„Po co wróciłaś…” 3

Dzieci były wręcz zakochane w nowej babci, która napełniała im brzuszki do granic możliwości różnymi smakołykami. Świat mógł się walić i palić a pani Basieńka nie wypuściłaby nikogo głodnego spod dachu pod którym przebywała. Pod tym względem podobna była do Helenki. Obie potrafiły przyrządzić wspaniałe potrawy zupełnie z niczego zamieniając zwykły posiłek w prawdziwą ucztę. Zresztą panie serdecznie się zaprzyjaźniły i bywały u siebie. Kazio wtedy chętnie wyrywał się z domu, wpadał do Dziadka i robili sobie kawalerskie spotkanie.

Tak się składało, że i pani Basia i Dziadek zaczęli bywać w tych samych miejscach w tym samym czasie, na co Teresa z Jurandem patrzyli rozjaśnionymi oczami mrugając do siebie znacząco i kładąc palec na ustach. Przecież nie było w tym nic dziwnego, skoro nagle mieli trzech wspólnych wnuków: Mareczka, Maćka i Kubusia, do czego jeszcze dochodził  Maks oraz Mićka i Arik.

Kuba i Maciek od razu zaakceptowali nową babcię. Zaimponowała im, potrafiła prowadzić samochód, jeździć na rowerze, grać w kometkę, spinała w kitkę jasne włosy i wcale nie wyglądała jak inne babcie. Mareczek zaś przywiązał się do Dziadka, zawsze dobrego, uśmiechniętego, z którym można było o wszystkim porozmawiać, o wszystko zapytać, bo traktował małego człowieka poważnie, nigdy nie zdradził powierzonego sekretu ani treści rozmów i pomagał rozwiązywać trudne dziecięce problemy.

Dzieci miały moc wrażeń więc rok szkolny mijał w  zawrotnym tempie, a właściwie już minął, bo w czerwcu muszą się uczyć tylko ci, którzy leniuchowali od września. Mareczek i Kubuś do takich nie należeli, więc mogli odpoczywać uważając jedynie, aby nie podpaść nauczycielkom i nie popsuć sobie dobrej opinii. Maciek od półrocza uczęszczał do nowej szkoły. Zmienił się nie do poznania a Teresa odetchnęła i po raz pierwszy przestała drżeć  ze strachu przed każdą wywiadówką. Trudno było Maćkowi uwierzyć, że kiedy się nauczy – dostanie pozytywną ocenę. W poprzedniej szkole choćby „wyszedł z siebie i stanął obok” – nie wskórałby zupełnie nic. Dawno doszedł do wniosku, że nie warto się uczyć, bo choćby wszystko umiał i tak dostanie „lufę”. Po co więc marnować czas na naukę? Łapał więc jedną dwóję za drugą nie za brak wiadomości, ale – dosłownie – za to, że cierpiał na zaburzenia koncentracji, pamięci a tempo nauki miał poniżej normy. Ujawniło się to w badaniu psychologicznym. Teresa wiele razy prosiła nauczycieli o pomoc, odpowiednie podejście do dziecka ale na próżno. Nic więc dziwnego, że Maciek nie chciał chodzić do szkoły i zaczął wagarować.

W nowej szkole wszystko było inne: nauczyciele sympatyczni, traktujący uczniów „jak ludzi” a nie jak zło konieczne, dopust boży i „coś”, na czym można bezkarnie wyżywać się za własne życiowe niepowodzenia. Największe odkrycie obwieścił Maciek wpadając z hukiem do domu i krzycząc na całe gardło.

– Musiu! Czy ty wiesz, że w tej szkole uczą a nie stawiają dwóje?

Okazało się, że nauczycielka nie postawiła złej oceny lecz wytłumaczyła gdzie zrobił błąd i dlaczego. To było dla chłopca zupełnie nie do pojęcia. Dotąd się z czymś takim w szkole nie zetknął. Od tej pory nabrał chęci do nauki i Teresa nie musiała z nim razem ślęczeć nad lekcjami. Uczył się sam. Zrozumiał, że nikt nie może za niego wykonywać jego obowiązków, a im szybciej i lepiej się ze wszystkim uwinie, tym więcej czasu będzie miał dla siebie.

Tak więc całej trójce rok upłynął z jednej stronie na pracy a z drugiej na zabawie, oczywiście między innymi z Maksem, który dokarmiany przez babcię Basię zrobił się jeszcze większy – a raczej grubszy i bardziej przypominał niedźwiedzia niż „prawie” owczarka niemieckiego. Aza wyglądała przy nim jak pół owczarka nawet wtedy, kiedy pożarła prawie kilo cukru i miała boki wydęte niczym balony.

Tak więc bawili się chłopcy z Maksem, Arikiem i Mićką, którą Dorota przechrzciła na Miećkę widząc w niej podobieństwo do żony gospodarza domu Anioła Stanisława z kultowego serialu „Alternatywy 4”. Nawiasem mówiąc kręcony był na Cynamonowej, nieraz widać było w kadrze ich bloki, jeszcze w trakcie budowy. Dlatego Ursynowianie uwielbiają ten serial widząc uwiecznione początki dzielnicy.

Kociaki urosły ale w dalszym ciągu miały ochotę na figle. Biegały i skakały po całym domu, udawały walczące na śmierć i życie tygrysy, przeganiały biednego Maksa z kąta w kąt. W dwupokojowym mieszkaniu Teresy zrobiło się  ciasno i gęsto. Od pięciorga osób – Maciek, Bartek i Kuba to w końcu też osoby, tylko trochę mniejsze – oraz od zwierzaków. W tej sytuacji Maks najchętniej uciekał na balkon albo do ogródka. Kiedy było zimno i nikt nie chciał mu otworzyć balkonowych drzwi, wciskał się między fotel a kaloryfer udając, że go wcale nie ma. Nie potrafił jednak nigdy przechytrzyć sprytnej Mićki, która go zawsze wytropiła, co nie było znowu takie trudne. Spod fotela psu wystawały uszy albo łapy, albo ogon. Kotka skradała się cichutko na ugiętych łapkach i jednym susem lądowała na wystającej części Maksiowego ciała. Nigdy mu nie przyszło na myśl zrobić kociakowi krzywdę. Odsuwał się tylko jak mógł najdalej a gdy już dalej nie mógł – wstawał i szukał innego kąta. Raz jeden zdarzyło się Teresie usłyszeć groźny pomruk. Zaniepokojona czym prędzej udała się do pokoju i co się okazało? Mićka siedziała Maksowi na ogonie i bezczelnie go w ten ogon gryzła. Nie chciał się z nią bawić? To niech na drugi raz chce! Teresa za luźną skórę na karku ściągnęła kotkę z maltretowanego ogona i bardzo dobitnie powiedziała co sądzi o takim zachowaniu. Postawiona na podłodze puchata kulka otarła się kilka razy o nogi swej opiekunki mrużąc przy tym zielone oczy i wyginając biały grzbiet ozdobiony czarnym wykrzyknikiem. Maks podszedł, obwąchał ją, po czym ciężko położył się w przedpokoju na podłodze. Mićka zbliżyła się i zaczęła mu pracowicie wylizywać nos i uszy, czemu poddawał się z wyraźną przyjemnością. Arik, który zawsze wolał gdzieś się ukryć gdy w mieszkaniu panował duży ruch, wyszedł zza wersalki i zwinął się w kłębek u boku ogromnego psa.

Teresa postanowiła nie wtrącać się więcej w sprawy czworonogów, niech je załatwiają między sobą.

Zwierzaki były bardzo zdziwione, gdy pewnego dnia chłopcy włożyli koty do koszyków, przypięli Maksowi smycz, udali się do nowego domu i już tam wszyscy zostali.

A co się działo wcześniej? Maks był zaniepokojony niezupełnie zrozumiałymi dla niego wydarzeniami.

W domu rozpoczął się jakiś niezwykły ruch. Dziadek i babcia Basia otwierali wszystkie szafy i szafki, wyjmowali znajdujące się tam przedmioty, wkładali je do pudeł, toreb, walizek. Co chwilę ktoś wchodził, brał któryś z pakunków i wychodził. W pierwszym odruchu Maks chciał rzucić się do drzwi i nie pozwolić niczego wynieść ale Dziadek uspokajająco poklepał go po karku.

-Wszystko w porządku, staruszku, o nic się nie martw, połóż się spokojnie i czekaj – powiedział i pokazał miejsce, na którym Maksio miał się położyć.

Posłusznie to zrobił i rozpłaszczony na dywanie, przypominający leżącego krokodyla, obserwował jak wszystko znika z mieszkania. Na wszelki wypadek powarkiwał groźnie od czasu do czasu dając do zrozumienia, że on tu jest i patrzy. Wreszcie chłopcy zwinęli dywan, Maciek założył mu obrożę, przypiął smycz a Marek i Kuba wzięli koszyki, każdy ze swoim kotem i poszli. Tam, gdzie już  Maksio był dużo, dużo razy z resztą rodziny, tylko bez kotów. Do nowego domu, pachnącego wapnem i farbą, który był do tej pory zupełnie pusty. Teraz zdziwiony Maks obszedł wszystkie pomieszczenia po kolei i poczuł unoszący się w powietrzu znajomy zapach. Szczególnie intensywnie dochodził zza jedynych zamkniętych drzwi, pozostałe były szeroko otwarte.

Maks jako psi dżentelmen, nigdy w życiu nie otwierał zamkniętych drzwi w przeciwieństwie do Azy i Aby, które potrafiły sobie poradzić nawet z zasuwką czy gałką założoną zamiast zwykłej klamki. Tym razem nie wytrzymał, złamał zasady. Olbrzymią łapą nacisnął klamkę. Drzwi odskoczyły i zobaczył wszystkie pudła, torby, walizki wynoszone przedtem z jego własnego mieszkania, zajmujące cały pokój, poukładane jedne na drugich prawie do sufitu. Położył się na progu i postanowił, że nie ruszy się stąd, dopóki nie wyjaśni o co w tym wszystkim chodzi.

23.06.2017

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po co wróciłaś Agato?, Powieści. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to „Po co wróciłaś…” 3

  1. Mysza w sieci pisze:

    Też uwielbiam Alternatywy 4.. I Twoje zwierzaki, te z realnego świata i z fikcyjnego 🙂

  2. anka pisze:

    Myszko:-) Serial kręcony był po drugiej stronie ulicy Cynamonowej, widać jeszcze nie oddane nasze bloki, tzn. mój i przyjaciółki M. Oglądam każdy odcinek na jaki przypadkiem trafię i cofam się w czasie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *