I tydzień mija

„Wzięło” mnie na gotowanie i pieczenie. Normalnie nie mam ochoty za nic innego się brać… niby nie nowina, zawsze mówię, że sprzątać nie lubię (tylko z musu to robię, bo lubię mieć już za sobą „najkonieczniejsze” czynności), natomiast gotować lubię. Teraz gdy ciemno i zimno – jeszcze bardziej. Od ostatnich prób opisanych na blogu nie minęło wiele czasu, a ja znów próbę zrobiłam i to udaną! Ale najpierw przepis na ciasto z czekoladą pokazane w poprzednim wpisie z kategorii Kuchennie i smacznie.  Całe szczęście, że miałam go na kartce, bo na „Kuchni na wypasie” już go nie znalazłam.
Więc tak 🙂  potrzebne: – 2,5 szkl. mąki,  – 120/130 ml ciepłego mleka,  – 3 jajka,  – 4 łyżki cukru,  – kilka kropli wanilii (dodałam olejek migdałowy),  – szczypta soli,  – 4-5 łyżek roztopionego masła, – 1 torebka suchych drożdży,  – 4 łyżki pokrojonej czekolady (wzięłam całą mleczną),  – cukier puder do posypania (nie posypywałam). Następnie: 1/ ciepłe mleko+cukier+drożdże — na 10 min. odstawić;  2/ dodać jajka+wanilia+sól — wymieszać do połączenia składników; 3/ + przesiana mąka — znów mieszać aż się mąka wchłonie;  4/ polać roztopionym, ostudzonym masłem, wyrobić, odstawić do wyrośnięcia na ok. 40 min.;  5/ keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia, pół ciasta przełożyć, posypać pokruszoną czekoladą, nałożyć resztę ciasta, wyrównać, przykryć na 20 min.; 6/ ciasto posmarować mlekiem, piec ok. 30-40 min./ 180 st.
Jak wyszło widać na fotce w: http://annapisze.art/?p=3791
Rozochociłam się i upiekłam słodkie bułeczki, które w przepisie były pączkami w:
https://kuchnianawypasie.pl

… nadawały się do chrupania podczas czytania, oglądania filmu i z każdym kęsem stawały się smaczniejsze, lecz trzeba było popić, bez nadzienia trochę suche …

Potem Blożanka „To Przeczytałam” http://toprzeczytalam.blogspot.com/  odezwała się u mnie, pobiegłam więc z rewizytą i napotkałam chlebek paprykowy! Tak mi się spodobał, że natychmiast go wypróbowałam. Rezultat był powalający, nie tylko w wyglądzie ale i w smaku 🙂 Wyobraźcie sobie, że babcia D. powiedziała, że pyszny!

… po wyjęciu z formy ukazał się zgrabny chlebek oczom moim 🙂 …

… po przekrojeniu wyglądał tak …

Kolejny „wyczyn” tym razem nie został udokumentowany, musicie uwierzyć na słowo. Były to kotlety/placki z tofu naturalnego, płatków drożdżowych, odrobiny żółtego sera wędzonego, czterech pieczarek, dwóch jajek, jednego ugotowanego ziemniaka z poprzedniego obiadu, łyżki mąki, bułki tartej (ile trzeba, żeby się nie rozpadały) i przyprawy do gyrosa, której nie żałowałam. Gdyby mi się chciało lepić kotlety, obtaczać w bułce i smażyć w takiej postaci to wyszłyby przepisowe kotlety. Ponieważ jednak mi się nie chciało, łyżką kładłam na patelnię, na rozgrzany olej. Przyklepałam łopatką, żeby się spłaszczyły i miały jaki taki kształt. Smażą się wtedy bardzo szybko, bo nie są grube. Okazało się, że wyszły wspaniałe w smaku! Nawet MS stwierdził po spróbowaniu, że pyszne! Jestem cała dumna z tego powodu, bo nie ma tam odrobiny mięsa 🙂
Mam na kartce przepis na chlebek wiedeński i ta kartka mnie wabiła i wabiła aż w środę jej udało się mnie namówić na wykorzystanie zapisanych na niej mądrości 😉  Nie oparłam się i chlebek wiedeński upiekłam, a właściwie dwa chlebki. Słuchajcie, to jest bajka i poezja chlebowa! Na dodatek można cieniutko pokroić i nic się nie kruszy! Przynajmniej od razu po upieczeniu, zobaczę na drugi dzień jaki będzie. Przepis jest ze strony:  https://www.domowe-wypieki.pl/przepisy/pieczywo/chleby/190-pszenny-chleb-wiedenski

… na drugi dzień też się nie kruszył ani na trzeci, miał idealną konsystencję …

W czwartek upiekłam cynamonowe słońce, które znalazłam na stronie:  https://www.domowe-wypieki.pl  Nie muszę dodawać, że słoneczko straciło swój piękny wygląd w jednej chwili 🙂  Oczywiście w porównaniu z pierwowzorem ze strony jawi się jako wytwór prymitywny i toporny, ale co tam! Ważne, że smakowało 🙂

… idealne nie jest, ale to dopiero pierwsza próba …

Tak się przedstawiają moje dokonania kulinarne w tygodniu, który właśnie mija.

Poza tym zapisaliśmy się telefonicznie na szczepienie w naszej przychodni, bez terminu jeszcze, mamy czekać na telefon. Spadł śnieg, z którego psiaki cieszyły się jak małe dzieci i szalały biegając i skacząc niczym króliczki 🙂

… Szila nie wierzy własnym oczom …

… tyle śniegu! …

… skąd się wziął? …

… i w lasku go pełno, może coś znajdziemy? …

… e tam, nic nie było pod choinką 🙁 …

… może myszkę wykopię spod śniegu? …

… lasek w zimowej szacie pięknie wygląda …

Teraz jest piątkowy wieczór, sypie i wieje za oknem, w mieszkaniu zaczyna się robić chłodno, musiałam założyć sweter. Zdecydowanie nie lubię zimy. Toleruje ją na zdjęciach i za oknem tylko wtedy, kiedy nie muszę wychodzić z domu. Dobrze, że się nauczyłam piec chleb, w razie zasypania – jak znalazł 😉

Dobrego weekendu i trzymajcie się zdrowo!

Podziel się:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kuchennie i smacznie, Myślę sobie, Piaseczno. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

43 Responses to I tydzień mija

  1. fuscila pisze:

    Jakie szczęście, że już po kolacji jestem, bo po przeczytaniu i zobaczeniu tych delicji pewnie zeszłabym do kuchni i szperała po szafkach i lodówce!
    A to cudo cynamonowe, z promykami jak słoneczko, to bomba bombastyczna!! !
    A! I dzięki za przepis na czekoladowe ciasto, bo wtedy tez szukałam namiętnie i nie znalazłam! Wypróbuję na Dzień babci!
    Ja już też od prawie 10 dni zapisana. U nas jak się dzwoniło po teleporadę, to zaraz zapisywali jak kto chciał. Mnie w sumie to trzy razy pytali , a na koniec w jeszcze potwierdzili w punkcie pobrań!
    O! I śniegu u mnie też całkiem sporo!
    Macham!

    • anka pisze:

      Fusilko:-) To cynamonowe jest niemożebnie proste 😉 zobacz oryginał na stronie domowychwypieków, tam są fajne rzeczy.
      Śnieg dzisiaj sypie przez cały dzień, ładnie wygląda, ale zimy i tak już nie lubię. A pamiętam, że jako dziecko najbardziej lubiłam zimę, jak to się zmienia. Dzieciaki mają frajdę choć na koniec ferii, zresztą takie ferie-nie-ferie, poplątane wszystko.
      Ciekawa jestem jak będzie Twoje ciasto wyglądało, pokaż po upieczeniu 🙂
      Odmachuję!

  2. Mysza w sieci pisze:

    Jeszcze trochę i będziesz mogła piekarnię otwierać 🙂 Jak tak patrzę na zdjęcia Twoich chlebów, to prawie ich zapach czuję (skoro czuję, znaczy żem zdrowa)! Za taką prawdziwą zimą tęsknię, ale nie dla siebie, dla dziecka. Dla mnie lato mogłoby trwać pół roku, potem ewentualnie zmieniać się w wiosnę 😉 Miłego weekendu Aniu i smacznego! Buźka

    • anka pisze:

      Myszko:-) Na paprykowy możesz się skusić, w sensie: upiec. Naprawdę! Proponuję na weekend, będziesz miała frajdę 🙂 Przyznam Ci się, że cieszą mnie jak nie wiem co te chlebki, z przyjemnością patrzę jak rosną i wiem, że przepisy są świetne. Te, które już wypróbowałam, mogę polecić z czystym sumieniem.
      U mnie śnieg sypie przez cały dzień. Cóż, muszę wytrzymać, oby do wiosny 🙂
      Buziaki 🙂

  3. Ikroopka pisze:

    Bylas na blogu Bognny?
    Nie moge uwierzyc, nie mogę!

    • anka pisze:

      Ikroopko!!! Niemożliwe! Dopiero składałyśmy sobie noworoczne życzenia…
      Słów brak… albo ich za dużo się ciśnie na usta, żeby coś powiedzieć… Strasznie smutna wiadomość…

      • tessa pisze:

        A ja tam weszlam dzis, zupelnie nieswiadoma, jest w szoku, tak bardzo zal jej, ale tez jej meza, tak cieplo zawsze o nim pisala. Nie moge uwierzyc.

        • anka pisze:

          Tesso:-) A jeszcze po zobaczeniu na zdjęciu tych niesamowicie pięknych oczu! O mężu zawsze mówiła, że najlepszy na świecie. Po słowach Ikroopki myślałam, ze to coś z nim… A on tak pięknie o Bognnie napisał… wciąż o niej myślę…

  4. jotka pisze:

    Anka, zawstydzasz mnie tymi wypiekami, teraz widać, jaka ja leniwa jestem!
    A to cynamonowe słońce to dzieło sztuki normalnie!!!
    Miłego weekendu:-)

  5. Stokrotka pisze:

    A mnie wzięło na lenistwo.
    To znaczy tylko czytam i czytam i słucham sobie w radio RFM Klasyka – pięknie ludziska piszą i piękną muzykę tworzą…..
    Serdeczności Anko 🙂

  6. BBM pisze:

    Czasem żałuję, że nie jestem fanką kuchni. Tyle fajnych przepisów do wypróbowania!! A Ty to robisz znakomicie!!! :))

  7. anka pisze:

    Dziewczyny. kochane Blożanki!
    Ikroopka sprawiła, że pobiegłam na stronę Bognny
    https://dotykbolu.home.blog/
    Smutna wiadomość tam czekała, pozostało pożegnać niezwykłą Dziewczynę z ogromnym żalem…
    Do zobaczenia, Bognna, kiedyś, gdzieś…

  8. dora pisze:

    Szalejesz w kuchni!
    Ja się opędzam od pichcenia, czas na odpoczywanie po swiatecznych rarytasach, bo ciasnawo tu i tam a tego nie cierpię.

    Bognny ani jej bloga nie znałam, ale zawsze smutno jak trzeba kogoś żegnać.

    • anka pisze:

      Dora:-) Pichcę póki chęci są, jak mi przejdzie to nie będę. Ciasnawo się i mnie zrobiło, od wczoraj mniej słodzę herbatę i kawę w związku z tym.

      Bardzo smutno, słów brak, za wcześnie i niespodziewanie…

  9. Urszula97 pisze:

    Cukiernik i piekarz pełna parą, u mnie tort, jabłecznik i sernik ,robię zaległe moje urodziny, dzisiaj i jutro, pejzaż zimowy cudowny, uściski.

    • anka pisze:

      Ula:-) Buziaki urodzinowe! To też w kuchni czas spędzasz i same pyszności widzę: tort, sernik i jabłecznik – mniam… Zima pięknie wygląda, ale za oknem jak wyjść nie muszę. Serdeczności.

  10. Dzięki wielkie za przepis na ciasto z czekoladą! Przyda się któregoś dnia, podejrzewam, choć od dawna nic nie piekę słodkiego, bo waga nie sprzyja (choć, gdy ktoś poczęstuje, zeżrę bez mecyj, niestety – kompletny brak hamulców).
    Ja dziś według tego przepisu na chleb paprykowy upiekłam, na wyraźne żądanie córki, cebulowy. Zamiast papryki dałam dwie cebule nieduże przesmażone i wystudzone. Chleb jest jeszcze ciepły, więc do końca nie wiem, czy i jak się udał 🙂

    A jeśli chodzi o kotlety bezmięsne, to mamy w repertuarze dwa rodzaje głównie: z grochu i z soczewicy. Oba niestety tylko w weekendy, bo trzeba wcześniej namoczyć i ugotować te strączkowe. Ale potem to już szybciutko.
    Z grochu: http://prostepotrawy.blogspot.com/2012/06/kotlety-z-grochu-upanego.html
    Z soczewicy: http://www.mirabelkowy.pl/2019/01/kotlety-z-zielonej-soczewicy.html

    Z tofu kotlety mnie zainteresowały, ale nie wiem, co z tym tofu, pieczarkami i ziemniakiem? Rozgnieść? Pokroić?

    • anka pisze:

      To przeczytałam:-) Wczoraj upiekłam drugi raz czekoladowe, zdecydowanie mi smakuje (za bardzo) z olejkiem migdałowym, mam wrażenie, że jem makowiec, który uwielbiam.
      Jak wyszedł cebulowy chlebek?
      Tofu i wszystko co się da ścieram na tarce na dużych oczkach. Już się wprawiłam w plackach/kotletach i robię je ze wszystkiego co mi wpadnie pod rękę, czyli co jest w lodówce. Staram się tylko mieć stale tofu albo pieczarki jako podstawę. Nawet MS zaczął jadać bezmięsne i nie wstrząsa się ze wstrętem;)
      Dziękuję za linki do kotletów. Właśnie ugotowałam cieciorkę i też spróbuję zrobić kotlety.

      • Och, to z ciecierzycy są przepyszne kopytka też 🙂

        Cebulowy… nie wiem… oczywiście zeżarłyśmy ze smakiem, ale miałam wrażenie, że ta cebula, która się w niektórych miejscach tak jakby pozbijała, tworzyła co w rodzaju zakalca. Muszę chyba przejrzeć internety i zobaczyć, jak to ludzie robią, bo tak czy siak córka zapowiedziała, że od tej pory – tylko taki i to razy dwa 🙂 Racja, jak już robić, to dwie keksówki. Robota (i gaz) jedna, a będzie na dłużej.

  11. Lucia pisze:

    Smutna wiadomość mimo, ze nie znałam Jej ani bloga.
    Mnie tez dzisiaj kulinarnie wzięło ale ze włoszczyzna, to bez entuzjazmu. U Ciebie pysznie szczególnie ten chlebek paprykowy mnie kręci.
    Ach ta zima. A psiaki ją uwielbiają. Ja jak w domu ciepło to też. Za śniegiem ciut tęsknię
    Słonko cynamonowe przeurocze. Buziaki .

    • anka pisze:

      Luciu:-) Możesz wejść na blog, mąż powiadomił o tym, co się stało i zamieścił piękne zdjęcie… pożegnalne…

      Chlebek bardzo prosty, spróbuj. Słoneczko zniknęło szybciutko.
      Zimna nie lubię! Buziaki!

  12. 7 8 Krystyna pisze:

    O tyle smakowitości. Wyglądają przepysznie…….. Ja się skupiam na urozmaiconych zupkach….

  13. Pola pisze:

    Ale pyszności! Wszystkie by mi smakowały. A słońce cynamonowe wymiata!
    Pysznie u Ciebie zawsze, klimatycznie i domowo cudownie!
    U mnie tez dużo sniegu i baaaardzo mroźno…
    Ale pozdrawiam gorąco…
    Pola

    • anka pisze:

      Polinko:-) Wszystko mogłabyś jeść, bo bezmięsne. Słońce następnym razem może wyjdzie zgrabniejsze, wszak trening czyni mistrza:)
      Mróz jest okropny, nie znoszę go! Wróciliśmy z psiepsiołami z lasku, nie da się dłużej chodzić, miałam wrażenie, że mi płuca zamarzają mimo opatulenia. Szilunia łapki podnosiła do góry, więc wracaliśmy szybciutko.
      Pozdrawiam Cię znad ulubionej szklanki (od synka z napisem: najlepsza mama) wypełnionej herbatką żurawinowo-imbirowo-rabarbarową oraz zwykłą czarną. Od kilku dni taka mieszanka smakuje mi baaardzo. Buziaki!

  14. Ewa Urlik pisze:

    Aniu, jak zwykle podziwiam twoje zdolności kulinarne, a przede wszystkim twoją chęć do robienia takich rzeczy. Jestem leniem, trudno, może kiedyś mi przejdzie.
    Ty nazywasz to śniegiem, te parę płatków, które u ciebie spadły? Szila i Skit nawet łap nie zanurzają. Tutaj pies ma śniegu po klatę, czyli jakieś 40 cm., a czasem tylko grzbiet i nos mu widać. To jest śnieg. Przytulam cieplutko.
    PS. Strasznie mi Bognny żal, tyle lat się znałyśmy… Czy o nas też ktoś napisze, gdyby coś się stało?

    • anka pisze:

      Ewuniu:-) Mnie też nie zawsze się chce (ale wolę od sprzątania!), jednak domowników wykarmić trzeba dysponując tym co akurat jest w zasięgu ręki i stąd konieczność wymyślania. Albo szukania przepisów lekkich, łatwych i przyjemnych:) I żeby jeszcze zjedli coby moje wysiłki nie poszły na marne. Z babcią D. jest różnie, raz zje, innym razem nie, MS znowu znalazł ukryte tabletki. Potrafi udawać, że połknęła i wypluć u siebie w pokoju.
      Śnieg jest i mróz też. Nie lubię obu!
      PS. To wprost szok Ewuniu. Taka fantastyczna dziewczyna! Nie mogę przestać o niej myśleć…

  15. Ervi pisze:

    Masz ogromny talent 🙂

  16. zamyślona pisze:

    A ja się lenię i prawie nic nie robię. Ale zachęciłaś mnie do działania. Może jutro to czekoladowe ciasto zrobię. Ściskam Cię mocno Marysia.

  17. Eliza pisze:

    Ten chlebek wygląda smakowicie, upiekę w sobotę bo będę sama to jak coś nie wyjdzie to dam kotom i nikomu się nie przyznam 🙂

    • anka pisze:

      Elizo:-) Na pewno wyjdzie, skoro mnie wyszedł to Tobie wyjdzie tym bardziej 🙂
      U mnie psiepsioły wszystko zjedzą, jakby coś nie wyszło to by też chciały, a trzeba ich bardzo pilnować, bo za grube są. Co „zgubiły” w Szczawnicy to już nadrobiły mimo moich usilnych starań, żeby tak się nie stało 🙁
      Powodzenia w pieczeniu!

    • anka pisze:

      Di:-) Piekłam już kilka razy i zawsze jest wspaniały. Najważniejsze, że daje się kroić na normalne kromki i nie kruszy się. Moje poprzednie różne próby wyglądały nie zawsze ciekawie, najgorsze było właśnie kruszenie się podczas krojenia. Ten jest Rewelacyjny! Polecam każdemu, a Tobie dziękuję za przepis 🙂
      Serdeczności posyłam 🙂

Pozostaw odpowiedź fuscila Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *