Po co wróciłaś…” 17

Punktualnie o godzinie czwartej rano na balkon przyleciała para gołębi. Pan gołąb emablował panią gołębicę  zrazu cicho i delikatnie, potem coraz głośniej i natarczywiej. Wreszcie tupanie i gardłowe gruchanie obudziło Aldonę. Przy zamkniętych balkonowych drzwiach siedziała Bibi nieprzytomna wręcz z wrażenia. Wpatrzona w ptaki nie zwracające na nią żadnej uwagi, uderzała ogonem o podłogę niczym tygrys szykujący się do skoku na upatrzoną ofiarę. Dolna szczęka szybko podnosiła się i opadała, z gardła wydobywały się dźwięki przypominające „gulgotanie” skrzyżowane z  głuchym pomrukiem wielkiego kota. Krew drapieżnych, krwiożerczych przodków odezwała się w malutkiej, słodkiej Bibi.

Aldona przyglądała się zachowaniu pupilki. Pierwszy raz widziała atak tygrysa z bliska i na własne oczy. „Tygrys” rzucił się na szybę, rozpłaszczył się na niej i, niepomiernie zdziwiony, zjechał w dół. Gołębie spojrzały na małą kotkę z wielce głupim wyrazem mordki i – nie spiesząc się – odfrunęły na chodnik, gdzie pan gołąb znów zaczął uwodzić swoją wybrankę.

Rozbawiona Aldona wstała, wzięła Bibi na ręce aby pocieszyć kruszynkę po nieudanym polowaniu, podsunęła dobre jedzenie, po czym szeroko otworzyła drzwi na balkon. Świeży powiew wpadł do pokoju, przywitał się z kwiatami wprawiając ich listeczki w leciutkie drżenie, z pewnością dał kotce prztyczka w nos i połaskotał, bo głośno kichnęła. Potem przeciągnęła się, przytuliła główkę do swej opiekunki i przymknęła ślepki. Opiekunka zaś poczuła się rozbudzona i wypoczęta. Sięgnęła po książkę leżącą obok łóżka i pogrążyła  się w lekturze.

Bohater powieści wydał jej się podobny do Sergiusza. Uświadamiając sobie skojarzenie pomyślała, że tęskni za nim, że stał się cząstką jej życia nawet gdy nie ma go obok, że może niebawem wróci… Wyobraziła sobie scenę powitania…

O siódmej do pokoju zajrzała Halinka.

– Nie śpisz mamusiu? – spytała wpychając się pod koc.

– Nie śpię. Gołębie mnie obudziły. A dlaczego ty już wstałaś? Możesz dzisiaj poleniuchować ile tylko zechcesz.

– Dlaczego budzę się wcześnie kiedy nie idę do szkoły? A kiedy muszę rano wstać, to się nie mogę obudzić i tylko bym spała i spała?

– To zupełnie normalne, ze mną jest tak samo i prawdopodobnie z większością ludzi również.

– Mamusiu, myśmy ci zapomniały powiedzieć, że teraz Alina ma na imię Inka a ja Linka. Będziesz tak do nas mówić? – spytała zaglądając matce w oczy.

– Dlaczego nie? – uśmiechnęła się całując włosy córeczki. – Musisz mi napisać na kartce, przypnę na lodówce, żeby mi się nie myliło. Ostatnio byłyście Pixi i Dixi.

– Ach, to była dziecinada – wydęła wargi dziesięcioletnia osoba. – Teraz to już na poważnie, na zawsze.

– No cóż, panno Inko – zaczęła Aldona.

– Nie Inko tylko Linko – sprostowała Halinka.

– No cóż, panno Linko – poprawiła błąd matka „panny”. – Nie pozostaje nam nic innego niż pomyśleć o śniadaniu.

– A mogę u ciebie jeszcze trochę poleżeć?

– Możesz, Stokrotko Linko, możesz. Pośpij sobie jeszcze, tylko mnie stąd wypuść, bo ja już muszę wstać.

Wzięła prysznic, umyła włosy i okręciła głowę ręcznikiem. Poszła do kuchni przygotować posiłek. Zrobiła kanapki z drobiowa wędliną, jajkiem i pomidorami. Już dawno stwierdziła, że wędlina kupowana w plasterkach cieniutko pokrojonych przez sklepową maszynę jest o wiele wydajniejsza niż pozornie tańsza kiełbasa. Można było zrobić nieskończoną (prawie) ilość kanapek z małą ilością takiej wędliny i Stokrotki jadły nie wybrzydzając, natomiast wszystko inne było niedobre, niesmaczne, obrzydliwe i nie do zjedzenia. Aldona nawet nie gniewała się na córki za wybrzydzanie. Doskonale pamiętała, że zachowywała się tak samo.

– Głodu na ciebie trzeba – mówił jej dziadek gdy stroiła fochy przy jedzeniu.

I miał rację. Od czasu stanu wojennego, gdy miała jedynie chleb ze smalcem, bo masło i żółty ser, który czasem udało się zdobyć, były dla dzieci, przestała wybrzydzać.

Spakowała jedzenie i picie na wycieczkę. Czytając czekała aż dziewczynki wstaną. Po śniadaniu wsiadły na rowery i pojechały do Powsina. Z Cynamonowej skręciły w Płaskowickiej, potem Rosoła i jechały prosto mijając Natolin. Potem drogą wiodącą przez wieś dojechały do lasu i dotarłszy na jego drugi koniec znalazły się w parku w Powsinie.

Najwięcej czasu spędziły na basenie. Aldona przy okazji – nie mając absolutnie takiego planu – opaliła się na Indianina. Żeby było śmieszniej, spotkały sąsiadów mieszkających na pierwszym piętrze, nad nimi, Stenię i Ziutka z dwoma synkami. Dzieci grały w piłkę z Ziutkiem, obie mamy pytlowały zawzięcie, jakby się nie widziały od lat a nie od poprzedniego wieczora.

Drogę powrotną Aldona chciała nieco urozmaicić. Postanowiła lasem dojechać do Puławskiej i wrócić do domu od strony Wyścigów. Dla wytrawnych rowerzystek nie jest to wcale trudna trasa. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie zachciało jej się wyjechać z lasu i skręcić na skróty. W rezultacie wylądowały w Piasecznie przy Polkolorze. Nie da się ukryć, że droga z Piaseczna na Ursynów trochę dała im się we znaki.

Z  drżącymi nogami weszła Aldona do mieszkania. Dziewczynki o wiele lepiej zniosły niespodziewane przedłużenie i utrudnienie wycieczki, ona zaś padła na fotel.

– Róbcie co chcecie, ja się stąd  nie ruszam przynajmniej przez pół godziny – oświadczyła.

Niedługo potem rozległ się dzwonek domofonu i … ruszyła się jakby jeszcze nigdy w życiu nie czuła zmęczenia, jakby w ogóle nie wiedziała co to znaczy, bo usłyszała wołanie dziewczynek.

– Mamusiu, wujek Sergiusz przyjechał!

Czekała na niego cała w rumieńcach, z mocno bijącym sercem, szczęśliwa, lekka jakby jej nagle wyrosły skrzydła u ramion. Podała mu drżącą dłoń, którą ucałował i nie wypuszczał ze swojej.

– Wujku, a gdzie jest Monika?

– Dlaczego nie przywiozłeś ze sobą Biedronki? –  pytały dziewczynki.

– Bo babcia i prababcia chciały ją jeszcze mieć u siebie, żeby się nacieszyć. Niedługo się zobaczycie, ponieważ pojedziemy razem do Tenczynka, do domku wujka Juranda.

– Hurra! – wrzasnęła Inka.

– Przecież mamusia już nam o tym mówiła – spojrzała Linka na siostrę. – Nie myśl wujku, że ja się nie cieszę, ja tylko zwracam uwagę na moją siostrę… A cieszę się strasznie, okropnie!

Obie rzuciły się wujkowi na szyję a potem odtańczyły taniec radości wokół pokoju wydając przy tym dzikie okrzyki.

– I to mają być dziewczynki – jęknęła Aldona wciągnięta przez córki do pokoju i siłą zmuszona do pląsów przypominających taniec świętego Wita. – One się zachowują gorzej niż dziesięciu chłopaków.

– Wcale nieprawda – wołała Inka między jednym skokiem a drugim. – Oni się nawet nie potrafią porządnie bawić.

– Mówią o UFO albo o innych kosmitach, tego się nie da słuchać.

– Albo o karate i kung-fu.

– I ciągle się tłuką i gonią.

Sergiusz śmiał się z Aldony bezskutecznie próbującej uwolnić się z rączek ukochanych pociech.

– Śmiejesz się ze mnie? O nie, co to, to nie! Stokrotki, brać go! Szybko!

Rozbawione dziewczynki rzuciły się na jedynego mężczyznę w damskim towarzystwie i chociaż się opierał, wciągnęły go do pokoju przy pomocy matki.

– Skoro na mnie napadłaś, musisz za karę ze mną zatańczyć – powiedział.

Porwał matkę w ramiona a córki włączyły magnetofon i we dwójkę zatańczyły lambadę  zaśmiewając się z Sergiusza, który próbował je naśladować.

Bibi była zdegustowana takim zachowaniem. W pewnym momencie głośno fuknęła, miauknęła, zeskoczyła z parapetu na którym do tej pory się wygrzewała i pomaszerowała do ogródka ze sztywno wyprostowanym ogonem.

– Wystraszyłeś mi kota – Aldona usiłowała przekrzyczeć muzykę i piski Stokrotek.

– A skąd, nie ja! Tylko te dzikuski.

– „ Myśmy z plemienia Nocna Koszula” – śpiewały dzikuski przewracając oczami i robiąc „wojenne” miny.

Aldona padła na fotel.

– Idźcie sobie włączyć jakiś film, na półce są dwie nowe kasety z komediami. Ja muszę odsapnąć.

Sergiusz usiadł obok. Opowiadał gdzie był, co załatwił, co widział i kogo spotkał. Potem obejrzał kuchnię i Aldona nie posiadała się z radości na widok podziwu malującego się na jego twarzy. Oczywiście od razu poprawił półeczkę, która jego zdaniem troszkę krzywo wisiała, wyrównał firankę, postawił taborecik równolegle do ściany, bo tworzył z nią kąt ostry. Wymierzył przedpokój, obliczył ile trzeba będzie zużyć drewna na obicie szaf i ścian. Sporo miał w piwnicy, trochę obiecał Bronek, któremu zostały po remoncie mieszkania listwy boazeryjne. Po kolacji, późnym wieczorem pożegnał się i pojechał do siebie. Dopiero wtedy przypomniało się Aldonie, że miała dzwonić do Teresy. Na szczęście Marcin był w domu, mogła więc skorzystać z telefonu nie szukając po całym osiedlu czynnego automatu.

– Dopiero wróciliśmy, dosłownie w tym momencie weszłam do domu – mówiła Teresa. – Wyobraź sobie, że złapaliśmy gumę i dlatego tak długo nas nie było. W Cięciwie wszystko przygotowane na przyjazd Stokrotek. Będą spały w moim pokoiku. Możesz je zawieźć w każdej chwili.

– Może we wtorek? Jutro zrobiłabym porządne zakupy. Nie pojadą przecież z pustymi rękami. Zresztą, Tereniu, ja naprawdę nie wiem jak ci się za wszystko odwdzięczę.

– Aż mnie ręka świerzbi, żeby ci dać w ten durny, ryży łeb! Masz szczęście, że cię nie dosięgnę.

– Że durny, to się mogę ewentualnie, po pewnej dyskusji, zgodzić. Ale dlaczego ryży? – uśmiechnęła się Aldona do słuchawki.

– Żeby było trudniej zgadnąć, że o ciebie chodzi. A kupować niczego nie musisz, teraz już można wszystko można dostać w Pustelniku albo w drodze przez Dębe. Już jest inaczej niż w zeszłym roku. Zresztą wpadnij jutro do mnie, pogadamy. Albo ja do ciebie wpadnę, zobaczymy jeszcze.

– Wpadnij, wpadnij. Sergiusz powiedział, że jutro zacznie robić przedpokój.

– W takim razie na pewno przyjdę. I…Doniczko,  ogromnie się cieszę.

– Ja na pewno bardziej. To do jutra, cześć.

– Jeśli potrzebujesz pomocnika, to śmiało stukaj po mnie – zaoferował się Marcin, który intensywnie szukał czegoś w kuchennych szafkach. – Nie masz przypadkiem za dużo chleba ? -wreszcie zapytał żałosnym głosem.

– Powinnam zwyczajnie dać ci w łeb, jak mnie przed chwilą chciała dać Teresa – odpowiedziała Aldona. – Dlaczego nie przyszedłeś wcześniej?

– Bo myślałem, że mam jeszcze paczkę makaronu, ale mi się tylko zdawało.

– Chodź do mnie, mam przecież całą furę jedzenia bo dzieci wróciły do domu. A jeżeli jeszcze raz nie powiesz, że czegoś potrzebujesz, to cię kotem poszczuję. Pamiętaj!

Wśród mieszkańców „najbardziej zintegrowanej klatki schodowej na Ursynowie”, których Aldona znała a do których grona teraz sama należała, nie było sytuacji, żeby ktoś komuś nie pomógł. Żyli jak w rodzinie. Świętowali razem imieniny, urodziny, Nowy Rok, różne rocznice, miedzy innymi dziesiątą rocznicę zamieszkania w bloku. Dzieci bawiły się wspólnie, dzięki czemu nie włóczyły się w poszukiwaniu towarzystwa, miały własne.

W bloku, w którym Aldona do tej pory wynajmowała mieszkanie, ludzie omijali się z daleka patrząc na siebie wilkiem. Sąsiedzkie stosunki ograniczały się do „dzień dobry” i jeszcze czasem ”ładna pogoda” – a to był już duży stopień zażyłości. Tutaj był inny świat. Tutaj sąsiedzi byli bliskimi sobie ludźmi, dzielili się radością i troską, szczęściem i tragedią, pomagali sobie w każdej sytuacji, życzliwi i serdeczni.

4.08.2017

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po co wróciłaś Agato?, Powieści. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 Responses to Po co wróciłaś…” 17

  1. Ewa pisze:

    Jesteś, znalazłam cię!

  2. Ewa pisze:

    Ania, gubie się w tym blogu, nie wiem co na bieżąco, a co archiwum… A Admin to ty?

    • admin pisze:

      Ewunia, ja też się gubię jeszcze. Admin to ja, nie wiem jak to zmienić, pewnie się nie da. Na bieżąco tu nic jeszcze nie ma, poza komentarzem od Ciebie. Przenoszę tylko z bloxa, tyle się nauczyłam. Pomału ogarnę, przynajmniej taką mam nadzieję.

  3. BBM pisze:

    Ogarniesz na pewno! Buziaki! :)))

  4. BBM pisze:

    Dasz radę! Na pewno! :))

  5. BBM pisze:

    Próbuję trzeci raz…

  6. babciabezmohera pisze:

    Ostatnia wersja- zwarta próba!

  7. niesfornedruty.blogspot.com pisze:

    Gdzie mój komentarz,jeszcze próbuje,

  8. Urszula97 pisze:

    To jeszcze raz.

  9. admin pisze:

    Dziewczyny kochane, jaka radość, że jesteście. Na razie trudno się czyta, zupełnie inaczej niż na bloxie – tam było fajnie. Najważniejsze, że się udało. Ciepłe z Puchatym dla Was w duuużych ilościach:)))

  10. BBM pisze:

    Okazuje się, że wszystkie cztery próby były udane. Dziwne. Zazwyczaj komentarz ukazuje się dość szybko, tutaj tak się ślimaczył, że ponawiałam próby. Ale dobrze, że komentarze w ogóle się ukazują ! Dobrego tygodnia, Aniu! :))

  11. admin pisze:

    BBM:-) Wiesz dlaczego? Już się zorientowałam. Ponieważ czekają na zatwierdzenie. Z jednej strony to dobrze, bo wciąż jakieś idiotyzmy przychodzą i od razu do spamu je przerzucam, ale z drugiej – komentujący nie wie, czy doszło czy nie. Trudno, trzeba się przyzwyczaić. Dzięki, buziaki najserdeczniejsze Matylo:)))

  12. BBM pisze:

    Rozumiem, że na razie przenosisz teksty Daj znać, jak będą nowe notki. Serdeczności. :)))

  13. admin pisze:

    BBM:-) Przenoszę, ale jeszcze też na bloxie do końca będę, chyba. Przynajmniej dopóki się nie dowiem jak komentować na tych nowych Twoim i dziewczyn. Uściski:)))

  14. marijana2 pisze:

    Aniu, próbuję jeszcze raz 🙂
    Nie wiem dlaczego nie możesz u mnie nic napisać.
    Zamieszczałaś już komentarze u kogoś na blogspocie? I udało się?

  15. admin pisze:

    Marijanko:-) Ciebie mam:))) U nikogo na blogspocie nie udało się. Ale ja ciamajda informatyczno-techniczna jestem, więc nic dziwnego w tym nie ma;) Chłopcy muszą mi dokładnie wytłumaczyć co mam robić. Mają wprawę w tłumaczeniu matce, może im się uda;)

  16. marijana2 pisze:

    O, widzę Twoją odpowiedź. 🙂
    W końcu poradzimy sobie i u mnie.

  17. admin pisze:

    Marijanko:-) Na pewno w końcu się uda, wszystkie początki są trudne. Szczególnie dla mnie bo nienawidzę zmian i do każdej podchodzę jak pies do jeża;)))

  18. cytrynka pisze:

    Raz, dwa, trzy, próba mikrofonu 🙂

  19. admin pisze:

    Cytrynko:-) Udana próba, widzę Cię:)))

  20. admin pisze:

    Cytrynko:-) Ale do Ciebie wejść nie mogłam, nie masz Anonimowego i mi się nie udało wpisać. Ale czytać mogę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *