Piątkowy wieczór- ostatni w styczniu 2022!

Tak szybko zleciało, że już koniec stycznia! Powtarzam wciąż, że to normalne nie jest i  jakim cudem, skoro dopiero witaliśmy Nowy Rok? Mam wrażenie, że ziemia kręci się dwa razy szybciej niż dawniej…

Nie sprawia mi już żadnego problemu przygotowanie posiłku wegetariańskiego. To co wymyślę konsumują pozostali domownicy,  MS nawet chwali niektóre „wyczyny” i zajada z przyjemnością, co ja z jeszcze większą (przyjemnością) obserwuję. Nareszcie wiem co lubię robić  poza czytaniem i pisaniem – lubię karmić ludzi 😊 Sprawia mi radość, że komuś smakuje naprawdę, bez udawania. Babcia D. nic nie mówi, ale je. Na razie skończyły się problemy z jedzeniem. Zaczęły się inne, cóż tak musi być. Przestawiła sobie dobę już chyba na amen. W nocy buszuje po domu zaś w dzień odsypia. Biedny MS też nie dosypia w związku z tym, że babci D. trzeba pilnować. A to woda się leje, a to światło świeci, a to lodówka się otwiera i trzeba psiepsioły ratować przed dodatkowym karmieniem i to  produktami dla nich szkodliwymi (np. czekolada, rodzynki) zagrażającymi zdrowiu lub życiu nawet. Całe szczęście, że gazu nie mamy a płyta ma zabezpieczenie jak przed dziećmi i da się ją zablokować. W dzień to ja pilnować mogę, ale nocą mnie nie ma, nie potrafię nie zasnąć, nie nadaję się więc na wartownika ani innego nocnego pilnowacza 😒

Kupiłam do spróbowania vege produkty i muszę przyznać, że są smaczne, niektóre wręcz pyszne. Nie jest to oczywiście żadna reklama, dzielę się tylko własnymi odczuciami i doświadczeniami, które nie muszą być tożsame z wrażeniami innych.

… o siostrach oglądałam reportaż w tv jakiś czas temu, toteż gdy zobaczyłam serki w Biedronce kupiłam dla spróbowania, smaczne …

Zrobiłam kotlety z resztki kaszy gryczanej, marchewki utartej na dużych oczkach i podduszonej, namoczonych w bulionie płatków owsianych, cebulki, trochę mąki kukurydzianej do tego dałam, trochę pszennej pełnoziarnistej, znalazłam resztkę płatków jaglanych i też wsypałam, jeszcze  jajko doszło, bułka tarta i plasterki dwa sera żółtego. Z przypraw – sól, pieprz, czosnek, bazylia, cząber, estragon, czyli co mi wpadło w ręce bo to była wielka improwizacja jak zresztą wszystko co przygotowuję. Uformowałam kotleciki, usmażyłam i super wyszły. Aha, podpatrzyłam gdzieś i do masy na kotlety wlewam troszkę oleju. Taka masa fajniej się „modeluje” i smaży też. Wniosek jest jeden – należy zrobić przegląd lodówki, szafek z artykułami spożywczymi i wszelkie resztki wykorzystać do zrobienia obiadu lub kolacji. Korzyść podwójna – nic się nie marnuje a satysfakcja jaka!

… MS też je zjada na kolację w postaci „burgerów” z dodatkami, czyli sałatą, paprykę, ketchupem, musztardą, a Mały śmieje się, że dodatki są po to, by zabić smak „burgerów” 😁😁😁 …

… na obiad były z kolorową sałatką i smakowały wspaniale podsmażone na maśle klarowanym …

Dom i kuchnia to ja, cieszy mnie każdy drobiazg do domu kupiony. Nie posiadałam się więc z radości gdy nabyłam rondeleczek i patelenkę, śliczne i bardzo potrzebne, stare się zużyły, a duże są po prostu za duże w niektórych przypadkach 😊 Nic mnie tak nie uraduje jak jakaś nowa rzecz do domu, naprawdę 🙃

… cieszę się jak głupia …

… od razu jajecznicę sobie usmażyłam 😀 żeby sprawdzić czy dobrze działa i jest ok …

Podzielę się jeszcze smarowidełkiem do chleba, to znaczy sposobem zrobienia i zdjęciem, bo samego zostało troszkę na dnie słoika, czyli dobre wyszło 😀 Pokroiłam 3 cebule w paski, poddusiłam na patelni, dodałam utarte 2 jabłka, fasolkę z puszki (nie miałam ugotowanej) rozgniecioną tłuczkiem do ziemniaków, suszone śliwki pokrojone, sól, pieprz i dużo majeranku.

… wyszedł pełen słoik i trochę w miseczce …

Dziś – choć wiało niemiłosiernie – poszliśmy do lasku po południu, żeby psiepsioły mogły trochę pobiegać. Pstryknęłam jeszcze dwie fotki zwalonych brzóz, poprzednio ich nie pokazałam. Jedna oparła się na siatce ogrodzeniowej i żeby przejść dalej trzeba się schylić i przecisnąć pod nią. Dobra gimnastyka.

Jeśli myślicie, że ja pisałam dzisiejszy tekst, to jesteście w błędzie. Niestety, wydało się kto pracuje przy Lapku, nie da się już dłużej ukrywać 😀😀😀

… to jest kot, który czyta 😉 …

Bez względu na wszystko spokojnego weekendu i trzymajcie się zdrowo!

 

 

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 Responses to Piątkowy wieczór- ostatni w styczniu 2022!

  1. Stokrotka pisze:

    Kot, który czyta to naprawdę rewelacja. Bo kot z reguły śpi :-))
    Od rana narobiłaś mi takiego apetytu, że zaraz pójdę opróżniać lodówkę.
    Ja też budzę się bardzo wcześnie ale nie tłukę po mieszkaniu tylko cichutko robię pierwszą kawę no i piszę te swoje głupoty na blogu….
    O czasie biegnącym jak ten głupi to już nie będę pisać…. no bo wiadomo:-))
    Buźka Anko :-))
    Pamiętaj że w tym roku musowo spotykamy się w Łazienkach!!!!

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Oczywiście, że widzimy się w Łazienkach! Niech tylko wiosna przyjdzie, bo kiedy zimno to jak niedźwiedź chciałabym przespać cały czas dopóki ciepło się nie zrobi na świecie. Ale przecież wreszcie się zrobi 🙂 Na razie taka wichura, że głowę urywa. Na spacerze musiałam się psów trzymać, żeby mnie nie porwała 😉 Zresztą to żaden spacer był, zaledwie przemknięcie się między porywami wiatru na łąkę i z powrotem z obawą, żeby czymś nie oberwać, bo różne różności w powietrzu fruwają.
      Buziaki Stokrotko miła 🙂

  2. jotka pisze:

    Aniu, na pewno skorzystam z Twoich pomysłów, zwłaszcza smarowidełko i kotlety wyglądają pysznie.
    Z moją babcią mieliśmy podobne problemy, a sąsiedzi ze swoją. Raz zalała nam mieszkanie , a raz niemal nie zeszła, bo spadł jej poziom cukru, a opiekunka się spóźniła.
    Współczuję bardzo, bo znam to.
    Czas leci rakietą, minęły mi dwa tygodnie ferii, w poniedziałek do pracy, obym się nie zaraziła, choć wedle rządu mogę pozwać rodziców ucznia, który mnie zarazi, ciekawe jak go znajdę.
    Byle do wiosny, Aniu!

    • anka pisze:

      Jotko:-) No już ręce opadają od tych wymyślanych głupot, co jedna to lepsza! A skąd wiesz, czy nie zarazisz się od innego dorosłego, albo w sklepie, albo na ulicy… To znaczy Ty się nie zarazisz !!! Pozwać należy wszystkich rządzicieli, którzy tylko na słupki poparcia patrzą a nie na życie ludzkie. Nie ma się czemu dziwić, psychopata nie ma uczuć… Ale żeby aż tylu rodaków też – w głowie się nie mieści.
      Smarowidełka różne, to jest urozmaicenie codziennego menu, a przy okazji zużycie produktów oraz nakarmienie domowników czymś wartościowym dlatego wymyślam i korzystam z różnych inspiracji. Często Królowa Marysieńka podsyła mi przepisy na wypróbowane przez siebie smakołyki.
      Oby do wiosny, na razie wieje okrutnie. Uściski 🙂

  3. Kobieta Zniewolona pisze:

    Aniu podziwiam Cię, u mnie w domu nie ma szans na takie posiłki. Mój mięsożerca jest nie do przekonania. Ja czasem robię coś vegańskiego i zazwyczaj jest to pyszne ale po kilku dniach najzwyczajniej chodzi za mną pieczyste. Muszę spróbować serków skoro są w biedronce, ale próbowałam też sama je robić. Myślę że podejmiesz wyzwanie 🙂 tym bardziej, że można doprawić po swojemu.

    • anka pisze:

      KZ:-) Uważam, że nic na siłę, ale zredukowanie ilości mięsnych posiłków to już jest sukces. Ponieważ lubię dobre jedzenie (jak to Byk) to robię „doświadczenia smakowe” i jeśli wreszcie coś mi smakuje to wiem, że i mięsożercom też będzie smakowało. I tak metodą małych kroczków (oraz prób i błędów) dochodzę do potraw, które i MS jada. On świadomie, a babcia D. myśli, że to mięso i też je. Nawet potrafi powiedzieć, że „dobre to mięsko” 🙂
      Normalne sery ze zsiadłego mleka robiła moja babcia (wspaniałe były), czasem mama, ja też kiedy dzieci były małe. Teraz już nie, zresztą mleko nie nadaje się, musi być „prawdziwe:, a nie „ze sklepu” 😉 Musiałabym jechać na targ czy gdzieś po takie dobre. Ale nigdy nie mów nigdy 😉 Uściski!

  4. BBM pisze:

    O! U mnie dziś też o kocie. 😉
    Nieprzespane noce to koszmar!!! Może spytać lekarza o jakieś środki nasenne dla babci? Może w taki sposób uregulowałoby się jej sen?… Tak czy owak trzeba szukać jakiegoś wyjścia, bo się zamordujecie.
    Przepraszam, że ja tak z buciorami, ale znam temat… Ciepłe i Puchate podsyłam całymi garściami.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Twój kot cudny, byłam i widziałam, i zaraz wrócę 🙂
      Nie przepraszaj, nie ma za co. Tylko ktoś, kto przeżył podobne sytuacje wie o co chodzi w tym całym galimatiasie. Inny może dawać „dobre rady” nie mając pojęcia o czym mówi. Pani dr neurolog dodała nowe lekarstwo i zobaczymy jaki będzie rezultat. Zaczyna się od 1/4 tabletki i trzeba obserwować, tak też zrobimy.
      Ciepłe z Puchatym odsyłam rozmnożone 🙂

  5. Krystyna 78 pisze:

    Naprawdę fajne pomysły na potrawy. Może ciut pracochłonne, ale efekt końcowy super. Serdeczne pozdrowienia.

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Tak bardzo pracochłonne nie są, za to przez jakiś czas wygoda, bo wyjmujesz z lodówki i jest. Nie trzeba kombinować co by tu zjeść 😉
      Serdeczności!

  6. Urszula97 pisze:

    Czas ucieka nie wiadomo kiedy i gdzie popatrz Wojtuś już skończył 2 mce.Kucharka wyśmienita z Ciebie, jak lubisz to sama frajda.Z babcia lepiej nie będzie, ja też z tych co muszą spać, też mam noce ze niestety ślubny wyrabia to chodzę potem 3 do przodu a 2 do tyłu. No nic takie życie.Buziaki.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Po dzieciach najlepiej widać jak galopuje ten Pan Czas! Ty po Wojtusiu, a ja – poza Calineczką – widzę u sąsiadów. Dopiero się Krasnoludek urodził, a już go świat ciekawi, z wózka spogląda, oczkami przewraca, siadać próbuje, na brzuszek się przekręca… cudny!
      Wiem, że z Babcią D. lepiej nie będzie, oby jak najdłużej było jak jest. Współczuję nieprzespanych nocy Uleńko, niech ich jak najmniej będzie. Zobaczymy jak u nas po nowych lekach, może się trochę nocami uspokoi. Buziaki 🙂

  7. Pola pisze:

    No i super Anuśko, wszystko u Was dopilnowane, jedzonko przygotowane, tak ma być! Smarowidło fasolowe znam i robię co jakiś czas 🙂 Buziaczki posyłam :****

    • anka pisze:

      Polinko:-) Fasola daje pole do popisu i biała i czerwona plus przyprawy, które każdemu daniu nadają inny smak. To dla mnie fajna zabawa 🙂 Buziaki!

  8. Mysza w sieci pisze:

    Widać bardzo mu się Twoje pisanie podoba :)) Za mną chodzi ostatnio Twoja potrawka, dawno nie robiłam, a wszystkim smakuje. Takie kotleciki kombinowane już próbowałam, niestety z reguły muszę jeść je sama. Ale nie poddaję się w próbach umniejszenia ilości mięsa w posiłkach. Spokojnego weekendu i oby Babcia D. dała pospać. Ściskamy serdecznie w ten wietrzny czas!

    • anka pisze:

      Myszko:-) Kotleciki „zjadliwe” bywają dla mięsożerców gdy dużo różnych przypraw dodaję. Nawet Duży zjadł tofu w postaci gulaszu i stwierdził, że pierwszy raz „dało się zjeść”. Instrukcja – dla Małego – była tu – http://annapisze.art/?p=4863
      Możesz np. do mielonych kotletów dodać utarte tofu, przyprawić i usmażyć jak zwykle – na pewno zjedzą jak nic nie powiesz 😉 Potem możesz się przyznać, kiedy już przełkną ostatnie kęsy i pochwalą 😉
      Wieje straszliwie, pada i w ogóle jest niemiło. Słoneczka i pogody dla Was! Buziaki 🙂

  9. cieniewiatru pisze:

    kula ziemska kręci się zdecydowanie szybciej niż kiedyś 😉

  10. Eliza pisze:

    Wszystkie Twoje potrawy wyglądają apetycznie, ja nawet bym takie gotowała i jadła , ale gdzieś tak pomiędzy moimi mięsnymi, a tak bym chciała same warzywka, jednak nie wychodzi. U mnie też wieje , dynda złamana gałąź wielkiej, starej olchy, nawet jak spadnie nie ma co uszkodzić, to niech dynda. Może Twój kot przygotowuje się do matury :)))

    • anka pisze:

      Elizo:-) Wieje okropnie znowu, strasznie nie lubię takiego wiatru. Dawniej mówiono, że ktoś się powiesił gdy tak wiało, brr…
      Żarełko „warzywkowe” jako urozmaicenie można traktować, zawsze to mniej mięsa i zdrowiej przy okazji. Franuś jest kotem sąsiadów, który nas adoptował 😉 Jest taki mądry, że mu chyba matura niepotrzebna, hi hi, w końcu tylu celebrytów bez niej żyje i to dobrze 😉

  11. Mo. pisze:

    Też się cieszę Twoją patelenką i rondelkiem bo bardzo ładne. Zaintrygowałaś mnie tym smarowidłem z suszoną śliwką, wyobrażam ją sobie na świeżym chlebuniu, napewno przekozacko smakuje. U mnie też bardzo wiało przez ostatnie dni, widziałam dużo połamanych drzew, wszędzie leżą gałęzie. Jeśli wierzyć pogodowej aplikacji i radiowej prognozie pogody to jednego dnia wiatr osiągnął 64 km na godzinę, dawno takiej wichury nie widziałam. Dobrego nowego tygodnia, pozdrawiam cieplutko.

    • anka pisze:

      Mo:-) Ze świeżym chlebkiem, takim chrupiącym, to już w ogóle bajka 🙂
      „Przekozacko” – nigdy nie słyszałam określenia, od razu mi się z „Ogniem i mieczem” skojarzyło. To tak jak z moim „na polu” i „na dworze”. Kiedy jestem w Szczawnicy (czy dawniej w Tenczynku u dziadków) od razu automatycznie przechodzę na wersję krakowską, czyli wychodzę na pole 😉
      Przez ostatnie dni znowu pioruńsko wiało, mój dziadek powiedziałby, że sakramencko wiało 😉 Niech już przestanie, bo głowa mi pęka, to normalnie halny był.
      Moniko, Tobie też życzę dobrego tygodnia bez względu na pogodę. Buziaki 🙂

      • Mo. pisze:

        Kiedyś do mojej cioci przyjechała koleżanka z małopolski, miały jakieś sympozjum i moja babcia została z synem tej koleżanki w domu. W pewnym momencie chłopiec powiedział do mojej babci, że chce iść na pole na co moja babcia bardzo się zmartwiła i odpowiedziała: dziecko kochane, to jest Gdynia, duże miasto, gdzie ja Ci pole znajdę ha ha ha. Śmiechom nie było końca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *