19 grudnia 2025❄️

Zanotowałam 4 grudnia, dopiero dziś dorwałam się do Lapka. Pomyślałam jednak, że taka historia nie może zostać w ukryciu 😄

Ile może wrażeń dostarczyć jeden dzień? Noo, mnie dzisiejszy dostarczył ich w nadmiarze,  kilometrów zrobiłam chyba za cały miesiąc. Otóż miałam na dziś wyznaczoną wizytę u okulisty w klinice MAVIT,  z której korzystam od wielu lat. Mieszkając na Ursynowie miałam ją na wyciągnięcie ręki. Teraz jest kawałek drogi. Dopóki MS mógł mnie zawozić nie było problemu. Teraz jednak, kiedy babci D. nie można zostawić samej, musiałam pojechać środkami lokomocji miejskiej. Sprawdziłam autobusy, trzeba się przesiadać, ale z tego samego przystanku więc bezproblemowo. Mogłam jechać jak zawsze autobusem do Wilanowskiej i dalszą drogę odbyć metrem. Lecz nie, zachciało mi się sprawdzić inne połączenie. Nie padało, śniegu też nie było, słoneczko wyglądało, pięć stopni na plusie więc pogoda wymarzona na taki eksperyment. W jedną stronę udało się idealnie, miałam sporo czasu, wysiadłam więc koło mojego (już nie, bo Małego) domu i przeszłam piechotą z wielką przyjemnością odcinek od Indiry Gandhi do Płaskowickiej wspominając i stwierdzając po raz nie wiem który, że kocham Ursynów. Zobaczyłam część zagospodarowanego już terenu nad tunelem po jednej stronie, na drugiej akurat prace trwały. Najokropniej wyglądał ten teren podczas budowy tunelu obwodnicy, teraz już przestało straszyć. Przypomniało mi się jak wyglądała budowa metra, jak wyglądały chaszcze przed budową metra… Moje prawdziwe, takie „prawdziwie moje” życie rozpoczęło się od zamieszkania na Ursynowie. Mały miał wtedy roczek, Duży cztery latka 😊Zmieniło się otoczenie od tego czasu. Kiedy wprowadzaliśmy się było dokładnie jak w „Alternatywy 4”, zresztą serial kręcony obok, pamiętam jeszcze lokomotywę służącą lokatorom bloku (zarządzanego przez  Stanisława Anioła) do ogrzewania… Z ogromnym sentymentem serial zawsze oglądam jeśli przypadkiem trafię (teraz tylko na YT, bo przecież tv nie mamy od dawna). Nie mówiłam Królowej Marysieńce, że będę w „rodzinnych” stronach. Musiałam mieć chwilę samotności dla – po prostu – regeneracji, bo czuję się „kompletnie znużona psychicznie”, tak mogę określić obecny stan.  Pomogło, idąc czułam lekkość i radość z przejścia znanymi ścieżkami, którymi milion razy chodziłam z dziećmi, przyjaciółkami i psami. Sprawdziłam, że dojazd mam dobry i do Marysi w odpowiedniej (czyli możliwie wolnej) chwili spokojnie podjadę. Autobus linii 192 – pierwszy i jedyny wówczas na Ursynowie dowiezie mnie na miejsce.

Sprawę medyczną sprawnie i szybko „odbębniłam”, nie pogorszyły mi się ślepia od poprzedniej wizyty. Ruszyłam w powrotną drogę i tu się zaczęły schody…  Myśląc, że tą samą trasą autobus będzie wracał i na Puławskiej się przesiądę w docelowy, który mnie do domu dowiezie, byłam spokojna i zamyślona. Lecz on skręcił!  Kiedy tylko się zatrzymał  wyskoczyłam i… poszłam nie w tę stronę co powinnam 😒 Zobaczyłam jakiś przystanek w oddali więc ruszyłam przed siebie, a tam – zupełnie nieznane mi autobusy, znaczy linie. Poszłam dalej widząc kolejne przystankowe zadaszenie i … znów to samo. Rozejrzałam się wreszcie wokół i nie poznałam miejsca! Gdzie ja się znalazłam? Poszłam dalej i na kolejnym przystanku znalazłam autobus jadący na Puławską. Odetchnęłam z ulgą i wsiadłam, bo właśnie nadjechał. Poczekałam spokojnie na „mój domowy” autobus ciesząc się niezmiernie, że wreszcie do domu wrócę. W międzyczasie zrobiło się chłodniej, na szczęście kurtka z kapturem i dyżurne rękawiczki w kieszeni mnie uratowały. Tak sobie jechałam, jechałam i nagle… mój autobus zamiast jechać prosto skręcił! No nie! To niemożliwe, pomylił się kierowca czy co?! Dojechał pod centrum handlowe i zakończył jazdę.  Okazało się, że trasa została skrócona… Kawał drogi znów miałam przed sobą! Tylko teraz chociaż wiedziałam gdzie jestem 😊Tak więc wyszłam z domu o 10-ej rano, a wróciłam przed szesnastą zmachana do nieprzytomności prawie. Wniosek wysnułam jeszcze po drodze: koniecznie muszę się nauczyć  korzystać z gps-a (czy jak mu tam). Przecież gdybym to umiała nie musiałabym pokonywać kilometrów w przeciwną stronę niż powinnam. Cóż, nauka kosztuje 😊

🌸🌸🌸🌸🌸

Dziś już 19 dzień grudnia, święta za chwilę. W weekend miałam Calineczkę i dopiero sobie to uświadomiłam. Trochę chałupę ogarnęłam, bez napinki, bo po prostu nie mam siły w związku ze związkiem … Dużej choinki nie stawialiśmy, wystarczy mała. Od Magdy piękne dekoracje dostałam, jak zawsze, bo Magda wielką artystka jest i ma talent  Pomiędzy patrzę a widzę – między słucham a słyszę

… nowy, przepiękny wianek świąteczny …

… to jest coś pięknego, liski na śniegu i klimatyczne światełka zamontowane …

… ten wianek wisiał przez cały rok, teraz tylko miejsce pobytu zmienił …

Calineczka chętnie pomaga w kuchni, choć jeść już niekoniecznie ma chęć 🙂

… muffinki robiłyśmy wspólnie 🙂 …

Poza tym dzień jak co dzień, w kółko to samo z babcią D. Wciąż się zastanawiam jakim „tworem” jest ludzki mózg, jak to możliwe, że raz działa, a za chwilę nie; że chora w kilka sekund już zapomina co było wcześniej; że odstawia kubek z kawą (Inką) i idzie, aby jej zrobić kolejną; że potrafi założyć kilka par spodni jedne na drugie i bluzki na swetry mając ich nawet pięć…  Okropność naprawdę. Chora nie wie tego wszystkiego co robi albo czego nie robi, zaś opiekunowie muszą znosić te wszelkie pomysły i zachowania nie z tej ziemi…  Dobrze, że jesteśmy we dwoje, „wespół zespół” zawsze łatwiej ❤️❤️

🌸🌸🌸🌸🌸

Serdeczności wszystkim posyłam i dziękuję, że zaglądacie do mojego (zaniedbanego ostatnio) kącika. Noworocznych postanowień nie robię z reguły, ale tym razem postanawiam nie dać się więcej odgonić od bloga żadnym złym myślom. Udanego weekendu i nie zamęczcie się przygotowaniami świątecznymi. Jak ktoś powiedział, to święta, nie wizyta SANEPID -u 🙂

❄️🎄🎄🎄🎄🎄❄️

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na 19 grudnia 2025❄️

  1. No to miałaś przygodę. Ja jeszcze do niedawna „niekomórkowa”, dziś sobie chwalę choćby aplikację komunikacji miejskiej, w takich przypadkach niezastąpiona 🙂 choć i tu bywa różnie, właśnie sobie przypomniałam, jak mnie też autobus wywiózł gdzieś na wertepy 🙂

    • anka pisze:

      Małgosiu:-) Dawno temu kiedy jeszcze jeździły w W-wie linie przyspieszone oznaczone literami też miałam podobną przygodę. Była zima, ciemno, śnieg sypał, wracałam od rodziców na Ursynów i zamiast w „U” wsiadłam w „J”. Na szczęście zorientowałam się od razu kiedy skręcił, no i wiedziałam jak wrócić i gdzie jestem 🙂

  2. jotka pisze:

    Dlatego Aniu nie lubię komunikacji miejskiej, zwłaszcza w obcym mieście. nie mówiąc, że czasem bilety są minutowe.
    Moja babcia potrafiła godzinami zakładać i ściągać pończochy, nie pamiętała czy jadła, z dnia robiła noc i odwrotnie…ciężko macie, wiem, wiec tylko wirtualnie przytulam
    Dekoracje piękne, nietuzinkowe!
    Spokoju i zdrowia dla Was, ściskam mocno ❤️

    • anka pisze:

      Jotuś:-) Dzięki kochana ❤️I dla Was spokoju i zdrowia przede wszystkim, to najważniejsze.
      Z biletami już nie mam problemu, bo na „senioralnym” jeżdżę, więc chociaż ten problem mam z głowy. Nie muszę szukać biletów, gdzie kupić, żeby mieć cały zapas jak przedtem. Uściski gorące ❤️na przekór śniegowi, który zaczął sypać u nas ❄️

  3. BBM pisze:

    Nieprzyjemna przygoda, szczególnie gdy pogoda nieciekawa a człowiek zmęczony… Ważne, że nie odchorowałaś tej wycieczki. Buziaki. I zdrowia, i spokoju na Święta!

  4. Ikroopka pisze:

    Pocieszę cię, że i gps potrafi się w mieście pieknie zgubic, ha ha 🙂
    Aniu, widziałam twój komentarz u mnie, dziękuję za pamięć. Ostatnio pochłonęło mnie życie, co nie znaczy, że coś się dzieje nadzwyczajnego, po prostu organizm się starzeje i zwalnia;) A do tego doszedł pewien rodzaj znużenia czymś, co się robilo od lat (dwadzieścia by się uzbieralo) i przestało być tak atrakcyjne, jak kiedyś. Wciąż się łudzę, że entuzjazm mi wróci, ale jak widać ….
    Zaglądam na blogi, po cichutku.
    Spokojnych świąt życzę:)

    • anka pisze:

      Ikroopko:-) Dzięki kochana, że się odezwałaś ❤️Rozumiem doskonale, że tzw. życiówka daje nam czasem w kość i po prostu odchodzi ochota i znika siła na cokolwiek innego, energia się zużywa na pokonanie oporu materii… Ja też mam nadzieję, że entuzjazm wróci… Na razie na to szans nie ma, właśnie w tej chwili słyszę jak MS próbuje matce wytłumaczyć, że ma się przebrać do spania w piżamę a nie kłaść w trzech parach spodni… Trzeba jej pampersa zmienić…
      Ale nic to, Baśka, nic to, dzień od wczoraj zaczął się wydłużać, będzie lepiej. Nie znoszę ciemności i zimna na zewnątrz.
      Zdrowych i spokojnych świąt życzę z całego serca❤️

  5. Urszula97 pisze:

    Aneczko dziękuję za życzenia i pamięć, Ty nie jedna ,ja w zamierzchłych czasach pomyliłam autobusy PKS, jechałam do koleżanki na urodziny i potem musiałam 4 km wracać z dużą żeliwną brytfanką bo taki prezent sobie zażyczyła. Pozdrawiam cieplutko.

    • anka pisze:

      Uleńko:-) Miałaś przygodę, 4 km z ciężką brytfanką przemierzać piechotą to nie w kij dmuchał!
      Spokojnych Świąt kochana, przytulam ❤️

  6. Katarzyna Dudziak pisze:

    Ale Ci się przytrafiło. Nie zazdroszczę. Też nie przepadam za takimi przygodami. U nas praktycznie cały Kraków rozkopany. Ciągle coś zmieniają przekopują. Ostatnio też wsiadłam w zły autobus i pojechałam nie tam gdzie trzeba. Potem wracałam się kawałek drogi. Byłam zła, bo się spóźniłam na wizytę. Dobrze, że ktoś dłużej siedział na fotelu. Jeszcze robią tory dla szybkiego tramwaju. Normalnie głowa mała.

    • anka pisze:

      Kasiu:-) Przez Kraków kiedyś jechaliśmy 2 godziny! Po tej historii zaczęliśmy jeździć bocznymi drogami omijając miasto, zawsze rozkopane. Z drugiej strony inaczej się nie da zmodernizować ulic, trzeba przecierpieć. Koło mnie też remontują drogę, robią chodniki (nie było), ścieżki rowerowe, ciągle coś się dzieje.
      Ważne, że zdążyłaś na wizytę. Spokoju i zdrowia Kasieńko ❤️

  7. Czasem jeden dzień potrafi zmieścić cały miesiąc… Codzienność z chorą osobą potrafi dać w kość, więc tym bardziej podziwiam Was za cierpliwość. Dobrze, że jesteście we dwoje. I dobrze, że mimo wszystko znajdujesz chwilę na pisanie.
    Kochana, na nadchodzące Święta życzę Ci przede wszystkim spokoju, chwili wytchnienia i ciepła. Niech będą po prostu dobre. Przytulam mocno.

    • anka pisze:

      Anetko:-) Nie ma co podziwiać, taki obowiązek i należy mu podołać. Co nas nie zabije to nas wzmocni przecież 😉
      Kochana, Wam również dobrych, szczęśliwych Świąt życzę i smakołyków Puszkowi Przytulam baaardzo ❤️

  8. R.A. Ciężka pisze:

    Gps się przydaje, ale można się od niego za bardzo uzależnić. Ja to znowu mam problem trafić w miejsca, w których wiele razy byłam, jak ktoś zabierze mi telefon. No gubię się przy najprostszych trasach. Raz mi tata tłumaczy, że mam gdzieś dotrzeć prosto i w prawo a ja się z nim wykłócam, że ma mi podać adres, bo się zgubię :P. Chyba jak nie umiałam w gps byłam bardziej ogarnięta 😛 (a komunikacja miejska to już w ogóle czarna magia bez apki „jakdojadę” xD)

Skomentuj R.A. Ciężka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *