Wróciłam!

Skończyły się moje piękne wakacje, wróciłam do domu i nie wiem w co mam włożyć ręce. Ale nic to, pomału odnajdę się w rzeczywistości. Wprawdzie pobyt w raju (czytaj: w Szczawnicy) zmienia na ten czas (pobytu) sposób patrzenia na świat, trzeba jednak się otrząsnąć,  a rajskie widoki zachować w sercu, oglądać na zdjęciach i pokazywać Wam dla rozrywki w długie, zimne wieczory.
W środę zaczęliśmy się pakować (dziś niedziela), powrót zaplanowany był na czwartek. Szilka widząc torby, ruch i pakowanie staje się niespokojna, wyraźnie się boi. Być może właśnie przy okazji jakiegoś wyjazdu została wyrzucona/porzucona. Kto to może wiedzieć? Bidusia nie powie przecież. Tłumaczyliśmy jej, że jest kochana, nigdy jej nikomu nie oddamy itd. Skitek nie wiedział o co chodzi, ale dla towarzystwa też się zaniepokoił i zdenerwował. My z kolei zaniepokoiliśmy się jego zdenerwowaniem, żeby nie dostał ataku. Babcia D. zobaczywszy pakowanie też zaczęła się niepokoić. W związku z tym przez całą noc chodziła po mieszkaniu, wstała z łóżka, ubrała się i chciała o północy jechać. Nabrała jakichś podejrzeń (typowy podręcznikowy przykład), że … nie wiem co. Może, że chcemy ją zostawić, pojechać bez niej, ukraść jej bagaż… i co tam jeszcze w chorej głowie może się urodzić. Nie pamiętała ile czasu spędziła w Szczawnicy, zresztą po obiedzie nie pamiętała, że po śniadaniu już była na spacerze. Mąż robił mamie zdjęcia i pokazywał na dowód, że mówi prawdę. Z przykrością stwierdzam, że splątanie się nasila. Wizyty u lekarza nie było, odwołano przecież wszystkie, a co przez telefon może neurolog powiedzieć? Jeszcze o osobie mającej 88 lat, nie widząc jej i nie mając możliwości z nią porozmawiać? No cóż, jest jak jest, ważne, że na spacery chodziła, ruszała się i nawet po schodach musiała się wdrapać i problemów z ciśnieniem nie było.
Wracaliśmy więc w czwartek. Droga była zupełnie dobra mimo naszej nieprzespanej nocy, robót drogowych, drobnego deszczu padającego w niektórych rejonach. Zrobiliśmy przystanek, żeby pieski mogły rozprostować łapki i załatwić swoje sprawy. Zmarzłam okrutnie, wygwizdało mnie na dziesiątą stronę, bo jakoś wcześniej nie pomyślałam, że może być aż tak zimno. Moja wina, bo to przecież połowa października była, a ja nie wzięłam pod uwagę, że trzeba będzie opuścić ciepłe auto i wyjść na zewnątrz.
Po 6,5 godzinach dotarliśmy do domu. Psiaki wyskoczyły, uszczęśliwione podbiegły w radosnych podskokach, Mąż z kluczem do drzwi a klucz… złamał się w zamku! Nie dało rady wejść do środka! A tu zimno, ciemno, psiepsioły nie mogły zrozumieć czemu znowu muszą wejść do ciasnego pudełka, w którym już tyle czasu spędziły! Rozpoczęło się poszukiwanie ślusarza. Tu podziękowania dla tych, co wymyślili telefony komórkowe 🙂 Mały znalazł namiar na pana Sebastiana (wszystkie pogotowia zamkowe do kitu się okazały, kazały czekać 2 godziny!), który szybko przyjechał i nie dość, że nas do domu wpuścił, to jeszcze naprawił zamek.
A w domu zimno jak w lodówce, zanim się nagrzało – trochę musiało potrwać. A w ogóle słowo lodówka wzbudza we mnie do tej pory zimny dreszcz nie tylko ze względu na temperaturę… Otóż nie było prądu podczas naszej nieobecności i cały zamrażalnik wypłynął na kuchnię… Wszystko trzeba było wyrzucić, uporać się z brudem i smrodem. Tu Moje Szczęście największe miało zasługi co przyznaję szczerze. No dobrze, było, minęło i mam odmrożoną lodówkę. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło 🙂
Bez telewizora było mi bardzo dobrze, nie denerwowałam się patrząc na gadające głowy, czytałam tylko nagłówki w necie, żeby wiedzieć co się dzieje. A że się źle dzieje w państwie naszym – to wiadomo …

Ale co tam, przyroda się ludźmi nie przejmuje i pokazuje swe jesienne, dojrzałe oblicze 🙂

Na ostatniej fotografii łania z dzieckiem (chyba z córeczką, bo synek miałby małe różki), które chodzą po osiedlu, odwiedzają różne miejsca i zachodzą w odwiedziny bez względu na napisy na bramie. Są śliczne 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

 

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie, Szczawnica. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 Responses to Wróciłam!

  1. Mysza w sieci pisze:

    Aż się chce w góry na te Twoje cudne widoki 🙂 Najważniejsze, że wróciliście cało i zdrowo! Choć z przeszkodami w zamku i lodówce.. Aniu, tak bardzo chcieliśmy w styczniu pojechać w nasze pobliskie góry, a tu wszystko pod znakiem zapytania. Strefa czerwona coraz bliżej, chorych coraz więcej. Co to się porobiło.. Dobrze, że choć przyroda uspokaja i trwa, zmieniając tylko swe szaty. Zdrówka dla Was i spokoju dla psiepsiołów, ściskamy serdecznie 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Jestem przerażona sytuacją. Znów Mały tylko pod drzwi podszedł i nie chciał wejść do domu, żeby nam nie przynieść tej francy, nie mogłam synka przytulić po przyjeździe, bo się nie pozwolił. Zostawił co miał, pogadaliśmy chwilę na odległość i odjechał…
      Zdrówka dla Was! Buziaki!

  2. Urszula97 pisze:

    Marzenie się spełniło kolejny raz, było cudnie a pod domem i w domu to zimny prysznic, byłaś tak naładowana pozytywną energią że wzięłaś na spokojnie te sytuacje na klatę.Masz nerwy że stali czy co ?Mimo wszystko wpis ciepły i zadowolenie wielkie.Fotki cudowne, jesteście wspaniali, pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Ula:-) A co było robić? Jakoś trzeba sobie radzić bez względu na wszystko. A prysznic był zimny faktycznie 😉 Szczerze mówiąc najbardziej stęskniłam się za wanną z gorącą wodą 🙂
      Zdjęć zrobiłam sporo, będzie co pokazywać. Uleńko, dziękuję za dobre słowo. Uściski serdeczne i Ciepłe z Puchatym na zdrowie 🙂

  3. Magda pisze:

    Ech, zawsze żal, kiedy trzeba wracać .. Ale i zdjęcia przepiękne, i „prawdziwym powietrzem” oddychaliście, i spacery były w miejscach ukochanych. Będzie co wspominać ( i nam opowiadać) w zimie !!
    uściski !!
    dobrze, że ten zamek tak szybko udało się naprawić, ufff

    • anka pisze:

      Magduś:-) Żal, pewnie, że tak. Ale – już zrobiło się zimno, mokro i babcia D. nie mogła nawet na balkonie siedzieć. Cudnie było, co widać na fotkach 🙂 Powietrze „prawdziwe”, bo jak ciepło to piece nie działają i nie ma smogu. Kiedy robi się zimno widać dymy z kominów.
      Oj dobrze, że Mały znalazł odpowiedniego fachowca, nie wiem co byśmy zrobili bez niego i nie chce nawet o tym myśleć, brrr 🙁
      Buziaki!

  4. BBM pisze:

    Fajnie, że tyle czasu udało się Wam wyrwać na pobyt w ukochanym miejscu. To naładowanie akumulatorów na kolejne dni, tygodnie, miesiące…
    Ale w końcu- Witaj w domu! Serdeczności. :)))

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Bardzo fajnie 🙂 Wspomnienia wracać będą podczas oglądania zdjęć i pokazywania ich na blogu. W domu – najbardziej stęskniłam się za wanną z gorącą wodą 🙂
      Dziękuję za miłe powitanie 🙂 Buziaki!

  5. Stokrotka pisze:

    To powrót do włąsnego domu faktycznie z niesamowitymi przygodami.
    „Nic to Baśka” – jak mawiał Mały Rycerz – najważniejsze, że piękne wspomnienia przywiozłaś i „oczy se napasłaś” bajecznymi widokami./O tych napasionych oczach to moja góralka Hanuś zawsze mi mówi jak wracam spod samiuśkich Tater!!!/
    Trzymaj się dzielnie i zdrowo Anko Miła:-)

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Ano, zem se ocy napasła na zapas i musi wystarcyć 🙂
      Słowa Pana Michała często powtarzam przy różnych okazjach. Tak jak i Scarlet – „pomyślę o tym jutro” 🙂 No i czy można żyć bez książek i postaci z nich, które się dla nas realne stają? No nie można przecież 🙂
      Uściski serdeczne Stokrotko kochana 🙂

  6. Krystyna 7 8 pisze:

    Dobrze, że udało Ci się wyjechać i odpocząć.

  7. jotka pisze:

    Takich niespodzianek po powrocie nikomu nie życzę, mały horror!
    Fajnie macie w tej Szczawnicy, ratunek dla znękanej głowy i ciała:-)

    • anka pisze:

      Jotko:-) Horror prawdziwy, wyobraź sobie, że nie można wejść do domu a babcia musi do toalety…
      Szczawnica to naprawdę dla nas raj, odpoczynek, sama myśl o kochanym miasteczku przywołuje uśmiech. W końcu była to miłość od pierwszego
      wejrzenia 🙂

  8. Lucia pisze:

    Najwazniejszy jest finał. Skończyło się dobrze mimo kłopotów. A zdjęcia pokazują że warto było pojechać odpocząć i jeszcze piękne fotki przywieźć. Trzymajmy się Aniu całusy.

    • anka pisze:

      Luciu:-) Właśnie, wszystko dobre, co się dobrze kończy, prawda? Oczywiście, że warto było pojechać. Zawsze jak tam dojeżdżam to mam wrażenie, że wracam do domu 🙂 Buziaki!

  9. bognna pisze:

    Nawet po najpiekniejszych wakacjach mawiam: home sweet home. I chyba tak wlasnie jest.
    U nas na szczescie cieplutko w domu:) Tzn. 21°. Dla mojej mamy lodowka.

    • anka pisze:

      Bognna:-) Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej, tak to brzmi po polsku, prawda? Tylko, że w Szczawnicy też czuję się jak w domu.
      Już się tutaj nagrzało i jest cieplutko, dziś nawet nie padało, może jutro prawdziwe babie lato wróci? Bardzo by się przydało, w ogródku dziki busz i nie da się na mokrą trawę wejść, żeby ją skosić. Psiaki mokrzutkie wracają i nie widać „psich pakunków” w wysokiej trawie 😉

  10. Lucy pisze:

    Kurcze, tak po prostu prądu nie bylo??
    Szokujące. I takie zmarnowanie, robotę z tym pomijając…
    Jesien… Nie zawsze złota i pięknie słoneczna, u nas też buro i mokro.
    Pozdrawiam covidowo

    • anka pisze:

      Lucy:-) Czasem wyłączają, a czasem awarie się zdarzają przez te zawirowania pogodowe. Dużo tego nie było, ale zawsze szkoda. Najbardziej koperku zamrożonego na zimę, uwielbiam koperek 🙂
      Ściskam serdecznie ale bez covida, niech go szlag trafi w całej rozciągłości.

  11. fuscila pisze:

    Piękna ta Wasza odskocznia! A już jesienią, to w ogóle cała paleta barw!
    Jak człowiek sobie naładuje akumulatory w takim miejscu, to potem chyba łatwiej można się uporać z niespodziankami!
    Zdrowia i moc Ciepłego z Puchatym ! :-)))))

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Piękna w rzeczy samej 🙂 Jeszcze nie było całej jesiennej palety, musieliśmy wracać i nie widzieliśmy tym razem, tam jeszcze zieleń przeważała. Ale na starych fotkach mam trochę więcej kolorów.
      Masz rację, że potrzeba siły aby zaliczać po kolei lekcje, które zadaje nam rzeczywistość. Odsyłam Ciepłe z Puchatym i dziękuję 🙂 Buziaki!

  12. wilma pisze:

    Rany! przez ten nie do końca naprawiony komputer jestem tak odcięta od świata, ze nawet nie wiedziałam, ze wyjeżdżałaś.
    Ale, ze pobyt miałaś bardzo udany jest sprawą niewątpliwą, o czym świadczą te piękne zdjęcia.
    Chętnie bym też zobaczyła tamte strony, szczególnie właśnie jesienią, ale jakoś mi tam nie po drodze;(.
    Serdecznie pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Wilmo:-) Pobyt w Szczawnicy zawsze jest udany, to taki nasz raj na ziemi i odskocznia od rzeczywistości, a przy okazji kuracja klimatyczna dla astmatyków (oboje z Mężem cierpimy na tę przypadłość). Wcale Ci się nie dziwię, że chciałabyś tam pobyć w tak zwanych pięknych okolicznościach przyrody, może kiedyś uda się, czego serdecznie życzę 🙂
      Zdrowia! I Ciepłe z Puchatym co wyjątkowo potrzebne w tym czasie!

  13. Ewa pisze:

    Aniu kochana, ja też wróciłam i nie mogę się odnaleźć, każdy dzień w Krainie Deszczowców to była sielanka / idylla, z dala od codziennych rozczarowań i kłopotów tutaj… Migrena od rana, szalone telefony od mojej Mamy, w domu kurz i głód i zimno, bo się jeszcze nie nagrzało… Przytulaski rozpaczliwe

    • anka pisze:

      Ewuś:-) Ale weszłaś do domu od razu i klucz się nie złamał, do tego wyobraź sobie babcię szukającą miejsca na sikanie…
      Nagrzeje się szybko, kurz to też stworzenie boskie i nie należy się nim aż tak bardzo przejmować, z głodem też sobie poradzisz. Mama zrozumie jak bardzo jesteś jej potrzebna… Ewcia, będzie dobrze! Przytulam!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *