chęć zrobić próbę i zrobiłam 🙂 A tofu wyszło smaczne, jeszcze Małemu usmażyłam kotlety ryżowe z pieczarkami i też mu smakowały, a to najważniejsze.
      Dobrego tygodnia dla Waszej wspaniałej trójki 🙂

  5. Pola pisze:

    Wow! Ile propozycji Anuśko!
    Fajnie, bo lubię cos nowego w kuchni zastosować…
    Byle szybkie danie, bo czasu u mnie niet 🙂
    Pamiętam doskonale ten babciny rytuał robienia sera z kwaśnego mleka. identyczny był 🙂 🙂
    Pozdrawiam Ciebie g o r ą c o!

    • anka pisze:

      Polinko:-) Gorąco to i ja Ciebie, bo upał 🙂
      Wiem, że czasu nie masz boś zajęta mocno dziewczyna i skutecznie oraz z pożytkiem zajmujesz czas innym niewiastom. Jeszcze raz GRATULACJE!
      Babciny ser nie ma sobie równych…
      Buziaki!!!

  6. Taki domowy serek to bym zjadła z miłą chęcią.
    Pozdrawiam serdecznie z Lublina i zapraszam do obejrzenia mojego obrazu!^^

    • anka pisze:

      Jenowia Dżemson:-) Miło, że wpadłaś do mojego kącika, witam Cię serdecznie 🙂
      Pozdrawiam też Lublin, jeździłam tam w czasach szkolnych do prof. Krwawicza, słynnego okulisty, do którego rodzice zawozili mnie i moje oczy do naprawy 😉
      Dziękuję za zaproszenie i zaraz pobiegnę oglądać obrazy. Pozdrawiam 🙂

  7. Magdalena pisze:

    o wow, ależ pyszności! same pyszności! taki domowy ser to musi być prawdziwe niebo w gębie. Ale moje słodkie uzależnienie śmieje się do deserku!

    • anka pisze:

      Magdaleno:-) Deserek był rewelacyjny i będzie powtórka oczywiście 😉 Wiaderko sera już jest, dziś kupiłam herbatniki (ostatnio „moich” nie było) i jak drożdżowe zniknie to zrobię znowu 🙂 … a potem poćwiczę… 😉

  8. fuscila pisze:

    Mniamuśnie u Ciebie! Aż ślinka leci!
    A u nas dziś niezła burza była i popadało sporo! Nareszcie można bezkarnie spacerować!
    Pozdrawianki uśmiechnięte ślę!

  9. Kisz wygląda interesująco, ale przede wszystkim podziwiam, że w taki gorąc jeszcze PIECZESZ 🙂

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Jak piekłam to tak gorąco nie było! Taki gorąc zrobił się dopiero teraz, że aż do przesady. Lecz w końcu po to jest lato, żeby było ciepło i się tym ciepełkiem cieszę 🙂
      Małgosiu, zachodzę do Ciebie tylko wciąż nie mam kiedy coś mądrego powiedzieć, głownie wchodzę z telefonu, a z niego to ani powiedzieć, ani napisać 😉 😉 😉 Ale nadrobię! Buziaki 🙂

  10. Lucia pisze:

    No, ale zawstydzasz te mniej gospodarne. A już te Wega i inne brzmią super choć nie dla mnie
    To niniejszym gratulacje składam i podziw swój. Uściski

    • anka pisze:

      Luciu:-) Nic szczególnego, mam po prostu fazę na „kuchenne zabawy”, mam frajdę i chęci próbowania przepisów, które tak dokładnie są pokazane na YT. To taka odskocznia od realu, a przy tym praktyczna 🙂 Ale gratulacje i podziw chętnie przyjmuję, a co 😉 Buziaki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *