Kwiatki dla Ali i zupa dla Ervi :)

Sięgnęłam do przepisów ponieważ mi się przypomniało, że miałam specjalnie dla Ervi podać przepis na zupę selerową. Oczywiście nie oznacza to, że tylko Ervi może z niego skorzystać tym bardziej, że zupa jest nadzwyczaj smaczna, czego przed wypróbowaniem po zupie selerowej bym się nie spodziewała 🙂 Trzeba przygotować (tak było w przepisie, nie wiem już skąd go miałam):
2 selery
1 duży ziemniak
1 por (biała część)
1 ząbek czosnku
serek pleśniowy
sól, pieprz, gałkę muszkatołowa
dymkę, natkę, koperek
śmietanę
masło
2 kostki bulionowe

1. selery i ziemniak obrać, pokroić w kostkę, ugotować z kostkami bulionowymi
2. por pokroić w talarki, czosnek również, podsmażyć na maśle, wrzucić do garnka
3. dodać przyprawy, gotować ok. 25 min.
4. pod koniec gotowania dodać serek i śmietanę, zmiksować
5. dymkę i zioła na talerzu dodać dla dekoracji

Teraz tak: natki nie daję bo nie lubię, gałki też bo nie pamiętam o niej. zamiast pleśniowego serka topiony albo wcale jak nie mam, wtedy zagęszczam lekką zasmażką. Masła tyle, żeby podsmażyć pora z czosnkiem a śmietany ile się wleje, żeby było smaczne. Utartym żółtym
serem sypię po wierzchu, wtedy ładniej wygląda. I gotowe 🙂

Zdjęcie jeszcze raz, dla  ładniejszego wyglądu wpisu 🙂

Drugi wypróbowany przepis jest spisany od koleżanki a dotyczy sosu. Alicja zagląda na bloga, więc może trafi akurat na ten wpis. U niej jadłam pierwszy raz, był wtedy koperkowy podany do pieczeni rzymskiej z indyka. Zachwyciłam się i dlatego zabrałam przepis ze sobą i odtąd jest na stałe wpisany do zeszytu z przepisami. W zależności od potrzeb modyfikowałam go, występował jako chrzanowy, szczypiorkowy i musztardowy poza wersją koperkową, wpisaną jako sos Ali. Potrzebne są:
koperek świeży albo mrożony
1 łyżka masła
1 łyżka mąki
1 szklanka bulionu ( 1/2 kostki rozpuścić)
2 łyżeczki śmietany (18%)

1. rozpuścić 1/2 kostki bulionowej
2. w rondelku rozpuścić masło, dodać mąkę, wymieszać, podsmażyć
3. dolać bulion do rondelka, wymieszać, zagotować, dodać śmietanę
4. wymieszać dobrze, zdjąć z ognia, dodać koperek, wymieszać i gotowe

Dopóki nie wzięłam od Ali przepisu – nie potrafiłam zrobić dobrego sosu, zawsze było coś nie tak, choć wstyd się przyznać. Ale… z drugiej strony… człowiek się uczy przez całe życie a kiedy przestaje, no…, to już jest całkiem niedobrze…
Tak więc zupa dla Ervi a kwiatki dla Ali 🙂

Alusia, pozdrowienia 🙂

Jak dużo się nauczyłam od Was, blogowych koleżanek w kwestii kulinarnej też! Jotki drożdżówka i jednojajkowiec Lucii z różnym nadzieniem to jest obecnie nr 1 w mojej kuchni. Mąż nawet nie chce murzynka, do niedawna ulubionego swego ciasta, woli te nowe 🙂
Słodkiego dalszego ciągu tygodnia 🙂 🙂 🙂

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 Responses to Kwiatki dla Ali i zupa dla Ervi :)

  1. fuscila pisze:

    Podkradam i ja ten zupowy przepis, bo tak się złożyło, że ostatnimi czasy „siedzę” w zupach. O! I dobrze, że można zastąpić koperek czymś innym. Ja akurat tego ziela nie lubię, a pamiętam z młodszych lat, jak przemycając je Progeniturze tłumaczyłam, że „mamusia nie jada koperku i pietruszki, bo ją potem wątroba boli”! :-))))))
    Serdeczności!!!!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Podkradaj na zdrowie i zmieniaj po swojemu. Koperek uwielbiam, im więcej tym lepiej ale nie lubię pietruszki. Dowolność obowiązuje i zobowiązuje do poszukiwania najlepszych smaków i rozwiązań 🙂
      Fufilko, to Ty dzieci tak oszukiwałaś? Ja tylko mówiłam, że czarownica siedzi na dźwigu budowlanym (akurat wtedy był obok domu) i wszystko widzi jak nie chciały jeść 🙂
      Buziaki 🙂 🙂 🙂

  2. Mysza w sieci pisze:

    Popieram, dzięki blogowym znajomościom można się wiele dowiedzieć i nauczyć 🙂 Każdy wpis przynosi coś nowego.. Twoje przepisy również 🙂 Do zupy selerowej moi rodzice dodają serek Hohlanda. Kiedyś też nie sądziłam, że selerowa mi posmakuje, a tu proszę. To smacznego Aniu i miłego dnia 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Dziękuję 🙂
      Dzięki zapisywaniu przepisów na blogu postanowiłam co następuje: z miliona wyciętych kartek, karteczek, zapisków, wydruków itp. będę po kolei testować (lub usuwać przed) wszystkie łatwe, proste i zachęcające do wypróbowania. Jeśli będą smaczne to zostaną, reszty się pozbędę. Wynikami oczywiście z Wami się podzielę 🙂
      I co Ty, Myszko, na to?

      • Mysza w sieci pisze:

        Jestem całkowicie za i mam nadzieję, że te proste i przyjemne przepisy wniosą coś nowego do mojej kuchni. Tak jak buef ala Anka Czuję potrzebę odmiany menu ale nie lubię skomplikowanych i czasochłonnych potraw. Czekam niecierpliwie na wyniki Twoich testów

        • anka pisze:

          Myszko, w takim razie nie ma wyjścia 🙂 Muszę się wziąć za spełnianie obietnicy co na pewno mnie wyjdzie na zdrowie ponieważ pozbędę się tony makulatury. Przy okazji coś do zeszytu z przepisami wskoczy nie tylko mnie, będzie więc korzyść podwójna 🙂

  3. BBM pisze:

    Czyżby to była Twoja kwiatowa kompozycja?… Bardzo ładna! 🙂

    • anka pisze:

      BBM:-) Zdjęcie moje, kompozycja babci D. z czasu gdy jeszcze wychodziła sama poza osiedle. Wnioskuję na podstawie składu bukietu. Wszystkie kwiatki z ogródka poza kłosami zboża, które musiały zostać przyniesione z zewnątrz ponieważ u mnie zboże nie rośnie. Widać groszek, rozchodnik jeszcze zielony i owoce róży także, żółtą nawłoć, z tyłu chyba zerwana ukradkiem pelargonia, trawy jakieś a to wszystko w moim ulubionym kubku do kawy 🙂
      Nie da się ukryć, że ładna, dlatego zrobiłam jej fotkę, kompozycji znaczy 😉

  4. Ewa pisze:

    Ania „natchłaś” mnie znowu. Zupa selerowa to jest cud kulinarny, a seler to jest cud natury par excelence. Kiedyś w natchnieniu zrobiłam selerową z flambirowaną gruszką i … klękajcie narody. Co do sosów, to nie daję nigdy zasmażki ani bulionów, bo wydaja mi się wtedy te sosy jakieś niezdrowe (hihihi, jakby w ogóle nasze jedzenie było zdrowe), tylko redukuję i śmietanuję. Ale się nawymądrzałam, ja, ekspert od siedmiu boleści 😀

    • anka pisze:

      Ewcia, czy flambirowane to podpalane? Zrobiłaś zupę selerową z podpaloną gruszką? I Ty mówisz, że gotować nie umiesz? Bujasz, moja Panno, bujasz. Może nie lubisz ale to robisz. Ja nie lubię sprzątać ale też to robię (czasami, hi, hi) 😉 Bulion może być przecież swój, domowy, na prawdziwych warzywach ugotowany, będzie zdrowszy. Jak jeszcze coś będziesz… flambirować… to zrób zdjęcie i pokaż koniecznie, bo nie uwierzę 😉

      • Lucia pisze:

        Jak mi miło ze jednojajkowiec święci tryumfy. Akurat za selerem nie przepadam mimo że zupy lubię i teraz w Italii mi ich brakuje w wersji naszej rodzinnej. Koperek i sos koperkowy uwielbiam chociaż moj przepis trochę inny. A kwiatki urocze

        • anka pisze:

          Lucia:-) jednojajkowiec jest mistrzem sezonu, bezapelacyjnie. Seler ma ukryte oblicze – jak się przekonałam, naprawdę smaczne, choć nie podejrzewałam go o to. Koperek kocham i jeść i wąchać 🙂
          Teraz babcia D. znosi do domu liście i upycha gdzie się da, co już w niczym nie przypomina ładnego bukietu.
          Kciuki trzymam 🙂

      • Ewa pisze:

        Ania, kiedy to było… Miałam jeszcze zapał i siły i czas, żeby eksperymentować. I do tego mieszkałam w mieście, w którym można było zwiedzić cały kulinarny świat i było mnie na to stać, więc inspiracje miałam nieograniczone. I do tego w sklepach można było kupić wszystko, absolutnie wszystko, co nadawało się do jedzenia… A co do flambirowania, to często podpalam banany 🙂

        • anka pisze:

          A potem się skarżyłaś, że się pali koło Ciebie 😉 Żart oczywiście. Jak to robisz? One surowe czy smażone czy jeszcze inne, te banany? Opowiedz jak to robisz, proooszę 🙂
          Ewcia, masz super wspomnienia więc pisz o tym i nam opowiadaj, fajnie będzie 🙂

          • Ewa pisze:

            Banany czasem robię na deser, kiedy nie mam nic słodkiego, a mam banany, chociaż śliwki i plastry ananasa też świetnie się udają. Trochę masła z cukrem na patelnię (ja daję mnóstwo cukru, bo jestem nienormalna), kiedy cukier się rozpuści kładę na to owoce (banany przekrawam wzdłóż na pół), kiedy zmiękną wlewam trochę rumu i podpalam zapałką (ostrożnie!) i dzwonię na 998. Żartuję. Alkohol powinien się szybciutko wypalić i kiedy płomień zgaśnie, można pożerać. Ale można też dodać rum i nie podpalać i wtedy alkohol zostaje i to chyba jest lepsza wersja 🙂

  5. Urszula97 pisze:

    Fajne wpisy kulinarne, jakby tak wszystkie zebrać to wyszłaby jakaś blogowa książka kulinarna.Z selera uwielbiam sałatkę selerową, ugotować selery ,pokroić w kostkę, dodać cebulę w kosteczkę pokrojoną, doprawić pieprzem,solą,kilka kropel oleju i kapkę octu.Uwielbiam ją do dań z kaczki, pieczeni .Bukiet oryginalny i śliczny.

    • anka pisze:

      Ula:-) Takiej sałatki nie znam, wypróbuję z wielką chęcią 🙂 Założyłam sobie w Lapciu notatnik specjalnie na przepisy. Dopiero niedawno na to wpadłam, już teraz będę tam trzymać przepisyz netu i blogów. Twój na sałatkę właśnie tam powędrował.
      Bukiet rzeczywiście ładnie się prezentuje na zdjęciu 🙂

  6. Evi pisze:

    Kochana dziękuję za pamięć <3

    Piękna zupka i śliczne kwiatki 🙂

  7. jotka pisze:

    Zupę selerową z serem pleśniowym na pewno zrobię, a sos znam od mojej teściowej, na jego bazie można robić różne sosy, zależnie od tego, co dodasz: musztardę, chrzan…
    Pozdrawiam smakowicie , a kwiatki cudne:-)

    • anka pisze:

      Jotko:-) Do tej zupy robię jeszcze grzanki na masełku na patelni z chleba w drobną kostkę pokrojonego albo z bułki, zależy czego w domu jest więcej w danej chwili. Jeśli grzanek trochę pozostanie, zwykle zostają schrupane do wieczora.
      Sos jest świetnym ratunkiem również w sytuacjach awaryjnych, np. gdy coś wyjdzie zbyt suche, albo smak nie do końca pożądany. Wypróbowałam i chrzan, i musztardę oraz szczypiorek i koperek, wszystkie wersje dobre.
      Odpozdrawiam serdecznie, a kwiatki zawsze swój urok mają 🙂

  8. amasja pisze:

    Nie lubię sprzątać ale lubię gotować i eksperymentować w kuchni i to bardzo. Mam to po Taciku. Trochę ograniczyłam sobie pole do popisów z własnej i nieprzymuszonej woli rezygnując z mięsa jakieś 2 lata temu. No i alergia na kazeinę też trochę mi dokucza ale daję radę:-)
    Gdy jeszcze jadałam mięso uwielbiałam klopsy w sosie koperkowym robione przez mojego tatę. Przepychota! Teraz wystarcza mi samo wspomnienie ich niesamowitego smaku.
    Seler to super warzywo. Bardzo go lubię. W sałatkach, surówkach, placuszkach, itd. Czasem robię z niego puree do drugiego dania zamiast ziemniaków, kaszy czy ryżu.
    Przepis na zupę podkradnę i trochę dostosuję go do swoich potrzeb.
    Ostatnio króluje u mnie dynia! Zupa z dyni, ciasto z dyni, dynia pieczona, frytki z dyni, placki z dyni, puree z dyni, dynia marynowana, itd. Jeszcze chwila i sama zamienię się w dynię:-)
    Pozdrawiam serdecznie i dyniowo, Aniu!

  9. anka pisze:

    Amasjo:-) Moja Ty pokrewna duszyczko, nie lubię sprzątać a lubię gotować 🙂
    Gdyby nie domownicy zrezygnowałabym całkowicie z mięsa. W każdym razie definitywnie i ostatecznie ssaków nie jadamy. Staram się robić potrawy zastępujące mięsne obiady – czyli np. makaron z sosem pomidorowym, naleśniki, kluski serkowe, placki z jabłkami czy gulasz z pieczarek. Kotlety pieczarkowo- boczniakowe z kaszą bulgur albo jaglaną wychodzą mi zupełnie dobre, nawet Mąż się nie wykrzywia ze wstrętem jak kiedyś na samą myśl 😉 i mówi, że dobre, czasem nawet bardzo dobre 🙂
    Seler w sumie niedawno odkryłam i zupełnie zadziwił mnie smakiem. Zupa jest pyszna, surówkę jadłam i była również smaczna, upiekłam pasztet z selera i byłam zaskoczona, że da się zjeść. Mój Mały jest wegetarianinem, od niego i dla niego się uczę nowości 🙂
    Jeśli chodzi o dynię to jedynie z dzieciństwa pamiętam, że pestki dawało się dzieciom jak miały robaki – taki nieapetyczny aspekt, ale życiowy 😉 Mama robiła w occie i to czasem jadłam (dynię, nie robaki 😉 ). Żadnych innych postaci dyni jakoś nie przyswoiłam i najbardziej mi odpowiada jak gdzieś leży/stoi i ładnie wygląda 🙂 Raz wydrążyłam, zalałam miodem i miał z tego powstać medykament na dolegliwości różniste. Nie bardzo mi to wyszło i odstąpiłam od wykonywania podobnych eksperymentów. Olej dyniowy kupiłam w zielarni. Placki z dyni…, hm, może tego bym spróbowała? Powiedz jak robisz, jeśli możesz i chcesz oczywiście, zanim się w tę dynię zamienisz 🙂
    Ściskam serdecznie 🙂

  10. anka pisze:

    Ewa:-) Obie wersje brzmią smacznie, tylko nie wiem czy odważę się podpalić, w końcu jako córka strażaka czuję wewnętrzny opór 🙂

  11. Lucy pisze:

    Zamienmy seler na pasternaki, które w tym roku jak co roku, obrodzily u nas… 😉 mysle, ze tez smakowalaby taka sama zupa pasternakowa. Selera nie mamy.
    Hm, pestki dyni na robaki? Ja znam jedynie wersje dla meuczyzn przy powiekszeniu prostaty i gdy w nocy czesto musza wstawac.

    • anka pisze:

      Lucy:-) Z robakami to święta prawda, dawano dzieciom. Jaka skuteczność – nie wiem, ale wiedza ludowa często się sprawdza. Może też być, że to regionalny sposób, spod Krakowa, w innych regionach Polski mogą znać inne na różne dolegliwości.
      Dla facetów podobno bardzo zdrowa dynia jest, nawet olej można w zielarni kupić ale, podejrzewam, że to też indywidualna sprawa, jednemu pomaga, drugiemu nie. Może sprawa genetyki wchodzi w rachubę.
      Pasternaka nie jadłam nigdy, wiem tylko, że „figa z makiem, z pasternakiem” 😉 Poza tym nic. Jak smakuje, podobnie do selera?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *