Minął rok i co?

I coś Wam muszę powiedzieć. Skończyłam powieść! Ostatecznie i definitywnie. To znaczy skończyłam ją w zeszłym roku, ale musiała się odleżeć, żebym z dystansu na nią spojrzeć mogła. Przeczytałam ją po kilku miesiącach i twierdzę, że koniec 🙂  Zczytam jeszcze raz, bo na pewno jakiś błąd znajdę, a potem sobie na drukarce wydrukuję. Jednak co na papierze – to jest, co tylko w świecie wirtualnym – wciąż mam wrażenie, że tego nie ma. Odetną internet, wyłączą prąd i…  gucio. Powieść ma tytuł „Babie lato i kropla deszczu„, jak już się pojawił (ten tytuł) to za nic nie można go było zmienić, musiał na zawsze pozostać. To tak jak z nazwiskami bohaterów. Jak już są, nie można ich zmieniać, nie da się, bo stają się oni (bohaterowie) niezależni i wcale nie zwracają uwagi na to, że są wymyślonymi postaciami. To ja się muszę podporządkować ich pomysłom. Widział kto takie porządki 😉 ?

I jeszcze Wam coś powiem 🙂 Otóż dziś mija mój rok bez mięsa. Żyję, jest mi lżej na duszy, wciąż uczę się tworzenia nowych potraw, łączenia nowych smaków, pieczenia chleba. Chociaż ostatnia umiejętność akurat nie wynika z wegetarianizmu. Wtedy, czyli rok temu, jeszcze nie przypuszczaliśmy, że świat wokół nas zmieni się niewyobrażalnie. Nikomu do głowy nie przyszło, że scenariusz filmu katastroficznego będzie się spełniał na naszych oczach. Sklepy opustoszały, zniknęły drożdże i papier toaletowy, przypomniały się dawne czasy, kiedy każda z nas (z mojego przedziału wiekowego) musiała sobie jakoś radzić, żeby rodzinę wykarmić. Po roku przyzwyczailiśmy się do życia z covidem obok, gdzieś, blisko, każdego dnia dowiadujemy się o ofiarach zarazy, o zakażeniach też się dowiadujemy – tu jednak nie wierzę w podawane liczby, to jest zależne od ilości testów, a ta z kolei od planów rządzicieli. Ponieważ żyjemy w totalnym chaosie nie wiemy czego możemy spodziewać się po obudzeniu ze snu, te rządy nazwać można „nocnymi” podobnie jak sejm. Nikt normalny nie wie co nocą wymyślą zaś długopis bezrefleksyjnie podpisze robiąc przy tym miny jakby podpatrzone u mussoliniego.  Wracam do tematu przyjemniejszego. Bez względu na wszystko jeść trzeba 🙂

Jak już mówiłam kiedyś – książek o tematach kulinarnych mam ci ja dostatek.  Zrobiłam fotkę (nie wiedząc co wyjdzie) i coś widać.

… tę dostałam od dzieci …

… to prezent od młodej koleżanki pracowej …

…na imieniny, młodym „ciotkowałam” i miło to wspomnieć …

… ta też od dzieci …

Z wypróbowanych potraw – mogę pokazać pasztet/pieczeń, do którego użyłam: resztkę ugotowanej kaszy gryczanej i resztkę ugotowanej kaszy owsianej (każda została z innego obiadu), ugotowany ziemniak z poprzedniego dnia, surowy świeżo obrany,  kilka jajek na twardo, trzy surowe (dla odpowiedniej konsystencji), dwie pieczarki, trochę żółtego sera, sól, pieprz, czosnek, tartą bułkę. Po prostu tyle, żeby się „kupy trzymało”. Upiekłam i okazało się toto zjadliwe 🙂

… tak wyglądało  „toto”  z góry …

… a tak po przekrojeniu …

Co mi się jeszcze udało uwiecznić? Już wiem, kotleciki z tofu. Identyczne jak kotoplacki (nazwa od To Przeczytałam i tak już zostanie)  lecz ulepione niczym mięsne mielone kotlety w nadziei, że babcia D. się pomyli i zje.  Zjadła! Nawet dwa 🙂

… kotleciki na patelni, ziemniaki w garnku, a w rondeleczku sos chrzanowy, który też z pieczeniopasztetem smakuje…

… dodatkiem była surówka z kapusty pekińskiej, czerwonej cebuli, ogórka konserwowego, odrobiny kukurydzy plus sól, pieprz, czosnek, zioła prowansalskie, ocet jabłkowy, olej z pestek winogron …

… jeszcze trzy tytuły, pozycje przepięknie wydane z fantastycznymi zdjęciami, że tylko się jeść chce 🙂 …

Wcześniejsze moje „wyczyny” vege możecie obejrzeć ponownie i wypróbować jeśli wola i ochota 🙂 Smacznego!

Trzymajcie się zdrowo!

 

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

33 odpowiedzi na Minął rok i co?

  1. BBM pisze:

    Same nowości u Ciebie! Gratuluję!! To fajnie widzieć efekty swojej pracy!
    A pomysł z drukowaniem całkiem sensowny /maszynopis w 3 egzemplarzach/. Dodatkowo nagrałabym całość na płytkę CD, bo gdybyś chciała wydać, to być może takiej formy zażądają. Buziaki i dalszej twórczej działalności! 🙂

    • anka pisze:

      Matyldo:-) Dzięki serdeczne 🙂 Zawsze po ukończeniu drukuję sobie, żeby mieć. Mam też na „dzyndzlu” (pendrive) , na który przenoszę bezpośrednio podczas pisania, żeby mi w kosmos nie uleciało jak się Lapciowi odechce współpracy 😉 Buziaki!

  2. Mysza w sieci pisze:

    Aniu, gratulacje! 🙂 Całkowicie rozumiem, że tytuł i bohaterowie rządzą Twoim piórem. Skoro tak w duszy Autorki gra, to tak potem musi być i kropka. Może będzie szansa wydać tę nową powieść? Gratulacje podwójne, bo przecież i za wytrwałość bezmięsną. Z tylu podpowiedzi w książkach złapiesz na pewno nie jeden nowy przepis. Smacznego i miłego weekendu dla Was 🙂

    • anka pisze:

      Myszko:-) Dziękuję 🙂 Z wydaniem będzie jak ma być, a jak – tego najstarsi górale nie wiedzą. Książek jest mnóstwo na temat potraw vege, najczęściej w tych pięknie wydanych są skomplikowane przepisy, może później przyjdzie na nie czas. Na razie bazuję na prostocie i szybkości wykonania, oraz na dostępności i cenie składników. Mam ochotę przymierzyć się do bardziej ambitnych dań, ale to może kiedyś… Buziaki!

  3. Ja byłam wegetarianką 7 lat. Dziś jem mięso, ale w małych ilościach. Na razie jeszcze nic nie gotuję, bo gotowaniem zajmuje się córka.
    My z mężem i z zięciem przychodzimy tylko do stołu. Jak wyjadą, to będę musiała ja zająć się gotowaniem, a już trochę się rozleniwiłam. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Marysiu:-) Dobrze mieć taką kochającą kuchareczkę 🙂 Korzystajcie z mężem z tego póki się da, bo – rzeczywiście – jak wyjedzie będziesz zmuszona „lenia przepędzić” 😉 Buziaki!

  4. Lucia pisze:

    Aniu gratulacje. Ja wciąż nie mogę ukończyć korekty. Teraz czekam, żeby przeczytać.
    Całusy
    Co do jedzenia albo nie jedzenia mięsa . Jak Ci z tym dobrze, to dobrze Ci tak. 😀 A naprawdę jestem pełna podziwu. Nie dla mnie.

    • anka pisze:

      Luciu:-) Chciałam już skończyć, bo coś nowego mi chodzi po głowie, więc teraz muszę po „starym” posprzątać, odetchnąć i całkiem znowu ugrzęznąć w innym świecie.
      W kwestii mięsa nikogo do niczego nie namawiam, to osobista sprawa każdego. Ja taką decyzję podjęłam i dobrze mi z tym. Buziaki!

  5. Urszula97 pisze:

    Same gratulacje dla Ciebie.U mnie jakoś resztek nie zostaje .Gratuluje wytrwałości w gotowaniu.potrawy wyglądają apetycznie
    ..Dzisiaj na weekend przyjechał najstarszy wnuk, jutro będę do kompletu małe, będzie się działo.Pozdrawiam.

    • anka pisze:

      Ula:-) Dziękuję 🙂 Wiesz, nie potrafię gotować małych ilości, zawsze wychodzi więcej i w sumie to jest korzyść, bo zawsze z tego, co zostaje, coś wymyślę.
      Z dzieciakami będziesz miała wesoło, czy duży zajmuje się jakoś maluchami, bawi się z nimi? Może trochę ich zajmie jak są równocześnie 🙂 Uściski!

  6. jotka pisze:

    No to Ty spełniona kobieta jesteś!
    Lubię nowinki i chętnie próbuję, a najlepiej gdy ktoś zrobi i poda 🙂
    Smacznej wiosny 🙂

  7. fuscila pisze:

    Gratulacje! Gratulacje! Gratulacje! – to jeśli chodzi o nowe Twoje „Dziecko”! Mam nadzieję, że duma Cie rozpiera, bo rok nie był łatwy, a na dodatek nie zanosi się na poprawę!
    Oczywiście, mam wiele podziwu dla Ciebie, że tak udało się zmienić preferencje żywieniowe. A jaka biblioteka dietetyczna!!!! Ja dopiero jestem na początku drogi, wiele z menu wyrzuciłam, ale od czasu do czasu pozwalam sobie na coś „mięsnego”! Największy problem jest taki, że jestem sama i ciężko mi dopasować coś do mego smaku, bo ilości są mikroskopijne! Wiem, jest metoda prób i błędów! Ale nie zawsze się chce!
    Serdecznie pozdrawiam!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! Dumna to zbyt duże słowo, dumna byłam z pierwszej powieści i przerażona jednocześnie 😉 Teraz mi po prostu ulżyło, że wreszcie skończyłam na amen i mogę się wziąć za co innego.
      Rok był dziwny i nienormalny, tak już będzie i trzeba przywyknąć.
      Fusilko, ja po prostu podjęłam decyzję nieodwołalną. Tym samym musiałam metodą prób i błędów nauczyć się nowego sposobu przygotowywania potraw, na początku trochę problemów miałam, ale po roku odbieram smaki zupełnie inaczej i jest dobrze. A jak mi lekko na duszy!
      Ściskam i CiP mnóstwo posyłam!!!

  8. Ikroopka pisze:

    Gratulacje 🙂 a eboku myślalas?
    Łatwo czy trudno bylo zmienic przyzwyczajenia kulinarne? Ja bez miesa ani rusz, czasem mam dosc, ale wegetarianskie przepisy wydają mi sie zbyt czaso i pracochłonne.

    • Ikroopko, po części tak jest, ale tylko po części. Mnóstwo przepisów jest prostych (ja właściwie tylko za takimi patrzę). Ale prawdą jest, że czasem wybieram jeszcze mięso z lenistwa, bo cóż prostszego, niż kotlet na patelni usmażyć 😉

    • anka pisze:

      Ikroopko:-) Wcale nie myślę, bo ja myśleć o takich sprawach nie potrafię 🙁 Jakby chłopcy mieli czas to oni może coś by wymyślili, ale ponieważ nie mają, to muszę czekać na uśmiech losu, dopływ gotówki itd. i wtedy wydam sobie „zbiór dyrdymałek wszystkich” – a trochę się tego uzbierało. Zresztą powieści są na blogu. „Babiego lata” póki co nie opublikuję, żeby dziewicze- nieczytane było 😉
      Jeśli o potrawy vege chodzi, to własnie jest odwrotnie, nie są praco i czasochłonne. To mogę powiedzieć po roku. Teraz robię szybko i ze wszystkiego co mam w domu. Nowością są tylko (na razie) płatki drożdżowe, które mi Mały przywiózł i papryka wędzona, której wcześniej nie używałam. Poza tym tofu stało się podstawą różnych placków/ kotletów – czyli kotoplacków, hi hi 😉 Można je kupić w Biedronce (tylko ten sklep mam koło domu). Jako Byk lubiący dobre jedzenie kombinuję tak, żeby było smaczne i nawet domownicy już jedzą, choć staram się dla nich nieboszczyka przyrządzić.
      Poza tym od bardzo dawna (od liceum Małego) nie jadałam ssaków, jedynie kurczak, indyk, ryba wchodziły w rachubę, teraz czasem tylko ryba, np. śledzia mi się ostatnio zachciało i kupiłam. Ale jak mi lekko na duszy! Tego nie da się z niczym porównać 🙂 Serdeczności!

  9. Koliberek pisze:

    Mając teraz więcej czasu, piekę chleb. Po kilku próbach z różnymi dodatkami i z różnymi mąkami osiągnęłam coś co zjada się szybko i smakuje dobrze. Gratulacje za wytrwałość żywieniową. Mięso jadamy. Wiem, że im człowiek starszy powinien miej go jeść. Może przyjdzie też dla nas taki czas, że zrezygnujemy ze schabowego:)
    Czy z książek, które posiadasz „wyłuskujesz” dobre przepisy?, takie na miarę naszych kieszeni i możliwości kulinarnych ?

    • anka pisze:

      Koliberku:-) Chleb zaczął mi już wychodzić nie tylko „zjadliwy” ale wręcz pyszny. Na blogu pokazuję na bieżąco moje „wyczyny”, z których jestem dumna i sprawdzone już przepisy, z których korzystać możesz do woli ku zadowoleniu, zdrowiu i satysfakcji 😉 Mięso całkowicie odstawiłam podjąwszy nieodwołalną decyzję i jestem z tego powodu szczęśliwą istotą 🙂 Potrawy wychodzą mi coraz smaczniejsze, choć na pewno łatwiej jest osobom np. lubiącym kasze. Ja nie znosiłam żadnych kasz przez całe swoje życie. Zdając sobie teraz sprawę z ich wartości kombinuję na wszystkie sposoby, żeby ich smak dopasować dla siebie. Oraz – aby się nie narobić i sprawę załatwić w najkrótszym możliwym czasie i najtaniej 🙂 Pozdrawiam!

  10. Stokrotka pisze:

    Najszczersze gratulacje Anko!!!!
    Gdy ksiązka już będzie w formie papierowej to bardzo chciałabym ją nabyć metodą kupna!!!!
    A jak w formie e-booka to też sobie nabędę:-))
    Serdeczności!!!
    P.S. A mięska to mój Geograf nie jadł przez 15 lat. Ale teraz troszkę je jednak…

    • anka pisze:

      Stokrotko:-) Jak dostanę spadek z Ameryki, znajdę skarb albo zacznę skutecznie grać w lotka to sobie wydam wszystkie, nawet „Wejście w światło” będzie miało wtedy drugie wydanie. Na razie są na blogu – przypomnę, że 2. część to „Po co wróciłaś, Agato”, 3. teraz „leci” w odcinkach – „Widocznie tak miało być”. Jeszcze „Pasma życia” żyją na blogu własnym życiem i „Opowieść Marianny”. To są powiązane części sagi ursynowskiej. „Babie lato…” pozostanie na razie w szufladzie, żeby nie liczyło się, że czytane… A co dalej – zobaczymy. Zaczęłam powtarzać stosowną afirmację… 😉
      Mały nie je mięsa od liceum (a to było już dawno), od jakiegoś czasu się weganizuje. Aż tak daleko ja nie zajdę, bo bez mleka i jajek życia nie ma, ale… kto wie? Jaguniu, decyzję podjęłam świadomie i nieodwołalnie, i dobrze mi z tym 🙂 Uściski!

  11. No super! Gratulacje z obydwu powodów!!! Dzielna Ty!
    Jeśli Ci się uda książkę wydać, to chyba będziesz miała takie poczucie, że coś po sobie zostawiasz? Nie? Tak mi się przynajmniej wydaje. Coś, po co sięgną w przyszłości Twoi zstępni, z uczuciem dumy z przodkini 🙂

    Ja się jeszcze na całkowity wegeterianizm nie zdecydowałam, natomiast obiady niemięsne robię w przeważającej ilości. Ciągle szperam za nowymi przepisami. Takiej wegebiblioteczki w ogóle nie posiadam, moje zbiory książek kucharskich są ogromne (patrząc z punktu widzenia przeciętnego gospodarstwa domowego), ale pochodzą z dawnych czasów, gdy wyszłam za mąż i gromadziłam pomoce naukowe, głównie metodą antykwaryczną. To były lata 80-te, a książki są z całego okresu PRL. Owszem, trafiały się takie tytuły jak „Polska kuchnia jarska”, „Potrawy jarskie” czy całe pozycje dedykowane warzywom, tak że one wówczas istniały.
    Tyle że te nowe są takie ładne 🙂 I obrazki robią swoje. Wiesz, jak ma wyglądać potrawa 🙂
    Dlatego najczęściej grzebię za przepisami w internecie.

    • anka pisze:

      To Przeczytałąm:-) Najpierw Cię proszę: podaj jakieś ludzkie imię, którym się będę mogła do Ciebie zwracać, może być Kordelia albo Nszo-czi, albo co tam sobie wymyślisz 😉 😉 😉
      Dziękuję za gratulacje 🙂 Kiedy wydałam „Wejście w światło” to mi się zdawało, że już wieki o mnie nie zapomną, hi hi 😉 Potem się wszystko pozmieniało i dopiero na emeryturze mogę sobie sprawiać przyjemność pisaniem. Żadne wiekopomne dzieła spod mego pióra już nie wyjdą, życie zwyczajne i trudne zwyciężyło (w sumie nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło), a teraz jest dobrze 🙂 Wyjęłam z szuflady moje dyrdymałki i dziecko mi bloga założyło, żebym sobie je mogła prezentować, co niniejszym czynię. Jeśli masz chęć zajrzeć do nich, zapraszam serdecznie. Wyżej, w odpowiedzi dla Stokrotki przypomniałam kolejność części sagi ursynowskiej. Jeszcze tylko dodam, że „Marianna…” – jest w tzw. międzyczasie trzech pierwszych części, a „Pasma…” jakieś 20 lat później. No, to się nagadałam 😉
      Takie stare kuchnie jarskie też mam, można tam proste przepisy znaleźć, produkty też proste. Mogą być też po prostu inspiracją do zrobienia czegoś po swojemu. Zdjęcia w nowych są takie ładne, że chciałoby sie od razu coś stworzyć, dopiero po wczytaniu się w listę składników i stopień trudność ochota przechodzi. No, chyba, że znów po swojemu coś wypróbuję… 🙂 Pozdrawiam!

      • Ja jestem Małgosia, ale chce Ci się pamiętać?
        🙂
        Dzięki za informacje powyższe, postaram się zajrzeć. A’ propos Ursynowa: pisałaś u mnie, że wsiadłaś do autobusu J zamiast U (Ursynów). A co to było J?

        Właśnie układam jadłospis na najbliższy tydzień i wychodzi mi, że w środę powinnam zrobić coś z kaszy, bo mi zostanie z jutrzejszego obiadu 🙂 Muszę zerknąć do tych starych jarskich książek, co mi zaproponują.

        • anka pisze:

          Małgosiu, „J” to był autobus jadący zupełnie gdzie indziej niż „U”, na który czekałam, zanim się zorientowałam – trochę potrwało i musiałam potem wracać kawał drogi 😉 Dawno temu, po częściowym otwarciu pierwszej linii metra wsiadłam na stacji Politechnika, rozsiadłam się wygodnie z książką i pojechałam… w przeciwną stronę 😉 Takie „przytrafki” ubarwiają nam życie i choć w danym momencie się wściekamy ze złości, potem jest co wspominać i z czego się śmiać 🙂

  12. Salmiaki pisze:

    Czasem mam ochotę napisać coś dłuższego, trwalszego.chowam do szuflady. Odkrywając zapomnianą historię – rozbudzam jedynie własne emocje na nowo. To tak, jak ze zdjęciami- swoje oglądam w samotności.
    Gratuluję zatem ukończonej powieści i płynącej z tego faktu radości. Tytuł zapowiada historię u schyłku lata, mnie nastraja pozytywnie. Tylko jeszcze pomysł na okładkę i książka może wędrować w ręce czytelników/czytelniczek. Czy jesteś już w trakcie pisania kolejnej historii?
    A może napisałaś kiedyś post- jak napisać i wydać książkę? Mogłabyś podesłać mi linka. Jakoś chodzi za mną ten proces, bo i w radiu słyszałam audycję i Bonda coś próbowała ostatnio w tym stylu sprzedać….
    Co do szaleństw w kuchni- to u mnie kulinarna posłucha. Nie mam chęci, pomysłów, potrzeby gotowania…a dzieci? Tylko kotleciki i ziemniaczki.
    Uściski!

    • anka pisze:

      Ewo:-) Nie napiszę jak wydać, bo sama nie wiem, nie napiszę jak się pisze, bo nie wiem 😉 Pisze mi się samo tak, jak w duszy gra. Pierwszą część sagi wydałam jeszcze w poprzednim okresie historycznym, w tym nie potrafię się poruszać, to już nie mój czas.
      Rozumiem Cię doskonale, że czytając swoje zapiski przeżywasz po raz kolejny chwile z tym związane. Wiem z doświadczenia, że dopiero kiedy mogę z dystansem podejść do tekstu, nadaje się on do przetworzenia i pokazania. Masz rację, że to jak ze zdjęciami, trzeba się ze wspomnieniami mierzyć w samotności…
      Z dziećmi ciężka sprawa, jak coś polubią chcą to coś jeść na okrągło i bez opamiętania 🙂 Protestują przeciw zmianom, a człowiek czasem nie ma do nich siły… ale bez nich życie nie ma sensu 🙂 Ściskam!

  13. Krystyna 7 8 pisze:

    Gratulacje wytrwałości i konsekwencji w postępowaniu. Książka to duże osiągnięcie. Naprawdę. Czasami mi się marzy stworzenie książki o moich i z moimi fotografiami. No cóż może kiedyś. Pozdrawiam

    • anka pisze:

      Krysiu:-) Dziękuję! Krysiu, Twoje zdjęcia są prześliczne, warto byłoby je zebrać w całość np. tematycznie, osobno fotografie Twoich pięknych obrazów z opisami, zapisem chwil gdy je malowałaś, pomyśl o tym, bo warto 🙂 Uściski!

  14. Pola pisze:

    Brawo Anuśko za powieść! Gratulacje wielkie! Niech się szczęśliwie wyda, ku wielkiemu zadowoleniu autorki i czytelników 🙂
    Brawo za wegetarianizm, to wielka i wspaniała decyzja! U mnie za dwa dni minie 1 rok 4 mce wegetarianizmu. Też się uczę cały czas, ale tak, jak pokazałaś propozycji „na rynku” jest ogrom. To jest cudowne, bo można czerpać bez końca…
    Pozdrawiam Cię i samych miłych chwil życzę :*

    • anka pisze:

      Polu:-) Dziękuję! Największe wrażenie robi pierwsza napisana i wydana powieść. Ponieważ akurat to mam dawno za sobą, teraz cieszę się, że skończyłam kolejną i mogę ruszyć dalej 🙂 W odpowiedzi do Stokrotki dokładnie przypomniałam co jest po czym, czyli która część jest która, więc możesz zerknąć jeśli zechcesz.
      Polinko, czyli jesteś 4 miesiące przede mną 😉 Z tym, że ja od ćwierć wieku nie jadałam ssaków, tylko kurczaka, indyka i rybę. Tę ostatnią jeszcze czasem jem.
      Uściski i smaczności samych 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *