Stefania Cichocka, pani Stenia

W nawiązaniu do poprzedniego tekstu, muszę, po prostu muszę, wspomnieć o pani Steni Cichockiej. Osobę pana Tadeusza Pankiewicza i pani Steni łączy dzień i miesiąc urodzenia czyli 21 listopada ( lata już inne) oraz medal Yad Vashem.
Panią Stenię poznałam w ten sposób, że korzystałam w okresie studiów z Biblioteki, w której pracowała. Była niesamowicie ciepłym, dobrym, życzliwym człowiekiem o ogromnym sercu. Pochodziła ze Lwowa. Tam uczyła się w gimnazjum im. Juliusza Słowackiego wspólnie z Rut i Haliną. Kiedy rozpoczęła się wojna – wiadomo, dziewczynom groziła śmierć ze względu na pochodzenie. Pani Stenia wyszła za mąż i oddała Rut swoje panieńskie dokumenty ratując ją w ten sposób przed zamknięciem w getcie. Później pracując wraz z mężem koło Lwowa w gospodarstwie w Oleszycach, ukrywała Halinę, jej matkę Zofię i siostrę Jankę przez około trzy miesiące. Poza tym – już jako członkini AK – nosiła do getta szczepionki przeciw tyfusowi oraz produkty pierwszej potrzeby narażając swoje życie.
5 listopada 2009 roku pani Stenia odebrała przyznany medal i dyplom honorowy Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Zdążyła odebrać osobiście, zmarła miesiąc później, 2 grudnia.

20.04.2017

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Stefania Cichocka, pani Stenia

  1. Pingback: Odchodzenie… | Anna Pisze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *