Zapiski ostatnich dni czerwca 2026 🙋‍♀️

Poniedziałek, 29 czerwca – Miałam szczery zamiar od poniedziałku zacząć porządnie, przyzwoicie ponowić kontakty i współpracę z moim – ostatnio zaniedbanym – kochanym kącikiem. Ale… Można sobie planować  🙁 W tej chwili jest godzina szesnasta czterdzieści dziewięć kiedy zapisuję na kartce te słowa, żeby znowu nie zapomnieć co powiedzieć chciałam. Do tej pory przebieg mego dnia wyglądał następująco: o czwartej Szilka zapragnęła  wejść do domu (nockę spędziła na trawie gdzie jej było chłodniej) więc ją wpuściłam i o piątej wyszłyśmy na poranny  spacer. Pięknie było, bez upału, tak w sam raz, świeżo, przyjemnie, pachniało wakacjami u babci. Po powrocie zrobiłam sobie kawę, usiadłam na tarasie, włączyłam zaległe słuchowisko (czyli po dzisiejszemu podcast). Ledwo się skończyło MS woła, że się matka rusza. Trzeba ją wtedy szybko na „tronie” posadzić, żeby się obyło bez powodzi w łóżku, prania pajacyka i prześcieradeł jak się ostatnio kilkakrotnie zdarzyło. W upały babcia D. pije więcej to i pampersy nie zawsze wytrzymują ciśnienie, co szczególnie widać po nocy jeśli się zagapimy. Posadziliśmy więc ją na „tronie”, usiadłam na schodkach mając delikwentkę na oku. MS poszedł do garażu po zgrzewkę  wody, czego się domyśliłam słysząc otwierającą się bramę garażową, bo specyficzne odgłosy ona wydaje. I… okazało się, że bojler zaczął przeciekać! Woda zalała całą kotłownię. Dobrze, że MS przytomnie prąd wyłączył.

Dokonaliśmy babciowych ablucji i poleciałam na dół. Jak dobrze, że mam szczawnickie niebieskie kaloszki nabyte w DT”Halka” 🙂 idealne w takich niespodziewanych przypadkach oraz na poranny spacer z Szilką, gdy od rosy przemakają wszystkie buty łącznie ze skarpetkami. Zabrałam się za wynoszenie, wycieranie, osuszanie, pot płynął strumieniami, założyłam więc opaskę na czoło, bo nie nadążałam wycierać i piekły mnie oczy… Temperatura powietrza podskoczyła  do 33 stopni. Nawiasem mówiąc już wiem po co biegacze używają opasek, dotąd myślałam, że dla urody 😀 W tym czasie MS nakarmił matkę i znalazł hudraulika, który powiedział, że będzie koło 10-ej. Zrobiłam sobie drugą kawę, MS złapał parówkę, żeby o pustym żołądku spraw nie załatwiać 🙂

Ileż się w takiej małej kanciapie nazbierało rzeczy! Trzeba było opróżnić całość, żeby osuszyć podłogę i zrobić wolny dostęp do bojlera. Nagromadzone klamoty są prawie w całości przeznaczone do wywiezienia do PSZOK-u, tam są dwa stare odkurzacze, spalone elektryczne czajniki, plątanina kabli nie wiadomo od czego, jakaś stara klawiatura i inne „cuda”, tak więc nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło, bo MS będzie musiał się tym zająć.

Co jeszcze robiłam? Obiad dla nas to szybka była sprawa. Miałam indyka dla MS, do tego makaron i ogórki, z Biedronki, ale z własnego słoika i z własnym chrzanem z ogródka 🙂 Dla babci D. też, podgrzać tylko i nakarmić, to już MS zrobił, a poza tym siedział w necie i szukał bojlera. Wyszłam z Szilką, bo chciała. Tylko na chwilę do lasku, tam jest cień pod drzewami. Potem znów babcię D. na „tron” posadziliśmy, ja jej pilnowałam, MS prowadził rozmowy w swoich kwestiach medycznych i dalej szukał bojlera. Aha, rano jeszcze brama garażowa stwierdziła, że nie zamknie się, bo ma taką fanaberię „i co mi zrobicie”! Na szczęście gdy MS zaczął szukać do niej naprawiacza zmieniła zdanie i się zamknęła 😀 Mały stwierdził (esemesowo), że widocznie porządnie na nią nakrzyczałam 😀😀😀

Tak wyglądał poniedziałek do tej chwili. Podam link do filmiku „sztucznego pana doktora”, który bardzo mi pomógł w innym spojrzeniu na babcię D., na sytuację przez jaką obecnie przechodzimy. Uważam, że to wartościowy materiał. Może komuś się przyda nawet po to, by przestać wracać do przeszłości i czynić sobie wyrzuty…  JEŚLI NA CIELE STARSZEJ OSOBY NAGLE POJAWIA SIĘ TO, PRZYGOTUJCIE SIĘ NA NAJGORSZE…

Wtorek, 30 czerwca już dziś mamy. MS pojechał po bojler. Chciał jechać od razu wczoraj, ale mu pomysł wybiłam z głowy przekonując, że nazajutrz rano będzie chłodniej, a przecież on upałów nie znosi. Przywiezie sam i zamówił już ekipę do zainstalowania na piątek, poprzedni też oni instalowali i nie za takie niebotyczne pieniądze. Z tym zakupem z jednoczesną usługą montażu w hipermarketach wcale nie jest jak w reklamach 🙁 W jednym dowożą ale nie montują, w drugim owszem, ale żeby zamontować to najpierw gościu ma przyjechać obejrzeć, zdecydować i na kiedyś tam (nie wiadomo za jaki czas) się umówić za… 1000zł. !  No to uprzejmie MS podziękował i wpakował pudło z bojlerem w auto.

Brak ciepłej wody podczas upału to mały problem. Dawniej latem zawsze przeprowadzano  remont sieci ciepłowniczej (czy jakkolwiek się to zwie) i ciepłej wody nie było przynajmniej przez dwa tygodnie. Miałam małe dzieci i dawałam radę. Teraz – pralka sama grzeje wodę, zmywarka też więc o ile łatwiejsze jest życie, prawda? Zagrzać tylko trzeba do umycia się. Oby tylko babcia D. niespodzianki nie zrobiła z koniecznością nagłej kąpieli 🙁 Na tarasie woda w konewce nagrzała się do tego stopnia, że kiedy sprawdziłam temperaturę palcem (na szczęście!) chcąc polać Szilkę w celu schłodzenia – to się normalnie sparzyłam!

Dostałam od sąsiadki sadzonkę rabarbaru i rośnie! Użyłam pierwszy raz swojego do nadzienia bułeczek, usmażyłam razem z jabłkami i wyszły pyszne. Babcia zawsze nam piekła latem drożdżowe bułki i uwielbiałam je z mlekiem na kolację.

… takie ładne wyszły jak ze sklepu …

… różyczka pięknie zakwitła …

Szilunia pozdrawia i życzy dobrego tygodnia ♥️A ja dziękuję za odwiedziny i komentarze🌞🌹♥️

Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na Zapiski ostatnich dni czerwca 2026 🙋‍♀️

  1. Urszula97 pisze:

    Nie ciekawie Aniu, jak się wali to jedno za drugim, upały mnie dobijają mimo że wczoraj burza i porządnie lało to znów duchota, dużo sił kochana, pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Nieszczęścia chodzą parami, czasem nawet stadami i jakoś trzeba sobie poradzić. Chłodniej się zrobiło i deszcz u nas padał bardzo gwałtowny, normalnie ściana deszczu była. Buziaki kochana ♥️

  2. O rany, działo się! Dobrze, że nic się nie zniszczyło przy okazji tego zalania – bo jak rozumiem to były stare graty, i tak przeznaczone do wywózki. Leżałyby jeszcze parę lat pewnie, tak to bywa 🙂

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Oj działo 🙂 Teraz już się można śmiać, a nawet odetchnąć z ulgą, bo tyle klamotów wreszcie wyjechało, że oddychać łatwiej 🙂

  3. BBM pisze:

    Jak to mówią: siła złego na jednego. Widzę, że wszystko to znosisz z pogodą ducha- podziwiam!
    Filmik obejrzałam z dużą uwagą. Myślę, że bardzo ważny i przydatny a swoją drogą- śmierć chyba zawsze zaskakuje, niezależnie od posiadanej wiedzy. Dziękuję za umieszczenie go- wiele wyjaśnia.

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Filmik naprawdę wiele wyjaśnia, przynajmniej mnie. Spokojniej podchodzę do tego co się dzieje, po prostu obserwuję coś na co nie mam wpływu…
      Co poradzisz jak nic nie poradzisz, prawda? Bojler jest, ciepła woda w kranie a więc pełnia szczęścia 🙂

  4. jotka pisze:

    Jejku, Aniu, na nudę i zwyczajność, to Wy nie narzekacie, a jeszcze chce Ci się wypiekać!
    Ja czekam na tydzień z wnukiem, ale w przedszkolu ospa i bostonka, więc nie wiem co z tego wyjdzie…
    U nas tydzień nie było ciepłej wody przez remont sieci właśnie, ale na szczęście przed upałami.
    Trzymaj się zdrowo i uściski dla męża!

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Na nudę nie narzekałam jak żyję 🙂 Upieczone, pachnące bułeczki to taka namiastka normalności, więc upiekłam po raz drugi i też dobre wyszły.
      Wakacje w wnusiem to radość, niech więc zdrowy będzie, żebyście mogli spędzać razem wspólny czas 🙂
      Dziękujemy 🙂 Uściski dla Was obojga i duuużo zdrowia na wycieczki ♥️

  5. Aniu.
    Filmik obejrzę sobie wieczorem, bo widzę, że konkretny na temat, więc spokojnie w sensie czasu chce do niego podejść.
    Babcia już leżąca. Ja spytam się pragmatycznie, czy to dla was nie lżej, niż wtedy, jak była na nogach i nie szło jej z oczu spuścić.
    Co do pampersa po nocy, praktycznie doradzę, późne pampersowanie w nocy, około północy, jeśli w nocy śpi i nie pije, powinno dobrze starczyć do rana. Obracacie ją na boki? Względem zapobieganiu odleżynom.
    Krzesełko toaletowe z wiaderkiem, to byłoby ułatwienie przy jej łóżku, bo tylko przesadzanie, a nie przeciąganie ją na tron w łazience. No i do kąpieli można by ją na tym wieźć. Wasze kręgosłupy są ważne.
    Szilusia białomordkowa rozczula. Moja Mirką też bardziej biała niż ruda, a głucha jak pień
    Pozdrawiam serdecznie i a zamieniam adres bloga.

    • anka pisze:

      Lucy:-) Babcia odleżyn nie ma. Trzy razy dziennie kręci się na „tronie” ok. pół godziny albo dłużej, więc dostęp powietrza jest i ruch. Smarujemy linomagiem i działa bardzo dobrze. Kilka kroków z pokoju do łazienki pokonuje powłócząc nogami, uwieszona na trzymającym ją MS, zawsze to odrobina ruchu. Czasem podeprę z tyłu jak widzę, że za bardzo się chce kłaść po drodze (jeszcze przed upadkiem kładła się na podłodze jak dziecko chcące wymusić np. zabawkę). Do wanny ją wkładamy prosto z sedesu chwytając za ręce i nogi. Na razie dajemy radę, ale MS papierowe sprawy zaczął załatwiać.
      Szilka też głucha. Musi na smyczy chodzić, tylko w lasku może zaznać wolności, lecz chodzić jej się nie chce, kupa i do domu 🙂 W upał – rozumiem ją doskonale, może gdy chłodniej będzie to jeszcze się rozrusza. Przytul Mirkę. Uściski ♥️

  6. Aniu kochana, czasem jeden dzień przynosi więcej 'niespodzianek’ niż cały tydzień, a mimo to znajdujesz jeszcze miejsce na kawę, spacer z Szilunią, zachwyt nad różyczką i wspomnienie drożdżowych bułeczek babci, chociaż wiem ile wysiłku i zmęczenia kryje się między tymi zdaniami. Bułeczki wyglądają obłędnie i pysznie:-) Lubię drożdżówki w każdej postaci z dużą ilością kruszonki:-) Szilka skradła moje serce i całe show! Życzę Ci kochana więcej spokojnych chwil z kawą na tarasie. Buziam i tulam mocno.

    • anka pisze:

      Anetko:-) Drożdżówki piekłam po raz drugi i wyszły tak samo dobre. Jako nadzienie były jabłka przesmażone z rabarbarem. Następnym razem zrobię z masą makową. Ciasto w zasadzie robi się samo, dlatego przepis przyjęłam „na zawsze”.
      Zmęczeni jesteśmy oboje, nie powiem, że nie. Jednak do fizycznego dochodzi psychiczne i jest bardziej dołujące, bo wiadomo, że ciało odpowiada na nasze myśli. Nad myślami zaś trudno zapanować mimo wysiłków… Znalazłam sposób i kiedy się na złej myśli łapię, to ją wrzucam do Wezuwiusza 🙂
      Szilunia cieszy się z uznania 🙂 Kochana bardzo jest nasza seniorka, minęło 12 lat jej z nami mieszkania (miałą 2 albo 3 kiedy do nas trafiła).
      Dziękuję i przytulam mocno ♥️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *